Gość: flamengista
IP: *.ae.krakow.pl
15.02.05, 12:55
Po przeczytaniu tekstu Przemysława Chomika (Gazeta Edukacyjna, Zalka, koło,
wejściówka - przewodnika dla studentów pierwszego roku) złapałem się za
głowę. "przewodnik dla studentów pierwszego roku" jest nie tylko napisany w
sposób tendencyjny i jednostronny, jest po prostu szkodliwy. Jako młody
pracownik naukowy jednej z krakowskich uczelni nie mogłem pozostać obojętny i
postanowiłem ustosunkować się do w.w. artykułu:
1. Autor daje do zrozumienia, że studenci i kadra naukowa stoją po przeciwnej
stronie barykady. Studentom ma tylko zależeć na zdaniu kolejnej sesji, a
złośliwi egzaminatorzy chcą im w tym przeszkodzić. Zupełnie przy tym
zapomniano, że jedni i drudzy stanowią społeczność akademicką w ramach
wspólnej uczelni, że (przynajmiej w teorii) powinien ich łączyć wspólny cel -
rozwijanie własnych zainteresowań i poszerzanie wiedzy. To, że autor artykułu
traktował najwyraźniej studia jako zło konieczne, potrzebne jedynie do
zdobycia dyplomu - nie znaczy, że wszyscy młodzi ludzie tak myślą. I całe
szczęscie, bo inaczej praca moja i moich kolegów nie miałaby sensu;
2. Szczególnie dostało się w tekście młodej kadrze naukowej, która nazywana
jest "złośliwymi podwładnymi". Mało tego, każą się tytułować per magister,
dokładnie jak w aptece (ciekawe, jak inaczej biedny student ma mnie nazywać -
może ziomalem, byłoby bardziej trendy...). Tak, to całkowita prawda - my,
młodzi asystenci, sfrustrowani niskimi zarobkami i upokażani przez swoich
szefów, wyżywamy się na biednych studentach. Jedyną przyjemność znajdujemy w
ulewaniu kolejnych roczników - mało tego, rektorzy płacą nam dodatkowe premie
za przekroczenie limitów ocen niedostatecznych... Nieważne, że ulewając
studenta dokładamy sobie roboty (bo przecież muszę go ponownie odpytać, a to
zabiera czas), nieważne, że zajęcia dydaktyczne odciągają nas od równie
ważnej (jeśli nie ważniejszej) działalności naukowej (badania, publikacje i
pisanie doktoratu). Liczy się tylko to, żeby zestresować młodych ludzi;)
3. Uroczy jest fragment: "podczas pisemnego Twój strój nie ma znaczenia:
ważne żebyś czuł się w nim dobrze" - a mi się zawsze wydawało, że porządne
ubranie świadczy o szacunku, jaki mam do egzaminatora... Gdy widziałem na
egzaminie studentów ubranych w szorty lub hiphopowe spodnie, myślałem że po
prostu są źle wychowani i nie znają reguł sovoir-vivru. Od dziś jest jeszcze
jedna możliwość - czytali gazetę edukacyjną...
4. Bardzo ciekway jest również fragment mówiący o podpowiadaniu
kolegom: "oczywiście powinieneś podpowiadać kolegom, ale tylko gdy wiesz, co
mówisz" - od Gazety reklamującej się hasłem "nam nie jest wszystko jedno",
można by przyjnajmniej oczekiwać, że nie będzie zachęcała do odpisywania.
Jasne, ściągania i odpisywanie na naszych uczelniach to zjawisko powszechne
ale nie NORMALNE! I należałoby je raczej tępić, a nie wspierać.
Tekst miał być prawdopodobnie żartobliwą próbą wprowadzenia pierwszorocznych
studentów w rzeczywistość uczelnianą. Próba ta jest o tyle bezsensowna, że
średniorozgarnięty student taką wiedzę posiada od dawna. Jeśli zaś jej nie
posiada, to znaczy że na studia się nie nadaje;)
A na poważnie - od Gazety Wyborczej można oczekiwać trochę więcej. Zamiast
pisać poradniki "jak bezstresowo i większego wysiłku ZALICZYĆ studia", można
by zareklamować młodym ludziom studia jako szczególny okres w życiu, czas
zawierania przyjaźni, zdobywania wiedzy i nowych umiejętności (niekoniecznie
poprzez chodzenie na ćwiczenia i wykłady - ale np. uczestnicwo w
organizacjach studenckich, praktyki, wyjazdy zagraniczne itp.).
Niestety, najwyraźniej znacznie prościej jest pójść na łatwiznę.