dlaczego do odpowiedzi na środek klasy?

    • Gość: Ona Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.pl / 193.24.200.* 20.03.05, 18:37
      Kate,

      PRL pamiętam jak przez mgłę, moje lata szkolne przypadły akurat na lata 90 - te.
      Też mnie zadziwia Twoja wypowiedź. Uczen szkoły muzycznej tym bardziej powinien
      być odpytywany na forum, gdyż bez tego nigdy nie nauczy się opanowywać stresu
      związanego z wystąpieniem publicznym. Jesli będziesz nastawać na odpytywanie w
      mniej stresujacy sposób, zrobisz krzywdę swojemu dziecku!

      Bolejesz nad tym, ze klasa się podśmiewa, a czy myslisz, że w czasie koncertu o
      wiele większa, niż 30- osobowa publiczność zachowa spokój? A jak (odpukać)
      pójdzie cos nie tak i młody muzyk zostanie wygwizdany? Bez zahartowania w
      postaci m.in. takich wystąpień przed klasą może raz na zawsze zakończyć swą
      karierę z powodu jednej porażki na scenie. Tzw. wychowanie bezstresowe daje
      same minusy, niestety. Przemyśl to.
      • ziemiowziety zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 20.03.05, 20:12
        az przykro czytac. Zacofanie, pewnosc siebie graniczaca z ... glupota
        oczywiscie.
        Tzw. "odpowiadanie na srodku klasy" to rzeczywiscie przezytek i w wielu
        krajach, gdzie system oswiaty jest bardziej przemyslany, takie zjawisko nie
        wystepuje.
        Czy wiecie co piszecie? Czy rozumiecie? Pewnie ze nie rozumiecie, chyba
        wlasnie jako produkt poskiej szkoly.
        Takie odpowiadanie ma prawie nic wspolnego z wystepem publicznym. Przeciez w
        polskiej szkole nie uczy sie jak w niektorych krajach tzw. "public speaking",
        nie uczy sie jak wystepowac publicznie, jak argumentowac, jak sie do takiej
        wypowiedzi w ogole zabrac. A to sa podstawy jakiegokolwiek wystepowaniua
        publicznego.
        Przeciez nikt publicznie (poza waska grupa specjalistow) nie bedzie opowiadal o
        narzadach krolika czy fotosyntezie. Tylko o istotnych dla nego osobiscie czy
        spolecznie problemach, problemach kontrowersyjnych, gdzie trzeba umiec
        przedstawic swoje racje i je obronic. Przeciez temat typu: "uklad pokarmowy
        krolika" sie do tego nie nadaje. Tu wszystko powiedziano. I malo kogo to tak
        naprawde interesuje w codziennym zyciu.
        A co jest to "odpowiadanie na srodku klasy" To nie jest zadna tam wielka
        wypowiedz, tylko najczesciej dukanie, jakanie, co najwyzej deklamowanie i
        recytowanie formulek. Przeciez za inwencje najczesciej (przybraku znajomosci
        szczegolow trzech ostatnich lekcji) piateczki czy szosteczki sie nie dostanie.
        Najczesciej odopwiada sie przy braku rozumienia swojej wypowiedzi.
        Zauwazcie to nie jest prawdziwa wypowiedz publiczna: gdyz mowi sie przy
        ludziach ktorych sie zna bardzo dobrze i z ktorymi spedza sie najczesciej kilka
        lat. Tu wystepuja rozne korelacje, silne interakcje spoleczne, to nie jest z
        tego wzgledu prawdziwa wypowiedz publiczna.
        Czy wy naprawde pozjadaliscie wszystkie madrosci zyciowe? Otoz nie, wy godzicie
        sie poniewieranie wlasnych i cudzych dzieci w imie tzw. uodpornienienia ich,
        nabrania doswiadczen zyciowych. To jest najgorsza rzecz jak robie im i calemu
        spoleczenstwu. Godzicie sie na zlo i bylejakosc,. Ale trzeba wlasnie wiecej
        prawdziwej sily i pewnosci siebie by moc to zmienic. Z was przebija slabosc,
        zniechecienie , rezygnacja. To jest przykre. Polsak szkola to jest wlasnie
        miejsce, ktore trzerba zmieniac.
        A poza tym co za nauczyciel ktory sieje postrach, stawia po kilkanascie jedynek
        pod rzad na kilku lekcjach. Lekcje biologii powinny uczyc rozumienia
        podstawoych zjawisk w przyrodzie w otaczajacym nas swiecie przyrodniczym.
        Powinny pokazywac jakie jest miejsce czlowieka w przyrodzie, jakie sa jego
        prawa i obowiazki wobec przyrody. Smiem watpic, czy tego rodzaju lekcje
        wzbogaca dzieci, potrafia obudzic ich wrazliwosc w tej dziedzinie. One naucza
        sie tylkmo bac, oszukiwac , wysmiewac slabszych i/lub bardzierj wrazliwych.

        • Gość: agata Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca IP: *.may.ie / *.nuim.ie 20.03.05, 20:59
          bravo,nareszcie jakas madra wypowiedz,juz dawno nie powinno byc odpowiedzi na
          forum klasowym

          pozdrawiam
          • Gość: Belfer Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.05, 21:11
            To może wcale nie sprawdzać co umieją - to takie stresujące i obniżające
            poczucie własnej wartości;-)Szkoła zresztą też jest stresująca przez sam
            obowiązek bycia uczniem.A tyle jest gier komputerowych, pornusów do zobaczenia
            gdy rodziców nie ma w domu, tyle piwa do wypicia i chłopaków/dziwczyn do
            przelecenia... Tylko nie dziwmy się potem, że pracownicy nieodpowiedzialni i
            nic nie umieją, wyborcy źle wybierają partie, a o politykach lepiej nie
            mówić...
        • Gość: Tawananna* Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.05, 21:07
          > zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca
          > az przykro czytac. Zacofanie, pewnosc siebie graniczaca z ...
          > glupota oczywiscie.

          Czy "żenada" to pojęcie oznaczające opinię odmienną od Twojej?

          > Godzicie sie na zlo i bylejakosc,. Ale trzeba wlasnie wiecej
          > prawdziwej sily i pewnosci siebie by moc to zmienic. Z was
          > przebija slabosc, zniechecienie , rezygnacja. To jest przykre.
          > Polsak szkola to jest wlasnie miejsce, ktore trzerba zmieniac

          Co ma słabość, zniechęcenie czy rezygnacja do popierania lub przeciwstawiania
          się odpytywaniu na forum klasy?

          A poza tym - ja też uważam, że polska szkoła to miejsce, które trzeba zmieniać.
          Ale można jeszcze dyskutować o tym, JAK je zmieniać.

          > A poza tym co za nauczyciel ktory sieje postrach, stawia po
          > kilkanascie jedynek pod rzad na kilku lekcjach.

          Wydaje mi się, że nikt nie popierał tu siania postrachu i przeprowadzania
          pogromów. Skupiliśmy się głównie na kwestii samego odpytywania. Jeśli
          regularnie z odpowiedzi wystawiane są same jedynki i dwójki to faktycznie, jest
          to znak, że trzeba coś zrobić - pozostaje pytanie, czy jest to kwestia formy
          sprawdzania wiedzy (zauważmy, że w opisanej sytuacji, wbrew pozorom - i
          tematowi wątku, nie chodzi o złe wyniki z odpowiedzi, ale złe wyniki w wypadku
          niezapowiedzianej odpowiedzi - dobre oceny są ze sprawdzianów zapowiedzianych,
          a czy byłyby też z niezapowiedzianych kartkówek?), przygotowania dzieci,
          atmosfery w klasie, sposobu nauczania nauczyciela, kryteriów oceny itd. itp.

          > Lekcje biologii powinny uczyc rozumienia
          > podstawoych zjawisk w przyrodzie w otaczajacym nas swiecie
          > przyrodniczym. Powinny pokazywac jakie jest miejsce czlowieka w
          > przyrodzie, jakie sa jego prawa i obowiazki wobec przyrody.
          > Smiem watpic, czy tego rodzaju lekcje wzbogaca dzieci, potrafia
          > obudzic ich wrazliwosc w tej dziedzinie. One naucza sie tylkmo
          > bac, oszukiwac , wysmiewac slabszych i/lub bardzierj
          > wrazliwych.

          Strachowi, oszustwom i wyśmiewaniu słabszych mówię zdecydowane nie. Ale jeśli
          chodzi o pozostałą część przytoczonej wypowiedzi... To wszystko brzmi pięknie,
          ale obawiam się, że są to tylko ładne slogany. Jak Twoim zdaniem powinny
          wyglądać takie lekcje? Jak Ty byś je poprowadził? Jak sprawdzałbyś wiedzę? I
          czy w ogóle jest tu, między "rozumieniem podstawowych zjawisk" i "prawami i
          obowiązkami wobec przyrody" miejsce na wiedzę? Szkoła i wychowuje, i uczy, a
          reformatorzy najchętniej z nauki zrezygnowaliby całkowicie. Z przerażeniem
          przeglądam obecne podręczniki historii do szkoły podstawowej - bełkot o życiu
          codziennym w dawnych czasach. W trosce o nieprzeciążanie dzieci datami i
          nazwiskami zrezygnowano z dat i nazwisk. Nie będę mówić, że wcześniej było
          idealnie, ale dlaczego nie można było znaleźć jakiegoś złotego środka?
          • ziemiowziety Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 20.03.05, 22:18
            Droga Tawananno,
            zenada jest przede wszytkim przylaczanie sie do choru nie najmadrzejszych
            wypowiedzi, pokpiwywanie i ironizowanie z matki, z ktorej dziecko ma problemy w
            szkole i ona sama jest tym przejeta. Po prostu wiele osob obrazilo yu Kate i
            jest to bardzo smutne
            Sama piszesz o przekazywaniu wiedzy, a problemy dziecka Kate biora sie wlasnie
            nie z nieumiejetnosci uczenia sie, ale nieumiejtnosci przystosowanie sie do
            nienajmadrzejszego systemu oceniania
            Piszesz, ze nie ma miejsca nie wiedze, otoz miejsce na wiedze byc powinno, ale
            badzmy szczerzy, uczen po skonczeniu szkoly powinien nie tyle wyniesc okreslony
            zasob wiedzy, ale umiejetnosc jej znajdowania, poszerzania, uaktulniania
            bo ta typowa, tradycyjna wiedza szkolna bedzie zawsze zaszufladkowana,
            czesciowa, czasem przestarzala.
            Nie kazdy powienien znac dokladnie przebieg wojen Boleslawa Chrorbrego z
            Niemcami, kazdy powieniez moc potrafic znalezc szybko i efektywnie potrzebne
            informacaje na ten temat, ale uczen, specjalnie zainteresowany czy uzdolniony
            historycznie powininien miec mozliwosc poszerzania tej wiedzy w szkole, nawet
            na poziomie akademickim.
            Widze, ze masz calkowicie tradycjne, poglady na nauke historii, Boze daty i
            nazwiska mozna znalezc w kazdej encyklopedii, a moze lepiej jak uczen bedzie
            mial jakas orientacje w warunkach zycia swoich przodkow,
            Wiesz, tak absrakcyjnie mozna wykuc na blache przebieg wojen tego Chrobrego z
            Niemczami, ale po co? Moze wlasnie ciekawiej jest dowiedziec sie jak zyli wtedy
            przecietni ludzie, tacy jak my teraz, wco sie ubierali, co jedli, jak sie
            bawili, jaki byl ich swiat duchowy, znajomosc tych rzeczy bardzo ulatwia
            rozumienie procesu ciaglosci ludzkiej kultury, i to jest i nauka i wychowanie,
            ktore, jak widze jest b. wazne dla Ciebie, lecz ktore pojmujesz znowu waziutko
            sprawdzac wiedze trzeba i nalezy w sposob ciagly, lecz sprawdzanie wiedzy nie
            nalezy utozsamiac z ocenianiem.
            system oceniania powinien byc przejrzysty, sprawiedliwy
            takie odpytywanie na kazdej lekcji jest poza wszytkim innym z gruntu
            niepsrawiedliwe, ktos moze byc przygotowanym na 90% lekcji i byc zapytanym na
            pozostsalych 10% . Jest to frustrujace i zniechecajace do nauki wlasnie. Lepiej
            w miare czeste (zapowiedziane!!!) sprawdziany pisemne, ocenianie na podstawie
            wypowiedzi ustnej, tez ale wlasnie w formie rozmowy, na siedzaco, i czasem
            zamiast sprawdzienu pisemnego- przepytac od razu polowe lub wiecej uczniow,
            zaczynajac od tzw. ochotnikow.
        • q_vw Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 20.03.05, 21:10
          Wiesz... póki co, to Twoja wypowiedź budzi żenadę... jestes tak cholernie nowoczesny, trendy, jazzy czy jak to sie nazywa, że gubisz gdzieś sedno od którego dyskusja ta się zaczęła. Zauważ, że uwagi niektórych dotyczą nawet, o zgrozo, niezapowiedzianych kartkówek :)))))))))

          Zarzucanie innym, w ferworze dyskusji, głupoty, nieuctwa itp itd świadczy o braku kindersztuby, ale za to jestes nowoczesny... Poziom inteligencji zalezy głównie od tego jak się odnosisz do innych uczestników dyskusji...

          Zauważ też, że publiczna wypowiedź przed klasa jako forum uczy jednak i pozwala nauczycielowi ocenić, czy uczeń ma logiczny tok wypowiedzi i rozumowania, w klasie, a takie są polskie standardy, liczącej do 30 uczniów, trudno, by odpowiadano z ławki...

          Taka odpowiedź jest jednak dobra, bo zauważ, że uczy opanowac, naturalną tremę, przed wystepem, jakby nie było, publicznym, bo co innego rozmawiać w wąskim gronie koleżanek i kolegów, a co innego w obecności nauczyciela, na forum klasy. jest to jakaś forma wystapienia publicznego.

          Dla mnie źle jest, że klasa reaguje smiechem na wpadki i niewiedzę koleżanki czy kolgi, zwykle świadczy to źle o uczniach ich rodzicach, a dopiero na końcu o nauczycielu...

          "Pitolicie Hipolicie"... jesli uważasz, że wypowiedź na forum klasy to godzenie sie na bylejakość i stresowanie uczniów... to brak argumentów, dosłownie, ośmieszasz się i tyle...

          jaka jest Twoja wizja szkoły, taka, jaka jest obecnie, że nauczyciel w zasadzie nie może wystawiać jedynek bo to stresuje, że uczniowie pozwalają sobie być nieprzygotowanym, notorycznie zajmują sie na lekscji czymś całkiem innym niż powinni, że nauczyciel nie ma argumentu w ręku, by dyscyplinować... Twoja wizja szkoły jest to d... bo uczniowie to cwaniaczki, sami tacy byliśmy i wykorzystują wszelkie luki w systemie na swoją korzyść...

          Mam porównanie szkoły nowoczesnej i otwarnej (powiedzmy) a tradycyjnej, posługukącej się najnowszymi technikami i wiedzą... wybieram ta drugą, uczniowie potrzebuja autorytetu i dyscypliny, to wcale nie jest szkodliwe, zauważ, że najlepsze szkoły są klasyczne w swej formie, a nowoczesne w treści.

          Wiesz, ja kończyłem szkołe lata temu i jak patrzę na dzisiejsze pokolenia, to jestem przerażony, taka jest olbrzymia postawa roszczeniowa, kalcetwo intelektualne, że strach, jak oni sobie poradzą, a nie radzą sobie zbyt dobrze... Jak widze te wyręczanie dzieci przez rodziców, kórzy przyjmuja każdą dziecięcą głupotę, zawsze stają po stronie dziecka, nawet, kiedy nie ma ono racji... Chcesz przykład, voila, oto on: matka dzwoni do nauczycielki, ze dziecko nie przyniesie rysunku na zaliczenie, bo lezy jeszcze w łózku i nie chce mu się wstać... bezstresowe wychowanie... Inny przykład, zwrócenie uwagi, że źle robi powoduje niemalże histeryczną reakcje obronną, bo w domciu dziecko nauczone jest, że zawsze ma rację...

          Wiesz, teraz rodzice, by odciążyc swe pociechy wymyślaja z psychologami różne dysleksje, dysgrafie, dyskalkulie... Co wymyslą w dorosłym życiu swych dzieci ? Zapewne nic, ale za to będą dumni, że przez szkołę przeprowadzili je jak najmniejszym trudem, ot takim "psim swędem"... A potem szok w gimnazjum, w liceum, na studiach... Wiesz, poziom studiów bardzo się obniżył, bo trafiają bez problemu nań ludzie o kiepskich predyspozycjach i słabej psychice.. Renomowane uczelnie się bronią przed tym, pracodawcy także...

          Proszę, nie mów, że jest na świecie kraj, gdzie system oświaty jest super przemyslany, zresztą polski system był juz lepszy, zanim go nie zaczęto "westernizować", to przyzna każdy specjalista... ten system zresztą odradza sie na zachodzie...

          tak więc, wybacz, ale jestes produktem pewnego mitu, zamazania, dotyczącego szkoły i tego jaka ona powinna być. Wszyscy zgadzają się, że nie może "łamać" ale też nie może godzić sie na wszystko w imię troski o dziecko, zwłaszcza tej fałszywie pojętej, zwłaszcza takiej, jaka proponujesz Ty, Kate czy Lilith...
          • ziemiowziety Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 20.03.05, 22:33
            coz powatpiwam w Twoje doswiadzczenie zyciowe,i dojrzaly wiek, wystarczy
            poatrzec na twoj nickname, to ty probujesz byc trendy, ale zdaje sie, ze ci to
            nie wychodzi.
            Trudno, prewnie tez nie wychodzilo ci w szkole i zyczysz innym aby meczyli sie
            jak ty. No coz...
            Wiele juz napisalem we wczesniejszych mejlach. Ale powtorze, ze takie
            niezapowiedziane wyrywanie do tablicy nie jest elementem przejrzystego i
            sprawiedliwego systemu oceniania. A szkola powinna wychowywac wlasnie przez
            swoja przejrzystosc i sprawiedliwosc po pierwsze. Uczen powinnien sie uczyc, to
            rzecz oczywista, ale nie jest maszyna, jest w koncu dzieckiem, ma prawo do
            odpoczynku i gorszych dni. Dlatego tez ocenianie powinno opierac sie na
            zapowiedzianych, nawet czestych, ale zapowiedzianych sprawdzianach pisemnych i
            ustnych. Ucznia powinno sie nagradzac za innowacyjnosc samodzielnosc myslenia,
            a nie za fotograficzna znajomosc trzech ostatnich lekcji, to jakis absurd z tym
            odptytwaniem: kto to pamieta pozniej za miesiac, czy po feriach?. Szkola moze
            byc surowa, ale sprawiedliwa, przejrzysta i dawac szanse na rozwijanie
            ponadprzecietnych uzdolnien, czy po prostu pasji.
            Jest rzecza oburzajaca, gdy piszesz , ze poziom studiow sie obnizyl, gdyz
            trafiaja tam ludzie o slabej psychice. To jakis nowy rodzaj dyskryminacji?
            Temat "poziomu studiow" nie jest dyskutowany,w tym watku, lecz jezeli sie
            obnizyl, to bardzo prawdopodobne, ze przez tych, ktore dobrze sie mieli w
            nieprzejrzystym i niesprawiedliwym systemie oceinaiania szkolnego, nie
            premiujacego innowacyjnosci, a przymykajacego oko na przepisywanie zadan
            domowych przez uczniow jeden od drugiego, odpisywanie na sprawdzianach i tak
            naprawde nagradzajacego tradycyjne cwaniactwo.
            • Gość: Marta niwwny ziemowzięty..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 23:12
              Piszesz: (...) Ucznia powinno sie nagradzac za innowacyjnosc samodzielnosc myslenia,
              a nie za fotograficzna znajomosc trzech ostatnich lekcji(...)

              No pewnie, przyzwyczaję ucznia do myslenia i potem nie zda matury :(
              ziemiowziety, ty nie wiesz, jak wyglądają egzaminy w Polsce?

              Te wszystkie sprawdziany po 6 klasie, gimnazjum i nowa matura ?
              Nawet gdybym lubiła uczyć inaczej, mam obowiązek przygotowac ucznia do egzaminu!
              Więc musza być kartkówki, spraedzinay i odpytywanie.
              • ziemiowziety czytaj Marta dokladnie 20.03.05, 23:32
                to co napisalem
                chyba, ze od nauczycieli tego nie wymagaja

                uczen sfrustrowany, watpiacy w szkolna sprawiedliwosc jest najlepszyn
                materialem na ofiare matury,
                o to mi sie rozchodzilo, materialu wymagaj, lecz rob to w sposob rozsadny i
                sprawiedliwy
                no, od nauczycieli to juz jakiego myslenia wymaghac sie powinno
                nawet przy tych zarobkach
            • q_vw Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 20.03.05, 23:45
              ziemiowziety napisała:

              > coz powatpiwam w Twoje doswiadzczenie zyciowe,i dojrzaly wiek, wystarczy
              > poatrzec na twoj nickname, to ty probujesz byc trendy, ale zdaje sie, ze ci to
              > nie wychodzi.

              Spytam jednak, co chcesz od mojego nicka ? :))))) Najwyraźniej nie rozumiesz tego, czego się czepiasz, o czym piszesz, jeśli mój nick jest be to dlaczego twó ma byc OK ?! Bełkot ! Fantantycznie infantylny poziom reprezentujesz, zamiast odpowiedzieć atakujesz mnie moim tekstem... Podwórkowy z ciebie psychoanalityk :))))))))))))))))) Aż śmieszne to...

              > Trudno, prewnie tez nie wychodzilo ci w szkole i zyczysz innym aby meczyli sie
              > jak ty. No coz...

              No tak, cholera, nie szło mi w szkole, całe życie pod górkę... Kolejny Twój bełkot, ale co tam, to wolny kraj. Dla twej informacji mam dwa fakultety i doktorat, czyli chyba taki zły w szkole nie byłem... A jak u Ciebie ? Oczywiście możesz zacząć nabijać się z mojej wiedzy, że taka i owaka, ale wiesz co, mam to gdzieś... Wywołany do tablicy (nomen omen) wyjasniam jednak...

              > Wiele juz napisalem we wczesniejszych mejlach. Ale powtorze, ze takie
              > niezapowiedziane wyrywanie do tablicy nie jest elementem przejrzystego i
              > sprawiedliwego systemu oceniania. A szkola powinna wychowywac wlasnie przez
              > swoja przejrzystosc i sprawiedliwosc po pierwsze. Uczen powinnien sie uczyc, to
              >
              > rzecz oczywista, ale nie jest maszyna, jest w koncu dzieckiem, ma prawo do
              > odpoczynku i gorszych dni. Dlatego tez ocenianie powinno opierac sie na
              > zapowiedzianych, nawet czestych, ale zapowiedzianych sprawdzianach pisemnych i
              > ustnych. Ucznia powinno sie nagradzac za innowacyjnosc samodzielnosc myslenia,
              > a nie za fotograficzna znajomosc trzech ostatnich lekcji, to jakis absurd z tym
              >
              > odptytwaniem: kto to pamieta pozniej za miesiac, czy po feriach?. Szkola moze
              > byc surowa, ale sprawiedliwa, przejrzysta i dawac szanse na rozwijanie
              > ponadprzecietnych uzdolnien, czy po prostu pasji.
              > Jest rzecza oburzajaca, gdy piszesz , ze poziom studiow sie obnizyl, gdyz
              > trafiaja tam ludzie o slabej psychice. To jakis nowy rodzaj dyskryminacji?
              > Temat "poziomu studiow" nie jest dyskutowany,w tym watku, lecz jezeli sie
              > obnizyl, to bardzo prawdopodobne, ze przez tych, ktore dobrze sie mieli w
              > nieprzejrzystym i niesprawiedliwym systemie oceinaiania szkolnego, nie
              > premiujacego innowacyjnosci, a przymykajacego oko na przepisywanie zadan
              > domowych przez uczniow jeden od drugiego, odpisywanie na sprawdzianach i tak
              > naprawde nagradzajacego tradycyjne cwaniactwo.


              Ujme to tak, uczeń jest uczony systematyczności, stąd te trzy ostatnie lekcje, jesli zaczniesz logicznie myśleć, to zrozumiesz, że jest w tym sens, to pomaga w utrwalaniu i systematyzowaniu wiedzy oraz jej łączeniu poprzez ciągłość. Zapamiętywanie i uczenie się zapamiętywania... Czy to takie trudne do ogranięcia ?! idąc twoim tokiem rozumowania, mozna zarzucać, że po co uczyc się wierszy na pamięc, to zasmieca młodą głowkę... Brak Ci wyobraźni i najwyraźniej wiedzy, nie tylko życiowej... Cóż, to Twój problem, nie mój.

              Piszesz o pasjach... daruj sobie... jakie pasje, jak nie dajesz szansy na ich wykrycie... Czy zdajesz sobie sprawe jak wygląda japońska szkoła ?! Zapoznaj sie z tym !!! Zrozumiesz o czym mowa. A szkoła japońska to dopiero tresura, ale za to umacnia i rozwija pasje uczniów, ich zainteresowania...

              Niezapowiedziane wyrywanie do odpowiedzi... pusty śmiech... uczeń MA OBOWIĄZEK znac trzy ostatnie lekcje, to nie jest żadna fanaberia, to jedyny sposób na wymuszenie systematyczego uczenia się. Nikt nie wymaga dokładnej, akademickiej wiedzy, zwłaszcza historycznej, jakkolwiek są daty i wydarzenia, któe mamy obowiązek znać. Wiedza historyczna jest wiedzą cholernie szeroką, nie ogranicza się do dat, ale do realiów epoki i nie tylko. Mozna świetnie relacjonowac wydarzenia historyczne, opisywac i omawiac zagadnienia bez podawania dat, ale to wymaga wiedzy i erudycji... Wiesz, uczeń ma wiedzieć kim był Chrobry, czego dokonał, kiedy żył, jaka była wtedy Polska i Europa... Ale tak jest z każdym przedmiotem ! Wiedze szeroką i szczegółową każdy nabędzie na studiach, ale żeby tam trafić musi zaliczyć podstawówkę, gimnazjum i liceum...

              Jak sądzisz dlaczego wplotłem studia ?! Ano dlatego, że poziom studentów zależy od poziomu już w podstawówkach, nie rozumiesz tego ?! Błędy i sukcesy podstawówki będą szły za uczniem... Studenci obecnie sa słabsi psychicznie niż ich poprzednicy, to fakt !!! Dlaczego ma to byc oburzające, lepiej zamieść to pod dywan i uważać, że problem nie istnieje ?! Alez istnieje, jest i będą tego dalsze konsekwencje, już po studiach... Jaka dyskryminacja ?! Człowieku !!! Znam studentów, któzy przezywają załamanie nerowwe, histerie już na miesiąc przed sesją a w jej trakcie kompletnie się gubią... Są studenci, sympatyczni ludzie, któzy już na pierwszym semestrze nie wytrzymują, bo brak im właśnie obtrzaskania... To wynoszą ze szkoły, z tego bezstresowego wychowywania, bez wymagań... jak myslisz, będę ja czy ktokolwiek prowadził studenta za rączkę albo dyskuto3ał z rodzicami o unikaniu stresów zaliczeniowych ?! Weź pomyśl...

              Bronisz swego niczym "okopów świętej trójcy", ale one dawno padły... Wszędzie, absolutnie wszędzie jest odpytywanie... Wszędzie, absolitnie wszędzie uczeń ma obowiązek być przygotowanym do lekcji z danej partii materiału... nieważne, czy bedzie kartkówka czy ustne odpytywanie, i wszędzie nauczyciel ma prawo z krótkiego zakresu materiału do niezapowiedzianego sprawdzenia wiedzy... Nie wymyślaj czegoś czego nie ma !!!

              Szkoła jest miejscem nauki, wychowywaniem zajmuje się dom, szkoła nie jest mordownią i miejscem znęcania się nad uczniem. Od nauczycieli wymaga się, żeby uczyli uczyć oraz dawali wiedzę, reszta w rękach rodziców i uczniów.

              Naprawdę trudno Tobie pojąć, że jest w tym wszystkim sens i nie dotyczy to znęcania się nad uczniami ?! uważasz, że dzisiejsza szkoła jest dla ucznia zła ? Ja uważam, że takiego liberalnego skrzywienia dawno nie było, szkołom brak dyscypliny, rozumianej jako postawienia sprawy jasno i konkretnie: czarne jest czarne a białe jest białe. Uczniowie dziś wiedzą jakie sa ich prawa, ale kompletnie ignorują obowiązki... Czy wiesz, że uczeń ma prawo, w większości szkół, do zgłoszenia dwóch nieprzygotowań w semestrze ? To mało ?! Wiesz, że klasa może poprosic o odpuszczenie klasówki ?! Wiesz, że jest ścisły limit klasówek i sprawdzianów ?! Kiedyś tego nie było, dziś to jest !!! Narzekasz ?! A na co ?! Większego luzu już byc nie może, bo szkoła straci swój sens i cel... Naprawdę, wychamuj... dobijasz granicy logiki... za Tobą już tylko ściana.
              • ziemiowziety znam Japonczykow - studentow 21.03.05, 00:05
                nie znam, co prawda japonskiej szkoly, ale powiem ci to co widze, w wiekszosci
                sa to mili, ale wbrew obiegowej opinii dosc wolno myslacy ludzie,
                owszem ucza sie dobrze, ale bez rewelacji
                dla ludzi z wielu krajow, z ktorymi rozmawialem, sposob wzywania do odpowiedzi
                na srodku klasy jest czyms dziwnym, a nawet wywolujacym oburzenie i niesmak, to
                to nie ma zadnego zwiazku z tzw. surowoscia szkoly, ale jest to sposob (to
                odpytywanie) przestarzaly, naprawde prowadzacy do nieprzejrzystosci oceniania
                Cos ty sie tak na tych ucznoiw uwzial, ze maja obowiazek znac trzy lekcje
                "do tylu", to chyba powinno zalezec od specyfiki przedmiotu. Odpytywanie nie
                sluzy systematycznosci, uczen odpowie we wrzesniu i czesto wie, ze na miesiac
                czy dwa ma spokoj, wiec nic nie robi, a wyrwany niespodziewanie dostaje pale no
                powiedzmy w 80% przypadkow, ten system wrecz uczy niesystematycznosci.
                A co do studiow, coz studia w USA, moze znow wbrew pewnym obiegowym opiniom,
                wymagaja niemal zelaznej dyscypliny wewnetrznej i systematycznosci, to nie jest
                tylko sesja do ktorej trzeba sie przygotowac, tam uczy sie i sie jest ocenianym
                caly czas i amerykanscy studenci to wytrzymuja, bez zadnych doswiadczen w
                odpytywaniu na srodku klasy.
                Ale oni ze szkoly sredniej wyniesli przynajmniej jedno: pewnosc sprawiedliwego,
                obiektywnego i wymiernego oceniania ich pracy.
                A z polskiej szkoly coz mimo nadymanej dyscypliny, wynosi sie czesto wrazenie
                subiektywnosci i niewymiernosci oceniania, umiejetnosc sciagania na klasowkach
                (w Stanach za to krecha na dlugie lata) odpisywania zadan domowych od kolegow
                • q_vw Re: znam Japonczykow - studentow 21.03.05, 00:33
                  Wiesz, system pdoobny do polskiego funkcjonuje w Niemczech czy Francji... Polskie gimnazja okazały się całkiem dobre, nawet obecnie okazuje się, że niemieckie władze oświatowe są zainteresowane wymaną doświadczeń czcąc czerpać radę od polskich kolegów... Oczywiście, ściąganie jest naganne !!! U mnie skreśla to delikwenta na amen, taki ktos dla mnie juz nie istnieje.

                  Nie masz racji, niezapowiedziane odpytywanie uczy systematyczności, zwłascza, kiedy nauczyciel nie ma systemu odpytywania... Ponadto zawsze może byc kartkówka... ot taka 10 minutowa, jedno lub dwa pytania...

                  Co do sprawiedliwości... Mylisz się !!! W dzisiejszej szkole, zwłascza w gimnazjach i liceach, bo obecna podstawówka to przedłużenie przedszkola (ze stratą dla ucznia) juz na pierwszej lekscji we wrześniu uczniowie dowiadują sie jakie są "zasady gry", ile ocen musza mieć, z czego, jaka jest ich gradacja... czyli dowiadują sie jasno i przejrzyście jak będzie wyglądała "gra". Oczywiście i tak uczniowie i rodzice później przychodza i kombinuja, w zywe oczy, jak by tutaj wymusic na nauczycielu to i owo... A było powiedziane, ba, podyktowane do zapisania przez uczniów w ich zeszytach... Czy Ty znasz realia współczesnej polskiej szkoły ?!
                  • ziemiowziety przeciez kazdy moze przyjsc i sie zapytac 21.03.05, 02:01
                    obowiazkiem nauczyciela jest wyjasniac "reguly gry" tyle razy ile trzeba. nie
                    wystarczy podyktowac do zeszytu, nawet moze sie zdarzyc, ze ktos zanotuje. To
                    sa sprawyk ktore ucznoiw i rodzcow tez zywo obchodza, wiec wyjasniac trzeba az
                    wszystko bedzie jasne. I to wyjasniac z usmiechem na twarzy, w milej
                    atmosferze. Jakos gdzei indziej potrafia to robic. A tu u nas to od
                    razu "wilkiem patrza". Nie kazdy pytajacy to kombinator.
                    • q_vw Re: przeciez kazdy moze przyjsc i sie zapytac 21.03.05, 02:09
                      ziemiowziety napisała:

                      > obowiazkiem nauczyciela jest wyjasniac "reguly gry" tyle razy ile trzeba. nie
                      > wystarczy podyktowac do zeszytu, nawet moze sie zdarzyc, ze ktos zanotuje. To
                      > sa sprawyk ktore ucznoiw i rodzcow tez zywo obchodza, wiec wyjasniac trzeba az
                      > wszystko bedzie jasne. I to wyjasniac z usmiechem na twarzy, w milej
                      > atmosferze. Jakos gdzei indziej potrafia to robic. A tu u nas to od
                      > razu "wilkiem patrza". Nie kazdy pytajacy to kombinator.

                      Alez ziwerzaczku, myslisz, że tak nie jest ?! Zawsze jednak mamy do czynienia z próbami kumbinowania typu: "bo nie wiedziałem"... A było podane od razu, we wrzesniu, na początku roku szkolnego... podobnie jest na studiach, zawsze i tak samo... jak ma sie do czynienia z tym iles lat, ileś razy z rzędu, to jest to kombinowanie, są oczywiście przypadki niezrozumienia,ale wierz mi, sladowe przypadki... Ale z drugiej strony, to, jakie sa "reguły gry" to rzecz podstawowa, specjalnie dyktowana do zeszytów, omawiana na spotkaniach z rodzicami, podobnie ma sie ze studentami, zasady sa rozdawane na ksero... i co ? I nico... i tak w kółko...
              • roman.gawron Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 21.03.05, 00:05
                q_vw napisał:

                > Ja uważam, że takiego liberalnego skrzywienia dawno nie było, szkołom brak
                > dyscypliny, rozumianej jako postawienia sprawy jasno i konkretnie: czarne
                > jest czarne a białe jest białe.

                Też widzę zjawisko.

                > Uczniowie dziś wiedzą jakie są ich prawa, ale kompletnie ignorują
                > obowiązki

                Na szczęście ta tendencja jest odwracalna.
                Działając na swoim podwórku próbuję trochę odwrócić myślenie nauczycieli i
                zachęcić ich do egzekwowania od uczniów obowiązków, z dość dobrym skutkiem
                prowadzę też gościnnie lekcje w gimnazjach, gdzie jakoś udaje mi się osiągnąć
                to, że uczniowie trochę zmieniają swoje patrzenie na to zagadnienie.

                > Czy wiesz, że uczeń ma prawo, w większości szkół, do zgłoszenia dwóch
                > nieprzygotowań w semestrze?

                Tylko jeżeli nauczyciel da mu taki przywilej.
            • paero123 Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 22.03.05, 13:22
              ziemiowziety napisała:

              > Ale powtorze, ze takie
              > niezapowiedziane wyrywanie do tablicy

              O co chodzi z tym niezapowiedzianym wyrwaniem do tablicy, bo nie rozumiem?!
              Tzn. nauczyciel ma powiedzieć "Iksiński, na przyszłej lekcji odpytam Cię z
              dzisiejszego tematu"? Czy ogolnie "Na nastepnej pytam z dzisiejszej". To niech
              powie na poczatku roku szkolnego, ze na kazdej lekcji bedzie pytal z
              poprzedniej i juz.

              > Uczen powinnien sie uczyc, to
              >
              > rzecz oczywista, ale nie jest maszyna, jest w koncu dzieckiem, ma prawo do
              > odpoczynku i gorszych dni.

              OK, gorsze dni - dostanie zla ocene to niech zglosi sie na nastepnej na
              ochotnika i poprawi. Albo przynosi zwolnienie lekarskie.
              Ale odpoczynek? Rodzic ma napisac usprawiedliwienie czy co? Że dziecko
              odpoczywało i dlatego się nie nauczyło?

              > Ucznia powinno sie nagradzac za innowacyjnosc samodzielnosc myslenia,

              Od tego jest 6-tka jako ocena. Za innowacyjność, a za samodzielność myślenia
              piątka :-)

              > a nie za fotograficzna znajomosc trzech ostatnich lekcji, to jakis absurd z
              tym
              >
              > odptytwaniem: kto to pamieta pozniej za miesiac, czy po feriach?

              Jak kują bezmyślnie/w ostatniej chwili to zapominają. Jak starają się rozumieć,
              powiązać ze soba fakty, przyczyny, skutki itp to zapamiętają prawie na całe
              życie. Sprawdzone na wlasnym przykladzie, braku wiedzy w niektórych dziedzinach
              wstydzę się do dziś np.historia :-(

              > Szkola moze
              > byc surowa, ale sprawiedliwa, przejrzysta i dawac szanse na rozwijanie
              > ponadprzecietnych uzdolnien, czy po prostu pasji.

              Tak, ale nie moze być tak, ze np. znakomity sportowiec ma taryfę ulgową z
              innych przedmiotów. Bo w razie poważnej kontuzji później i końca kariery
              zostanie nam niedouczony matoł z brakiem możliwości życiowych

              > Jest rzecza oburzajaca, gdy piszesz , ze poziom studiow sie obnizyl, gdyz
              > trafiaja tam ludzie o slabej psychice. To jakis nowy rodzaj dyskryminacji?

              Może nie osłabszej, ale bardziej zestresowani bo sa z wyżu demograficznego i
              musieli konkurować już o miejsca w dobrym liceum, o tylko b.dobre oceny w
              czasie nauki w liceum bo szkola nie zyczyla sobie przeciętniaków z
              powodów "marketingowych" (słynne rankingi, ilość laureatów olimpiad, %
              dostających się na studia itp). A teraz muszą dostać się na te lub tamte studia
              (albo najlepiej i te i tamte), i być najlepsi podczas i na koniec, aby dostać
              super pracę za super pieniądze w kraju bądz za granicą. Pie..a mozna dostać
              a rozstroju zdrowia i wrzodów na pewno :-). Ale mając dobrą pracę potem można
              sobie pozwolić na psychoterapię i dobrych lekarzy od innych dolegliwości.

              Pozdrawiam :-)
        • paero123 Re: zenada wiekszosci wypowiedzi jest piorunujaca 22.03.05, 12:24
          ziemiowziety napisała:

          > Tzw. "odpowiadanie na srodku klasy" to rzeczywiscie przezytek i w wielu
          > krajach, gdzie system oswiaty jest bardziej przemyslany, takie zjawisko nie
          > wystepuje.

          moze jakies konkrety "jak to się robi prawidłowo", bo jedyna wiedzę póki co
          czerpię z serialu "Boston Public" :-)

          > Tu wszystko powiedziano. I malo kogo to tak
          > naprawde interesuje w codziennym zyciu.

          Większości uczniów wiekszośc przedmiotów naprawde mało interesuje w codziennym
          życiu. Ale szkoła jest chyba nie po to aby uczyć rzeczy tylko interesujących,
          od tego są kółka zainteresowań i szkoły profilowane.

          > A co jest to "odpowiadanie na srodku klasy" To nie jest zadna tam wielka
          > wypowiedz, tylko najczesciej dukanie, jakanie, co najwyzej deklamowanie i
          > recytowanie formulek.

          To zależy od nauczyciela. Mozna zadać pytanie: "omów układ trawienny królika"
          albo "porównań układ trawienny królika z..." i wtedy bezmyślne kujony formulek
          i deklamatorzy mają problem

          >Przeciez za inwencje najczesciej (przybraku znajomosci
          > szczegolow trzech ostatnich lekcji) piateczki czy szosteczki sie nie dostanie.

          Moje szkoły kończyłem jeszcze jak był system 2-5 i 5 dostawało się z
          perfekcyjną wypowiedź. Np. z historii (kończyłem mat-fiz) zawsze dostawałem 4
          bo nauczycielka mówiła, ze moje wypowiedzi są zbyt suche i brak jej jakiejs
          refleksji czy analizy od siebie - ale mnie historia nie interesowala wiec
          wzruszalem ramionami i juz :-)

          > Najczesciej odopwiada sie przy braku rozumienia swojej wypowiedzi.

          Bzdura - bez urazy :-). Chyba, ze mowimy o osobnikach zdolnych nauczyć się
          książki telefonicznej na pamięć, gdzi trudno mówić o czymś więcej niż
          pamięciówie :-)

          > Zauwazcie to nie jest prawdziwa wypowiedz publiczna: gdyz mowi sie przy
          > ludziach ktorych sie zna bardzo dobrze i z ktorymi spedza sie najczesciej
          >kilka lat. Tu wystepuja rozne korelacje, silne interakcje spoleczne, to nie
          >jest z tego wzgledu prawdziwa wypowiedz publiczna.

          OK, ale moze lepiej zaczac trening od grupy ludzi ktorych znasz, mozesz zaufac,
          ze cie nie zgnoja, nie wygwiżdzą itp. a jesli to zrobią to odpłacisz im się
          pięknym za nadobne :-)

          > A poza tym co za nauczyciel ktory sieje postrach, stawia po kilkanascie
          jedynek
          >
          > pod rzad na kilku lekcjach.

          Niby racja, ale jak nasza babka od angielskiego zrobiła sajgon jak się nie
          nauczylismy 'irregular verbs" to do je pamiętam :-). I b.dobrze, bo angielski
          mi się przydaje w pracy. Co nie jest oczywiście dowodem, ze uczyć się nalezy
          tylko tego co się przyda w życiu, bo np. ja nie pracuję w swoim zawodzie, z
          którego mam mgr inż. bo widocznie nie byłem taki pilny/dobry jak moi koledzy ze
          studiów :-)

          > Lekcje biologii powinny uczyc rozumienia
          > podstawoych zjawisk w przyrodzie w otaczajacym nas swiecie przyrodniczym.
          > Powinny pokazywac jakie jest miejsce czlowieka w przyrodzie, jakie sa jego
          > prawa i obowiazki wobec przyrody. Smiem watpic, czy tego rodzaju lekcje
          > wzbogaca dzieci, potrafia obudzic ich wrazliwosc w tej dziedzinie.

          Zostawmy układanie programów jednak specjalistom od kształcenia. I trochę
          zdrowego rozsądku - czy może z jęz.polskiego wyrzucić nalezy lekcje poświęcone
          ortografii i gramatyce, bo to nie ma sensu w dobie edytorów tekstu ze
          sprawdzaniem pisowni??? Tudzież w czasach jakiejś epidemii dysleksji,
          dysortografii itp.

          > One naucza
          > sie tylkmo bac, oszukiwac , wysmiewac slabszych i/lub bardzierj wrazliwych.

          To nie wina lekcji tylko brak reakcji pani od przyrody - niech postawi 1/wpisze
          uwage/wezwie do tablicy zamiast osoby obśmiewanej i wtedy okrutne bachory moze
          sie naucza, ze nie rób drugiemu co tobie niemiłe :-). Ale ze mnie sadysta :-
          )))

    • Gość: Richelieu* Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.zyg.brewet.pl 20.03.05, 21:32
      Jednego mi tylko szkoda, że pomimo praktyk z uczenia przyrody i braku
      późniejszych dowiadczeń jako nauczyciel, nie trafiła mi się taka baba jak ty.
      Ja to mam jednak wątpliwe szczęście, że na studiach nie ma wywiadówek, bo
      czasem żale rodziców są lepsze jak kabaret. Ale mam wielu znajomych-nauczycieli
      w liceach, gimnazjach, podstawówkach, przedszkolach i mogę przynajmniej z nimi
      się pośmiać z durnoty. Współczucia należą się dzieciom w bo w końcu z takich
      rodziców-idiotów wyrastają ludzie skrzywieni społecznie
      • ziemiowziety nie wiem Richelieu* co ty robisz na forum edukacja 20.03.05, 22:35
        bo przydalaby cie sietaka edukacja od podstaw, z elementarnego dobrego
        wychowania, jakotakich manier
        po prostu wstyd!!!
        • Gość: Richelieu* Re: nie wiem Richelieu* co ty robisz na forum edu IP: *.zyg.brewet.pl 20.03.05, 23:29
          Nie zwykłam zwracać się per Ty (z dużej litery) do osób, które same nauczycieli
          traktują jako służących ich dzieci, a nie przewodników.
          Twoje zdanie jest równie niepoważne jak zdanie Kate.

          Zresztą, dzieci trzeba uczyć, dzieciom trzeba pomagać, wskazywać, zachęcać,
          dlatego pomogę Tobie i szepnę Ci, że Kate adwokata nie potrzebuje
          • ziemiowziety nie rozsmieszaj mnie Richelieu* 20.03.05, 23:37
            ty sie w ogole za jakiegos nauczyciela uwazasz, boj sie Boga
            z czym do ludzi
            w czym ty mozesz byc przewodnikiem w obrazaniu ludzi? z tego prowadzisz lekcje?

            a nauczyciel w pewnym sensie uczniom sluzyc powienien
            widac samoocene tez masz niska, i za "slowka" sie gniewasz serioznie
            • ziemiowziety i jeszcze slow kilka 20.03.05, 23:47
              coz ocena za wypowiedz ustna jest mniej wymierna i bardziej narazona na
              subiektywnosc
              latwiej ocene podniesc lub zanizyc, przykre ale prawdziwe
              a w przypadku prac pisemnych, slad jakis zawsze zostaje

              odpytywanie jest mniej pracochlonne dla nauczycieli, nie musza sleczec nad
              pracami pisemnymi, wiec pewnie i czasem wygodnictwo sie trafia

              i jeszcze raz prawdziwa wypowiedz publiczna, rozni sie niemal calkowicie od
              dekloaacji czy jakania przy tablicy czy biurku nauczyciela
              kto publicznie rozwaza wlascowosci chemiczne tlenkow, czynnosci zyciowe
              jednokomorkowcow?
              ucznia nalezy przygotowac np. do wypowiedzi na zebraniu spoldzielni
              mieszkaniowej, aby mogl argumentowac za lub przeciw podwyzce czynszow,
              zaangazowaniu firmy ochroniarskiej do pilnowania spokoju itp.
              ucznia nalezy przygotowac do wystepowania przed urzednikem, sadem itp.
              i o tu biega, moi mili
              • q_vw Re: i jeszcze slow kilka 20.03.05, 23:51
                Alez mysiu-pysiu :))) Udowadniasz, że nie znasz systemu edukacji w Polsce, Europie, na świecie :))) Ocena ustna jest jednym z podstawowych elementów oceny ucznia... Uwierz, łatwiej zrobic test niz odpytywać... Ale czy zdajesz sobie z tego sprawę ?! test czy klasówka jednak daja zdecydowanie mniej ostry obraz ucznia niz odpowiedź ustna... Ja wolę zaliczenie ustne ze studentami niz test, choc mógłbym, podobnie z egzaminem, bo wolę porozmawiać... Podobnie jest w dzisiejszej szkole, odpytywanie ustne, to zadawanie cześto pytań pomocniczych, to pozwala poznac, czy dziecko ma wiedzę, czy jest inteligentne, czy logicznie mysli a nie wykuwa na pamięć... tak trudno to pojąć ?!
                • ziemiowziety coz mylisz sie q-vw bardzo 21.03.05, 00:13
                  amerykanski i angielski system studoiw nie zna prawie w ogole egzaminu ustnego
                  wszystko opiera sie na pracach pisemnych, oczywiscie sa dykusje, prezentacje
                  prac, czy referatow
                  ale egzaminy sa piosemne
                  jedyne "oral examination" ma miejsce w czasie obrony pracy doktorskiej
                  moze czytales profesora Osiatynskiego, facet jasno wylozyl na czym polega
                  wyzszosc egzaminu pisemnego nad ustnym
                  sam sie przyznal, ze jako student wolal ustne i swoja elokwencja "czarowal"
                  egzaminatorow
                  nie neguje potrzeby egzaminowania ustnego na studiach, ale bardziej precyzyjna
                  ocene studenta daje jednak egzamin pisemny i to niezaleznie, co ty tam sobie
                  wolisz
                  • q_vw Re: coz mylisz sie q-vw bardzo 21.03.05, 00:25
                    ziemiowziety napisała:

                    > amerykanski i angielski system studoiw nie zna prawie w ogole egzaminu ustnego
                    > wszystko opiera sie na pracach pisemnych, oczywiscie sa dykusje, prezentacje
                    > prac, czy referatow
                    > ale egzaminy sa piosemne
                    > jedyne "oral examination" ma miejsce w czasie obrony pracy doktorskiej
                    > moze czytales profesora Osiatynskiego, facet jasno wylozyl na czym polega
                    > wyzszosc egzaminu pisemnego nad ustnym
                    > sam sie przyznal, ze jako student wolal ustne i swoja elokwencja "czarowal"
                    > egzaminatorow
                    > nie neguje potrzeby egzaminowania ustnego na studiach, ale bardziej precyzyjna
                    > ocene studenta daje jednak egzamin pisemny i to niezaleznie, co ty tam sobie
                    > wolisz

                    No tak... co ja tam sobie wolę ... :)))) Starasz sie o posadę komika ?! Bez urazy, ale wywołujesz uśmiech na mej twarzy. Posłuchaj, przeczytaj uważnie... Egzaminowanie ustne a pisemne to dwie różne sprawy, jedne nie obejda sie bez drugich. nauczyciel czy wykładowca akademicki musza znać swych uczniów/studentów, ich tok wypowiedzi ustnej i pisemnej.
                    • ziemiowziety to wytlumacz ludziom w Oksfordzie czy Harvardzie 21.03.05, 00:31
                      te swoje teorie
                      to nie wazne, czy mnie przekonasz, czy nie
                      "oral examination" jest naprawde zjawiskiem egzotycznym w tych miejscach
                      przpuszcalnie jednak sa to jednak lepsze uniwersytety niz twoja placowka
                      • q_vw Re: to wytlumacz ludziom w Oksfordzie czy Harvard 21.03.05, 00:36
                        ziemiowziety napisała:

                        > te swoje teorie
                        > to nie wazne, czy mnie przekonasz, czy nie
                        > "oral examination" jest naprawde zjawiskiem egzotycznym w tych miejscach
                        > przpuszcalnie jednak sa to jednak lepsze uniwersytety niz twoja placowka

                        Zapewne sa lepsze, nie neguję, ale czy UAM jest złą placówką ?! Proszę, nie porównuj z anglosaskimi uczelniami, poównaj moją z niemieckimi czy francuskimi, to znacznie bardziej uprasza sprawę... Aha, znam uczelnie zachodnie, nie jestem az tak zaściankowy :))) Tak jak Ty nie jestes pepkiem świata i alfa i omegą...
                      • Gość: Tawananna* Re: to wytlumacz ludziom w Oksfordzie czy Harvard IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.05, 02:03
                        Czy to, że gdzieś tam za granicą "oral examination" jest zjawiskiem egzotycznym
                        ma już znaczyć, że trzeba natychmiast je wyeliminować? Poza tym za granicą są
                        różne systemy edukacyjne, różne metody, różne uniwersytety... A i to, co
                        zagraniczne, nie musi być koniecznie lepsze (choć, oczywiście, nie musi też być
                        koniecznie gorsze).

                        Sama obecnie na uniwersytecie - na UAM, i wcale nie jest złą placówką :) - mam
                        większość egzaminów ustnych, choć pisemne też się zdarzają. Nie mam nic
                        przeciwko egzaminom ustnym - uważam wręcz, że sprawdzają wiedzę pełniej -
                        choćby dlatego, że pozwalają prześledzić tok rozumowania osoby egzaminowanej.
                        Nie sądzę, by rezygnacja z nich - na kierunkach humanistycznych, bo o ścisłych
                        się wypowiadać nie mogę - była celowa. Egzaminy pisemne, które zdawałam,
                        zazwyczaj były typowo odtwórcze - definicje, opisanie jakiegoś zjawiska itd.
                        Dopiero ustne dają możliwość np. podyskutowania z egzaminatorem.

                        Wydaje mi się też, że dużo bardziej czasochłonne jest przeegzaminowanie ustne
                        niż pisemne tej samej liczby osób. No, chyba, że gdzieś w ramach egzaminów
                        pisemnych pisze się obszerne eseje - co chyba się nie zdarza ;).
                        • q_vw Re: to wytlumacz ludziom w Oksfordzie czy Harvard 21.03.05, 02:15
                          Gość portalu: Tawananna* napisał(a):

                          > Czy to, że gdzieś tam za granicą "oral examination" jest zjawiskiem egzotycznym
                          >
                          > ma już znaczyć, że trzeba natychmiast je wyeliminować? Poza tym za granicą są
                          > różne systemy edukacyjne, różne metody, różne uniwersytety... A i to, co
                          > zagraniczne, nie musi być koniecznie lepsze (choć, oczywiście, nie musi też być
                          >
                          > koniecznie gorsze).
                          >
                          > Sama obecnie na uniwersytecie - na UAM, i wcale nie jest złą placówką :) - mam
                          > większość egzaminów ustnych, choć pisemne też się zdarzają. Nie mam nic
                          > przeciwko egzaminom ustnym - uważam wręcz, że sprawdzają wiedzę pełniej -
                          > choćby dlatego, że pozwalają prześledzić tok rozumowania osoby egzaminowanej.
                          > Nie sądzę, by rezygnacja z nich - na kierunkach humanistycznych, bo o ścisłych
                          > się wypowiadać nie mogę - była celowa. Egzaminy pisemne, które zdawałam,
                          > zazwyczaj były typowo odtwórcze - definicje, opisanie jakiegoś zjawiska itd.
                          > Dopiero ustne dają możliwość np. podyskutowania z egzaminatorem.
                          >
                          > Wydaje mi się też, że dużo bardziej czasochłonne jest przeegzaminowanie ustne
                          > niż pisemne tej samej liczby osób. No, chyba, że gdzieś w ramach egzaminów
                          > pisemnych pisze się obszerne eseje - co chyba się nie zdarza ;).

                          Dzieki za poparcie :)))) Ale pewnie zaraz ktos napisze, że to mafia z UAM :)))) ja wole egzamin ustny, lepiej się sprawdza... jest trudniejszy, ale moim zdaniem bardziej "reprezentatywny".
                          • ziemiowziety odpowiadanie na srodku klasy 21.03.05, 14:18
                            to jest glowny temat watku
                            nie ustne egzaminy na studiach
                            to sa jednak dwie rozne sprawy

                            ale chwilka o egzaminach, nie da sie jednak ukryc, ze egzamin ustny, jest
                            bardziej loteryjny, mniej wymierny, bardziej narazony na subiektywnosc,
                            premiujacy elokwencje
                            egzamin pisemny moze byc bardzo szczegolowy, to moga byc wlasnie eseje, jest
                            nardziej wymierny i ze tak powiem beznamietny
                            coz pogadac to se mozna przy kawci, jak ktos lubi, ale niekoniecznie na
                            egzaminie
                            • Gość: Tawananna* Re: odpowiadanie na srodku klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 19:45
                              > to jest glowny temat watku
                              > nie ustne egzaminy na studiach
                              > to sa jednak dwie rozne sprawy

                              Po pierwsze, nikt nie zakazuje nam wypowiadać się także na tematy pokrewne :).
                              Po drugie, jak wyobrażasz sobie ustne egzaminy na studiach, jeśli na
                              wcześniejszych etapach edukacji ta forma sprawdzania wiedzy nie była stosowana?

                              > ale chwilka o egzaminach, nie da sie jednak ukryc, ze egzamin ustny, jest
                              > bardziej loteryjny, mniej wymierny, bardziej narazony na subiektywnosc,
                              > premiujacy elokwencje
                              > egzamin pisemny moze byc bardzo szczegolowy, to moga byc wlasnie eseje, jest
                              > nardziej wymierny i ze tak powiem beznamietny

                              Egzamin ustny może być całkiem wymierny. Moje kolokwium zaliczeniowe (po roku)
                              miało bardzo jasno określone zasady: kilka wcześniej zapowiedzianych części
                              (takie same dla wszystkich studentów), w każdej części losowanie pytania,
                              wyłączając jedną część, w której student miał prawo sam wybrać sobie
                              zagadnienie.

                              Egzamin pisemny - w postaci tego eseju - na pewno nie jest "bardziej wymierny"
                              i "beznamiętny". I także premiuje elokwencję, tylko innego typu niż egzamin
                              ustny. Przykład? Stara matura z polskiego czy historii. Średnio przygotowany
                              uczeń o zacięciu pisarskim i "wiedzy ogólnej" zazwyczaj wypadał dużo lepiej niż
                              przygotowany świetnie, ale nie mający tego "czegoś" pozwalającego na ciekawe
                              wypowiedzi pisemne.

                              Wymierny i beznamiętny może być tylko test, najlepiej zamknięty. Ale ta forma
                              sprawdzania wiedzy ma całe mnóstwo innych minusów, o których chyba nie muszę
                              przekonywać.
                              • ziemiowziety czytaj Tawananna* dokladnie 21.03.05, 23:37
                                bo chyba faktycznie na egzaminy pisemne sie nie nadajesz, jak nawet instrukcji
                                nie przeczytasz\
                                ja sie opowiadalem jedynie przeciwko NIEZAPOWIADANEMU ODPYTYWANIU, natomiast
                                pisalem ze forma rozmowy - oboje na siedzaco, jak zapowiadany sposob oceniania
                                jest do przyjecia
                                nie, i jeszcze raz nie, nie chodzi mi o esej typu "lanie wody", ale bardzo
                                wy,ierny sprawdzian wiadomosci, z czasem bardzo szcsegolowymi pytaniami i tu
                                nie ma miejsce na zadna elokwencje
                                nie wiem co co rozumiesz przez test: test wielokrotnegop wyboru?
                                nie chce rugowac calkowicie ustnych egzaminow z krajobrazu polskich studiow, sa
                                one bowiem czescia naszejtradycji, trzeba jednak znac jego ograniczenia i
                                stosowac naprawde z umiarem
                                • Gość: Richelieu* Re: czytaj Tawananna* dokladnie IP: *.zyg.brewet.pl 22.03.05, 01:19
                                  wtrącę jedną rzecz. Jak można porównywać szkoły polskie i amerykańskie, kiedy
                                  tam za ściąganie jest się napiętnowanym nawet przez kolegę z sąsiedniej ławki.
                                  Jaką wartość ma polski egzamin pisemny kiedy od 1 klasy podstwówki dziecko
                                  zaczyna korzystać ze ściąg. Przy ustnym z niczego nie skorzysta. Fakt, że
                                  czarowanie i gładka gadka mogą próbować zamydlić oczy, ale w końcu nauczyciel
                                  nie jest głupi żeby dawać się robić w konia.
                                  • agataku Re: czytaj Tawananna* dokladnie 23.03.05, 16:27
                                    uważam tak samo. pod tym względem to właśnie egzamin ustny jest jedyną możliwą
                                    formą oceny czyjejś wiedzy...
                                    co z tego, że student napisze test, jeśli na większości uczelni wykładowcy
                                    przymykają oczy - czyli pozwalają ściągać, czasami nawet nie reagują na
                                    bezczelne zżynanie...
                                • Gość: Tawananna* Re: czytaj Tawananna* dokladnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.05, 11:07
                                  > ja sie opowiadalem jedynie przeciwko NIEZAPOWIADANEMU ODPYTYWANIU, natomiast
                                  > pisalem ze forma rozmowy - oboje na siedzaco, jak zapowiadany sposob
                                  > oceniania
                                  > jest do przyjecia

                                  W takim razie polecam lekturę moich wcześniejszych postów, na czele z tym, w
                                  którym napisałam, że uważam, że lepiej, jeśli taka rozmowa - czy odpytywanie -
                                  odbywa się na siedząco. Swoją drogą, protestuję przeciw nazywaniu takiego
                                  odpytywania "niezapowiedzianym" - jeśli nauczyciel podaje na początku roku
                                  swoje zasady, mówiąc m.in. o odpytywaniu, to nie jest to już forma sprawdzania
                                  wiedzy całkowicie niezapowiedziana. Jak wyobrażasz sobie uczenie
                                  systematyczności, jeśli wszelkie formy sprawdzania wiedzy byłyby zapowiedziane?

                                  > nie, i jeszcze raz nie, nie chodzi mi o esej typu "lanie wody", ale bardzo
                                  > wy,ierny sprawdzian wiadomosci, z czasem bardzo szcsegolowymi pytaniami i tu
                                  > nie ma miejsce na zadna elokwencje

                                  Jaki kierunek studiujesz/studiowałeś? Na moim kierunku nie da się sprawdzić
                                  wszystkiego "wymiernymi sprawdzianami wiadomości, z czasem bardzo szczegółowymi
                                  pytaniami". Ważne są bowiem nie tylko te wiadomości, ale i sposób rozumowania
                                  studenta, łączenia wiadomości w jakąś całość. Istotna jest także umiejętność
                                  budowania dłuższych wypowiedzi.

                                  > nie wiem co co rozumiesz przez test: test wielokrotnegop wyboru?

                                  Rodzaj sprawdzianu pisemnego, zwykle z dużą liczbą krótkich, szczegółówych
                                  pytań - oprócz zadań zamkniętych (wielokrotnego wyboru) mogą być także zadania
                                  otwarte, ale zazwyczaj ograniczają się one do wpisania kilku słów - nazwiska,
                                  daty, definicji itd. Wypowiedzi pisemne nie przekraczają, powiedzmy, pół
                                  strony.

                                  > nie chce rugowac calkowicie ustnych egzaminow z krajobrazu polskich studiow,
                                  > sa one bowiem czescia naszejtradycji, trzeba jednak znac jego ograniczenia i
                                  > stosowac naprawde z umiarem

                                  Eee, "bycie częścią naszej tradycji" to kiepski argument. Jeśli coś istnieje
                                  tylko ze względu na tradycję, można przemyśleć sens jego funkcjonowania. Ja
                                  jestem za egzaminami ustnymi, bo myślę, że się sprawdzają - a nie dlatego, że
                                  po prostu są.
              • Gość: Richelieu* Re: i jeszcze slow kilka IP: *.zyg.brewet.pl 21.03.05, 00:07
                Bredzisz. To nie ja czepiłam się słówek, tylko ty wymyśliłaś moją niepoprawność.

                Wiem, że ocena ustna jest bardziej narażona na subiektywność, ale w interesie
                dobrych relacji uczeń-mistrz powinno leżeć aby była ona sprawiedliwa.
                Sprawiedliwość uważam za najważniejszą cechę oceny, bo poczucie krzywdy, a co
                za tym idzie zniechęcenia, wyrasta w dziecku bardzo szybko.

                Jak q napisał, odpytywanie mnniej czasochłonne? Jezu, pewnie, wystarczy 15
                minut i już ma się jednego ucznia przepytanego. Nie to co test, 15 minut i cała
                grupa, plus 2 godziny na sprawdzenie.

                Właściwości chemiczne tlenków rozważają ci, którzy widzą w nich coś o czym
                warto dyskutować i prezentują tym, którzy chcą tego słuchać.

                I nadal będę się upierać, że z dzieckiem zapewne wszystko w porządku, tylko z
                matką trzeba by do psychiatry albo przynajmniej do apteki po nerwosol.

                • ziemiowziety przede wszytskim nie obrazaj ludzi 21.03.05, 00:20
                  tak uczniow, jak i rodzicow
                  jak mam wierzyc w twoja sprawiedliowosc, jak wypisujesz takie rzeczy.
                  ja sie ciesze jak ktos rozmawai o tlenkach,a le to jest inny rodzaj wypowiedz
                  niz ten o ktory nam chodzi na co dzien.
                  Tu trzeba nauczyc podstaw solidnego wypowiadania sie w drobnych nawet sprawach
                  na forum publicznym, czy bronienia racji swoich w roznych urzedach.
                  Takie abecadlo po prostu.
                  • Gość: Richelieu* Re: IP: *.zyg.brewet.pl 21.03.05, 01:34
                    Sami się obrażają mając idiotyczne poglądy.

                    Więc jeśli już mówisz o urzędach.. Jakie w tym wypadku umiejętności są
                    konieczne, których można nauczyć się podczas testów czy egzaminów pisemnych.
                    Wiem, specjalne warsztaty u wybitnych szkoelniowców za jedyne 2999 z
                    autopezentacji w urzędach, w pakiecie jest zniżka na kolejne warsztaty z
                    autoprezentacji w sklepie spożywczym gdzie trzeba zgłosić reklamację zepsutego
                    serka.

                    śmieszne to i śmieszna jest młodzież ucząca się do zawodu nauczyciela, mająca w
                    planach wielkie idee i będąca przekonana, że nikt przed nimi dzieci nie
                    rozumiał, tylko oni właśnie będą pierswi.

                    Blokersi rosną, bo matka stosowała wychowanie bez pasa, nawet jak pomimo próśb
                    i gróźb pobił po raz kolejny klegę. Nieśmiali żyjący we własnym świecie rosną,
                    bo matka chuchała na nie żeby tylko żaden nauczyciel nie kazał mu "stać w
                    kącie".
                    A`propos stania w kącie. Stałaś? 15 lat temu było bardzo popularne i dzieci
                    patrzyły całą lekcję, i co? Albo u mnie w klasach 1-3 za dyktanda w pierwszym
                    rzędzie przed klasą stawali piątkowicze, za nimi w drugim rzędzie ci z piątką
                    minus itd do czwórki minus. Jaki to był zaszczyt stać przed trójkowiczami. I
                    wszyscy wszystkich niby oceniali i patrzyli. Albo zdjęcie na gazetkach,
                    wyczytywanie na apelach najlepszych i najgorszych. "Obciach" dla najgorszych?
                    Straszny, a dziś można stawiać piątą jedynkę a za przeproszeniem gówiarz 14-
                    letni roześmieje się w nos, bo jego to nie obchodzi, a nauczyciel i tak nie
                    może tego tak zostawić.
                    Weźmy taki apel przy całej szkole. Pmijam już recytowanie czy śpiewanie, ale
                    pochwały i nagany. I która matka protestowała? Matki zdolnych były dumne razem
                    z dziećmi, matki ganionych wstydziły się lecz wiedziały, że mają się za co
                    wstydzić.
                    Najlepsi i najgorsi byli ogólnoszkolni, nie tylko klasowi. Ty zaś mówisz, że
                    klasa, 6 lat wspólnego chodzenia, pełna integracja, ma się między sobą
                    krępoiwać. Byli nieśmiali i kiedyś, na przykład ja byłam nieśmiała, wbrew temu
                    co teraz można o mnie myśleć, i też bałam się każdej odpowiedzi, chociaż u mnei
                    był to strach przed minusem przy piątce, ale po to był traning przy tablicy
                    prze tyle lat, aby wyrobić nawyk mówienia. Myślisz, że rozmowa z urzędnikiem
                    jest mniej stresująca niż przy tablicy? A starałaś się kiedyś o cokolwiek w
                    urzędzie w terminie krótszym niż ustawowy miesiąc? Lub wisiało nad Tobą widmo
                    braku pieniędzy za mrzec na przykład tylko dlatego, że urzędnik się guzdrze, a
                    na Twoje popędzenie odpowiada chamsko? To jest stresująca sytuacja.

                    Odnośnie odpowiadania przy tablicy.. Gdzie kujoni z pierwszych ławek, którzy
                    scenicznym szeptem podowiadali albo na migi albo litarowali ustami albo pisali
                    na krtce i pokazywali pod ławką żeby nauczyciel zza biurka nie widział, ale
                    kolega przy tablicy jak najbardziej. Znam się na tym, bo kujonem byłam, hehe,
                    nieśmiałym, ale kujonem. Podpowiadanie jest złe, ale stokroć gorsze jest
                    śmianie się z odpowiadającego. Znowu, kto tym dzieciom wpoił, że zła odpowiedź
                    jest śmieszna. Choć z przypadkiem dziecka Kate widzę raczej śmianie się nie z
                    odpowiedzi, ale z charakteru.
                    • ziemiowziety odpowiem ci krotko Richelieu* 21.03.05, 14:22
                      po prostu nad dzieckeim mozesz zapanowac, wiec uwazazasz je "normalne"
                      matka w=moze ci sie stawiac, to wysylasz ja do psychiatry, wstyd!!!

                      piatkowicz, trojkowicze, bardzo ladnie dzielisz mlodych ludzi
                      masz mase pretensji do swiata, zmieniajacych sie czasow
                      moze sanatorium na ukojenie nerwow, moze wizyta u specjalisty,
                      ty naprawde nie powinnas byc nauczycielem
                      • Gość: Richelieu* Re: odpowiem ci krotko Richelieu* IP: *.zyg.brewet.pl 21.03.05, 17:42
                        nad dzieckiem można zapanować w mneijszy jeszcze spsoób jak nad dorosłym.
                        Dorosły będzie miał gdzieś oponenta, ale na pewno nie nakazy i sankcje.
                        Dziecko, a mówię o przedziale 10-15, ma w nosie nie tylko nauczyciela, ale i
                        wszystkie nakazy, szkołę, jedynki itd.

                        Piątkowicz, trójkowicz. To nie moja klasyfikacja tylko szkoły, w której byłam
                        ja i wszyscy zaczynający przed 89. Z drugiej strony, masz rację, że i ja
                        mogłabym ją przyjąć, jako jedną z wielu, bo jak nazwać ucznia mającego średnią
                        z najważniejszych przedmiotów 3,0, jeśli nie trójkowicz. Może tego też nie
                        wolno, bo dziecku będzie przykro? Ale to takie abstrakcyjne dywagacje, bo teraz
                        nie ma trójkowiczów jest Iksiński i Kowalski i przy dzisiejszym poziomie
                        absurdu podejrzewam, że ustawa o ochronie dancyh zakaże używania dzienników tak
                        aby żaden z nauczycieli nie mógł zobaczyć co jakiś uczeń dostał z klasówki.

                        Wracając do sankcji. Wszyscy nauczyciele tzw. starej daty, uważają lanie za
                        skuteczny środek kiedy wszystkie inne zawiodły. I dlatego nikt takiej kobiecie
                        kosza na śmieci nie wsadzi. I teraz można się oburzyć, jak to, dziecko bić? Ale
                        to dziecko przestało był dzieckiem, wartości przestały być niewinne, a stała
                        się nimi siła i przemoc. Jeśli więc rodzic zepsuł sprawę zaszczepienia
                        pozytywnych wartości w dziecku i wyrósł z niego buńczuczny nastolatek, którego
                        idiolem jest ziomal Jaro ćpający sterydy przed pakernią, to autentycznie
                        żadnego innego argumentu nie przyjmie jak "kija". Po nim może ewentualnie
                        zastanowić się nad wartościami pozytywnymi.

                        Nie jestem nauczycielem w lic, gimn, ani podstwówce, cało moje doświadczenie to
                        praktyki w ramach przygotowania pedagogicznego.
                        • ziemiowziety cale szczescie, ze nie uczysz Richelieu* 21.03.05, 23:40
                          bo chyba wezwanie do bojkotu twoich zajec byloby na miejscu
                          nadfajesz n=sie co najwyzej na zandarma, czy kaprala
                          nic wiecej
                          • Gość: Richelieu* unikasz odpowiedzi na niewygodne pytania IP: *.zyg.brewet.pl 22.03.05, 01:29
                            Nie było odpowiedzi na problem dresiarzy, łobuzów i innych szalikowców, z
                            którymi identyfikują się także i 11-letnie dzieci. Po głowie ich głaskałabyś że
                            młodszego kolegę zbił? Niech no tylko Kate się dowie czego życzysz jej dziecku.
                            Ona jest matką penwie trochę nadopiekuńczą, ale twoje wymysły o wychowaniu
                            bezstresowym prowadzą tylko do tego, że kiedyś ciemną nocą, jakiś wyrośnięty 14-
                            latek, zrobi tobie coś brzydkiego. Bo codziennie ludzie obrywają przez takich
                            gó..arzy, których już w wieku 14 lat boi się własny ojciec, bo jest synalek w
                            stanie podnieść rękę na własnego ojca.
                            Wrócisz ze szpitala po pobiciu to zmienisz zdanie na temat kochanych
                            dzieciaczków.
                            Bo tak się kończy pozwalanie dzieciom na wszystko czego chcą.


                            W gruncie rzeczy jednak, stawiam, że masz prawo tak sądzisz. Powiem perfidnie,
                            wiek "wczesnostudiowy", po semestrz zajęć z pedagogiki i pełen zapał i
                            oburzenie na starych pedagogów. Jeśli więc mieścisz się w moim wyobrażeniu,
                            tedy spasuję, bo wiem, że ci przejdzie po kilku lekcjach w gimnazjum.

                            • marineczka Re: ziemiowziety ma rację!!! 22.03.05, 07:42
                              Jak w temacie. Swoje stanowisko w sprawie przedstawiłam już wcześniej. Powiem
                              tylko tyle - gdyby moi studenci na lekcji próbnej zaczęli pytać uczniów na
                              środku klasy to lekcji nigdy by nie zaliczyli! NIGDY!
                              • rr.richelieu Re: ziemiowziety ma rację!!! 22.03.05, 19:14
                                powtórz jeszcze raz to nigdy i tupnij nogą dla poprawienia efektu

                                a odpowiedzi nie ma nadal odnośnie rozwydrzonych łobuzów z gimnazjum
                              • roman.gawron Re: ziemiowziety ma rację!!! 22.03.05, 20:57
                                marineczka napisała:

                                > Powiem tylko tyle - gdyby moi studenci na lekcji próbnej zaczęli pytać
                                > uczniów na środku klasy to lekcji nigdy by nie zaliczyli! NIGDY!

                                Art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela:
                                "Nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo stosować takie metody
                                nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez
                                współczesne nauki pedagogiczne(...)"

                                Póki jednoznacznie nie wykażesz (a nie jesteś w stanie), że odpytywanie ucznia
                                na środku klasy jest metodą bez wątpienia - w każdych warunkach i w pracy z
                                każdą grupą uczniów - szkodliwą z punktu widzenia pedagogiki, w świetle prawa
                                nie możesz jej stosowania zakazać.

                                Więcej pokory i zaufania do nauczycieli i do swoich studentów także. Ty
                                prowadzisz konia (być może wspaniałego w przyszłości pedagoga) do wodopoju, on
                                musi się jednak napić sam. Sam musi przetestować różne metody, sam musi ocenić
                                ich skuteczność, sam musi wybierać te, które jego zdaniem najlepiej służyć będą
                                jego uczniom, na których mu przecież zależy, o których się przecież troszczy,
                                których dobrem kieruje się na co dzień w swojej pracy.

                                Ty masz go nauczyć dokonywania tych wyborów oraz ponoszenia za nie
                                odpowiedzialności przed uczniami. Tupanie nogą i wykrzykiwanie: Non passaran!
                                jakoś mi tu nie pasuje.

                                Mnie, moich kolegów i koleżanki odpytywano na środku klasy (m.in.) i nie
                                zauważyłem, aby zdruzgotało to naszą psychikę - niektórych z tych nauczycieli
                                ciepło wspominam do dziś.
                                Nie widzę więc możliwości zakazania pedagogom tego z tej przyczyny tylko, że
                                tobie akurat to się nie podoba.

                                PS. Od dawna przeczuwałem, że ta mania nakrywania ucznia w szkole szklanym
                                kloszem, usuwania z jego drogi wszelkich przeszkód, rozkładania przed nim
                                czerwonego dywanu niemal, ta "Kuschlpaedagogik" (w wolnym tłumaczeniu:
                                pedagogika przytulania, zagłaskiwania) to nie jest tylko sprawka ministerstwa i
                                kuratoriów, ale również i wykładowcy na uczelniach są za to w dużej mierze
                                odpowiedzialni. Wypuszczają potem te szkoły uczniów nieradzącyh sobie z
                                życiowymi trudnościami, bo do tej pory te trudności ktoś zawsze od dziecka
                                odsuwał, wychowując nie człowieka, a mięczaka jakiegoś. Biedne te dzieci
                                zreformowane.
                                • ziemiowziety co to za nauczyciel ktory przed uczniami broni sie 23.03.05, 21:04
                                  Karta Nauczyciela
                                  smieszne to i zalosne
                                  • roman.gawron Re: co to za nauczyciel ktory przed uczniami bron 23.03.05, 21:10
                                    Z czego wywnioskowałeś, że bronię się _przed_uczniami_ czy że w ogóle się
                                    bronię?
                              • agataku nieprawda 23.03.05, 16:53
                                gdybyś była moją egzaminatorką, to na lekcji próbnej odpytywałabym dziecko z
                                ławki, a potem na normalnych lekcjach przy tablicy, jeżeli tylko uznałabym za
                                stosowne.
                                i 90% studentów zrobi Ci tak samo
                    • agataku Re: 23.03.05, 16:46
                      > śmieszne to i śmieszna jest młodzież ucząca się do zawodu nauczyciela, mająca
                      w
                      >
                      > planach wielkie idee i będąca przekonana, że nikt przed nimi dzieci nie
                      > rozumiał, tylko oni właśnie będą pierswi.
                      poczułam się wywołana do odpowiedzi, więc mówię w imieniu nas, młodzieży
                      uczącej się zawodu nauczyciela:
                      to prawda, mam w głowie wielkie idee i w całym swoim zarozumialstwie uważam, że
                      rozumiem dzieci lepiej niż moi nauczyciele (nie wszyscy!), ale, na Jowisza, nie
                      jestem z tzw. postępowców i wielu moich znajomych też nie - na szczęście.
                      wiadomo, że jeśli pozwolimy dzieciakom na wszystko, to nas zjedzą! uczniowie z
                      podstawówki jeszcze nie wiedzą, że powinni się uczyć, mało który uczy się dla
                      siebie, dlatego tzreba systematycznie sprawdzać poziom wiedzy. odpytywanie -
                      jak najbardziej! nauczyć się ładnie, płynnie mówić można tylko przez regularny
                      trening. a obawa przed wywołaniem na środek klasy jest jeszcze jednym bodźcem,
                      który umotywuje dziceko do nauki.

                      i jeszcze jedno: NIE MA czegoś takiego, jak niezapowiedziane odpytywanie. jest
                      jasne, że z ostatnich 3 tematów należy być zawsze przygotowanym. czyli
                      uczniowie mają zapowiedziane, z czego muszą się przygotować. nie ma żadnej
                      dyskusji, i nie jest to wysiłek ponad możliwości przeciętnego dziecka. ile jest
                      tej wiedzy w podstawówce? bardzo niewiele, każdy może umieć.
                      zaraz pewnie odezwą się głosy, jaką to będę złą nauczycielką - darujcie sobie.
                      wiem też, że macie nadzieję, że nie będę uczyła waszych dzieci - i ja też mam
                      nadzieję...
    • pomerancza Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 20.03.05, 23:54
      no to kurna niech przepytuje dzicie szepczac z nimi na ucho...:|
      • ziemiowziety i znam jedna perfekcyjna studentke 21.03.05, 00:28
        - Japonke, ale ona do "high school" chodzila w Londynie
        naprawde wyroznia sie na tle wiekszosci Japonczykow, ktorzy sprawiaja mimo
        swojej pilnosci, troche wrazenie zahukanych

    • moboj Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 21.03.05, 16:31
      Gość portalu: kate napisał(a):

      > no bo raz ,że nie jest to odpytywanie
      > zapowiedziane

      a od kiedy to nauczyciel ma uprzedzać ucznia, że będzie pytany? kiedy ja
      chodziłam do szkoły to obowiązywała nas znajomośc trzech ostatnich lekcji.

      > i dwa ,że inne dzieci na błąd nieszczęśnika pod tablicą reagują
      > gromkim śmiechem.

      no to raczej nie jest wina nauczycielki tylko dzieci. podejrzewam, że Twoje
      dziecko również się śmieje z nieszczęśnika stojącego na środku.

      > Ostatni pogrom to kilkanascie jedynek i dwójek. Dodam
      > tylko , ze dzieciaki są zdolne, to klasa złożona z uczniów szkoly muzycznej i
      > z tego powodu b. obciążone dodatkowymi zajęciami.

      no to skoro takie zdolne to skąd te jedynki? a może trzeba coś wybrać, może
      mniej zajęć dodatkowych.

      > Z zapowiedzianych
      > sprawdzianów są b. dobre oceny. Chciałabym wiedziec, jaki dydaktyczny cel
      > przyświeca takim nauczycielom jak pani od przyrody. Co chcą swoim
      > postepowaniem osiagnąć? Może ktoś mnie oświeci? Bo mam wielką ochotę narobić
      > rabanu, a tylko intuicja mi podpowiada ,że nie tak powinna wyglądać szkoła
      > przyjazna dziecku. Może się mylę?

      a jak Twoim zdaniem powinna wyglądać szkoła przyjazna dziecku? nauczyciel ma
      podawać datę odpytywania, kartkówek? może jeszcze powinien podac pytania, które
      zada uczniowi, żeby go broń boże nie stresować? tak z ciekawości pytam, bo
      pracuję w szkole, choć nie jestem typowym belfrem, a logopedą.
      • ziemiowziety Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 21.03.05, 18:46
        widze, ze termin "przyjazna szkola" wywoluje na tym forum niechec, krytyke,
        jakies negatywne odczucia
        ale ja nie mowie koniecznie o przyjaznej szkole, ja mowie o szkole normalnej
        to, ze Ty musialas znac trzy lekcje wstecz, nie znaczy to, ze jest zasada
        obowiazujaca na wieki, no ludzie
        normalnosc, polega na przewidywalnoscio, kazdy moze miec slabsy dzien czy okres
        wtewdy niezapowiedziane pytanie, jest nie tyle nawet psychiczna katorga, ale
        krzywda, ktora obraca sie przeciw procesowi uczenia i przeszkadza obiektywnej
        ocenie
        czy wy nauczyciele zawsze i wszedzie jestescie przygotowani, no obudzcie sie
        • Gość: Richelieu* Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.zyg.brewet.pl 21.03.05, 19:22
          pewnie że slabszy dzień, zwłaszcza dziecko. Dlatego w przeciewnieństwie do
          jakiegokolwiek innego szczebla dzieci mają mnóstwo ocen cząstkowych tak, aby
          ocena końcowa była za niemal wszystkie tygodnie roku szkolnego. Popatrz że w
          liceum wystarczą 3 stopnie do wystawienia końcowej, znaczy traktuje się
          młodzież jak 1/3 studenta;). Dzieciom zaś w podstawówce stawia się grubo ponad
          10

          A przyjazna szkoła.. Komu do diaska przyjazna?! Dzisiejsza szkoła przyjazna
          jest łobuzom, a nie dzieciom. Ochroniarze, monitoring i co? I nic, bo dzieci są
          przerażone, że w toalecie kolega może ich stłuc, bo w toalecie kamer akurat nie
          ma. Przez bezstresowe wychowanie właśnie, które polega na tym, że dziecko ma
          milion praw, tylko żadnej odpowiedzialności
        • moboj Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 21.03.05, 19:36
          ziemiowziety napisała:

          > widze, ze termin "przyjazna szkola" wywoluje na tym forum niechec, krytyke,
          > jakies negatywne odczucia
          > ale ja nie mowie koniecznie o przyjaznej szkole, ja mowie o szkole normalnej

          ooo, pewnie, że chciałabym normalnych szkół. a akurat przez "przyjazne" wielu
          rodziców rozumie takie, w których ich dzieci mają same prawa a zero obowiązków.
          sprawdzian? źle, kartkówka - jeszcze gorzej, pytać - a broń boże, bo się
          dziecku krzywda stanie.

          > to, ze Ty musialas znac trzy lekcje wstecz, nie znaczy to, ze jest zasada
          > obowiazujaca na wieki, no ludzie
          > normalnosc, polega na przewidywalnoscio, kazdy moze miec slabsy dzien czy
          okres

          w mojej szkole zawsze mozna było to zgłosić nauczycielowi i on to rozumiał -
          żaden problem. jednak krytykowanie nauczyciela, że odpytuje bez uprzedzenia
          uważam za grubą przesadę.
    • Gość: Marta poczytaj psychologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 16:58
      Sprawdzian także dla rodziców
      serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,2606191.html
      Oswajaj stres

      Pamiętaj, stres nie tylko paraliżuje dziecko. Także mobilizuje, stawia organizm
      w gotowości. Pomaga koncentrować uwagę, sprzyja spostrzegawczości i szybkim
      reakcjom. Należy uczynić ze stresu sojusznika i nauczyć się panować nad nim.
    • angoulene Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 22.03.05, 18:48
      daj spokoj swojemu dziecku i mu nie siej wiochy wsrod nauczycieli - oni sa
      solidarni, po takim rabanie zgnebia twoje dziecko do konca nauki w tej szkole.
      poza tym co to za pomysl chorej mamuski? czemu ingerujesz w to, co dziecko robi
      w szkole? jesli byloby przygotowane do tematu - nie odczuwaloby wielkiego
      stresu.
      szkola oprocz ulamkow i odnozy raka uczy stosunkow miedzyludzjkich, jesli
      dziecko nie nauczy sie odwagi i glosnefgo mowienia i samodzielnosci - skonczy
      jak s.p. pasazerka pociagu, ktora bandyci wypchneli w czasie jazdy, a ktora nie
      umiala/wstydzila sie - poprosic konduktora o pomoc
    • tangens Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 22.03.05, 19:49
      Witam:)
      uważam, że pani z przyrody ma pełne prawo pytać dzieciaka na środku. To, że dziecko chodzi do szkoły muzycznej nie zwalnia go z nauki np. przyrody. Radzę pouczyć się trochę z dzieckiem a nie wymyslać bzdurne usprawiedliwienia dla niego.
      • Gość: pani_od_rozsadku Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: 202.181.206.* 23.03.05, 03:45
        dziwna ta mama, chce podciaz skrzydla swemu dziecku, zanizyc poziom jego
        edukacji, wyksztalcic w sobie poczucie pokrzywdzenia przez wszystkich i
        wszystko (zycie mnie tak zle doswiadcza bo musze odpowiadac na pytania pani od
        przyrody, musze to robic na srodku a nie w lawce, musze sie uczyc przyrody, nie
        mam przywilejow z powodu chodzenia do szkoly muzycznej itp.)
        kobieto, uwierz troche w sily wlasnego dziecka i daj mu odczuc ze w nie
        wierzysz bo w ten sposob dasz mu najlepsze narzedzia do rozwiazywania problemow
        w zyciu. tym co teraz robisz dajesz mu dowod ze jest do niczego i ze nie
        poradzi sobie z najmniejszym wyzwaniem. zycie nie bedzie go pytac czy chce
        odpowiadac "z lawki" i kiedy chce to robic. odpytywanie w zyciu nigdy nie
        jest "zapowiedziane".
        i nie mysl ze on jest za maly jeszcze zeby borykac sie problemami. odpowiedz na
        srodku klasy to wlasnie test zyciowy na jego miare. nie zabieraj mu szansy na
        wyprobowanie swoich mozliwosci bo wychowasz sobie kompletnego niedorajde ktory
        wszystkim ma za zle.
        • Gość: Makawity MOŻE NOWA AKCJA "GW"??? IP: 81.210.121.* 23.03.05, 10:05
          Przecież to idealny materiał na nową akcję Wyborczej. "Szkoła przyjazna
          dzieciakom" (bo przecież nie "dzieciom" - to określenie też jest przeżytkiem,
          podobnie jak pytanie na środku klasy).
          Proponuję szeroko zakrojoną akcję, wysyłanie raportów przez uczniów i
          patrolowanie szkół przez reporterów GW. Na podstawie zebranych informacji będą
          dawać szkołom oceny np.:
          - czy w szkole pyta się uczniów z tego co umieją, z ławki, na siedząco (5
          punktów, szkoła superprzyjazna "dzieciakom")
          - czy w szkole pyta się uczniów z tego co umieją, z ławki, ale na stojąco (4
          punkty, szkoła przyjazna, ale nie do końca)
          I tak dalej aż do:
          - czy w szkole pyta się uczniów z tego co nie umieją, na środku klasy (0
          punktów, szkoła absolutnie nieprzyjazna).
          Należy zwracać również uwagę, czy "nauczyciele są dla uczniów partnerami"
          (czyli pozwalają uczniom na poufałość i włażenie sobie na głowę), czy
          doceniają "zróżnicowanie indywidualnych umiejętności uczniów" (czyli mówiąc
          prosto nie wymagają zbyt wiele), "nie wprowadzają na lekcjach sytuacji
          stresogennych" (czyli nie egzekwują podstawowych zasad pracy na lekcji - ciszy,
          spokoju i dyscypliny) i czy w końcu "nie stosują mobbingu" (czyli nie dość
          dokładnie sprawdzają postępy w nauce u poszczególnych uczniów)...
          I tak dalej - na pewno GW znajdzie jeszcze sporo pomysłów na wywrócenie do góry
          nogami tradycyjnego pojęcia szkoły. Wiadomo przecież jak było dawniej, gdy
          szkoła stanowiła "aparat bezwzględnej opresji i tłamszenia indywidualnych
          aspiracji młodego pokolenia" i co z nas wszystkich po takim procesie
          edukacyjnym wyrosło... Wystarczy rozejrzeć się wokół... Gazeto - do dzieła!!!
      • Gość: hehe Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 08:55
        tamgens jesteś chyba ....
        nikt nie mówi o nieuczeniu sie przyrody, mowa jest o formie sprawdzania wiedzy
        (a odpytywanie na środku klasy jest forma debilną)
    • Gość: lot oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 10:11
      oczywiście, że odpytywanie z zaskoczenia na środku klasy jest przezytkiem

      można na środku klasy, ale to powinno być zapowiedziane - prezentacja

      tak jest w pracy, wiesz że wystąpisz na środku

      jest to stresowanie dzieciaków
      • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 10:13
        ps. moje dziecko chodzi do dosyć elitarnej szkoły podstawowej i nikt jeszcze
        nie został tam z nienacka wezwany do odpowiedzi na stopień na środku klasy

        wiem za co płacę
        • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 10:18
          nie mówiąc już o tym że odpytywanie na środku klasy na stopień to straszna
          strata czasu który mógłby zostać przeznaczony na nauczanie - wszak jeden umysł
          tylko wtedy pracuje, a reszta towarzystwa gnuśnieje (albo truchleje że będzie
          następne do odpowiedzi)

          kartkówki sprawdzają wiedzę wszystkich obecnych jednocześnie

          wystepy na środku sali sa potrzebne - i od tego są prezentacje, recytacje etc. -
          ale o nich każde dziecko wie kiedy takowa będzie
        • agataku oczywiście nie 23.03.05, 17:25
          > ps. moje dziecko chodzi do dosyć elitarnej szkoły podstawowej i nikt jeszcze
          > nie został tam z nienacka wezwany do odpowiedzi na stopień na środku klasy
          >
          > wiem za co płacę

          Płacisz za bezstresową szkołę, ale czy za wyniki? nie mylić wyników z ocenami,
          bo w szkołąch prywatnych nie zawsze się to pokrywa.
          oby nie była to szkoła elitarna tylko ze względu na opłaty
          • Gość: lot Re: oczywiście nie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 00:49
            nie rozumiem
            • monhen Re: oczywiście nie? 24.03.05, 01:12
              moje dziecko chodzi do elitarnej szkoly za ktora slono place i ani ja ani
              wszyscy znajomi mi rodzice nie pozwoliliby zeby nasze dzieci byly ulgowo
              traktowane i nie wywolywane do niezapowiedzianej odpowiedzi.
              wiemy za co placimy
              • Gość: lot Re: oczywiście nie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 08:16
                nie wierzę ci
                • Gość: lot Re: oczywiście nie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 08:57
                  świetnie że tak myślicie i że w związku z tym w szkolach powszechnych jest jak
                  jest - nie wyrzucam zatem pieniędzy inwestując w właściwe metody pedagogiczne,
                  odostępne jak sie okazuje tylko w niektórych szkołach
        • roman.gawron Re: oczywiście 24.03.05, 08:34
          Gość portalu: lot napisał(a):

          > ps. moje dziecko chodzi do dosyć elitarnej szkoły podstawowej

          Jakie elity, takie ich dzieci chowanie.
          • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 08:46
            z tym się zgadzam, oczywiście
            • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 08:49
              dodam że sporo osób w temacie przejawia zapóźnienie i konserwatyzm
              oraz "fetyszyzm wywołania na środek klasy" - takie to dla nich istotne w całym
              procesie edukacyjno-wychowawczym he, he
              • agataku Re: oczywiście 24.03.05, 11:57
                > dodam że sporo osób w temacie przejawia zapóźnienie i konserwatyzm
                Odpytywania nie można uznać za zapóźnienie. Wiedzy nie można sprawdzać
                wyłącznie w testach.
                >"fetyszyzm wywołania na środek klasy" - takie to dla nich istotne w całym
                > procesie edukacyjno-wychowawczym he, he
                Tak, jest to istotne. Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale do
                niektórych liceów można zostać przyjętym na podstawie rozmowy kwalifikacyjniej,
                jako dodatku do procesu rekrutacji. I co zrobi takie biedne dziecko, które
                nigdy nie miało okazji wykazać się przy odpowiedzi?
              • agataku Re: oczywiście 24.03.05, 12:08
                Jest jeszcze coś takiego, jak zdrowa dyscyplina - jeżeli przyjmujemy, ze szkoła
                ma nie tylko uczyć, ale także wychowywać.
                Tak jak w domu, dziecko ma przywileje, ale też obowiązki. Nie mówię o tresurze,
                ale o tym, że dziecko powinno znać swoje miejsce. Wiedzieć, ze przychodzi do
                szkoły zdobywać wiedzę, a nie palić w toalecie i ganiać się po korytarzu.
                Doszło do tego, że niedługo nauczyciel egzekwujący wiedzę uczniów będzie
                uznawany za agresora i sadystę.
                • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 12:11
                  z Twoimi dwoma ostatnimi wypowiedziami całkowicie się zgadzam (tajemnicą
                  pozostaje dla mnie dlaczego nalegasz na wywoływanie na środek klasy do
                  odpowiedzi)
                  • agataku Re: oczywiście 24.03.05, 13:23
                    dlatego, że ta metoda po prostu się sprawdza - jeżeli nauczyciel sam w sobie
                    nie potęguje u ucznia stresu, dziecko nie jest odrzucone w klasie, a przede
                    wszystkim - jest przygotowane do lekcji - taka odpowiedź jest dla niego nie
                    tylko niestresująca, ale może być i przyjemna. poza tym, jak mówiłam -
                    umiejętności ładnego wysławiania się przed grupą osób mogą okazać się przydatne
                    w wielu sytuacjach.
                    przecież wszystkim nam chodzi o dobro dziecka.
                    • Gość: lot Re: oczywiście IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 14:50
                      tak, wszystkim nam chodzi o dobro dziecka i dlatego się zgodziłem z tamta
                      wypowiedzią

                      nie popieram wyciagania na środek klasy do odpowiedzi (podałaś kilka jeśli,
                      dziwne że nie daja ci one do myślenia... - dziecko zwróć uwagę nie ma wyboru i
                      musi wyjśc także jeśli jest niedobrze w tych twoich jesli)

                      co do celów sie zgadzamy, co do metod nie
                • roman.gawron Re: oczywiście 24.03.05, 12:14
                  agataku napisała:

                  > niedługo nauczyciel egzekwujący wiedzę uczniów będzie uznawany za agresora
                  > i sadystę.

                  Jak pisał wcześniej Makawity, potrzebna jest nowa akcja GW ;)
    • Gość: ms Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 24.03.05, 13:09
      mimo połowy wątku zaśmieconego wycieczkami personalnymi
      ja nadal nie rozumiem
      jaka jest różnica między odpowiadaniem z ławki a przy tablicy?

      czy uczniowi przy tablicy wiedza umyka z głowy?

      Mówicie, że odpowiadanie przy tablicy to przeżytek, że w tym czasie reszta
      klasy się nudzi. Kto się nudzi ten się nudzi, niezależnie od tego, czy ktoś
      odpowiada przy tablicy, czy w ławce, czy też robione są ćwiczenia ;>
      Mówicie, że odpowiadanie to w ogóle przeżytek - nie zgadzam się z tym, ale nie
      będę robić wywodu nad wyższością odpowiedzi nad kartkówka ;>

      Kate, zamiast "iść narobić rabanu" wybadaj, dlaczego twoje dziecko boi się
      odpowiadać przy tablicy. Bo wg mnie tu jest problem. Czy boi dlatego, że raz
      się nie nauczyło? Że pod tablicą gorzej słychać podpowiadanie? Peszy się
      nauczyciela obok?

      Nie wiem jak w szkole twojego dziecka, ale u mnie nawet nauczyciele "tablicowi"
      pozwalają odpowiadać z ławki - wystarczy poprosić, czasem umotywować.

      Odpowiadanie przy tablicy wcale nie jest przeżytkiem tylko dlatego, że
      dzieciaki się go boją, podobnie jak kiedyś ich rodzice. Moim zdaniem jest
      lepsze, powody wymieniłam na poprzedniej stronie wątku ;)

      Ale i tak wszystko jest kwestią dogadania się nauczycieli i uczniów.

      pozdrawiam
      ms
      • Gość: lot Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.03.05, 15:00
        Ad. Nie wiem jak w szkole twojego dziecka, ale u mnie nawet
        nauczyciele "tablicowi"
        pozwalają odpowiadać z ławki - wystarczy poprosić, czasem umotywować.


        ANO WŁAŚNIE> niech dziecko ma prawo wyboru czy chce z ławki czy na środku klasy
        (miłośnicy "na środku" jakoś nie dali dziecku tej szansy)
    • Gość: Tawananna* Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 15:41
      Czytaliście artykuł o szkolnictwie w Finlandii?

      Porażający. I już wiadomo, jaki model edukacji promuje "GW" :(.

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34208,2617473.html
      • roman.gawron Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? 24.03.05, 17:22
        "To zachowanie skończyło się rozmową ze szkolnym psychologiem. Udało się nam
        również wezwać rodziców - tłumaczy pani dyrektor."

        _Udało_się_ wezwać rodziców :)

        Szkoła marzeń? Na pewno nie moich.
        • Gość: Tawananna* Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 17:38
          To samo zdanie przykuło moją uwagę przy lekturze artykułu!

          A poza tym spróbowałam sobie zwyczajnie wyobrazić, jak czułabym się (jako
          uczeń) w klasie, w której kolega siedzący przede mną spokojnie zajada drugie
          śniadanie, koleżanka z ławki słucha sobie muzyki, a dwie dziewczyny za mną w
          najlepsze sobie rozmawiają. Może sukcesem edukacji fińskiej jest kształcenie
          osób o dużej podzielności uwagi? ;))

          Pamiętam wykład gościnny na mojej uczelni, gdzie siłą chyba zagoniono masę
          niezainteresowanych ludzi z pewnego kierunku - dzwoniły komórki (dziewczyna
          siedząca obok mnie w - o zgrozo! - drugim czy trzecim rzędzie wysyłała przez
          cały wykład sms-y - a o wyłączenie dźwięku się nie zatroszczyła), wszyscy
          rozmawiali, ew. czytali gazety, a ja próbowałam skupić się i zrozumieć coś z
          wykładu w języku, który średnio rozumiem.

          Jeśli tak miałyby wyglądać wszystkie zajęcia od podstawówki przez gimnazjum i
          liceum aż po studia, to chyba przerzuciłabym się na kursy korespondencyjne ;).
    • Gość: gość Re: dlaczego do odpowiedzi na środek klasy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.05, 01:28
      Kate!"Z zapowiedzianych sprawdzianów są b. dobre oceny." Czy to oznacza, że
      dzieci powinny się uczyć tylko wtedy, gdy zostaną uprzedzone o możliwości
      odpytania, czy też systematycznie z lekcji na lekcję? Coś mi się zdaje, że
      dziecko nie nauczyło się lekcji, otrzymało złą ocenę i stąd to rozgoryczenie.
      Ale, nie tędy droga.
      Drodzy forumowicze! Zadajmy sobie pytanie - Gdzie w tym wszystkim jest
      indywidualne podejście do ucznia? Czy mierzyć wszystkich jedną miarką? Przecież
      wśród dzieci są takie, co to chciałyby zawsze stać w pierwszym szeregu, są
      takie, które chciałyby, ale nieśmiałość im na to nie pozwala i takie, co nie
      chcą. Są takie, które się wstydzą, boją śmieszności, złej oceny, ze strachu
      boli je brzuch. Są takie, które pod byle pretekstem biegną do nauczyciela i
      takie, które nigdy nie poskarżą. Pozwólmy "krzykaczom" i "przebojowym"
      odpowiadać na środku, ale pozwólmy "nieśmiałym" odpowiadać z ławki. Odnoszę się
      oczywiście do szkoły podstawowej. Dojrzałość szkolna (emocjonalna) dzieci jest
      bardzo różna i zrównanie jej trwa czasami długie lata. Stres dziecka
      nieśmiałego,związany z wypowiedzią na forum klasy, nie tylko nie minie, ale
      może się jeszcze pogłębić. Indywidualne podejście do ucznia, zwłaszcza na tym
      etapie nauczania, powinno przyświecać każdemu n -lowi. I w tym przypadku nie ma
      nic do rzeczy to, czy klasa liczna, czy też nie.
Pełna wersja