Dodaj do ulubionych

Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników]

24.02.11, 09:32
a potem w praktyce sie okaze ze h... ma tyle do ogora co p... do ucha
Obserwuj wątek
      • big.ot Re: jak to było? 24.02.11, 12:27
        Miło w końcu poczytać jakieś normalne wypowiedzi, a nie ciągłe lamenty, że nastolatki myślą, że od pierwszego razu się w ciąże nie zachodzi.

        Jak się ankietę robi wśród dwunastolatków to czego oczekiwać? Seks jest dla ludzi dojrzałych i basta. A jak ktoś nie dojrzał do seksu to w ogóle nie powinien go uprawiać. Przykro mi, może to niepopularne, nie 'trendi' ale tak jest. I można rozdawać prezerwatywy tonami gimnazjalistom, ale jak od kogoś w domu nie wymagano odpowiedzialności to to wszystko na nic, w myśl zasady, że "można konia przyprowadzić do wodopoju ale nie można zmusić do picia".
    • lemmikki66 Ani miłość, ani prezerwatywy 24.02.11, 10:00
      Jak obserwuję tą "intuicję" młodzieży, o której mowa w listach, to utwierdza mnie to w przekonaniu, że im nie trzeba ani miłości ani prezerwatyw. Poczytajcie jakiekolwiek fora dla nastolatków. Chcą wiedzieć jak uprawiać seks i czy wypada na pierwszej randce wkładać penisa w ucho, ale dlatego, że tak trzeba. Wszyscy to robią, a oni nie, więc muszą się doszkolić i przejść inicjację. Inaczej będą opóźnieni w stosunku do reszty. A miłość? Piszą raczej nie o miłości a o gestach uznawanych powszechnie za romantyczne. Jak chłopak nie trzyma za rękę to znaczy, że zdradza i dyma inną, takie mają poczucie miłości.
      • mahadeva Re: Ani miłość, ani prezerwatywy 24.02.11, 12:49
        no bo tak jest. jak sie ma nascie lat to sie nie mysli o powaznym zwiazku, rodzinie, milosci wlasnie - to jest dla ludzi dojrzalych. za to jak sie ma nascie lat to budza sie instynkty, czlowiek chce wszystkiego doswiadczyc. pojawia sie seks i co najwyzej zakochanie, a nie powazna milosc. wiekszosc to chyba zapomina, jak sami byli mlodzi...
    • lk10 Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 10:43
      Trudno już o tym słuchać i czytać. Jeżeli ludzie wychowują się w normalnych rodzinach to te sprawy przychodzą jakby same. Bo rodzice najlepiej wiedzą jak rozmawiać lub nie ze swoimi dorastającymi dziećmi. A taka urzędowa edukacja w szkole ogranicza się najczęściej do spraw technicznych a nie do meritum jakim jest a przynajmniej powinno być uczucie pomiędzy ludźmi. Generalnie jeżeli młodzi ludzie się kochają to z techniką sobie poradzą. A jeśli wiedzą tylko o technice jak się zabezpieczać to jest to pomieszanie z poplątaniem. Do tego Ci niedouczeni nauczyciele więcej zrobią szkód niż pożytku. Rozmowy o seksie w gronie 20 czy 30 młodych ludzi są najczęściej powodem do głupich żartów a nie do poważnej rozmowy o tym co tu jest ważne. To jak się nasza oświata do tego zabiera woła o "pomstę do nieba".
    • ulanzalasem Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 10:51
      Te listy są prawdziwe? To jakieś bravo? Gimnazjalistka liczyła, że pan na lekcji wdżwr wyjaśni jej czym jest łechtaczka xD A jakie fachowe on ma przygotowanie? Może czas wrócić do zamierzchłych czasów PRLu i przywrócić "gabinety lekarskie" w szkołach co da nam zdrowsze zęby dzieci (plomby, które wtedy zakładano może i nie grzeszyły "wyglądem", ale trzymają się latami - a te z prywatnych gabinetów gdzie wizyta kosztuje kilkaset złotych czasami się sypią po kilku miesiącach) i osoby, które z medycznego punktu widzenia będą lepszym źródłem wiedzy(dobór personelu musi być odpowiedni).
      • margdalena Re: Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 11:56
        czy świadomość, czym jest łechtaczka wymaga jakiejś fachowej wiedzy? chyba każdy może na to pytanie odpowiedzieć? no chyba że się jest religijnym i między nogi ani sobie ani partnerowi nie zagląda, robi to po ciemku i pod kołdrą, żeby czasem nie mieć z tego przyjemności, bo to grzech! co do zamierzchłych czasów PRLu i Twojego odwołania do plomb - zawierały duże ilości rtęci, która teraz, i przez najbliższe kilkanaście, kilkadziesiąt lat, będzie zatruwała nam glebę i wodę, powodzenia, jeśli takowe jeszcze masz, tylko zutylizuj je przed pogrzebem!
          • margdalena Re: Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 12:31
            szczerze mówiąc, zastanawiałam się nad usunięciem tego słowa bądź wzięciem je w cudzysłów (bo dla mnie religijny znaczy tyle co zakopany w polsko-katolickich schematach) ale już kliknęłam wyślij. Dziwne, że się akurat do tego przyczepiłeś/aś, A. I dla Twojej wiadomości na przykład ortodoksyjni Żydzi odmawiają kobiecie przyjemności podczas seksu i po prostu gwałcą. Czyż nie jest to w ich rozumieniu religijnością? Jak zresztą seks w ramach "obowiązku małżeńskiego" dla większości katolików, i większości mieszkańców tego kraju, oprócz tych biednych dzieci, które chcą się czegokolwiek dowiedzieć, bo ich rodzice są niezdolni do przekazania im jakiejkolwiek wiedzy, sparaliżowani strachem, wstydem nie wiem czym jeszcze... a państwo odmawia solidnej wiedzy na ten temat wymyślając jakieś dodatkowe lekcje, kiedy trzeba by dołożyć co trzeba do programu biologii czy przyrody w podstawówce i nie zostawiać tego na koniec roku szkolnego kiedy połowa dzieci do szkoły nie chodzi. No bo przecież wiadomo, "zwykli" dorośli nie wiedzą co to jest łechtaczka! Wg mnie tak to wygląda - od rodziny wymaga się aby uczyła szacunku i miłości, prawidłowych zachowań kobieta-mężczyzna, od placówek edukacyjnych - rzetelnej wiedzy naukowej.
            • n0e2008 Re: Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 13:18
              tylko, że wychowanie seksualne nie jest wyłącznie 'wiedzą naukową'. gdyby to były po prostu biologiczne fakty, to mogłoby się to mieścić w programie biologii.

              WS jest i zawsze będzie (tak samo jak WdŻ zresztą) formą ideologii. Z tego prostego powodu, że opisuje zjawiska, które następnie wartościuje. A nauka sama z siebie o wartościach nic nie wie. Sądy normatywne nie istnieją w przyrodzie.
    • dersky Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 11:18
      Prawda wygląda w następujący sposób wg danych GUS w 2009 r.

      www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_rs_rocznik_demograficzny_2010.zip
      Tablice\8_urodzenia_RD'2010.xls --> arkusz "tabl. 71 (106)"

      urodziło się

      59 228 dzieci w małżeństwach, których okres trwania był krótszy niż 9 miesięcy. Czyli na 250 794 małżeństw jakie w tym czasie zawarto, można powiedzieć, że


      59 228 / 250 794 = 23,6% było z wpadki. Czyli co 4 kobieta szła "do ołtarza" "z brzuchem".

      Do tego w 2009 r. było

      84 527

      urodzeń pozamałżeńskich. Czyli

      84 527 / 417 589 = 20,2%

      "panien z dzieckiem".

      Tyle mówi GUS i liczby na temat wiedzy o seksualności polskiego społeczeństwa.
      • matyldan Bzdury 24.02.11, 16:43
        Te wyliczenia nic nie mówią na temat wiedzy o seksualności.

        Z moim facetem z pełną świadomością zaplanowaliśmy dziecko po kilku latach związku, a kiedy byłam w ciąży dopiero braliśmy ślub - nie z powodu ciąży. Wiedzę o seksie, antykoncepcji itd. mieliśmy opanowaną.

        A część 'panien z dzieckiem' to kobiety, które żyją w związkach bez ślubu, ale planują z partnerem potomstwo.

        Nie wszystkie dzieci bez ślubu to efekt wpadki.
        • dersky Re: Bzdury 24.02.11, 17:17
          Przede wszystkim, nie trzeba brać tych wyliczeń tak osobiście ;). To są liczby, które są po prostu prawdziwe i w każdej chwili do sprawdzenia na stronie GUS.

          www.stat.gov.pl/gus/5840_rocznik_demograficzny_PLK_HTML.htm
          Wydaje mi się, że takie przypadki jak Pani zdarzają się i są możliwe. Ale jednak fakt, że kulomiotka jest silniejsza od przeciętnego mężczyzny, nie świadczy o tym, że kobiety są silniejsze od mężczyzn.

          Ja bym raczej obstawiał, że 50% wszystkich dzieci obecnie jest nieplanowane i z wpadki (a zapewne istotny odsetek z nich jest zwyczajnie NIECHCIANA).

          A Pani jak szacuje spośród tych

          59 228 dzieci, które urodziły się w małżeństwach, których okres trwania był krótszy niż 9 miesięcy. Jaki odsetek z nich jest nie z wpadki. Intuicja mi podpowiada, że nie więcej niż 10%.

          Albo wśród

          84 527 "panien z dzieckiem" ile świadomie planowało potomstwo. Moim zdaniem, także nie wyższy odsetek niż ten z sytuacji powyżej.
    • n0e2008 co za bujda 24.02.11, 12:08
      już wierzę, że to prawdziwe listy, heheh, szczególnie ostatni. przeintelektualizowany ton 'nawróconej katoliczki', razi sztucznością.

      a może po prostu pokażcie wszystkie listy jakie dostaliście, a czytelnicy sami ocenią jakie postawy przeważają?
      • chimera03 Re Sprawa życia i śmierci 24.02.11, 13:31
        Gadać o antykoncepcji, bezpiecznym seksie, obustronnym szacunku i partnerskich relacjach aż dzieciakom wyjdzie to bokiem. To jest sprawa życia i śmierci.
        kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255,9138035,Osiemnastolatka_podejrzana_o_zabojstwo_dziecka__Jest.html
        • dersky Re: Re Sprawa życia i śmierci 24.02.11, 14:34
          Bardzo dobry artykuł! Pokazuje co w zamian i doskonale współgra z omawianym. Jeżeli nie chcemy mieć antykoncepcji to będziemy mieli w zamian takie historie. (Tak przy okazji: biedne dziecka i bezrozumny prokurator, który wsadził dzieciaka na 3 msc do aresztu :( :( :( )

          W Polsce w 2009. r. urodziło się:

          84 527 - dzieci w związkach pozamałżeńskich

          +

          59 228 - w w małżeństwach, których okres trwania był krótszy niż 9 miesięcy

          To daje razem 84 527 + 59 228 = 143 755

          dzieci z potencjalnej "wpadki" a stanowi to

          143 755 / 417 589 = 34,5%

          wszystkich urodzeń w 2009 r. Dodać do tego jeszcze wpadki w małżeństwach i mamy fakt, że w Polsce 50%, połowa wszystkich dzieci jest z wpadki i nikt ich nie planował. (A części z nich na pewno nie chciał.)

          Po co ta cała gadka o edukacji i antykoncepcji??? Jest dobrze...
    • mocnypolak Re: Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 13:37
      Jak uczyć antykoncepcji na lekcjach jak w salach wiszą krzyże i ksiądz oraz katechetka ma więcej do powiedzenia jak Ministerstwo Edukacji.
      Jestem rodzicem i uczę wprost moje dzieci, co robić żeby nie mieć niechcianych dzieci i jak się nie zarazić chorobą weneryczną, bo jak na samym początku spieprzą sobie życie to po co takie życie.
      „Lepiej zapobiegać niż leczyć”! Prawda ? A w tym przypadku jest na odwrót miejcie dużo dzieci potem martwcie się sami co z nimi zrobić!
      Polska edukacja w sprawach współżycia nieletnich jest na poziomie X wieku.
      • nie_czytaj_tego Re: Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 13:57
        mocnypolak napisał:

        > Jak uczyć antykoncepcji na lekcjach jak w salach wiszą krzyże

        Dla niektórych antyklerykałów krzyż ma większą moc niż dla katoli i macie czelność naśmiewać się z innych, że przesądni są ? Przykro mi jestem niewierzący, nie rozumiem Twojego oburzenia bo znak czy symbol krzyża jest mi zupełnie obojętny.

        > Jestem rodzicem i uczę wprost moje dzieci, co robić żeby nie mieć niechcianych
        > dzieci i jak się nie zarazić chorobą weneryczną, bo jak na samym początku spie
        > przą sobie życie to po co takie życie.

        Czyli mogą się puszczać byle w gumie ? Co do spieprzonego życia - nie chcesz żeby popełnili Twoje błędy?

        > Polska edukacja w sprawach współżycia nieletnich jest na poziomie X wieku.

        A czemu nie IX? Albo IV? Głupie gadanie....
        • sittingbull1 jakos nie wierze w te twoja obojetnosc 24.02.11, 14:13
          zadziwiajace, ze na forach uaktywnili sie ostatnio ludzie, ktorym krzyz, religia, kosciol, ksieza, konkordat, rozdzielnosc panstwa od kosciola( niepotrzebne skreslic) sa calkowicie obojetne, co stanowczo podkreslaja, wypisujac w kolejnych zdaniach rewelacje zywcem wyjete z katolickich katechizmow i ksiazki do WDZ z rekomendacja KK. Tobie symbol krzyza jest tak samo obojetny, jak niejakiemu Jaroslawowi comiesieczny przemarsz na Krakowskie Przedmiescie.
          • nie_czytaj_tego bo dla ciebie wszystko jest białe albo czarne 24.02.11, 14:41
            Skoro wszystkich próbujesz szufladkować wg wzorca :fundamentalista chrześcijański<=>antyklerykał to rozumiem twoją rozterkę.

            Czy jeżeli ktoś wyznaje zasadę "nie zabijaj" to też wg ciebie jest katolem? No to w takim razie żydzi też są katolami? ;)

            Widać zasada "albo jesteś z nami albo przeciwko nam" nie odnosi się tylko do pisu....

            Eh polaczki, polaczki niezależnie od tego po której stronie barykady jesteście, wykazujecie takie samo chamstwo i prowincjonalne myślenie.
      • szoszan Re: "Młodzież pragnie miłości" a kto weźmie dziec 24.02.11, 15:11
        Za komuny miałam w szkole podstawowej( VII, VIII klasa) tzw. uswiadamiajace lekcje, które czasami przypominały pogadanki o genitaliach. Wiedziałam o zachowaniach seksualnych więcej niż wychowawca, pielęgniarka, pedagog raczyli przekazać, bo po prostu czytałam o tym czy to w podręcznikach, czy w gazetach, encyklopedii i literaturze pięknej, czasem obejrzało się jakiś pikantniejszy, nniekoniecznie pornograficzny film. Wiedziałam skąd się biorą dzieci, mam sporo rodzeństwa, więc najlepszą antykoncepcją była dla mnie świadomość pochodzenia z wielodzietnej rodziny, ale nie zazdrościłam jedynakom.
        W ramach gazecianych akcji o seksie porozmawiałam z synem- gimnazjalistą(2kl.).Powiedział, że owszem, te lekcję WDŻwR są, ale po prostu nudne i go to nie specjalnie interesuje, bo podobne gadki ma na biologii, WOSie i godz. wychowawczej. Ocenił je swoim językiem( "żalowe pierdy")jako strate czasu, bo i tak większość wie o co chodzi, a i tak robi po swojemu i żadne uświadamianie wiele tu nie pomoże.
        Seksy młodych to chyba bardziej kwestia wychowania, a te jest domeną rodziny niż nauczania, które realizuje jakaś instytucja.
        Osobiście wolałabym sama uświadamiać i wychowywać, bo i tak najczęściej robi to zindoktrynowany katolik albo ateista. Ani ten, ani ten nie spełnia swojej roli w tym względzie.
      • yan.nick Re: Nie zgadzam się z autorką. Takich edukatorów 24.02.11, 16:34
        guru133 napisał:

        > zakresie życia seksualnego jak ci w sutannach i koloratkach nie znajdziesz. Nik
        > t nie ma takiej jak oni praktyki i tio zarówno z dziewczynkami, jak i z chłopcz
        > ykami:))

        Co racja to racja. Potwierdzam na podstawie obserwacji życia. Nie znam nikogo z okolicznych, który byłby inny.
    • dpp.maketing Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 24.02.11, 17:51
      Ja tylko nawiążę do zdjęcia z artykułu.
      Zauważyłem, że ludzkość poszukuje najlepszego odpowiednika do nauki zakładania prezerwatyw. Co więcej szuka ich w świecie warzyw. Przeanalizujmy dwa klasyczne przykłady:
      - banan - tutaj musimy egzemplarz dobrać według pożądanego promienia krzywizny; poza tym banan posiada łaszcz i rdzeń co też daje pewne analogie
      - ogórek - czasami bywa chropowaty, hmmmm...
      Oczywiście przykładów można mnożyć. Głównymi parametrami wydają się być profil oraz grubość warzywa (cukinie, marchewki, algierskie kabaczki)
    • agduss sex education 15.05.11, 13:59
      a mnie zastanawia, dlaczego jeszcze nikt w polskich mediach nie wpadl na pomysl zrobienia czegos na ksztalt brytyjskiego 'The Sex Education Show'. przedstawianie nastolatkom faktow, bez czerwienienia sie i pomijania tematow 'bo nie wypada'. mowienie o chorobach wenerycznych, rodzajach zabezpieczen, zmieniajacym sie ciele, wlosach lonowych, budowie narzadow, wszystkim, co zwiazane z zyciem seksualnym. i uwazam, ze takie programy powinny byc wprowadzone nie tylko do liceow ale tez gimnazjow, jako ze wspolzycie zaczynamy nie zawsze dopiero po slubie.
      • pabloluzak Re: "pragnie miłości, nie prezerwatyw" co za bzdu 11.02.12, 10:55
        mechaniczne i instynktowne traktowanie seksu oraz jego powszechność np. w mediach rodzi właśnie takie i podobne postawy do Twojej. Dzisiaj seksem reklamuje się nawet materiały budowlane, co jest jakąś paranoją. Żyjemy w świecie, gdzie każdy pożądny i zdrowo myślący młody człowiek jest traktowany jak "jakiś inny", bo skoro "wszyscy" To robią i "wszędzie" To jest, to musi być "fajne". Hulaj dusza!
        PARANOJA!!!!!
    • klaudia12331041 Miłość czy prezerwatywy? [listy czytelników] 03.05.12, 21:11
      Pamiętam że miałam taką nauczycielkę od wdż-u w gimnazjum (zakonnicę oczywiście) która jako najlepszą metodę antykoncepcji przedstawiła kalendarzyk. Wytłumaczyła to tak, że od wszystkich innych można dostać raka - nawet od prezerwatyw (wtf?). Nie chciałabym żeby w przyszłości moje dziecko było tak nauczane, wg mnie, bardzo ważnego przedmiotu.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka