Leniwi nauczyciele.

IP: *.chello.pl 25.10.04, 11:16
Ostatnio w szkole pojawiła się epidemia choroby zwanej lenistwo. Przedtem
zapadali na nią zwykle uczniowie- obecnie coraz częściej zapadają nauczyciele.
Lekcje rozpoczynają się z niewielkimi poślizgiem ( bo pani...zaspała), na 1
godzinie popija poranna kawusię i bardziej pochałania ją ta czynność niż
prowadzenie lekcji.
Czas trzeba jakoś wypełnić, więc najlepiej kazać uczniom ( po cichu lub
głośno) czytać stosowne rozdziały z podręcznika lub rozwiązywać zadania (
tzw. praca samodzielna).
Ostatecznie można zrobić kartkówkę, która nie zawsze wraca do uczniów lub
sprawdza się ją kilka tygodni.
Rozumiem, że płace w szkole są niskie, ale lenistwo naprawdę wielu
nauczycieli, przeogromne.
Jak z tym walczyć? W efekcie powstają zaległości, które dotykają nie
nauczyciela a uczniów. Ci ambitniejsi ( lub posiadający rodziców z
wyobraźnią) sami pracują w domu - robiąc to czego nauczyciel nie przerobił na
lekcji.
Dyrektorzy nie wierzą, my zaś wierzymy dzieciom. Sytuacja o tyle trudna, że
od zawsze raczej młodzież chodziła na wagary i była zadowolna gdy nie
odbywają się zajęcia. Co się musi dziać jeśli opisana sytuacja przeszkadza
również licealistom?
    • fan_gazety Pasywność uczniów i rodziców 25.10.04, 13:31
      > Ostatnio w szkole pojawiła się epidemia choroby zwanej lenistwo. Przedtem
      > zapadali na nią zwykle uczniowie- obecnie coraz częściej zapadają nauczyciele.
      > Lekcje rozpoczynają się z niewielkimi poślizgiem ( bo pani...zaspała), na 1
      > godzinie popija poranna kawusię i bardziej pochałania ją ta czynność niż
      > prowadzenie lekcji.
      > Czas trzeba jakoś wypełnić, więc najlepiej kazać uczniom ( po cichu lub
      > głośno) czytać stosowne rozdziały z podręcznika lub rozwiązywać zadania (
      > tzw. praca samodzielna).
      > Ostatecznie można zrobić kartkówkę, która nie zawsze wraca do uczniów lub
      > sprawdza się ją kilka tygodni.

      ** Cóż tu powiedzieć? Juz sporo powiedziano o relacjach nauczyciele-uczniowie,
      także na tym forum. Moje zdanie jest jednoznaczne. Miejsca dla nauczycieli
      leniwych i nie zaangażowanych w szkole miejsca byc nie moze. Niestety, Karta
      Nauczyciela chroni miejsca pracy zanadto. Jakoś reagować trzeba. Wierzę w
      możliwości wpływania na ludzi. Trzeba rozmawiać z nauczycielami w razie
      wątpliwości. Spokojnie mówić o swoich zastrzeżeniach, a jeśli można (późno
      oddawane kartkówki) to pokazywać , że nie dotrzymują umów (łamanie
      przedmiotowych systemów nauczania). To trudne rozmowy, ale w końcu chodzio o
      dobro dzieci, dlatego skrupuły można odłożyć. Mamy prawo domagać się nie
      marnotrawienia publicznych pieniędzy, prawda.

      > Rozumiem, że płace w szkole są niskie, ale lenistwo naprawdę wielu
      > nauczycieli, przeogromne.
      ** Niskie?? To zależy do czego porównać.

      > Dyrektorzy nie wierzą, my zaś wierzymy dzieciom.
      ** Jacy dyrektorzy? Czy opisujesz sytuację w konkretnych szkołach?

      Na koniec - uważam, że sami uczniowie też za szybko uznają, że "nic się nie da
      zrobić". A przecież to oni traca najwięcej. To też warto starać się zmienić.
      Ale - przyznaję - jest to bardzo ciężkie.
    • amiga2 Re: Leniwi nauczyciele. 25.10.04, 13:31
      Ano zmieniają się nam czasy,zmieniaja..
      Kiedyś uczniowie narzekali na zbyt wymagajacych i rygorystycznych
      nauczycieli,obecnie skarżą sie na tych zbyt olewczych.Może to i dobrze?Może to
      oznaka,że młodzież zrozumiała po co chodzi do szkoły i żąda solidnego podejścia
      do nauczania?Gdy ta tendencja sie rozwinie,to olewający nauczyciele pójdą po
      prostu na zieloną trawkę-naturalna kolej rzeczy.
    • werty126 Re: Leniwi nauczyciele. 25.10.04, 13:39
      Czyli jest po staremu. Od zawsze nauczyciele liceów (PROFESOROWIE)uważali, ze
      są co lepszego niż ci uczący na nizszych poziomach. Teraz tak sądzą również
      nauczyciele gimnazjów. Wiem, bo to moje środowisko. Najczęściej tak było w
      szkołach średnich (NiE ZAWSZE), że nauczyciel zadawał i odpytywał,sam dając z
      siebie niewiele. Można poskarżyć na nauczyciela dyrektorowi, ale
      najprawdopodobniej zmieni się tylko tyle, że dzieciaki będą miały więcej
      klasówek i odpytywania, a dyrektor dwa razy wpadnie na zapowiedzianą
      hospitację. Wiem, ze nie wszędzie tak jest, ale niestety w większości.Co się
      zmieniło pozytywnie? Nasze dzieci.Mają świadomość wagi wykształcenia oraz zdają
      sobie sprawę, że liceum to tylko trzy (teoretycznie ) lata nauki, więc nie ma
      czasu na bumelkę. Może zadzialają podstępem- nie ma nauczyciela, wychodzimy ze
      szkoły. Jak dwa razy klasa mu zniknie, to może pójdzie po rozum do głowy.A
      kawa? No cóż, są termosy albo automaty z kawą w szkołach. Nauczyciel może, to
      dzieciaki niech też zastawią stoliki kawką. Po takiej akcji zmiana zachowania
      nauczyciela na pewno nastąpi. :)
    • truten.zenobi Re: Leniwi nauczyciele. 25.10.04, 16:16
      > Jak z tym walczyć?

      1. Wymagać, interesować się tym co nauczyciel przerabia na lekcji, okazywać
      nauczycielowi to zainteresowanie, aby nie myślał, że wszystkim jest obojętne co
      robi na lekcjach.
      2. Muszą zostać zmienione przepisy aby nauczyciele niekompetentni, leniwi i ze
      spaczoną osobowością mogli być w trybie natychmiastowym zwalniani
      (warunek chyba nie możliwy do spełnienia w obecnej sytuacji politycznej kraju -
      rządzą związki zawodowe)
      3. Płace nauczycieli muszą być na znacznie wyższym poziomie – zgodnym z
      kwalifikacjami, i zbliżone do wysokości płac w alternatywnych miejscach pracy,
      powinny być też znacznie zróżnicowane (zależnie od rodzaju szkoły, wagi
      przedmiotu, kwalifikacji, zaangażowania, i przede wszystkim osiąganych efektów)
      nie możliwe do wdrożenia z przyczyn jw.

      jak widać sytuacja jest patowa głupi ludzie wybierają populistów, ci niechętnie
      wydają pieniądze na inne cele niż własne – a zwłaszcza na edukację dzięki czemu
      mamy głupie społeczeństwo i koło się zamyka.
    • Gość: myslenie-szkodzi Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 25.10.04, 16:40
      Piszecie o dyrekcji...

      Ale co zrobić, gdy leniwym nauczycielem jest... dyrektorka?

      Uczyła mnie przez dwa lata języka polskiego - pomijając jej notoryczne
      spóźnienia, nieobecność na lekcji ("czemu nikt mi nie powiedział?!"),
      wychodzenie co chwila "bo telefon", "bo rodzic", "bo ktośtam", wpadanie na
      początek (10 minut po dzwonku...) lekcji i standartowy tekst "mam do
      załatwienia ważną sprawę, otwórzcie podręczniki na stronie 221 i omówcie
      problematykę utworu, tak, za chwilę przyjdzie pan Przemek..." (koleś z
      sekretariatu), przychodzenie w różnym stanie na zajęcia (oj, wiało mocno...),
      czy też jedzenie batoników, ciamkanie cukierkami etc.

      Prac pisemnych które "sprawdzała" było niewiele, a tych ocenionych - malutki
      procent. Wiele swoich wypracowań widziałam ostatni raz oddając jej na lekcji.
      Napisaną słabo kartkówką mało kto się przejmował, bo i po co :) Zaczęło to nas
      wręcz bawić i pisaliśmy na wszystkich pracach daty - przyjemnie było w maju
      otrzymać kartkówkę z końca stycznia.

      Co na to wychowawczni? "Dajcie pani dyrektor spokój, ma wiele spraw na głowie"
      (taak, ilekroć do niej zachodzę do gabinetu albo jej nie ma, albo coś je)
      lub "moja poprzednia klasa też miała lekcje z panią dyrektor, poprostu bądźcie
      cierpliwi". A sama dyrka? Obrażona mówiła "Wy mnie nie pouczajcie co ja mam
      robić, znam swoje obowiązki!" A my znaliśmy swoje prawa, mówiące o
      dwutygodniowym okresie na sprawdzenie prac...

      Wkurzeni rodzice zażądali zmiany nauczyciela (w końcu 3 klasa...). Pani
      dyrektor tą zmianę wytłumaczyła przed nami, że ze względu na nadmiar pracy musi
      zrezygnować z uczenia j. polskiego w przyszłym roku (miała dwie klasy). I że to
      była JEJ decyzja ;-)

      My teraz z jęzorem na brodzie nadrabiamy zaległości, a pani dyrektor wzięła
      kolejną pierwszą klasę...
      • Gość: nauczycielka Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 16:51
        Na lenistwo mogą sobie "pozwolić"tylko przydu**sy dyrektora więc szukanie
        pomocy u niego jest bez sensu. U mnie w pracy tak jest. Rodzicom jest chyba
        wszystko jedno. TE panie zaczynają lekcje ok.8.25. Jeden z nauczycieli
        ma "ksywkę"kwadrans, bo zjawia się w szkole o 8.15.Zawsze. Należy się dobrać do
        pseudo dyrektorów. Oni wiedzą o wszystkim.
    • yoosh Re: Leniwi nauczyciele. 25.10.04, 18:39
      Opisze wam moją koleżankę.

      Uczy w tzw. dobrym liceum j. obcego-staż 20 lat.Od kilku lat rzuciła się w wir
      awansowania-podyplomówki,kursy,preparowanie (jej określenie) papierów do
      teczki.Przez ten czas nie miała "głowy dla uczniów"-"zadam im coś,jakieś
      ćwiczenie,niech piszą i czas zleci".Na lekcji zajmowała się poprawianiem
      klasówek i swoją "papeterią",bo inaczej "sie nie wyrobi".
      Trafili jej sie nawet uczniowie-laureaci konkursów/olimpiad.Jak twierdzi-miała
      farta:dwóch z nich uczyło się kilka lat w szkole za granicą,kilku uczyło się
      języka od 8-10 lat na kursach+ korepetycje.Dyplomy laureatów skrzętnie wpięła
      do teczki jako dowód swoich sukcesów.
      Teraz mówi,że będąc dyplomowana nikt jej nie ruszy i ambitnie chce awansować na
      wyższy szczebel dla własnej satysfakcji i kasy(nie znam nazwy tego
      awansu).Zrobiła w szkole jakąś wystawkę (oczywiście zdjęcia wpięła do teczki) i
      konkurs szkolny-też dla papierka.

      Na lekcje przychodzi punktualnie.Gdy trafia jej sie okres,że nie wyrabia,bierze
      zwolnienie lekarskie.

      Zastanawia mnie- nienauczycielkę-czy jest ona osobą ambitną,czy leniwą?
      • Gość: Belfer Bajki! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.04, 22:41
        "Trafili jej sie nawet uczniowie-laureaci konkursów/olimpiad.Jak twierdzi-miała
        farta:dwóch z nich uczyło się kilka lat w szkole za granicą,kilku uczyło się
        języka od 8-10 lat na kursach+ korepetycje.Dyplomy laureatów skrzętnie wpięła
        do teczki jako dowód swoich sukcesów."
        Co roku w całej Polsce(!) laureatami olimpiad językowych zostaje od kilkunastu
        do 20 uczniów na olimpiadę.Olimpiady są z 4 języków (niemiecki, angielski,
        francuski, rosyjski) to daje rocznie około 60 laureatów w całej Polsce
        powtarzam!Znam szkoły wyspecjalizowane w językach obcych ( i mające nie jednego-
        dwóch, a po kilkudziesięciu uczniów,którzy uczyli się za granicą!), ktore nawet
        nie co roku mają finalistów olimpiad językowych.Nie wszyscy nauczyciele w tych
        szkołach są też tak leniwi jak twoja nauczycielka.Twoja opowieść jest
        nieprawdziwa albo mocno(bardzo mocno!) podkoloryzowana.
    • Gość: Teli Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 18:48
      Zgadzam się z Wami. Ja też kiedyś miałam taką dyrektorkępolonistkę, ale tamta
      to wypracowań wcale nie sprawdzała tylko sięczytało na lekcji. Z czasem było
      tak, że pisało się w brudnopisie tylko początek, a resztę można było sobie
      darować, bo albo czytanie przerwał telefon, albo trzeba było szybko dokończyć
      własnymi słowami. Na szczęście to było bardzo dawno. W obecnych czasach
      wygrałam jako rodzic batalę o zmanę nauczyciela w klasie u mojego dziecka.
      Ludzie walczcie o swoje dzieci. Zeby było ciekawiej też pracuję w szkole. Mam
      obraz nauczycieli z obu stron i refleksje:
      1. Zmiana karty nauczyciela niewiele da, bo ci co teraz się lenią
      jakimś "cudem" utrzymają się w pracy, tak jak cudem robią te nieszczęsne
      awanse. Z pracy wylecą ci solidni i cisi. Nie wiem czy wtedy rodzice staną przy
      nich murem. Wtedy powiedzą: No cóż, widocznie źle pracował... Słyszałem.....
      2. Trzeba naciskać dyrektorów. To oni tolerują takie sytuacje. To oni pozwalają
      na zbyt wiele.
      Pozdrawiam
      • Gość: age Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.icpnet.pl 25.10.04, 21:46
        Też znam sprawę z dwóch stron. Zgadzam się z Tobą, że z takimi przypadkami
        trzeba walczyć, ale samotny rodzic stoi na z góry przegranej pozycji. Bez
        solidarnej akcji rodziców z leniwą szkołą się nie wygra. A rodzice często boją
        się cokolwiek w szkole skrytykować, żeby nie zaszkodzić swojemu dziecku.

        Czy zauważyliście, że taka "leniwa" szkoła ma zawsze na wszystko gotowe
        odpowiedzi? Celowo piszę "leniwa szkoła", bo zwykle zaraza jest tolerowana przez
        dyrekcję.
        • Gość: taka jedna mama Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.chello.pl 26.10.04, 08:14
          Święte słowa. Zaraza zaczyna się od dyrekcji i szkoły podstawowej.
          Mam dziecko w prywatnej podstawówce w Śródmieściu Warszawy. Zostało po
          nauczaniu początkowym, chociaż powinnam poszukać dla niego innej szkoły.
          Lenistwo nauczycieli nie ma granic. Lekcje przypominają cyrk, nauczyciele
          pracują w innych szkołach, do tej przybiegają żeby odwalić chałturę - szybko i
          byle jak.
          Rodzice nie mają czasu albo nie chcą się narażać nauczycielom więc milczą.
          Dyrektor to wyjątkowo barwna postać. Był już wielokrotnie opisywany, ale jak
          widać niewiele się tym przejmuje. Uważa, że szkoła jest dobra, nauczyciele
          wspaniali, tylko rodzice czepliwi ( oczywiście ci, którzy wyrażają swoją
          negatywaną opinię).
          Do końca szkoły mam już tylko rok więc nie będę jej zmieniać, ale ziewających (
          ze znudzenia) nauczycieli prowadzących lekcje z przymusu będę długo pamiętała.
          • Gość: mary Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 19:02
            Bez sensu! Niezadowolona ze szkoły - a płaci?! To jakas paranoja...dlaczego trzymasz tam dziecko już 6 rok???
            • Gość: taka jedna mama Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.chello.pl 27.10.04, 10:53
              Dziecko nie jest szafą dębową, aby przestawiać ją z miejsca na miejsce. Szkoła
              nie jest sklepem spożywczym, który zmieniam gdy nie odpowiada mi ekspedientka.
              Dziecko przyzwyczaja sie do wszystkiego - do kolegów, do nauczycieli, do
              miejsca itp. Za rok czeka je i tak zmiana szkoły ( choć przy podstawówce jest
              gimnazjum)- po co więc narażać je na dodatkowy stres - tym bardziej, że nie mam
              żadnej gwarancji, że gdzie indziej będzie lepiej. Może będzie inaczej.
              Uważam, że gdy pojawi się problem nalezy go rozwiązać a nie uciekać- dyrektor
              jednak stosuje metodę- czego nie widac ( i o czym się nie mówi) tego nie ma.
    • Gość: bsk Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.waw-pie.leased.ids.pl 27.10.04, 12:54
      Jes tez inny wymiar tej sprawy.Nauczyciel po paru latach sie "wypala" jest to
      bardzo wyczerpujacy zawóąd jesli si ego poważnie traktuje. czytali Państwo moze
      w GW informaje jak wyglada praca nauczycieli na zachodzie? (o wynagrodzeniu nie
      wspomne) po kilku latach pracy jest kilka miesiecy płatnych na dokształącanie,
      odreagowanie, odpocytnek NIEZBEDNY w tym zawodzie. Skoro z programami poszlismy
      w strone zachodu to i pensje i inne naprawde madre rzeczy weżmy.Pozdrawiam
      • fan_gazety Trafna, bardzo trafna opinia 27.10.04, 13:25
        Tak, wg mnie emocjonalne zaangażowanie się jest niezbędne w uczeniu, w
        tworzeniu dobrego kontaktu z uczniami. A ileż można mieć zapału, takiego
        autentycznego? Może są "giganci", którzy do końca zawodowego życia go
        zachowują. Ale obserwacje (również na sobie samym ...) temu pokazują, że nie
        jest to zbyt częste. Tak wiele się pisze o nudzie w szkole. Gdyby nauczyciele
        tryskali pasją, optymizmem, zangażowaniem, byłoby inaczej, bo pasja jest
        zaraźliwa. Dlaczego więc jest tak niewielu nauczycieli, o których uczniowie po
        latach mówią z iskrą: "To był pasjonat! Na jego lekcje warto było chodzić!"
      • Gość: ala i as Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.citysat.com.pl / *.citysat.com.pl 27.10.04, 17:08
        Na Zachodzie nauczyciel ma ściśle określony przydział obowiązków, u nas
        dyrektor może mu wszystko narzucić jako polecenie służbowe. Tam nauczyciel ma
        dotowe pomoce, materiały - u nas musi je tworzyć.Tam zarobki są zależne od typu
        szkoły i ukończonej uczelni(Niemcy).Tam szanuje się prawo nauczyciela do
        prywatności i odpoczynku po pracy - u nas dzień wcześniej można dowiedzieć się,
        że jest występ0 orkiestry z Niemiec i muszą być dzieci i nauczyciele do
        pilnowania o godz. 17.00. Tam rady odbywają się w określonych dniach i
        ustalonych godzinach - u nas zaczynają się po lekcjach o 14.30 i bez przerwy
        trwają do 20.00, a więc niektórzy nauczyciele dojeżdżający są w pracy ponad 12
        godzin. Na drugi dzień są lekcje. Czy nauczyciel może być wypoczęty i wtedy
        dobrze przygotowany?
    • Gość: Teli Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 18:44
      Popieram wypowiedź ali i asa. Dorzucę jeszcze, że w naszej polskiej
      rzeczywistośći jest coś takiego jak reforma oświaty, co w szkole objawia się
      przygotowywaniem góry nikomu nie potrzebnych papierów. Są one potrzebne albo
      nauczycielom do awansu, albo szkole do wizytacji,itp. Papierów dużo, pracy
      dużo, zmęczenia dużo, frustracji dużo, a dla ucznia i samego nauczyciela czasu
      mało. Potem jest krzyk, gdzie te wyniki? Tyle pracy! Po wyciśnięciu efekty
      mizerne. Czy to ktoś widzi? Rodzice? Władze?
      • Gość: myslak Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 18:49
        przecież te tony papieru własnie dla władz! Tylko tego oczekują od szkoły!
        A rodzice utyskują, zamiast interweniować...
        Przecież JEDYNYM argumentem władz wszelkiego szczebla jest stwierdzenie, że my
        te paiery dla rodziców robimy - bo takie są ich oczekiwania.Rodzice ponoć chcą
        mieć analizy, wso, pso, statuty, regulaminy....Tak organy rozumieją "rodzica
        jako klienta" szkoły.
        • Gość: Teli Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 18:57
          Hm. Tak to niestety wygląda...Jeśli chodzi o rodziców, to myślę, że w zasadzie
          nie wiedzą na czym polega praca nauczyciela, nie znają specyfiki pracy. Co niby
          wygląda na paradoks, bo co? Przecież uczy dzieci. Ale na czym to uczenie
          polega? Nie rozumieją też reformy w takim znaczeniu jak ona w szkole wygląda.
          Reforma - ma być lepiej. I tyle. Myślę, ze trzeba rodzicom dużo więcej mówić,
          bo jak będą o szkole wiedzić tylko tyle ile mówią media, to nam dobrze z nimi
          nie będzie i szkole i dzieciom też. Mam tu na myśli zdrową sytuację, a nie
          wygodnictwo nauczycieli.
          • Gość: Ziom Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.chello.pl 27.10.04, 22:29
            Niestety, mi też trafił się taki leniwy nauczyciel.. Były interwencje u
            dyrektora, które "coś" zmieniły. A co? a to,że nauczyciel ten pytał kilka osób
            co lekcję (oczywiście same 1 były, nawet jak ktoś naprawdę umiał), robił często
            (co 2 lekcje) kartkówki, sprawdziany. Cała klasa ledwo zdała (kilkanaście osób
            pisało komisa!) i była wściekła na tego, kto poszedł do dyrektora na skargę.
            Tamtego nauczyciela zwolniono, na jego miejsce mamy innego. Od początku roku
            nic tylko oglądamy filmy (sic!). Nie, nie naukowe (ostatnio był Resident Evil
            2). W zeszycie nie mamy nawet nic zapisane. Tak proszę państwa wyglądają lekcje
            w Polsce. Jak ktoś chce, to mogę kontynuować, bo naprawdę nie takie kwiatki na
            lekcjach owych panów były...
            • mist3 Re: Leniwi nauczyciele. 27.10.04, 23:02
              Pewnie zaraz mnie zakrzyczycie, ale cóż - lubię ryzyko.
              Jestem nauczycielem i błagam, błagam - zabierzcie mnie do szkoły, gdzie uczniom
              i rodzicom zależy. Błagam !!!
              Doszkalam się, staram się stosować na lekcjach nowoczesne metody, aktywizować
              uczniów, itp. Niestety - jakoś nie widzę entuzjazmu... Specyfika przedmiotu (j.
              angielski) wymaga, żeby dość dużo pracować w domu, ćwiczyć. Tymczasem jak zadam
              uczniom kilka zadań i jeszcze ośmielam się je sprawdzać - to słyszę pretensje.
              Zresztą co ja w ogóle mówię - uczniowie u nas w szkole mają 'dyżury' - tzn.
              pojawiają się rotacyjnie. Rodzice - jeśli któryś się interesuje - to jest w
              pokoju nauczycielskim wychwalany pod niebiosa - większość nie przychodzi na
              wywiadówki nawet po wysłaniu listu poleconego czy rozmowie telefonicznej i
              obietnicy, że na pewno przyjdzie.
              Fakt - szkoła jest specyficzna, mnóstwo tu młodzieży z rodzin patologicznych,
              ale na miłość boską nie wszyscy tacy są. Tymczasem do mnie przychodzi mama (po
              kilkukrotnym wezwaniu) i ma pretensje, że nie chce usprawiedliwić córce
              kilkutygodniowej nieobecności z powodu 'bo się źle czuła' - no i oczywiście to,
              że po takiej nieobecności nie może sobie poradzić z zaległościami to wina
              nauczycieli.
              Ok. Wylałam swoje żale, teraz czas na odrobinę obiektywizmu ;)
              Oczywiście że są tacy nauczyciele i dyrektorzy. Nie usprawiedliwia tego wcale
              niska płaca (każdy by chciał więcej zarabiać - w każdym zawodzie) czy inne
              'obiektywne czynniki' I zapewniam Was że Karta Nauczyciela to dla wielu
              nauczycieli kula u nogi. Ja jeszcze pamiętam czasy szkolne i wśród koleżeństwa
              identyfikuję bezbłędnie tych, którym się nie chce (po co się starać jak i tak na
              lekcji będzie ich 10, itp.). Z tym że rodzice zbyt często opuszczają ręce,
              mówiąc - nie poskarżę się, bo się na moje dziecko uweźmie. No cóż - niż
              demograficzny jest już groźbą realną i miejmy nadzieję, że stanowić będzie
              weryfikację kadry nauczycielskiej oraz zachętę do tego by rodzice MĄDRZE
              (podkreślam: MĄDRZE) walczyli o poziom nauczania swoich dzieci.
              • fan_gazety Nie zakrzyczę :-) 28.10.04, 06:53
                Bo to prawdziwa druga strona medalu. Oczywiście można bardzo łatwo przyjąć
                założenie, że uczniom tych się nie chce, nie chodzą do szkoły, bo jakość pracy
                w szkole jest niska. Ale to nieprawdziwe uogólnienie, przynajmniej na poziomie
                LO, gdzie wiele osób ma tak mocno ukształtowaną niechęc do szkoły, że już
                niewiele można zrobić. W takim wypadku pozostaje nadzieja, że warto się
                starać "pomimo", dla tych jednostek.
                Niestety, jak czytam, chyba dośc często jest obecny taki model, że uczniom sie
                nie chce, bo w szkole jest nudno, a nauczycielom się nie chce, bo uczniom się
                nie chce... Czasem mam wrażenie, że dobrze by było zobaczyć jaki byłby program
                nauczania w LO, skonstruowany przez samych uczniów. Oczywiście przez tych,
                którzy chcą się uczyć...
                • Gość: age Re: Nie zakrzyczę :-) IP: *.icpnet.pl 29.10.04, 23:10
                  Jak wyglądałby program nauczania skonstruowany przez uczniów?
                  Lata świetlne temu doszłam do wniosku, że liceum ogólnokształcące to pomyłka.
                  Teraz moje dziecko odkrywa to samo. Tygodniowo: 31 lekcji i 12 przedmiotów (bez
                  godz. wych. i religii). Średnio 2,5 godz. lekcyjnej na przedmiot. Z każdego
                  przedmiotu (z nielicznymi wyjątkami) program prawie akademicki. Uczeń ma się
                  nauczyć wszystkiego, dużo i szybko. Po co? W Anglii 16-nastolatek wybiera
                  przedmioty, których chce się uczyć i tylko ich się uczy przez 2 lata do matury.
                  A u nas uczeń odrabia lekcje jak pańszczyznę, z pełną świadomością, że znaczny
                  procent nabywanej wiedzy nie będzie mu nigdy do niczego potrzebny. Czy każdy
                  Polak musi wiedzieć, czym różni się mitoza od mejozy?
                  • Gość: ANIA Re: Nie zakrzyczę :-) IP: *.aine.pl 30.10.04, 13:42
                    Wszystko byłoby pięknie gdyby tylko 15-latek wiedział już co będzie robił w
                    przyszłości. Niestety często zainteresowania zmieniają się w tym wieku i ktoś
                    kto zaczyna liceum z myslą że pójdzie na prawo potem wybiera np. medycynę.
                    Ja skończyłam mat-fiz. Wszyscy zaczynalismy z myślą, że kiedyś pójdziemy na
                    jakieś studia techniczne. Ostatecznie tylko pół klasy skończyło politechnikę, a
                    reszta prawo, medycynę, ekonomię, rózne kierunki humanistyczne (np. historię
                    sztuki).
                    • Gość: age Re: Nie zakrzyczę :-) IP: *.icpnet.pl 30.10.04, 17:29
                      > Wszystko byłoby pięknie gdyby tylko 15-latek wiedział już co będzie robił w
                      > przyszłości.

                      Masz dużo racji, ale obecne zmiany w systemie edukacji niestety w tym kierunku
                      idą. Zanim uczeń trafi do liceum, powinien wiedzieć, jakie przedmioty chce
                      zdawać na maturze na poziomie rozszerzonym. W ogóle powinien najpierw wybrać
                      kierunek studiów, a dopiero potem liceum ;( A potem okazuje się, że wielka
                      miłość do matematyki była miłością do pana od matematyki i ulotniła się, kiedy
                      tylko pojawił się inny nauczyciel tego przedmiotu w nowej szkole.

                      Ten problem można stosunkowo prosto rozwiązać, jeżeli uczeń będzie miał
                      możliwość wybrania interesujących go przedmiotów po pierwszym roku nauki w
                      liceum. Ale wtedy liceum musiałoby być zupełnie inną szkołą niż obecnie.

                    • Gość: Belfer Wczesny i właściwy wybór to pół życiowego sukcesu! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.04, 17:47
                      "Wszystko byłoby pięknie gdyby tylko 15-latek wiedział już co będzie robił w
                      przyszłości. Niestety często zainteresowania zmieniają się w tym wieku i ktoś
                      kto zaczyna liceum z myslą że pójdzie na prawo potem wybiera np. medycynę."
                      1.To, że nie wszyscy wiedzą co chcą robić nie może znaczyć , ze wszystkich
                      trzeba uczyć na wszelki wypadek wszystkiego!!!!Uczeń od początku liceum
                      powinien miec prawo wyboru
                      (!) mocna specjalizacja bądź klasa typu ogólnego, ale też świadomość
                      określonych konsekwencji nietrafionego wyboru - tego, że będzie musiał się sam
                      (!!!) douczyć różnych rzeczy!
                      2.Są przedmioty kształtujące umiejętności, które mozna biegle opanować tylko w
                      odpowiednim wieku (języki, matematyka) i takie, gdzie nie ma problemów z
                      doczytaniem (historia,geografia, biologia(wystarczy obedrzeć ją z żargonu
                      pseudonaukowego!), różne wiedze o kulturze, ekonomie praktyczne itp. michałki!
                      3.Absolwent gimnazjum ma już 16 lat.W tym wieku można już bylo kiedyś być
                      oficerem i dowodzić ludźmi!
                  • fan_gazety Trzeba zaakceptować oczekiwania uczniów? 30.10.04, 14:31
                    No więc własnie dlatego ciekaw jestem, czy kiedykolwiek zrobiono w polsce
                    jakies rzetelne oceny oczekiwań uczniów w stosunku do programu (ilości lekcji,
                    liczy przedmiotów itd), ale to raczej faktycznie dopiero w LO, bo wtedy zaczyna
                    się mniej lub bardziej świadome wybieranie. Dobrze byłoby skonfrontować wizję
                    LO wg "dorosłych", którzy często są juz tak bardzo dorośli (wiekowi), że nie
                    znają "świata" młodych, a jeśli go znają, to słabo rozumieją, oraz wizję szkoły
                    wg samych zainteresowanych (???) czyli uczniów. Na razie, jak sądzę, rozziew
                    jest bardzo duży. Z mojego "podwórka" wynika jedno - uczniowie chca o wiele
                    większej elastyczności systemu. Chcą mieć o wiele więcej możliości wyboru, niż
                    obecnie. Fakultety w niektórych szkołach to za mało, profile (jak zwa, tak
                    zwał :-) klas to tez za mało. Uczniowie chca więcej - rezygnacji z części
                    przedmiotów kosztem radykalnego rozszerzenie innych zajęć.

                    PS. A co mitozy i mejozy :-) - pewnie że nie każdy musi wiedzieć, ale przy
                    okazja ich omawiania, ćwiczeń, "trenuje się" tak wiele różnychy umiejętności,
                    ze szkoda było by z tego zrezygnować. No i w ogóle ryzykowne jest stosowanie
                    kryterium typu" "po co to komu", bo w ten sposób łatwo dojść do wniosku, że...
                    szkoła dla wielu jest po prostu niepotrzebna - poza nauczeniem czytania i
                    liczenia
                    • Gość: age Re: Trzeba zaakceptować oczekiwania uczniów? IP: *.icpnet.pl 30.10.04, 17:15
                      Mitoza i mejoza to tylko przykład - mnie się to podobało (klasa biol.-chem.),
                      ale potem wiele razy obserwowałam uczniów, którzy usiłowali rozpaczliwie znaleźć
                      kogoś, kto im to jakoś przystępnie wytłumaczy. To często podnoszony argument, że
                      coś tam rozwija jakieś umiejętności. Kiedyś łacina była obowiązkowa, bo podobno
                      rozwija zdolność logicznego myślenia. A nie można tych umiejętności rozwijać na
                      innym materiale?

                      Myślę, że problem polega na tym, że nie umiemy określić, co ma być obowiązkowym
                      kanonem wykształcenia ogólnego i kiedy, przez kogo ten kanon powinien być
                      realizowany. Argument "po co to komu?" faktycznie jest niebezpiecznym
                      uogólnieniem. Części uczniów ta przykładowa mitoza z mejozą na pewno będą do
                      czegoś potrzebne w przyszłości, ale uczenie wszystkich wszystkiego jak leci, bo
                      nie wiadomo, co im się kiedyś przyda, to przesada. Oni uważają, że na to szkoda
                      czasu i wydaje mi się, że ten czas mógłby być lepiej wykorzystany. Gdyby tylko
                      władze edukacyjne zechciały wziąć pod uwagę, czego od szkoły oczekują uczniowie.
                      • fan_gazety Re: Trzeba zaakceptować oczekiwania uczniów? 30.10.04, 20:21
                        Gość portalu: age napisał(a):

                        > A nie można tych umiejętności rozwijać na
                        > innym materiale?
                        ** Pewnie, że można. Jak najbardziej. Nie upieram się przy mitozie i mejozie,
                        naprawdę :-). Po prostu moim zdaniem ta problematyka skupia w sobie tak wiele
                        podstawowych zagadnienień, jak np. ewolucjonizm, który jest w koncu jedną z
                        głównych "osi" współczesniej biologii, czy genetyka, która jest z
                        kolei "lokomotywą" dzisiejszej biologii, że szkoda by było z niej zrezygnować,
                        ale zgadzam się, że nie to jest najważniejsze, i to takie tam dygresje przy
                        okazji.
                        >
                        > Myślę, że problem polega na tym, że nie umiemy określić, co ma być
                        obowiązkowym
                        > kanonem wykształcenia ogólnego i kiedy, przez kogo ten kanon powinien być
                        > realizowany.
                        ** No, chyba umiemy - w końcu są dokumenty ministerialne i dośc szczegółowo
                        określone standardy egzaminacyjne, np. maturalne. Problem w tym czy nie jest to
                        w jakimś sensie anachroniczne. Czasem uczniowie pytają - po ci mi wiedzieć ile
                        ton węgla wydobywa się w Argentynie, skoro w ciągu kilku minut dowiem się z
                        netu? I mają sporo racji.

                        > nie wiadomo, co im się kiedyś przyda, to przesada. Oni uważają, że na to
                        szkoda
                        > czasu i wydaje mi się, że ten czas mógłby być lepiej wykorzystany. Gdyby tylko
                        > władze edukacyjne zechciały wziąć pod uwagę, czego od szkoły oczekują
                        uczniowie.
                        ** Właśnie to miałem na myśli. Nie chodzi mi o pajdokrację, tylko otwartość na
                        oczekiwania uczniów, ale na poziomie MENiS-u, a nie szkół, bo tu ramówki,
                        ustawy itp. skutecznie wiążą ręce.
                        • Gość: myslak Re: Trzeba zaakceptować oczekiwania uczniów? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 20:50
                          czemu jest jak jest?
                          Wejdźcie na stronę menisu, kliknijcie biogramy najwyższych notabli.... i
                          zobaczycie "nagą prawdę" :(
                          Nie tylko średnia wieku powala na kolana, ale i kierunki wykształcenia .
                          • fan_gazety Czyli znikąd nadziei?? 31.10.04, 09:06
                            to właśnie dlatego nie sądzę, by "system" dało się naprawić "od góry".
                            A Ty - masz nadzieję, że coś zmieni się po wyborach?

                            Przynajmniej ja na takie działania nie mam na ani czasu, ani siły.
                            Lepiej "robić swoje".
                        • Gość: age Kanon IP: *.icpnet.pl 31.10.04, 10:52
                          > > Myślę, że problem polega na tym, że nie umiemy określić, co ma być
                          > obowiązkowym
                          > > kanonem wykształcenia ogólnego i kiedy, przez kogo ten kanon powinien być
                          > > realizowany.
                          > ** No, chyba umiemy - w końcu są dokumenty ministerialne i dośc szczegółowo
                          > określone standardy egzaminacyjne, np. maturalne.

                          No właśnie. A MENiS umie?
                          • fan_gazety Umiemy - w sensie "my w Polsce" 31.10.04, 14:32
                            W końcu to MENiS ułożył lub nadzorował redakcję tych dokumentów, prawda? Czyli
                            odpowiedź brzmi - "tak, umie".
                  • Gość: CzPW zbyt wąska specjalizacja tak wcześnie? nie ! IP: *.lubin.dialog.net.pl 30.10.04, 22:56
                    Dziecko 14- czy 16- nie jest na tyle dojrzałe aby podejmować decyzję ważącą na
                    całym jego przyszłym życiu zawodowym. W tym wieku nie tylko może nie wiedzieć,
                    do czego ma (czy ędzie miało) predyspozycje ale i często jest "negatywem"
                    swojego przeszłego i przyszłego życia. Jest to przecież wiek największego
                    buntu. Odrzucając pewne dziedziny zamykałoby sobie drogę do nich w przyszłości.
                    Pozatem wiadomo, że np. chłopcy w tym wieku są niemal wszyscy całkowicie
                    niedojrzali społecznie, niewrażliwi na problemy społeczne, co powodowałoby
                    wkluczanie wyboru przedmiotów humanistycznych przez nich. Nie byłoby mężczyzn
                    psychologów, etyków,...
                    A teraz coś zupełnie nieabstrakcyjnego: znam kobietę, która w III klasie LO
                    będęc uczennicą klasy o profilu humanistycznym, brała udział z pewnym
                    powodzeniem w olimpiadzie historycznej. W IV klasie zachciało jej się zostać
                    nauczycielką matematyki. I jest nią. Gdyby młodzież w wieku 16 lat wybierała
                    tylko niektóre przedmioty, kobieta ta nie byłaby dziś nauczycielką matematyki.
                    • Gość: Belfer W szkole i tak nie ma wielu przedmiotów!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.04, 01:07
                      "A teraz coś zupełnie nieabstrakcyjnego: znam kobietę, która w III klasie LO
                      będęc uczennicą klasy o profilu humanistycznym, brała udział z pewnym
                      powodzeniem w olimpiadzie historycznej. W IV klasie zachciało jej się zostać
                      nauczycielką matematyki. I jest nią. Gdyby młodzież w wieku 16 lat wybierała
                      tylko niektóre przedmioty, kobieta ta nie byłaby dziś nauczycielką matematyki."
                      W szkole nie ma (tym bardziej obowiązkowych!)psychologii,socjologii, ekonomii,
                      filozofii, medycyny oraz wielu innych przedmiotów.Są zaś psycholodzy,
                      socjolodzy, ekonomiści, filozofowie,lekarze etc. Nie musi więc byc w liceum
                      obowiązkowej geografii, historii, biologii, chemii, fizyki.Nie mowię już o
                      wiedzy o kulturze i podobnych pomysłach.
                      Co do Twojej matematyczki z klasy humanistycznej to, znając poziom matematyczny
                      choćby jej kolezanek z klasy i rzeczywisty(!) (wywolany własnie tym oraz
                      ilościa godzin!) poziom matematyki w takiej klasie jestem pewien, że musiała
                      się matematyki nauczyć sama albo poza szkołą.Inaczej współczuję jej uczniom!I
                      tak powinno być - pomyśl o losie jej 30 kolezanek, które wybrały hum swiadomie
                      i nie odbiło im w ostatnej klasie.
                      Co do "dzieci" w wieku lat 16 - jedne w tym wieku wiedzą czego chcą inne
                      nie.Dlaczego system ma byc podporządkowany tylko tym drugim????

                      • Gość: CzPW nie dałeś sie nabrać IP: *.lubin.dialog.net.pl 03.11.04, 16:50
                        >Co do Twojej matematyczki z klasy humanistycznej to, znając poziom matematyczny
                        > choćby jej kolezanek z klasy i rzeczywisty(!) (wywolany własnie tym oraz
                        > ilościa godzin!) poziom matematyki w takiej klasie jestem pewien, że musiała
                        > się matematyki nauczyć sama albo poza szkołą.Inaczej współczuję jej uczniom!
                        Ja też współczuję. Była u mnie na praktyce studenckiej. Nie potrafiła w domu
                        przygotować rozwiązań zadań maturalnych na lekcje przygotowujące do matury
                        mimo, że je pobieżniej jej tłumaczyłem 3 razy. Wnioski stąd można wyciągać
                        różne. Np. takie, że gdyby nie specjalizacja (mam tu na mysli wybór profilu) w
                        wieku 15 lat a 18, to miałaby ogólnie-ogólnikowo matematykę w normalnym
                        zakresie a nie humanistycznym i umiałaby więcej.
                        > Nie musi więc byc w liceum obowiązkowej geografii, historii, biologii,
                        chemii, fizyki.
                        W 100% zgadzam się tylko z historią. Jest to przedmiot, który rzeczywiście nie
                        ma chyba żadnego znaczenia w ogólnym wykształceniu człowieka. Zwłaszcza w
                        polskim wydaniu, gdzie uczniowie najczęściej wkuwaja fakty i koniec. Natomiast
                        czytałem kiedyś o pewnych trendach pojawiających się w nauce historii w USA.
                        Tam jest to nauka o sferze społecznej człowieka ilustrowana przykładami
                        historycznymi dla poparcia tez. I takie ujęcie to chyba by mi sie spodobało.
                        Natomiast jeśli chodzi o naukę pozostałych wymienionych przez Ciebie
                        przedmiotów, to powinna być okrojona do głównego zarysu i nauki poszukiwania i
                        wykorzystywania materiałów. W szczególności, np. geografia powinna uczyc
                        umiejetności posługiwania się atlasem, rocznikiem statystycznym i wyszukiwania
                        informacji w encyklopediach, internecie, itp.
    • Gość: ANNA Re: Leniwi nauczyciele. IP: *.tele2.pl 28.10.04, 13:02
      Ja kilka lat temu skonczyłam jedno z najlepszych liceów w moim województwie.
      Chodziłam do klasy o profilu mat-fiz. Niestety o fizyce nie mam pojęcia. Nasz
      nauczyciel całe lekcje potrafił poświęcić opowieściom o ostatnim meczu piłki
      nożnej, wypowiedzi polityka, jakims samochodzie i tym podobnych dyrdymałach.
      Czasem zdarzało mu się baaardzo narzekać jak to nauczyciel ciężko pracuje i
      mało zarabia.
      W sumie nam to odpowiadało.... nie trzeba się było uczyć a ocenę bardzo dobra
      dostawało się bardzo łatwo (wystarczyło sie nauczyc czegokolwiek i zgłosić
      dobrowolnie do odpowiedzi). W IV klasie zaczął się dramat kiedy część klasy
      uświadomiła sobie że fizyka będzie im niezbędna do egzaminów na wyższe
      uczelnie. Poniewaz chodzilam do dobrego liceum, gdzie wszyscy byli w miare
      ambitni i zdolni, to wszyscy którzy potrzebowali znajomości fizyki przysiedli
      fałdów i zaczęli uczyć się sami. Kilka osób chodziło na jakies płatne lekcje.
      Wszyscy dostali się na studia (elektronika, automatyka, medycyna, itp). Dzisiaj
      są inzynierami czy lekarzami. Ja mam ładne świadectwo z piątką z fizyki, choc
      nie mam o niej bladego pojęcia - na szczęście fizyka nigdy nie była mi do
      niczego potrzeban.
      Efekt tego jest taki, że ci którzy potrzebowali fizyki musieli sami ją
      zrozumieć i się jej nauczyć. Ci którzy nie potrzebowali nic z niej nie wiedzą.
      A liceum od lat uchodzi za jedno z najlepszych... bo przecież wspaniale
      przygotowuje do studiów... 100% dostaje sie na studia (państwowe, dośc oblegane
      kierunki). Nikt tylko nie wnika w to czy to zasługa nauczycieli czy samych
      uczniów.
      • amiga2 Re: Leniwi nauczyciele. 28.10.04, 13:56
        W tzw.dobrych liceach często tak bywa.Uczniowie inteligentni,o dużej
        samoświadomości uczą się często na własną rękę a sukcesy ida na konto
        szkoły.Proszę popytać jaki procent uczniów tych liceów pobiera dodatkowa
        płatną naukę j . obcych,często od lat po kilka godzin tygodniowo.Ilu uczniów
        wybierających się na oblegane kierunki studiów( prawo,medycyna,filologie itp.)
        nie pobiera dodatkowych prywatnych lekcji?
        • Gość: bronte Re: Leniwi nauczyciele. IP: 81.210.21.* 29.10.04, 20:00
          Jeśli chcecie wiedzieć, jak RZECZYWIŚCIE wygląda praca nauczyciela, zapraszam
          do mnie na miesiąc. Myślę, że zmienicie zdanie. Proszę mnie nie obrażac,
          dobrze? Jest mi autentycznie przykro, że ktos wrzuca mnie do jenego worka z
          leniuchami.
          • abrakadabra10 Re: Leniwi nauczyciele. 29.10.04, 20:29
            wiele tu padło gorzkich,ale niestety prawdziwych słów pod adresem nauczycieli
            leniuchów. i przyznaję to jako nauczyciel. w naszej podstawówce jest kilku
            takich Przybocznych Miłomściwie Nam Panującej,dla których dzień bez "lizania" i
            donosów jest dniem straconym. Ale za to wolno im wszystko. spóźniać się,nic nie
            robić i jeszcze podkładać świnie tym, którzy chcą pracować, bo im poprzeczkę
            podwyższają. wychodzą z lekcji, migająsięod wszelkich dodatkowych prac, nie
            dyżurują, a jak uczą nie wiem, bo ich nie hospituję. Ale nie spodziewam się
            wiele.
            A sama Miłomściwie Nam Panująca bije rekordy lenistwa. Niedawno któraś klasa
            podliczyła ją, że odbyła z nimi 24% lekcji w roku szkolnym. Resztę
            przeprowadzili: pracownicy administracji, pielęgniarka, bibliotekarki i
            świetliczanki. Dodam że Miłomściwie Nam Panująca naucza matematyki.
            Al;e uwaga o wrzucaniu wszystkich do jednego wora jest słuszna. Bo ktoś
            przecież w końcu niesie ten kaganek. Nadal.
            • kaz_dra Re: jestem załamana.. 30.10.04, 20:51
              ... tym obrazem nauczycieli. Zgadzam się, że są tacy, mam ich równiez w szkole,
              ale procentowo , to niewiele. I znów mówi się o wadach, a nie o zaletach.
              Tych , o których piszecie juz się nia da zreformować. Zgadzam się, są okropni
              i robią mnóstwo szkody.
              Pasjonaci są i to wcale nie tak mało. Może nie na każdej lekcji, nie zawsze ale
              są. I pozostaje duży % dobrych rzemieślników, czasem z polotem.
              • fan_gazety Dobrzy nauczyciele są, to jasne, ale jest jak jest 31.10.04, 09:15
                Uczniowie nie lubią polskiej szkoły, o czym pisze ostatnia "Polityka". Artykuł
                można uznać za tendencyjny, ale faktom nie da się zaprzeczyć - np. tym bardzo
                niskiemu stopniowi identyfikowania się z własną szkołą, czy też bardzo wysokiej
                absencji. Nie jest dobrze, Kaz_dro. Zbyt często słyszę od młodych ludzi, że
                jest do kitu (delikatnie mówiąc), żeby uznać, że wystarczy tylko położyć akcent
                na dobrej stronie szkoły, a nie narzekać na nauczycieli, i będzie w porządku.
    • Gość: kielce Dajcie sobie na wstrzymanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 23:21
      oczywiście znowu WSZYSCY nauczyciele są beeeeeeeee.
      właśnie zaczęłam studia, a liceum skończyłam w zeszłym roku i z tego co
      pamiętam, to byli nauczyciele i leniwi i pracowici, wiec myślę , że takie
      generalizowanie jest troszkę krzywdzące.
      i nie róbmy z licealistów poszkodowanych aniołków, bo brak jakiegokolwiek
      entuzjazmu czy zainteresowania lekcją nie stanowi zachęty dla profesorka(ki).
      pozdrawiam moich belfrów
      i love u
    • belfer_junior oczywiście tylko nauczyciele leniwi, nikt inny 31.10.04, 16:53
      Przez cały tydzień od godziny 8.00 do 14-15.00 siedzę na lekcjach. Po lekcjach
      albo zostaję w pracy, albo biorę do domu robotę (dokumenty, sprawdziany itp).
      Czasem (poza godzinami lekcyjnymi) biorę dobrowolnie bądź obowiązkowo udział w
      szoleniach, kursach i innych zajęciach, często w weekendy. Czasem za te
      szkolenia i kursy płacę z własnej kieszeni.

      Podczas dnia pracy nie mogę wypić sobie kawy kiedy chcę czy poczytać gazety, bo
      nie na tym polega moja praca. Czasem muszę naprawdę się nastarać żeby mieć czas
      pójść do wc (gdy na dziesięciominutowej przerwie nagle podchodzi do mnie rodzic
      lub dyrektor, wiem że nie pójdę). A teraz poproszę, żeby wszyscy urzędnicy,
      pracujący w biurach i wpisujący się na to forum w godzinach pracy, rozliczyli
      się ze swojej pracowitości. Zobaczymy, kto jest leniwy.
      • Gość: age Re: oczywiście tylko nauczyciele leniwi, nikt inn IP: *.icpnet.pl 31.10.04, 17:34
        A ile lat jeszcze tak wytrzymasz, belfrze_juniorze? Kiedy zaczniesz udawać, że
        pracujesz? Kiedy zaczniesz dzielić obowiązki na mniej i bardziej pilne? Kiedy
        wyjdzie ci na to, że przygotowanie się do lekcji, poprawienie sprawdzianów,
        wreszcie nauczenie matołów czegokolwiek jest mniej pilne i może poczekać?
        • belfer_junior :-) 31.10.04, 18:15
          > A ile lat jeszcze tak wytrzymasz, belfrze_juniorze? Kiedy zaczniesz udawać, że
          > pracujesz? Kiedy zaczniesz dzielić obowiązki na mniej i bardziej pilne?

          1. Nie wiem, ile lat jeszcze wytrzymam, ponieważ nie jestem jasnowidzem.

          2. Rozumiem, że pisze to osoba, która pracuje już wiele lat i nigdy ani nie
          zaniedbała swoich obowiązków, ani nie odeszła jej ochota do pracy. W innym
          przypadku taki ton byłby ździebko niezrozumiały.

          >Kiedy
          > wyjdzie ci na to, że przygotowanie się do lekcji, poprawienie sprawdzianów,
          > wreszcie nauczenie matołów czegokolwiek jest mniej pilne i może poczekać?

          Nie wiem, kiedy "wyjdzie mi na to". Jak się dowiem, to napiszę, że "wyszło mi
          na to" :-)))
          • mlody.belfer Re: :-) gratuluje, belfrze_juniorze! 31.10.04, 19:01
            ja mam podobnie.
            ucze 2. rok.
            w poniedziałek zaczynam o 8:00, mam dyżury na przerwach.
            do WC musze wyjśc na lekcji bo na przerwie gdy mam dyżur to nie zdążę.
            po lekcjach sprawdzanie i uzupełnianie dziennika - jestem wychowawcą, musze
            rozliczyc uczniów z uwag, a nie po tygodniu, gdy ich na wychowawczej
            zobaczę /albo i nie zobacze, jeśli zwieją/
            kończę 15:10, o 16:00 mam zajęcia pozalekcyjne.
            wracam do domu o 19tej.
            a we wtorek znów na 8:00...
            weekendy zawalone mam totalnie. poprawiam spr, kartk, lekcje przygotowuję..
            jestem kawalerem i życia żadnego
            pozdrawaim!
            • fan_gazety A lubisz to? 31.10.04, 19:14
              • belfer_junior A tak 31.10.04, 21:21
                Wykonywać swój zawód, tj. nauczać, lubię. I kontakt z uczniami mam całkiem
                niezły. Nie lubię, jak każdy - niezależnie od zawodu - siedzieć po godzinach,
                zapieprzać po różnych kursach i spędzać teoretycznie wolny czas na sprawach,
                związanych z pracą, tylko po to, żeby potem usłyszeć, że jestem nauczycielem-
                leniem. Tak jakby to był synonim. A jeszcze większa cholera mnie bierze, gdy
                pomyślę, że takie opinie nierzadko padają z ust osób, które w ciągu dnia plamią
                się dwiema, trzema godzinami pracy, a resztę spędzają na kawie, gazetach,
                pogaduchach i narzekaniu, że inni się opieprzają :-)

                P.S. Gdyby w biurach wprowadzić dzwonki, praca-przerwa-praca-przerwa, jak w
                szkole, pewnie większość urzędników odeszłaby na wcześniejszą emeryturę z
                przepracowania.
                • fan_gazety Pięknie, bo z poprzedniego postu to nie wynikało 31.10.04, 21:31
                  Życzę w takim razie by stan ten trwał jak najdłużej. Ale zastanowiło mnie to,
                  co napisałeś o reakcji na zbitkę "nauczyciel-leń". Jeśli Ciebie to nie dotyczy,
                  tzn. masz wewnętrzne przekonanie, że tak jest, to przecież "niech sobie
                  gadają". I tak, ci, co są tu podmiotami, czyli uczniowie, pewnie widzą, że do
                  leni nie należysz. A cała reszta jest mało ważna. Inni nauczyciele niech się
                  sami martwią o swój wizerunek u uczniów.
                  • belfer_junior chodzi mi o coś innego... 31.10.04, 21:46
                    ...a mianowicie o to, że dzięki kreowaniu takich stereotypów jestem
                    automatycznie oceniany "na wejście" przez ludzi: o, jest nauczycielem - czyli
                    nierób z niego. W sumie średnia to przyjemność. Nikogo, oczywiście, nie bronię,
                    bo lenie są wszędzie, także i w nauczycielskim zawodzie, ale z pewnych
                    wypowiedzi wynika, że leniami są tylko nauczyciele, a inni to jak mróweczki...

                    Pozdrawiam
    • Gość: paula Re: Leniwi nauczyciele. IP: 81.15.254.* 03.11.04, 22:41
      ja tez wrzuce swoje 3 grosze:))

      jestem mloda nauczycielka i zaczynalam w liceum (w zeszlym roku zreszta)a teraz
      pracuejw gimnazjum!! oczywiscie widac wielka roznice,ale jest tez jedno
      podobienstwo:wielki opor na wiedze i wielkie oburzenie gdy nauczyciel wymaga!!
      u mnie na kazdej lekcji sa kartkowki, inaczej uczniowie zaczynaja
      sobie 'olewac'!! nie jestem leniwa,zawsze jestem przygotowana,robie dodatkowe
      cwiczenia,klasowki przynosze od razu na nastepna lekcje (uczniowie sie dziwia
      jak to robie:)))!! nie jestem leniwa, oj nie!! ale zawalu mozna dostac jezeli
      prosisz ucznia by powtorzyl twoje przed chwila!wypowiedziane slowa a on nie
      umie tego zrobic!jezeli po raz 1000 tlumacze im ten czas,a oni dalej swoje!!
      sami sie przyznaja ze nie chce sie im uczyc!! len na leniu i leniem pogania!!
      uwazam ze to po czesci wina nauczycieli,bo widac ze uczniowie nie chca sie
      uczyc wiec po co nauczyciele maja sie starac!! bo gdyby uczen chcial to i
      nauczycielowi od razu lepiej sie pracuje!!
      wiec uczniowie do pracy i nauczyciele tez,by nei wychodowac kolejnych
      polskich 'chwastow'!
      • Gość: Presto Samo zycie IP: *.bazapartner.pl 03.11.04, 23:15
        W szkole jak wszedzie - lenie i pracusie. Konsekwencje tylko inne. Ale przed
        laty rodzice dosyc prężnie zaczęli decydowac o szkole (rady szkoły i rady
        rodziców, wspóltworzenie statutów)i było pięknie. taki dialog na trzy głosy:
        uczeń, belfr, rodzic. było pieknie, bo Ci pracowici nareszcie czuli sie
        doceniani. Teraz wszystko wróciło do normy - przerost biurokracji,
        zniechęcenie, brak zainteresowania ze strony rodziców edukacja własnych dzieci.
        Wszyscy udaja bezradnych. Ale jak sie lubi to, co sie robi...
Pełna wersja