Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi.

12.01.07, 16:58
Jestem w szóstej klasie i jako jedyna nie poszłam na jakieś głupie badania
dyslektyków bo dyslektykiem nie jestem. Wszyscy uczniowie bardzo zdolni (i
chytrzy) akurat od szóstej klasy stali się nagle dyslektykami.
Mają przedłużone testy i o wiele łatwiejsze od tych którzy są mądrzy i nie
poszli do poradni.
Jest to dla mnie bardzo chamskie i trzeba jakoś temu zapobiec!
Pozdr. Ferrari.
    • truten.zenobi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 12.01.07, 17:57
      masz rację i powiem więcej jest to bardzo szkodliwe dla tych z prawdziwą
      dysleksja gdyz wielu właśnie dla tego nie traktuje ich powaznie - i temu akurat
      sie nie dziwię.

      niestety my polacy nie potrafimy inaczej tylko uwielbiamy takie przeskakiwanie
      z jednej skrajnosci w drugą... :(

      najlepszym moim zdaniem rozwiazaniem było by gdyby w małych 15 osobowych
      klasach uczyli dobrze przygotowani do zawodu i opłaceni pedagodzy.
      bo tak naprawdę taki nauczyciel z prawdziwego zdarzenia najlepiej wie kiedy ma
      do czynienia z dyslektykiem a kiedy z leniem. wszelkie poradnie powinny głównie
      być wsparciem dla nauczycieli a nie "3 siła" w szkole
      itd..itd..
      dość tych truizmów - majac takich wyborców, polityków rząd a zwłaszcza ministra
      edkacji mozemy zapomnieć że kiedykolwiek bedzie lepiej - tak wiec "drogie
      diecko" jesteś frajerem :(
      • gosia.iza Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 12.01.07, 19:47
        A ja zastanawiam sie, kiedy ktoś wreszcie weźmie sie za poradnie Pedagogiczno -
        Psychologiczne, które wydają opinie o dysleksji. W ubiegłym roku uczyłam w
        klasie, w której trzy czwarte uczniów miało opinie, większość patentowani
        lenie.
        W innej klasie miałam ucznia, któremu postawiłam zasłużoną ocenę niedostateczną
        na koniec I semestru. W II semestrze od czasu do czasu przypominałam mu o
        konieczności zaliczenia danej partii materiału i wreszcie usłyszałam, że na
        końcu dziennika jest włożony pewien papier. Oczywiście chodziło o opinie z
        poradni o obniżeniu wymagań...
        • randybvain Patentowani lenie 13.01.07, 14:27
          ...a patent daje Poradnia:^)
        • mefs Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 14.01.07, 14:58
          A czy wytlumaczylas delikwentowi, ze ma juz podniesiona ocene i ta ocena jest
          '1'? Podniesiona, bo zasluguje na '0'?
    • blessyou1 Re: kiedy następne dys,,,,,,,,?. 13.01.07, 16:29
      dysleksja, dysgrafia, dysortografia, dyskalkulalia....
      Jakie jeszcze choroby odkryją wspomniane poradnie?
      Ostatnio często czytam na forum opowieści o uczniach którzy nie odrabiają
      lekcji bo nie są zdolni zapamiętać co zadane ani zapisać, nie są też w stanie
      skupić się na sprawdzianach, ani słuchać nauczyciela podczas lekcji. Dostają
      zaświadczenia z poradni. Założę się, że owe dolegliwości znikają podczas
      oglądania telewizji albo grania w gry komputerowe - tu koncentracja pewnie jest
      bez zarzutu.
      Pewnie dałoby się jakoś nazwać coraz to nowe dysfunkcje. Mam pomysł na kilka
      kolejnych:
      dys- punktualność
      dys- poranne wstawanie
      I jakim cudem kiedyś ludzie kończyli szkoły, zdawali maturę i dostawali się na
      studia bez tych wszystkich zaświadczen?
      • no_elle Re: kiedy następne dys,,,,,,,,?. 18.01.07, 08:05
        Tak dla porządku to dysleksję zdiagnozowano w 1896 r. nie nazywano jej jeszcze
        dysleksją ale już wtedy wiedziano o co chodzi. Mało kto wie że ta dysfunkcja
        jest taka stara, a to tylko dla tego że nikt sam z siebie nie lubi przyznawać że
        jest niepełnosprawny. Bo dysleksja to jest niepełnosprawność wpisana na listę
        chorób.

        Ciekawa jestem jak ty byś się koncentrował na czytaniu czy piosaniu gdy nie
        potrafisz rozróżnić literek czy cyfr, albo widzisz je w lustrzanym odbiciu.

        A co ma koncentracja podczas pisania czy czytania do oglądania telewizji czy gry
        na komputerze??????

        To jakby porównywać wysiłek lekarza podczas operacji do jazdy na rowerze.

        Sama mam dysleksję zdiagnozowaną ponad 20 lat temu. I nie była ona spowodowana
        komputerem ani telewizją. Mama skończone studia wyzsze i dobrą pracę. A
        cholernie mnie wkurza jak takie nieuki jak ty wytykają mi że pewnie jestem po
        prostu leniwa, albo niedouczona.

        Najpierw sie doinformuj a dopiero potem wydawaj wyroki na innych. Ciekawa jestem
        czy tak samo wjeżdzasz np. na daltonistów, przecież ich przypadłość też zaczyna
        się na D, i trudno ja udowodnić.
        • blessyou1 Re: kiedy następne dys,,,,,,,,?. 18.01.07, 08:42
          Przeczytałam jeszcze raz moją wypowiedź. W części dotyczącej braku koncentracji
          nie było mowy o dysleksji. Odniosłam się do innego wątku, może dlatego mnie źle
          zrozumiałas. Chodziło mi 12-latka który nie pamięta nigdy co zadane, bo nie
          zapisał w zeszycie. Co to niby ma miec wspólnego z dysleksją? Okazuje się, że
          można dostać zaświadczenie z poradni praktycznie na wszystko i na tej podstawie
          żądać od nauczycieli obniżenia wymagań.
          A co ma koncentracja do oglądania telewizji i gier? Ma tyle, że jeśli się
          wyłączysz i nie uważasz to nic nie zrozumiesz. Gry komputerowe wymagają i
          koncentracji i refleksu, dlatego podałam taki przykład.
          Nie powiedziałąm tez że kwestionuję istnienie dysleksji. Nie podoba mi się
          cudowne rozmnożenie takich niepełnosprawności. Poza najtrudniejszymi
          przypadkami dysleksji jest cała masa osób które przy odrobinie wysiłku dałyby
          sobie rade bez zaświadczeń. Czytałam wypowiedzi wielu dorosłych dyslektyków -
          dziś osób wybitnych i wykształconych. Wspominają pewne trudności w szkole, ale
          jak widać da się je pokonac. Przy lekkiej dysleksji tylko niekiedy ma ona wpływ
          na oceny szkolne.
          Połowa dzieciaków z zaświadczeniami to oszuści - i to oni są leniwi i
          niedouczeni a nie prawdziwi dyslektycy. Dowodem na to jest post uczennicy która
          załozyła watek.
          • blessyou1 I jeszcze jedno... 18.01.07, 08:59
            Większośc tych "niepełnosprawnych" radzi sobie bez zaświadczeń ale tylko do
            momentu zbliżania się jakichkolwiek egzaminów. W VI klasie albo w III
            gimnzjalnej nastepuje tajemniczy "wysyp" dyslektyków. O czym to świadczy?
        • dyss Re: kiedy następne dys,,,,,,,,?. 15.04.07, 00:01
          Popieram :)
    • jvenables14 Nom, takie cwaniakowanie troche wnerwia. 14.01.07, 14:39
      Ale taki już mamy kraj, każdy orze jak może ;-) Jednym słowem też se załatw
      taki papier i bedziesz korzystać z przywilejów.
    • szkola.be Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 16.01.07, 20:28
      > Jestem w szóstej klasie i jako jedyna nie poszłam na jakieś głupie badania
      > dyslektyków bo dyslektykiem nie jestem.
      Nie byłaś, to skąd wiesz, ze głupie?

      > ...Wszyscy uczniowie bardzo zdolni (i
      > chytrzy) akurat od szóstej klasy stali się nagle dyslektykami.
      Może większość ludzi jest dyslektykami?

      > Mają przedłużone testy i o wiele łatwiejsze od tych którzy są mądrzy i nie
      > poszli do poradni.
      Zazdrościsz?

      > Jest to dla mnie bardzo chamskie i trzeba jakoś temu zapobiec!
      Tak, tszeba uprościć ortografię, wtedy będzie sprawiedliwie:
      • truten.zenobi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 17.01.07, 16:36
        prawda jest taka że wg poważnych źródeł dyslektyków jest około 5% czyli
        statystycznie może być ich około 2 w klasie, przyczym nalezy zaznacyć że w
        zależności od nasilenia i metod nauczania może być to wogóle nie zauważalne a
        może być mocno nasilone.

        > > ...Wszyscy uczniowie bardzo zdolni (i
        > > chytrzy) akurat od szóstej klasy stali się nagle dyslektykami.
        > Może większość ludzi jest dyslektykami?

        czyli może nie większość ale też nalezy zwrócić uwagę że dyslektycy są "bardzo
        zdolni" tak więc nie nalezy się dziwić że u kogoś kto ma najwyższe oceny poza
        jp stwierdza się dysleksję..
        • szkola.be Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 17.01.07, 19:59
          > ...wg poważnych źródeł dyslektyków jest około 5%
          Jakoś te poważne źródła mijają się wyraźnie ze statystyką .
          A może podasz precyzyjną definicję dysleksji ?
          Nie ma obiektywnego sposobu stwierdzenia czy ktoś jest dyslektykiem.

          Dlatego trzeba uprościć ortografię,
          wtedy tysiące dzieci, rodzice i nauczyciele
          nie będą tracić czasu ani na naukę ortografi (w zakresie rz, ch i ó)
          ani nie będą tracić czasu na idiotyczne badania i testy dyslektyczne.
          • truten.zenobi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 17.01.07, 22:40
            > Nie ma obiektywnego sposobu stwierdzenia czy ktoś jest dyslektykiem.

            a ja myśle że jest...
            jesli ktoś wie jak się pisze "który", przepisze to poprawnie 100x i w
            dalszymciągu pisze raz tak raz inaczej to myśle że na 90% jest dysortografem.

            a tak napoważnie to a to (najcześćiej zespół) dość specyficznych zaburzeń w
            uczeniu. wynikających z jednej strony z pewnych skłoności a z drugiej ze
            sposobu nauki (głoskowanie)

            oczywiście dysleksja to nie wynik lenistwa i nie uczenia się.
            czyli jak ktoś sie nie nauczył bo się nie uczył to w takim przypadku nie moze
            być mowy o dysleksji.

            ale poniekad masz rację że polska pisownia w wielu przypadkach jest sztuka dla
            sztuki i poza jakimiś zaszłościami historycznymi nie ma dla nich uzasadnienia.
            i warto by było by dzieci mogły więcej czasu poświęcic zabawie i nauce bardziej
            przydatnych rzeczy - ale myślę że prędzej JP zastąpi niemiecki lub angielski
            niż dojdzie do takiej (perwnie nie łatwej) reformy.
            • szkola.be Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 18.01.07, 04:05
              > > Nie ma obiektywnego sposobu stwierdzenia czy ktoś jest dyslektykiem.
              >
              > a ja myśle że jest...
              > jesli ktoś wie jak się pisze "który", przepisze to poprawnie 100x i w
              > dalszymciągu pisze raz tak raz inaczej to myśle że na 90% jest dysortografem.
              To nie jest obiektywny test. To można symulować.
              • truten.zenobi nie popadajmy w paranoję... n/t 19.01.07, 11:21
              • randybvain Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 19.01.07, 14:47
                No, ty tez symulujesz nieznajomosc ortografii
    • ulado Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 31.01.07, 22:24
      Owszem, dyslektycy mają więcej czasu na rozwiązanie testu, ale już nieprawdą
      jest, jakoby ich testy były łatwiejsze. Są identyczne.
      Nie wolno też twierdzić, że wszyscy dyslektycy to oszuści. Pewnie ktoś dostanie
      lewą opinię, w większości jednak to biedne dzieci, które muszą włożyć wiele
      wysiłku, by napisać coś czytelnie i zrozumiale albo przeczytać tekst w normalnym
      tempie. Moim zdaniem potrzebują rzeczywiście zrozumienia i pomocy; obniżenia
      wymagań, ale tylko w określonych obszarach (np. ortografia). Jeśli wzbudzają
      zazdrość, to przypuszczalnie dlatego, że nauczyciele całkiem błędnie
      interpretują zalecenia poradni.
      • eldud Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 01.02.07, 22:29
        Jestem pracownikiem poradni. Wydaję opinie o dysleksji. Wierzcie mi, to wcale
        nie jest łatwe.
        Po pierwsze: Jeśli n-l uważa, że dany uczeń to leń, to dlaczego nie napisze
        opinii o uczniu do poradni? Jeśli już jest opinia od nauczyciela, to najczęściej
        gotowy druk z podkreślonymi wybranymi odpowiedziami.
        Po drugie: opinia o dysleksji nie jest obniżeniem wymagań!!!! Jest w sprawie
        DOSTOSOWANIA wymagań, a to oznacza, że wymagania mają być obniżone np. w
        zakresie oceniania strony ortograficznej prac, ale równocześnie uczeń jest
        ZOBOWIĄZANY do samodzielnej/pod kierunkiem polonisty pracy nad znajomością i
        stosowaniem zasad ort.
        Po trzecie: zwykle w zaleceniach do pracy piszemy, że warunkiem obniżenia
        wymagań np. w zakresie pisowni ortograficznej jest ww praca własna ucznia. Kto
        powinien mobilizować ucznia i ukierunkowywać jego pracę? Rodzice nie muszą być
        ekspertami w tym zakresie.
        Po czwarte: jeśli uczeń jest w starszej klasie i jest leniem - skąd wiadomo czy
        nie uczy się bo mu się nie chce, czy dlatego, że ma braki z wcześniejszych lat
        bo, np. nie czyta ze zrozumieniem?
        • truten.zenobi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 02.02.07, 23:02
          > Po czwarte: jeśli uczeń jest w starszej klasie i jest leniem - skąd wiadomo
          czy
          > nie uczy się bo mu się nie chce, czy dlatego, że ma braki z wcześniejszych lat
          > bo, np. nie czyta ze zrozumieniem?

          powiem tak
          mam znajoma której córka ma problemy z nauką.
          oczywiście rodzice zaraz zaczeli podejrzewac dysleksję itp. i nawet chyba coś
          tam wywalczyli.
          tyle że ponieważ znam troche angielski i dobry jestem (a w zasadzie byłem ;) )
          z matmy poprosili mnie bym jej troche pomógł.
          po godzine skapitulowałem - dzieciak raczył mnie bajeczkami jak to ma źle w
          szkole, co jak być powino itp., wszystko tylko by nie poświęcić 5 min. na naukę

          bywa i tak że to nie dysleksja a lenistwo jest problemem.

          prawda też jest taka że jest zbyt wielu nauczycieli którzy wogóle nie powinni
          pełnic tego zawodu, że system (wynagradzania, awansu, itp.) jes temotywujący
          dla nich, a i oczekiwania społeczne są conajmniej dziwne w stosunku do edukacji.

          z drugiej zbyt wielu rodziców poszukuje jakiegoś "kruczka" by zdjąc
          odpowiedzialność z siebie i nic nie robić - kwit ma tylko ułatwić dziecku
          zdawanie a nie jest odbierany jako wskazanie jak trzeba pracować z dzieckiem

          trudno mi oceniać poradnie bo z nimi nie mam żadnego kontaktu ale myślę że tak
          naprawdę pełnią one role doradcy a najważniejsze są szkoła i dom i to one
          najbardziej "szwankują"

          a tak przy okazji wydaje mi się że dysleksji nie należy traktowac jako choroby
          ale jako pewnej odmiennosci która wymaga odmiennych metod pracy.
          osobiście czasem porównuję ją do leworęczności która też była zwalczana swego
          czasu a uczniowie upokarzani i osmieszani, też nie oznacza ona tak naprawdę
          ułomnosci (a wręcz przeciwne), też wymaga dostosowania metod pracy i nauczania
          i odnosze wrażenie że obecnie w szkole dysleksja zajęła jej miejsce wielu
          zakompleksionych belfrów może sobie odreagowac swoje frustracje i kompleksy tak
          jak kiedyś czynili to mna mańkutach, okularnikach, czy innych odmieńcach.


          • ratyzbona Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 03.02.07, 23:11
            Dostaję wyspyki kiedy czytam posty o tym jakimi leniami są dysortograficy i że
            to nowa choroba, która pojawa się przed egzaminami itd. Denerwuje sie nie tylko
            dlatego że sama mam dysortografię ale dlatego że dokładnie takie same argumenty
            słyszał mój dysortograficzny brat kilkanaście lat temu. Wydwało mi się że od
            tamtego czasu świadmość społeczna powinna się zwiększyć a nie stac w miejscu.

            Problem z dysortografią jest taki że niektórym można pomóc ( ja sama nie
            pisałam przez pewien czas ,,y" ale się nauczyłam) a niektórym nie ( przykład
            mojego brata). Oboje czytamy nie siedzimy całymi dniami przed komputerem i
            bylismy długo reedukowani. Dlatego też nawet jeśli część uczniów dostaje lewe
            zaświadczenia ( co jest o tyle trudne że dostać pierwsze zaświadczenie w
            szóstej klasie jest trudno ja swoje od 2 klasy podstawówki musiałam odświeżać
            niemal co roku a i tak przed końcem gimnazjum wyjątkowo dokładnie zbadano czy
            nie symuluję dysfunkcji) to nie powinno się formułować tez że wszyscy
            dysortograficy to oszuści albo że dysorotgrafii nie ma. A co do postu trutena.
            zenobii to muszę ci powiedzieć że istnieje drastyczna różnica między
            leworęcznością a dysfunkcjami. Leworęczność jest przeszkodą kiedy chce się
            obciąć sobie paznokcie u rąk nożyczkami, natomiast dysfukcje uturdniają uczenie
            się języków obcych ( branych pod uwagę że rekrutacji na studia)a dyskalkulia
            może sprawić że nawet inteligentny człowiek nie może posługiwać się zegarkiem z
            tarczą bo nie nauczy się obsługiwać zegarka.
            • mefs Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 04.02.07, 13:02
              Nikt nie oskarza ciebie o to, ze bylas leniem do potegi. Tylko kilka osob
              slusznie zauwaza, ze niestety czesc dzieciakow nauczyla sie do perfekcji
              wykorzystywac fakt, ze bycie dys-(tu dodaj zakonczenie) umozliwia symulowanie
              niemoznosci uczenia sie. Ludzie, ktorzy maja tego typu problemy sa w doprawdy
              godnej pozalowania sytuacji. Ale ci, ktorzy tylko symuluja zasluguja na ogolne
              potepienie a nie poklask. Sam znam taki przypadek
              dys-umiejetnosci-nauczenia-sie-czegokolwiek. Mlody czlowiek stanal w obliczu
              dostania z matematyki w semestrze zimowym oceny 1. Po kilku pytaniach z mojej
              strony okazalo sie, ze na ok 30 lekcji jakie byly, udalo mu sie dotrzec na... 5.
              Byl ciezko zdziwiony, ze nauczyciel chce go usadzic. A o fakcie, ze nie cierpi
              na zadne dys-... a jest leniem swiadczy to, ze wystarczylo z nim posiedziec
              kilka godzin, dostal z poprawek dwoch klasowek 3, a na koniec semestru 2 (z
              czego jest tak bardzo szczesliwy, ze zapewne znow nie bedzie chodzic na lekcje).

              Problem polega na tym, ze takich uczniow jest coraz wiecej i to jakos nikogo nie
              przejmuje (na czele z ministrem, tak TYM ministrem). Natomiast kazdy szuka
              dziury w calym.
              • truten.zenobi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 04.02.07, 23:25
                > Problem polega na tym, ze takich uczniow jest coraz wiecej i to jakos nikogo
                ni
                > e
                > przejmuje

                to tez nie jest do końca tak.
                świat jest coraz bardziej skomplikowany a młody człowiek powinien w związku z
                tym nauczyć się o wiele wiecej....

                rodzice często pracując po 10 - 12 godzin na dobę nie zwsze znajdują
                wystarczjąco dużo czasu, i sły, i cierpliwości, by zajmowac się edukacją i
                wychowaniem "swoich pociech" albo przeciwnie bedąc na bezrobociu lub
                notorycznie szukając pracy są żadnym autorytetem dla swoich dzieci.
                do tego dodajmy przepełnione klasy, słabo opłacanych nauczycieli o niskich
                kwalifikacjach, szkoły które nie są w stanie nic im zaoferować..
                są też oddziaływania rówieśników, a tu tez bardzo często widać jak zachowania
                patologiczne stają sie wzorcem do naśladowania (dzieki min. bierności nas
                dorosłych)

                a sam proces nauki to swoiste domino jeśli gdzieś coś umknie to jest to później
                trudno nadrobic (trudno rozwiązywać równania różniczkowe nie znając np. zasad
                dodawania ułamków)

                tak więc uniki wg. mnie to nie tylko lenistwo i lekceważenie ale postrzeganie
                tego co uczy szkoła za sztuke dla sztuki - zbiór umiejętności nie przydatnych
                zyciowo, to zaległości i brak mozliwości samodzielnego wygrzebania się z nich,
                to brak perspektyw zyciowych...

                ale mając takiego mini sra mozna oczekiwać zaangażowania i optymizmu od
                kogokolwiek ;)
              • truten.zenobi pozatym nie bądźmy hipokrytami 05.02.07, 17:12
                to są dzieci, chcą się bawić, a nie siedzieć od rana do nocy nad książkami!
                czy wszyscy dorosli, ba czy wszyscy nauczyciele przykładnie pracują?
                czy zawsze zaległości są winą ucznia?
                Jaki wzór my dorośli politycy urzednicy, nauczyciele, ...mechanicy dla nich
                stanowimy?

                7 letnie dziecko przychodzi do szkoły ciekawe świata co się z nim w tej szkole
                dzieje że po roku czy dwóch już nic mu się nie chce?

                myślę że nie można tylko wymagać! Pomyślmy jak zachęcić, zaciekawić a nie tylko
                zmuszać ...
                • mefs Re: pozatym nie bądźmy hipokrytami 05.02.07, 18:44
                  Majac na mysli dziecko pisales o siedmiolatku czy o osiemnastoletnim czlowieku z
                  liceum? Wypadaloby nieco te "dzieci" rozgraniczyc wiekowo.
                  To, ze cos jest nie tak z calym systemem wiadomo od dawien dawna. Jak rowniez
                  to, ze jakos nikt nie ma pomyslu, jak to zmienic, a raczej jest nadmiar pomyslow
                  (przewaznie idiotycznych). Moze warto byloby sobie uswiadomic, ze nie kazdy
                  gimnazjlista musi isc do liceum, nie kazdy licealista musi zrobic mature i nie
                  kazdy mlody czlowiek musi isc na studia.

                  Nie wybielam nikogo, ale zauwaz, ze nawet male dzieci to ludzie, a zatem
                  dysponuja umiejetnoscia myslenia, a co za tym idzie, jesli moga cos uzyskac
                  nizszym kosztem, to stana na glowie (czesto srodki sa nieproporcjonalne do
                  uzyskanych efektow), by to osiagnac. A ze odbije sie im to czkawka za jakis
                  czas... coz... za jakis czas sie beda meczyc - to jest taki tok myslenia.
                  Zadaniem nauczyciela jest min. wytknac niezasadnosc takiego toku rozumowania,
                  acz... nauczyciele tez ludzie, zatem czesc z nich sie przyklada do pracy, czesc
                  (mowiac kolokwialnie) olewa robote.

                  W sumie problem stary jak swiat.
                  • truten.zenobi "czego Jaś się nie nauczył..." 05.02.07, 19:41
                    > Majac na mysli dziecko pisales o siedmiolatku czy o osiemnastoletnim
                    czlowieku
                    > z
                    > liceum?

                    "czego Jaś się nie nauczył..." tak więc pewnie nie nalezy tworzyć róznych
                    kategorii... to jest ciągły proces, ciag zaleznosci, i tak naprawdę trudno
                    nadrabiać wszystko przed maturą

                    Jak rowniez
                    > to, ze jakos nikt nie ma pomyslu, jak to zmienic, a raczej jest nadmiar
                    pomyslo
                    > w
                    > (przewaznie idiotycznych).

                    moim zdaniem zbyt wielu urzedników kombinuje jak "coś zrobić" by "coś" poprawić
                    ale by nie ponieśc kosztów a najlepiej by zaoszczędzić.

                    ale "praw fizyki pan nie zmienisz"
                    co prawda same wysokie pensje nic nie rozwiążą ale bez właściwego i
                    motywacyjnego wynagradzania nie da się przyciągnąc fachowców do zawodu,

                    wiele patologii wynika też z przepełnionych klas a tu też zmniejszenie ich
                    liczebności wymagało by zatrudnienia wiekszej ilosci nauczycieli, wiekszej
                    ilosci szkół i związanej z tym infrastruktury

                    szkoła powinna uczniom zapewnić wszechstronny rozwój a i sport i zabawy ruchowe
                    pozytywnie wpływają na mozliwośc uczenia się. kóka zainteresowań, SKS'y do tego
                    wszystkiego potrzebne jest odpowiednie zaplecze.

                    praca nauczyciela to nie "taśma" gdzie da się przez 16 h dziennie robic to
                    samo, wymaga ona wiecej uwagi i skupienia niz to co się wymaga od uczniów, to
                    też praca w domu i po zajęciach (prazynajmniej tak powinno byc ;) )
                    czyli znów powinno sie zmniejszyc jednostkowe obciażenie i zatrudnić...

                    koszty, koszty, koszty, koszty, koszty, koszty, .....
                    który urzednik ci się na to zgodzi?
                    a chyba przyznasz że są to dosyć sensowne kierunki działań?

                    > Zadaniem nauczyciela jest min. wytknac niezasadnosc takiego toku rozumowania,
                    ale i wskazać mozliwości skutecznego działania
                    (to takie troche ogólne ale np. wytykając komuś że nie umie pisać i że później
                    przez resztę życia będzie się ośmieszał pisząc "ktury" to nalezy mu tez wskazać
                    metode jaką może szybko i skutecznie się nauczyć pisać poprawnie - a z
                    dyslektykami czesto bywa tak że "jedyną słuszna metoda" jest przepisywanie po
                    100x :( )
                    oraz zmotywowanie go do działania (w obecnej sytuacji w kraju podziwiam tych
                    belfrów którzy to potrafią - ja nie mam bladego pojecia jak przekonac młodego
                    człowieka że nauka jest korzystniejsza niż np. "biznes łomem")

                    nauczyciele tez ludzie, zatem czesc z nich sie przyklada do pracy, czesc
                    > (mowiac kolokwialnie) olewa robote.

                    tyle że jak dostajesz ucznia po takim nauczycielu to pewnie nie czepiasz się
                    nauczyciela tylko ucznia że leniwy a on poprostu nie widzi mozliwosci
                    nadrobienia ;)

                    > W sumie problem stary jak swiat.
                    ano
                    • mefs Re: "czego Jaś się nie nauczył..." 05.02.07, 20:05
                      khem... raczej nie ma sensu przekonywac sie nawzajem, skoro poglady s blizniaczo
                      podobne... (chyba koniec rozmowy)

                      A wracajac do tematu watku - ostatnio tlumaczylem studentce (sic!) calki. Przy
                      nieoznaczonych bylo prawie OK, cos szlo do przodu. Przy nieoznaczonych - totalna
                      klapa. Rozwiazanie samej calki - 5 min, podstawienie wartosci i obliczenie - 10
                      min. Dlaczego? Bo pojawily sie ULAMKI ZWYKLE i trzeba bylo wykonac dzialanie 1/2
                      - 1/3 co bylo koszmarem. (i znow "jas" sie pojawia...)
                      • truten.zenobi Re: "czego Jaś się nie nauczył..." 05.02.07, 20:18
                        dziękuję i pozdrawiam

                        :)

                        TZ
            • truten.zenobi wiem że jest "pewna" różnica... 04.02.07, 21:27
              pomiedzy leworęcznością a dysleksją. mnie bardziej chodziło o sposób
              traktowania uczniów

              wmawianie złej woli, szykanowanie to wszystko spotykało powszechnie osoby
              leworęczne jeszcze jakieś 40 lat temu (teraz to są raczej odosobnione przypadki)

              pozatym nie wiem czy wiesz ale sposób pisania od lewej do prawej jest typowy
              dla osób praworęcznych, leworecznym w związu z tym,, nauka pisania sprawia
              trocchę więcej problemów
              • dyss Jesli chcecie wiedzieć jak to "dobrze" jest 14.04.07, 23:58
                byc dyslektykiem to przeczytajcie książkę pt "Igor". Dyslektycy to wcale nie
                głąby i często dobrze się uczą!
              • pawro2001 Re: wiem że jest "pewna" różnica... 17.04.07, 13:16
                sposób pisania od lewej do prawej jest typowy
                > dla osób praworęcznych
                To dlaczego Żydzi i Arabowie nie piszą lewą?
    • polik13 Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 15.04.07, 15:57
      ale nie wszyscy dyslektycy są fałszywi !!!!!!!!!
      np. ja nie jestem jakimś "fałszywym" dyslektykiem
    • switonemsi Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 26.04.07, 12:42
      Dysleksje trzeba leczyc a nie zwalniac ludzi z egzaminow! Czy jak ktos jest
      przeziebiony w dniu matury to dostanie piatke bez przychodzenia na egzamin?! NIE!
    • ami_lii Re: Prawdziwi dylektycy i Ci fałszywi. 03.05.07, 12:35
      Mnie w 3 podstawówki wysłali na badania bo po pierwsze nie mogli mnie
      nauczyciele rozczytać (i dalej nie mogą) i po drugie piszac ze słuchu to
      robiłam masę błędów (przestawiałam litery, pomijałam wyrazy, gubiłam kropki,
      przecinki etc.). Przez kilka lat wszystkie badania opierały sie na sprawdzaniu
      czy przypadkiem nie jestem upośledzona umysłowo , po czym jak wychodziło że
      inteligencję mam w normie, to tylko panie pisały papierek i tyle. 3 lata temu
      pani w kolejnej odwiedzanej poradni sie spytała czy od 3 podstawówki ktoś mnie
      uczył jak pisać "pismem technicznym". I była mocno zdumiona ze nie.
      Więc wyszło na to że zmarnowałam prawie 10 lat na chodzenie do poradni gdzie
      tylko kazali mi
      a. układać obrazki z klocków
      b. szukać różnic między wyrazami
      c. układać puzzle na czas
      itp.

      w Liceum niektórych nauczycieli moje problemy z przedmiotami ścisłymi i
      niewyraźnym pismem już doprowadzały do szału i casami trafiały sie niezbyt miłe
      komentarze.Facet, stary matematyk, stwierdził przy całej klasie że skoro zawszę
      rysuję wykresy w odwrotną stronę niż trzeba, i gubię kropki,kreski i inne tego
      typu, to zamiast kończyć liceum powinnam iść do szkoły specjalnej. Pani od
      Wiedzy o Kulturze (I Klasa)stwierdziła że jak nie przestanę robić jej na złość
      pisząc niewyraźnie to zacznie mi stawiać 1 ze sprawdzianów i nie dopuści mnnie
      do 2 klasy. Pani od historii stwiedziła że ja chyba oszukuję na sprawdzianach
      bo muszę jej poźniej sprawdziany odczytywać. Kolejna pani stwierdziła że ona
      nie ma czasu sprawdzać moich prac bo ma dużo własnej pracy i nie ma czasu na
      odczytywanie moich bazgrołów wiec kazała mi wszystkie pracy pisać na komputerze
      oczywiście za każdym razem głośno "informując" mnie (i przy okazji klasę)że
      jak tylko spróbuję oszukać to postawi mi 1. (mimo że ani ona ani inny
      nauczyciel ani razu mnie na tym nie złapał). Pani wychowawczyni udało sie
      wytłumaczyc niektórym nauczycielom na czym polega problem ale klasa już sie
      nauczyła że jestem oszustką i kłamczuchą (bo podrabiam sobie prace) i czasami
      wyraźnie dawali mi do zrozumienia że oni i 3/4 nauczycieli sądzi że mam
      podrobione zaświadczenie by mieć lepsze oceny. Jak usiłowałam wyjaśnić że nikt
      mnie nie złapał na podrobieniu pracy albo klasówki, w przeciwieństwie do paru
      innych osób to tylko stwierdzali że pewnie sie "kryję". Oczywiście jak ktoś
      inny ściągał albo przepisał pracę z internetu było dobrze. U mnie tylko przy
      wszystkich pracach odrazu były podejrzenia że oszukiwałam.
Pełna wersja