ajala1
13.09.06, 00:53
"Zniesmaczyły" mnie nieco wątki, w których uczniowie zwracają się w bardziej
lub mniej jawny sposób o pomoc w odrobieniu pracy domowej. I to nie uczniowie
mnie niemiło zaskoczyli, a odpowiadający im nauczyciele. Z jednej strony taką
pracę trudno uznać za samodzielną, z drugiej należy się uczniowi duży plus za
umiejętność wykorzystywania różnych źródeł wiedzy. Pół biedy jeśli jest to
obowiązkowe i w związku z tym dość podstawowe zadanie. Gorzej, jeśli jest to
praca dodatkowa /z gatunku - dla chętnych/, której uczeń podejmuje się w celu
podwyższenia oceny z przedmiotu. Celowo napisałam: podwyższenia oceny, bo
niestety nie zawsze wiąże się to z podwyższeniem wiedzy, czy rozszerzeniem
umiejętności z danego przedmiotu.
Zdarzali mi się uczniowie, którzy przynosili prace domowe o rozmiarach
godnych pracy doktorskiej, po czym po kilku wstępnych pytaniach już byłam
zorientowana, że nawet jej nie przeczytali. Byli tacy, którzy drukowali
wprost z internetu, jeszcze z nagłówkami stron, z których to ściągali. Co ja
mam wtedy oceniać? Szczere chęci? Bo nawet nie wiem, czy potrafią
samodzielnie to ściągnąć i wydrukować. Nie zadawać wcale? To twierdzą, że nie
daję szansy poprawy lub podwyższenia oceny.
Jeszcze gorzej, gdy tekst zawiera nie tylko emocje, ale i poglądy radykalnie
skrajne na określony temat. Czy mam prawo oceniać poglądy, traktując to jako
postawę? Miałam taki dylemat kilka lat temu, gdy na swoje nieszczęście ,
uczniom szkoły średniej zadałam pracę na temat, wówczas bardzo na czasie,
związany z wejściem Polski do UE.
Jedna z tych prac niemal zwaliła mnie z nóg - potworny paszkwil, pisany
językiem dawnej propagandy komunistycznej. Oczywiście żadnych korzyści, same
ciemne strony przystąpienia Polski do UE, straszliwa ktytyka wszystkiego
co "zachodnie", skrajny nacjonalizm w każdym zdaniu. No i co? Miałam oceniać
wiedzę na temat UE oraz umiejętność realnej oceny ewentualnych korzyści i
zagrożen związanych z akcesją Polski. Niestety wiedzy "na temat" w tym wiele
nie wykryłam, a za poglądy oceniać nie chciałam. Po rozmowie z
uczniem "autorem" miałam pewność, że to nie jest praca samodzielna, tylko
ściągnięta ze "źródeł". Pewnie wrzucił hasło lub cały temat do wyszukiwarki i
coś wybrał. Bohatersko jednak bronił się twierdząc, że on ma takie zdanie, to
jest jego praca, nad którą się nieźle napocił i jego własne osobiste poglądy,
które w niej zawarł. Było mi niezwykle trudno odnieść się obiektywnie, bo
znana byłam jako osoba proeuropejska. W związku z tym ocenę w moim
mniemaniu "zawyżyłam", by nie być posądzoną o stronniczość.
Z matematyką jest łatwiej, jeśli przynosi rozwiązane zadania "na szóstkę", to
musi je również samodzielnie przed całą klasą wykonać na tablicy.
A co Wy na to nauczyciele - praktycy? Jak wybrnąć z takich sytuacji "z
twarzą" i w zgodzie z WSO? Pewnie najlepiej się w takie nie pakować, ale ne
zawsze jest to możliwe.;)Historycy pewnie sporo o tym wiedzą.