Czy prywatne liceum dostaje...

20.12.05, 23:22
Interesuje mnie taka kwestia. Czy szkoła niepubliczna (np liceum prywatne)dostaje z budzetu panstwa jakies srodki (dofinansowanie). Domyslam sie ze zalezy to od ilosci uczniow. A moze ktos wie dokladnie, I jak wyglada rozlicznie takich pieniedzy?
Nie moge znalezc nic w przepisach na ten temat.
    • danuta49 Owszem - tyle samo na ucznia, co 21.12.05, 13:24
      i publiczne na danym terenie i to bez sprawdzania rzeczywistej liczby uczniów!
      Reguluje to tzw.poprawka Kracika(przedtem dostawały 50%) z końca roku 2000
      (Kracik był z UW;-)!)!Tyle, że prywatni nie lubią się tyn chwalić - zawsze
      lepiej wyciągając od Ciebie kasę z czesnego narzekać na swój ciężki los;-)
      • chilly Re: Owszem - tyle samo na ucznia, co 21.12.05, 16:43
        Od nauczyciela, droga Danuto49, oczekiwałbym, że nie będzie tak łatwo ulegał
        stereotypom a tym bardziej je powielał! Co zaś do dofinansowania - szkoły
        społeczne je dostają, pozostaje jednak pytanie o wiarygodność wyliczeń władz
        oświatowych. Dawniej było tak, że do obliczeń "kosztu kształcenia ucznia" brano
        tylko pensje nauczycieli, a nie uwzględniano np. kosztów utrzymania budynku, o
        jego budowie (i amortyzacji) nie wspominając. Każdy rodzic sam musi sobie
        odpowiedzieć na pytanie, czy konkretna szkoła niepubliczna jest warta tego, by
        wyłożyć na nią kilkaset złotych miesięcznie (może uniknie płacenia np. za kursy
        językowe w klasie maturalnej?).
        • irkm81 Re: Owszem - tyle samo na ucznia, co 21.12.05, 21:46
          A czy ktos wie gdzie szukac odpowiednich ustaw/rozporządzen?
        • danuta49 Co nieprawdziwego napisałam?;-) 22.12.05, 16:24
          Szkoły niepubliczne dostają na ucznia tyle co publiczne.Tak nie ma nigdzie na
          świecie - biznes to biznes!Zgadza się?
          Własciciele i dyrekcje szkół niepublicznych lubią oszukiwać swoich klientów (by
          podnieść swój zysk!), że nic z budżetu nie dostają albo jakieś grosze?Prawda
          czy nie?
          Rozumiem, że ty masz swoje interesy, ale prawda jest jaka jest!
          • chilly Re: Co nieprawdziwego napisałam?;-) 22.12.05, 19:50
            1) O prawdach najlepiej poczytać u ś.p. ks. Tischnera.
            2) Nie mam tak wyczerpującej wiedzy o świecie, żeby z Tobą podyskutować.
            3) Żal mi Cię z takim rozumowaniem: szkoła społeczna = tylko biznes, szkoła
            państwowa = misja (a raczej MISJA).
            4) Może trochę konkretnych przykładów z tym oszukiwaniem? Dobra szkoła
            społeczna to taka, w której rodzice znają mechanizmy jej finansowania i
            zgadzają się dołożyć do dotacji państwowej swoje czesne (ich wolny wybór!).
            5) Jedną z nielicznych pozytywnych, dostrzeganych przeze mnie zmian w
            szkolnictwie w latach 90-tych minionego już stulecia jest właśnie różnorodność
            oferty.
            6) Słowo "interes" niemiło pachnie i od razu brzydko się kojarzy. Czy to jednak
            nie jest relikt minionego ustroju? Mam swe interesy jako nauczyciel, mam je
            jako rodzic. Dlatego pamiętam, że gdy kilka lat moje dzieci kończyły liceum
            (renomowane, a jakże), to musiałem wyspecjalizowanej firmie płacić miesięcznie
            180 zł "od łebka" za 4 godziny lekcyjne angielskiego. Dla porównania - czesne w
            liceum społecznym wynosiło wówczas 275 zł miesięcznie (średnio 34-36 lekcji
            tygodniowo, w tym, w zależnosci od klasy, 10-15 godzin języków obcych).
            7) Nie piszę tego, żeby cokolwiek udowodnić, tylko dla unikania w przyszłości
            stereotypowych sądów. Nie przeczę, że są złe szkoły społeczne (prywatnych wciąż
            u nas jak na lekarstwo), podobnie jak bywają nienajlepsze państwowe.
            • danuta49 Dalej nie wiem, poza tym,że masz prywatny interes! 23.12.05, 16:04
              1.Oferta owszem powinna być różnorodna.Co nie oznacza niekontrolowanego wypływu
              środków publicznych do szkół prywatnych, z natury rzeczy więc(biznes jest
              biznesem!) nakierowanych na zysk właściciela.Nad wykorzystaniem tych środków
              nikt już dalej nie ma kontroli!
              2.Szkoły niepubliczne z czesnym i innymi opłatami na poziomie 1000zł
              miesięcznie są dostępne ze zrozumiałych wzgledów tylko nielicznym!Rozumiem
              pomoc z podatków dla superzdolnych i superambitnych.Nie rozumiem pomocy ze
              środków publicznych dla superbogatych!!!
              1.>Dlatego pamiętam, że gdy kilka lat moje dzieci kończyły liceum (renomowane,
              a jakże), to musiałem wyspecjalizowanej firmie płacić miesięcznie 180 zł "od
              łebka" za 4 godziny lekcyjne angielskiego. Dla porównania - czesne w liceum
              społecznym wynosiło wówczas 275 zł miesięcznie (średnio 34-36 lekcji
              tygodniowo, w tym, w zależnosci od klasy, 10-15 godzin języków obcych).<
              I.Gdy porównać czesne w szkołach prywatnych z oppłatami za kurs w British
              Council, Instytucie Francuskim czy ceną wakacyjnego kursu angielskiego na
              Karaibach to wyjdzie jeszcze bardziej efektownie;-)Tyle, że te języki w tej
              szkółce za 275 zł miesięcznie(coś to podejrzanie mało - albo były inne opłaty,
              albo jakiś inny szwindelek na koszt podatnika;-)!!!)to nie kurs na najwyższym
              poziomie!
              II.Gdzie to było takie czesne(275 zł) i ile to jest teraz?


              • chilly Re: Dalej nie wiem, poza tym,że masz prywatny int 24.12.05, 13:55
                Niepotrzebne uprzedzenie i zacietrzewienie. A 1000 zł miesięcznie to jeden z
                tych stereotypów. "Szkółka" o której myślałem (skąd to pogardliwe określenie -
                przecież nic o niej nie wiesz?) to społeczne liceum językowe w Opolu. Czesne
                wynosi dziś bodajże 325 zł miesięcznie, ale to chyba nie ma nic do rzeczy?
                Prosiłem tylko o porównanie opłaty za 34 godziny tygodniowo, w tym kilkanaście
                godzin języków obcych, z opłatą za 4 godziny na kursie, naprawiającym
                zaniedbania "renomowanego liceum". Gdybyś byla rzeczywiście zainteresowana
                problemem, to mógłbym Ci wyjaśnić, jak ten "biznes" działa przy tak niskim
                czesnym, a nawet wspomnieć o niektórycch osiągnięciach szkoły. Na tym jednak
                skończę tę pseudodyskusjję i nie będę nawet polemizował z
                określeniami "szkółka" czy tym bardziej "szwindelek". Za chwilę mogę się
                dowiedzieć coś niemiłego na temat inteligencji moich dzieci, które musiały
                chodzić na kursy językowe. Pa!
Pełna wersja