torrie
28.08.03, 16:28
czyli biedne dziecko niezle zarabiajacych rodzicow
Moze to glupio brzmi, ale w koncu to zaden grzech, ze niezle zarabiamy: i ja,
i maz. Mieszkamy pod pod duzym miastem. I tu sie zaczyna dylemat: do jakiej
szkoly wyslac dziecko?
Nie mam do konca wyrobionej opinii na temat szkoly rejonowej, choc te opinie,
ktore slyszalam, byly niezbyt zachecajace: balagan, brak organizacji,
przepelnienie. W tym roku sie rozluznia, wiec moze byloby troche lepiej.
Alternatywa do szkoly rejonowej (publicznej) bylyby szkoly prywatne - w
okolicy jest jedna bardzo droga, nie wyrozniajaca sie szczegolnymi
osiagnieciami, inne (niezle) sa w miescie - to oznacza koniecznosc wozenia
dziecka i "wyrwanie" ze srodowiska szkolnego. Jest jedynakiem, wiec zalezy
mi na tym, zeby mialo kolegow i kontakty z rowiesnikami, mozliwosc
spotkania "po lekcjach". W miejscu, gdzie mieszkamy (domy jednorodzinne,
rozrzucone) nie ma mozliwosci spotkania kolegow na podworku.
Wraca wiec mysl o szkole publicznej - ale dreczy mnie strach - stosunkowo
mala spolecznosc, wszyscy wiedza, kto jest lepiej, kto gorzej sytuowany, czy
dziecko z rodziny lepiej sytuowanej (i zdradzajacy pewne cechy jedynaczego
egocentryzmu), nie bedzie mialo "przechlapane" na starcie? Naprawde boje sie
wymuszen, przemocy, narkotykow i tego typu historii. Ale z drugiej strony -
czy nie demonizuje?
A moze lepiej by sobie radzil w podobnym do siebie srodowisku?
Nie mam zdania, jaka szkola lepiej uczy - publiczna czy prywatna, pewnie
wszystko zalezy od nauczycieli. Ale nie mam mozliwosci sie dowiedziec, jakie
sa opinie rodzicow na temat poszczegolnych szkol w poblizu - zreszta, to
opinie subiektywne, jednemu sie cos podoba, innemu nie, trzeba by ich sporo
znac, zeby sobie zdanie wyrobic.
Zalezy mi na tym, zeby moje dziecko - juz i tak wychowywane w pewnym
oderwaniu od rzeczywistosci (bo jedynak z dosc zasobnego domu) znal zycie
takie, jakie jest, nie sztuczny obrazek, nie klosz - ale z drugiej strony nie
chce go "utopic" przy tych probach nauczenia go plywania.
Prosze, nie krytykujcie moich rozterek - moze glupie, rozumiem, ze sie moga
komus nie podobac, spotkalam sie juz na necie z taka doza agresji (nie w
stosunku do mnie, ale mialam mozliwosc obserwowac w roznych grupach
dyskusyjnych), ze sie troche boje wysylac tego posta. Ale moze sie znajdzie
ktos, kto przeszedl juz przez tego typu watpliwosci i zechce sie podzielic
doswiadczeniami?