Gość: Kiur
IP: *.chello.pl
25.10.04, 11:16
Ostatnio w szkole pojawiła się epidemia choroby zwanej lenistwo. Przedtem
zapadali na nią zwykle uczniowie- obecnie coraz częściej zapadają nauczyciele.
Lekcje rozpoczynają się z niewielkimi poślizgiem ( bo pani...zaspała), na 1
godzinie popija poranna kawusię i bardziej pochałania ją ta czynność niż
prowadzenie lekcji.
Czas trzeba jakoś wypełnić, więc najlepiej kazać uczniom ( po cichu lub
głośno) czytać stosowne rozdziały z podręcznika lub rozwiązywać zadania (
tzw. praca samodzielna).
Ostatecznie można zrobić kartkówkę, która nie zawsze wraca do uczniów lub
sprawdza się ją kilka tygodni.
Rozumiem, że płace w szkole są niskie, ale lenistwo naprawdę wielu
nauczycieli, przeogromne.
Jak z tym walczyć? W efekcie powstają zaległości, które dotykają nie
nauczyciela a uczniów. Ci ambitniejsi ( lub posiadający rodziców z
wyobraźnią) sami pracują w domu - robiąc to czego nauczyciel nie przerobił na
lekcji.
Dyrektorzy nie wierzą, my zaś wierzymy dzieciom. Sytuacja o tyle trudna, że
od zawsze raczej młodzież chodziła na wagary i była zadowolna gdy nie
odbywają się zajęcia. Co się musi dziać jeśli opisana sytuacja przeszkadza
również licealistom?