Magisterka na autoplagiat

06.04.05, 22:17
Szczerze współczuję tym, którzy w tej chwili studiują i w najbliższej
przyszłości zostaną magistrami. A to dlatego, że ich dyplomy będą mniej warte
niż dawniej matura. Bo skoro oszustwa egzaminacyjne, a także w przedstawianiu
prac licencjackich, magisterskich, doktorskich są tak powszechne, to nikt
uzyskanych obecnie dyplomów, zwłaszcza uczelni polskich, nie będzie brał
poważnie.

Na seminarium mojego promotora mogło chodzić nie więcej niż 15 osób, razem z
doktorantami, a co roku profesor przyjmował najwyżej pięciu magistrantów.
Selekcja była więc już na wstępie. Nie będę opisywał szczegółów uczestnictwa
w seminarium, kolejnych etapów pisania prac magisterskich czy doktorskich
itp. Najważniejszy jest efekt: gdziekolwiek w Polsce nie powiem, że jestem od
profesora, nazwijmy go X., nie muszę w żaden sposób wykazywać, że coś umiem.
Także na Zachodzie kilka razy czułem się zażenowany atencją, jaką mnie
darzono, właśnie z tego powodu, że jestem uczniem tego profesora. Warto było
pomęczyć się kilka lat, bo dzięki temu teraz zbieram procenty, i to dosyć
okrągłe...;)
    • gorf Magisterka na autoplagiat 06.04.05, 22:22
      hiehie... 'Promotor czuwający nad magisterium otrzymuje kopię licencjatu tylko
      na własne życzenie' to najpierw musiałoby mu się chcieć przeczytać promowaną
      magisterkę... a do tego jeszcze zaglądać do licencjatu... no nie... takie
      rzeczy to mogą się zdarzyć tylko w przypadku młodego pracownika dla którego
      będzie to jedna z dziesięciu pierwszych promowanych prac, tudzież kogoś z 1%
      starszych pracowników którym się jeszcze chce...
    • prof-antoni Należy zająć się osobami sprzedającymi prace np. 06.04.05, 22:23
      w internecie , a nie biadolić, że nic się nie da zrobić! Może prawo
      zmienić??? Posłów mamy miernych , niedouczonych.
    • hummer To jeszcze raz pokazuje rozdzwięk pomiędzy 06.04.05, 22:49
      naukami "humanistycznymi", a ścisłymi - doświadczalnymi.
      W tych ostatnich coś takiego by nie przeszło i nie przechodzi. Łatwo jest upilnować jednego dwóch magistrantów. Zna się ich wyniki doświadczalne. To jak je zinterpretują ich sprawa, jednak nie możliwe jest wciskanie kitu w stylu przepisywania X razy tego samego.
      Młodzi ludzie. Jeśli macie wybierać doradzam nauki ścisłe. Łatwiej zostać na uczelni jeśli się ma taką ochotę. Jeśli nie to po dobrych ścisłych studiach pracy dostatek. Ale co zrobić skoro nawet "Polityka" ocenia uczelnie po kierunkach, na których wystarczy tablica i kreda.
      polityka.onet.pl/162,1221983,1,0,artykul.html
      • kkkarolina Re: To jeszcze raz pokazuje rozdzwięk pomiędzy 06.04.05, 23:00
        A nie uwazasz, ze lepiej jest doradzac komus zajmowanie sie tym co go bardziej interesuje? Bo chyba to jest wazniejsz, prawda?
        • hummer Re: To jeszcze raz pokazuje rozdzwięk pomiędzy 07.04.05, 09:48
          kkkarolina napisała:
          > A nie uwazasz, ze lepiej jest doradzac komus zajmowanie sie tym co go bardziej
          > interesuje? Bo chyba to jest wazniejsz, prawda?

          Tak się interesują, że autoplagiaty popełniają :-)
          A tak serio w dużej mierze na "zainteresowania" wpływają:
          1. Moda
          2. Reklama, np. nawet ta robiona w "Polityce"
          3. Konieczność posiadania mgr nawet jak sprzedaje się potem w sklepie za ladą.
          4. Brak znajomości matematyki i innych nauk ścisłych na poziomie szkoły średniej
          Sumując od 1 do 4 otrzymujemy "humanistę" w polskim wydaniu.
    • konrad25 Re: Magisterka na autoplagiat 06.04.05, 23:25
      Jestem adiunktem w jednej z najlepszych polskich uczelni , od czasu do czasu
      recenzuję prace mgr i licencjackie, i przyznam się, że o ile plagiaty i
      kupowanie prac dyplomowych/magisterskich jest oszustwem, z którym powinniśmy
      walczyć z całą surowością, o tyle niczego złego nie widzę w
      opisanych „autoplagiatach”. Jeżeli ktoś napisał pracę lic. na poziomie
      magisterskim, to tytuł mgr mu należy (oczywiście po spełnieniu innych
      warunków ) – a że wcześniej za tą pracę dostał dyplom licencjata – do niczego
      ten lic. więcej raczej mu nie będzie potrzebny – PRZECIEŻ NIE MA ŻADNEGO
      WYMOGU, ABY PRZED UZYSKANIEM DYPLOMU MGR PISAĆ PRACĘ LICENCJACKĄ NA TAKI CZY
      INNY (w por. do pracy mgr) TEMAT i większość opuszczających mury uczelni
      magistrów w ogóle nie pisała prac licencjackich – czemu więc magistranci
      posiadający tytuł licencjata nie mają korzystać z WŁASNEGO dorobku (jeszcze raz
      podkreślam, moja wypowiedź dotyczy sytuacji , kiedy to jest WŁASNY dorobek ).
      Natomiast to co mnie w tym artykule uderzyło, to pytanie o wymagania dotyczące
      poziomu prac magisterskich. Czy prace licencjackie obronione później jako
      magisterskie naprawdę spełniały kryteria stawiane pracom magisterskim (tzn
      musiały znacznie wybiegać poza poza poziom wymagany od prac licencjackich), czy
      też promotorzy i recenzenci idą na łatwiznę akceptując słabe prace, aby jak
      najszybciej „wypchnąć” magistranta, zainkasować honorarium itp. i zająć się
      ciekawszymi rzeczami (a warto przypomnieć, że opisywane w artykule tzw. studia
      magisterskie uzupełniające mają zwykle charakter komercyjny).
      Nie chcę wydłużać swojej wypowiedzi, ale wydaje mi się, że prawdziwy i olbrzymi
      problem stanowi to, że wielu naszym magistrom ich tytuł przyszedł za łatwo tzn.
      albo przedstawili prace niesamodzielne, albo poziom ich prac (a wcześniej
      studiów) jest zbyt niski, bo niestety, radykalne zwiększenie ilości studentów w
      Polsce niekoniecznie wiązało się utrzymaniem wysokiego poziomu. A to z kolei
      powoduje inflację wartości tytułów mgr o czy pisała przedmówczyni.
      • balabanek Re: Magisterka na autoplagiat 07.04.05, 09:36
        A po co w ogole jest ten dziwolag nazywany "praca licencjacka"? Licencjat
        powinno sie otrzymywac po skonczeniu trzeciego roku studiow i tyle, nie jest
        potrzebna zadna pseudonaukowa "praca licencjacka". Trzyletnie studia
        licencjackie powinny byc traktowane jak szkola zawodowa na najwyzszym poziomie.
        Studia magisterskie powinni podejmowac tylko ci, ktorzy maja na widoku dalsza
        prace naukowa - zdobywanie kolejnych stopni (magister, doktor,... profesor).
        Powstanie specyficznie polskiego tworu pt. "praca licencjacka" swiadczy o
        skostnialosci umyslowej naszej kadry naukowo-dydaktycznej.
        • hummer Re: Magisterka na autoplagiat 07.04.05, 09:51
          balabanek napisała:
          > A po co w ogole jest ten dziwolag nazywany "praca licencjacka"? Licencjat
          > powinno sie otrzymywac po skonczeniu trzeciego roku studiow i tyle, nie jest
          > potrzebna zadna pseudonaukowa "praca licencjacka". Trzyletnie studia
          > licencjackie powinny byc traktowane jak szkola zawodowa na najwyzszym poziomie.

          Nawet rzemieślnik zdaje egzamin cechowski przed cechem.
          • balabanek Re: Magisterka na autoplagiat 07.04.05, 11:41
            Po ukonczeniu trzeciego roku ma sie juz za soba wiele egzaminow. No dobrze,
            moge sie zgodzic na jeszcze jeden egzamin koncowy, "licencjacki", ale nie ma
            sensu zmuszanie kandydatow na rzemieslnikow z wyzszym wyksztalceniem do
            sleczenia nad jakimis wydumanymi na zasadzie "sztuka dla sztuki" tematami.
            Niewiele prac magisterskich zawiera jakiekolwiek slady prawdziwej tworczosci
            naukowej, co dopiero mowic o licencjackich. Niech to bedzie porzadny egzamin
            rzemieslniczy - na to zgoda.
      • kazuto Re: Magisterka na autoplagiat 07.04.05, 10:31
        po pierwsze jesli ta praca (licencjat) zostala dopuszczona jako magisterska, to
        znaczy, ze musiala byc na dosyc wsokim poziomie. chyba, ze promotorowi nie
        chcialo sie posiedziec nad ta praca, a tym wypadku przeszloby wszystko,
        wlacznie z prawdziwym plagiatem.

        po drugie tez wyznaje zasade, ze powinno byc mozliwe 'pociagniecie dalej'
        tematu omawianego w pracy licencjackiej. co prawda omawiany w artykule
        przypadek zostawil 'cialo' pracy uzupelniajac 'ja tylko wstępem i założeniami
        badawczymi', czyli specjalnie sie nie wysilil, co raczej mnie razi.

        wniosek z tego jest taki, ze albo praca jest na tyle dobra albo promotor sam
        jest cwaniaczkiem, ktoremu nie chcialo sie zajac swoim podopiecznym, a tylko
        nabijac wlasne konto (doslownie i w przenosni).

        co do mnie pisalem dwie rozne prace, przy czym z licencjatu nijak nie daloby
        sie zrobic magisterki.

        pzdr

    • vigla Hipokryzja na magisterkę 07.04.05, 10:48
      No cóż. U Nas decydenci akademiccy ogłaszają co prawda walke z plagiatami ale
      walcza głownie z ujawniającymi patologie akademickie (wybor tekstow na
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/ porazająca hipokryzja rektorow nie wrózy
      nic dobrego na przyszłóść. Może przydałyby się prace magisterskie na temat
      hipokrycji rektorskiej ? Dobrze by ten problem przyblizyc
    • fioletowa Re: Magisterka na autoplagiat 08.04.05, 18:48
      a co jesli profesorowie nalegaja zeby prace licencjacka tylko "przedluzyc" o
      jeden rozdzial? praktycznie ta sama praca - rozdzial mozna napisac w ciagu
      tygodnia - a sprawdzenie w ciagu trzech semestrow jednego rozdzialu to tez zadna
      sztuka
Pełna wersja