rodzice

11.05.04, 10:46
Nie jestem nauczycielką, lecz rodzicem i bardzo mnie interesuje, jak
nauczyciele chcieliby widzieć współpracę rodziców ze szkołą tudzież jak
oceniacie pracę tzw. rad rodziców istniejących w szkołach?
    • verdana Re: rodzice 11.05.04, 15:26
      Jestem rodzicem i byłam nauczycielką. Nauczyciele chcieliby, aby wszystkie
      problemy dziecka załatwiali rodzice. Za wyniki nauczania odpowiadają rodzice
      (pani dziecko nie zna tabliczki mnozenia - trzeba je nauczyć). Za zachowanie w
      klasie odpowiadają rodzice (pani dziecko gada na lekcji. Ma przestać). Rodzice
      nie powinni nigdy brać strony dziecka - raz tak zrobiłam i przez następne parę
      lat nauczycielka mówiła córce - cóż dziwnego, ze jesteś arogancka, skoro matka
      TAK cię wychowuje.
      Rada Rodziców służy do zbierania "pieniążków', akceptowania
      wydawania "pieniążków" i do potakiwania dyrekcji.
      W pokoju nauczycielskim oplotkowuje się rodziców, szczególnie tych, którzy mają
      szkole coś do zarzucenia.
      Ale trzeba spróbować to zmienić! Tyle, ze często cierpi na tym własne dziecko
      • maolga Re: rodzice 11.05.04, 23:01
        Verdano to okropne o czym piszesz i nie zgadzam się z Tobą.
        Dzisiaj rodzic jest klientem szkoły czy przedszkola i od niego zależy gdzie
        pośle dziecko.Więc rodziców traktuje się inaczej niż kiedyś.Poniekąd są to
        działania z pogranicza marketingu.
        Piszesz:
        "Nauczyciele chcieliby, aby wszystkie problemy dziecka załatwiali rodzice."
        Piszesz to z punktu widzenia rodzica, a gdybyś była nauczycielem patrzyłabyś na
        to inaczej. Czasami wygląda to jak odbijanie piłeczki pingpongowej, zwłaszcza
        wtedy gdy obie strony faktycznie nie mają czasu na rozwiązanie danego problemu
        dziecka.
        Twierdzisz:"Za wyniki nauczania odpowiadają rodzice (pani dziecko nie zna
        tabliczki mnozenia - trzeba je nauczyć)". Tu winę podzieliłabym na połowę:
        nauczyciel ma powiedzmy np. "45 min" na wprowadzenie nowego zagadnienia, dalej
        godzinę lub dwie na utrwalenie i kolejno na kontrolę(mam na myśli lekcje
        wprowadzającą, utrwalającą i kontrolną). Do nauczania dodaj wychowanie,
        dyscyplinę i podziel to na ilość więcej i mniej zdolnych uczniów w
        klasie.Najczęstszym problemem nauczyciela może być niezdyscyplinowana i liczna
        grupa.
        Powiem tyle, że najlepiej jest wtedy gdy rodzic na bieżąco dowiaduje się od
        dziecka czego uczyło się w szkole, sprawdza jak radzi sobie dziecko z danym
        zagadnieniem ,a co do tabliczki mnożenia koniecznie ćwiczy w domu. Jak żyję to
        nie słyszałam żeby dziecko samo, bez pomocy dorosłych nauczyło się tabliczki.
        Sama pamiętam,że jako dziecko moja mama poświęcała nam dużo czasu i szczególnie
        dużo utrwalała z nami tabliczkę i czytanie, do tego były domowe dyktanda i
        opowiadanie przeczytanych lektur, sprawdzanie zeszytów. Dzisiaj może to być
        problemem dla rodzica- nie ma czasu dla dziecka, bo jest zmęczony pracą
        zawodową. Dodam, że zauważyłam większe zaangażowanie mam w sprawy dziecka i
        życie klasy, zwłaszcza wtedy gdy nie pracują zawodowo. Bardzo lubię
        współpracować z takimi mamami - pomagają w organizowaniu imprez, przygotowują
        dzieciom stroje do przedstawień.Ich pomoc i życzliwość jest nieoceniona. Ale
        niestety jest też grono rodziców, którzy mają bardzo roszczeniową postawę wobec
        szkoły i chyba całego świata. Tej postawy nieświadomie uczą swoje dzieci.

        A co do Rady Rodziców i zbierania pieniążków- to przecież jest ważne.
        Pieniążki z RR idą na nagrody za dobre wyniki nauczania , na konkursy,
        dofinansowanie wycieczek i dekoracje imprez ogólnoszkolych też, czasami nawet
        na mydło i papier toaletowy. Nasza dyrekcja czasami wygospodarowuje je na nowe
        pomoce naukowe i książki do biblioteki. RR wydaje opinie o pracy nauczycieli i
        naprawdę dużo może, pod warunkiem, że sprawnie działa.
        Tylko jest problem z tymi którzy nie chcą płacić. Jak wytłumaczyć 4 wpłaty na
        radę z 30-osob. klasy?
        A w pokoju nauczycielskim są inne tematy do rozmów - chyba jesteś
        przewrażliwiona, Verdano.

        • verdana Re: rodzice 12.05.04, 20:35
          Byłam wiele lat nauczycielką - i co gorsza poznałam nauczycieli ze strony
          pokoju nauczycielskiego. Stąd wiele uwag.
        • izzo Re: rodzice 13.05.04, 09:34
          maolga pisze: "Dzisiaj rodzic jest klientem szkoły czy przedszkola i od niego
          zależy gdzie pośle dziecko.Więc rodziców traktuje się inaczej niż
          kiedyś.Poniekąd są to działania z pogranicza marketingu."
          Czasem niestety rodzica traktuje sie jak klienta tylko do momentu zapisu
          dziecka - później wiadomo, że rodzice niechętnie przenoszą dzieci, więc klient
          jest juz zdobyty i uzależniony od szkoły.
          Ja ze swej strony jestem bardzo chętna do współpracy - w miarę moich
          możliwości, bo "niestety" pracuję. I tu zauważyłam, że niektórzy nauczyciele
          forują uczniów, których mamy - choćby z racji pozostawania w domu - bardziej
          sie udzielają w szkole. Takie dzieci są lepiej traktowane, co dziwniejsze,
          zwykle mają lepsze oceny za "zangażowanie", co wchodzi do oceny z zachowania.
          Pisze Pani, że RR ocenia pracę nauczycieli - w jaki sposób? jawnie? ankietowo?
          Chciałabym wiedziec, czy jestescie zwolennikami wlaczania rodzicow w niektore
          zajecia, zapraszania rodzicow do szkoly, wspolne zajecia czy tez rodzice
          powinni ograniczyc sie do przygotowywania dekoracji, strojow na zlecenie
          nauczyciela i ew. przyjscia na przedstawienie?
          • maolga Re: rodzice 13.05.04, 21:34
            Rodzic ma prawo zmienić dziecku szkołę, więc rodzic wcale nie jest na 100 %
            stałym klientem szkoły.A co za tym idzie do zmiany zawsze dołącza się opinia o
            szkole, nauczycielu- wychowawcy itp. O "uzależnieniu" można myśleć od strony
            dziecka, które może źle znosić zmiany otoczenia, grupy...
            A jeżeli chodzi o wydawanie opinii przez RR to mówimy tu o nauczycielach
            będących na poszczególnych stopniach awansu zaw., którzy o taką opinię starają
            się.
            Jeżeli chodzi o udział rodziców w zajęciach, jest to możliwe, ale wiąże się z
            dużym stresem dla nauczyciela(powiedziałabym czasami większym od hospitacji
            dyr.)dlatego że nauczyciel może mieć świetny kontakt z dziećmi i młodzieżą,
            ale nie potrafi, a może nie lubi rozmawiać z rodzicami. Rozmowy z rodzicami są
            czasami bardzo trudne W ramach stażu prowadzi się zajęcia otwarte również dla
            rodziców.
    • rubi21 Re: rodzice 15.05.04, 15:40
      Verdana przykro mi ze trafiłaś na taki zespół nauczycieli, skoro tak źle
      oceniasz pracę nauczyciela. Tak naprawdę bardzo wiele zależy od rady
      pedagogicznej i wymagan dyrektora. W sumie na moje szczęście trafiałam zawsze
      na dyrektorów wymagajacych. Raz pracowałam z zespołem ludzi, z którym więcej
      nie chce, ale obecnie po zmianie pracy czuje sie jak najbardziej na swoim
      miejscu, to tyle o środowisku pracy. W szkole, w której pracuje zawsze liczymy
      sie z dziećmi i ich rodzicami - staramy sie współpracować, tyle zę rodzice
      zostają do tej współpracy zobowiazani w chwili zapisu - wiedzą na co sie godzą.
      Nie mozna spychac wychowania w całosci na nauczycieli a nauczania na rodzica.
      Nauczyciel musi działac wychowawczo ale to rodzic musi dziekco nauczyc, że
      odrobienie pracy domowej jest obowiązkowe, spakowanie plecaka na nastepny dzień
      również - tego nie przypilnuje nauczyciel. Prawda jak zwykle jest gdzies
      posrodku, ale uwazam że należy obserwować dziecko i to zarówno rodzice jak i
      nauczyciele, bo niejednokrotnie zdarza sie ze dziecko nie ma warunków do
      normlanego życia w domu, wtedy wkracza nauczyciel pedagogo i cały sztab ludzi z
      zewnątrz. Pozdrawiam i zyczę więcej wiary w drugiego człowieka, nie jest tak że
      całe życie jest jednym wielkim interesem do załatwienia.
Pełna wersja