Dodaj do ulubionych

Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów.

25.04.08, 08:12
PiS;owcom marzyło sie stworzenie IV RP - patriotycznej, niechetnej
obcym, zwłaszcza niemcom ( antyniemiecka fobia kaczora prezesa jest
powszechnie znana). Więc nawtykali masę badziewia nawolującego do
ochrony polskości, ziemi wiary itd. A ich następcy boją się tknąć
szkołe bo paranoiczna ocena z religii robi z nas państwo wyznaniowe,
a kler nie odpuści by ją wycofać. Wolą wiec łajna nie dotykać, bo
zacznie śmierdzieć. Przeczekują sprawe i zostawiają szkoły tak jak
je zastali.
Obserwuj wątek
    • b_e_l_f_e_r Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 08:23
      To nie do wiary! Co z tego,że przeczytali lektury "dawno temu".
      Kiedy była stara matura, trzeba było "odświeżyć sobie" znajomość
      lektur lub po prostu przeczytać te, których nie chciało się
      przeczytać! Wg założeń nowej reformy pani minister polskiego ma być
      jeszcze mniej. Dlaczego nauczyciele mają ponosić konsekwencje
      błędnych decyzji podejmowanych "wyżej"? Ciągle pisze się i mówi, że
      programy przeładowane, uczniowie obciążeni treściami itp. Wyrobiono
      w nich nawyk, że czego nie było na lekcji, tego nie trzeba umieć a
      tym bardziej wymagać. Co to za kandydaci do "renomowanych" liceów,
      którzy nie czytają lektur w całości "bo Pani nie kazała". Tematy
      powinny, moim zdaniem,być bardziej przekrojowe, aby ten uczeń, który
      jest oczytany, mógł się rzeczywiście zaprezentować. To jedyne
      zadanie , gdzie może popisać się talentem, wiedzą i wyobrażnią.
      Pozostali, którzy chcą bazować na tym, co było "przerobione" muszą
      się liczyć z tym, że są od nich lepsi. Skoro za "strzelanie" w
      zadaniach zamkniętych można, mając odrobinę szczęścia w grach
      losowych a przy prawie żadnej wiedzy, uzyskać sporo punktów, to
      należy to ostatnie zadanie potraktować jako prawdziwy sprawdzian
      predyspozycji w kierunku humanistycznym.










    • claratrueba Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 08:48
      Podejście nauczycieli do omawiania lektur jest skandaliczne. To po prostu olanie
      młodzieży w imię własnych gustów literackich (jeśli takowe w ogóle posiadają).
      Lektury są OBOWIĄZKOWE- nie rozumieją tego słowa? Kwestia czy słusznie to
      zupełnie inna sprawa. Póki są, psim obowiązkiem nauczyciela jest jest realizować
      taki a nie inny program. Bo to jest przyszłość dzieci, za które biorą
      odpowiedzialność pracując w tym zawodzie. Sama jestem nauczycielem, choć nie w
      szkole. Przygotowuję do egzaminów i też nie wszystkie wymagania uważam za
      słuszne. Przydatność niektórych poza egzaminami jest praktycznie zerowa. Ale
      biorę pieniądze za uczenie tego, co jest uczniowi potrzebne, a nie moje własne
      przemyślenia na temat słuszności lub niesłuszności wymagań egzaminatorów.
      Zresztą, w przeciwieństwie do cytowanego tu "polonisty" z bożej łaski, nie
      uważam się za taki autorytet, który decyduje co jest ważne a co nie.
      • rs_gazeta_forum Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 02:59
        claratrueba napisała:
        > Zresztą, w przeciwieństwie do cytowanego tu "polonisty" z bożej
        > łaski, nie uważam się za taki autorytet, który decyduje co jest
        > ważne a co nie.

        I dlatego powinnaś darować sobie pisanie tu na forum, bo jak napisałaś, jesteś
        za głupia, by brać twoje opinie pod uwagę.
          • rs_gazeta_forum Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 27.04.08, 22:12
            madziczku "z bożej łaski", poszukaj w postach powyżej tego określenia, zastanów
            się, co oznacza w kontekście, w jakim zostało użyte, a potem pisz o obrażaniu
            ludzi we właściwej kolejności.
            Poza tym nie obrażałem ludzi, tylko odpisałem nauczycielce, która jest tak
            głupia, że nie wstydzi się do przyznać, bo nie dostrzega swojej głupoty. Mam
            (niestety) do czynienia z inteligentnymi dziećmi, których nauczyciele są właśnie
            w taki sam sposób za głupi na ich nauczanie - m.in. nie są w stanie przyjąć i
            rozważyć dziecięcej krytyki, bo przecież wyższy autorytet (w tym oni sami)
            rzecze co innego.

            P.S.
            Moje sformułowania nie są zapewne idealne, ale też nigdy tak nie twierdziłem -
            choć akurat to zdanie, które Ci się nie podoba, jest całkiem jednoznaczne. Przy
            tym, dyskusja nie idzie o poprawność gramatyczną, więc daruj sobie.
    • toja3003 Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi przestarz 25.04.08, 08:57
      Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi przestarzałymi knotami
      Sienkiewicza i Mickiewicza. A potem zdziwienie, że „młodzież nie
      chce czytać”. A chce proszę pani minister oświaty ale na przykład
      Hary Potera albo inną interesującą literaturę a nie nudy na pudy.
      Chyba, że ktoś mi udowodni czemu Słowacki zachwyca, skoro nie
      zachwyca?

      Dlatego zamiast katować dziatwę szkolną lekcjami typu „powtórki z
      nudnej lekturki”, dociekać czemu Jaś nie dociekał, analizować
      perypetie Naszej Szkapy, współczuć biednemu Jankowi Muzykantowi,
      zastanawiać się czemu „waść nie kończy”, względnie dlaczego „ogary
      poszły w las”, proponuję ciekawą, wpółczesną literaturę, dobry
      kryminał, sensację, przygodę a okaże się,że jest zainteresowanie
      książką. Na przykład czytałem książkę „Rambo” i uważam, że się to
      fajnie czyta. Oczwiście nie dla całkiem małych dzieci, tu można by
      wprowadzić wersję ocenzurowaną przez ministerstwo albo jakieś
      lektury zastępcze. Np. dosyć śmieszne są te „Przygody Mikołajka”, w
      każdym razie jest tyle dzieł literackich, że na pewno się coś
      znajdzie a z czasem nasi krajowi literaci też zaczęli by pisać
      ciekawsze rzeczy, bo w miarę wzrostu poziomu wykształcenia w
      szkołach rosłoby zapotrzebowanie na pasjonującą literaturę i
      podniósłby się też poziom naszych pisarzy a nawet może niektórzy
      zrobili by karierę światową jak np. Sempe-Goscinny, którzy wymyślili
      Asteriksa albo ta pisarka z Anglii od Hary Potera.

      A chodzi o to aby wyrobić umiejętność dyskusji, pisania eseju,
      argumentowania, krytyki literackiej. A tego nawet na Hary Poterze
      też można nauczyć i ucznia ocenić a on z pasją poświęci się analizie
      zadanego tematu, bo dotyczy jego ulubionych bohaterów a nie staroci
      typu Winetu czy Zagłoby. Tak, ludzie z pasją zaczytywali się 100 lat
      temu właśnie w Winetu i Zagłobie i wtedy też ich w szkole za to
      goniono i kazano wałkować łacinę i grekę na podstawie Homera. Nic
      się jak widać z tych doświadczeń nie nauczono i szkoła nadal gasi
      pasje i talenty przestarzałymi programami. Uczy się średniowiecznych
      knotów a potem szkołę opuszczają niedouki.

          • gdabski Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 12:34
            Po to, żeby zapoznać uczniów z pewnym kanonem dzieł literatury, który
            przedstawia sobą źródła naszej kultury, historię społeczną, pomaga kształcić
            umiejętności językowe itd.
            Zresztą to jest zapisane w podstawie programowej:
            www.scholaris.edu.pl/cms/view_all.php?id=podstawa_ponadgimnazjalna_jpolski
            Łatwo i "fajnie" to może być w podstawówce, bo na czymś się w ogóle trzeba
            nauczyć czytać. Ale dalej to już nie o to chodzi. Jeśliby tak było, to można by
            równie dobrze w szkołach czytać komiksy. Nieskomplikowany język, dynamiczna
            fabuła, jeszcze obrazki, więc na pewno wszyscy zrozumieją, o co chodzi i będą
            mieć z tego "fun". Czytanie na lekcjach języka polskiego nie jest jednak jedynym
            i autonomicznym celem, lecz przede wszystkim służy temu, co wymienione wyżej.

            /Gdabski
            • toja3003 Kanon tak ale pytam jaki? Kiedyś katowano w gimnaz 25.04.08, 12:48
              Kanon tak ale pytam jaki? Kiedyś katowano w gimnazjum łacinę i grekę
              u Homerem a dziś sobie młodzież może w kinie film obejrzeć i
              starczy. Czyli jest kwestia proporcji: ile czasu omawiamy starocie a
              ile współczesne. Bo o Gala Anonima to się nikt w życiu nie będzie
              dopominał ale powinien wiedzieć kto to Hary Poter czy Rambo, bo to
              są dzieła współczesne.

              Uczeń ma znać języki i znaleźć dobrze płatną pracę. Po co mu bzdury
              o szczękoczułkach i nogogłaszczkach i tępe wykłady o roślinach nago
              czy pokrytozaklążkowych? Praktyka się liczy. Czyli zabrać ich do
              lasu żeby umieli klon od platanu odróżnić. Nauczyć gotowania,
              rozliczania kredytów w excelu, przekazywać praktyczną wiedzę o ruchu
              drogowym, uczyć brydża, szachów i jeżdżenia na nartach czy gry na
              gitarze elektrycznej albo tańca salsa w kontaktach z rówieśnikami z
              innych krajów. Bo to są przydatne umiejętności w życiu. To samo z
              literaturą. Po co komu knoty z XIX-go wieku. Trzeba znać Władcę
              pierścieni czy Gwiezdne wojny, bo to jest współczesny kod kulturowy
              a nie jakaś średniowieczna łacina. Jasne, że te śmieszne papierowe
              biblioteki trzeba pozamykać albo proszę pozamieniać na kawiarenki
              internetowe gdzie uczeń może pożytecznie spędzić czas grając w
              nowoczesne technologicznie gry komputerowe albo ma dostęp do sprzętu
              DVD,CD,mp3,mp4 i kina domowego a nie do pożółkłej makulatury gdzie
              Konopnicka opisuje przyrodę nad Niemenem. To było dobre 100 lat
              temu, bo nie było TV i urlopów na Majorce. A dziś od opisów przyrody
              to jest nowoczesna telewizja i to się widzi na Discovery albo na
              National Geografic.

              To samo z lekturami. Niech 25% ustala centrala, 25% nauczyciel, 25%
              rodzice a 25% uczniowie i od razu będzie ciekawiej.

              Szkoła też jest „fabryką”, której „produktem” ma być wykształcony i
              wychowany uczeń czy student. Poziom jego wykształcenia i wychowania
              da się mierzyć. Zatem można też oceniać nauczycieli i to trzeba
              robić i uzależniać zarobki nauczyciela od wyników uczniów a nie
              biadolić, że się nie da, że nauczyciele i tak dużo już robią. Pytam
              konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między
              nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój
              zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od
              strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że
              różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach.




            • randybvain Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 17:26
              Problem w tym, że ostatnio ten kanon zależy od decyzji aktualnie
              rządzącej partii.

              Słusznie zauważa toja, że za dużo staroci w tym kanonie. Na dodatek
              grubych i pisanych ciężkim, niezrozumiałym językiem. W rezultacie
              nie starcza na pokazanie uczniowi, że literatura nie kończy się na
              Herlingu-Grudzińskim i Nałkowskiej.

              Zresztą... powód, o którym napisałeś... to tak jakby kazać
              człowiekowi przeorać pole, aby nauczył się sadzić rzodkiewkę w
              przydomowym ogródku.
      • claratrueba Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 09:49
        Widzisz, te "ramoty" napisali ludzie tworzący historię polskiej literatury czyli
        tego czego nauczenie jest zadaniem szkoły. Sorry, szkoła nie ma zachwycać czy
        zabawiać ale dawać pewien zasób wiedzy koniecznej. Nie ma tu znaczenia gust,
        zainteresowania. "Chłopi" to był dla mnie koszmar, ale gdyby szkoła zrezygnowała
        z Noblisty, to byłby skandal. Podobnie jak szkoła niemiecka nie zrezygnuje z
        Goethego czy Manna, choć pewnie niewielu ich lubi, czy angielska z Szekspira.
        Wybór lektur nie ma dawać dzieciom przyjemności, dla przyjemności czyta sie
        właśnie "Pierwszą krew" czy Pottera, ale dać im wiedzę nt. literatury- jej
        typowych trendów, najwybitniejszych przedstawicieli (stąd Żeromski i "Syzyfowe
        prace" bo "Dzieje grzechu" raczej się do szkoły nie nadają), kierunków
        literackich. Szkoła nie służy rozrywce- od tego jest np. cyrk i jej zadaniem nie
        jest zachęcanie do czytania- od tego jest dom. A tak na koniec: pan Morell ma
        dyplom z literatury, pani Rowling też, wiec czytanie ramot chyba nie przeszkadza
        w pisaniu powieści?
        • randybvain Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 10:50
          Historię polskiej literatury nie stworzyli pisarze, ale osoby, które
          wybrały tych pisarzy. Bardzo dużo literatury dziewiętnasto i
          dwudziestowiecznej jest omijane ze względu na to, że jest zbyt
          rozrywkowe. Czytaj: poczytne.

          Efektem tego jest fakt, że zamiast czytać lektury obowiązkowe
          uczniowie korzystają z skryptów i bryków.
          • toja3003 zgadza się, czyli jeśli mówimy o literaturze, o ko 25.04.08, 12:10
            Czyli jeśli mówimy o literaturze, o konstrukcjach językowych, to
            można to robić równie dobrze na podstawie „Nad Niemnem” Orzeszkowej
            jak i sag Sapkowskiego tylko co jest bardziej pasjonujące dla
            ucznia? Z Orzeszkowej przeczyta parustronicowe streszczenie,
            przewertuje lekturę i po pół godzinie ją „zaliczy”. No bo jak go
            sprawdzić czy czytał? Ma opisać „swoimi słowami” opisy przyrody?
            Równie dobrze mógłby opisywać swoimi słowami V-tą symfonię
            Beethovena, też nie ma jak sprawdzić czy wysłuchał.

            Takie sprawdziany są kuriozalne i nieraz nie zaliczają ich ci,
            którzy autentycznie czytali, bo co pozostaje po książce? Głównie
            wrażenia, impresje. Owszem jest też „akcja” ale tą można streścić i
            nauczyć się streszczenia na pamięć. Czyli dziś uczniowie udają, że
            czytają a nauczyciele udają, że omawiają przeczytane książki. Ale
            właśnie gdyby dać uczniowi wybór to potem nauczyciel może go wciągać
            dalej w świat książki.

            Przeczytałeś całego Hary Potera? Pięknie ale ja ci jako nauczyciel
            mówię, że teraz powinieneś to porównać np. z Kongresem
            Futrurologicznym Lema i powiesz mi gdzie jest więcej inteligencji i
            dowcipu. A co się robi? Katuje ucznia XIX-wiecznymi knotami i w ten
            sposób wyrabia przekonanie, że książka i czytanie to nudy. A chodzi
            o to aby wyrobić umiejętność dyskusji, pisania eseju,
            argumentowania, krytyki literackiej. A tego nawet na Hary Poterze
            też można nauczyć i ucznia ocenić a on z pasją poświęci się analizie
            zadanego tematu, bo dotyczy jego ulubionych bohaterów a nie staroci
            typu Winetu czy Zagłoby.

            Tak, ludzie z pasją zaczytywali się 100 lat temu właśnie w Winetu i
            Zagłobie i wtedy też ich w szkole za to goniono i kazano wałkować
            łacinę i grekę na podstawie Homera. Nic się jak widać z tych
            doświadczeń nie nauczono i szkoła nadal gasi pasje i talenty
            przestarzałymi programami. Uczy się średniowiecznych knotów a potem
            szkołę opuszczają niedouki.

            • gdabski Re: zgadza się, czyli jeśli mówimy o literaturze, 25.04.08, 13:57
              > Czyli jeśli mówimy o literaturze, o konstrukcjach językowych, to
              > można to robić równie dobrze na podstawie „Nad Niemnem” Orzeszkowej
              > jak i sag Sapkowskiego tylko co jest bardziej pasjonujące dla
              > ucznia?

              Nie powinienem się wypowiadać nie znając Sapkowskiego ;), ale mam przekonanie,
              że dla mnie bardziej atrakcyjne było to, co mogę odnieść do historii, sobie
              znanych miejsc, a może i nawet ludzi. Ale to ja.

              Natomiast w zacytowanym fragmencie przyczepiłeś się jakoś do tej wiedzy o
              języku. Może i owszem, ale co z innymi rzeczami? Co "Wiedźmin" daje wobec
              zagadnień poruszanych przy "Nad Niemnem"? (z mojego zeszytu z liceum)
              * wstęp: pozytywizm jako kierunek filozoficzny, epoka literacka, postawa
              społeczno-polityczna. Program pozytywistów warszawskich
              * "Nad Niemnem" jako pozytywistyczna epopeja narodowa. Porównanie z "Panem
              Tadeuszem".
              * Myśl przewodnia: Wartość pracy jako idea pozytywistyczna. Postawy bohaterów
              wobec pracy. Tu przy okazji piękna interpretacja symboliki wątków Justyny w
              kontekście dojrzewania oraz Jana i Cecylii.
              * Stosunek do tradycji i sprawy narodowej.
              * Cechy i zadania XIX-wiecznej literatury realistycznej.
              Symptomatyczne, że nie ma tu opisów przyrody, nawet czytając nie mogłem się tych
              "legendarnych" opisów przyrody doszukać. Także argument o tych nieszczęsnych
              opisach muszę uznać za nietrafny.

              > Z Orzeszkowej przeczyta parustronicowe streszczenie,
              > przewertuje lekturę i po pół godzinie ją „zaliczy”. No bo jak go
              > sprawdzić czy czytał?

              Nieczytanie przez uczniów lektur to jest problem, ale nie można z tego powodu z
              nich rezygnować. Jest to na pewno rzeczą niesamowicie trudną, ale powinno
              pozostać celem kształcenia takie przygotowanie uczniów, od samego początku ich
              edukacji, by potem byli w stanie zrozumieć i docenić pozycje ambitniejsze.
              Uczniowie nie czytają lektur m.in. dlatego, że nie rozumieją ich na poziomie
              leksykalnym, nie znają kontekstu historycznego, nie są przygotowani do odbioru
              tekstów, które zmuszają do jakiegoś wysiłku intelektualnego i nie potrafią
              czerpać z niego przyjemności. Tu też jest rola nauczyciela, który po też jest,
              by potem wyjaśnić uczniom, co przeczytali i po co.

              > A chodzi
              > o to aby wyrobić umiejętność dyskusji, pisania eseju,
              > argumentowania, krytyki literackiej. A tego nawet na Hary Poterze
              > też można nauczyć

              Żeby coś napisać o jakiejś książce, trzeba najpierw ją zrozumieć. I o takim
              Harrym Potterze czy innym podobnym dziele uczeń coś napisze. Jednak kiedy któreś
              dzieło będzie się odwoływało do jakichś stałych motywów (ciekawe po co wprowadza
              się w szkołach pojęcia archetypu albo toposu ;)), które przewijają się w
              literaturze "od zawsze", albo i wprost do innego dzieła, będzie leżał.

              > Tak, ludzie z pasją zaczytywali się 100 lat temu właśnie w Winetu i
              > Zagłobie i wtedy też ich w szkole za to goniono i kazano wałkować
              > łacinę i grekę na podstawie Homera.

              Tak to jest w historii (w ogóle w historii), że pewne wydarzenia, postacie,
              dzieła za istotne uznaje się dopiero z pewnej perspektywy czasu. Pewne książki
              się bronią, bo poza tym, że zapewniały ówczesnym rozrywkę, niosą w sobie coś
              więcej. Ale to właśnie okazuje się dopiero z perspektywy lat.

              /Gdabski
              • toja3003 Pełna zgoda na to co piszesz ale upieram się aby t 25.04.08, 14:20
                Pełna zgoda na to co piszesz ale upieram się aby te formy, o których
                mówisz łączyć z treściami literatury nowoczesnej a nie XIX-wiecznej.
                Zamknę jedynie krótko wątek „Nad Niemnem”. Zaczyna się tak „Dzień
                był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło,
                pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i
                złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól porosłych
                zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem ptaków i
                owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi wzgórzami, w
                okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew. Z jednej
                strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na
                nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą
                ścianą wyrastający z zieloności ziemi a koroną ciemnego boru
                oderznięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę
                rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie,
                pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole.
                Dnia tego w słońcu ta piaszczysta ściana miała pozór półobręczy
                złotej, przepasanej jak purpurową wstęgą tkwiącą w niej warstwą
                czerwonego marglu. Na świetnym tym tle w zmieszanych z dala zarysach
                rozpoznać można było...” Bla-bla-bla. Jest to (dla mnie) knot i kicz
                XIX-wieczny i tak dziś się nie pisze i nic z tej pisaniny nie
                wynika. Takie pasaże wali autorka co chwila. Jak przez setki stron
                tego przebrnąć? Akcja, dialogi to rozumiem ale błagam bez waty.
                Czyli trzebaby to przepisać na nowo, unowocześnić, skrócić i możemy
                sobie omawiać idee XIX-wieczne ale po co grzebać się w starociach?
                Bierzemy np. współczesną książkę Pilcha, Stasiuka albo
                Kapuścińskiego (jak widzisz proponuję wręcz wysoki poziom literacki
                nagrody „Nike”) i twój zeszyt z liceum powinien wyglądać tak:
                * wstęp: pisarstwo podróżnicze jako kierunek reportażu, epoka
                literacka, postawa
                społeczno-polityczna. Program reportażystów polskich
                * "Heban" jako realistyczna literatura faktu. Porównanie
                z "Cesarzem".
                * Myśl przewodnia: Wartość człowieka i jego pracy jako idea. Postawy
                bohaterów
                wobec pracy. Tu przy okazji piękna interpretacja symboliki wątków
                podróżniczych
                w kontekście przyjaźni Kalego i Mei.
                * Stosunek do tradycji i sprawy narodowej.
                * Cechy i zadania wspąłczesnej literatury realistycznej.”
                Itp.Itd. Czyli można i nowocześnie i na poziomie prawda?
                Zgoda na toposy i archetypy ale nie na podstawie staroci ale dzieł
                współczesnych. Ale to zdaje się za trudne dla nauczycielstwa,
                któremu najlepiej przerabia się ciągle te same bajeczki, bo to nie
                kosztuje weysiłku. W takiej bajce, kiedy wróżka pyta jakie masz
                życzenie, to dzieciak odpowiada „a ja chcę miskę gruli ale co by
                omaszczone były jak należy” i w przypisach jest wyjaśnione: „grule –
                kartofle”, „omasta – tłuszcz”. Czyli można się dowiedzieć, że kiedyś
                był taki głód, tylko co z tego wynika dla praktycznej wiedzy na
                dziś? Nic. W innej książce, bodaj „I ty zostaniesz Indianinem” akcja
                całego rozdziału toczy się wokół „super” kolacji, która składa się z
                parówek w sosie pomidorowym. W ogóle rozważań na temat „smaczności”
                typu płatki owsiane jest tam więcej. Gdzie indziej znowu są opisane
                całe podchody aby wejść do kina, co wymagało nabycia biletu u tzw.
                konika. Cóż, w głębokim PRL-u lat 50-tych to były zapewne kluczowe
                tematy ale czy te historie są tak ważne dziś? Wątpię.

                • gdabski Re: Pełna zgoda na to co piszesz ale upieram się 25.04.08, 15:42
                  > Bierzemy np. współczesną książkę Pilcha, Stasiuka albo
                  > Kapuścińskiego (jak widzisz proponuję wręcz wysoki poziom literacki
                  > nagrody „Nike”) i twój zeszyt z liceum powinien wyglądać tak:

                  No zaraz, może by tak jedną pozycję?

                  Następuje transpozycja moich notatek, do której ciężko się mi do końca odnieść z
                  braku znajomości tekstów. Oczekiwałem jednak raczej pokazania wartości jakiegoś
                  współczesnego dzieła, a nie przerobienia moich zdań przez zmianę tytułów i nazw.
                  Wygląda to zresztą trochę nieudolnie. Czy reportażyści polscy mają jakiś
                  program? Porównanie "Cesarza" z "Hebanem" to dużo płytsze niż moja propozycja,
                  nawet autor ten sam. Zresztą te książki akurat przeczą trochę twojemu
                  postulatowi, by lektury odnosiły się do tego, co jest tu i teraz.
                  Co więc konkretnie z tych książek uczeń może odnieść do siebie? Nad czym ma
                  reflektować? Czy zamiast gruli ma być o ćpunach i alkoholikach (zresztą to już
                  jest)? W czym ta literatura nowoczesna jest lepsza, poza tym że się ją łatwiej
                  czyta?

                  /Gdabski
                  • randybvain Re: Pełna zgoda na to co piszesz ale upieram się 25.04.08, 17:38
                    W twoich zadaniach przebija polityka czasów pozytywizmu. W książkach
                    Kapuścińskiego przebija teraźniejsza polityka. W książkach
                    Sapkowskiego - Narrenturm na przykład - jest cała masa informacji o
                    husytach. Dużo książek fantastycznych traktuje o tych samych
                    sprawach, co literatura głównego nurtu - niekoniecznie Lem, bo to
                    przeżytek, ale Dukaj, Huberath, Kres, Ziemiański... Są to książki
                    czytane bardzo chętnie.

                    Widzę tutaj odgórne założenie, że pewne książki są super, a pewne
                    be. Wypowiadają się ludzie, którzy nie czytali Sapkowskiego ani
                    Kresa, ale potrafią z politowaniem wyrazić swoje zdanie. Ja np. nie
                    lubię Sapka, ale przeczytałem, żeby mieć jakieś konkretne zdanie na
                    ten temat.

                    Wskutek tego należy czytać Słowackiego, bo sławnym poetą był i już.
                    Nie należy czytać Rowling, bo to komercha. Komiksów nie, bo to "fun"
                    (Polecam "Mausa").

                    Istnieje związek między lekturami proponowanymi w szkole przez
                    nauczycieli a jakością czytelnictwa w Polsce.
                • bussie Re: Pełna zgoda na to co piszesz ale upieram się 25.04.08, 18:21
                  Przepraszam, ale czy uważasz, że "uczniowie", którzy nie przeczytali takiego
                  czytadła, jak "Nad Niemnem", rzucą się z pożądaniem na Pilcha, Stasiuka, czy
                  Kapuścińskiego? O słodka naiwności!
                  Bardzo szanuję Twoje zdanie i nawet zaraża mnie Twój zapał. Ba, nawet się z Tobą
                  zgadzam. Ale niestety zdajesz się pomijać fakt, że "uczniowie" nie czytają, nie
                  dlatego, że to nieciekawe - oni nawet tej książki nie otwarli i nie sprawdzili,
                  czy rzeczywiście tak jest. Nie czytają, bo to nie jest cool, trendy, czy
                  inaczej, bo czytają i uczą się frajerzy. no może gdyby im ktoś za to zapłacił...
                  Tak, mam bardzo złe zdanie o "uczniach" i ich rodzicach.
                  Nie rozumiem, czemu nauczyciel nie może wymagać więcej niż mówi na lekcji.
                  Podobno nowoczesna szkoła polega na tym, że uczeń sam się uczy, a nauczyciel
                  sprawdza zakres i poziom opanowanej wiedzy. A lekcje podobno mają inspirować
                  uczniów do własnej pracy, a nie na wbijaniu im do głowy mniejszej lub większej
                  (ale chyba ostatnio jak najmniejszej) liczby wiadomości. Słuchając jednak
                  komentarzy "uczniów" i ich rodziców, dziś chodzi o to, aby nic nie robić i mieć
                  świadectwo najlepszej szkoły. Bo nie wierzę, żeby ci najlepsi uczniowie nie
                  pamiętali bohaterów swoich lektur.
          • gdabski Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 12:43
            > Bardzo dużo literatury dziewiętnasto i
            > dwudziestowiecznej jest omijane ze względu na to, że jest zbyt
            > rozrywkowe. Czytaj: poczytne.

            Toż właśnie piszemy, że to nie jest kryterium, które nas interesuje. Historyków
            literatury widocznie też nie, szczególnie w odniesieniu do okresu, w którym
            literatura miała nieco wyższe aspirację niż tylko zapewnianie rozrywki.

            /Gdabski
            • toja3003 Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wypisy h 25.04.08, 14:24
              Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wypisy historyczne a 90%
              poświęcić temu co dzieje się tu i teraz, bo potem niedouki kończą
              szkoły. Uczyć literatury ale nie historii literatury. Uczyć języków
              obcych ale nie gramatyki języków obcych itp. Praktyka się liczy a
              nie teoria.
              • gdabski Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 25.04.08, 15:12
                > Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wypisy historyczne a 90%
                > poświęcić temu co dzieje się tu i teraz, bo potem niedouki kończą
                > szkoły.

                Harry Potter i Wiedźmin dzieją się tu i teraz? Ponawiam pytanie: na czym polega
                to niedouctwo? Ja pokazałem, co daje przeczytanie "Nad Niemnem".

                > Praktyka się liczy a
                > nie teoria.

                Szkoła podobno ma uczyć myślenia. Absolwent twojej szkoły poza tym, że umie
                mówić w paru językach, gotować, jeździć na nartach, obsługiwać excela i grać w
                brydża nie umie nic. Nic, czego go w tej szkole machinalnie nie nauczono. Nie
                potrafi wznieść swojego umysłu na jakikolwiek poziom teorii i abstrakcji i nie
                poradzi sobie w żadnej sytuacji, której go nie nauczono. Nie zrozumie tekstu
                literackiego, publicystycznego, ba, nie zrozumie nawet aluzji zawartej w tekście
                kultury masowej. Bez znajomości gramatyki nie dostrzeże podobieństw między
                językami i każdy kolejny trzeba mu będzie łopatami wbijać do głowy. Ja się do
                takiej szkoły nie zapisuję.

                Będzie znał za to Gwiezdne Wojny... Ciekawe po co?

                /Gdabski
                • randybvain Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 25.04.08, 17:53
                  Uczeń twojej szkoły poza teorią i abstrakcją nie umie nic.
                  Nie potrafi poradzić sobie w dzisiejszym świecie. Idzie na studia,
                  bo daje mu to jakąś ciągłość życia. Kończy studia i nie może znaleźć
                  pracy, gdyż nadal nic konkretnego nie umie (...ale ja szybko się
                  uczę - typowa odpowiedź studenta szukającego pracy, na pytanie, co
                  potrafi zrobić). I jedzie do Wielkiej Brytanii aby pracować jako
                  niewykwalifikowany robotnik. Może sobie jednak podyskutować z
                  murarzem i kucharką o "Nad Niemnem". Nie próbuje rozmawiać z
                  tubylcami, gdyż jego znajomość gramatyki nijak ma się do praktyki
                  językowej...
                  • gdabski Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 25.04.08, 19:33
                    Kolejny, co potrafi tylko papugować moje wypowiedzi :D
                    (A od tego jeżdżenia na nartach i brydża to rzeczywiście czyjeś szanse zawodowe
                    wzrosną...)

                    W ogóle zgadzam się, że nie "samą teorią człowiek żyje", ale ten wątek dyskusji
                    może lepiej zostawić, bo to już zanadto odchodzi od problemu lektur, w
                    odniesieniu do których pisałem wcześniejszy post. Bo jakie to praktyczne
                    umiejętności mamy czytając literaturę? I co bardziej praktycznego jest w
                    Sapkowskim niż w Orzeszkowej? Literatura jako taka w ogóle jest "niepraktyczna",
                    czy to jako źródło rozrywki, czy jako coś więcej.

                    /Gdabski
                    • randybvain Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 25.04.08, 21:48
                      Praktycznie literatura jest potrzebna literaturoznawcom... bo to
                      jest ciągłe wymyślanie różnych prac. Np. pisarz X pisze książkę.
                      Można wymyśleć dysertacje na temat: polityka w książce pisarza X,
                      pisarz X a epoka, wieś polska w twórczości pisarza X. Następnie po
                      latach o autorach takich prac można napisać: twórczość pisarza X w
                      pracach autora Y. i tak dalej, zajęcie jest...
                        • randybvain Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 28.04.08, 18:53
                          Nie uważam, że literatury w szkole nie powinno być! Na pewno jednak
                          powinno być więcej uczenia posługiwania się językiem a mniej pytań
                          co autor miał na myśli i co czuje podmiot liryczny... (zwłaszcza, że
                          to od nauczyciela głównie zależy, czy uczniowie mogą swobodnie
                          dyskutować na temat utworu, czy też muszą zapamiętać odgórnie
                          ustalone zdanie)...

                          No i na pewno literatura omawiana w szkole powinna być bardziej
                          wspóółczesna.
                • rs_gazeta_forum Re: Powtarzam: proporcje, proporcje! 5-10% na wyp 26.04.08, 03:21
                  gdabski napisał:
                  > Harry Potter i Wiedźmin dzieją się tu i teraz?

                  Trudno polemizować z kimś, kto nie rozumie, że Zagłoba czy Kmicic byli
                  bohaterami dziewiętnastowiecznymi mimo osadzenia ich dwieście lat wcześniej,
                  podobnie jak Harry Potter i Wiedźmin czy postaci z Narrenturmu to bohaterzy
                  współcześni mimo osadzenia ich w bajkowych czy odległych historycznie realiach.
                  Czy ty gdabski nie jesteś jakimś egzaminokomisjopolonistą?
                  Jeśli tak, to mam nadzieję, że moich dzieci nie dopadniesz ze swoim zrozumieniem
                  życia, świata i literatury.
            • randybvain Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 17:45
              Hmm, to jest wizerunek stworzony przez pewne grono ludzi. Literatura
              wcale nie miała wyższych aspiracji. Tak jak teraz - mała część
              była "ambitna", honorowana przez profesorów, najcześciej przyjaciół
              i znajomych autorów; później studentów i krytyków, którzy nie
              chcieli się "poniżać" czytaniem nieambitnej rozrywkowej
              literatury... Został stworzony pewien mit, później utrwalany, np. na
              różnych socjalistycznych zjazdach nauczycielskich i literackich,
              gdzie przyjmowano określony program i młodzież miała czytać
              określone, poprawnie polityczne książki...

              Tymczasem większość literatury tamtych czasów to było coś do
              czytania, a nie do analizowania. Sienkiewicz był bardziej popularny
              niż Norwid. Kraszewski bardziej niż Witkacy. I tak dalej. A
              większość autorów pozostaje dziś nieznana, gdyż nie zyskała uznania
              szanownego grona profesorów, polonistów, historyków literatury,
              krytyków...
              • gdabski Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 25.04.08, 19:39
                > Tak jak teraz - mała część
                > była "ambitna", honorowana przez profesorów, najcześciej przyjaciół
                > i znajomych autorów; później studentów i krytyków, którzy nie
                > chcieli się "poniżać" czytaniem nieambitnej rozrywkowej
                > literatury...

                Jednym słowem, historią literatury rządzi UKŁAD!

                > Tymczasem większość literatury tamtych czasów to było coś do
                > czytania, a nie do analizowania. Sienkiewicz był bardziej popularny
                > niż Norwid. Kraszewski bardziej niż Witkacy. I tak dalej.

                Zawsze tak było. Tylko że to w żaden sposób nie zmienia faktu, że cele omawiania
                literatury w szkole są inne niż rozrywka. I nie widzę na razie kontrargumentów,
                poza tym o rzodkiewkach.

                /Gdabski
                • danuta49 W szkole uczeń powinien nauczyć się czytać książki 25.04.08, 20:40
                  i to polubić.To powinien być jej glówny cel - nie da się w
                  szkole "przerobić" nawet niewielkiej częsci książek wartych
                  przeczytania.Ktoś kto dzieki opiewanej przez ciebie metodzie po
                  ukończeniu szkoly nie spojrzy nawet na książkę z obrzydzenia raczej
                  kanonu, kodu kulturowego itp.zaklęć raczej nie będzie potrzebowal.
                  >Zawsze tak było. Tylko że to w żaden sposób nie zmienia faktu, że
                  cele omawiania literatury w szkole są inne niż rozrywka. I nie widzę
                  na razie kontrargumentów,poza tym o rzodkiewkach<
                      • gdabski Re: Gdy brakuje argumentów udajemy oburzenie-klas 26.04.08, 16:20
                        Jakich argumentów niby brakuje? To nie ja winienem teraz przedstawiać argumenty.

                        > To może inne pytanie

                        W poprzednim poście nie było żadnego pytania.

                        > po co jest szkoła?

                        Rozmawiamy tu o tym, po co są lektury, a nie o tym, po co jest szkoła.

                        Od tego ta dyskusja się zaczęła, że przedstawiłem, czemu moim zdaniem służy
                        omawianie literatury w szkole. Nie mogę przyjąć za punkt wyjścia do dalszej
                        dyskusji stwierdzenia "w szkole uczeń powinien nauczyć się czytać książki i to
                        polubić". Napisałem więc, że się nie zgadzamy. Jeśli...

                        > Ktoś kto dzieki opiewanej przez ciebie metodzie po
                        > ukończeniu szkoly nie spojrzy nawet na książkę z obrzydzenia raczej
                        > kanonu, kodu kulturowego itp.zaklęć raczej nie będzie potrzebowal.

                        ...to ma być argument dowodzący, że omawianie literatury w szkole służy
                        nauczeniu traktowania książek jako rozrywki, to komentuję. Otóż odwołujesz się
                        tu do założenia, że czytelnictwo takiej osoby po ukończeniu szkoły jest
                        autotelicznym celem. A tego właśnie należało dowieść.
                        Jeśli zaś przytoczone słowa miały być próbą podważenia mojego stanowiska na ten
                        temat, to nie zostało ono widocznie zrozumiane. To poznawanie tradycji,
                        historii, kodu językowego nie jest bezpośrednio związane z czytelnictwem po
                        ukończeniu szkoły. To są środki sprzyjające rozwojowi intelektu i osobowości i
                        jako takie właśnie się bronią. Chcę żeby uczeń otrzymał w szkole podstawy do
                        tego osobistego rozwoju. Harry'ego Pottera może sobie przeczytać kiedykolwiek.
                        Właśnie w szkole, przy pomocy nauczyciela, może zyskać z czytania coś więcej niż
                        tylko rozrywkę. A jeśli komuś, mimo starań nauczyciela, nie starcza intelektu?
                        Zawsze tacy będą. Co nie oznacza, że należy równać w dół.

                        /Gdabski

                        /Gdabski
                • randybvain Ok, dam ci poważny kontrargument. 25.04.08, 21:55
                  Przedmiot nazywa się język polski, a nie literturoznawstwo albo
                  psychologia bohaterów literackich.

                  Dlaczego tak mało lekcji jest poświęconych ortografii, gramatyce,
                  składni, stylistyce języka polskiego? Czy jest coś takiego jak
                  sztuka poprawnego wysławiania się, retoryka? Dlaczego na forum
                  Ortografia pojawiają się wciąż te same kwestie, które powinny być
                  poznane w szkole? Dlaczego nie uczy się czytania ze zrozumieniem?

                  Co do układu... coś w tym jest. Porównuję na przykład z Wielką
                  Brytanią i tam nie ma Rad Języka Angielskiego (i przez to jakoś
                  wszyscy nagle nie zaczęli pisać esemesowo!) a żadna książka nie jest
                  odsądzana od czci i wiary, bo jest romansem, fantastyką czy
                  beletrystyką. W angielskiej kulturze obecne są na równi "Black
                  Beauty" Sewell, "David Copperfield" Dickensa, "Harry Potter" Rowling
                  i książki Doris Lessing, Terry'ego Pratchetta czy Michaela Palina.
                  Aha, osobno jest nauczany język angielski i angielska literatura; to
                  są dwa przedmioty.
                  • gdabski Re: Ok, dam ci poważny kontrargument. 26.04.08, 08:55
                    > Przedmiot nazywa się język polski, a nie literaturoznawstwo albo
                    > psychologia bohaterów literackich.
                    > Dlaczego tak mało lekcji jest poświęconych ortografii, gramatyce,
                    > składni, stylistyce języka polskiego?

                    To jest zupełnie nie na temat. Ja się pytam o cele omawiania literatury, a ty
                    dowodzisz, że jest ona w ogóle niepotrzebna, albo mniej potrzebna niż inne
                    elementy kształcenia językowego.

                    Zresztą nie powiedziałbym, że gramatyki w podstawówce i gimnazjum jest znów tak
                    mało. A Toja powiedziałby ci, że gramatyka jest niepotrzebna, bo trzeba umieć
                    posługiwać się językiem, a nie znać jego gramatykę.

                    > Aha, osobno jest nauczany język angielski i angielska literatura;
                    > to są dwa przedmioty.

                    Bardzo fajnie, tylko w żaden sposób nie odnosisz się do tematu tej dyskusji,
                    czyli jaka to powinna być literatura.

                    > Dlaczego nie uczy się czytania ze zrozumieniem?

                    Umiejętności czytania ze zrozumieniem najlepiej służy czytanie książek i
                    wszelkich innych tekstów. I właśnie tym lepiej, im trudniejszych.

                    /Gdabski
                    • randybvain Re: Ok, dam ci poważny kontrargument. 28.04.08, 18:48
                      Nie mogę spierać się o kanon lektur, gdyż nie ma takiego zestawu
                      lektur, który zadowoliłby wszystkich. Oznacza to, że zawsze pojawią
                      się takie gnioty, które nie będą się komuś podobać.

                      Zresztą nie powiedziałbym, że gramatyki w podstawówce i gimnazjum
                      jest znów tak
                      > mało. A Toja powiedziałby ci, że gramatyka jest niepotrzebna, bo
                      trzeba umieć
                      > posługiwać się językiem, a nie znać jego gramatykę.

                      Tak właśnie. Trzeba umieć posługiwać się językiem. Lecz któż tego
                      uczy? Ważniejsza jest psychologia bohaterów literackich. Proporcje,
                      proporcje. Obecnie jest za dużo literatury na polskim.

                      > > Dlaczego nie uczy się czytania ze zrozumieniem?
                      >
                      > Umiejętności czytania ze zrozumieniem najlepiej służy czytanie
                      książek i
                      > wszelkich innych tekstów. I właśnie tym lepiej, im trudniejszych.

                      Nie pytałem co służy umiejętności czytania ze zrozumieniem, ale
                      czemu się tegoż czytania ze zrozumieniem nie uczy?
                      • gdabski Re: Ok, dam ci poważny kontrargument. 28.04.08, 19:19
                        > Nie pytałem co służy umiejętności czytania ze zrozumieniem, ale
                        > czemu się tegoż czytania ze zrozumieniem nie uczy?

                        Właśnie tłumaczę, że się uczy m.in. w ten sposób, że zadaje się do czytania
                        lektury. I to lektury potencjalnie trudne, które zawierają rzadko używane słowa,
                        bardziej skomplikowane konstrukcje gramatyczne, środki literackie itd. Bez tego
                        to można co najwyżej uczyć rozwiązywania testów na czytanie ze zrozumieniem.

                        I nie wnikam już czego powinno być więcej, a czego mniej, bo to nie na temat.
                        Nieważne w tej chwili ile literatury, rozmawiamy o tym, jakiej literatury.

                        /Gdabski
      • much-muchomorek Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 26.04.08, 13:28
        żeby potem jakieś sieroty nie pisały 'Harego Potera'
        tylko "Harry'ego Pottera" .. żeby rozwinąć swój światopogląd,
        kulturę osobistą i poznać chociaż trochę przeszłości, poznać
        inspiracje dla współczesnych pisarzy, odnaleźć w gąszczu historii
        choć jedną epokę, która zainteresuje. by problemy społeczne na
        przestrzeni wieków można było przedstawić za pomocą dzieła
        literackiego, a nie nużącego wykładu nauczyciela. żeby dostrzec, że
        Słowacki, Norwid czy inny Baczyński wbrew pozorom wcale nie są
        przestarzali i skomplikowani, że pod maską kunsztu poetyckiego
        ukryta jest klarowna i wciąż aktualna treść.
        to tak pierwsze, co mi przyszło do głowy. "młodzież nie chce
        czytać" nie tyczy się lektur szkolnych, ale książek w ogóle.
        rozumiem, że przez dużą ilość lektur szkolnych brakuje czasu na
        własne lektury, ale jak się chce - to się potrafi, wiem z autopsji.

        a już niejedno pokolenie przeszło przez szkołę mając równie wiele
        lektur i jakoś nie mieli problemów .. zwłaszcza takich typu "lepszy
        Rambo czy Słowacki".
        • randybvain Re: Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi prze 28.04.08, 19:03
          Rozwinięcie światopoglądu? A co powiesz na nauczyciela, który zawsze
          ocenia naegatywnie, jeżeli uczeń ma inne zdanie niż obiegowe?
          Zdarzają się tacy. W wielu szkołach dyskusja to fikcja, gdyż
          uczniowie boją się odezwać ze strachu przed negatywną oceną...
          Kultura osobista? Przeszłość? Na podstawie fikcji literackiej?
          Inspiracje dla pisarzy? Bez podkładu historycznego? Co da
          przeczytanie "Nad Niemnem", gdy uczen nie słyszał o Powstaniu
          Styczniowym? Albo nawet nie wie, gdzie leży Niemen?

          Problem z czytelnictwem jest bardzo złożony i nie zrzucałbym
          wszystkiego na niechęć wyrobioną przez czytanie trudnych szkolnych
          lektur. To akurat ciągnie się z pokolenia na pokolenie. I ciekawe,
          że ludzie jakoś żyją, nie wiedząc, kto to był Andrzej Radek. I nie
          stają się od razu jakimiś kulturalnymi dzikusami.
    • efka_2 Nie czytali, nie zdadzą - i słusznie! 25.04.08, 09:08
      Charakterystyka postaci literackiej jest najprostszą formą wypowiedzi pisemnej,
      charakterystykę Stasia Tarkowskiego po przeczytaniu _całego_ "W pustyni i w
      puszczy" pisałam na początku 4 kl podstawówki - i jakoś nikt u mnie w klasie nie
      płakał wtedy, że książka za długa, a praca domowa za trudna...
      Teraz 16letnie byczki i pannice lamentują wielkim głosem, że muszą czytać
      książki, że ktoś śmie od nich tego wymagać - po prostu skandaliczne!
      A ja twierdze, że dobrze im tak, wymagania mają sprecyzowane aż nadto jasno,
      wiedzą z czego i pod jakim kątem będą oceniani... Płacz, że po roku nie pamięta
      się jak wyglądała postać uważam za wysoce nie na miejscu - "Kamienie na szaniec"
      czytałam pewnie 12-13 lat temu, w 7-8 klasie... i dziś, z marszu, podejmuję się
      napisać charakterystykę Zośki, Alka czy Rudego... Jeśli tylko rozumie się co się
      czyta, nie sposób nie zapamiętać tych postaci - i naprawdę nie ważne jaki mieli
      kolor oczu...
      • gdabski Re: Nie czytali, nie zdadzą - i słusznie! 25.04.08, 09:46
        > A ja twierdze, że dobrze im tak, wymagania mają sprecyzowane aż nadto jasno,
        > wiedzą z czego i pod jakim kątem będą oceniani...

        No dobrze, ale to do nauczyciela należy zaordynowanie przeczytania danej pozycji
        i jej omówienie. Jeśli nauczyciel zamiast obowiązkowej lektury każe czytać co
        innego, to do niego przede wszystkim trzeba kierować pretensje.

        /Gdabski
    • forma-listka Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 09:50
      To skandal,że nauczyciel nie realizuje programu, a potem domaga się
      unieważnienia egzaminu , bo akurat przez 10 lat nie przerabiał z
      uczniami lektury. Gimnazjalistom ogólnie się nic nie chce, a już
      najmniej to czytać cokolwiek. Jednak nie można tego akceptować i
      trzeba koniecznie próbować zachęcać młodzież do czytania. Rosną nam
      zastępy analfabetów,a poloniści jakby tego nie zauważali. Nieważny
      jest "kanon lektur", nieważne czy to będą całe książki czy tylko
      fragmenty, najważniejsze żeby czytać, czytać i jeszcze raz czytać!.
      Znam przypadki że gimnazjalista nie potrafi czytać, to jak on ma
      napisać cokolwiek.Polecam akcję "Cała Polska czyta dzieciom" i to
      już od kołyski.A co do egzaminu, to bardzo dobrze że zawsze
      wprowadza się cos nowego, nie można wpadać w rutynę. No i apel do
      polonistów: przerabiajcie lektury i dyskutujce na ich temat z
      uczniami.Każda z nich jest tego warta. Nie ma głupich i
      niepotrzebnych książek, są tylko głupie i niepotrzebne opinie o nich!
    • 987ania Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 10:13
      I tak właśnie wychowujemy zastępy taniej siły roboczej. Jak widać model
      amerykański, gdzie na studia idą nieliczni a reszta smaży frytki w barach
      szybkiej obsługi zadomowił się w Polsce. Do składania komputerów w Dellu za
      1000zł nie jest potrzebna znajomość lektur, umiejętność logicznego myślenia ani
      wyciągania wniosków.
      Lista lektur rzeczywiście mogłaby się wzbogacić o pozycje bardziej współczesne.
      Pytanie tylko czy młodzieży będzie chciało się czytać. Skoro czytanie uchodzi za
      nudne, to nawet Mikołajek nie pomoże.
      Mnie nikt nie pytał czy lektura mi się podoba. Jak nie przeczytałam, to dostałam
      2. Podejście nie do końca słuszne ale porównując szkołę sprzed kilku lat do tej
      obecnej, tamta bardziej mi odpowiadała. Nie trzeba mieć 5 ze wszystkiego ale
      dobrze mieć pojęcie o różnych sprawach a tego obecna edukacja nie zakłada.
    • mana76 W szkole uczyD się do końca roku, nie do egzaminów 25.04.08, 14:10
      Dziwi mnie, że w całej tej sprawie nikt nie zauważa, że pracuje się do końca
      roku szkolnego i do tego czasu realizuje program oraz omawia lektury (nie wiem,
      dlaczego dziennikarze chcą je przerabiać) najłatwiej zrzucić winę na
      nauczycieli, to nic nie kosztuje, najwyżej ktoś straci pracę. Winę ponoszą
      twórcy arkusza egzaminacyjnego, którzy pierwszy raz w historii egzaminu oparli
      go o przykłady z konkretnych lektur, zamiast jak zwykle o fragmenty tekstów z
      arkusza, wybrane lektury, czy własne przemyślenia. Nauczyciel, w świetle
      obowiązującego prawa (rozporządzenie w sprawie podstawy programowej) realizuje
      program przez 3 lata (nie do egzaminu - co robic później?) i dowolnie układa
      kalendarz lektur. Nikt tego głośno nie przyzna, bo wtedy musiałyby polecieć
      głowy w CKE, lepiej pozbyć się nauczyciela, który nie dość, że ciągle odpoczywa
      (18h w tyg, ferie, wakacje), to jeszcze "nie przerabia" lektur i domaga się
      podwyżek.
      • linnet07 Re: W szkole uczyD się do końca roku, nie do egza 25.04.08, 15:16
        Mam syna w III klasie. Podobno poszło mu dobrze, ale nie jest pewien
        co do charakterystyki. Mam pytanie-czy nawet ci, którzy duzo czytaja
        są w stanie zapamietac, jak wyglądał ten lub tamten bohater? A moze
        by nauczycieli zapytac tak od razu , czy pamiętają. Bo w
        charakterystyce o ile pamietam powinno byc opisanie postaci, wygląd
        zawnętrzny, cechy charakteru itd. Czy gdyby zdaniem forumowicza
        toja omawiano Pottera efekt nie mógłby być bardziej zadowalający?
        A moze te współczesne ksiażki nie są po polsku napisane? Przeciez
        przede wszystkim uczymy sie języka. A że winę zrzuca się na
        nauczycieli to niestety częsciowo ich wina. Pochodzę z tego
        środowiska, co nieco na ich temat wiem. Ostatnio szumnie domagaja
        sie zapłacenia za godziny tzw przygotowan do matury. Czy
        przedstawiciele innych zawodów nie przygotowują sie do swojej pracy,
        nie dokształcaja się? Jakoś nie słychać, żeby inne zawody walczyły
        o zapłatę za godziny poświęcone na naukę. Często nie dość, że trzeba
        dokształcać się po godzinach, to za tę naukę samemu należy zapłacić.
        A nauczyciele mają na nią duzo więcej czasu, bo tylko oni są w
        Polsce tak uprzywilejowaną grupą zawodową, która pracuje 18 godzin w
        tygodniu i ma tyle wolnego. Wiec skoro się tyle przygotowuja, to
        pytam czy pamietaja, jak wyglądał kazdy bohater każdej lektury, bo
        po tylu godzinach przygotowywania się w swoim pracowitym życiu
        zawodowym chyba powinni ich wszystkich znać na pamieć, zwłaszcza ,
        ze te lektury nie zmieniły sie od wielu lat. Pamiętam nauczycieli z
        moich lat. Siedziało sie z zapartym tchem i słuchało, jak
        opowiadali. Nie dostawali pieniędzy za "naukę" w domu. Zarabiali
        równie mało , co dzisiaj-ale potrafili i CHCIELI. A to najwazniejsze.
        • gdabski Re: W szkole uczyD się do końca roku, nie do egza 25.04.08, 15:49
          > Mam pytanie-czy nawet ci, którzy duzo czytaja
          > są w stanie zapamietac, jak wyglądał ten lub tamten bohater?

          Temat był tak sformułowany, że to nie było szczególnie ważne. To, co się
          liczyło, można było wydedukować na podstawie treści książek, zachowania i postaw
          bohaterów.

          /Gdabski
      • lucynare Re: W szkole uczyD się do końca roku, nie do egza 25.04.08, 19:17
        Tak się składa, że jestem polonistką i to całkiem oczytaną, choć
        przyznam, że znam takich, którzy nie czytają nic, bo ", "nie mają
        czasu", "muszą sprawdzać uczniowskie zeszyty", bo "ciąglę siedzę w
        tych zeszyciskach". Łatwe wytłumaczenie. Proszę więc nie wrzucać
        wszystkich do jednego wora, jak w każdym zawodzie są lepsi i gorsi.
        Też mam syna, który w podstawóce miał polonistkę - pożal się Boże!
        Ale teraz w gimnazjum trafił na niezwykłą osobowość,wprawdzie starej
        daty, ale doskonałą!!!
        Jednak zarzut, że uczy się do końca roku szkolnego, a egzamin jest
        wcześniej i można nie zdążyć jest, no cóż...

        Nauczyciel, w świetle
        > obowiązującego prawa (rozporządzenie w sprawie podstawy
        programowej) realizuje
        > program przez 3 lata (nie do egzaminu - co robic później?) i
        dowolnie układa
        > kalendarz lektur.
        Bzdury. Do końca roku został miesiąc z hakiem i można to wszystko
        tak ułożyć, że się spokojnie zdąży. Ja zdążyłam i mam omówione
        wszystkie lektury, a moi uczniowie noszą mnie na rękach, bo czytali
        obie lektury(w klasach równoległych pani "nie zdążyła").
        A OKE nie zrobiła niczego złego, wręćz przeciwnie, uważam, że
        wreszcie to jest normalne, bo dotychczas uczniowie byli przekonani,
        że lektur czytać nie należy, a nauczyciele niektózy bawili się w
        uczenie pisania rozprawki. Wiem doskonale, że są szkoły - gimnazja,
        gdzie nie robi się w ogóle gramamtyki, bo jej na egzaminie nie ma.
        To po co?!
      • cogitoona Re: W szkole uczyD się do końca roku, nie do egza 26.04.08, 00:49
        Mano, przykro mi, że zabierasz głos niezorientowana w temacie.
        Nauczyciele przede wszystkim realizują coś, co nazywa się podstawą
        programową (tu znajdują się lektury obowiązkowe!), a program jest
        kwestią wyboru - tu można sobie decydowac, co chce się omawiać... i
        kiedy, także po egzaminie. Rozróżniasz podstawę programową i
        program? Nie! Więc czemu dyskutujes tak zaciekle?!
      • mana76 Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 15:50
        Nie wiem, jakie znaczenie ma, z którego utworu pochodzi imię Linnet. Wydaje mi
        się, że nie jest najważniejsze, by nauczyciel umiał odpowiadać na takie pytania.
        Mądry nauczyciel ucieszy się, jeśli zobaczy, że jego uczniowie mają jakieś
        zainteresowania czytelnicze, nawet odmienne od jego własnych. Nie ma sensu
        przekonywać wszystkich, że istnieją nauczyciele pasjonaci swego zawodu, którzy
        dokształcają się ciągle, poświęcają wolny czas, by coś lepiej przekazać swoim
        uczniom. Nie jest też chyba sensowne licytowanie się, który zawód wymaga więcej
        wkładu, nikt tu nikogo nie przekona. Miło by było, gdyby polskim pedagogom udało
        sie wreszcie wykształcić pokolenie, które oduczyć się typowo polskiego
        generalizowania i oceniania wszystkich jedną miarą. Zauważyłam, że każda
        dyskusja, w której mowa jest o nauczycielach, wywołuje emocje, w których
        zapomina się o właściwym problemie.
    • b_e_l_f_e_r Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 16:01
      Trzeba jeszcze mniej płacic nauczycielom wtedy nawet bryków sobie
      nie kupią. A tak na poważnie: czy dzisiejsza młodzież wogóle
      cokolwiek oprócz Harry'go Pottera cokolwiek czyta? W mojej szkole
      dzieci mówiły,że charakterystyka była łatwiejsza niz rozprawka i
      wyszły bardzo zadowolone,ze było tak łatwo w tym roku.
      Za rok będzie egzamin z mojego przedmiotu - języka obcego. Rodzice
      będą "wieszać psy" na językowcach. A moi uczniowie w 50% nie mają
      podręcznika, pracuję w klasach 24 osobowych bez podzialu na poziom
      zaawansowania. Programy pisze się dla grup do 12-14 osób. A
      rzeczywistosc skrzeczy. Kiedy pytałam dzieci, czy rodzice kupują
      ksiązki- 80 % powiedzialo nie. Lektur w domu nie mają, mimo,że to
      kanon literatury. Biblioteki szkolne maja pieniądze tylko na
      lektury. Jak zachęcać do czytania?
      • linnet07 Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 16:41
        No cóż. Ja bryka takze nie posiadam, jesli to kogos uspokoi.Zarabiam
        niewiele.Duzo sie uczę i nie wołam ciagle o podwyzki.A co do ksiazek
        to mam ich sporo.Języka nuczyłam swoje dziecko właściwie sama, Na
        poczatku I klasy obiecywano mi, że bedzie podział na grupy. Po
        teście sprawdzajacym poziom wiedzy nauczyciel poinformował, że dla
        kilku osób nie bedzie robił oddzielnej grupy nauczania. I tak oto
        zamiast rozwinac sie jezykowo mój pierworodny uczył sie od poczatku
        tego, czego nauczyłam go wiele lat wczesniej. Nikt nie zainteresował
        sie tym, ze umie o wiele więcej niz wielu jego rówiesników, nikt
        nie próbował w jakikolwiek sposób pomóc mu w rozwijaniu wiedzy
        jezykowej, skupiajac sie tylko i wyłacznie na reszcie klasy, bo była
        słabsza. W zasadzie temat języka w gimnazjum nie istniał, bo ile
        razy mozna uczyc sie od poczatku tego samego .Oczywiscie nie mozna
        wszytkiego generalizowac, bo sa ludzie i ludziska, ale juz sam fakt
        obszernej krytyki w mediach i internecie powinien dac do myslenia.
        Jesli tyle wokół krytycznych spojrzen, to moze cos w tym jest, moze
        czas cos zmienic, z młodymi naprzód isc, po życie sięgac nowe, a nie
        w uwiędłych laurów lisc z uporem stroić głowę. Może czas wymazac z
        regulaminu szkolnego punkt pierwszy, który mówi, ze nauczyciel ma
        zawsze racje i punkt drugi, który mówi, że jesli nie ma racji, to
        patrz punkt pierwszy.Jak widac temat szkoły jest dosc obszerny
        i niestety nie wszystko da sie wytłumaczyc niskimi nakładami na
        edukacje.Nikt tez nie odmawia racji tym, którzy naprawde sie
        staraja. Tylko ze mogłoby ich byc więcej. Jet jeszcze jedna prawda
        dosc smutna. W dzisiejszych czasach w szkołach raczej bardziej dba
        sie o tę częsc uczniów, której i tak nic z tego nie przyjdzie. Sa
        tacy, co maja na papierosy, a nie maja na ksiazki, maja na tania
        wóde, a nie maja na zeszyty. W dobie rosnacych wymagań i medialnego
        przekazu, że wszystko sie wszystkim natychmiast nalezy, zapomina sie
        o tych, którzy maja i czytaja ksiązki i chcieliby się rozwijac. Może
        własnie dla nich warto cos zmienić, bez usprawiedliwiania się
        wiecznie.A słowo linnet oczywiście pochodzi z klasyka gatunku, lecz
        ja nie mam nauczycielskich przekonan, że tylko moja jest racja i
        jesli ktos nie lubi, nie musi czytac ani niczego, co napisała Agata,
        ani Pottera. Kazdy ma prawo do wolnego wyboru. Czas to zauwazyc.
      • randybvain Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 18:01
        Jeśli chodzi o czytelnictwo w języku angielskim dość dobrze sprawdza
        się mój program "Llyfrau i blant". Dzięki niemu uczniowie kilku
        szkół w Gdańsku mają możliwość zapoznać się z książkami i komiksami
        w języku angielskim. W ten sposób nauka angielskiego jest o wiele
        konkretniejsza i łatwiejsza, także dla nauczyciela.
    • super.dymek Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 16:52
      A szczerze to mnie to wali czy czytali czy nie. Sa programy na caly rok -
      nauczyciele maja szereg do wyboru. A to ze z powodow opoznien czy zaniedbania
      ktos gdzies nie przeczytal lektury to juz nie jest problem egzaminatorow czy
      komisji ktora ustalala test. To problem klasy/szkoly ! Ja nie bede pisal testu
      po raz drugi ze wzgledu ze gdzies tam nie przeczytali. Wasz problem - nie nasz.
      Ja przeczytalem i napisalem. Mogliscie napisac chociaz ze nie czytaliscie ale za
      to moge opisac inny fragment na ten temat - dostalibyscie chociaz pkt za jezyk,
      styl, forme charakterystyki. Tylko trzeba pomyslec troche...
      • domik1601 Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 22:21
        Widzę ,że mamy tu do czynienia z egoistą... jakbys znalazł sie w
        takiej samej sytuacji jak , np. ja inaczej byś śpiewał... Na pewno
        czułbys sie pokrzywdzny i oczywiscie jakies protesty, bo jak to moze
        tak być...i założe się ,że nie broniłbys tak tych gości,którzy
        ułożyli ten egzamin, no ale że nie jesteś, więc wielki foch. Ale
        zauważyłam,że nie do końca orientujesz sie w sprawie. Bo jesli
        byłoby powtórzenie to tylko w tych szkołach,gdzie wystąpił ten
        problem. Ciebie może to wali, ale nas nie, bo wielu z nas może
        zapomnieć o wymarzonej szkole;/ Ciekawe jakbyś sie zachował w takiej
        sytuacji, teraz cwaniakujesz, udzielasz jakze inteligentnych
        wskazówek, a sam pewnie ryczałbys wsród innych dziewczyn. Wielu z
        nas napisało coś, ale do końca nie bylismy pewni czy są za to
        jakiekolwiek punkty, w końcu praca nie na temat, wiec nie było to
        tak oczywiscte jak ty sądzisz. W każdym razie nikomu nie polecam
        takich przeżyć...
        • cogitoona Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 01:07
          I kto tu jest egoistą? Nie poszło? Powtórzyć! A może pani od
          geografii nie zdążyła nauczyć Cię, gdzie Polska leży? Powtórzyć
          matematyczno - przyrodniczy! Egzamin Gimnazjalny to podobno tez
          ranking szkół - trzeba było sobie lepszą wybrać! A może dac Ci
          jeszcze 2-3 miesiące na przeczytanie i potem napiszesz ten egzamin?
          A może w przyszłym roku? Opamiętaj się, człowieku...
    • do.minika Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 20:43
      Jest mi przykro, że tylu gimnazjalistów nie czytało "Kamieni na
      szaniec". Fakt, "Syzyfowe prace" są tragiczne. Przeczytałam jedną
      stronę i odpuściłam. Ale uważam, że "Kamienie..." powinny byc
      omawiane na lekcji bez dwóch zdań. Ale pomijając to. Jak MY,
      uczniowie, którzy mają czytac lektury na bieżąco, mamy pamiętac jak
      wyglądał np.: Rudy, skoro omawialiśmy "Kamienie..." w 1 klasie! To
      jest lekka przesada!Przecież człowiek nie pamięta 5 książki wstecz,
      którą przeczytał,a co dopiero książki sprzed roku bądź dwóch lat.
      Jednak cieszę się,że nie będzie powtórnego egzaminu, gdyż nie
      chciała bym przeżywac tego stresu jeszcze raz.Uczniom,którzy nic nie
      napisali szczerze współczuje, bo 16 pkt to ogromnie dużo!Ja sama
      pisząc o Rudym nie opisałam wyglądu,charakter improwizowany, tylko
      tyle że był dzielny i odważny.Mam nadzieję, że choc częśc punktów mi
      dadzą.Jestem bardzo ciekawa co wyniknie w tej bulwersującej całą
      Polskę sprawie...
        • do.minika Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 11:53
          Nie miałam slabej polonistki i jej nie mam, Kochana(y)! To Ty chyba
          nie umiesz pisac charakterystyki. Mniejsza z tym,jeżeli raczył(a)byś
          przeczytac odpowiedzi na tej stronie, to "Gazeta" podaje przykłady
          prawidłowej pracy i jest tam zawarty również wygląd bohaterów. Ale
          to tylko takie Twoje małe przeoczenie, z całym szacunkiem !
    • drugi.stefan Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 25.04.08, 21:20
      A może byście sprawdzili obowiązującą listę lektur. Ci gimnazjalisci
      nie musieli czytać "Kamieni na szaniec", bo w ich spisie lektur nie
      ma tej książki. Oni mieli znać wersję skróconą przez ministra G.
      patrz rozporządzenie z 30 listopada 2006 r. Może ktoś się tym
      zajmie? Kto pomylił listy lektur!!!!
      • cogitoona Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 01:19
        Jak się czyta takie bzdury, to nie sposób nie odpowiedzieć.
        Drugi.Stefan, nie masz pojęcia, o czym piszesz... sprawdź podstawę
        programową obowiązującą w gimnazjum: 5 lektur w całości, w tym te
        dwie!!!!! Może ktoś by się Tobą zajął? Przepraszam, że jestem tak
        krytyczna, ale na miłość boską: WIEDZ, CO MÓWISZ, A NIE MÓW,CO
        WIESZ. Pozdrawiam. Polonistka.
      • lucynare Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 09:09

        > A może byście sprawdzili obowiązującą listę lektur. Ci
        gimnazjalisci
        > nie musieli czytać "Kamieni na szaniec", bo w ich spisie lektur
        nie
        > ma tej książki. Oni mieli znać wersję skróconą przez ministra G.
        > patrz rozporządzenie z 30 listopada 2006 r. Może ktoś się tym
        > zajmie? Kto pomylił listy lektur!!!!

        Niestety, lista wprowadzona przez G. tych ucznió nie obowiązuje,
        może to jednak Ty powinieneś sprawdzić ta lista obowiązuje ucznió,
        któzy są teraz w pierwszej klasie gimnazjum, trzecioklasistó
        obowiązuje stara.
    • lucynare Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 09:00
      Nie zgadzam się z tym, co pisze Gazeta. Egzamin sprawdza nie tylko
      umiejętności, ale i wiedzę. Tak mnie szkolono. A zestaw lektur jest
      obowiżakowy i to, że jakaś "polonistka" ma inne zdanie na temat
      danej lektury, nie ma żadnego znaczenia. Jej zdanie się nie liczy.
      Może nie lubić, ale omówić - musi!!! To jej obowiązek. Nie rozumiem,
      czemu teraz tym, którzy nie czytali z młodzieżą tych książek ma to
      ujść na sucho. A co będzie jeśli w przyszłym roku na egzaminie
      będzie inna lektura, któej nie przeczyta akurat pan z Przysłowiowego
      Pcimia? Też unieważnimy? Też zmienimy tej szkole punktację?
      Egzamin gimnazjalny w pewnym stopniu jest egzaminem z wiedzy (w
      podstawówce - tylko z umiejętności - dla zainteresowanych proponuję
      odpowiednie kursy przygotowywane przez OKE!!!). Dlaczego bowiem nikt
      się nie denerwuje, że z biologii było mitochondrium, z fizyki
      termowentylatory, itd. Dlaczego biolog i fizyczka nie podnoszą
      larum, że tego nie zdążyli? Czasem mam wrażenie, że poloniści
      rzeczywiście mają poprzewracane w głowach. Nie są nieomylnymi
      krytykami literackimi, są tylko absolwentami lepszej lub gorszej
      uczelni, w indeksie mają czwórkę piątkę, a często nawet tróję. Sami
      nie czytali lektur na studiach i teraz chcą wykpić się tanim
      kosztem. A Gazeta, któą do tej pory bardzo poważałam i nie
      wyobrażałam sobie piątku i soboty bez niej - zawiodła mnie. Trzeba
      wymagać, a nie tylko ułatwiać. Jak to powiedział ten, do któego na
      przestrzeni ostatnich trzech lat stale się odwołujemy? "Wymagajcie
      od sibie, nawet jeśli inni od was nie wymagają"
      Pozdrawiam wszystkich.
    • kolejny_forumowicz Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 10:41
      co oni pieprzą!! "stare ramoty"?? przecież o to chodzi w lekturach, lektura to
      nie "harry potter" czy inna bajeczka dla dzieci, tylko lektura i już, trzeba to
      przełknąć nawet jak się nie podoba!

      "syzyfowych prac" rzeczywiście nie umiałem przeczytać, bo było strasznie nudne,
      ale przynajmniej przezytałem ściągę i wiem cośtam. a "kamienie na szeniec" to
      zajebista książka, nie wiem, w dodatku paradokumentalna, czego się czepiać,
      przeczytałem całą i jeszcze coś pamiętam.

      to że tym "nowoczesnym" nauczycielom nie chce się przerabiać "starych ramotów"
      to niech potem oni próbują przepchać swoich pokrzywdzonych uczniów do ich
      wymarzonych liceów.
    • karami Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 10:57
      Nie przerobiliśmy lektury "Syzyfowe prace" Żeromskiego, a lekturę pt. "Kamienie
      na szaniec" Kamińskiego mieliśmy przerabiać dopiero po testach. Chciałbym, aby
      testy z części humanistycznej zostały powtórzone. Zamiast liczyć np. na 46pkt
      mogę liczyć maksymalnie na 30...
    • much-muchomorek Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 13:19
      >> "Syzyfowych prac" nie omawia z uczniami od dziesięciu lat. - Na
      szczęście czytałem z nimi "Kamienie na szaniec" chociaż też uważam,
      że dla dzisiejszego ucznia to wcale niepotrzebny wysiłek. <<

      ten polonista ze Śląska to jakaś kpina chyba. rozumiem, 'Syzyfowe
      prace' do łatwych książek nie należą. i może są lekko przestarzałe,
      ale jakoś dwa lata temu omawialiśmy je w szkole i byłam w stanie je
      przeczytać, wyciągnąć wnioski. i na pewno nie ucierpiałam na tym.
      a 'Kamienie na szaniec' jako 'niepotrzebny wysiłek' to po prostu
      SKANDAL. jak tak dalej pójdzie, to niedługo dzieci się będą uczyć,
      że Hitler zajął Polskę by pomóc nam we wzroście gospodarczym
      (taa... 'Hitler nie chciał wojny wcale'), a dywersja warszawska
      była odpowiednikiem dzisiejszych anarchistów :/

      żenada - i CKE i gimnazjum jako takie.
      • nutta Re: Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 26.04.08, 19:02
        Tłumaczenie,że uczy się do 20 czerwca i wtedy po egzaminie chce się
        bez ładu i składu omówić 2 z 5 obowiązkowych lektur(w trzyletnim
        cyklu) jest tłumaczeniem dla nierozgarniętych.Nie od dziś wiadomo,że
        część nauczycieli zamiast realizować program testuje uczniów.
        Nareszcie normalny, konkretny temat. Egzaminatorzy nie będą musieli
        przydzielać punkty za charakterystyki Kopciuszka. Pinokia - bo tak
        było dotychczas.
        Inna sprawa, nawet taką ramotę jak Syzyfowe prace można uatrakcyjnić
        na lekcji. Czy dzisiaj tak trudno zrozumieć człowieka, który chce
        się wyrwać ze swego środowiska jak A. Radek? Czy nie jest
        uniwersalną sprawą poddawanie się manipulacji jak Borowicz?
        Chciałam dodać, że w wielu szkołach nie jest popularne czytanie
        długaśnego H. Pottera i tego, co się wydaje niektórym
        dorosłym.Dowolność doboru książek to olbrzymie wydatki, na które nie
        ma budżetu.Zresztą mody będą się co parę lat zmieniać.
        Ta Pani, o której mowa, realizuje program Swiat człowieka
        Wydawnictwa Szkolnego PWN, w którym zachowana jest też jakaś
        kolejność chronologiczna, korelacja z historią, więc niepojęte jest
        to, dlaczego nie zrealizowała dwóch lektur z różnych epok i
        poruszających różne tematy. Może była za dobra dla uczniów. Jedna z
        książek była zadana na luty i córka mojej znajomej wtedy ją
        przeczytała i potrafiła napisać charakterystykę.A inni, ci, c
        chcieli iść do renomowanych lokalnych liceów? Niech zasilą liceum
        miejskie i podniosą jego poziom, skoro są tacy dobrzy.
    • emo10 Wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich 27.04.08, 08:13
      Witam serdecznie. Chyba po raz pierwszy zajrzałem na Forum (do?) i chyba dobrze będzie aby Forumowicze mieli świadomość, że skierowałem wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka. Od lat zajmuje sie rzecznictwem praw ucznia. Zapraszam na moją stronę. Pozdrawiam. Maciek Osuch


      Maciej Osuch
      0-501-644-020
      macieko@over.pl
      www.maciekosuch.prv.pl

      Tarnowskie Góry, 24. 04. 2008 r.


      Pan
      Janusz Kochanowski
      Rzecznik Praw Obywatelskich


      Szanowny Panie Rzeczniku! Wniosek swój kieruję dopiero teraz, jednak powinienem go napisać przed trzema dniami. Miałem nadzieję, że instytucje, które mogłyby problem dla dobra młodych obywateli rozwiązać, staną na wysokości zadania i szybko wyjaśnią sprawę, bez angażowania Pana Rzecznika. Jak wynika z doniesień medialnych jest jednak inaczej…
      Problem dotyczy egzaminu gimnazjalnego, w części humanistycznej, który został przeprowadzony przed kilkoma dniami w gimnazjach na terenie całego kraju. Powszechnie wiadomo, że jedno z zadań zawartych w teście, konkretnie zadanie nr 32, dla wielu uczniów – nie z ich winy – było nie do wykonania. Odnosiło się ono do konkretnych – obowiązkowych co prawda – jednak nie we wszystkich szkołach, już zrealizowanych lektur.
      Założeniem egzaminu gimnazjalnego jest sprawdzenie wiedzy i umiejętności uczniów, ustalonych w standardach wymagań, stanowiących załącznik do rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 sierpnia 2001 r. w sprawie standardów wymagań będących podstawą przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów (Dz. U. Nr 92, poz. 1020 z późn. zm.), a nie ich konkretnej wiedzy szczegółowej. Jak do tej pory konstrukcja zadań spełniała ten warunek (nie jest to łatwe bez odnoszenia się do konkretnych przykładów – w wypadku takiej potrzeby, zadanie zawiera wtedy konkretny przykład lub pozwala na dobór materiału, na podstawie którego gimnazjalista ma okazję wykazać się zdobytymi w czasie nauki umiejętnościami).
      Egzamin gimnazjalny – zgodnie z prawem – przeprowadzany jest w kwietniu czyli na dwa miesiące przed końcem zajęć dydaktycznych. Nauczyciele mają swobodę w planowaniu swojej pracy w ramach czasowych etapu edukacyjnego (w tym przypadku gimnazjum), w zakresie określonej ściśle podstawy programowej. Jest absolutnie możliwym takie zaplanowanie pracy w niektórych szkołach, że wymagane egzaminem, konkretne utwory literackie będą przewidziane do zrealizowania po jego zakończeniu… W wielu przypadkach taka sytuacja zaistniała w tym roku – jak do tej pory twórcy zadań mieli to zawsze na uwadze. Osobnym problemem jest takie a nie inne ustalenie terminu egzaminu…
      Inną sprawą jest hipotetyczne nie zrealizowanie podstawy programowej - za to odpowiadają konkretni nauczyciele. Odpowiedzialności za brak rzetelności nauczycieli nie mogą absolutnie ponosić uczniowie!
      W obu sytuacjach jednak, w kontekście prawa do sprawiedliwej, absolutnie obiektywnej oceny punktowej (a to główne założenie twórców i realizatorów idei egzaminowania zewnętrznego), istnieje duże prawdopodobieństwo, naruszenia tego prawa. Jestem przekonany, że w tym roku szkolnym doszło do takiej sytuacji.
      Wydawać by się mogło – taką miałem nadzieję – że dorośli staną na wysokości zadania i szybko wyciągną wnioski z zaistniałej sytuacji, chroniąc dobro uczniów. Obawiam się, że się myliłem – jak na razie trwa poszukiwanie winnych i przerzucanie się odpowiedzialnością! To swoista „wartość dodana” tego egzaminu – absolutnie niepotrzebna.
      Wyniki egzaminu to „przepustka” dla młodych ludzi do ich wymarzonych szkół ponadgimnazjalnych – stąd ich walka o każdy punkt. Cokolwiek by o tym nie sądzić, w zaistniałej sytuacji wielu uczniów będzie miało znacznie mniejsze szanse na dostanie się do szkoły - w przypadkach, których dotyczy mój wniosek. To stwarza wyraźną nierówność w dostępie do szkół, a taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
      Zwracam się do Pana Rzecznika o podjęcie jak najpilniejszych działań zmierzających do tego aby zarówno Centralna Komisja Egzaminacyjna jak i Ministerstwo Edukacji Narodowej konstruktywnie, szanując zastrzeżenia uczniów jak i ich rodziców w tym zakresie, rozwiązało problem. Jedno z możliwych rozwiązań to jak najszybsze powtórzenie egzaminu w części humanistycznej dla tych osób, które się tego domagają. Jednocześnie należy unikać powtórnego egzaminowania osób, które takich zastrzeżeń nie wnoszą – nosiłoby to znamiona odpowiedzialności zbiorowej.

      Z poważaniem
      Maciej Osuch




      • fasolka111 Re: Wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich 28.04.08, 00:49
        A jaka będzie Pana reakcja, gdy egzamin zostanie powtórzony, a następnie zaczną się protesty młodzieży, która nie pisała testu tzw. drugiej szansy? Przecież gimnazjaliści mogą stwierdzić, że pierwszy test był trudniejszy i to niesprawiedliwe, że teraz to oni są "do tyłu" w związku z powtórką. I co, tym razem też zrobimy powtórkę?
        Szkoda jest mi tych uczniów, którzy tak niefortunnie trafili, ale uważam, że największą winę ponoszą nauczyciele, którzy teraz oczywiście będą się bronić, że w planach mieli opracowywanie tych dwóch lektur po egzaminie, a tak naprawdę w ogóle nie chcieli zajmować się nimi, bo ich nie lubią!!! RUTYNA, RUTYNA I JESZCZE RAZ RUTYNA, bo niby co to za tłumaczenie, że do tej pory nie było konkretnych lektur na egzaminie! Szkoda tylko, że nie uświadomili młodzieży, że do egzaminu muszą to sobie sami doczytać. Fakt, że 16-letnia młodzież powinna mieć swój rozum i mogła sama na to wpaść, ale wbrew pozorom większość z nich to jeszcze duże dzieci, które polegają na tym co Pani w klasie powie to trzeba zrobić, a jak nie powie to znaczy, że nie trzeba sobie tym głowy zawracać (wiem, wiem są wyjątki potwierdzające regułę). Jak znam życie to w ramach zadośćuczynienia, wystawi się pokrzywdzonej młodzieży szóstki z przedmiotów punktowanych (no, ale teraz będą pokrzywdzeni ci, którzy szóstki mieli i tak mieć) i 16 punktów zostanie szybciutko odzyskane.
        Sama mam syna, który pisał ten egzamin i na szczęście obie lektury w jego klasie zostały omówione. Nie ukrywam, że ta sytuacja to dla nas nauczka na przyszłość, nauczka, która choć w pewnym stopniu pomoże uniknąć błędów w trakcie przygotowań do matury.
        A ja jako rodzic, bardzo często zadaję sobie pytanie, jakie byłoby moje nastawienie do całej tej sytuacji, gdyby syn tych lektur nie przeczytał??? Sądzę jednak, że winę rozłożyłabym równo na nauczyciela, syna i siebie samą. Nauczyciel - bo nie wykonał tego co do niego należy, syn - bo w tym wieku powinien interesować się nie tylko testami z lat ubiegłych, ale całością materiału, jaki dotyczy gimnazjalistów począwszy od klasy I, no i w końcu ja sama, która powinnam wspierać syna i pomóc mu odnaleźć się w tym gąszczu wymagań, kanonów, podstaw programowych....
        Wierzę, że trudno pogodzić się z całą tą sytuacją, ale ja osobiście wolałabym przyjąć ten cios, niż żądać powtórzenia egzaminu bo tak naprawdę podstaw ku temu zupełnie nie ma. A jeśli tak się stanie, to może ja jako rodzic powinnam zażądać powtórzenia testu mat.-fiz, bo mojemu synowi noga powinęła się na pytaniach z fizyki, w związku z tym, że przez 3 lata gimnazjum, prawdziwe lekcje fizyki były tylko w 3 klasie.
        Bardzo, ale to bardzo trzeba uważać, żeby w tym całym zamieszaniu nie zabrnąć w jakiś ślepy zaułek.
    • sylu13 Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 29.04.08, 13:36
      Nareszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i może zmusi młodzież do czytania
      (niewielu raptem) lektur. Ponadto od dłuższego już czasu mówi się o tym (i wiem
      o tym, bo jestem nauczycielem), że szkoły nie realizują podstaw programowych,
      ale od początku gimnazjum uczy się uczniów rozwiązywać testy egzaminacyjne. Sam
      egzamin jest rankingiem szkół, szczególnie miejskich, więc nie ma czasu na
      "jakieś lektury". Pracuję na wsi i wiem, że nasze dzieci dają sobie radę w
      szkołach średnich, w przeciwieństwie do rówieśników z miasta. U nas podstawy
      programowe realizuje się, a do egzaminu przygotowujemy na dodatkowych zajęciach.
      Powtarzać egzamin to totalna bzdura. Problem dotyczy tylko 30 szkół, na 7000.
      Nie dajmy się zwariować. Niech sobie powtarzają tylko w tych szkołach. Dlaczego
      krzywdzić pozostałych i kazać im pisać po raz drugi???
    • khaisa Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 29.04.08, 15:13
      Szkoła to instytucja ustrukturyzowana. To, że jedna naucyzcielka uważa, że Syzyfowe prace to "zestarzałe ramoty" jeszcze nie skreśla ich z listy lektur. Nie przerabiając lektury skrzywdziła swoich uczniów. Moim zdaniem powinnie punktować zadanie tak jak zwykle. Pokaże to, które gimnazja mają dobrych nauczycieli, a które słabych. Olewactwoi i ignorancję należy piętnować!
    • cukiereczek194 Syzyfowe prace gimnazjalistów. Bez punktów. 29.04.08, 16:03
      Coś mi tu nie gra.. To ja pochodzę z małego miasteczka i omawialiśmy w szkole
      dane lektury? Naszym nauczycielom bardzo zależało na omówieniu lektur, gdyż to
      ważna sprawa. Czytałam gdzieś, że ludzie uważają "Kamienie na szaniec" i
      "Syzyfowe prace" za lektury archaiczne, a przecież bohaterowie tych książek są
      wzorem do naśladowania. żyli w trudnych czasach, w czasach, o których powinniśmy
      wiedzieć i z historii. Uważam, że nie ma co pisać powtórnie testu. Błędem
      nauczycieli jest fakt, że nie zostały omówione te lektury.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka