"mało zdolny ale bardzo pracowity"

IP: 217.11.142.* 23.06.04, 20:15
Tak określiła mnie kiedys [pod koniec lat 80] moja byla babka od polskiego z
liceum w klasie i to samo powtorzyła mojej matce na wywiadówce.

Nie zebym wpadał w kompleksy czy cos w tym stylu, bo wbrew pozorom byłem
niezły z polskiego, ale babka podzieliła nas wtedy na 2 grupy tzn na uczniów
zdolnych i wybitnych i resztę. Reszta chocby nie wiadomo co robiła i nawet
jesli z trudem i wielką łaską mogla wywalczyc ocenę bdb to i tak
była "gorsza" od tych zdolnych, ktorzy mogli sie opierdzielac, ale ona to
zwalała na "trudny dzień". Np. tym "wybitnym" nigdy nie postawiła oceny
niedostatecznej nawet jeśli był powód.

W tym liceum nie było aż tak źle wbrew pozorom nie bylo takiego
podziału "rasowego" jak w mojej byłej podstawówce, gdzie babki po prostu
przeginały pałe i szmaciły uczniów którzy chcieli się wybić. Ale kiedys w II
klasie w LO z okazji wojewódzkiej olimpiady matematycznej wychowawczyni
pozwoliła sobie była na uwage "jak to jest mozliwe ze uczen ze słabymi
trójkami zajmuje pierwsze miejsce w olimpiadzie matematycznej a uczen z
samymi piątkami trzecie?"; chodziło o moich 2 kolegów z klasy z ktorych ten
co zajął 3 miejsce byl uczniem "wybitnym", a ten co zajął 1 mial faktycznie
wtedy troje na polrocze z matematyki. Tzn dostawal 4 ze sprawdzianow, ale
sporo troj i dwoj a to ze nie uwazal na lekacjach, a to za dlugie wlosy
[nosil takie hehe], a to za bazdgrzenie w zeszycie [pani od matematyki
obnizala za to ocene]. Jak sie okazalo - chyba bazgrzenie w zeszycie nie
mialo wplywu na zajecie 1 miejsca w ww. olimpadzie. Stad to ogolne
zdziwienie. Oczywiscie pogratulowała ale zrobiła to tak, jakby chciała pawia
puścić.

Czy od lat 80 coś się zmieniło w polskiej edukacji? chodzi mi o nastawienie,
mentalność nauczycieli i uczniów. Czy nadal kujon jest okresleniem
negatywnym? czy "pracowitosc" jest postrzegana jako cos ułomnego, ze "brak
zdolnosci nadrabia ambicjami" itp.

Pytam o to bo tak ostatnio naszło nas na wspomnienia ze zmajomymi jak to
kiedys bywało w liceum itp itd. Przy okazji rozmowy zeszły na tematy zyciowe.
Np moj znajomy rzucił tekst o jakims swoim "wybitnym koledze ktory jest
doktorem fizyki, że facet jest zajebisty i cholernie zdolny, ze wpada do
swojego instytutu raz na 3 tyg i w ciagu 2-3 dni zrobi to co cała reszta
półmózgów która ślęczy nad ksiązkami. a ten zdolny i wybitny to w
miedzyczasie to lubi zaimprezować i wypić coś albo chałturkę zrobić. No super
extra gosciu". Podobny tekst usłyszałem od znajomego ktory jest sportowcem i
ktory tez mowil o jakis wybitnych sportsmenach. Co prawda o nich nie
słyszałem, ale ważne w tym wszystkim było to, ze są super zdolni a sportowców
w ichnim klubie jest za dużo i powinno sie wywalic tych malo zdolnych bo
zajmuja miejsce tym superzdolnym.

Oprócz tego było nieco jadu pt "a wiesz ze X dostal sie na AE we Wroclawiu? i
jest teraz na 4 roku [dziennych]". odp "co??? X??? ten polmozg????",
oczywscie jad kierowany byl w strone roznych takich ktorym sie "powodzi" bo
np maja firme, ale dobre stanowisko "na pewno ktos komus laske zrobil, bo co
oni mogli w nim wiedziec?"

Czy "pracowitosc" w szkole nadal jest postrzegana jako cos ułomnego, ze taki
ktoś "brak zdolnosci nadrabia ambicjami" albo jest "beztalenciem" ktore "sie
wybilo"? To pytanie zrodziło mi się z tego ze chciałbym wiedziec na ile "malo
zdolny ale bardzo pracowity" funkcjonuje nadal w edukacji. Bo to, ze ma się
niezle w biznesie czy zyciu to juz wiem... Nie chodzi mi o gornolotne
deklaracje, ale o mozliwie szczere wypowiedzi.

z gory dzieki
    • Gość: k Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.06.04, 22:40
      Zawsze się chyba znajdą tacy nauczyciele. Bo kogoś bardziej lubią a to go
      dodatkowo dopytaja jak bedzie chcial, zeby miec pretekst do postawienia mu
      lepszej oceny i te pe. Ja raczej mam sprawiedliwych nauczycieli z tych
      przedmiotów na ktorych mi zalezy i z ktorymi wiaze swoją przyszlość. Widzą jak
      pracujesz caly rok. i jak widzą, że się starasz, poświęcasz się, ale ci nie
      wychodzi są gotowi podciągnąc tą ocene (jesli by wyychodziło nds) na dopa. albo
      powiedzą, że będą jeszcze dopytywać. mnie na szczęście takie coś nie grozi bo
      akurat z tego jestem dobra.
      ale też zauwazyłąm niektore niesprawiedliwości. moj wychowawca-fizyk postawił
      kilku osobom 3 na koniec. z tych osob dwie poszly do niego, ze im brakuje do
      paska (dwie ktore bardzo lubi) i niby je dopytal i dal 4, z czego jedna nie
      miala zadnej oceny 4 w czątskowych, natomiast kolezanka ktora napisala 3
      sprawdziany na ocene 4 ma 3. albo inny przykład. z jedną kolezanką mialyśmy
      identyczne oceny czastkowe i postawila nam identyczne oceny na koniec, i tu ja
      mogę się czuć nieco pokrzywdzona. Bo tamta kolezanka nic nie robiła, a ja
      zajęłam 2 miejsce w szkolnym konkursie wiedzy o krajach niemiecko języcznych,
      reprezentowalam szkołę w konkursie wojewódzkim i tejże samej tematyce,
      reprezentowałam szkołę w wojewódzkim konkursie recytatorskim poezji
      niemieckiej, bralam udzial w jeszcze kilku konkursach, prowadziłam sesję
      naukową w języku niemieckim. więc naprawdę miala podstawy by dać wyzej, ale co
      ją to obchodzilo, ze uczeń się stara (i co ważniejsze mu wychodzi)
    • kociamama Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" 28.06.04, 03:45
      Pracowitosc nie jest cecha, ktora w POlsce imponuje, ale wrecz przeciwnie,
      niestety. Generalnie, rzadko kto mowi o sobie: pracuje ciezko. Kroluje raczej
      postawa: Nic nie robie, ale jestem taki/a zdolny/a, ze mi wychodzi. Juz
      mniejszy obciach to przyznac, ze ma sie farta, albo ze sie cos zalatwilo czy
      skombinowalao. Co ja mowie, obciach, wiekszosc opowiada z duma, jak cos
      skombinuje na skroty, bo to sie nam kojarzy z zaradnoscia i obrotnoscia, a
      ciezko pracuja frajerzy.

      Co do tektu malo zdolny, ale pracowity, to jeszcze nie slyszalam, ani tez jako
      nauczyciel nikomu tego nie powiedzialam. Mowilam za to: zdolny, ale leniwy,
      blyskotliwy i z potencjalem, ale nie woerzy w siebie, bardzo inteligentny, ale
      ma wmowione, ze jest glupi. itd. Tak sobie teraz mysle, ze moze dlatego, ze
      mowie tylko takie rzeczy jakie od nauczycieli sama slyszalam (zdolny len), wiec
      nic dziwnego, ze glupie baby komus brak zdolnosci wytykaja...

      Mysle, ze wielu rzeczy ucznia mozna nauczac, i raczej trzeba byc wynitneym
      antytalenciem, zeby sie czegos tam nie nauczyc. najpowazniejsza przeszkoda to
      brak checie do uczenia sie. Wiele czynnikow za to opdowiedzialnych mozna
      znalezc, ale genralnie, jak nauczyciel wie jak zmotywowac ucznia, i zrobi ten
      wysilek, to mozna osiagnac niespodziewanie dobre wyniki nawet w przypdaku
      uczniow, ktorzy maja duze braki.

      Ja mowie z perspektywy nauczycielki angielskiego. Uwazam, ze kazdy sie jezyka
      moze nauczyc biegle. NIe trzeba tu wyjatkowych zdolnosci jezykowych, jak wiele
      osob sadzi, no bo przeciez kazdy z nas opanowal polski, przynajmniej w stopniu
      komunikatywnym, wiec zakladam ze z angielskim tez to jest mozliwe. (trzeba byc
      wybitnie nie predysponowanym, zeby sobie jezyka nie przyswoic, spotkalam sie z
      jednym takim uczniem przez 8 lat zajmowania sie nauczaniem, badz douczaniem).
      Niestety pracowitosc to chyba 90% sukcesu, reszta to zdolnosci. Tez to
      sprawdzilam na sobie. Jestem uznana za osobe ze zdolnosciami do nauki jezykow.
      Angielski udalo mi sie opanowac na poziomie "close to the native speaker
      level", bo w lozylam w to ogromna ilosc pracy, dzieki madrej nauczycielce.
      Ucze sie jeszcze inncyh jezykow, i chociaz gramatyke pojmuje w lot i slowka
      wchodza mi szybko, nie osiagnelam takiej bieglosci jezykowej jak w angielskim,
      bo nie poswiecilam im nalezytej uwagi (brak czasu, checi).

      pozdrawiam,
      Kociamama.
    • Gość: Horst Wessel Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 10:35
      Moja podstawówka była jednym z najgorszych miejsc do jakich miałem okazję
      przybywać prawie każdego dnia o ósmej rano. Pamiętam swoją nauczycielkę od
      matematyki, która nie sądziła, że dostanę się do pewnego dobrego ogólniaka na
      warszawskich Bielanach.

      [4 lata temu były dwie tury egzaminów - lepsze szkoły prowadziły rekrutację od
      początku kwietnia, natomiast pozostałe tradycyjnie w czerwcu.]

      Postanowiłem zdawać do wymienionej szkoły, ale gdy zapytany przez swą
      nauczycielkę, odpowiedziałem, że wybieram się do L. usłyszałem, że ja i tak się
      tam nie dostanę, bo : "nie jesteś zdolny, a tam to potrzeba tylko mądrych
      uczniów, którzy wykazują się przeogromnym zasobem wiedzy". Na prawie każdej
      lekcji ciosała kołki na mojej głowie, że po co ja się przygotowuję do
      egzaminów, przecież i tak się tam nie dostanę, powinienem zostawić miejsca dla
      innych, bo tylko sobie głowę zawracam...
      No i wyszło na moje, odczułem diabelską satysfakcję ze swoich zdanych
      egzaminów. Dostałem się do swojej wymarzonej szkoły, a pani nauczycielka była
      zmuszona mi pogratulować sukcesu, chociaż czułem, że nie robi tego z radości,
      ale raczej z odczuwanej wzniosłości chwili i nauczycielskiego przymusu.

      To chyba jedyna hisotryjka, która przychodzi mi w tej chwili do głowy, więc gdy
      sobie coś przypomnę, to z miłą chęcią coś tutaj napiszę...
      • Gość: doktor nauk....... Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" IP: *.chello.pl 29.06.04, 12:30
        Ze mna było podobnie tyle, że...........ponad 30 lat temu. Moja nauczycielka
        fizyki w podstawówce twierdziła, że jestem półgłowkiem, o liceum powinnam
        zapomniec, a o studiach nawet nie marzyć.
        Zdałam egzamin ( bo wtedy był konkursowy egzamin tylko do 1 szkoły) do jednego
        z najlepszych liceów w Warszawie.
        Zdałam maturę.( wybralam jako jeden z przedmiotów fizykę).
        Zdałam trudny egzamin wstępny na obleganą ( wówczas) Akademię Medyczną.
        Ukończyłam studia z roczną przerwą na urodzenie dziecka.
        Zdałam egzaminy na I i II stopień specjalizacji z ginekologii i położnictwa.
        Obroniłam pracę doktorską.
        Operowałam moją nauczycielkę fizyki.

        Nie przejmujcie się "mało zdolni lecz pracowici". Trzymajcie się!
        • Gość: Horst Wessel Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 13:22
          Gratuluje naukowej kariery ! :)
          Trzeba wziąć się w garść i nie dać się zgryźliwym uwagom niemiłch
          nauczycieli ! :)
    • Gość: nauczycielka Re: "mało zdolny ale bardzo pracowity" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 19:51
      Z mniej zdolnymi, ale pracowitymi uczniami stykam się bardzo często.Nigdy
      natomiast nie powiedziałam dziecku że jest mniej zdolne. Takich uczniów należy
      zachęcać i nagradzać, bo systematyczną pracą można nadrobić lekki brak
      zdolności. Egzaminy gimnazjalne i maturalne nie są bardzo trudne i ci pracowici
      spokojnie je zdają. Dostają się również na studia, bo ich wiedza jest może
      mniej błyskotliwa, ale za to dobrze ugruntowana.Lubię oczywiście pracować z
      uczniami zdolnymi, ale uważam za swój sukces, kiedy dziecko mniej zdolne zda
      dobrze egzamin.Poza tym powiedzenie uczniowi, że jest niezdolny, odbiera mu
      wiarę w siebie, co na pewno nie pomoże mu w nauce.
Pełna wersja