Dodaj do ulubionych

Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.05, 07:22
Problem polega na tym, że uczelnie idą na ilość a nie na jakość. Z tego też
względu na studia dostaje się przeciętny Kowalski (bez urazy dla
Kowalskiego), który kończy studia z ocenami dostatecznymi i bez żadnych
ambicji. Podnosi on liczbe osób z wyższych wykształceniem, ale niestety tylko
na papierze, bo dzisiaj wykształcenie nie zawsze idzie w parze z
inteligencją, nad czym bardzo ubolewam jako osoba która kończyła studia
wyższe.
Obserwuj wątek
    • Gość: Przemo Dopiero teraz doszli do takich wnioskow ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 07:23
      Dopiero teraz oficjalnie ktos napisal o kiepskiej jakosci ksztalcenia na
      naszych wyzszych uczelniach i ze program studiow rozmija sie z wymaganiami
      rynku pracy? Ja do takich wnioskow doszedlem 8 lat temu. Rozmawialem ze
      swoimi wykladowcami i cwiczeniowcami na ten temat.Co mowili? Twierdzili,ze
      studia "maja dawac studentom szerokie horyzonty i solidne podstawy
      teoretyczne". Nie wiem,jak inni,ale dziekuje za szerokie horyzonty.W zamian
      za to wole konkretne umiejetnosci,ale to nie obchodzi wykladowcow na
      uczelniach, ktorzy wola przez cale lata dyktowac studentom swoje
      skrypty,nastepnie odpytac na egzaminie,postawic ocene i miec spokoj.
      W ten sposob -pomimo wysokiego bezrobocia- nadal utrzymywana jest fikcja
      tzn.kadra udaje,ze uczy, a studenci udaja,ze pozyskuja przydatna wiedze.
        • Gość: X11 O co wy się tak kłócicie, IP: *.ift.uni.wroc.pl 23.03.05, 10:18
          napisali przecież, że ludize nie wiedzą co tak naprawdę chcieliby studiować, idą na modne kierunki (np. biznesowe), albo takie, które mogą sie okazać dochodowe (prawo, medycyna), mimo że to ich niespecjalnie interesuje. Studia mijają na zasadzie "żeby to się już skończyło". Później nie bardzo umieją uzasadnić swój wybór miejsca pracy, mówiąc np. "bo mnie to zawsze bardzo interesowało"
        • Gość: Student Re: Dopiero teraz doszli do takich wnioskow ?? IP: 82.141.234.* 24.03.05, 01:45
          Witam,
          Jestem studentem wroclawskiej AE. Studiowalem tez na Uniwerku w ramach
          Indywidualnego Toku Studiow.
          I mam w tym temacie wiecej do powiedzenia wiecej niz panowie "teoretycy"
          wczesniej dyskutujacy na forum.
          Otoz ja uwazam, ze najwiekszy wplyw ma ZAANGAZOWANIE STUDENTA, a nie jakies
          tam "dobre" uczelnie.
          Wszystkie te rankingi uczelni sa bzdura...
          To jest tylko poprostu samospelniajaca sie przepowiednia (super chwyt
          marketingowy):
          niby dobra uczelnia -> ida dobrzy uczniowie -> uczelnia ma wysoki poziom itd.
          (ten poziom tworza STUDENCI!!!)

          I moze sobie Pan pojsc na podyplomowe gdzie Pan chce a jak sie Pan nie nauczy i
          nie bedzie dociekliwy to i tak nic Panie nie bedzie umial.
          Studiowanie to jest samodzielne poszukiwanie odpowiedzi - a nie "wkladanie" do
          glowy; nie jestesmy jak w podstawowce...

          Nadmienie rowniez, iz zostalo przeprowadzonych wiele badan socjologicznych i
          jasno z nich wynika, ze najwiekszy wplyw maja na osiagniecia naukowe maja
          czynniki "poza szkolne". [Banks, O. (1976) Sociology of Education, Third
          Edition, Batsford, London]
          A infrastukture i tak zawsze mialy i miec beda najlepsza warszawskie uczelnie -
          blisko "koryta" - do ktorego cala Polska wklada...

          Ja nie mialem problemu z dostaniem sie na studia (bylo 5 kandydatow na 1
          miejsce).
          Wroclaw wybralem, bo mi sie to miasto spodobalo i oraz uczelnia sama w sobie -
          za zadne skarby nie chcialem do warszawki...
          I po 5 latach wiem, ze podjalem wlasciwa decyzje.
          Ponadto uwazam, ze nie poziom nauczania sie obniza, tylko poziom intelektualny
          studentow.
          Wynika to z tego, ze coraz wiecej jest miejsc na uczelniach (dwa razy wiecej
          niz kiedy ja zdawalem - dotyczy to wszytskich panstwowych ekonomicznych) i
          coraz "slabsze jest sito" :-(
          A to widac po zdawalnosci egazminow juz w trakcie studiow - zreszta jak sie
          porowna "trudnosc" egazminu sprzed 5-7 lat z ostatnimi to mozna dojsc to
          ciekawych wnioskow - sa znacznie LATWIEJSZE (dotyczy to kilku uczelni polskich).

          Ja przez okres studiow robilem wiele rzeczy - nie jestem typem "od wakacji do
          wakacji" - JAK KTOS CHCIAL TO WYCIAGNAL DUZO Z OKRESU STUDIOW i rowniez
          PRAKTYCZNYCH a nie teoretycznych!!!
          Ale sa tacy co za raczke trzeba prowadzic i jak czegos tam profesor nie powie
          lub nie kaze, to juz sie nie dowie/zrobi...

          Ja studiuje teraz w Irlandii - nie mam zadnych problemow!!!
          Powiem wiecej jestem zaskoczony tym, ze tlumaczy sie tu ludziom rzeczy
          oczywiste do tego stopnia, iz czasami nachodzi mnie ochota aby wyjsc z sali bo
          obraza to mojemu intelektowi.
          Musze tylko przyznac, ze maja tutaj swietna organizacje administracji i
          systemow informatycznych (choc oczywiscie jest tez co poprawiac...) - ale zeby
          to wszytko powstalo, to poszla OGROMNA kasa z budzetu panstwa.

          Przyznam sie, ze dopiero tutaj docenilem poziom nauczania (STUDENTOW) w Polsce.

          A narzekac zawsze bedziemy, bo taka mamy nature - zawsze jest cos zle (ale
          konstruktywna krytyka jest matka postepu).

          Slainte mhath!
          (Pozdrawiam)
      • itd-gw Re: Dopiero teraz doszli do takich wnioskow ?? 23.03.05, 09:54
        Problem programow studiow przy obecnym ustawodawstwie to wezel gordyjski nie do
        rozwiazania w sposob sensowny.

        Oto przyczyny:

        UNIFIKACJA standartow szkolenia (minima programowe) wymuszana ustawowo i
        kontrolowana przez PKA. Jest rzecza oczywista, ze poziom intelektualny i
        zdolnosci studentow sa zroznicowane - ustawowdawca w ogole tego nie bierze pod
        uwage. Nawet na czolowych uczelniach, przy obecnej masowosci naboru studentow,
        programy powinny byc zroznicowane. W ten sposob stworzy sie szanse najlepszym i
        skonczy z fikcja zaliczania studentom, ktorzy stosownej wiedzy nie posiedli bo
        przekraczala ich mozliwosci. To ostatnie doprowadzilo do znacznej deprecjacji
        dyplomow WSZYSTKICH polskich uczelni. Juz minima programowe dotycza wiedzy
        teoretycznej sprzed kilkudziesieciu lat w naukach technicznych.

        Minima programowe sa ustalane przez GERIATRIE polskiej nauki, ktora w znakomitej
        wiekszosci stracila kontakt z rzeczywistoscia, chociazby ze wzgledu na
        zmniejszone wraz z wiekiem zdolnosci percepcyjne.

        SYSTEM REKRUTACJI wykladowcow. W polskim systemie praktycznie nie zatrudnia sie
        ludzi z przemyslu a wiekszosc wykladowcow na uczelniach technicznych nigdy nie
        miala stycznosci z praktyka, moze z wyjatkiem kosztownych ale niezbyt
        wartosciowych ekspertyz. Podobnie nie wykorzystuje sie potencjalu mlodych
        doktorow, ktorzy uczyli sie na najlepszych uczelniach swiatowych. Wiecej, w
        obecnym systemie w ogole praktycznie nia ma mozliwosci znalezienia pracy w
        szkolnictwie wyzszym jezeli sie postawi na wlasna mobilnosc i kreatywnosc.
        Jedyny sluszny i mozliwy model kariery to od studenta po rektora w tym samym
        miejscu pracy (zapewniony socjal). Trudno w tej sytuacji spodziewac sie, ze
        kadra bedzie nadazac za zmianami w swiecie lub uczyc studentow zaradnosci i
        kreatywnosci.

        Tematyka zajec a kwalifikacje prowadzacych. Bardzo czesto obsada zajec jest
        wynikiem WALKI O GODZINY miedzy zakladami, katedrami i instytutami. Zajecia
        prowadzi ten kto potrzebuje godzin do pensum a nie osoba najbardziej kompetentna
        na uczelni (lub z zewnatrz na godzinach zleconych). Podobnie samo ustalanie
        programow, w wiekszej lub mniejszej zgodnosci z ministerialnymi minimami, jest
        WYNIKIEM WIEDZY pracownikow uczelni (zakladow ktore 'wydarly' dla siebie
        godziny) niz 'the state of the art' na nauczanym kierunku i specjalnosci. Na
        uczelniach technicznych o programach/przydzialach godzin decyduja w wiekszosci
        osoby powyzej 60 roku zycia, czesto 65go zgodnie z hierarchiczna, w pelni
        feudalna struktura polskich uczelni.


        Przeladowanie teoretyczne programow. Tutaj kij ma dwa konce. Absolutnie uwazam,
        ze przygotowanie teoretyczne jest KONIECZNE, a przynajmniej dla najzdolniejszej
        grupy, ktora w przyszlosci bedzie KIEROWALA praca innych a nie tylko wykonywala
        polecenia przelozonych. Problem w tym, ze ta teoria powinna byc przemyslana,
        podana w sposob przystepny i stymulujacy studetow do szukania rozwiazan. Powinno
        jej towarzyszyc odniesienie do rzeczywistych problemow, tak by student od
        poczatku widzial celowosc jej opanowania. Towarzyszyc temu powinna rowniez pelna
        KOORDYNACJA programowa miedzy kolejnymi wykladowcami. Niestety rzeczywistosc
        jest inna. Matematycy ucza liczyc calki, studenci stosuja metode 4Z i
        rzeczywiscie jest to pozbawione jakiegokolwiek sensu.
        Przykre, ze niekompetentni dydaktycy uzasadniaja potrzebe utrzymania ich
        wykladow 'poszerzeniem horyzontow studentow i przygotowaniem do pozniejszego
        samodoksztalcania'. To ostatnie jest absolutnie konieczne, ale droge do celu
        nalezy poprowadzic inaczej niz obecnie.

        Druga strona - np. pracownicy wymagaja znajomosci konkretnego programu. To
        akurat uwazam za absolutny absurd, czesto te ogloszenia sa wynikiem
        NIEKOMPETENCJI PRACODAWCY. Absolwent ma po studiach wykazac sie znajomoscia
        problemow, byc zaznajomionym z metodami ich rozwiazywania, a nie znajomoscia
        KONKRETNEGO PROGRAMU czy zintegrowanego srodowiska programowania. Znajac i
        rozumiejac problemy i metody ich rozwiazywania (na dowolnym oprogramowaniu), po
        kilku tygodniach nabedzie umiejetnosc obslugiwania konkretnych programow a
        PRZYGOTOWANIE TEORETYCZNE umozliwi mu interpretacje wynikow. Umiejetnosc
        naciskania konkretnych klawiszy na klawaturze juz w momencie rekrutacji prowadzi
        wylacznie do ladnych obrazkow...

        Last but not least. Nagminna jest 'rozbieznosc' oficjalnych programow z
        pozniejszymi wykladami. System akredytacji, sprawdzajacy administracyjne wymogi
        kadry (stopnie i tytuly, czesto nadane kilkadziesiat lat wczesniej za
        zdezaktualizowana wiedze) a nie rzeczywiste kompetencje dydaktykow i zgodnosc
        wykladow z zawartoscia programow, prowadzi nas tylko i wylacznie do lukratywnego
        biznesu edukacyjnego dla GTW i powiekszajacego sie bezrobocia osob z dyplomami.
        • Gość: mil Re: Dopiero teraz doszli do takich wnioskow ?? IP: *.science.uva.nl 23.03.05, 10:31
          > Druga strona - np. pracownicy wymagaja znajomosci konkretnego programu. To
          > akurat uwazam za absolutny absurd, czesto te ogloszenia sa wynikiem
          > NIEKOMPETENCJI PRACODAWCY. Absolwent ma po studiach wykazac sie znajomoscia
          > problemow, byc zaznajomionym z metodami ich rozwiazywania, a nie znajomoscia
          > KONKRETNEGO PROGRAMU czy zintegrowanego srodowiska programowania.

          Calkowicie sie z Toba zgadzam. Niestety, te praktyke obserwuje nie tylko w
          Polsce. Wynika chyba czesto z faktu, ze nowego pracownika szuka nie jego
          przyszly szef (ktory powinien wiedziec, co jest grane), tylko niemajacy pojecia
          o obowiazkach przyszlego pracownika czlowiek z dzialu "human resources" albo
          wrecz z zewnetrznej firmy head-hunterskiej.
      • ton9 Re: Dopiero teraz doszli do takich wnioskow ?? 23.03.05, 10:29
        Zgadzam się w ocenie jakości studiów: jest zazwyczaj bardzo kiepska. Natomiast mam zupełnie przeciwne zdanie w kwestii "szerokich horyzontów i solidnych podstaw
        teoretycznych". Nie wiem, jaki kierunek kończyłeś (być może ściśle techniczny), ale niezależnie od tego studia mają uczyć wyobraźni, a tej nie da się nauczyć w postaci "konkretnych umiejętności": mają wyrobić ogólne wyobrażenie o studiowanym przedmiocie, tak żeby absolwent mógł swobodnie się w nim poruszać. Uniwersytet to nie szkoła zawodowa, która ma nauczyć kilku technik do konkretnego wykorzystania w wykonywanej pracy.
    • kamaoka Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 08:01
      no to niech moze pani sztanderska wyciagnie z tego jakies wnioski dla swego
      wydzialu i obetnie ta beznsensowna ilosc matematyki, ktora nie jest ani
      potrzebna ani atrakcyjna
      mysle ze 70% studentow byloby szalenie wdziecznych (pozaostale 30% jest z
      mimuw-u wiec im wsioryba)
      pozdrawiam
      • hummer Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 09:48
        kamaoka napisała:

        > no to niech moze pani sztanderska wyciagnie z tego jakies wnioski dla swego
        > wydzialu i obetnie ta beznsensowna ilosc matematyki, ktora nie jest ani
        > potrzebna ani atrakcyjna
        > mysle ze 70% studentow byloby szalenie wdziecznych (pozaostale 30% jest z
        > mimuw-u wiec im wsioryba)
        > pozdrawiam

        "Specjaliści jakich dziedzin znajdą pracę najszybciej? - Nasze badania przyniosły tylko częściową odpowiedź - zaznaczają autorzy raportu. Prognozują jednak, że poszukiwani będą specjaliści z budownictwa, transportu, gospodarki morskiej i łączności, przetwórstwa przemysłowego, nauk fizycznych, matematycznych i technicznych."

        Możesz mi wyjaśnić w jaki sposób bez matematyki ukończyć fizykę transport budownictwo, łączność, chemię itd.
        Bo praktycznie teraz tylko te kierunki dają szansę na zatrudnienie o ile nie u nas to w UE.

        Chcesz być bzrobotnym humanistą - twoja sprawa.
        • hummer Jak na humanistę 23.03.05, 10:18
          przydałoby się czytać tekst ze zrozumieniem.
          "Specjaliści jakich dziedzin znajdą pracę najszybciej" oznacza, komu łatwiej znaleźć pracę nie mniej, nie więcej. Jeszcze 100 lat temu osoba, która nie znała tego co się działo w naukach ścisłych (np. Einsteina, Schrödingera) nie mogła się uważać za osobę wykształconą. Salony przed nią były zamknięte.
          • Gość: TorV Re: Jak na humanistę IP: *.devs.futuro.pl 23.03.05, 20:53
            Jeszcze 60 lat temu uważano, że fizyk-teoretyk nie musi być zaznajomiony z
            ogólną teorią względności, w związku z czym nie była ona wykładana na studiach
            magisterskich większości uniwerytetów na świecie. Zaś 100 lat temu Albert
            jeszcze nie opublikował nawet szególnej teorii - stało się to dopiero we
            wrześniu 1905. Co więcej, nie był wtedy nawet doktorem - uniwerek robił mu
            problemy z dysertacją. Mało kto wtedy słyszał o Einsteinie.

            Z kolei Schrödinger miał w 1905 r. 18 lat i nie był nawet studentem...

            Tak więc hummer - mniej bufonady i więcej pokory, a dalej zajdziesz.
            • hummer Re: Jak na humanistę 23.03.05, 22:15
              A Ty ile teraz masz lat? Liczysz rocznikowo czy od dokładnej daty urodzenia w dniach godzinach sekundach itd.?
              Zaznajomionym (od pojmować) bo inaczej wszyscy są zaznajomymi nie oznacza rozumieć. Chodziło tylko o to by wiedzieć co w trawie piszczy. Zresztą jeśli tak mocno siedzisz na fizyce sam wiesz ile jest słabych punktów obowiązujących teorii.
        • Gość: DW Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.ci.uw.edu.pl 23.03.05, 23:02
          > Możesz mi wyjaśnić w jaki sposób bez matematyki ukończyć fizykę transport budow
          > nictwo, łączność, chemię itd.
          > Bo praktycznie teraz tylko te kierunki dają szansę na zatrudnienie o ile nie u
          > nas to w UE.

          Kamaoka miała na myśli WNE UW - wydział ze stosunkowo dużą ilością przedmiotów
          matematycznych w porównaniu do innych uczelni ekonomicznych w naszym kraju :)

          Należę do tych 70% "niematematyków" i nie mogę poprzeć koleżanki. Ekonomista bez
          umiejętności matematycznych to ,powiedzmy "żołnierz bez karabinu" :]
    • tswiercz Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 08:06
      Ale powiedz mi dlaczego wyższe uczelnie mają uczyć tego co dany pracodawca chce. Najlepiej żeby państwo wykształciło, a teraz ktoś ma z tego korzystać? Niech pracodawca wyśle na szkolenia pracowników. Pozatym takie kierunkowanie może być wielkim nieporozumieniem, bo jeżeli uczelnie np zaczną uczyć studentów technologi X, a kiedy ukończą studia okaże się, że X jest już nieaktualne i teraz wszyscy korzystają z Y. I teraz to też będzie wina uczelni? Wyższa szkoła powinna nauczyć myślenia, które później pozwoli szybko się uczyć.
      • Gość: Qt chore pomysły IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 23.03.05, 08:14
        > Ale powiedz mi dlaczego wyższe uczelnie mają uczyć tego co dany pracodawca chce

        Żarty na bok.

        > Najlepiej żeby państwo wykształciło, a teraz ktoś ma z tego korzystać

        Dokładnie.

        > Niech pracodawca wyśle na szkolenia pracowników.

        Bredzisz. Jednoosobowa firma wyśle pracownika, o którym nic nie wie na płatne
        kursy?

        > Wyższa szkoła powinna nauczyć myślenia, które później pozwoli szybko się uczyć.

        Również, ale nie każdego da się nauczyć myślenia.
          • gadery Re: chore pomysły 23.03.05, 10:03
            Ja skończyłem studia informatyczne. Większość moich kolegów pracuje w firmach w
            których w dziale informatycznym zatrudniają po kilka osób. Wiele firm
            działających w tej branży zatrudnia nie więcej niż 15 osób (dotyczy to zresztą
            wielu innych kierunków technicznych).
            Tych firm nie stać aby wysłać zielonego pracownika na szkolenie za kilka czy
            kikadziesiąt tysięcy. A co jeśli po tym szkoleniu odejdzie do konkurencji?
            Myślisz, że dlaczego w ogłoszeniach jest prawie zawsze dopisek: minimum n lat
            doświadczenia na podobnym stanowisku?
          • Gość: Qt Re: chore pomysły IP: *.icpnet.pl 25.03.05, 19:53
            > nie kazdego mozna nauczyc myslenia-czlowieku tu jest mowa o studiach a nie o
            > nauce w szkole specjalnej

            Nie mam problemów w podążaniu za wątkiem - a ty? ;)

            Podtrzymuję, są potrzebni ludzie z wykształceniem, a niemyślący (niewiele
            myślący). Ktoś musi wykonywać prostsze prace. Wcześniej te prace wykonywały
            osoby z technikum. Teraz pracodawcy odsunęli się od tego wykształcenia.



      • gadery Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 09:54
        Ja studiowałem informatykę na studiach dziennych. Do dzisiaj pamiętam pewien
        przedmiot prowadzony przez nobliwą panią profesor. Był on na temat wielce
        aktualny, tylko tyle, że sądząc po przekazywanej wiedzy pani profesor nie
        uaktualniała swojej tak od 20 lat. Na części przedmiotów uczono mnie nowych
        technologi, na części starych, ale na wszystkich starano nauczyć się nas myślenia.
        > Najlepiej żeby państwo wykształciło, a teraz ktoś ma z tego korzystać?
        Zdawało mi się, że na tym polega proces edukacji.
      • Gość: Simon Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.eranet.pl 23.03.05, 11:02
        Dlaczego szkoły mają uczyć tego co chce potencjalny pracodawca???.... ano
        dlatego zeby absolwent mógł znaleźć pracę bez problemu i płacić podatki.. w ten
        sposób korzystają na tym wszyscy.
        Rozumując tak jak Ty to należałoby wogóle zlikwidować państwowe szkolnictwo
        tylko jak wtedy wyglądałby ten kraj???.. wiedza (a własciwie odpowiednie jej
        wykorzystanie) jest jedyną podstawą rozwoju dlatego ja jako podatnik uważam, że
        przeznaczenie moich pieniędzy na kształcenie młodzieży jest o niebo ważniejsze
        niż wypieprzanie ich w błoto w celu np. wspomagania inwestycji lub
        dofinansowywania upadających firm.
      • Gość: Matka Polka 50 latki zaczną karierę zawodową IP: *.g0.lsk.gda.pl 23.03.05, 15:49
        Jakby było tak różowo, to 50 latki zaczynałyby na dobre karierę zawodową.
        Państwo jest opłacane z podatków, które płaci całe społeczeństwo w tym
        PRACODAWCY, i ci właśnie pracodawcy, nie dość, że utrzymują szkolnictwo itd,
        mieliby później szkolić w konkretnym kierunku kandydata na pracownika???
        Prawda jest, że nikt od razu nie będzie znał wszystkich zakresów związanych z
        nową pracą. Myślę, że w tej dyskusji chodzi o fakt, że nikt ludziom młodym nie
        doradza, co powinni robić ze swoim życiem, żeby np. zapisali się na kurs języka
        i nauczyli jednego przynajmniej dobrze. Żeby poznali obsługę komputera i choć
        trochę zastanowili nad tym, co chcieliby robic w życiu zawodowym i czy się z
        tego utrzymają.
        Dziesięć lat temu, kiedy byłam na drugim roku studiów, przeżywałam kryzys i
        czułam, że powinnam zmienić kierunek. Niestety, rodzice mówili: zaczęłaś, to
        skończ, nikt mi nie doradził, co powinnam zrobić. Skończyłam te studia
        (filologię pl), ale nigdy nie pracowałam w zawodzie. To, co przydało mi się w
        pracy, to biegła znajomość języka obcego, przedsiębiorczość i kreatywność, czyli
        ogólnie oprócz jezyka, cechy osobowości. Być może, gdybym skończyła inny
        kierunek studiów, efektywniej wykorzystałabym państwowe kształcenie w życiu
        zawodowym? A tak godziny spędzone nad notatkami z gramatyki historycznej, teorii
        literatury i innych przedmiotów, pozostały w pewnym sensie zmarnowane. Szkoda,
        dlatego wg mnie na uczelniach powinny powstać centra doradcze, które pomogą
        studentom mającym wątpliwości wybrać: kontynuować dany kierunek, czy zmienić go
        na inny.


    • Gość: kontest Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 08:08

      Europejska karta/statut dla naukowców to zbiór ogólnych zasad oraz wymagań,
      który precyzuje rolę, oraz zakres odpowiedzialności a także uprawnień zarówno
      naukowca jak jego pracodawcy lub fundatora badań. Celem statutu jest zapewnienie
      takich relacji pomiędzy naukowcami, pracodawcami i fundatorami, które będą
      zapewniać sprzyjający transfer, podział oraz upowszechnianie wiedzy i rozwoju
      technologicznego oraz rozwój kariery naukowców. Karta zwraca uwagę na wszelkie
      formy mobilności jako środki wspomagające profesjonalny rozwój naukowców.

      Europejski Kodeks zatrudniania naukowców złożony jest z szeregu ogólnych zasad i
      wymagań do których pracodawcy/fundatorzy powinni się stosować zatrudniając
      naukowców. Te zasady powinny obejmować przejrzystość procesu zatrudniania oraz
      równe traktowanie wszystkich aplikantów, w szczególności w kontekście rozwoju
      oraz stałego utrzymywania otwartego, atrakcyjnego europejskiego rynku pracy dla
      naukowców i stanowią uzupełnienie do Europejskiej Karty dla Naukowców.
      Instytucje oraz pracodawcy stosujący się do Kodeksu zatrudniania naukowców będą
      otwarcie demonstrować odpowiedzialne i pełne szacunku zaangażowanie w sprawę
      zapewnienia odpowiedniej struktury zatrudniania naukowców, której celem ma być
      wkład w rozwój Europejskiej Przestrzeni Naukowej.
      Więcej:
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/

    • Gość: LMB Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 23.03.05, 08:09
      > Problem polega na tym, że uczelnie idą na ilość a nie na jakość.

      Poziom podobno już jest niemały, więz nonsensem jest go podwyższać. Artykuł
      pisze o czymś innym: przeciętny Polak nie dostaje edukacji potrzebnej
      pracodawcy. Twoje pierwsze zdanie sugeruje, że nie rozumiesz problemu.

      > Z tego też
      > względu na studia dostaje się przeciętny Kowalski (bez urazy dla
      > Kowalskiego), który kończy studia z ocenami dostatecznymi i bez żadnych
      > ambicji.

      I tak ma być; państwo nie tworzą wybitni, a przeciętni. Może jednak ambitni
      przeciętni, ale jednak przeciętni. Poza tym w Polsce w 1989 roku był b. niski
      odsetek ludzi z wykształceniem.

      Kompletnie nie rozumiesz problemu. Studia są wypchane bzdurami, wykładowcy
      często nie rozumieją co to jest rynek i czego wymaga. Mam konkretne przykłady.

      > Podnosi on liczbe osób z wyższych wykształceniem, ale niestety tylko
      > na papierze, bo dzisiaj wykształcenie nie zawsze idzie w parze z
      > inteligencją, nad czym bardzo ubolewam jako osoba która kończyła studia
      > wyższe.

      A, tu Cię boli....
    • Gość: Student Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 08:15
      Autorzy są bardzo powierzchowni w analize problemu - absolwenci tych studiów.
      Trzeba skończyć z założeniem, że studia mogą imitować pracę. Uczelnie zawsze
      będą opóźnione i biedniejsze. Zamiast zaleceń z Poradni Psychologicznej
      potrzebna jest gruntowna wiedza podstawowa, a resztę zdobywa się przystęując do
      konkretnej pracy lub na kilkumiesięcznych kursach. Kierunek jest pozorem -
      produktem PRL. Studenci powinni zapisywać się na wydział, a seminarium okresli
      specjalizację. Dość psychologów - niech zajmą się sobą i nie mącą młodym ludiom
      w głowach.
    • Gość: nodek Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: 62.29.136.* 23.03.05, 08:35
      Ludzie - od kiedy to pracodawcy wytyczaja co kto i jak ma studiowac. Na studia
      idzie sie po to zeby zdobyc konkretna wiedze z danego zakresu, a nie po to zeby
      dostac prace. Jezeli to pracodawcy maja byc wyznacznikiem tego co bedzie mozna
      studiowac - to moze juz zlikwidujmy, filozofie, teologie, matematyke
      teoretyczna,przeciez po tych kierunkach nigdy w tym kraju nie dostanie sie
      dobrej pracy. Celem studiow jest przekazanie wiedzy teoretycznej, a nie nauka
      zaradnosci zyciowej, czy kurs przystosowujacy przyszlego pracownika do nowej
      pracy.
      To czy wiedza absolwenta jest powierzchowna czy nie, wybaczcie panstwo, ale
      zalezy tylko i wylacznie od absolwenta, nie zas od uczelni ktora konczyl.
      Faktem jednak jest ze uczelnie, zwlaszcza prywatne staly sie fabrykami
      dyplomow. Wine za taki stan rzeczy ponosz, niestety, ale pracodawcy, zwlaszcza
      ci z malych firm. Wydaje mi sie ze, po to aby byc dobrym przedstawicielem
      handlowym od ciasteczek czy prezerwatyw, wcale nie trzeba miec wyzszych
      studiow. Prosze popatrzec jednak na ogloszenia - wyksztalcenie wyzsze i dwa
      jezyki - jakby kazdy w tym kraju byl poliglota i "magistrem".
      Reasumujac, moim skromnym zdaniem pracodawcy w naszym kraju nie maja mozliwosci
      zatrudnienia nowych pracownikow, dlatego tez podnosza poprzeczke i zwalaja wine
      na system szkolnictwa wyzszego. Dziala tu wiec nic innego jak prawo popytu i
      podarzy(a mamy nadpodarz ludzi wyksztalconych). Nalezy tez popatrzec na problem
      z drugiej strony czyli zadac sobie pytanie ilu dobrze wyedukowanych
      absolwentow, ze znajomoscia jezykow i doglebna wiedza nie moze znalezc pracy,
      tylko dlatego ze w czasie studiow twardo sie uczylo a nie dorabialo po roznych
      firmach czy jako barmani i kelnerzy,co skutkuje brakiem stazu? Ilu takich ludzi
      trafia do firm gdzie ich perspektywa do emerytury jest jedno biurko i
      mnemotechnicznie wykonywana praca, bez mozliwoasci jakiegokolwiek rozwoju?
      Trzeba tez nadmienic ze czesto i gesto pracodawcy nie potrafia wykorzystac
      nawet tej "powierzchownej wiedzy" absolwenta. Wiec moze pracodawcy niech sie
      zajma tworzeniem miejsc pracy i dumaja nad sposobami wyzyskania "powierzchownej
      wiedzy" absolwentow, a sprawe co, jak i komu przekazywac w procesie edukacji
      zostawia ludziom zwanym potocznie naukowcami. Czesta zmiana nazewnictwa
      kierunkow i podporzadkowanie programow akademickich potrzebom rynku, spowoduje
      obnizenie i tak juz niskiego poziomu edukacji.
      • gadery Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 10:21
        > Ludzie - od kiedy to pracodawcy wytyczaja co kto i jak ma studiowac. Na studia
        > idzie sie po to zeby zdobyc konkretna wiedze z danego zakresu, a nie po to zeby
        > dostac prace.
        Od jakiś 75 lat na pewno. Osobiście zakładam, że od jakiś kilku tysięcy lat. Nie
        wiem czy zauważyłeś ale popularne kierunki to takie po których można łatwo
        dostać prace (ewentualnie sporo zarobić).

        > Jezeli to pracodawcy maja byc wyznacznikiem tego co bedzie mozna
        > studiowac - to moze juz zlikwidujmy, filozofie, teologie, matematyke
        > teoretyczna,przeciez po tych kierunkach nigdy w tym kraju nie dostanie sie
        > dobrej pracy.
        Matematyka teoretyczna to jest niezła nisza. Dobrzy matematycy całkiem sporo
        zarabiają (przykład: dział statystyki jakim jest ekonometria, każdy kto go zda
        ma prace, spróbuj zdać egzamin państwowy a zrozumiesz dlaczego). Co do filozofii
        i teologii to przykładów nie znam ale na pewno istnieją.
        A co do likiwdacji to w artykule nic o tym nie napisano. Wspomniano o tym, że za
        dużo ludzi kształci się w kierunkach po których nie ma pracy. W skrócie: po co
        przyjmować po 300 ludzi na włókiennictwo w Łodzi?
        • Gość: Darren Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.chello.pl 23.03.05, 10:47
          >> Od jakiś 75 lat na pewno. Osobiście zakładam, że od jakiś kilku tysięcy lat <<

          Co by odkrył Kopernik kierując się tą dewizą ? Niewiele pewnie, bo zamiast
          marnować czas na niepotrzebne pierdoły astronomiczne, musiałby doskonalić swój
          niekwestionowany talent bankierski. Chyba, że już wtedy zajmował się obrotami
          sfer niebieskich tylko po to, by mieć ciekawsze i bardziej konkurencyjne CV - a
          nuż jakiś przebiegły pracodawca zada szczegółowe pytanie odnośnie rubryki
          "zainteresowania" ?
          • gadery Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 12:17
            Nie zapominaj, że Kopernik był także doktorem nauk medycznych. O ile się nie
            mylę to też popularny zawód:)
            Nie zapominaj też, że przed rozbiorami nie było opieki socjalnej. Te jak to nazywasz
            > niepotrzebne pierdoły astronomiczne,
            pozwalały wtedy nieźle zarobić.
    • Gość: Wykładowca Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.05, 09:03
      Jestem jednym z wykładowców Zarządzania Ryzykiem w jednej z wyższych szkół
      zarzadzania w Katowicach i wcale nie dziwię się opisywanym rezultatom badań.
      Jestm równiez prezesem sporej firmy produkcyjnej.

      Moje uwagi są następujące :

      1. Wykładowcy (a przynajmniej wiekszość nich)na ogół nie mieli NIGDY do
      czynienia z praktycznym ZARZADZANIEM. W związku z tym koncentrują sie na teorii
      książkowej.

      2. Program nauczania w wiekszości przypadków nie ma niczego wspólnego z
      praktyka w przemysle !! Tutaj doskonałym przykładem jest właśnie SGH (dr
      Barbara Minkiewicz z SGH, była współautorka badań. Znam bardzo dokładnie
      program "zarządzania ryzykiem" w SGH. Ponieważ jestem praktykiem z wieloletnim
      doświadczeniem w tej dziedzinie w krajach Europy Zachodniej, USA i Australii
      stwierdzam, że SGH robi właśnie dokładnie taki błąd jak to opisano w artykule,
      którego współautorka jest pracownik naukowy tej uczelni :-)))))))))))))))

      Otóż, to czego się tam tym biednym studentom każą uczyć jest tak oderwane od
      praktyki, że aż trudno w to uwierzyć !! To jest zupełny bełkot nawiedzonych
      teoretyków, którzy NIGDY, ale to NIGDY nie wprowadzili NIGDZIE skonsolidowanego
      systemu zarządzania ryzykiem. Efekt jest taki, że jeśli miałbym w mojej firmie
      zatrudnić takiego studenta do wprowadzenia i prowadzenia systemu zarządzania
      ryzykiem misiałbym go traktować jako osobę z poziomem wiedzy ZERO ! Tak byłoby
      w KAŻDEJ firmie, poniewaz widza tych stidentów jest jak z innej planety. Wielka
      i bardzo szeroka, ale.... bezużyteczna !

      3. Znajomość systemów informatycznych jest też ZEROWA. W tej chwili zarządzanie
      projektami jest bardzo popularnym przedmiotem, bo jest to naprawde podstawa,
      ale... ze świecą szukać szkoły gdzie ucza tego przedmiotu na bajprostszym
      narzędziu z Microsoftu !! Bez tego, to tak jakby boksera uczyc boksu
      opowiadajac mu o tym.

      J.
      • zog12 Re: pracodawcy nie lubią fachowców 23.03.05, 09:34
        swietnie powiedziane, zgadzam sie w 100%.

        do tego dodam, ze uczelnia powinna dac podstawy teoretyczne i nauczyc
        umiejetnosci samodzielnego myslenia i rozwiazywania problemow. natomiast to w
        gestii pracodawcy jest stworzenie programow treningowych, ktore pozwola
        absolwentowi na dostosowanie sie do zadan, spotykanych w danej firmie. to te
        programy powinny nauczyc go praktycznego wykorzystywania swojej wiedzy.

        dam przyklad z mojego zycia. skonczylem studia techniczne, po ktorych znalem 3
        tzw. zaawansowane systemy CAD. ubiegalem sie o prace w duzej firmie, w ktorej
        uzywa sie inny 4 system CAD. jak to sie skonczylo? pracy nie oczywiscie nie
        dostalem, a podstawa tej decyzji byla nieznajamosc tego 4 systemu. nikt, ze
        specjalistow HR, nie zwrocil na to uwagi, ze nauczenie sie nowego CADa zajelo
        by mi max. miesiac. dodam, ze moja znajomosc jezykow i inne kwalifikacje byly
        zgodne z wymaganiami.
    • Gość: gent Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 09:15
      Kreatywność i elastyczny kręgosłup (element przecież charakteru) to cechy
      bardziej wrodzone niż wyuczalne w systemie kształcenia. Faktem jest jednak że
      istnieje za duży nacisk na umiejętności analityczne i dobrą pamięć w
      zapamietywaniu stroniczek - taki zawodnik będzie potem "błyszczał" całe życie
      zawodowe krytykowaniem tych, którzy potrafią zadziałać, wygenerować pomysł - on
      potrafi tylko recenzować innch i rzeczywiście jest mało produktywny (a od
      recenzowania wszędzie jest dyrektor, a nie poczatkujący pracownik). Tak czy
      inaczej jęki sa nie na miejscu, jest tylko określony procent utalentowanych
      ludzi, nie ma szkół geniuszy kreatywności.
    • Gość: Agata Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: 195.217.253.* 23.03.05, 09:23
      Skonczylam wydzial ekonomiczny na UW - ten sam, na ktorym pracuje Pani
      Sztanderska. Do tej pory nie moge sobie darowac zmarnowanych 5 lat na nauke
      tych bzdur. Zadnej konkretnej, przydatnej wiedzy - wieczne dywagacje nad
      polityka innowacyjna UE, hegemonia Stanow Zjednoczonych i kupa, kupa
      nieskonkretyzowanej, teoretycznej wiedzy. Wiedzy, ktora powinno sie jedynie
      poznac przy okazji, czytajac w domu do poduszki.

      I naprawde nie chodzi tu tylko o to, ze minelam sie z powolaniem.
        • Gość: Agata Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: 195.217.253.* 23.03.05, 09:35
          Byc moze :) Tylko po co w takim razie prowadzic studia ekonomiczne? Nikt mnie
          nie ostrzegl, ze z wyjatkiem paru faktow z historii mysli ekonomicznej nie
          dowiem sie na nich nic. Moze te studia nie powinny sie nazywac "nauki
          ekonomiczne", ale "nauki erudyczne"... ;) Nie, prosze mnie zle nie zrozumiec,
          ja naprawde ciesze sie, ze wiem czym rozni sie polityka miedzynarodowa od
          polityki zagranicznej... tyle tylko, ze jakos w pracy mi sie to nie przydaje.
          Zabawnym wydaje mi sie, ze sama P. Sztanderska pisze o tym, co widac golym
          okiem na jej wydziale...
          • Gość: ela w colorado do agaty-ekonomia, 2 IP: *.echostar.com 23.03.05, 20:13
            Agato,a kto ma cie ostrzec? Przeciez to Twoja odpowiedzialnosc! W ogole, wydaje
            mi sie, ze duzy problem w Polsce to jest oczekiwania, ze studia sa pewnym
            zapewnieniem sukcesu a nie, tak jak na zachodzie, tylko pierwszym krokiem do
            kariery. W USA jest podejscie "skonczylas studia? Fajnie. Mam nadzieje, ze
            bawilas sie dobrze. Teraz pokaz mi co mozesz mi zaoferowac."
          • Gość: VINOGRADOFF. Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.dip.t-dialin.net 24.03.05, 00:39
            W sytuacji wystepowania dysproporcji pomiedzy zapotrzebowaniem rynku, a liczba
            absolwentow rozmaitych kierunkow studiow nalezy spodziewac sie wymyslania
            sztucznych powodow wyjasniajacych klopoty ze znalezieniem pracy. Zagrozeni
            bezrobociem sa wszyscy, niezaleznie od wiedzy i kierunku studiow, znajomosci
            programow i jezykow ....Stosunkowo najlepiej maja sie absolwenci katolickich
            seminariow duchownych. W Kosciele Evangelickim wystepuje nadmiar absolwentow
            teologii chetnych na stanowisko pastora. Warto porownac dane o liczbie
            absolwentow uczelni technicznych , przygotowanych do pracy w biurach
            projektowych przemyslu samochodowego, a liczba faktycznie tam zatrudnionych.
            Trzeba zgodzic sie z faktem, ze wiekszosc absolwentow nigdy nie bedzie miala
            szansy pracowac w wyuczonej specjalnosci. Problem nie w jakosci kwalifikacji, a
            w niedostatku wolnych miejsc pracy, reszta to manipulacja poprzez przerzucanie
            odpowiedzialnosci na absolwentow.
          • Gość: ela w colorado Re: dla agaty-ekonomia IP: *.echostar.com 23.03.05, 23:21
            Nikt nie twierdzi ze ekonomia jest zwiazana z rzeczywistymi potrzebami rynku.
            Nikt tego nigdy nie twierdzil. Ekonomia to jest troche jak filozofia: wazna i
            ciekawa ale abstrakcyjna. Najwyrazniej mialas malo realistyczne wyobrazenie o
            tym kierunku, ale jakos nie zmienilas w przeciagu 5 lat. Czy to jest wina UW?
            Czy raczej pasywnosc po Twojej stronie, ze w ciagu 5 lat nie zdobylas
            praktycznych doswiadczen jako komplement do teori?

            W zyciu nie ma zadnych gwarancji. Nawet dla absolwentow UW ;)
      • Gość: gość Re: Studia zaoczne równe są dziennym ! IP: 80.55.171.* 23.03.05, 10:35
        U ha ha ha
        Prosty rachunek: przedmiot ma 30 h na dziennych i 16 na zaocznych.
        To prawda, sa WYJATKI na studiach zaocznych, ktre pracuja rownie ciezko jak na
        dziennych. Inna duza czesc stara sie laczyc prace ze studiami i z tego powodu
        nie moga poswieciac na studia tyle czasu co dzienni. Program dla nich MUSI byc
        okrojony. Ale prawdziwa tragedia to ci, ktorzy przychodza na studia i uwazaja,
        ze trzeba im zaliczyc bo placa. I niestety z tym zgadza sie czesc wladz
        wydzialow, bo za cos trzeba utrzymac wydzial. A wsrod tych sa tez tacy, ktorzy
        intelektualnie sie nie nadaja na ciezsze kierunki, ale przechodza przez oczka
        siatki, bo zwykle inni sa jeszcze gorsi, a ktos musi zdac (jesli jest X
        egzaminow z danego przedmiotu a na kazdym MUSI zdac kolo 50 %).
        • Gość: mck Re: Studia zaoczne równe są dziennym ! IP: *.mz.gov.pl / *.devs.futuro.pl 23.03.05, 10:46
          Zgadzam się z przedmówcą, studiowanie nie polega na wkuciu materiału pare dni
          przed egzaminem i zapomnieniu tego wszystkiego po paru dniach- co to za
          studiowanie???, co będzie taki absolwent wiedział po studiach??? Nie twierdzę,
          że studenci zaoczni nie mają ciężko ze względu na pracę, ale na coś trzeba się
          zdecydować,jeśli się chce coś wynieść z uczelni, bo w przeciwnym wypadku, ani w
          pracy się nie będzie dobrym, ani na studiach...( szczególnie na tzw. "
          uczelniach wytwórniach dyplomów").
        • hummer Re: Studia zaoczne równe są dziennym ! 23.03.05, 10:41
          Gość portalu: gość napisał(a):

          > Wystarczy prosty test: zrobic ten sam egzamin dla studentów dziennych i zaoczny
          > ch.

          To jeszcze przejdzie. Ale pomyśl o pracowniach często po 30 godzin w tygodniu. Kiedy taki zaoczny ma to przerobić a na kierunku takim jak np. biotechnologia pracownia to podstawa. Potem praca magisterska, często samo opisywanie wyników to 2-3 miesiące, zbieranie tych wyników do 1.5 i więcej lat.
            • hummer Re: Studia zaoczne równe są dziennym ! 23.03.05, 12:36
              Gość portalu: Bernard napisał(a):

              > Nie każdy kierunek studiów nadaje się na tryb zaoczny, być może biotechnologia
              > do takich należy.

              Wierz mi i ten kierunek jest zaoczny. Co jak dla mnie jest kompletną bzdurą. Ale w Senacie uczelni większość do prawnicy i inni humaniści. Jak to, taki modny kierunek nie ma zaocznych? To trzeba otworzyć, bo my "ciężko" wypracowanymi (zebranymi od zaocznych prawników itd.) pieniędzmi z biotechnologami się nie podzielimy.
              Koniec końców otwiera się taki kierunek. Tylko nie mówi się młodym ludziom, że są nabijani w butelkę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrudni zaocznego biotechnologa podobnie jak medyka. To już woła o pomstę do nieba. Bo gdzie jak gdzie ale na uczelniach powinna panować etyka.
        • Gość: zenek Re: Studia zaoczne równe są dziennym ! IP: *.dsbratniak.pw.edu.pl 24.03.05, 00:12
          Moze w wyzszych szkolach w pcimiu dolnym nie ma roznicy miedzy dziennymi, a
          zaocznymi. Ale na renomowanej uczelni poziom jest nieporownywalny. Na obleganym
          kierunku na studia dzienne jest 20-30 chetnych na 1 miejsce. A na te same
          studia tylko zaoczne czesto ledwo co zbieraja komplet.To mowi samo za siebie.
          Czesto studenci zaoczni maja kilkukrotnie latwiejsze egzaminy, bo gdyby poziom
          zarowno merytoryczny jak i poziom oceniania byl taki sam musieliby wywalic 90%
          zaocznych. A tego oczywiscie zrobic nie moga, bo zaoczni to czysta kasa.
    • Gość: ryter Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.chello.pl 23.03.05, 10:24
      Wychodzi na to, że wszystko na tym świecie powinno być podporządkowane biznesowi
      - archeologia, etnologia, filozofia czy politologia jako "nierentowne" powinny w
      myśl zasady kroczącego liberalizmu zostać zamknięte, ponieważ jeśli na coś nie
      ma poptytu oznacza, że jest to niepotrzebne. Przyjdą czasy, że będzie się
      eksterminować bezrobotnych jako szkodzący gospodarce balast - i wierzcie mi, nie
      jestem słuchaczem Radia Maryja.
      • hummer Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy 23.03.05, 10:29
        Gość portalu: ryter napisał(a):

        > Wychodzi na to, że wszystko na tym świecie powinno być podporządkowane biznesow
        > i
        > - archeologia, etnologia, filozofia czy politologia jako "nierentowne" powinny
        > w
        > myśl zasady kroczącego liberalizmu zostać zamknięte

        Nie o to chodzi. W zdrowym społeczeństwie 1000 osób z przyziemnym, technicznym wykształceniem pracuje na to by 1 osoba mogła zajomować się sprawami ducha i psychiki. U nas 1000 specjalistów od ducha i psychiki ma wypracować pieniądze - pytanie tylko gdzie je wypracują?
        • Gość: xxx222 Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.05, 11:21
          Dobre.

          Można uściślić pytanie: Gdzie mogą znaleźć pracę absolwenci socjologii, a
          nawet psychologii?? To chyba największe uniwersyteckie kierunki, tylko że
          zapotrzebowanie na tych absolwentów jest chyba mizerne... Psychologia - ok,
          szkoły, trochę w Policji, ew. paru w HR dużych firm (jakie jest roczne
          zapotrzebowanie w dużych firmach na "świeżych" psychologów bez praktyki?), ale
          socjologia??? - to już hardcore.
          • vipunia Socjologia 23.03.05, 12:35
            SOCJOLOGIA - przecież mówimy o rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, to
            olbrzymie wyzwanie dla socjologów! Samorząd, organizacje pozarządowe potrzebują
            fachowców w tej dziedzinie - najlepiej jakby połączyć wiedzę socjologiczną z
            samorządową.
            A tak w ogóle to szał różnych badań opinii społecznej - to przecież domena
            socjologów + podstawy statystyki...

            Pozdrawiam,
            Iwona
            • Gość: xxx222 Re: Socjologia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.05, 12:40
              > SOCJOLOGIA - przecież mówimy o rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, to
              > olbrzymie wyzwanie dla socjologów! Samorząd, organizacje pozarządowe
              potrzebują
              >

              Tak, tak. Więcej nowomowy.

              Panie z socjologii z regóły zasilają szeregi bezrobotnych lub pracują np. w
              macdonaldzie (nie przy statystyce - przy smażeniu hamburgerów).
              • vipunia . 23.03.05, 13:12
                Jakiej nowomowy :)
                Weźcie się do roboty, a nie marudzicie :)

                > Panie z socjologii z regóły zasilają szeregi bezrobotnych lub pracują np. w
                > macdonaldzie (nie przy statystyce - przy smażeniu hamburgerów).

                Może panie z socjologii z REGUŁY nie nadawały się na socjologię, poszły na
                nia "bo znajomi też idą"? Może tak poza studiowaniem nic więcej nie robiły?
                Może panie z socjologii nie miały zainteresowań? Sytuacji jest bardzo wiele i
                naprawdę nie marudzić, a wziąć się do roboty i to najlepiej przed studiami za
                friko w ramach praktyk, staży, wyjechać za granicę albo do innego miasta i
                sprawdzić co tak naprawdę sie chce robić w życiu i po prostu trzeba to robić, a
                studia to ma być tylko dodatek, uzupełnienie, podstawa... a nie cel sam w
                sobie.

                Pozdrawiam i powodzenia życzę,
                Iwona
                • hummer Droga Iwono - okazja dla socjologów - wybory 23.03.05, 21:09
                  Twój zapał godny jest pochwały. Jesteś pozytywnym przykładem humanisty, ot potwierdza to choćby Twoja strona www. Może jadak zdradzisz tu, jako socjolog, co powinien zrobić obywatel w sytuacji, kiedy nie ma na kogo głosować, a wybory i jedne, i drugie się zbliżają? Zabawy, "warszaty" są piękne, Ty tez jesteś ładną i zapaloną dziewczyną tylko co za tym. Jest okazja dla socjologów. Czekam na odpowiedź, która może pokazać, czy socjologowie są Polsce potrzebni )nawet Ci zapeleni) czy też jest to strata naszych pieniędzy jako podatników.

                  PS
                  Podpowiem Ci co ja zrobię, jeśli nie będę miał swojego reprezentanta oddam głos nieważny.
        • Gość: Bernard Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.uni.wroc.pl 23.03.05, 11:53
          Chyba trafiłeś w sedno. A rzeczywisctość jest tak na prawdę jeszcze gorsza w
          naszym kraju. Tak na prawdę ci od ducha i psychiki, to w większości prawnicy i
          pokrewne dusze specjalizujące się w lukach prawnych. Tak na zdrowy rozum, to nie
          przyczyniają się ani do rozwoju technologicznego, cywilizacyjnego ani
          intelektualnego, żadnych dóbr nie wytwarzają, zarówno materialnych, jak i
          duchowo-intelektualnych, oni je tylko sprytnie wyszarpują i są praktycznie
          wspólczesną szlachtą (ale na pewno nic z rycerskością i szlachetnością wspólnego
          nie mają). Dopuki system gospodarczo-prawny będzie preferował takich
          "specjalistów", tak długo nie ma prawa się poleprzyć.
          • Gość: koko Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.crowley.pl 23.03.05, 14:15
            Hmmm... Mam tylko dwa pytania Bernardzie:
            1. Jakie "dobra duchowo-intelektualne" wytwarza cała masa innych
            nieprodukcyjnych przecież zawodów jak: bankierzy, urzędnicy, specjaliści od
            ubezpieczeń, że o niczego nie produkujących inżynierach już nie wspomnę?
            2. Dlaczego pracownik szacownego uniwersytetu popełnia tak dużo błędów
            ortograficznych? (nie czepiam się, po pierwszych postach myślałem, że każdemu
            może się zdarzyć, ale to jak widzę przerasta pewną miarę, to po prostu razi...)
            • Gość: Bernard Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.uni.wroc.pl 23.03.05, 14:53
              > Hmmm... Mam tylko dwa pytania Bernardzie:
              > 1. Jakie "dobra duchowo-intelektualne" wytwarza cała masa innych
              > nieprodukcyjnych przecież zawodów jak: bankierzy, urzędnicy, specjaliści od
              > ubezpieczeń, że o niczego nie produkujących inżynierach już nie wspomnę?
              > 2. Dlaczego pracownik szacownego uniwersytetu popełnia tak dużo błędów
              > ortograficznych? (nie czepiam się, po pierwszych postach myślałem, że każdemu
              > może się zdarzyć, ale to jak widzę przerasta pewną miarę, to po prostu razi...)

              Odnośnie 1.
              Wszyscy oni spełniają pewną rolę, te dobra można sobie utożsamiać z
              zapotrzebowaniem na usługi które świadczą. Prawnicy też oczywiście są potrzebni.
              Tylko wszystko we właściwych proporcjach.
              Być może sformułowanie "dobra duchowo-intelektualne" nie było najzgrabniejsze,
              ale fachowcem w tej dziedzinie nie jestem.

              Odnośnie 2.
              Pracownikiem Uniwersytetu wprawdzie jestem, ale nie naukowym. Tym niemniej nie
              usprawiedliwia to rażących błedów i jest mi za nie wstyd. Może wpływ ma na to
              zbyt duży kontakt z siecią, będę się starał.
              • Gość: koko Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.crowley.pl 23.03.05, 15:55
                Otóż jesteś w błędzie.
                W zasadzie nie czepiałem się tego sformułowania, mniejsza o to, czy nazwiemy
                je "dobrami duchowo-intelektualnymi" czy jakkolwiek inaczej nam pasuje, obydwaj
                wiemy o czym mowa.
                Błądzisz natomiast w kwestii tych, jak sam powiedziałeś - właściwych proporcji.
                Jestem prawnikiem i choć, jak uczono mnie w szkole "nemo iudex in causa sua",
                to postaram się wyrażić bezstronną opinię.
                Temat jest ostatnio dyskutowany w mediach, w związku z projektem ustawy mającej
                ułatwić absolwentom wydziałów prawa odbycie aplikacji, a co za tym idzie
                wykonywanie zawodu. W krajach starej UE (i nie tylko) liczba czynnych zawodowo
                prawników, świadczących swe usługi w postaci udzielania pomocy prawnej w
                stosunku do liczby ludności odbiega znacznie od tej samej proporcji w Polsce i
                to na niekorzyść naszego kraju. Krótko mówiąc - obywatele polscy mają znacznie
                ograniczony dostęp do pomocy prawnej.
                Sam napisałeś o zapotrzebowaniu na usługi. Czy wiesz, jak duże jest
                zapotrzebowanie na tanie, podkreślam t a n i e usługi prawnicze? Sam nie
                odbyłem aplikacji, więc wiem ilu znajomych, bliższych i dalszych i znajomych
                znajomych się do mnie zgłasza, a ja muszę ich odsyłać, ponieważ przepisy nie
                dają mi możliwości zostania ich pełnomocnikiem.
                I to tyle w kwestii rzekomo niewłaściwych proporcji. Jest zupełnie odwrotnie
                niż sądzisz.
    • Gość: Doktorant Niepokój uczelni państwowych IP: *.prezydent.pl / 217.153.190.* 23.03.05, 10:24
      A czy przypadkiem ten raport to nie głos w obronie uczelni państwowych przed
      prywatnymi?? Argumenty są stare i dobrze znane - niski poziom, rozdawanie
      tytułów, braki kadrowe, itd., itp.

      Ale jeśli ktoś chce wydawać SWOJE pieniądza na marketing i zarządzania i uczyć
      się przedsiębiorczości, rachunkowości, public relations, media management i
      innych takich, to proszę i ja go nawet chętnie zatrudnie. A państwowa uczelnia
      mając dotacje z budżetu nie ma motywacji, aby elastycznie dopasowywaqć się do
      rynku pracy. Ma swoje wizje lub przyzwyczajenia, które nijak mają się do tego
      czego chce pracodawca...

      No i proszę są takie szkoły jak WSPIZ im. Koźmińskiego czy National Louis
      University, które na głowę biją szkoły państwowe...
    • Gość: gp Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: 212.160.172.* 23.03.05, 10:27
      A może warto postawić pytanie, po co są wyższe uczelnie, Szczególnie
      uniwersytety. O ile dobrze pamiętam, to uniwersytet ma:
      1/ przekazywać wiedzę
      2/ poszerzać wiedzę
      3/ kształcić ludzi, którzy będą realizować zadania wymienione w 1 i 2 punkcie.

      Co ciekawe nic tu nie ma o "wyszkoleniu" pracownika ani o zapewnieniu
      przyszłości absolwentom. To zadania ludzi kończących uczelnie a nie
      uniwersytetów.
      Dalej - o ironio losu najlepiej do "kariery" przygotowują uczelnie państwowe -
      uniwersytety, a nie twory "prywatne" mające głównie w zadaniach przygotowanie
      do "zrobienia kariery" ;-)
      • Gość: shymoon Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.chello.pl 23.03.05, 11:17
        Na przykładzie tego artykułu widać wyraźnie, że proces zawłaszczania przez
        kapitał kolejnych rejonów przestrzeni publicznej trwa w najepsze. Sztuka ma
        tylko wtedy rację istnienia, gdy się dobrze sprzedaje. Niedziela jest po to, by
        można było iść na zakupy. A teraz okazuje się, że wiedza jest warta tyle, ile
        ktoś chce za nią zapłacić. Może lepiej zlikwidować uniwersytety i zadanie
        edukowania przekazać w ręce przedsiębiorców. Utworzyliby przy swoich
        korporacjach specjalne jednostki zajmujące się kształceniem kadr adekatnie dla
        swoich potrzeb. A gdy okaże się, że pracownik nieefektywny, to się go wyrzuci na
        śmietnik. Pomyślcie jakie oszczędności - zero nakładów na naukę ze strony
        państwa (można by było wreszcie obniżyć podatki), a do tego oświata w prywatnych
        rękach nareszcie zaczęłaby na siebie zarabiać !
        • Gość: TorV Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.devs.futuro.pl 23.03.05, 21:36
          Ustosunkuję się tylko do jednego zdania: "Sztuka ma tylko wtedy rację istnienia,
          gdy się dobrze sprzedaje."

          Tak było przez całe wieki i sztuka miała się dobrze. Artyści tworzyli na
          zamówienie i musieli się starać, aby ich produkt zadowolił klienta. Mimo to (a
          raczej właśnie dlatego) powstawały arcydzieła. Zaś z rozwojem instytucji
          mecenatu rozpoczęła się degeneracja sztuki, która powoli staje się li tylko
          sztuką dla sztuki. Może jestem prymitywny, ale jakoś nie trafiają do mnie np.
          nowoczesne instalacje. Dla mnie to tylko złom i śmieci. Co gorsza, też bym
          potrafił coś takiego stworzyć. Od twórców owych rzeczy odróżnia mnie jednak to,
          że nie zatraciłem jeszcze samokrytycyzmu - i pewnie tylko dlatego nie "tworzę" i
          nie możecie podziwiać moich "arcydzieł".
    • Gość: 30 latek bełkot IP: 195.94.215.* 23.03.05, 10:50
      języki języki to jest tylko dodatkowy atut - w dużych korporacjach i w firmach
      współpracujących z zagranicznymi firmami być może ma to sens- zwykle ktoś kto
      nawet jeśli zna język a go w pracy zwykle nie używa to go zapomina. Ale po co
      każdy nowy pracownik ma znać jeden język ? owszem jako dodatkowy atut ok. ale
      bez przesady.
      poza tym wszyscy łącznie z pracodawcami chcieliby dostać coś za darmo
      absolwenci-prace, pracodawcy - pracownika. A każdy kto troche pracuje wie że
      oprócz może wielkich korporacji, które być może mają jakieś standardy do których
      można odnieści program kształcenia, pozostałe firmy mają duż a specyfikę i po
      prostu nie można oczekiwać że pracownik "na starcie" będzie wiedział co ma robić ...
      a komunikatywność i kreatywność to taki bełkot sądzę że szkoła tego żadna nie
      nauczy, studia co najwyżej powinny powstrzymać "niekomunikatywnych" - dlaczego
      tego nie robią to osobny problem.
      Prawda jest taka że liczba miejsc pracy nie zależy od znajomości języków czy
      komunikatywności tylko od sytuacji gospodarki... ale o tym nikt nie mówi...
      niekt nie mówi o tym że 909% baranów w sejmie nie zna żadnego języka, polskim
      posługuje się na poziomie 3klasy SP, nie zna matematyki, o komunikatywności nie
      wspominając. Zastanówcie się poza tym czy wczasie Wielkiego Kryzysu w Stanach
      ktoś mówił amerykanom o nauce francuskiego czy hiszpańskiego, a bieda była taka
      i determinacja ludzi potrafili spakować dobytek na samochod (sic!) porzucić dom
      i dobytek i ruszyć w inne miejsce.
      • Gość: xxx222 Re: bełkot IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.05, 11:03
        > języki języki to jest tylko dodatkowy atut - w dużych korporacjach i w
        firmach
        > współpracujących z zagranicznymi firmami być może ma to sens- zwykle ktoś
        kto

        Niestety także w małych firmach. Znaczna część towarów jest importowana,
        wszelakie instrukcje są tłumaczone na język polski tylko w minimalnym zakresie
        (prawo wymaga chyba tylko tłumaczenia instrukcji dla końcowego użytkownika).
        Tymczasem, cała dokumentacja zarówno instalacyjna jak i serwisowa najczęściej
        przychodzi w języku angielskim. Inne języki - ok, zależy to od kooperantów i
        strategii rozwoju firmy, ale rozumieć tekst pisany angielsku powinien potrafić
        każdy, kto ma jakiekolwiek ambicje aby nie machać łopatą. Nie rozmawiać, nie
        słuchać, ale zrozumieć słowo pisane.
      • Gość: koko Re: bełkot IP: *.crowley.pl 23.03.05, 14:28
        Wszystko się zgadza, w rynku pracy jest pies pogrzebany. Potężne bezrobocie, to
        i sobie pracodawcy rekrutujący komiwojażerów (ten archaizm zastąpiono dziś
        przedstawicielem handlowym, albo jeszcze innym cudactwem, ale zasada pozostaje
        ta sama) przebierają jak w ulęgałkach i stawiają wygórowane i niepotrzebne
        wymagania: języki, magisterium, odporność na stres, komunikatywność,
        kreatywność, dupatywność i inne sralis mazgalis.
        Gdybyśmy mieli bezrobocie jak w US czy UK, to żadnemu dupkowi od HR nie
        przyszło do głowy postawić zbyt dużych wymagań, bo by mu się rekrutacja nie
        powiodła i sam by musiał roboty szukać.
      • ar.co Re: bełkot 23.03.05, 17:19
        O jednym z naszych najgorszych królów, Michale Korybucie Wiśniowieckim, prof.
        Władysław Konpoczyński napisał, że znał 7 językaów, ale w żadnym nie miał nic
        do powiedzenia. I w tym chyba tkwi problem.
    • ton9 Co to znaczy "społeczeństwo wiedzy"? 23.03.05, 11:00
      Z ciekawości zajrzałem na strone Instytutu Społeczeństwa Wiedzy (www.frp.org.pl/), żeby dowiedzieć się, co to takiego owo społeczeństwo wiedzy. Co ma społeczeństwo wiedzieć, a czego ma niewiedzieć? Jakiego rodzaju wiedzy oczekuje się od społeczeństwa?
      Na podstawie informacji zawartych na stronie internetowej tego instytutu doszedłem do przykrego wniosku, że jednostka ta dosyć hasłowo posługuje się tym pojęciem. Misją ISW jest "kształtowania się społeczeństwa wiedzy", ale co to właściwie znaczy już nie podają. Właściwym celem powołania tej organizacji jest chyba jedynie to, żeby społeczeństwo wiedziało o jej istnieniu, ale nic ponadto. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że jest to cel czysto propagandowy. Kolejna farsa spektaklu pod tytułem polska nauka...
        • Gość: eeeh Re: pracodawcy niech IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.03.05, 11:19
          sami niech sie poduczą elastyczności np. 40 godzinnego tygodnia pracy zamiast
          50-60 jak sobie wbili w te eksploatatorskie mózgi

          to takie trudne? respektowanie ustawowego 40-godz. tygodnia pracy?
          każdy elastyczny pracodawca mógłby to osiagnąć gdyby sie tak nie usztywnił w
          swoich eksploatatorskich zapędach

          przemielić, wyrzucic, spójrzmy prawdzie w oczy, tak to czesto wygląda
      • hummer Re: pracodawcy niech 23.03.05, 13:28
        Gość portalu: eeeh napisał(a):

        > pracodawcy niech lepiej się przymkną
        > jest bezrobocie 20% i mobbing dzięki ich wyczynom "w dziedzinie zatrudnienia"

        Może powiesz jakie jest bezrobocie po fizyce, naukach technologicznych, chemii?
        Znikome. Jeśli delikwent nie znajdzie pracy tu to znajdzie w pobliskich Niemczech. Ale jak się kształci socjologów na 30 lat na zapas, którzy nie są w stanie przewidzieć, że społeczeństwo nie będzie ich potrzebować to komu potrzebny taki socjolog?
        • Gość: shymoon Re: pracodawcy niech IP: *.chello.pl 23.03.05, 14:02
          > Może powiesz jakie jest bezrobocie po fizyce, naukach technologicznych, chemii?
          > Znikome. Jeśli delikwent nie znajdzie pracy tu to znajdzie w pobliskich Niemcze
          > ch. Ale jak się kształci socjologów na 30 lat na zapas, którzy nie są w stanie
          > przewidzieć, że społeczeństwo nie będzie ich potrzebować to komu potrzebny taki
          > socjolog?

          Można się zastanawiać ile w tym winy rynku pracy, ale to w tym artykule nie jest
          najważniejsze. Istotą poruszonego problemu jest postępujące domaganie się przez
          pracodawców sprowadzenia studiów jedynie do roli etapu mającego przygotować
          zgodnie z założeniami rynku gotowy produkt w postaci absolwenta. Brak
          persprektyw po socjologii jest problemem kończących ten kierunek i nic do tego
          pracodawcom. Program studiów jest i zawsze powinien być formułowany zgodnie z
          założeniami naukowymi, a nie pod dyktando przedsiębiorców. Jeśli pracodawcy
          brakuje odpowiednio wykwalifikowanej kadry, to niech ją sobie dodatkowo
          dokształci na szkoleniach - jeśli zaś go na to nie stać, to jest to tylko jego
          problem, a nie uniwersytetów.
          • hummer Re: pracodawcy niech 23.03.05, 14:17
            Gość portalu: shymoon napisał(a):

            > Istotą poruszonego problemu jest postępujące domaganie się przez
            > pracodawców sprowadzenia studiów jedynie do roli etapu mającego przygotować
            > zgodnie z założeniami rynku gotowy produkt w postaci absolwenta. Brak
            > persprektyw po socjologii jest problemem kończących ten kierunek i nic do tego
            > pracodawcom. Program studiów jest i zawsze powinien być formułowany zgodnie z
            > założeniami naukowymi, a nie pod dyktando przedsiębiorców.

            Pełna zgoda.

            > Jeśli pracodawcy
            > brakuje odpowiednio wykwalifikowanej kadry, to niech ją sobie dodatkowo
            > dokształci na szkoleniach - jeśli zaś go na to nie stać, to jest to tylko jego
            > problem, a nie uniwersytetów.

            To problem niestety Uniwersytetów.
            Jako, że na Uczelniach są ludzie dorośli, dojarzali powinni ograniczać nabór tylko do takiej liczby miejsc kiedy ma to jeszcze sens.
            Łatwo jest złapać młodego człowieka na hasła. Ale czy rektorzy, dziekani zastanawiają się, że w ten sposób marnują młodym ludziom życie?
            Również dla nas lepiej byłoby, gdyby kierunki humanistyczne kończyło po dajmy na to 20 osób rocznie na kierunku, ale za to dobrze wykształconych, tych najlepszych niż tysiące bez przygotowania, któzy zasilą rzesze bezrobotnych.
            A już nabór na studia płatne w tym przypadku to wielka nieuczciwość.

            Może jednak jest to plan szczegułowo zaplanowanych studiów socjologicznych o temacie
            "Możliwości adaptacyjne młodych humanistów na bezrobociu".
            Może ktoś się z tego będzie habilitował nawet.
            W przypadku studiów humanistycznych sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana, że o ile prawa natury są stałe na świecie niezależnie od miejsca to prawa i zachowania ludzkie są zmienne. Ktoś kto zna polskie prawo np. wcale nie będzie dobrym prawnikiem na Zachodzie. Podobnie z socjologami i psychologami. Inne wyzwania inne wymagania. Naprawdę szczerze współczuję tym młodym bezrobotnym humanistom, ale czy humanista to ktoś taki kto łapie się na reklamy, pije Colę i za grosz nie ma celu co robić, a że mu się uczyć nie chciało systematycznie matematyki, to został "humanistą"?
            Ilu z rodziców chwali się mój synek to prawdziwy humanista, za nic nie pojmuje matematyki, fizyki i chemii.
    • Gość: OGGIE Re: Studia nie uczą tego, czego chcą pracodawcy IP: *.spsk5.am.wroc.pl 23.03.05, 11:47
      nie narzekam na poziom kształcenia w mojej szkole (prywatnej i zaocznej na
      dodatek). moja wiedza stoi na poziomie przynajmniej rownym poziomowi tzw.
      dziennych. organizowane sa warsztaty, robie to co bede robil za moment w pracy.
      a pracodawcy..no coz...tu sprawa juz nie koniecznie umiejetnosci przyszlego
      pracownika... z reguly liczy sie juz czy pracodawca zna kogo powinien...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka