liceum - nie daje rady?

21.09.06, 09:12
Dostałam się z przyzwoitymi wynikami do przyzwoitego liceum. Pierwszy miesiąc jeszcze nie minął a ja wysiadam. Za dużo, za szybko, po 6 godzinie lekcyjnej już trudno mi się skupić :(. Jestem przemęczona i to po dwumiesięcznym wypoczynku. Czarno to widzę. Reszta klasy widze tez cieniutko.
Ktoś ma jakies doświadczenia? Bo przeciez jakoś ludzie kończą szkoły, nie?

    • verdana Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 09:51
      To jest niestety skutek pójścia do dobrego liceum, które w większym stopniu
      wymaga, niż uczy. Sama popelnilam ten błąd. To był najgorszy okres w moim
      życiu, a najbliższych parę lat spedziłam na przekonywaniu samej siebie, ze nie
      jestem debilna.
      Cóż można poradzić? Zmienić liceum na "gorsze", ale bardziej życzliwe. Równie
      dobrze przygotujesz się do egaminów mając wiecej wolnego czasu w gorszym liceum
      (które wcale nie musi gorzej uczyć, tylko przyjmować mlodzież z niższą
      średnią), co ucząc się setek niepotrzebnych Ci do niczego rzeczy w liceum
      nastawionym na to, że wszyscy muszą wiedzieć wszystko.
      Albo - niepedagogicznie poradzę- rób tylko to, co uważasz za przydatne dla
      siebie w przyszłości. Resztę przepisuj na przerwach od kolegów. Postaw sobie za
      zadanie być dobrą z wybranych przedmiotów i tylko zdać z pozostałych.
      Inaczej zwariujesz.
      • ratyzbona Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 16:26
        Przede wszystkim pamiętaj że wszyscy jesteście w tej samej sytuacji więc jak
        odpadniecie to wszyscy;) LAe tak naprawdę to myśl perspektywicznie - z tego z
        czego chcesz zdawać maturę pracuj jak najwięcej z innych postaraj się w
        pierwszych dwóch miesiącach o dobrą opinię a potem daj sobie trochę luzu. Jeśli
        nie będzie się dało znajdź jakieś słabsze liceum i nie marnuj sobie
        najpiękniejszych lat życia. Ja skończyłam marne liceum a na studia się bez
        problemu dostałam
        • joannemarie Re: liceum - nie daje rady? 25.09.06, 15:51
          hej
          jestem teraz w drugiej klasie podobno jednego z lepszych ogólniaków w mieście i
          przyznam, że rok temu miałam podobne odczucia

          pierwszoklasiści, którzy przychodzą do nowej szkoły, często popełniają kilka
          błędów, ale zdają sobie sprawę z tego dopiero po czasie, gdy najedzą się już
          strachu i obaw

          przede wszystkim: opinie starszych roczników. owszem, są przydatne, ale nie
          bierz wszystkiego serio, nauczyciele to też ludzie, zmieniają się. nauczycielka
          fizyki po wakacjach przyjdzie odprężona i z uśmiechem na twarzy, by w marcu
          marcować i dostawać białej gorączki na lekcji. zanim się o tym przekonasz,
          doprowadzisz się do wrzodów żołądka przed każdą lekcją "bo ta straszna kobieta
          może pytać i co wtedy"

          nauczyciele doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nowi uczniowie są
          zestresowani i nawet jeśli znają odpowiedź na pytanie, siedzą cicho. zauważyłaś
          pewnie, że jak już jedna osoba podniesie rękę, kilka zrobi to samo ;) tak więc
          nie bój się wyskoczyć z odpowiedzią - nawet jeśli nie będzie idealna, wyzbyj
          się mitu "źle odpowiem -> nauczyciel zapamięta -> przerąbane do końca liceum"

          to twoja szósta lekcja, chemia - przedmiot trudny, a nauczyciel gna z tematem,
          a ty masz już mętlik w głowie i marzysz tylko o powrocie do domu? powiedz
          nauczycielowi przed lekcją, że to wasza szósta lekcja, a on na pewno weźmie
          poprawkę na wasze zmęczenie - przecież też jest człowiekiem i zna ten ból.

          ale najważniejsze: twoje nastawienie
          jeśli usiądziesz na lekcji i z przerażeniem stwierdzisz, że nic nie rozumiesz,
          jesteś skończonym tumanem, czas zmienić szkołę, etc. - to rzeczywiście, z
          czasem tym tumanem zostaniesz.

          nie łapię kompletnie wojny trzech Henryków? to może przedstawię to sobie tak,
          jak opowiadam koleżance ostatni odcinek em jak miłość? ;) tu brat z siostrą, tu
          dwaj wrogowie, tu każdy z każdym, tu intryga, a na końcu i tak krajewski ;)

          tak na marginesie: miałam problem z filozofią, ale kiedy zmęczone wracałyśmy z
          koleżanką po lekcjach do domu i wszystko kojarzyło się nam z pączkami [zamiast
          jaskinia platońska - pączek platoński, pączek jako logos etc.] wszystko stało
          się banalne i łatwo przyswajalne.

          wszystko zależy od twojego nastawienia. więc uszy do góry, uśmiech, a za
          miesiąc będziesz się dziwić, o co tyle krzyku, a za rok z pobłażaniem spojrzysz
          na przerażony wzrok pierwszaków jako reakcję na dzwonek na lekcję.


          pzdr
          • unsatisfied6 nie ma to , jak opinia innego ucznia 25.09.06, 20:00
            joannemarie napisała:

            > hej
            > jestem teraz w drugiej klasie podobno jednego z lepszych ogólniaków w mieście
            i
            >
            > przyznam, że rok temu miałam podobne odczucia
            >
            > pierwszoklasiści, którzy przychodzą do nowej szkoły, często popełniają kilka
            > błędów, ale zdają sobie sprawę z tego dopiero po czasie, gdy najedzą się już
            > strachu i obaw
            >
            > przede wszystkim: opinie starszych roczników. owszem, są przydatne,

            jakie to szczęcie , że zjawiłaś się w tym dokładnie momnecie , gdy już
            prawie przekonałem autorkę wątku do zmiany szkoły . cóż - ona
            może zostanie w tej szkole , ale twój post i małe prawdopodobieństwo
            takiego zdarzenia , że w tym momencie zabrałaś głos w dyskusji , zrodziło
            wątpliwość w słuszność decyzji mojej młodszej córki - ona też trafiła
            do "dupiastej szkoły" i jest bardzo zadowolona , a ja zaczynam mieć wątpliwości
            między innymi z powodu twojego postu , czy młodsza córka dokonała słusznej
            decyzji .
    • chilly Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 17:24
      Dawno, dawno temu skończyłem szkołę podstawową z bardzo dobrymi wynikami.
      Dostałem się do liceum, które uważałem za bardzo dobre (na studiach uświadomiłem
      sobie, że są lepsze...). No i co? Praktykanci robią sprawdzian z matematyki -
      bania (tak się mówiło kiedyś na dwóję - jedynek nie było). Ja, który miałem się
      za supermatematyka! Język angielski - bania (właściwie za słaby wzrok -
      nauczyciel pytał o godzinę, pokazując mały budzik, który ledwo widziałem, nie
      mówiąc o cyfrach). Potem było lepiej. Trzecią i ostatnią "dwóję" dostałem w
      klasie III z wychowania muzycznego - nie znałem słów piosenki, jak cała klasa
      zresztą. Liceum skończyłem z wynikami bdb.
      Tak więc uszy do góry! Rób swoje, zakuwaj, a wyniki przyjdą same. Chociaż nie od
      razu. Nie zapomnij, że pierwszaki zawsze płacą frycowe.
      • mamosz Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 19:47
        Wybiertz sobie przedmioty z ktorych chcesz byc dobry i walcz ,a reszte
        zaliczaj.I pomysl sobie tak =gdyby kazdyt z tych nauczycieloi ktorzy ci
        dowalaja te gory prac domowych musial robic to co ty-czyli na 5 wszystkie
        prtzedmiotry -zgodnie z wymaganiami wysiadlby po tygodniu.NIKT nie jest w
        stanie byc superdobry ze wszystkiego wiec zrob sobie hierarhie waznosci i nie
        przejmuj sie dop. Ocena to tylko umowna wartosc oznaczajaca i to nie
        obiektywnie w jakim stopniu opanowales konkretna partie materialu i tyle i
        TYLKO tyle.Trzymaj sie i powodzenia na nowej drodze zycia.Pozatym pamietaj ze
        jest jakas debilna moda wsrod nauczycieli tzw dobrych liceow zeby udowodnic
        przerazonej tluszczy uczniowskiej ze sa stadem baranow,ktorych nikt niczego
        dotychczas nie nauczyl bo w zadnym gimnazjum nie pracuje kadra tak swietna jak
        w "naszym LO".Po pierewszym semestrze jest juz lepiej.Ucukruje sie i ulozy.
        • mamosz Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 19:59
          Wstyyyyd i kompromitacja hierarCHie oczywiscie ustal sobie.Przepraszam!!!!!!!
    • toolkien nie zniechęcaj się 21.09.06, 19:42
      Początki zawsze są bardzo trudne a przejście ze szkoły nizszego stopnia do
      wyższego bardzo często jest bolesne i działa jak wiadro zimnej wody. Podobnie
      jest z przejściem z liceum na studia. Prawda jest taka:
      lepiej być gorszym uczniem w dobrej szkole, niż dobrym uczniem w miernej
      szkole :)
      POZDRAWIAM CIEPLUTKO, POWODZENIA I miłego dnia :)
      • verdana Re: nie zniechęcaj się 21.09.06, 20:23
        Nie - widzę po moich kursantach i studentach, że zazwyczaj (bo oczywiście 100%
        reguły nie ma)lepiej byc lepszym uczniem w gorszej szkole. Oni nie są
        zestresowani, nie boją się odezwać na zajęciach, nie próbują zgadnąć "co pani
        profesor miała na mysli" tylko mówia to co myślą.
        Z przerażeniem widzę dobrych uczniów z dobrych liceów, którym roku albo i dwóch
        trzeba, aby przełamac schemat "powiem coś nie tak, to dostanę jedynkę".
        Studenci z gorszych szkół mniej umieją, mają czasem luki w wiedzy, ale się nie
        boją - a to najważniejsze na zajęciach.
        I zareczam - w porownaniu z liceum studia, a przynajmniej kierunki
        humanistyczne są bez porownania łatwiejsze i wymagajace o wiele mniej pracy.
        • aphoper1 Re: nie zniechęcaj się 21.09.06, 22:50

          > I zareczam - w porownaniu z liceum studia, a przynajmniej kierunki
          > humanistyczne są bez porownania łatwiejsze i wymagajace o wiele mniej pracy.
          >
          Hmmm, skonczylam 2 kierunki humanistyczne i przynajmniej na jednym z nich bylo o
          wiele ciezej niz w bardzo dobrym LO, do ktorego chodzilam. Mysle, ze takie
          ogolne opinie jak ta Twoja, Verdano, sa zbyt ogolne, zeby byly prawdziwe;)
          • unsatisfied6 hm , hm . hm 21.09.06, 22:56
            aphoper1 napisała:

            >
            > > I zareczam - w porownaniu z liceum studia, a przynajmniej kierunki
            > > humanistyczne są bez porownania łatwiejsze i wymagajace o wiele mniej pra
            > cy.
            > >
            > Hmmm, skonczylam 2 kierunki humanistyczne i przynajmniej na jednym z nich
            bylo
            > o
            > wiele ciezej niz w bardzo dobrym LO, do ktorego chodzilam. Mysle, ze takie
            > ogolne opinie jak ta Twoja, Verdano, sa zbyt ogolne, zeby byly prawdziwe;)

            hm , hm , hm

            czyżby verdana twierdziła , że uczęszczała do "lepszej szkoły" ?
            czytam i czytam i nie mogę znaleźć - wydaje mi się , że verdana twierdzi , że
            te studia są trudniejsze dla uczniów z dobrych szkół :)) w czym to przeczy
            twojemu doświadczeniu - ty po dobrym ogólniaku miałaś inne doświadczenia
            niż verdana i dla ciebie studia były znacznie cięższe niż praca w ogólniaku ?

            też mi miła perwpektywa :)) w ogólniaku ciężko ale nie martw się - będzie
            znacznie gorzej na studiach :)))- musisz tylko wytrawać .

            moim zdaniem uczennica powinna natychmiast zmienić szkołę .
            • gurecka Re: hm , hm . hm 25.09.06, 12:11
              piszesz w sposób dość trudny dla mnie i cięzko mi Twoje intencje rozszyfrować. Zdaje mi sie że chodzi Ci o to, żeby zmienić szkołę na łatwiejszą /przyjemniejszą/ i ewentualnie samemu się dokształcać?
              Sprawa jest wiele prostsza w dużym mieście, a nie dopuszczam myśli by tracić jeszcze ze 3-4 godziny na dojazdy.
              W mieście gdzie są cztery licea, dwa - gdzie trafli ci, którzy chcą się uczyć i trzecie, gdzie są ci, co chcą chodzić do liceum, i czwarte które nie zebrało kompletu uczniów, to jest problem. To trzecie liceum jest prostsze, ale zaręczam wam, nie chcielibyście tam chodzić ze względu na koleżenstwo. Ja nie jestem wybredna, nie chodzi mi wcale o to że ktoś biedny czy mało uzdolniony. Ja chodziłam do gimnazjum z różnymi ludźmi i z niektórymi już nie chcę do jednej szkoły. W zasadzie to, co mnie jeszcze trzyma to klasa. Mam w klasie fajnych ludzi.
              • unsatisfied6 wiem , że to poważny problem 25.09.06, 12:36
                gurecka napisała:

                > piszesz w sposób dość trudny dla mnie i cięzko mi Twoje intencje
                rozszyfrować.
                > Zdaje mi sie że chodzi Ci o to, żeby zmienić szkołę na
                łatwiejszą /przyjemniejs
                > zą/ i ewentualnie samemu się dokształcać?
                > Sprawa jest wiele prostsza w dużym mieście, a nie dopuszczam myśli by tracić
                je
                > szcze ze 3-4 godziny na dojazdy.
                > W mieście gdzie są cztery licea, dwa - gdzie trafli ci, którzy chcą się uczyć
                i
                > trzecie, gdzie są ci, co chcą chodzić do liceum, i czwarte które nie zebrało
                k
                > ompletu uczniów, to jest problem. To trzecie liceum jest prostsze, ale
                zaręczam
                > wam, nie chcielibyście tam chodzić ze względu na koleżenstwo. Ja nie jestem
                wy
                > bredna, nie chodzi mi wcale o to że ktoś biedny czy mało uzdolniony. Ja
                chodził
                > am do gimnazjum z różnymi ludźmi i z niektórymi już nie chcę do jednej
                szkoły.
                > W zasadzie to, co mnie jeszcze trzyma to klasa. Mam w klasie fajnych ludzi.

                ja miałem podobny dylemat - tzn moja córka . chodziła do prestiżowej szkoły
                gdzie środowisko uczniów jest niezaprzeczalnym walorem tej szkoły . była
                naprawdę dumna , że jej praca została uhonorowana takim zaszczytem - trudno było
                się dostać do tej szkoły . trudno było podjąć decyzję zmiany tej szkoły ze
                względu na wspaniałą młodzież uczęszczającą do tych szkół .

                zauważyłem jednakże u niej poważny spadek zadowlenia z tego, co robi .
                w przedmiotach ścisłych ewidentnym było cofanie się uczniów tej szkoły
                względem uczniów innych szkół . dobór podręcznika do fizyki był fatalny -
                mieszanie pojęć i wprowadzanie materiału bez podstaw tego co powinni znać .
                nie mogłem czekać na rezultaty , bo wiem jakie są .

                mam pondato znajomych , których uczeń uczęszcza do tej szkoły - w szkole
                podstawowje tryskał optymizmem i wiarą w siebie . czasami rozmawiałem z nim
                po angielsku ( nawet potrafił się jako tako komunikować ) . myślał o weterynarii
                w przyszłości - teraz mówi , że nie nadaje się do niczego . nie ma zamiłowania
                do niczego , brak mu wizji na przyszłość - może odpadnie a szkoła na jego
                miejsce przyjmie nowego z innej "gorszej" szkoły , który da żywe świadectwo
                dobrego wykształcenia w tej instytucji .

                osobiście wybrałem się do kilku szkół i rozmawiałem z dyrektorami - spodobała
                mi się rozmowa z jednym z nich . córka świetnie się czuje w nowym środowisku ,
                nadrobiła zaległości z fizyki , matematyki i angielskiego i ciągle utrzymuje
                kontakt z uczniami byłej szkoły . absolwenici tej szkoły zasilają "dupiaste
                szkoły" które redukują spośród własnych uczniów "mniej zdolną młodzież"
                zastępując ich świeżym nabytekiem - ale myślę , że córka zadowoli się
                "normalną szkołą" w przyszłości .

                jestem szczęsliwy , że podjąłem tą dezyzję - zaczęła grać na gitarze , uczy się
                angielskiego , zdała na ratownika , dobrze jej idzie w szkole - jest
                zadowolona . przestała w domu spać po lekcjach , zaczęła żyć .

                gdybym czekał dłużej byłoby znacznie trudniej .
                • gurecka Re: wiem , że to poważny problem 25.09.06, 12:49
                  To co piszesz jest sensowne, ale czy mógłbyś mi odpowiedzieć na parę pytań?
                  - jesteś nauczycielem?
                  - ile czasu trwało nim pomyślałeś że trzeba zmienić szkołę?
                  - dla czego decyzję podjałeś Ty, nie córka?
                  • unsatisfied6 nie oddałbym tego za dyplom "dupiastej szkoły" 25.09.06, 13:01
                    gurecka napisała:

                    > To co piszesz jest sensowne, ale czy mógłbyś mi odpowiedzieć na parę pytań?
                    > - jesteś nauczycielem?

                    uczyłem i w Polsce i w USA , ale uprawnień wg polskich przepisów nie mam .

                    > - ile czasu trwało nim pomyślałeś że trzeba zmienić szkołę?

                    w trakcie pierwszego semestru .

                    > - dla czego decyzję podjałeś Ty, nie córka?

                    jestem rodzicem i uważam , że dobrym nauczycielem dla swoich dzieci :))) -
                    córka po kilku rozmowach podjęła decyzję sama :))) za zgodą żony ( z którą
                    też niełatwo mi było , by "sama podjęła tą dobrą decyzję ) i moją na
                    samym chyba końcu .

                    jak ja jestem szczęśliwy , że udało mi się je przekonać - tzn one
                    podjęły tą decyzję :))- nie tylko córka odżyła , ale i atmosfera w domu
                    zmieniła się na lepsze :)) tak mnie ucieszyło , to że gra na gitarze , że
                    jest ratownikiem i że przestała nienawidzieć matematyki , że sama chętnie
                    uczy się angielskiego - nie oddałbym tego za dyplom tamtej "dupiastej szkoły" .
                    • gurecka Re: nie oddałbym tego za dyplom "dupiastej szkoły 25.09.06, 13:44
                      No taaa, tyle że ta szkoła to był mój pierwszy samodzielny wybór mimo, że matka coś tam mówiła, że może nie ta szkoła, bo coś tam o niej mówią znajomi :(. Uczę się w zasadzie na złośc nauczycielom :), kiedyś ich pokara za to. A z angielskim jest ok, choć w gimnazjum miałam kłopoty. Szkoła to wogóle dziwna instytucja, co nauczyciel to inne mam oceny :(
                      A jak pójdę do kiepskiej szkoły to cała wiocha się będzie naigrywać ze mnie :(
                      Też boli, bo u nas się prawie wszyscy znają .
                      • unsatisfied6 życie przed tobą 25.09.06, 13:51
                        gurecka napisała:

                        > No taaa, tyle że ta szkoła to był mój pierwszy samodzielny wybór mimo, że
                        matka
                        > coś tam mówiła, że może nie ta szkoła, bo coś tam o niej mówią znajomi :(.
                        Ucz
                        > ę się w zasadzie na złośc nauczycielom :), kiedyś ich pokara za to. A z
                        angiels
                        > kim jest ok, choć w gimnazjum miałam kłopoty. Szkoła to wogóle dziwna
                        instytucj
                        > a, co nauczyciel to inne mam oceny :(
                        > A jak pójdę do kiepskiej szkoły to cała wiocha się będzie naigrywać ze mnie :(
                        > Też boli, bo u nas się prawie wszyscy znają .

                        wiem , że to zranione ambicje - ale niech cie one nie poniosą w złą stronę .

                        ludzi wokół ciebie nie ochodzi do jakiej szkoły chodzisz - tobie się tylko
                        tak wydaje . ochodzi ich kim jesteś .

                        szkoła zrobi z ciebie inną osobę - ty się teraz buntujesz temu kształtowaniu
                        bo nie chcesz być inna . jak się poddasz , poddasz się temu procesowi
                        kształcenia , który nie jest zgodny z twoim oczekiwaniem - nie dla siebie
                        ale dla prestiżu tej "dupiastej szkoły" . zdabaj o swój własny prestiż ,
                        o swój własny cel w życiu - nie zmarnuj go na budowaniu prestiżu "dupiastej
                        szkoły" .
                  • unsatisfied6 jestem dobrym nauczycielem swoich dzieci 25.09.06, 13:13
                    gurecka napisała:


                    > - jesteś nauczycielem?

                    nie pracuję w szkole .

                    córka pewnie nawet nie wie , że ma klasyczne syndromy dysleksji - nigdy
                    się nie dowie . albo dowie się jak będzie już dorosła , żeby wiedziała , jak
                    ma uczyć swoje dzieci .
                • unsatisfied6 i jeszcze coś dodam 25.09.06, 12:52
                  unsatisfied6 napisał:

                  > jestem szczęsliwy , że podjąłem tą dezyzję - zaczęła grać na gitarze , uczy
                  się
                  >
                  > angielskiego , zdała na ratownika , dobrze jej idzie w szkole - jest
                  > zadowolona . przestała w domu spać po lekcjach , zaczęła żyć .
                  >
                  > gdybym czekał dłużej byłoby znacznie trudniej .
                  >
                  >

                  przy przeniesieniu córki do innej szkoły najtrudniejszym były rozmowy
                  z nauczycielami tej "dupiastej szkoły"- dyrektorzy i tej "dupiastej
                  szkoły" i "gorszej szkoły" rozumieli mój argument i naprawdę i jeden
                  i drugi jest świetym fachowcem na odpowiednim stanowisku - potrafią
                  słuchać .

                  rozmowa z nauczycielem "dupiastej szkoły" wyglądała natomiast jak mniej więcej
                  to co obserwujesz tutaj na forum - to było jak kazanie księdza , którego
                  wierny chce zmienić religię a nie żadna merytoryczna dyskusja . ciągle
                  po długim monolgu mówiła "proszę naprawdę się zastanowić , córka świetnie
                  daje sobie radę w tej szkole i nie widzę powodu ..." "proszę przemyśleć
                  swoją decyzję do następnego semestru ..." , "uczniowie tej..." - ona nie
                  słuchała moich argumentów i musiałem grzecznie ale stanowczo powiedzieć po
                  dłuższej rozmowie , że do następnego semestru nie mogę czekać - teraz chcę jej
                  podpis i decyzji swojej nie zmienię .
      • unsatisfied6 nie zgadzam się z tobą 21.09.06, 21:26
        toolkien napisała:

        > Początki zawsze są bardzo trudne a przejście ze szkoły nizszego stopnia do
        > wyższego bardzo często jest bolesne i działa jak wiadro zimnej wody. Podobnie
        > jest z przejściem z liceum na studia. Prawda jest taka:
        > lepiej być gorszym uczniem w dobrej szkole, niż dobrym uczniem w miernej
        > szkole :)
        > POZDRAWIAM CIEPLUTKO, POWODZENIA I miłego dnia :)

        niszcząc self-esteem niszczy się potencjał ucznia . da się to zaobserwować
        w kilku "dobrych" szkołach których uczniowie przejawiali znacznie większy
        entuzjazm i potencjał poznawczy niż w "dobrej szkole" wyższego etapu -
        ba bywa , że ich umiejętności są gorsze niż w podstawówce .
        • toolkien dlaczego mnie to nie dziwi :) 22.09.06, 15:10
          >nie zgadzam się z tobą

          dlaczego mnie to nie dziwi :)
          • unsatisfied6 ale mnie to dziwi 22.09.06, 20:38
            toolkien napisała:

            > >nie zgadzam się z tobą
            >
            > dlaczego mnie to nie dziwi :)

            ale mnie to dziwi , że nie zgadzasz się , że niszcząc self-esteem niszczy się
            potencjał ucznia .

            nie uczyli cię podstaw psychologi ? czy znasz tylko psychologię
            "zamordyzmu" komuny ?
            • toolkien Re: ale mnie to dziwi 23.09.06, 12:49
              napisałam "dlaczego mnie to nie dziwi" tylko w odpowiedzi na tytuł Twojego
              postu, bo Ty rzadko zgadzasz się z kimkolwiek i jeszcze rzadziej liczysz się z
              cudzym zdaniem. Psychologii uczyli mnie nie tylko podstaw, ale studiowałam
              psychologię - wcale nie komuszą, jak to lubisz każdemu przypinać łatkę Ty
              jedyny wykształcony na Zachodzie, na jedynej słusznej uczelni świata.
              Skończyłam w sumie cztery fakultety, a psychologię, miałam szczęście studiować
              na Uniwersytecie w Padwie równolegle z filologią klasyczną. Śmiem zauważyć, że
              ten uniwersytet jest jednym z najstarszych w Europie, kiedy to po Ameryce co
              najwyżej biegały niedźwiedzie, a w żadnym razie nie było tam mowy o kulturze i
              cywilizacji. Nie wywlekałabym tego na forum, gdyby nie Twoje obrzydliwe
              zadufanie i czołobitność dla tego co amerykańskie. Skoro Ci tak tu źle, to
              czego tu jeszcze szukasz wieczny malkontencie, krytykancie wszystkiego i
              wszystkich. Nie jesteś pępkiem świata a twoja NAUKAWA "wiedza", którą tu
              usiłujesz nam wciskać, nadaje się może do rozwiązywania krzyżówek, a na pewno
              nie do pouczania nas, wykształconych ludzi. Przestań się wreszcie idiotycznie
              szarogęsić i wymądrzać, bo jesteś doprawdy żałosny i stanowisz już niezłe
              pośmiewisko dla uczestników tego forum. Jeżeli coś Ci się nie podoba, to Twój
              problem, ale nie obrażaj ludzi i wyzywaj nas od głupców tak, jak to się
              zdarzyło w moim przypadku, a w przypadku innego forumowicza podsumowałeś, że to
              chamstwo. Daruj sobie odpowiedź, bo już dawno ich nie czytam i nie życzę sobie
              również, żebyś komentował moje posty. Twoje komentarze ani nic nie wnosza do
              dyskusji, a tylko wytykasz nam komusze wykształcenie - co akurat w moim
              przypadku mija sie z prawdą , jak powyżej Ci wyjaśniłam.
              • scher Re: ale mnie to dziwi 24.09.06, 11:00
                toolkien napisała:

                > Daruj sobie odpowiedź, bo już dawno ich nie czytam

                Wsadź go do KF-a, jako i ja dawno uczyniłem - i gdybyście z nim tak zażarcie
                nie polemizowali (cytując niestety;), nawet bym nie wiedział, że nadal tu się
                udziela :)

                Sz.
                • toolkien Dziękuję scher :) 24.09.06, 12:49
                  tak zrobiłam :)
              • unsatisfied6 to szkoda 24.09.06, 20:19
                toolkien napisała:

                > napisałam "dlaczego mnie to nie dziwi" tylko w odpowiedzi na tytuł Twojego
                > postu, bo Ty rzadko zgadzasz się z kimkolwiek i jeszcze rzadziej liczysz się
                z
                > cudzym zdaniem. Psychologii uczyli mnie nie tylko podstaw, ale studiowałam
                > psychologię - wcale nie komuszą, jak to lubisz każdemu przypinać łatkę Ty
                > jedyny wykształcony na Zachodzie, na jedynej słusznej uczelni świata.
                > Skończyłam w sumie cztery fakultety, a psychologię, miałam szczęście
                studiować
                > na Uniwersytecie w Padwie równolegle z filologią klasyczną. Śmiem zauważyć,
                że
                > ten uniwersytet jest jednym z najstarszych w Europie, kiedy to po Ameryce co
                > najwyżej biegały niedźwiedzie, a w żadnym razie nie było tam mowy o kulturze
                i
                > cywilizacji. Nie wywlekałabym tego na forum, gdyby nie Twoje obrzydliwe
                > zadufanie i czołobitność dla tego co amerykańskie. Skoro Ci tak tu źle, to
                > czego tu jeszcze szukasz wieczny malkontencie, krytykancie wszystkiego i
                > wszystkich. Nie jesteś pępkiem świata a twoja NAUKAWA "wiedza", którą tu
                > usiłujesz nam wciskać, nadaje się może do rozwiązywania krzyżówek, a na pewno
                > nie do pouczania nas, wykształconych ludzi. Przestań się wreszcie idiotycznie
                > szarogęsić i wymądrzać, bo jesteś doprawdy żałosny i stanowisz już niezłe
                > pośmiewisko dla uczestników tego forum. Jeżeli coś Ci się nie podoba, to Twój
                > problem, ale nie obrażaj ludzi i wyzywaj nas od głupców tak, jak to się
                > zdarzyło w moim przypadku, a w przypadku innego forumowicza podsumowałeś, że
                to
                >
                > chamstwo. Daruj sobie odpowiedź, bo już dawno ich nie czytam i nie życzę
                sobie
                > również, żebyś komentował moje posty. Twoje komentarze ani nic nie wnosza do
                > dyskusji, a tylko wytykasz nam komusze wykształcenie - co akurat w moim
                > przypadku mija sie z prawdą , jak powyżej Ci wyjaśniłam.

                tyle fakultetów , tyle wiedzy a ty mi mówisz , że nie ma liczby mnogiej
                od alternatywa - oczekiwałbym więcej od osoby z takim dużym wykształceniem.

                szkoła maerykańska nie jest wielka dlatego , że ktoś uczy się w niej dla
                siebie - jest wielka bo student uczy się w niej dla swojego środowiska
                w którym w przyszłości będzie pracował .

                nie jestem tak wykształcony jak ty - z uczelni polskiej gdzie ja studiowałem
                wysyłali na zagraniczne praktyki i studia głównie sitwę z Socjalistycznego
                Związku Studentów Polskich - ich wyniki w nauce ( jeżeli wogóle uczęszczali
                na zajęcia ) chyba nie miały żadnego znaczenia .
    • unsatisfied6 zrobić z orłów kurczaczki 21.09.06, 21:21
      gurecka napisała:

      > Dostałam się z przyzwoitymi wynikami do przyzwoitego liceum. Pierwszy miesiąc
      j
      > eszcze nie minął a ja wysiadam. Za dużo, za szybko, po 6 godzinie lekcyjnej
      już
      > trudno mi się skupić :(. Jestem przemęczona i to po dwumiesięcznym
      wypoczynku.
      > Czarno to widzę. Reszta klasy widze tez cieniutko.
      > Ktoś ma jakies doświadczenia? Bo przeciez jakoś ludzie kończą szkoły, nie?
      >

      przyjrzyj się dokładniej argumentowi verdany - moim zdaniem ma rację .

      co to jest dobra szkoła , jak motywuje i zachęca do pracy ? w jaki sposób
      buduje motywacje u ucznia - czy nie niszczy jego self-esteem ?

      powstała masa "lepszych szkół" - w czym są lepsze ? zbierają najlepszych
      uczniów z różnych innych szkół i co się później z tymi uczniami dzieje ?

      czy można zrobić z genialnego ucznia osła ? - kilka
      lat i geniusz zbaranieje :) jak ? prosto . kilka uwag na początku roku
      na temat ograniczonych możliwości , jakiś świstek papieru z zadaniami
      znacznie na wyrost - oni nie mają zielonego pojęcia czemu to może
      służyć , więc siądą bo ambitni i będą próbowali robić czegoś czego
      nie są w stanie , najlepiej jak nic nie będą mogli zrobić , niech
      czują swoją ograniczoność do szpiku kosci - dobry początek by podciąć im
      skrzydełka by z orła zrobić kurczaka . potencjał takiego orła z podciętymi
      skrzydełkami jest znacznie obniżony - chce więcej to można mu dołożyć - np niech
      spróbuje zrobić kwadraturę koła na szóstkę .

      gdy trafisz naprawdę na dobry uniwersytet na na pierwszych zajęciach
      czujesz się jakbyś był w przedszkolu - czujesz ten wstęp jak mistrz
      olimpijski czuje rozgrzewkę lub masaż przed zawodami . jeżeli
      jednak czujesz jak i inni uczniowie na samym wstępie , że jesteście
      bardzo ograniczeni zmień po prostu szkołę - bo twoja intuicja cię
      nie myli , ta szkoła obetnie wam skrzydełka robiąc z orłów kurczaczki .
    • aphoper1 Re: liceum - nie daje rady? 21.09.06, 22:47
      Badz dla siebie cierpliwa i pamietaj, ze w tym wieku (skadinad pieknym)
      roztargnienie itp. sa przypadloscia normalna. Zaakceptuj siebie z nia, a powoli
      zacznie sie poprawiac. Nie poddawaj sie, trzymam kciuki:)
      • trusiaa Re: liceum - nie daje rady? 22.09.06, 11:14
        Znam ten ból. Prymuska w podstawówce (wówczas ośmioklasowej), potem renomowane
        liceum i walka o każdy dobry stopień, zarwane noce i nerwy bez przerwy, a
        efekty nie najlepsze. Pociechą były lekcje z sympatycznymi i mądrymi
        nauczycielami (nieliczne...) i przyjaźnie trwające do dziś.
        Na studia dostałam się bez problemu, dostawałam stypendium naukowe, nagrody
        rektorskie. Uczenie się przychodziło mi z łatwością, miałam czas dla siebie.
        Zaciśnij zęby i rób swoje.
        Po takiej zaprawie studia okażą się najpiękniejszym okresem Twojej edukacji.
        Życzę Ci wytrwałości, nie załamuj się!
        • unsatisfied6 bardzo cię szanuję trusiaa 22.09.06, 11:24
          trusiaa napisała:

          > Znam ten ból. Prymuska w podstawówce (wówczas ośmioklasowej), potem
          renomowane
          > liceum i walka o każdy dobry stopień, zarwane noce i nerwy bez przerwy, a
          > efekty nie najlepsze. Pociechą były lekcje z sympatycznymi i mądrymi
          > nauczycielami (nieliczne...) i przyjaźnie trwające do dziś.
          > Na studia dostałam się bez problemu, dostawałam stypendium naukowe, nagrody
          > rektorskie. Uczenie się przychodziło mi z łatwością, miałam czas dla siebie.
          > Zaciśnij zęby i rób swoje.
          > Po takiej zaprawie studia okażą się najpiękniejszym okresem Twojej edukacji.
          > Życzę Ci wytrwałości, nie załamuj się!

          bardzo cię szanuję trusiaa i rozumiem twoje problemy jakie masz teraz z synem -
          ale ty chyba nie dostrzegasz jednego - celem "dobrej edukacji" w Polsce nie
          są wiedza i kwalifikacje a odpopowiednia do wytycznych ekonomii i polityki
          selekcja potencjału ludzkiego naszej gospodarki .

          nasze szkolnictwo nie ma nic wspólnego ze szkolnictwem w krajach
          demokratycznych o wysokich standardach życia . jest bardzo trudne , mało
          skuteczne w praktycznym zastosowaniu i zniechęcające do podejmowania
          solidnego i uczciwego wysiłku .
          • trusiaa Re: bardzo cię szanuję trusiaa 22.09.06, 11:48
            Ależ zgadzam się z Tobą w stu procentach: dla mnie jest chore, że większość z
            nas musi uczyć się dla stopni, a nie dla własnej satysfakcji i późniejszego
            pożytku dla społeczeństwa. Jesteśmy ofiarami systemu edukacyjnego i nauczycieli
            z przypadku, ale czy mamy, zwłaszcza jako uczniowie, najmniejszy na to wpływ?
            Chcę aby moje dzieci, marząc o przyszłym zawodzie, mogły rozwijać się w szkole
            we właściwym kierunku i mieć wsparcie mądrych i przyjaznych pedagogów. Potem
            już tylko odpowiedni kierunek studiów i zagwarantowana dobrze płatna praca w
            zawodzie, który jest ze wszech miar pożyteczny.
            Czy to nie pachnie utopią?
        • mamosz Re: liceum - nie daje rady? 22.09.06, 15:07
          trusiaa napisała:

          > Znam ten ból. Prymuska w podstawówce (wówczas ośmioklasowej), potem
          renomowane
          > liceum i walka o każdy dobry stopień, zarwane noce i nerwy bez przerwy, a
          > efekty nie najlepsze. Pociechą były lekcje z sympatycznymi i mądrymi
          > nauczycielami (nieliczne...) i przyjaźnie trwające do dziś.
          > Na studia dostałam się bez problemu, dostawałam stypendium naukowe, nagrody
          > rektorskie. Uczenie się przychodziło mi z łatwością, miałam czas dla siebie.
          > Zaciśnij zęby i rób swoje.
          > Po takiej zaprawie studia okażą się najpiękniejszym okresem Twojej edukacji.
          > Życzę Ci wytrwałości, nie załamuj się!

          Trusia czyli te zarwane noce suma sumarum ci sie oplacily.A ja rowniez w
          renomowanym LO olewalam totalnie wiekszosc przedmiotow poza tymi,ktore lubilam
          i reszta jak w twoim poscie z mala roznica -Na pelnym luzie i bez nerwow .Tylko
          spokoj moze naszego zdesperowanego ucznia uratowac.Czego mu serdecznie zycze.A
          jeszcze dodam ze psychoza typu "nauczyciele to straszni psychopaci i trzeba sie
          ich bac" nie sluzy ispokojeniu mlodziezy.I tak ze szkoly wiedze wyniesie ten
          kto chce ja wyniesc -przypominam ze na szkole zycie sie nie konczy i to nie
          jest centrum wszechswiata.A ten kto nie chce wyniesc wiedzy znikad tez dopnie
          swego wiec SPOKOJNIE nie ma sie czym tak bardzo ekscytowac.Poczytajcie sobie w
          dzisiejszej GW artykol o wynikach naszych dzielnych uczniow.
    • playadelsol Re: liceum - nie daje rady? 22.09.06, 15:29
      bo przychodzicie do liceów po tych dupiatych gimnazjach, które sa jak żłobki, to czego sie dziwisz....a zobaczysz jak w d... dostaniesz jak pójdziesz na studia..chyba ze sobie wybierzesz uczelnię prywatną nastawioną na zysk.
      • toolkien niestety to prawda :) 22.09.06, 16:25
        to, co napisała playadelsol jest smutne ale prawdziwe. W pierwszych miesiącach
        roku szkolnego praca w liceum z absolwentami gimnazjów przypomina orkę na
        ugorze. Coraz częściej zjawia się "towarzystwo" nastawione raczej na rozrywkę i
        miłe spędzenie czasu niż na pobieranie nauk.
        Pozdrawiam :)
        • unsatisfied6 możesz mi powiedzieć konkretnie 22.09.06, 20:29
          toolkien napisała:

          > to, co napisała playadelsol jest smutne ale prawdziwe. W pierwszych
          miesiącach
          >
          > roku szkolnego praca w liceum z absolwentami gimnazjów przypomina orkę na
          > ugorze. Coraz częściej zjawia się "towarzystwo" nastawione raczej na rozrywkę
          i
          >
          > miłe spędzenie czasu niż na pobieranie nauk.
          > Pozdrawiam :)


          o jakim pobieraniu nauk mówisz ?

          podałbym przykłady "pobierania nauk" ale mógłbym się za bardzo narazić .
          już miałem jedną taką nauczkę - wystarczy .

          a co tam - będę walczył , zresztą co mi po takiej szkole . w "lepszych
          szkołach" przeskakuje się daleko do przodu zamiast iść systematycznie po kolei
          i może szybciej do przodu . robi się na przykład teorię fal a uczeń nawet nie
          miał funckji tryg - będzie miał za kilka lat . uczeń uczy się definicji
          iloczynu kartezjańskiego wg ścisłej definicji matematycznej a nie miał jeszcze
          układu kartezjańskiego -taka brednia i marnotrastwo czasu jakiego sobie nie
          wyobraziłbym w najgorszym wydaniu . nie przypięta do niczego logika
          matematyczna uczona z robionych na lekcji notatek - bez żadnych przykładów
          bo i na czym te przykłady oprzeć . owszem , wszyscy uczniowie są do przodu z
          materiałem , ale po co ich wstrzymywać jakimiś niedorzecznymi elementami
          matematyki wyższej jak ta abstrakcja jest wogóle nieznana im w praktyce .

          uważam , że materiał gimnazjum i liceum można z takim naborem zrobić
          w ciągu dwóch lat - ale po kolei i bez tematów które są tylko po to
          by tworzyć image dobrej , bo trudnej szkoły . natomiast tego typu szkoły robią
          program gimnazjum i liceum w 5/6 lat z dodatkowym przygotowaniem do olimpiad
          i tematami które ni przypiął ni przyłatał do ich wiedzy- to żaden wyczyn z taką
          młodzieżą , a to że 1% z nich pojedzie na olimpiadę krajową , to żaden sukces .

          zmieniłbym szkołę - ale córka . co za kraj . robi mi się po prostu niedobrze .
          mam nadzieję , że ochłonę - bo jak dzisiaj byłaby wywiadówka ... iloczyn
          kartezjański bez wzcześniejszego poznania układu kartezjańskiego -
          buhahahahaha . dom wariatów . owszem będą mieli sukcesy bo rodzice
          tych dzieciaków do tej pory przygotowywali je do konkursów a nie żadna]
          szkoła ( z wyjątkiem jednej o której wspominałem , ale ta była za dobra
          i władze musiały ją zlikwodować ) .

          szkoła polska to wylęgarnia taniej siły roboczej - szkoły elitarne
          to zwyczajna mistyfikacja . zbierają najlepszych uczniów by podciąć
          im skrzydełka i zwolnić ich proces kształcenia .


          zwyczajne pranie mózgów a nie żadne "pobieranie nauk" . ściema a nie żadna
          edukacja .
    • ajala1 Re: liceum - nie daje rady? 22.09.06, 22:55
      gurecka napisała:
      > Za dużo, za szybko, po 6 godzinie lekcyjnej już trudno mi się skupić :(.
      Jestem przemęczona i to po dwumiesięcznym wypoczynku.
      ***Po 6 godzinie lekcyjnej to i nauczycielowi trudno się skupić, może więc
      stosować zbyt duże skróty myślowe i wykazywać się małą tolerancją w stosunku do
      głupich zagrywek lub kompletnej abnegacji uczniów. Siódma lekcja jest już tylko
      na przetrwanie, a jeśli komuś trafia się ósma, to już w ogóle jeden wielki
      bełkot /no może z wyjątkiem wf/.
      gurecka napisała:
      > Pierwszy miesiąc jeszcze nie minął a ja wysiadam.
      *** Ja też, chrypię już jak zardzewiałe drzwi i najchętniej przesypiałabym całe
      popołudnia. A niestety ja na lekcji nie mogę sobie cichutko posiedzieć i
      przeczekać do dzwonka:(
      No i najważniejsze - pierwsze miesiące decydują o tym, kto kogo i jak sobie
      wychowa. Czy nauczyciel uczniów, czy uczniowie nauczyciela. Dlatego wielu
      belfrów robi wtedy srogie miny, podaje kosmiczny zakres wymagań i
      prowadzi "wykłady" zamiast lekcji. No i oczywiście na każdym kroku udowadnia
      uczniom, jak niewiele sobą reprezentują po poprzednim etapie edukacyjnym:))
      Jeśli rzeczywiście jesteś uczennicą, to chyba źle trafiłaś - tu piszą głównie
      nauczyciele i ich fani /nawet ci niezadowoleni;)/.
      gurecka napisała:
      Bo przeciez jakoś ludzie kończą szkoły, nie?
      *** Oczywiście. I Ty też jakoś skończysz za kilka lat. Pzdr:)

      • unsatisfied6 o nie - bardzo dobrze trafiła :))) 22.09.06, 23:11
        ajala1 napisała:

        > Jeśli rzeczywiście jesteś uczennicą, to chyba źle trafiłaś - tu piszą głównie
        > nauczyciele i ich fani /nawet ci niezadowoleni;)/.

        edukacja nie jest dla nauczycieli , chyba że sami są studentami .

        na tym forum jak słusznie zauważyłaś głównie piszą nauczyciele -
        tym forum głównie powinni interesować się uczniowie i rodzice .

        dobrze by było gdyby więcej i uczniów i rodziców zabierało
        głos w dyskusji nad edukacją na forum - a nie głównie nauczyciele :))
        • gurecka Re: o nie - bardzo dobrze trafiła :))) 25.09.06, 10:49
          Rzeczywiście jestem uczennicą, ale czy Wy rzeczywiście jesteście nauczycielami? Trafiłam tu całkiem niechcący, ale widać był w tym jakiś zamysł. Przeczytałam wszystkie posty, za rady dziękuję, spróbuję póki co jakoś przetrwac, jak się nie da to zobaczę co dalej. Na razie mam krótką przerwę bo zachorzałam :(.
          Wasze posty dały mi wiele do myślenia. Szarpiecie sie pięknie za kołtuny . Piszecie o "prawdziwie dobrych" szkołach, ale tak na prawdę nikt z was, albo prawie nikt nie widział. Nie potraficie takich szkół stworzyć i zapewne jak moja babcia winicie za to "onych".Ktoś pisze o dupiastych gimnazjach. Potem pewnie okaże się że w dupiastym liceum byłam, na dupiastą uczelnie trafię. A na jakim etapie dupiastej edukacji realizuje się ten ktoś? Przecież w tych dupiastych szkołach uczycie Wy i wasi przyjaciele, przyjaciółki, albo chociaż koledzy.
          Chyba jesteście bardziej zagubieni niż ja.
          • scher Re: o nie - bardzo dobrze trafiła :))) 25.09.06, 11:41
            gurecka napisała:

            > Chyba jesteście bardziej zagubieni niż ja.

            Skłonność do generalizowania to cecha wieku młodzieńczego.
            Na każdym forum internetowym są różni ludzie, nie tylko pracujący w danym
            zawodzie, nawet jeśli to forum tematyczne. Nie wyciągaj więc pochopnych
            wniosków o kondycji całego stanu nauczycielskiego po lekturze wypowiedzi
            przypadkowych osób.

            Tym bardziej, że w tym wątku również pojawiły się mądre i rzeczowe wypowiedzi
            osób, które bez wątpienia są nauczycielami. Osobiście chciałbym, aby ich
            autorzy uczyli moje dziecko.

            Sz.
            • gurecka Re: o nie - bardzo dobrze trafiła :))) 25.09.06, 11:51
              > Tym bardziej, że w tym wątku również pojawiły się mądre i rzeczowe wypowiedzi
              > osób....
              Toteż za rady podziękowałam, ale nie spodziewałam się że wywołam taką lawinę uszczypliwisci. Wogole nie wiedziałam na co się porywam i powiem szczerze, że nie jestem zachwycona tym co przeczytałam. Posty to dla mnie za mało by chcieć być uczniem któregoś z piszących, ale dość by nie chciećmieć z niektórymi do czynienia. Nigdy.
              • scher Re: o nie - bardzo dobrze trafiła :))) 25.09.06, 12:30
                gurecka napisała:

                > Toteż za rady podziękowałam, ale nie spodziewałam się że wywołam taką lawinę
                > uszczypliwisci.

                Ja tej "lawiny uszczypliwości" jakoś nie dostrzegam.

                Verdana: "Cóż można poradzić? Zmienić liceum na "gorsze", ale bardziej
                życzliwe."

                Chilly: "Tak więc uszy do góry!"

                Toolkien: "nie zniechęcaj się"

                Aphoper: "Badz dla siebie cierpliwa(...). Nie poddawaj sie, trzymam kciuki:)"

                Tyle ciepłych, życzliwych słów skierowano do Ciebie w tym wątku, więc moim
                zdaniem te uogólnienia są po prostu przejawem jawnej niewdzięczności. Tak
                naprawdę dostajesz od ludzi to, co potrafisz dostrzec. Ty wolisz postrzegać w
                ciemnych barwach.

                Sz.
            • unsatisfied6 i w czym jest problem ?:)) 25.09.06, 11:57
              scher napisał:

              >
              > Tym bardziej, że w tym wątku również pojawiły się mądre i rzeczowe wypowiedzi
              > osób, które bez wątpienia są nauczycielami. Osobiście chciałbym, aby ich
              > autorzy uczyli moje dziecko.
              >
              > Sz.

              i w czym jest problem -przecież uczą , bo jak sama zauważyłaś są bez wątpienia
              nauczycielami .
          • unsatisfied6 mam nadzieję ... 25.09.06, 11:49
            gurecka napisała:

            > Rzeczywiście jestem uczennicą, ale czy Wy rzeczywiście jesteście
            nauczycielami?
            > Trafiłam tu całkiem niechcący, ale widać był w tym jakiś zamysł.
            Przeczytałam
            > wszystkie posty, za rady dziękuję, spróbuję póki co jakoś przetrwac, jak się
            ni
            > e da to zobaczę co dalej. Na razie mam krótką przerwę bo zachorzałam :(.
            > Wasze posty dały mi wiele do myślenia. Szarpiecie sie pięknie za kołtuny .
            Pisz
            > ecie o "prawdziwie dobrych" szkołach, ale tak na prawdę nikt z was, albo
            prawie
            > nikt nie widział. Nie potraficie takich szkół stworzyć i zapewne jak moja
            babc
            > ia winicie za to "onych".Ktoś pisze o dupiastych gimnazjach. Potem pewnie
            okaże
            > się że w dupiastym liceum byłam, na dupiastą uczelnie trafię. A na jakim
            etapi
            > e dupiastej edukacji realizuje się ten ktoś? Przecież w tych dupiastych
            szkołac
            > h uczycie Wy i wasi przyjaciele, przyjaciółki, albo chociaż koledzy.
            > Chyba jesteście bardziej zagubieni niż ja.

            mam nadzieję , że nie zaliczasz mnie do grona absolwentów "dupiastych
            szkół" , którzy w życiu dorosłym tworzą "dupiaste szkoły" chyba
            dla realizowania własnych ambicji - nawet pradziwi fachowcy od
            edukacji rozkładają ręce ( oczywiście nie o sobie piszę , bo do
            nich się nie zaliczam - piszę o ludziach , z którymi prowadzę
            rozmowę w realu ) - co mogą zrobić w takiej atmosferze ?


            oni zostali nauczeni realizowania własnych ambicji - każdy postrzega swój
            przedmiot jako najważniejszy . nie ma dyskusji w szkole nad całokształtem
            realizacji programu - każdy ustala swoje terminy sprawdzianów ( zdarza się
            że nie kolidują z innymi sprawdzianami ) i ma nosie , co uczeń ma w tym
            samym czasie zadane z innego przedmiotu . nie rozmawiają o skuteczności
            nauczania - ich dyskusja sprowadza się do formalizmu wypełnienia
            biurokratycznych obowiązków . nie zastanwiają się nad doposowanym do
            poziomu wiedzy ucznia programem - albo go zaniżą , równając wszystkich
            do poziomu asfaltu , albo go zawyżą wykazując swoją fantastyczną efektywność
            sukcesami kilku uczniów biorącymi udział w konkursach przedmiotowych .

            mało w tym wszystkim satysfakcji uczniów polskiej szkoły - tych zadowolonych
            jest nikły procent i znich powstanie następna generacja stawiająca fundamenty
            edukacji w następnym pokoleniu .

            uważam , że powinnaś zmienić szkołę - nic ci po jej prestiżu , bo
            za kilka lat albo trafisz do tego grona absolwentów "dupiastych szkół"
            dających żywe świadectwo wielkich osiągnięć polskiej oświaty ,
            albo jak ryba zostaniesz pozbawiona głosu , albo staniesz po przeciwnej
            stronie atakowana ze wszystkich stron przez "ekspertów" od edukacji .
            można jeszcze zmienić kraj i studiować poza granicami kraju - tam
            cię czegoś pożytcznego nauczą - może brak ci będzie znoju polskiej
            szkoły , może na początku nie docenisz wartości tej innej edukacji
            która jest znacznie prostsza ale w rezultacie kształcąca skutecznie komptencje
            z którego korzysta gospodarka tego kraju . nikogo tam nie interesuje
            czy masz zaliczoną olimpiadę czy nie - interesują ich tylko twoje kompetencje
            w tworzniu ich wspólnego dobra .
            • gurecka Re: mam nadzieję ... 25.09.06, 12:16
              Odpowiedziałam Ci, ale post mi wyszedł pod innym Twoim postem :(
              • verdana Re: mam nadzieję ... 26.09.06, 09:09
                Ja nie jestem nauczycielką w szkole. I nie porady, ale pełna pobłazliwości
                wyższość niektórych nauczycielskich wypowiedzi doprowadza mnie do szału.
                Uczyłam kiedyś w szkole. Nie wiem, czy moi uczniowie nauczycli się
                czegokolwiek - natomiast ja się nauczyłam. Traktowanie prawie dorosłych,
                myślących osób, jak dzieci i tłumaczenie im, z wybaczajacym uśmiechem na
                ustach, ze jak dorosną to zrozumieją i wszyscy chcą im pomóc, a oni nie
                doceniają - to najlepsza droga, żeby uczeń dostał piany na pysku. Słusznie
                zresztą.
                • unsatisfied6 podoba mi się 26.09.06, 12:02
                  verdana napisała:

                  > Ja nie jestem nauczycielką w szkole. I nie porady, ale pełna pobłazliwości
                  > wyższość niektórych nauczycielskich wypowiedzi doprowadza mnie do szału.
                  > Uczyłam kiedyś w szkole. Nie wiem, czy moi uczniowie nauczycli się
                  > czegokolwiek - natomiast ja się nauczyłam. Traktowanie prawie dorosłych,
                  > myślących osób, jak dzieci i tłumaczenie im, z wybaczajacym uśmiechem na
                  > ustach, ze jak dorosną to zrozumieją i wszyscy chcą im pomóc, a oni nie
                  > doceniają - to najlepsza droga, żeby uczeń dostał piany na pysku. Słusznie
                  > zresztą.
                  >
                  "to najlepsza droga, żeby uczeń dostał piany na pysku" -podoba mi się twoja
                  uwaga . uważam , że nauczyciele nie tylko w ten sposób traktują uczniów .
                  ich zboczenie zawodowe przejawia się na forum . w realu natomiast albo traktują
                  "z pobłażliwym uśmiechem" "niedorosłych rodziców" których trzeba traktować jak
                  dzieci , albo milkną jak trusie gdy znajdują się środkowisku które znajduje
                  merytoryczne argumenty na ewidentne braki w szkolnictwie - "walą karpia"
                  robiąc wrażenie kompletnie niekumatych i spuszczją wzrok jak dziecko z adhd .
Pełna wersja