Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w szkole?

15.10.06, 22:51
Nie chodzi mi w tym temacie o uregulowania prawne i o Kartę Nauczyciela, ani
tym bardziej o kwalifikacje związane z wykształceniem, czy staż pracy.
Gdybyśmy na chwilę zapomnieli zarówno o KN, jak i w ogóle Kodeksie Pracy, to
może uda się stworzyć forumową listę "grzechów głównych" popełnianych przez
nauczycieli. Sądząc po wpisach w wielu wątkach - widzą to najwyraźniej
współpracownicy takich delikwentów, też nauczyciele. Na temat "wywalania" z
pracy nieudaczników lub obiboków oraz deprecjonowania umiejętności swoich
kolegów i koleżanek sporo osób chętnie się wypowiada przy okazji rozwijania
różnych watków. Niestety mało jest konkretów - za co, dlaczego i czemu akurat
ta cecha, umiejętność /czy też jej brak/ dyskwalifikuje w oczach forumowiczów
nauczyciela jako godnego utrzymania pracy. Nie chcę, by rzecz dotyczyła
kwestii tak jednoznacznych, jak alkoholizm, przemoc fizyczna, naruszenie
nietykalności cielesnej ucznia itp. To jest jasne i nie podlega dyskusji.
Ale czemu np. nauczyciel, który nie godzi się, by mu zabierać weekendy w
ramach 40 - godzinnego tygodnia pracy, już do tej pracy się nie nadaje?
Bardziej mnie interesuje zdanie nauczycieli, którzy nie sprawując oficjalnego
nadzoru, tylko obserwują pracę pozostałej części grona nauczycielskiego i to
bardzo wycinkowo i okazjonalnie. Ale chętnie też zapoznam się ze zdaniem
rodziców, czy też tych najbardziej zainteresowanych, czyli uczniów.
Reasumując: jakie cechy, czy działania nauczyciela dyskwalifikują go jako
dobrego pracownika i pedagoga?
    • bambolina1 przykłady 16.10.06, 00:09
      Pierwszy zarzut: pani z j.ang. zadaje uczniom ćwiczenia po kolei z książki, a
      sama siedzi przy stoliku kręci loki na palec i wypatruje przez okno męża, który
      także uczy w tej szkole. Ta sama pani nie umie nic zapisać na tablicy bez
      pomocy kartki (nazywając rzecz po imieniu:ściągawki). Ta sama pani w połowie
      klasówki wychodzi do sklepiku,żeby kupić sobie batonika i pączka. I na koniec
      ta sama pani mówi mi: ty się tak nie wysilaj z moją klasą, bo oi i tak nic nie
      zrozumieją, a ty tylko nerwy stracisz, a oni pójdą dalej i ktoś inny będzie się
      z nimi męczył (to było w gimnazjum).

      W technikum: niestety znowu lekcja j.ang.: wchodzę do sali by oddać
      nauczycielce książkę. Uczeń siedzący na pierwszej ławce nie ma zeszytu, maluje
      coś na kartce i...ładuje sobie telefon. Na moje pytanie czy uczen jest na
      wakacjach, nauczycielka odpowiada:on tak zawsze. Inni uczniowie chodzą po
      klasie, rzucają mięsem...nauczyciel nic. Pani chyba bardzo zależało, żeby klasa
      ją lubiła. Teraz ja mam z ta klasą (maturzyści) i niektórzy nie dość, że nie
      umieją się przedstawić, napisać on ('hi') lub wypisują inne dziwolągi
      ('holidejs', werry (miało być 'very'), to są jeszcze zdziwieni, że na lekcji
      trzeba mieć zeszyt,a nawet mało tego, że trzeba ...w nim pisać.

      Pani z j.polskiego mówi do maturzysty: nie postawie ci 3, bo cie nie lubie
      ahhaha (śmiech w twarz). Uczniowi wychodziło 3 jak nic.

      I ostatni przykład: pani z chemii informuje ucznia na tydzień przed
      wystawieniem ocen, że wychodzi mu 1 z ocen: 1 3 4 i że uczeń nie może już
      poprawiać. W naszej szkole ucznia informuje się najpóźniej do 2 tyg. Ale pani
      ma to za nic.

      Itd.....Mam nadzieję,że o takie przykłady Ci chodziło. Tacy nauczyciele powinni
      mieć zakaz wstępu do szkoły.

      Ale teraz coś przerażającego:
      W czawrtek klasa mojej siostry dowiaduje się, że ich koleżanka z klasy nie żyje
      (*). Dziewczynki są w szoku. Jest lekcja wychowawcza i nagle pani mówi: ok
      robimy niemiecki. Dziewczynki, że nie... Pani do uczennicy (najlepszej
      przyjaciółki zmarłej dziewczyki): ze swoimi problemami powinnaś zostać w
      domu!!!! I pani usiadła zagniewana, a gdy dzieci przyszły z kwiatkiem z okazji
      dnia nauczyciela pani powiedziała, że ona go nie weźmie, bo ona już nie ma
      klasy!! Najzwyczajniej w świecie się obraziła.

      Byłam w szoku jak to usłyszałam. Na najbliższej wywiadówce porusze na pewno ten
      tema, nie odpuszczę tak łatwo. Powiem brzydko, ale ta kobieta jest chora
      psychicznie. Zamiast porozmawiać z dziećmi o ich uczuciach, powspominać zmarła
      koleżankę, wytłumaczyć pewne sprawy itd. ta kobieta zwyzywała dzieci,które i
      tak były przybite.

      To jest szczyt wszystkiego........brak słów:(((
      • playadelsol Re: przykłady 17.10.06, 02:24
        no cóż, debili nie brakuje, to fakt....
    • randybvain Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 16.10.06, 19:05
      1. Brak umiejetnosci zarzadzania zespolem ludzkim.
      2. Brak wiedzy psychologicznej na temat postepowania z dziecmi i mlodzieza.
      3. Brak odpowiedniego wyksztalcenia w dziedzinie, ktorej naucza.
      • chilly Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 16.10.06, 20:03
        Brak dystansu do siebie (jak u niektórych łaskawie nami rządzących).
        • baba67 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 16.10.06, 21:05
          Brak BARDZO WYSOKIEJ odpornosci na stres -dotyczy publicznych gimnazjow
    • ajala1 Bambolina - przerażasz mnie 16.10.06, 21:45
      Wszyscy macie rację - tacy ludzie się nie nadają do pracy z dziećmi i młodzieżą.
      Nie można nie reagować na bieżące wydarzenia, zwłaszcza tak traumatyczne jak
      opisała bambolina. Zastanawiam się, czy macie odwagę zareagować jako koledzy -
      nauczyciele? Czy zgłoszenie do dyrekcji zaobserwowanych obrazków, to według Was
      tylko zwykły donos, czy chęć pomocy zarówno dzieciom, jak i ww nauczycielom?
      Zauważyłam już wielokrotnie u samej siebie, że jak mi się coś nie podoba, np. u
      fryzjera, kosmetyczki, czy w danym sklepie, to przestaję tam chodzić, czy
      korzytać z usług tych osób. Ale nie wyjaśniam im dlaczego. W ten sposób nie
      mają informacji zwrotnej - co robią niezgodnie z oczekiwaniami klienta i nie
      daję im szansy na poprawienie sytuacji. Tracą klienta i nie wiedzą dlaczego.
      W szkole zawsze najtrudniejsze były dla mnie te chwile, kiedy musiałam
      zareagować i negatywnie ocenić jakieś działanie moich współpracowników. Robię
      to w różny sposób, często sugeruję inne rozwiązania, podpowiadam, jakie metody,
      czy techniki pracy zastosować opowiadając o czymś, co w danej klasie wychodzi
      mi najlepiej. Bywa, że żartuję na dany temat ogólnie, nie wdając sie w
      szczegóły - której klasy, nauczyciela, czy nawet szkoły to dotyczy. Bywa,
      że ... nie reaguję, bo jak pomyślę ile muszę się naszarpać z daną osobą i w
      związku z tym, jak ona mi życie potem zatruje, to... odechciewa mi się
      naprawiania świata.
      Bardzo dobrze działa własny przykład, ale nie na wszystkich. Bywają ludzie
      niereformowalni. Szczególnie przykro, jak przeciągają na swoją stronę
      nicnierobienia młodych, pełnych jeszcze zapału i dobrych chęci nauczycieli.
      Dostałam w tym roku wychowawstwo w klasie po innej nauczycielce i na pierwszej
      godzinie wychowawczej uczniowie, jak już wreszcie udało mi sie wyegzekwować
      odrobinę ich uwagi, zadali mi pytanie: czy wyjdziemy na dwór? Potem ich
      zdziwienie rosło, jak zauważyli, że próbuję poprowadzić lekcję stosując różne
      techniki, wciągam ich do dyskusji, organizuję pracę w grupach. Pierwsze dwie
      lekcje to była porażka. Trzecia już poszła lepiej /a dotyczyła m.in.
      identyfikacji swoich potrzeb, a także pobudek rezygnacji z własnych potrzeb na
      rzecz zaspokajania potrzeb innych/, ale nadal przede mną masa pracy, zanim będę
      mogła poprowadzić z nimi "normalną" dla mnie wychowawczą - ze zrealizowanymi
      celami, z dyskusją, czy pracą w grupach. Dlaczego to opisałam? Bo wyraźnie
      widać, że klasa /o bardzo wysokiej średniej ocen/ do tej pory miała wychowawczą
      jako luźną lekcję, podczas której pani uzupełnia dziennik, a dzieciaki gadają
      na tematy dowolne we własnym towarzystwie.
      Do szaleństwa doprowadza mnie też widok nauczyciela, który z kawą lub herbatą
      wchodzi na lekcję. Chyba, że na jego lekcji mogą również pić /lub jeść/
      uczniowie. To też jest "nierówność" społeczna. Ale nie kwalifikuje to
      powyższych przypadków do zwolnienia z pracy. Raczej powinien się znaleźć ktoś,
      kto udzieli im instruktażu /dyrekcja/ lub dobrej rady, bez poniżania,
      wyśmiewania, ale i bez moralizowania.
      Przypadki nauczycieli nieudolnych, leniwych, nieprzygotowanych do prowadzenia
      określonych zajęć, czy wręcz ignorantów w danej dziedzinie można mnożyć. Są
      jeszcze tacy, którzy nie mają wrodzonych predyspozycji do tej pracy.
      Dzieci czasem stawiają mnie w głupiej sytuacji przekazując informacje o tym, co
      się działo na lekcji lub pytając o jakieś reguły zachowania, a potem wskazując
      przykład ich łamania przez danego nauczyciela. Sytuacja jest głupia, bo
      powinnam się z nimi zgodzić, ale nie powinnam narażac na szwank autorytetu
      innych nauczycieli /zwłascza pod ich nieobecność/. Tym bardziej, że
      interpretacja dzieci może byc zgoła różna od interpretacji tych samych faktów
      przez nauczyciela. Jeśli słyszę, że nauczyciel przez pół lekcji rozmawia przez
      komórkę, albo notorycznie się spóźnia, nie wyjaśnia szeregu zagadnień, zadaje
      masę pracy domowej, której potem nie sprawdza, wychodzi gdzieś na pół lekcji
      lub stosuje szokujące metody pracy, złośliwe komentarze, upokarzające dzieci,
      to reaguję. Rozmawiam najpierw z nauczycielem, jeśli to nie odniesie
      skutku /tzn. nie zmienia się powyższy stan degrengolady/ to zgłaszam moje
      obserwacje i przekazane przez uczniów/rodziców informacje dyrekcji.
      Jest jeszcze jedna bardzo skuteczna, ale z drugiej strony bardzo drastyczna i
      ryzykowna metoda. Używam jej w ostateczności, kiedy "normalne" rozmowy czy
      sugestie nie pomagają. Nazywa sie techniką "lustrzanego odbicia". Trzeba
      postawić tę osobę w takiej sytuacji, w jakiej ona stawia innych, zachować się
      jak lustro. Ryzykowne, bo można zafundować sobie w ten sposób zajadłego wroga
      na całe życie, albo doprowadzić do załamania osoby o słabszej kondycji
      psychicznej. Ale niezwykle skuteczne - nikt nie pozostaje obojętny, ani adresat
      naszych działań, ani otoczenie.
      Tyle różnych możliwości - dlaczego zaraz zwalniać człowieka? Najpierw trzeba
      dać mu szansę na wprowadzenie pozytywnych zmian.
      Ale się rozpisałam:)
      Bambolina, Ty chyba nie masz szczęścia do nauczycieli - mistrzów, natykasz się
      na partaczy. Zmieniaj to, co zmienić możesz i potrafisz.
      Ps. Są takie chwile w życiu każdego człowieka, kiedy nie jest w stanie
      rozmawiać na dany temat lub kiedy chwila go przerasta. Panią od niemieckiego
      chyba coś takiego spotkało.



      • rabbani Re: Bambolina - przerażasz mnie 16.10.06, 22:14
        A co masz przeciwko piciu herbaty lub kawy na lekcji? A niby kiedy mogę ją
        wypić - czy na 10-minutowej przerwie, jeśli akurat nie ma dyżuru? Zwykle na
        przerwie załatwiam masę spraw (uczniowskich i nie tylko), więc nie za bardzo
        mam kiedy spokojnie usiąść. Zresztą, gdyby uczeń przyniósł kawę na lekcję, bo
        po prostu chce się napić i nie traktował tego jako formę demonstracji jakiegoś
        lekceważenia mojej osoby to nie miałbym nic przeciwko temu.
        • playadelsol Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 02:33
          swięta racja
          a tak naprawde w wypadku uczniow picie kawy/herbaty/coli, jedzenie chipsów, paluszków, sloneczika to niemal zawsze własnie taka demonstracja - ostentacyjne "plucie w twarz" nauczycielowi, zeby mu pokazac jak mało jest tak naprawde wart
      • playadelsol Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 02:29
        piszesz o nauczycielach leniwych, o owszem masz rację, ale bardzo czesto jest to wynik sprzezenia zwrotnego, po latach pracy (a moze nawet i miesiącach) nauczycielom zaczyna udzielac się niechęć i leniwstwo dzieci. Widzą ze nawet ich najgorliwsze stareania spotykają się z upełnym lekcewarzeniem ze strony dzieci, więc po jakims czasie przestają się starac, bo i po co skoro i tak nikt tego nie doceni, nikt nie skorzysta z ich wysiłków...
        • leon1111 Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 08:31
          a co wy chcecie od nauczycieli?

          są zfrustrowani obecna sytuacja, więc nie widzą sensu nadmiernego wysiłku , bo i
          tak tego nikt nie docenia

          zaczynając od uczniów, przez dyrektora, koncząc na ministrze

          Njważniejsze aby uczniowie nie zrobili sobie krzywdy na lekcji, .....
        • grazuchna Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 09:08
          Są też nauczyciele, którzy wybierają sobie ofiarę w pierwszej klasie i do końca
          szkoły nie lubią tego młodego człowieka. Mobing w szkole jest rzeczą naturalną -
          bo jak uczeń b. dobrego liceum, który chce je chce skończyć, ma walczyć z
          nauczycielem,który go nie lubi (od momentu jak ten uczeń wszedł do
          klasy),ośmiesza go wobec klasy, przez 2,5 roku nie zauważył nic pozytywnego u
          ucznia (zawsze w ocenach cząstkowych z zachowania wystawia mu ocenę
          nieodpowiednią).Co zrobić z takim nauczycielem, jeżeli jest on na dodatek jednym
          z dytektorów tego liceum. Co z tego,że uczeń ten ma od pierwszej klasy
          świadectwo z paskiem o co w tym renomowanym liceum jest b.trudno.Jedynym
          problemem tego ucznia jest to, aby otrzymać ocenę b.dobrą ze sprawowania bo bez
          tego nie ma paska. Co ma zrobić uczeń, którego nie broni wychowawca, który za
          rok idzie na emeryturę i nie chcąc się narazać dyrekcji- woli udawać,że to wina
          ucznia.Piszę otym wszyskim bo jestem bezradnym rodzicem, którego dziecko
          krzywdzi nauczyciel a ja nie wiem, czy jak zacznę coś w tej sprawie robić nie
          pogorszę sytuacji mojego dziecka (dziecko nie chce przenieść się do innej
          szkoły).Wiem ,że w innych latach Pani ta miała też podobnych "ulubieńców" i
          interwencje pogarszały jeszcze bardziej i tak zła sytuację ich dzieci.Pani ta
          zawsze wybiera sobie bardzo zdolnych uczniów (uczy języka obcego i za każdym
          razem jej "ofiara" to uczeń z najwyższym certyfikatem językowym, któremu na
          każdym kroku udowadnia,że posiadanie certyfikatu nie świadczy o tym,że ktoś zna
          język). Inną sytuację mają pupilki Pani profesor - zauważa u nich każdy zdobyty
          certyfikat i rozpływa się nad ich umiejętnościami i wiedzą ). Moje dziecko
          poszło do szkoły ze zdanym na B Proficiency i co z tego jak od pierwszej klasy
          nie usłyszała ani razu,że coś zrobiła dobrze nawet jak jest dobrze, to Pani
          szuka czegoś do czego można się przyczepić np. umie wszyskie słówka jakich mieli
          się nauczyć, umie je odpowiednio zastosować, ale mówi w innej kolejności niż ta,
          którą Pani podawała na lekci - a miała się nauczyć na pamięć w kolejności
          alfabetycznej itd. Piszę może zbyt chaotycznie, ale jak czytam różne rzeczy o
          nauczycielach i to co oni piszą o sobie to mam pytanie- czy mając w szkole
          takiego nauczciela znajdzie się ktoś z Was, kto obroni ucznia.O tym,że są tacy
          nauczyciele jak ww. Pani wiedzą najczęściej wszyscy, tylko nikt nie kiwnie
          palcem w obronie ucznia.Chyba, że dotyczyłoby to ich dziecka, ale z tego co wiem
          dzieci profesorów nie są wykańczane psychicznie (być może jest to jakaś
          solidarność zawodowa).Poza tym, jest w tej szkole wielu wspaniałych nauczycieli,
          ja z mężem też mieliśmy wspaniałych pedagogów, ale być może dlatego nie wiemy co
          robić.Staramy się wspierać nasze dziecko i obserwujemy czy nie nadszedł już ten
          krytyczny moment w którym powinniśmy zareagować , aby nie stało się coś złego.
          Pozdrawiam wszystkich wspaniałych nauczycieli a tym, którzy nie lubią młodzieży,
          albo nie potrafią pracować z młodzieża zdolną radzę zmienić zawód, ponieważ
          szkody przez Was wyrządzone są zbyt duże. Młodzi ludzie dopiero uczą się życia a
          to co "tacy pedagodzy" im przekaża może mieć wpływ na całe ich dorosłe życie.
          • bambolina1 Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 18:36
            Przykro mi, ale jeżeli w szkole jest ponad 100 nauczycieli i ponad 1000 uczniów
            nie WSZYSCY wiedzą, kogo np. pani z angielskiego 'męczy'. Sama wiem po sobie,
            że jeżeli byłby to pani, która uczy w szkole wieki i jest znajomą dyrektora to
            bym nie zareagowała, ale jeżeli dziecko byłoby też moim uczniem to bym
            porozmawiała z uczniem.

            Uważam, że powinna Pani zareagować, bo córka/syn tylko traci.Tym bardziej
            certyfikat z Proficiency to duma nie tylko dla ucznia,ale i nauczyciela. Takie
            dziecko w klasie to diament, który trzeba ciągle szlifować. Może pani
            nauczycielka zazdrości córce lub boi się, że wyjdzie jej niewiedza;/

            Kiedyś w podstawówce i liceum sama ciągle wykłocałam się z nauczycielami i
            miałam z tego powodu problemy, ale głownie z ....mamą. Nauczyciele nigdy nas
            nie wyzywali,nie poniżali, może i mieli swoich 'pupilków', ale nie oszukujmy
            się: zawsze lepiej pracuje się z uczniem, który chce, a nie którego trzeba
            zmuszać;/ Do dziś pamiętam jak na fizyce w 1 klasie liceum dostałam 5 jedynek;/
            Nauczycielką była moja wychowawczyni, ale do dziś jej za to dziękuje. Ona
            walczyła o każdego uczia w naszej klasie. Dzięki niej nie stoje teraz pod
            sklepem z piwem. Podobnie jak wiele osób z mojej klasy. Druga wychowawczni była
            taka sama: pomogła koledze uniknąć uznależnienia od nakrotyków. Wydzwaniała
            ciągle po rodzicach, ganiała, aż wreszcie powiedziała:idziesz na leczenie albo
            wylecisz ze szkoły (to mu groziło, bo dyrekcja się dowiedziała o jego
            problemie).Poszedł. Zdał maturę bardzo dobrze, teraz kończy studia.
            Nigdy nie powiem nioc złego na żadnego nauczyciela z liceum czy podstawówki, bo
            byli super pedagogami. Zawsze można było na nich liczyć.
            Gorzej było na studiach, gdzie jedna pani miała swoich ulubieńców i zawsze
            wstawiała im 5,mi nigdy. Nienawidziłam tej kobiety, wolałam przesiedzieć 1,5
            godz. w bufecie nudząc się niż na nią patrzeć. Wiedziałam, że choćbym stanęła
            na głowie to i tak by mi wstawiła 3. Dlatego też wiem co czuje Twoje dziecko.

            Jestem młodym nauczycielem i dla takich jest najgorzej.

            Opisane przeze mnie przypadki są dla mnie samej straszne. Pani,która kręciła
            sobie loki uczy teraz moją siostrę angielskiego. Oczywiście siostra nic sie nie
            uczy, bo po co.Dzieci dorwały ksiązkę nauczyciela z testami i tylko uzupełnią,
            nauczą się odpowiedzi i tyle z nauki. Każdy wie jak jest na lekcjach tej pani,
            nawet sama dyrektorka poprosila moją koleżankę, żeby wzięła połókę klasy, w
            której uczy się jej córka, bo ona nie chce, żeby tamta pani ją uczyła.
            Niestety, ona wie, że nikt jej nie ruszy, bo jest znajomą...dyrektora.

            Co do picia kawy czy herbaty to sama piję ją na lekcji, bo w szkole zimno jak
            cholera i inaczej mam sciskoszczęk i ciężko jest mówić. Ale kupuję ją przed
            lekcją, a nie w połowie klasówki;/

            Uczniowie zawsze podnoszą rękę i pytają się czy mogą się napić czy coś zjeść bo
            są głodni. Zazwyczaj się zgadzam, bo nie chcę,żeby ktoś zemdlał.

            Zgodzę się z kimś kto napisał, że nauczyciela ogarnia niechęć do pracy. Jeżeli
            wchodzę do klasy, w której nikomu nic się nie chce, żal, że pani kazała książkę
            przynieść. Na 17 osób da się pracować tylko z 5. Ale 15 osób chce zdawać
            angielski za rok na maturze, a nic nie umieją. Przyznaje się bez bicia, nie
            lubię iść do tej klasy, bo ogarnia mnie zniechęcenie, ciężko cokolwiek robić.
            Ale na szczęście jest to tylko jenda klasa na 10.

            Nie ma co demonizować nauczycieli. Nie każdy jest taki zły. Reagować trzeba
            natychmiast jak coś źle się dzieje. Ja na siostry wywiadówce na pewno poruszę
            temat zachowania wychowawczyni po śmierci koleżanki. Niech pani nie myśli, że
            tak można. ;/

            Pozdrawiam wszystkich DOBRYCH nauczycieli:))))
          • baba67 Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 21:23
            A moze Twoje dziecko jest po prostu zadufana w sobie pannica, ktora niemal
            kazdym slowem i gestem daje do zrozumienia jak to genialna, i jak nauczyciela ma
            w ...glebokim powazaniu-je na lekcji, rozmawia(co wszystko umie, wiec sie na
            lekcji nudzi), odzywa sie z wyzyn swojego wysokiego mniemania o sobie ?
            Bo wierzyc mi sie nie chce, ze mila, skromna, zdolna dziewczyna spotykala sie z
            taka niechecia.Nie usprawiedliwiam tu tej nauczycielki, bo kobieta nie zachowuje
            sie jak pedagog, ale ja nie wierze w wine tylko jednej strony.
            Sama mialam taka geniuszke (ta byla mizyczna) i wiem,jakie uczucia we mnie budzila.
            • bambolina1 Re: Bambolina - przerażasz mnie 17.10.06, 22:15
              Ale przecież autorka napisała, że nauczycielka nie lubi dziecka od początku, że
              ośmiesza je przy klasie i nigdy nie chwali. Nawet jak sie nienawidzi jakiegoś
              ucznia, ale on coś dobrze robi należy go pochwalić, a nie ganić. Poza tym,
              jeżeli ktoś karze uczyć się słówek i to jeszcze w odpowiedniej kolejności, a
              jak ktoś się pomyli to jest 'ochrzaniany' to przepraszam bardzo, ale taki
              nauczyciel jest chory psychicznie.

              Autorka napisała też, że już wcześniej pani miała swoich ulubieńców i tych
              których będzie nękać, więc z tą winą dziecka bym nie przesadzała.

              A czy zawsze winne są dwie strony?? Nie, czasami winna może być TYLKO jedna.

              Acha i jeszcze jedno. Czy uważesz, że uczeń bardzo dobrego liceum z
              certyfikatem proficiency wiedzący, że ma przechlapane na całej linii u
              nauczyciela j.ang., z którego i tak pewnie będzie zdawać maturę
              podskakiwałoby/byłoby zarozumiałe/miało w poważaniu lekcje tego
              nauczyciela??????????????? Może na początku by tak było,ale przez 2,5 roku
              dziecko zdążyłoby się zorientować, że tak postępując daleko nie zajdzie. Sama
              mam takich 'fikających koziołków', poskaczą/pobuntują się, ale jak zobaczą, że
              nic nie wskórają, a mogą sobie zaszkodzić uspakajają się i nagle stają się
              super dzieciakami. Także jeżeli oni mogą zorientować się bardzo szybko, to
              dziecko autorki zrozumiałoby to jeszcze szybciej.

              Fakt, że są takie dzieci, sama mam takiego, który pobył w usa miesiąc i myśli,
              że jest geniuszem. Ciężko mu zrozumieć, że kogoś nie stać np. na korepetycje.
              Treaz jest na mnie zagniewany (sam tak powiedział), bo musiałam sprowadzić go
              na ziemię. Ale to już widać tak wychowany;/
              • baba67 Re: Bambolina - przerażasz mnie 18.10.06, 11:55
                Ja nie twierdze ze ta dziewczyna taka jest-nie znam jej-napisalam moze.
                Pewnie bylam pod wplywem wlasnych doswiadczen.
                Zreszta, dlaczego mialaby sie obawiac matury? Jest sprawdzana poza szkola,
                ustna jest oceniana komisyjnie, jesli dziewczyna ma takie zdolnosci, to kobieta
                osmieszylaby sie przed kolegami podwazajac ich ocene...
            • playadelsol Re: Bambolina - przerażasz mnie 18.10.06, 01:53
              oj pełno takich pannic w dzisiejszych czasach
              ale jakby je ubrać w fartuszki (najlepiej w stylu kufajek) i na głowach kazac nosic wiejskie chusty to skończyłaby sie rewia mody w skzołach, a i te panny miałyby miny nietęgie....
            • grazuchna Re: Bambolina - przerażasz mnie 18.10.06, 09:12
              Moja córka jest normalną, młodą dziewczyną. Certyfikatu z angielskiego dorobiła
              się chodząc na kursy, nigdy nie była na kursie językowym za granicą ponieważ nas
              na to nie stać.Myślę poza tym, że średnia 5,1 b.dobrym liceum nie dostaje się
              tylko dlatego, że jest się "zadufaną w sobie pannicą" , ale wydaje mi się, że za
              wiedzę, inteligencję itd. Nie biegam do szkoły (chodzę owszem na zebrania i
              wywiadówki), nie staram się zaprzyjaźniać z nauczycielami, nie jestem rodzicem
              działaczem- jestem matką dziecka, które chodzi do szkoły (do b.dodrej
              szkoły).Ale przecież nie o to mi chodziło, aby skrytykować nauczycieli, chodziło
              mi głównie o to , że być może i w waszych szkołach są takie dzieci i może jeżeli
              jesteście wychowawcami to warto im pomóc, a nie stwierdzić jak wychowawczyni
              mojej córki, że jeżeli Pani Dyrektor postawiła Ci cząstkową ocenę niodpowiednią
              za sprawowania to na pewno na nią zasłużyłaś.No cóż, pomimo mojej dużej niechęci
              do ministra Giertycha powinnam mu podziękować za to, że nauczyciel uczący w
              ostatniej klasie nie może egzaminować ucznia na ustnej maturze.
          • playadelsol Re: Bambolina - przerażasz mnie 18.10.06, 01:48
            znałam taki przypadek, ucznia przesladowanego od samego początku do samego końca (jego zreszta nie szkoły, bo skonczyc mu sie jej nie udało, w każdym razie dziennie), pikanterii sprawie dodaje fakt, ze nauczyciel, swoją droga dyrektor szkoły, byl wujkiem owego ucznia :D:D:D:D
      • unsatisfied6 Bambolina w przeciwieństwie do ciebie 25.10.06, 09:08
        ajala1 napisała:


        > Bambolina, Ty chyba nie masz szczęścia do nauczycieli - mistrzów, natykasz
        się
        > na partaczy. Zmieniaj to, co zmienić możesz i potrafisz.

        Bambolina w przeciwieństwie do ciebie to dobry belfer - ona mogłaby coś zmienić
        w tej edukacji na lepsze , bo naprawdę jej na lepszej oświacie zależy . mogłaby
        ale nie jest w stanie tego zrobić , jak masa innych dobrych belfrów . wytyczne
        edukacji są produkowane przez typy twojego rodzaju . edukacja w waszym
        wydaniu , to żadna przyjemność ani dla ucznia ani dla nauczyciela - to coraz
        większy stres , więcej obowiązków a zarazem mniejsza skuteczność .
        polska szkoła tworzona przez takich typów jest ciężka , stresująca i
        produkująca tanią siłę roboczą i mało skuteczny potencjał w gospodarce .


        między wierszami twojego postu wyczuwam zły kierunek w którym chcesz
        prowadzić dyskusję - trudno mi zwerbalizować , co negatywnego widzę w twoim
        poście , bo jesteś mistrzem lepszym niż ja od rozwikłania twojego mataczenia .
        tobie nie ufam i nie jest to zależne od naszych poprzednich sporów , bambolina
        też wielokrotnie mnie krytykowała i zupełnie prawdopodobnym jest , że
        i skrytykuje mnie za ten post - w twoich postach brak jest pewnej nuty prawdy ,
        która przekonałaby mnie do twoich wypowiedzi .
        • abrakadabra10 Re: Bambolina w przeciwieństwie do ciebie 27.10.06, 18:36
          > unsatisfied6 napisał:

          między wierszami twojego postu wyczuwam zły kierunek w którym chcesz
          > prowadzić dyskusję - trudno mi zwerbalizować , co negatywnego widzę w twoim
          > poście , bo jesteś mistrzem lepszym niż ja od rozwikłania twojego mataczenia .
          > tobie nie ufam i nie jest to zależne od naszych poprzednich sporów ,
          bambolina
          > też wielokrotnie mnie krytykowała i zupełnie prawdopodobnym jest , że
          > i skrytykuje mnie za ten post - w twoich postach brak jest pewnej nuty
          prawdy ,
          >
          > która przekonałaby mnie do twoich wypowiedzi .
          >
          Witajcie,
          Nie znam wprawdzie waszych wcześniejszych sporów, ale po przeczytaniu całego
          tego wątku - zgadzam się!

          Wg mnie to takie podjudzanie: dajcie mi tu konkrety, co, kto, gdzie, kiedy?
          i nie żadne tam duperele - szukam czegoś większego kalibru!
          Nauczyciele, plujcie jedni na drugich, rodzice, co was boli? dzieciaki -
          podawajcie fakty!
          A zagajacz tego wątku wszystko to wykorzysta przeciwko wam.
          Może szykuje jakieś ideologiczne podwaliny pod nowelizację kolejnych
          restrykcyjnych przepisów wobec nauczycieli?

          A wy tu ludziska o kawkach i herbatkach... ech!
          więcej mięcha i krwi!
          • unsatisfied6 też mi na to wygląda 28.10.06, 17:47
            abrakadabra10 napisała:

            > A zagajacz tego wątku wszystko to wykorzysta przeciwko wam.
            > Może szykuje jakieś ideologiczne podwaliny pod nowelizację kolejnych
            > restrykcyjnych przepisów wobec nauczycieli?
            >

            ani słowem nie skrytykuje niskich pensji , tworzy mity o wielkich
            możliwościach i wspaniałych szkołach , nie wspomni o papierkowej
            robocie , nie ustosunkuje się do żadnego merytorcznego błędu w oświacie .

            w naszej pierwszej rozmowie o adhd wyklucza jakąkolwiek pomyłkę diagnozy -
            bzdura . rozmawiałem z psychologiem w realu i potwierdza moje uwagi ,
            podczas gdy to ona rzekomo pracuje z dziećmi z adhd i wyklucza mozliwość
            błędnej diagnozy - fantastyczny sposób na dławienie potencjału szczególnie
            uzdolnionej młodzieży , zdiagnozować u nich defekt i leczyć ich z czegoś
            czego nie mają . po kilku latach w szkołach specjalnych dla niepełnosprawnych
            umysłowo dzieci pewnie nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości - dziecko jest
            niepełnosprawne . co gorsza , szukałem takiego potwierdzenia moich tez
            w języku polskim i nie znalazłem w internecie - znalazłem tylko w języku
            angielskim .
        • bambolina1 unsatisfied6... 28.10.06, 19:36
          Nie skrytykuję Cię, bo napisałeś prawdę. Uczę 3 rok i mimo, iż wiele razy
          przekonywałam się, że coś jest nie tak z nasz oświatą to teraz, po ostatnich
          wydarzeniach nie tylko w sprawie śmierci Ani, ale też u mnie w szkole, widzę,
          że nic się nie zmieni, bo w większości przypadków nauczyciele mają w d... te
          dzieciaki:(
          • unsatisfied6 Re: unsatisfied6... 28.10.06, 22:05
            bambolina1 napisała:

            > Nie skrytykuję Cię, bo napisałeś prawdę. Uczę 3 rok i mimo, iż wiele razy
            > przekonywałam się, że coś jest nie tak z nasz oświatą to teraz, po ostatnich
            > wydarzeniach nie tylko w sprawie śmierci Ani, ale też u mnie w szkole, widzę,
            > że nic się nie zmieni, bo w większości przypadków nauczyciele mają w d... te
            > dzieciaki:(

            jak u przebiegał w twojej szkole dzień przed apelem zarządzonym przez Giertycha
            we wszystkich szkołach w Polsce w związku z tragicznym zajściem w Gdańsku ?

            wiem , że w niektórych szkołach zostawiono dzieciaków w klasach bez opieki ,
            przypuszczam , że z powodu zebrania nauczycieli celem zorganizowania tych
            apeli - kompletne wariatkowo .
            • bambolina1 Re: unsatisfied6... 28.10.06, 22:37
              Przyznaje, że nie wiem, bo w piątek miałam na 13, a więc już po... Nic mi nie
              wiadomo, żeby jakiś apel był...ale jeszcze się dowiem. U mojej siostry w
              gimnazjum, apelu ni było, tylko minuta ciszy.

              Każdy nauczyciel, który zostawia klasę nawet na 1 minutę musi liczyć się z tym,
              że coś może się stać. Nie ma tłumaczeń: oni są duzi, prosiłam inna nauczycielkę
              o opiekę (i tak wiadomo,że się nie zaopiekuje). Ani na krok.

              Przypomniała mi się sytuacja z zeszłego roku, kiedy to 3 min po dzwonku wpada
              matka jednego maturzysty (którą wezwałam do szkoły)i mówi, że ona w sprawie
              syna. Wyszłam z klasy, drzwi do końca nie zamknęłam, stałam z matka i uczniem
              na korytarzu. Lepiej nie będę wspominać o zachowaniu matki, która napadła mnie
              jak dzika, ale matka ta zadzowniła do wychowawczyni tego samego dnia mówiąc jej
              o moim skandalicznym zachowaniu, że nie wzięłam tej pani do pokoju
              nauczycielskiego. Wiele razy miałam ochotę spotkać tą panią i poprostu
              powiedzieć jej, że jest pierd.... przepraszam, ale żadne inne słowo nie oddaje
              takiej głupoty. W klasie 23 osoby, matka wpada po dzwonku na lekcje i jeszcze
              mam ją prowadzić do pokoju, kiedy wiem, że te "dzieciaki" rzucały w siebie np
              nożyczkami na innej lekcji. Jeszcze mi nie odbiło, żeby prawnie odpowiadać za
              kogoś.

              Z drugiej strony ciągle nie mogę się nadziwić jak nauczyciel może wyjść z klasy
              na apel/czy jego przygotowanie???? Nie rozumiem tego, nie spotkałam się z takim
              czymś (poza panią, która w czasie klasówki wychodziła do sklepiku po pączki,
              już pisałam gdzieś o tym). Jeżeli dyrektor karze to daje zastępstwo, ale takie
              prawdziwe a nie udawane.
              Miejmy tylko nadzieję, że ta sytuacja wreszcie nauczy czegoś,a niektórym
              uświadomi, że się nie nadają do tego zawodu.

              • unsatisfied6 Re: unsatisfied6... 28.10.06, 22:56
                bambolina1 napisała:

                > Przyznaje, że nie wiem, bo w piątek miałam na 13, a więc już po...

                chodzi mi o czwartek . jak znasz innych nauczycieli , popytaj się
                jak to wyglądało w ich szkołach , może to , o czym ja słyszałem
                było tylko incydentem .
                • bambolina1 Re: unsatisfied6... 29.10.06, 07:36
                  W czwartek nie było żadnych apeli;/
              • playadelsol Re: bambo 29.10.06, 11:39
                sorry, ale cholera jakim prawem rozmawiasz z nią w czasie lekcji??????? i teraz wclae nie zartuję, pomijam juz sam fakt wyjścia z klasy, bo wyszłas tak zeby miec ciągle jakąs kontole nad sytuacją, włąsciwie to powinnaś tą panią zaprosić do sali i tam przy wszystkich rozmawiać o jej dziecku, ale tak naprawde chodzi mi o to ze lekcja to lekcja i powinnas uczyć dzieciaki!!! (nawet jesli one mają to w d...)zabrałaś im czas przeznaczony na ich edukację!!!! matka powinna poczekac do następnej przerwy, jak jest na tyle niekulturalna, ze przychodzi po przerwie.
                teraz sie jescze nie zdziw jak zacznie wygadywać ze w czasie lekcji zamiast być w klasie i uczyc, to sie szlajasz po kątach a jej dziecko potem ma klopoty w nauce, bo nauczyciela nie ma na lekcji...dałas się podpuscić i tyle...chciałas być miła, a jeszcze Cie za to skarcono...
                • bambolina1 Re: bambo 29.10.06, 22:53
                  Masz rację. Ale w szkole, w której pracuję nie ma czegoś takiego jak
                  konsultacje (w poprzedniej były) kiedy rodzice mogą przyjść w określonym czasie
                  i porozmawiać z nauczycielem.

                  To był mój pierwszy przypadek kiedy jakaś matka przychodzi na lekcji, kilka
                  minut po dzwonku. Poniosłam konsekwencje i nigdy więcej tego nie zrobię. Tak
                  chciałam być miła bo pomyślałam, że może pani spieszy się do pracy, więc nie
                  chciałam utrudniać jej życia. Miało to zająć 5 min, a zajęło z 20. Pani ciągle
                  się na mnie wydzierała i obrażała. No i mi się oberwało. Na szczęście
                  wychowawczyni klasy była normalna i mnie poparła. To była klasa maturalna i nie
                  zobaczę tej pani więcej a szkoda. Za kulturalna to ona nie była...;/
    • ajala1 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 17.10.06, 23:24
      No cóż, mamy bardzo różne doświadczenia i wspomnienia.
      Dlaczego nigdy nie piję herbaty/kawy i nie jem w czasie lekcji?
      Bo do dziś pamiętam pewną lekcję chemii w 2 klasie liceum.
      Na zastępstwo przyszła matematyczka, a była to 7 godzina lekcyjna. Właściwie
      nie wiem dlaczego nas wtedy nie zwolnili wcześniej do domu, przecież była to
      ostatnia lekcja. Wszyscy już byli zmęczeni i głodni - nie był to czas suto
      zapoatrzonych sklepików i małej gastronomii w szkole i wokół niej. Wszystko
      było na kartki /a propos kartek, fizyk w czasie lekcji rozsyłał nas po mieście,
      byśmy w kolejkach wystali mu określone produkty. Raz nawet wysłał mojego kolegę
      z klasy, żeby mu buty kupił - określił tylko rozmiar, fason i kolor miał mu
      wybrać uczeń samodzielnie/. No i na tę 7 lekcję wkracza pani z talerzem i
      szklanką. Na talerzu - pół kurczaka i wielka buła. Ale to jeszcze nic - pani z
      chemią najwyraźniej nie miała zbyt wiele wspólnego, toteż sama zabrała się do
      jedzenia, a nam kolejno kazała głośno czytać tematy z książki. Tematy w książce
      do chemii, to nie to samo co tematy np. z historii. Każdy zajmował niecałą
      stronę, w porywach do półtorej. W krótkim czasie przeczytaliśmy pół książki, a
      pani ... żarła kurczaka i bułę. Oczywiście zarówno jej ignorancja w zakresie
      chemii, jak i zapał, z jakim pochłaniała strawę /sztućców nie miała/, wzbudziły
      naszą niepohamowaną wesołość. Kilka osób prosiło o możliwośc opuszczenia klasy -
      nie zgodziła się. W związku z tym wyliśmy już ze śmiechu na cały głos.
      Zapamiętałam to do dziś - i twierdzę, że sala lekcyjna to nie bufet. Co 45
      minut są przerwy, można się wtedy objadać i opijać. A jak nauczyciel nie
      wytrzymuje lub nie zdąża w czasie przerwy, niech sobie zażyczy okienek.
      W mojej szkole nauczyciele wf zaczynają pracę od kawy i papierosa. Dzieciaki
      kotłują sie w szatniach po pół lekcji, a Państwo opowiadaja sobie dyrdymały
      przy kawie, zaś z ich "gabinetu" wydobywają sie dymy niczym nad Birkenau. Grunt
      to lansować zdrowy styl życia i edukację prozdrowotną.
      Inna kwestia - to obrzydliwe pomysły uczniów wzbogacające kawę/herbatę
      nauczyciela. Miałam kiedyś w jednej z klas swojego kuzyna - opowiadał mi, co
      robili z ww napojami, gdy nauczyciel odwrócił się do tablicy lub, o zgrozo,
      wyszedł z klasy. Nie chcecie tego wiedzieć;)
      Jeden z młodych nauczycieli jescze niedawno do ścierania tablicy zamiast gąbki
      używał podpasek maxi i uważał, że jest ok i w ogóle przezabawny.
      Nadal pracują w szkołach różne egzemplarze;)
      Uczniowie nie zawsze odczytują nasze działania zgodnie z naszymi intencjami.
      Sama miałam kiedyś szokujący przypadek - uczeń dostał jedynkę z odpowiedzi.
      Powiedziałam mu głośno przy całej klasie, że zapytam go na następnej
      lekcji /zawsze staram się jak najszybciej "wyciągać" z jedynek/. Zapytałam -
      nic nie umiał, dostał kolejną jedynkę. Uprzedziłam, że na pewno będzie pytany
      na następnej lekcji, powiedziałam jeszcze dokładnie z czego. Na trzeciej z
      kolei lekcji - znów nic nie umiał. Ręce mi opadły, wpisałam mu do zeszytu
      informację dla rodziców z prośbą o kontakt ze mną. Nie przyszli, za to zostałam
      wezwana do rzecznika praw ucznia, gdyż złożyli na mnie skargę, w której
      oskarżyli mnie o psychiczne znęcanie się nad uczniem. Przeżyłam szok. Dobrze,
      że miałam już za sobą kilkanaście lat pracy, bo pewnie zrezygnowałabym z zawodu
      sądząc, że rzeczywiście sie nie nadaję i w dodatku krzywdzę dzieci. I tak moje
      próby postawienia uczniowi pozytywnej oceny, by jak najszybciej miał "pokrytą"
      jedynkę, zostały odebrane jako prześladowania "niewinnej" ofiary. Niewinny
      uczeń, uprzedzany za każdym razem o tym, że jego wiedza będzie sprawdzana -
      mówiąc trywialnie - olewał to i nie uczył się nadal.
      No i właściwie, gdyby nie rozsądna dyrekcja, która znała mnie i moje metody
      pracy od lat, mogłabym mieć spore problemy. Jeszcze, żeby dopełnić czary
      goryczy - wspomnę, że to był uczeń z mojej klasy wychowawczej, zaś mamusia była
      aktywistką Komitetu Rodzicielskiego. Podłoże sprawy było nieco bardziej
      złożone - mamusia mocno sie narzucała ze swoją ofertą współpracy. Ja współpracę
      z rodzicami pojmowałam nieco inaczej, np. nie pozwalałam na skrócenie pewnego
      dystansu między nami. Cdn jutro.

      • playadelsol Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 02:04
        a co jesli nauczyciel ma dyzury na korytarzu przez cały dzień? jak moze sobie wówczas zrobić kawe i kiedy ma ją w ogóle pic? Na korytarzu? wsród szalejących dzieci? jeszcze ktoś zostanie oblany i poparzony....i to moze być np nauczyciel specjanie popchnięty przez uczniów...
        objadać i opychac w czasie przerwy? hello? hello? is there anybody home? Ty chyba zapominasz ze przerwa to takze czas na załatwienie licznych spraw, w tym uczniowskich. Poza tym jaki jest efektywny czas przerwy? po lekcji uczniowie musza się spakowac, wyjść z klasy, nauczyciel musi klase zamknąć, dojśc do pokoju nauczycielskiego, kawę/herbatę zaparzyć (wariant dłuzszy)/ kupić z automatu (wariant krotszy) i juz w praktyce jest po przerwie, ale w tym czasie nie zrobil nawet łyka, gdyż miał wrzątek. NO i teraz staje przed decyzją: zostawia kubek w pokoju nauczycielsim, i za 45 minut (a faktycznie to 50)bedzie miał coś zimnego co nie nadaje sie do niczego (chyba ze sie lubi ice tea), bądz bierze kubek ze soba na leckje, by w końcu moc się napic, a przy okazji w jakis sposób ulzyc gardłu, a więc podstawowemu narzędziu pracy nauczycieli nie uczących w szkołach dla dzieci głuchych i słabosłyszących.....
        tak naprawdę to nie takie wazne co się robi a jak...jesli z taką ostentacją jak ta o ktorej pisalaś, to nawet przyznam CI racje, ale nie wyciagaj z tego wniosków ogólnych.....
        • mamosz Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 04:59
          Niestety czesc wypowiedzi potwierdza zdanie autorki tego watku iz wielu z nas
          nie nadaje sie do pracy w szkole.Jako jeden z takich elementow
          zakwalifikowalabym podejscie typu "pannica demonstruje swoja wiedze" iinne
          podobne -nauczyciele ktorzy swoimi niepowodzeniami obarczaja
          dzieci,rodzicow,pensje,zle warunki,krotkie przerwy i inne takie dopusty boze
          moim zdaniem NIE NADAJA sie do pracy w szkole.
          Bo szkola nie jest ringiem na ktorym odbywa sie walka miedzy nauczycielami a
          ich uczniami przy sekundujacej obecnosci rodzicow,a miejscem pracy gdzie
          dorosly wyksztalcony czlowiek staje przed duza grupa organizmow
          niewyksztalconych ,w trudnym wieku rozwojowym o roznych mozliwosciach
          intelektualnych,roznych cechach charakteru oraz roznym pochodzeniu spolecznym-
          itd itd.I nauczyciela zadaniem jako profesjonalisty jest nad ta grupa zapanowac
          na tyle ,zeby przekazac jej to co ma do przekazania a nastepnie otrzymac
          komunikat zwrotny potwierdzajacy ze owa wiedza do tej grupy na wymaganym
          poziomie dotarla .I tyle.Ci ktorzy tego nie potrafia bez wzgledu na powod -nie
          nadaja sie do pracy w szkole,bo nie wykonuja tej pracy efektywnie.Warunkiem
          efektywnosci jest rowniez odpowiedni poziom etyczny nauczyciela -przede
          wszystkim umiejetnosc panowania nad wlasnymi emocjami (w czym zawiera sie
          rowniez sprawa traktowania uczniow) a wszystkie bajki o powolaniu,misji i nne
          bzdury miedzy bajki wlozyc bo to tylko przeszkadza.
          • grazuchna Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 09:22
            chciałabym dowiiedzieć się od Państwa jednej rzeczy, w jaki sposób można
            przenieść ucznia z jednej grupy językowej do drugiej.Chodzi mi o to, że klasa
            podzielona jest na dwie grupy : zaawansowaną i trochę słabszą.Czy mogę napisać
            podanie do Dyrekcji szkoły, że córka sobie nie radzi i proszę o
            przeniesienie.Nie chciałabym w tym podaniu pisać o całej sytuacji bo jak
            wcześniej pisałam, nie wiem czy warto zaczynać i nie wiem jak to się może dla
            córki skończyć. Z tego co słyszE od córki w tym roku jest jeszcze gorzej, a ja
            naiwna myślałam, że w klasie maturalnej Pani ta po prostu "odpuści".Proszę mi
            powiedzieć czy ktoś z Państwa wymaga od uczniów znajomości zasad nowej matury na
            pamięć.Zaznaczam, że młodzież jest z tego odpytywana i oceniana.
            • gwendal Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 12:26
              > chciałabym dowiiedzieć się od Państwa jednej rzeczy, w jaki sposób można
              > przenieść ucznia z jednej grupy językowej do drugiej.Chodzi mi o to, że klasa
              > podzielona jest na dwie grupy : zaawansowaną i trochę słabszą.Czy mogę napisać
              > podanie do Dyrekcji szkoły, że córka sobie nie radzi i proszę o
              > przeniesienie.

              A nie da się tego załatwić z nauczycielem? Przecież jeśli sobie nie radzi to
              chyba jasne, że nagle nie dozna oświecenia i nauczyciel powinien o tym wiedzieć.
              U mnie w szkole jest to kwestia ustalana między nami, nauczycielami. Jeśli ktoś
              sobie nie radzi, przychodzi do mnie mówiąc "Panie profesorze, nie daję sobie
              rady i chciałbym się przenieść do słabszej grupy" - nie ma problemu. Podobnie
              jest, gdy widzę ucznia dobrego, który zaczyna się nudzić, wtedy sam z taką osobą
              rozmawiam a później idę z tą kwestią do nauczyciela grupy lepszej pytając o
              zgodę. To chyba normalne, że zapewniamy uczniom jak najlepsze warunki zdobywania
              wiedzy.

              > Z tego co słyszE od córki w tym roku jest jeszcze gorzej, a ja
              > naiwna myślałam, że w klasie maturalnej Pani ta po prostu "odpuści".

              Odpuści? Przed maturą? To chyba dobrze, że "piłuje" ich z języka obcego - jest
              to przecież przedmiot maturalny i przydatna życiowa umiejętność. Chyba, że wiąże
              się to z jakimiś patologicznymi przypadkami wyżywania się na uczniów itp.

              Proszę mi
              > powiedzieć czy ktoś z Państwa wymaga od uczniów znajomości zasad nowej matury n
              > a
              > pamięć.Zaznaczam, że młodzież jest z tego odpytywana i oceniana.

              To jest akurat ciężki bezsens.

              Pozdrawiam,

              Gwendal
              • bambolina1 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 17:24
                Tak nauka zasad matury na ocene...wow... ta pani chyba na serio musi się
                leczyć. Może jeszcze niech odpytuje z autorów i spisu treści książek z
                j.ang.;/Paranoja.

                Czegoś tu nie rozumiem:autorka wcześniej pisała, że jej córka ma proficiency i
                to zdane na B. To poziom w klasie jest za wysoki?? Jakoś trudno mi uwierzyć,
                żeby 10 osób w klasie (zakładając najniższą liczbę w klasie)zna tak świetnie
                angielski, że komuś z proficiency jest za trudno;/ Chyba, że uczą się tam sami
                Anglicy;/

                Jeżeli córce jest za trudno niech porozmawia z nauczycielem, nie powinno być
                żadnych problemów.

                Zgadzam się z poprzednikiem,że to dobrze, że 'piłuje' w maturalnej klasie. Ma
                Pani jakieś dziwne podejście, że ma odpuścić;/

                A do mamosza: zgadzam się z Tobą, ale nie oszukujmy się, że ucznia dostajemy
                już z pewnymi nawykami/wychowaniem, które wyniósł też z domu, szczególnie jak
                jest to np 18 czy 20-latek. Dlatego o ile łatwo jest utrzymać porządek w klasie
                i przekazać wiedzę i ją sprawdzić, o tyle trudno jest 'wgłebić' się w każdego
                ucznia, jeżeli ma się 25 uczniów w klasie. Ja piszę o swojej sytuacji, uczę w
                technikum, gdzie są sami faceci, dojrzewający,a ja jestem młoda i często wielu
                z nich chce się popisać. Nikt tu nie szuka wymówek. Ale nie ma co się
                oszukiwać, z uczniem trzeba czasami twardo, szczególnie jak to jest 20-letni
                facet.
                • mamosz Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 19:33
                  bambolina1 i
                  >>
                  > > A do mamosza: zgadzam się z Tobą, ale nie oszukujmy się, że ucznia
                  dostajemy
                  > już z pewnymi nawykami/wychowaniem, które wyniósł też z domu, szczególnie jak
                  > jest to np 18 czy 20-latek. Dlatego o ile łatwo jest utrzymać porządek w
                  klasie
                  >
                  > i przekazać wiedzę i ją sprawdzić, o tyle trudno jest 'wgłebić' się w każdego
                  > ucznia, jeżeli ma się 25 uczniów w klasie. Ja piszę o swojej sytuacji, uczę w
                  > technikum, gdzie są sami faceci, dojrzewający,a ja jestem młoda i często
                  wielu
                  > z nich chce się popisać. Nikt tu nie szuka wymówek. Ale nie ma co się
                  > oszukiwać, z uczniem trzeba czasami twardo, szczególnie jak to jest 20-letni
                  > facet.

                  ale przeciez o to mi chodzilo nie o wglebianie sie nadmierne w ucznia tylko o
                  koniecznosc posiadania przez nauczyciela umiejetnosci przekazania i
                  wyegzekwowania wiedzy co sie laczy z umiejetnoscia utrzymania porzadku w klasie
                  metodami etycznymi ale skutecznymi.Najdalsza jaestem od ulegania modzie na
                  nadmierne psychologizowanie i wglebianie sie w kazdego w ramach misji powolania
                  i pochylenia nad czlowiekiem,kiedy trzeba tak,ale w codziennosci lekcyjnej
                  trzeba po prostu umiec utrzymac niezbedna dyscypline -nie rygor -zeby bylo
                  jasne.Tak ze bambolino zgadzamy sie.
          • baba67 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 11:58
            Absolutnie sie zgadzam.
            • grazuchna Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 18.10.06, 17:51
              Chciałabym przenieść córkę do niższej grupy nie dlatego, że sobie nie radzi, ale
              dlatego, że uczy tam inny nauczyciel.Nie chciałabym w podaniu opisywać
              dlaczego,ale po prostu chciałabym ją przenieść do tej słabszej grupy.Maturę moim
              zdaniem powina zdać nawet wtedy gdyby nie chodziła do szkoły. Myślę,że mając
              proficiency maturę zda bez problemu.Pisząc "odpuści" myślałam, że Pani Profesor
              da mojej córce spokój i zajmie się uczeniem a nie znęcaniem się.Nie miałam na
              myśli nauki. Poza tym myślę, że na szczęście nieliczni z Państwa wiedzą co to
              znaczy jak nauczyciel znęca się psychicznie nad uczniem. Poza tym mam jeszcze
              dwoje dzieci na studiach i żadnym z nich niczego podobnego nie
              przeżywaliśmy.Najmłodsza jest najzdolniejsza z całej trójki chociaż pozostałym
              też nic nie brakuje.Syn(22lata) jest na Politechnice we Wrocławiu a córka(20lat)
              na administracji w Toruniu.Ja myślę,że trzeba to przeżyć żeby zrozumieć.Wydaje
              mi się, że trzy lata temu tez nie wiedziałabym o co takiej matce jak ja
              chodzi.Pomyślałabym, że to jakiś rozpuszczony dzieciak i przewrażliwiona matka,
              ale od 2,5 roku myślę inaczej o takich sytuacjach i niekoniecznie są to
              rozpuszczone, żle wychowane, niedopilnowane dzieci.
              • playadelsol Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 19.10.06, 01:19
                a tak swoją droga to czasem egzekwowanie wiedzy absolutnie podstawowej traktowane jest jako forma znęcania się nad uczniem...:(
      • gorzatax ajala1, a co z mineralną czy ziółkami? 21.10.06, 18:47
        ajala1 napisała:

        > nigdy nie piję herbaty/kawy i nie jem w czasie lekcji

        Gdy studiowałam, nie miałam zajęć z emisji głosu (teraz, zdaje się, już są
        wprowadzane na wydziały pedagogiczne lub specjalności nauczycielskie).
        Ale kiedyś zainwestowałam trochę czasu i pieniędzy, i zapisałam się na taki
        kurs. To czego mnie tam nauczono, to na przykład dbałość o higienę głosu, a
        polega ona m.in. na stałym nawilżaniu śluzówki w sytuacjach, gdy nasze gardło
        jest zmuszone do dłuższej pracy. I od tamtej pory nie ma takiej siły, która
        zakazałaby mi łyknąć wody wtedy, gdy odczuwam taką potrzebę.
        Wiem, kawa czy czarna herbata pewnie nie bardzo się do tego nadają, ale nie
        przesadzajmy z tym piętnowaniem nauczycieli za to, że przepłukują gardło -
        dobrze i zdrowo robią.
    • gazunia Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 21.10.06, 22:23
      Pracuję od siedmiu lat w gimnazjum i nie jem ani nie piję na lekci, moi
      uczniowie również. Czasami mnie wkurzają, ale ja ich pewnie też. Najważniejszy
      jest szacunek - wzajemny, uwierzcie, że to naprawdę wystarczy. Ostatnio miałam
      scysję z uczniami, których nie uczę (na przerwie), w ramach przeprosin dostałam
      kwiaty, a gimnazjum jest jak najbardziej publiczne.
      • gazunia Re: Błąd: lekcji oczywiście 21.10.06, 22:24
        • mamosz Picie na lekcji(herbaty) 24.10.06, 15:35
          I jak zwykle kiedy rozmawiaja ze soba nauczyciele -dyskusja stacza sie na
          boczne tory bo naprawde to czy ktos popija na lekcji herbate lub kawe ma
          trzeciorzedne znaczenie w kwestii czy nadaje sie na nauczyciela czy nie.Nie
          mowie o ucztowaniu podczas zajec .Zreszta to,ze poruszony tu zostal i tak
          szeroko przedyskutowany ten blahy problem jak rowniez sprawa tel.(dla mnie
          sprawy nie ma-nie tylko nauczyciel ale ZADEN kulturalny czlowiek NIE uzywa
          tel.komorkowego podczas lakcji,wykladu,zebrania,seansu w kinie czy
          przedstawienia teatralnego) swiadczy o tym jak wielu ludzi nie nadaje sie do
          tego zawodu poniewaz sa zwyczajnie nieprofesjonalni.
          • playadelsol Re: Picie na lekcji(herbaty) 29.10.06, 11:42
            masz rację, ale pani ajala, nestor polskich nauczycilei, ma zdanie odmienne, przyznam dośc absurdalne, i stąd ta cała dyskusja....jesli jej zdaniem ktoś kto pije na lekcji herbate, nie nadaje się z tego powodu na nauczyciela, zapewne i inne poglądy ma "interesujące", a wtedy to zal mi jej uczniów....
    • truten.zenobi w obecnych warunkach taka dyskusja to tylko ... 24.10.06, 21:19
      bicie piany

      jak przy takich pensjach i takich zwierzchnikach mozna cokolwiek wymagac od
      nauczycieli?!

      "Jak se wybralismy tak se mamy" - tylko nie czepiajmy sie wszystkich w koło
      wszyscy jesteśy odpowiedzialni za stan polskiej edukacji i nie wymagajmy od
      innych by poswiecali swoje życie na walke z wiatrakami i zabawę w siłaczkę
    • ajala1 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 28.10.06, 00:01
      No proszę, nie było mnie 10 dni, a wątek nadal wisi. No, ale już się dorwali do
      niego "znawcy", zwłaszcza mojej pracy i charakteru:)
      Myślę, że nie nadaje się do pracy również nauczyciel, który wielokrotnie daje
      się sprowokować uczniom/rodzicom do określonych negatywnych reakcji oraz ...do
      dyskusji, która prowadzi na manowce lub obraża inne osoby. Można dać
      się "wpuścić w maliny" raz, no może dwa ale więcej to już nawet nie brak
      wyobraźni, tylko zwykła głupota. Trzeba mieć umiar we wszystkim i poczucie
      dystansu do własnej osoby.
      A pijcie sobie, co chcecie. Ja nie muszę, choć mam co chwila zapalenia krtani.
      Ps. nie tworzę żadnych podwalin :lol:, a sprowokować się już nie dam.
      • playadelsol Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 28.10.06, 13:22
        picie to nie tylko kwestia krtani, ale i poprawnego funkcjonowania całego organizmu
        a Ty rób sobie co chcesz, Twoja sprawa
        tylko nie wyciągaj wniosków, ze ktos kto pije czy nawet je na lekcji nie nadaje się do pracy w szkole (bo chyba tak własnie twierdziłaś, choc juz na 100% nie pamiętam)
      • unsatisfied6 to już nuta nadziei , bo w liczbie mnogiej 28.10.06, 23:28
        ajala1 napisała:

        > No proszę, nie było mnie 10 dni, a wątek nadal wisi. No, ale już się dorwali
        do
        >
        > niego "znawcy", zwłaszcza mojej pracy i charakteru:)

        piszesz "dorawali się znawcy" - to nuta nadziei , że znalazło
        się kilku .

        ty myślisz , że wszyscy są kretynami i można bez końca wciskać
        wszystkim kit ?



        > Myślę, że nie nadaje się do pracy również nauczyciel, który wielokrotnie daje
        > się sprowokować uczniom/rodzicom do określonych negatywnych reakcji
        oraz ...do
        > dyskusji, która prowadzi na manowce lub obraża inne osoby.

        obraża inne osoby ??? tzn ciebie to niedotyczy - ty możesz bezczelnie
        obrażać ( i o dziwo admin tego nie wycina ) ?


        > Można dać
        > się "wpuścić w maliny" raz, no może dwa ale więcej to już nawet nie brak
        > wyobraźni, tylko zwykła głupota. Trzeba mieć umiar we wszystkim i poczucie
        > dystansu do własnej osoby.

        otóż to .

        zastanawiam się skąd się bierze wsparcie twoich postów
        na tym forum - przykładowo w naszej dyskusji o adhd wypowiadali
        się również rzekomo eksperci . dlaczego w realu spotykam inne
        opinie ?

        > A pijcie sobie, co chcecie. Ja nie muszę, choć mam co chwila zapalenia krtani.
        > Ps. nie tworzę żadnych podwalin :lol:, a sprowokować się już nie dam.

        jak masz co chwila zapalenie krtani , to o co tobie chodzi ? przeszkadza
        ci to , że nauczyciel np języka obcego za dużo mówi w klasie podczas
        konwersacji a uczniowie za mało przepisują słówka - powienien mniej
        mówić i nie pić w czasie lekcji ?
    • ajala1 Re: Jacy nauczyciele nie nadają się do pracy w sz 30.10.06, 22:22
      U6 - masz rację w 100, a nawet w 200%.
      To ja się nie nadaję do pracy w szkole.
      • unsatisfied6 mi wystarczy 20% 31.10.06, 09:12
        ajala1 napisała:

        > U6 - masz rację w 100, a nawet w 200%.
        > To ja się nie nadaję do pracy w szkole.

        mi wystarczy 20%.
        często się mylę jak każdy człowiek - ty pisząc , że mam 200% racji oczywiście
        twierdzisz co innego i jak do tej pory , w żadnym poście nie przyznajesz
        mi racji - w naszym systemie edukacji tacy jak ty nadają się głównie do pracy
        w szkole - mnie tam nie chcieli i nie chcą bym "gorszył młodzież polską" ,
        tak jak mnie "zgorszyło" wykształcenie na uniwersytecie USA . mi nawet
        nie wolno wg przepisów nauczać matematyki w języku angielskim w szkole
        średniej , choć takich przeciwskazań nie było bym mógł nauczać w USA .
Pełna wersja