Paweł i gaweł w jednym stali domku

IP: *.katowice.msk.pl / *.katowice.msk.pl 07.07.04, 06:42
Paweł i Gaweł w jednym stali domku. Tata Pawła jest nauczycielem w państwowej
szkole, mama lekarką. Tata Gawła jest mechanikiem samochodowym, mama
skończyła podstawówkę i nie pracuje. Tata Pawła często bierze nadgodziny,
mama dyżuruje w szpitalu średnio 8-10/miesiąc. Paweł rzadko spędza czas z
obojgiem rodziców. Tata Gawła pracuje do 17, ale czasem mu się zdarzy
jakaś „fuszka”. Rodzice Pawła mają daewoo, rodzice Gawła starego forda. Tata
Pawła wracając z pracy często widzi tatę Gawła w miejscowym barze. Tatę Pawła
nie stać na taką rozrywkę (tatę Gawła stać – a co, za swoje pije, nie za
cudze). Rodzice Pawła nie palą – uważają, że ich na to nie stać. Rodzice
Gawła pala około 2 paczki dziennie (tylko 3 złote za paczkę, co to za
wydatek, a poza tym zawsze można kupić na sztuki).
Rodzice Pawła posłali go do miejscowego przedszkola. Ale Paweł nie klął, a
poza tym nie znał bajek o mutantach – dzieci pierwszego dnia go opluły, nie
chciały się z nim bawić, zabierały mu zabawki. Paweł się nawet nie skarżył –
ale zauważyła to pani przedszkolanka i niestety stanęła w jego obronie. No i
Paweł został lalusiem i mamicyckiem. Ale tylko niecały miesiąc, bo teraz
chodzi do innego przedszkola.
Paweł i Gaweł spędzają wakacje w kraju. Paweł u babci, Gaweł na podwórku.
Paweł zawsze jeździ z rodzicami na 2 tygodnie w góry albo nad morze. Gaweł
nigdzie nie jeździ, bo kolonie za drogie. Rodzice Pawła zapisali go na
dodatkowy angielski. Rodzice Gawła kupili se „cyfre plus”
Rodzice Pawła zrobią wszystko, aby ich syn poszedł do lepszej szkoły.
Rodzicom Gawła to wisi.
P.S.
Autor tej wypowiedzi w pełni zgadza się z poglądami przedstawionymi w
artykule „Segregacja rasowa”. Dlatego nie ma nic przeciwko temu, aby dzieci
red. Pawła Reszki, red. Adama Leszczyńskiego, dr Barbary Murawskiej i dr
Romana Dolaty chodziły do najgorszej klasy w najgorszej szkole w najgorszej
dzielnicy.
    • Gość: i matka "Pawła" Re: Paweł i gaweł w jednym stali domku IP: *.chello.pl 07.07.04, 08:24
      Jest jeszcze jeden "Paweł", także z rodziny inteligenckiej ( rodzice -
      lekarze).Nasz "Paweł" również nie pasuje do opisanej wyżej rzeczywistości , bo
      ma zainteresowania, uczy się języków, rodzice wypruwają sobie flaki aby z
      pomocą dziadków wysłać "Pawła" na zagraniczny obóz językowy. I dlatego także ci
      rodzice są zdecydowanie za segregacją - nie tylko w szkołach, ale także na tym
      najniższym poziomie edukacji.
      P.S. Koleżanka matki "Pawła" - pediatra pracuje na kawałek etatu w jednym z
      warszawskich żłobków i jest zdania, że i tam dobrze zrobiłaby segregacja.
      • Gość: alerinne Re: Paweł i gaweł w jednym stali domku IP: *.mlyniec.gda.pl 08.07.04, 20:44
        a moze wprowadzic segregacje wszedzie? kazde miasto, wies itp estetycznym
        murkiem na pół, zrobic wszystkim test na inteligencje, wynik pomnozyc przez 3 i
        dodac do miesiecznego dochodu, no i wartosciowych na lewo, plebs na prawo.
        wtedy byloby wspaniale!!
        • Gość: Tata Pawła Re: Paweł i gaweł w jednym stali domku IP: *.katowice.msk.pl / *.katowice.msk.pl 08.07.04, 22:17
          Autor tej wypowiedzi w pełni zgadza się z poglądami przedstawionymi w
          artykule „Segregacja rasowa”. Dlatego nie ma nic przeciwko temu, aby dzieci
          red. Pawła Reszki, red. Adama Leszczyńskiego, dr Barbary Murawskiej i dr
          Romana Dolaty oraz "alerinne" chodziły do najgorszej klasy w najgorszej szkole
          w najgorszej dzielnicy.
        • Gość: inna mama Re: Paweł i gaweł w jednym stali domku IP: *.it / 62.233.189.* 08.07.04, 22:56
          Moje dzieci są zdolne i inteligentne nie tylko zdaniem najbliższej
          rodziny.Mimo, że uczęszczały do normalnych , typowych szkół publicznych, gdzie
          nikt dzieciaków nie "segregował", uczyły się dodatkowo gry na instrumentach,
          angielskiego, dużo czytały- także na przerwach w szkole.Wydaje nam się, że
          odnoszą sukcesy - równolegle dwa kierunki niezłych studiów. Ale moje dzieci
          znają swoich "kolegów" spod trzepaka i spod sklepu z piwem. Odpowiadają "cześć"
          albo mówią same.W tej chwili nie bardzo mają z nimi o czym rozmawiać, ale mogą,
          przynajmniej o pogodzie i codziennych problemach, i tych rozmów i spotkań nie
          unikają.Dzięki temu nie boję się ich późnych powrotów do domu i nie muszę drżeć
          ciągle o nasze bezpieczeństwo.
          • Gość: jeszcze inna mama Re: Paweł i gaweł w jednym stali domku IP: 217.153.152.* 09.07.04, 12:48
            Gość portalu: inna mama napisał(a):

            >Dzięki temu nie boję się ich późnych powrotów do domu i nie muszę drżeć
            ciągle o nasze bezpieczeństwo.

            Mam nadzieje, ze sie nie przeliczysz. Ja chodzilam do koszmarnej klasy w
            fatalnej szkole w kiepskiej dzielnicy i bylo to najgorsze 8 lat w moim zyciu,
            znajomosc zuli w zaden sposob nie poprawiala mojego poczucia bezpieczenstwa,
            dopiero pojscie do liceum zakonczylo koszmar edukacji bez segregacji.
            W tej chwili moje dzieci chodza do szkoly - niepublicznej.
          • Gość: Belfer Bajki opowiadasz! IP: *.netcafe.waw.pl 09.07.04, 13:02
            Naspidowany menel nie rozróżnia kogo bije i zabija, jak mu potrzeba na
            działkę to kazdego zabije żeby to mieć.Albo wymysliłaś tą historyjkę , albo...
            masz duże szanse na potworne rozczarowanie.No chyba, że twoje dzieci robią z
            marginesem różne interesy, o których nie wiesz.Ale trochę czasu i skończy ci
            się wiara w sympatyczne stosunki z marginesem.
            • verdana Re: Bajki opowiadasz! 09.07.04, 16:59
              Oczywiście - wszystkim na świecie wiadomo, ze inteligentnym i zamożnym rodzicom
              rodza się tylko grzeczne i inteligentne dzieci, a z takich dzieci roboli to
              tylko menele wyrosną. I im szkola też nie pomoze. Historia nie zna wypadków, by
              jakieś zdolne dziecko czy wręcz geniusz i wynalazca urodził się w gorszej
              rodzinie - nigdy! Tylko dzieci zamożnych rodziców mają prawo do
              pełnowartosciowej nauki. Przed zapisaniem do pierwszej klasy sprawdzamy -
              rodzice wyksztalcenie wyższe - dobra klasa, średnie - srednia , podstawowe - do
              klasy, gdzie uczymy tylko sylabizowania.
              W czasie okupacji Niemcy przeznaczyli dla Polaków, jako podludzi szkoły
              podstawowe, gdzie mieli nauczyć się tylko podstawowego czytania, pisania i
              rachunków. Bo Polacy, wiadomo, podludzie. Nie widzę żadnej różnicy między
              rozumowaniem hitlerowców, a tych, którzy uznali ze siedmiolatki z gorszych
              rodzin powinny być wysegregowane i mieć prawo tylko do nauki gorszej jakości.
              A zwolennicy segregacji z przerażeniem oknął się za 12 lat, gdzie całe
              pokolenie wysegregowanych w dzieciństwie "gorszych" wyjdzie na ulicę , albo co
              gorsza wybierze swojego prezydenta (chyba ze w planie jest także odebranie praw
              politycznych).
              A ci lepsi, wychowani w "złotej klatce" też słabo będa tym podzielonym od
              dzieciństwa społeczeństwem, ktorego zupełnie nie znają, rządzić.
              Czas się pakować!
              • Gość: Belfer Jabłka zdrowe i poobijane!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.04, 21:11
                Masz rację - w biednych rodzinach też są zdolne dzieci.
                Tyle że podział nie polega na prawde na podziale bogate-biedne tylko zadbane i
                niezadbane.A dzieci niezadbane maja dużo wieksze szanse wykolejenia.Tylko na to
                szkoła nie poradzi - nie da się resocjalizować na przerwie pomiedzy polsklim i
                matematyką (o ile delikwent przypadkiem przyszedł do szkoły!)Nawet bardzo
                biedna rodzina może wyskrobać 50-100zł miesięcznie na dodatkowe zajęcia
                dziecka.Pod warunkiem, że chce!Dzieci biedne i ambitne też sobie daja
                radę.Autorzy badań naciągnęli wnioski - oczywiście dbałość o dzieci i
                odpowiednie możliwości są (statystycznie!) pozytywnie skorelowane z posiadaniem
                pieniędzy.Tym niemniej oni tak naprawdę walczą o to, żeby w jednej klasie
                spotykały się dzieci bardzo zaburzone społecznie,na dodatek półanalfabeci(!) z
                dziećmi normalnymi.Tym pierwszym jest potrzebna po pierwsze porządna terapia i
                resocjalizacja oraz zajęcia wyrównanwcze.Tym drugim - normalna nauka na
                stosownym do ich mozliwości(a te są różne!) poziomie.Z jabłek zdrowych i
                poobijanych mozna otrzymać uzyteczne produkty.Tyle, że trzeba stosować rółżne
                technologie.Mieszanie jabłek poobijanych ze zdrowymi w nadziei,że te pierwsze
                od tego wyzdrowieją jest głupotą.Dzieki temu zepsują się wszystkie!!!!!!!!!!!!
                • Gość: age Re: Jabłka zdrowe i poobijane!!! IP: *.icpnet.pl 09.07.04, 23:15
                  Twoje wnioski są słuszne, ale w odniesieniu do innej grupy wiekowej. "Poobijani"
                  są gimnazjaliści, a nie dzieci w pierwszej klasie. Jeżeli masz własne dzieci, to
                  przypomnij sobie pierwsze dni w pierwszej klasie. Wszystkie 7-latki chcą być
                  mądre, grzeczne i kochane. I wszystkie chcą, żeby mama albo pani w szkole była z
                  nich dumna. Wszystkie marzą o szóstkach i wierzą, że na nie zapracują. Tylko
                  potem z tą wiarą i marzeniami bywa różnie. Ale to już jest zderzenie z brutalną
                  rzeczywistością. Rzeczywistość szkolna też często bywa brutalna i to z winy nie
                  dzieci, ale dorosłych. Nie ma sensu selekcja ZANIM jabłuszka się poobijają,
                  chyba że wierzysz w zły potencjał genetyczny. Siedmiolatek nie jest dresiarzem
                  ani naspidowanym menelem!!! W młodszych klasach podstawówki przyjaźniłam się z
                  dziewczynką z wielodzietnej rodziny wychowywanej przez samotną matkę,
                  sprzątaczkę. Wszystkie dzieci z tej rodziny wyrosły na uczciwych i porządnych
                  ludzi. Są rodziny, w których nie ma na chleb, a Ty mówisz o 50 złotych na
                  zajęcia dodatkowe? Wybacz, ale o prawdziwej biedzie nie masz zielonego pojęcia.
                  A alkoholicy, złodzieje i pedofile zdarzają się wśród zamożnych i wykształconych
                  wcale nie rzadziej niż w dołach społecznych. Tylko ci bogatsi lepiej swoje
                  patologie ukrywają. Pamiętaj też, że w tych czasach praca dziś jest, jutro nie
                  ma - każdego to może spotkać. I co wtedy?
                  • Gość: Belfer Generalizujesz!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.04, 16:03
                    "Wszystkie 7-latki chcą być mądre, grzeczne i kochane. I wszystkie chcą, żeby
                    mama albo pani w szkole była znich dumna. Wszystkie marzą o szóstkach i wierzą,
                    że na nie zapracują. Tylko potem z tą wiarą i marzeniami bywa różnie."Wśród
                    siedmiolatków bywają zupelnie inne - mogą być już bardzo odchylone od normy po
                    domowej i ulicznej edukacji.Są siedmiolatki, ktore palą(próbują pic!)i klną jak
                    szewcy, lubią agresję jako srodek pokazania swojej wartości.Jeśli jeszcze mogą
                    zagrozić starszym bratem czy kolegami o odpowiednio wyzszym stopniu
                    demoralizacji to mogą byc zmorą kolegów i nauczycieli.Nawet podstawowce mozna
                    też spotkac 13-14 latkow sprawcow gwaltów(np.zbiorowych!) czy pobić i
                    kradzieży!! Oni już są prawdziwymi kryminalistami a przebywają w jednej szkole
                    z małymi bezbronnymi dziećmi!!
                    • Gość: age Przesadzasz!!! IP: *.icpnet.pl 10.07.04, 19:30
                      > Wśród
                      > siedmiolatków bywają zupelnie inne - mogą być już bardzo odchylone od normy po
                      > domowej i ulicznej edukacji.Są siedmiolatki, ktore palą(próbują pic!)i klną jak
                      > szewcy, lubią agresję jako srodek pokazania swojej wartości.Jeśli jeszcze mogą
                      > zagrozić starszym bratem czy kolegami o odpowiednio wyzszym stopniu
                      > demoralizacji to mogą byc zmorą kolegów i nauczycieli.

                      Takie siedmiolatki to jest promil całej populacji. Jeżeli już, to pojawiają się
                      w specyficznych dzielnicach, gdzie jest melina na melinie. Prawdziwe problemy
                      pojawiają się dopiero w gimnazjum i nie zawsze dotyczą dzieci wychowanych w
                      melinach. A kurwami rzucają też dzieci nauczycielskie, zdarza się.
                      Jeżeli w szkole panuje agresja, to częściej jest to zaniedbanie nauczycieli, niż
                      wina domu. Dam Ci dwa przykłady, które widziałam na własne oczy:
                      Scenka I: Grupa pięciolatków siedzi spokojnie na dywanie, tylko dwóch
                      największych rozrabiaków pierze się po gębach aż echo niesie po całej sali. W
                      sali są dwie nauczycielki, żadna nie reaguje.
                      Scenka II: Pierwsza klasa z panią na boisku. Chłopak okłada pięścią mojego syna.
                      Nauczycielka, widząc, co się dzieje, odwraca się plecami.
                      Był okres, w pierwszej klasie w państwowej szkole podstawowej, kiedy moje
                      dziecko regularnie przychodziło ze szkoły pobite. Najczęstsi sprawcy: syn
                      policjanta i syn nauczycielki, po dzień dzisiejszy przyjaciel mojego syna.
                      Wystarczyła zmiana wychowawcy, żeby takie sytuacje skończyły się, jak nożem
                      uciął. Poważnie, od grudnia do końca roku żadnej bójki.
                      • Gość: Belfer To nie są promile, a procenty! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.04, 19:55
                        A to oznacza po jednym odchylonym na klasę(srednio oczywiście!)Poza tym jeśli
                        ten jeden odchylony od normy trafi na twoje(!) dziecko, to naprawdę będzie ci
                        wszystko jedno ilu jeszcze rodziców jest w podobnej sytuacji!Nauczyciele nie
                        reagują, bo jedyne co im wolno to wygłaszanie kazań,że bicie kolegów czy
                        znęcanie się nad nimi jest brzydkie;-)Nawet powstrzymanie agresora od bicia
                        siłą nie wchodzi w grę.A, przepraszam, mogą jeszcze zgłaszać dyrekcji, której
                        mozliwości są identyczne!!!
                        • Gość: age Re: To nie są promile, a procenty! IP: *.icpnet.pl 10.07.04, 20:18
                          Ciekawe, skąd Ci się te procenty wzięły. Syn uczęszczał do dwóch państwowych
                          przedszkoli w różnych miastach, do dwóch państwowych podstawówek i do
                          publicznego gimnazjum. W żadnym z tych miejsc nie zetknął się z opisywaną przez
                          Ciebie patologią. Odchylenia od normy oczywiście istnieją, ale najbardziej
                          radykalne odchylenie od normy, jakie pamiętam, to chłopak z wielodzietnej
                          rodziny, który był w takim stopniu niedożywiony, że wyglądał, jak wypuszczony z
                          Oświęcimia. Nie wiem, jakich środków wychowawczych używała opisywana w moim
                          poprzednim poście wychowawczyni w pierwszej klasie, pozostaje faktem, że bez
                          bicia, krzyku(!), gróźb i regularnego wzywania rodziców do szkoły uspokoiła
                          mocno rozwydrzoną klasę. Dodam jeszcze, że to była emerytka po studium
                          nauczycielskim. Jeżeli sugerujesz, że nauczyciel odwraca się plecami i woli nie
                          widzieć, bo boi się zwrócić uwagę siedmiolatkowi, to faktycznie strach powierzyć
                          dziecko nauczycielom o takich umiejętnościach pedagogicznych. Różnica między
                          szkołą państwową a prywatną pod tym względem jest taka, że ze szkoły prywatnej
                          takiego nauczyciela można zwolnić bez większych ceregieli.
                          • Gość: Belfer Pouczanie nic nie daje!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.04, 22:48
                            1.A skąd tobie wzięły się promile?3% to mniej więcej jeden uczeń na klasę, ale
                            w jednej może być takich polowa, a w drugiej wcale!Wszystko zalezy od okolicy
                            i..klasy!
                            2.Zwracanie uwagi ma sens gdy jest (w tle!) poarte czyms wiecej niż kazaniem.W
                            opisanym przypadku zresztą chodzilo o zwykłe(zawsze były - poczytaj literature
                            pamiętnikarską!) przepychanki między uczniami!Co innego gdy mamy do czynienia
                            ze zwyrodnialymi zabawami typu wodnik-szuwarek (wsadzanie glowy ofiary do
                            sedesu i spuszczanie wody)i podobnymi, z wymuszeniami od kolegów dokonywanymi
                            przez małego potomka marginesu(bywa, że na zlecenie), ze znęcaniem się nad
                            slabszymi.
                            3.Co do szkół niepublicznych - ich nauczyciele, choć z innych powodów(czesne!)
                            też najczęściej wolą nie zauważać.Tyle, że menele do takich szkół nie chodza bo
                            ich nie stać, więc szansa na trafienie na siedmioletniego zwyrodnialca jest
                            rzeczywiście znikoma.
                            4.W moim przekonaniu autorzy tekstów pod pozorem(tak!) walki z podzialem na
                            biednych i bogatych w szkołach publicznych(ciekawe, że dokładnie tak samo
                            dotowane z budżetu szkoły niepubliczne nie poruszają ich egalitaryzmu;-), ]
                            walczą z podziałem według posiadanych zdolności i osiągnietych
                            umiejetności.Chca administracyjnego mieszania słabych i dobrych, leniwych i
                            ambitnych, chuliganów i porządnych.Socjologowie(taka nauka!)widzą tylko klasy,
                            warstwy, władzę.Nie widzą, ba uznaja to za normalne, że na kursach językowych
                            na przykład dzieli się grupy według stopnia zaawansowania. Za to w szkole to
                            dla nich horrendum bo powoduje wykluczenie, itp.itd.Grupa na kursie jest mała
                            (10 osob!), klasa liczy 30 uczniów, więc tym bardziej powinna być jednorodna w
                            trosce o efekty.Szkoła jest (zwłaszcza taka biedna jak polska!) od uczenia, a
                            nie od mieszania warstw administracyjnymi decyzjami.Owszem potrzebne są środki
                            na mniejsze klasy, terapię i resocjalizację, zajęcia wyrównawcze.Ale o to
                            autorzy tekstów nie występują - ich interesuje tylko administracyjny zakaz
                            podziałów!
                            • Gość: age Re: Pouczanie nic nie daje!!! IP: *.icpnet.pl 10.07.04, 23:12
                              Moralizatorstwo też nic nie daje. Zwłaszcza w odniesieniu do 7-latków, ale w
                              publicznych podstawówkach jest więcej dzieci z rodzin biednych niż tych z rodzin
                              patologicznych. Nie zaprzeczam, że patologie w szkole istnieją, ale to jest
                              przede wszystkim problem w starszych klasach, nie w nauczaniu początkowym.

                              > 4.W moim przekonaniu autorzy tekstów pod pozorem(tak!) walki z podzialem na
                              > biednych i bogatych w szkołach publicznych

                              Wolę widzieć w tych tekstach to, co w nich jest, czyli podział na dzieci z
                              "lepszych" i "gorszych" rodzin, dokonywany bardzo często na podstawie wiedzy,
                              jaką dyrektor szkoły ma od sąsiadów, znajomych itp. Taka segregacja ma miejsce i
                              jest o wiele trudniejsza do wykrycia niż podział na "płacących" i "niepłacących".

                              > walczą z podziałem według posiadanych zdolności i osiągnietych
                              > umiejetności.

                              Z potrzebą dokonywania takich podziałów zgadzam się całkowicie, ale dochód na
                              osobę w rodzinie absolutnie nie może stanowić kryterium podziału w szkole
                              publicznej. Zgadzam się, że taki podział jest jak najbardziej uzasadniony w
                              gimnazjum. Wolałabym jednak nie mierzyć według zdolności, bo to jest dość
                              zawodne kryterium, ale umiejętności i posiadaną wiedzę już można zmierzyć. To
                              jedna z zaprzepaszczonych szans reformy edukacji, gdzie wyrównywanie szans
                              zostało zrozumiane jako równanie w dół.



                              Chca administracyjnego mieszania słabych i dobrych, leniwych i
                              > ambitnych, chuliganów i porządnych.Socjologowie(taka nauka!)widzą tylko klasy,
                              > warstwy, władzę.Nie widzą, ba uznaja to za normalne, że na kursach językowych
                              > na przykład dzieli się grupy według stopnia zaawansowania. Za to w szkole to
                              > dla nich horrendum bo powoduje wykluczenie, itp.itd.Grupa na kursie jest mała
                              > (10 osob!), klasa liczy 30 uczniów, więc tym bardziej powinna być jednorodna w
                              > trosce o efekty.Szkoła jest (zwłaszcza taka biedna jak polska!) od uczenia, a
                              > nie od mieszania warstw administracyjnymi decyzjami.Owszem potrzebne są środki
                              > na mniejsze klasy, terapię i resocjalizację, zajęcia wyrównawcze.Ale o to
                              > autorzy tekstów nie występują - ich interesuje tylko administracyjny zakaz
                              > podziałów!
                              • Gość: Belfer Statystykę trzeba rozumieć!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.04, 19:38
                                [ 4.W moim przekonaniu autorzy tekstów pod pozorem(tak!) walki z podzialem na
                                > biednych i bogatych w szkołach publicznych

                                Wolę widzieć w tych tekstach to, co w nich jest, czyli podział na dzieci z
                                "lepszych" i "gorszych" rodzin, dokonywany bardzo często na podstawie wiedzy,
                                jaką dyrektor szkoły ma od sąsiadów, znajomych itp. Taka segregacja ma miejsce i
                                jest o wiele trudniejsza do wykrycia niż podział na "płacących"
                                i "niepłacących".]
                                Ponieważ posiadane umiejętności i wiedza są skorelowane dodatnio z zamożnością
                                (warunki, geny, zadbanie itp.) to każdy podział wg.umiejętności i wiedzy
                                (siedmiolatkowie też takie już posiadają!) może być (nierzetelnie !)
                                zinterpretowany jako podział wg zamożności.Nie sądzę żeby dyrektorzy szkół
                                wymagali PIT-ów przy zapisach;-)
                                Podobnie fakt, dość oczywisty, że posiadacze praw jazdy mają wzrok
                                statystycznie nieco lepszy od przeciętnej wcale nie znaczy, iż należy ludziom
                                radzić zdobywanie prawa jazdy jako środek na poprawę wzroku;-)

                                • Gość: age Re: Statystykę trzeba rozumieć!!!! IP: *.icpnet.pl 11.07.04, 22:20
                                  > Ponieważ posiadane umiejętności i wiedza są skorelowane dodatnio z zamożnością
                                  > (warunki, geny, zadbanie itp.) to każdy podział wg.umiejętności i wiedzy
                                  > (siedmiolatkowie też takie już posiadają!) może być (nierzetelnie !)
                                  > zinterpretowany jako podział wg zamożności.

                                  Odwracasz kota ogonem. To tak, jak oceniać umiejętność prowadzenia samochodu na
                                  podstawie badań okulistycznych. Nikt w tym kraju nie przeprowadza siedmiolatkom
                                  testów kompetencji, nawet od badania gotowości szkolnej się odstępuje.
                      • Gość: Realistka Re: Przesadzasz!!! IP: *.chello.pl 11.07.04, 22:19
                        Belfer nie przesadza. Młodocianych chuliganów nie brakuje nawet w tzw.
                        porządnych dzielnicach. Rodzice nie chcą, aby ich dzieci miały wsadzaną głowę
                        do sedesu przez meneli. Gdzie Ty żyjesz skoro piszesz o promilach? To są p r o
                        c e n t y i to całkiem spore!
              • Gość: TP Re: Bajki opowiadasz! IP: *.katowice.msk.pl / *.katowice.msk.pl 09.07.04, 22:05
                Droga verdano!
                Zamożni rodzice juz zapłacili za edukacje swoich dzieci i tych biednych. Płacąc
                podatki. A że one gdzies po drodze wyciekają...(do rozmaitych Niemczyckich,
                Kwiatkowskich, Łapińskich itp) - sorry, ale uważam, że jeśli chcą dodatkowo
                zapłacic za lepszą edukację swoich dzieci, to mają do tego prawo. A problem nie
                leży po stronie zamożnych i inteligentnych rodziców, ale po stronie
                nieudolnego, przeżartego korupcja i politycznymi układami Min Edukacji. Sama
                widziałaś, kto tu był premierem. Nie sadzisz chyba, że Miller dobrał sobie do
                współpracy samych wykształaconych, krystalicznie uczciwych fachowców. A może
                sądzisz?
              • Gość: TP Re: Bajki opowiadasz! IP: *.katowice.msk.pl / *.katowice.msk.pl 09.07.04, 22:46
                Droga Verdano!
                Jaki bedzie efekt artykułu w GW? Czy powstaną stypendia nie tylko dla
                najzdolniejszych, ale i dla tych srednio zdolnych z niezamożnych rodzin? Czy
                nauczyciele zaczna bardzo dobrze zarabiać, co pozwoli na selekcje pozytywną
                nauczycieli? (zostają tylko najlepsi, a nie jak jest teraz - wyrzucani są z
                pracy tylko najgorsi, i to b.rzadko). Czy zmieni sie system nauczania? (uczymy
                samodzielnego myślenia, a nie - jak teraz - naucz sie "od-do")
                Sadzę, że nie. Raczej Minister wyda rozporządzenie, że nie wolno selekcjonować,
                i uzna, że problem ma z głowy.
                A selekcja dalej bedzie. Tylko, że zamiast płacic oficjalnie szkole, rodzicę
                beda szukali dojścia lub dadzą w łapę
                • Gość: inna matka Re: Bajki opowiadasz! IP: *.it / 62.233.189.* 10.07.04, 17:00
                  Ok. zdajemy sobie sprawę z zagrożeń ,z tego, że nie wszystkie dzieci są miłe,
                  czyste i chcą się uczyć. Zgadzam się, że należy walczyć z patologią, ale nie
                  możemy zakładać z góry że dziecko pani X jest be i nie może chodzić do klasy z
                  dzieckiem pana Y. A na tym miedzy innymi polega to, co dzieje się w szkołach.
                  Rozumiem, że dla niektórych wygodne jest tworzenie enklaw szczęśliwości dla
                  swoich pociech. Ale jak długo możemy je izolować?
Pełna wersja