Nepotyzm w Radach Pedagogicznych

14.05.08, 23:07
Czy uważacie, że to problem?

Czy tylko mi się wydaje, że wprowadzenie obowiązku publikowania szczegółowych wyników rekrutacji z podaniem stopnia pokrewieństwa i obowiązkiem uzasadnienia "dlaczego akurat córka pani Zosi" (nie mówiąc o "dlaczego akurat córka pani dyrektor", znam osobiście taki przypadek) byłoby dobrym pomysłem? I drobiazgiem, który choć trochę pozwoliłby uniknąć selekcji negatywnej?

Mówię o szkołach publicznych oczywiście - w społecznych i prywatnych nie nasz, podatników, biznes, jak to mówią.
    • lineborder Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 15.05.08, 07:31
      O czym ty w ogóle mówisz? Rekrutacja do jakich szkół? I co ma do tego Rada Pedagogiczna?
      • krociech Mówię o tym, kto uczy dzieci 15.05.08, 10:09
        i w jaki sposób organizowana jest rekrutacja / według jakich kryteriów odbywa się rekrutacja takich ludzi do pracy.

        Mówię o tym, że wykształcenie i wyniki pracy są kryterium znacznie mniej ważnym od tego, czyim jest się krewnym, i o tym, że stosowanie kryterium "córka/syn pani Aldonki" MUSI skutkować inaczej niż stosowanie kryterium np. efektywności pracy mierzonej wynikami egzaminów zewnętrznych albo kryterium szeroko rozumianej aktywności zawodowej (opieka nad uczniami zdolnymi itp.).

        A post umieściłem dlatego, że chciałem się dowiedzieć, czy tylko mnie przeszkadza to, że najważniejszym kryterium zatrudniania nauczycieli jest pokrewieństwo z Radą Pegagogiczną, czy nie. Uważam, że problem jest zdecydowanie niedoceniany - jeżeli w innych szkołach sytuacja wygląda jak w tej, w której przyszło mi uczyć, to czego my się właściwie spodziewamy? Że dzieci będą dobrze uczone? Przez miernoty, które dzięki nazwisku mają zagwarantowane półtora etatu przynajmniej do końca bieżącej kadencji pani dyrektor? Sorry, uważam, że nie tędy droga.
        • lineborder Re: Mówię o tym, kto uczy dzieci 15.05.08, 23:14
          Aaaaa o to ci chodzi. Zmyliło mnie okreslenie rekrutacja. Rekrutacja dotyczy uczniów, a nauczycieli się przyjmuje, angażuje do pracy. I nie robi tego rada pedagogiczna (stąd nie wiem dlaczego oskarżasz ją o nepotyzm) tylko dyrektor i to on jest tylko odpowiedzialny. Od jego kręgosłupa moralnego
          • lineborder cd 15.05.08, 23:28
            Od jego kręgosłupa moralnego, odporności na naciski m.in. urzędników gminnych czy powiatowych zależy czy ugnie się i przyjmie do pracy "znajomych królika" odrzucając lepsze kandydatury. Takie sytuacje niestety sie zdarzają, nie tylko w szkolnictwie. Wyjście, które proponujesz raczej nie rozwiąze problemu, choćby dlatego, że pan dyrektor powie, że jego kandydat najbardziej odpowiada jego wizji szkoły. I już! Najgorsze jest to, że tacy dyrektorzy zazwyczaj są w dobrej komitywie z organem nadzorującym i wtedy jest nie do ruszenia.
    • danuta49 To jest ogólnie kwestia kryteriów!!! 15.05.08, 08:28
      Lepiej Ci będzie jak przyjmą syna innego dyrektora, córkę radnego
      czy naczelnika etc.???[0 pokrewieństwa z dyrektorem;-)))]
      Z drugiej strony jeśli mąż/zona/syn/córka itd. są b.dobrzy (też się
      zdarza!) to ściągnięcie ich do swojej placówki jest raczej dla niej
      pozytywne!!!
      • krociech Re: To jest ogólnie kwestia kryteriów!!! 15.05.08, 10:17
        Koleżanko, moim zdaniem wyeliminowanie zatrudniania krewnych poważnie utrudni nawet wzajemną pomoc dyrekcji - wyobraź sobie, że zamiast jednej szkoły musisz śledzić na bieżąco śledzić sytuację w kilkudziesięciu okolicznych placówkach. Nieco bardziej skomplikowane od pokątnego zatrudniania - trzeba się nadzwonić, napisać mejli, a nie każdego się zna i nie każdego się lubi, nie?

        Z drugiej strony, jeżeli syn jest dobry, to czemu go nie zatrudnić? A jeżeli wygrywa rekrutację, będąc synem, to znaczy, że jest lepszy od wszystkich pozostałych kandydatów, prawda? A jeżeli w jednej szkole dzieje się tak przy 75% rekrutacji, to co, naprawdę w okolicy nie ma zdolniejszych?

        Poza tym, postuluję tylko wprowadzenie pełnej jawności rekrutacji, obowiązku podawania stopnia pokrewieństwa i pełnego uzasadniania podejmowanych decyzji kadrowych (w szkołach w całości finansowanych przez podatników)- jeżeli jakimś cudem okaże się, że dzieci Rady Pedagogicznej są zdolniejsze od ogółu kandydatów, to chwała im za to.
        • izzo Re: To jest ogólnie kwestia kryteriów!!! 15.05.08, 11:14
          Też jestem zdania, że nabór na nauczycieli powinien być jawny, a nie pokątny.
          Szkoły nawet nie informują, że mają wolny etat, żadnego ogłoszenia, na które
          kandydat mógłby odpowiedzieć, zaprezentować się. Podania się wysyła w ciemno, do
          wszystkich, a nie do tych, którzy są zainteresowani.Powinny być konkursy na
          stanowisko, a nie wydeptywanie cichcem ścieżek do gabinetu pani/pana dyrektor/a.
          To pierwszy krok do jawności. W końcu nauczyciel jest osobą publiczną, kryteria
          przyjęcia powinny być jasne.
          • krociech Ok 15.05.08, 12:27
            dzięki - myślałem, że to ja oszalałem, a wszyscy inni są normalni. Więc jednak ktoś jeszcze też tak myśli. Jest dobrze. Teraz czekamy na właściwe rozporządzenie ministerstwa edukacji.
            • lineborder nie Ok 16.05.08, 07:30
              I się nie doczekasz. To jest przecież paranoja. Konkursy, wszędzie konkursy. Ta wiara w cudowną moc konkursów jest złudna. teraz też są konkursy na dyrektora, przetargi na wykonania różnych prac. I co? Ano nic - jeżeli choćby dwa elementy tego konkursu, przetargu są w zmowie pzrechodzi znajomy królika.
              Społeczeństwo bardzo lubi porównywać szkołę do innych przedsiębiorstw. No to jak to jest w firmach? Tak samo jak szkołach. Nie ma mowy o jakichś konkursach. Szkoda czasu i atłasu.
              • krociech Nie chodzi o konkursy 16.05.08, 07:48
                Tylko o jawność. Moim zdaniem ZUPEŁNIE inaczej wygląda wchodząca od pokoju nauczycielskiego dyrektorka oznajmiająca "to jest córka pani Danusi, od dzisiaj będzie uczyć geografii, o czym zresztą wszyscy od dawna wiedzieliśmy, tylko czekaliśmy, aż mamusia przejdzie na wcześniejszą emeryturę", a ZUPEŁNIE inaczej wyglądałoby dokładnie to samo na nadającym się do skserowania urzędowym papierze: tabelka z kolumnami wykształcenie / wynik hospitacji lekcji próbnej / wykształcenie / wynik rozmowy kwalifikacyjnej / stopień pokrewieństwa z pracownikami.

                Że ustawienie wyniku nie sprawi problemu - masz rację. Ale chciałbym zobaczyć minę dyrekcji, która wieszając coś takiego na tablicy, będzie trzęsła przysłowiowym siedziskiem, czy ktoś przypadkiem tego nie skseruje i nie zaniesie gdzie trzeba, na przykład do prokuratury albo lokalnej prasy. Że tak czy inaczej nic nie grozi? Okej, tu też masz rację. Nic nie grozi w bieżącej kadencji wójta/burmistrza/rady organu prowadzącej/dyrekcji samej. A kadencje nie są znowu aż takie długie. No chyba, że lokalny "układ" wytrzyma dwie kadencje, ale to już inny temat.

                A właściwie dlaczego przeprowadzenie komisyjnie ocenianej lekcji próbnej nie jest obowiązkowe dla kandydata przyjmowanego do szkoły? Wiadomo, że będzie pokazówka, ale pokazówki potrafią się od siebie różnić.
                • lineborder Re: Nie chodzi o konkursy 17.05.08, 09:47
                  To nie o jawność ci chodzi. Uważasz, że przyjęcie do pracy kogoś spokrewnionego jest z gruntu podejrzane, kwestionujesz prawo dyrektora do samodzielnego wyboru kandydata do pracy w szkole. Nie zawsze nauczyciel dyplomowany, rutyniarz, czekający z utęsknieniem na emeryturę jest lepszy od młodego entuzjasty, z pomysłami, a niekoniecznie mianowanego. Myślę, że twoje poglądy na te sprawy są w dużej mierze warunkowane twoimi osobistymi, subiektywnymi doświadczeniami.
                  • krociech Re: Nie chodzi o konkursy 18.05.08, 07:40
                    >Uważasz, że przyjęcie do pracy kogoś spokrewnionego jest z gruntu podejrzane

                    Tak, dokładnie tak uważam.

                    > kwestionujesz prawo dyrektora do samodzielnego wyboru kandydata do pracy w szkole

                    Nie, nie kwestionuję takiego prawa. Domagam się tylko jawności, obowiązku informowania o rekrutacji i jej kryteriach (z których najważniejszym ze względu na naturę sprawy była, jest i będzie opinia dyrektora nabyta w trakcie rozmowy rekrutacyjnej) oraz obowiązku zasięgania _opinii_ członków zespołu przedmiotowego.

                    >Nie zawsze nauczyciel dyplomowany, rutyniarz, czekający z utęsknieniem na emeryturę jest lepszy od młodego entuzjasty, z pomysłami, a niekoniecznie mianowanego.

                    Zgaszam się.


                    >Myślę, że twoje poglądy na te sprawy są w dużej mierze warunkowane twoimi osobistymi, subiektywnymi doświadczeniami.

                    Dobrze myślisz.
    • genny1 Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 16.05.08, 12:25
      Nie wiem, oczywiście, jakie masz doświadczenia, ale zupełnie
      niespójne z moimi. Ja jestem jedną z tych, które zatrudniają i
      pozwolę sobie zabrać głos "w sprawie". Nie wiem, jak wyobrażasz
      sobie jawne zatrudnianie i co to tak naprawdę znaczy. Będę się
      upierać przy tezie, że nikomu bardziej niż dyrektorowi nie zależy na
      poziomie, atmosferze i wynikach. I nie ma osoby w szkole, która
      miałaby o niej większą wiedzę niż dyrektor. Jest dla mnie rzeczą
      oczywistą, że RP in corpore nie może, nie powinna, nie jest w stanie
      mieć szerokiego i wielopłaszczyznowego spojrzenia na sprawy szkolne.
      Jest jednakże grono osób, które w sposób bliższy współpracuje z dyr.
      Zespół kierowniczy, pedagog, opiekun samorządu. O wice nie
      wspominam, bo to oczywiste. I są to przedstawiciele RP, przez nią
      wybrani i jako tacy mający delegację do podejmowania decyzji.
      Zawsze, powtórzę, zawsze wybiorę nla, który wg mnie będzie
      najlepszy, najbardziej "pasuje" do szkoły. Zawsze poprowadzi lekcję
      obserwowana przez przewodniczącego zespołu. Coś można więcej?
      Może ... Proszę podpowiedzieć, co. Kwalifikacje muszą wszak mieć
      takie same, doświadczenie nie musi o niczym decydować. A że w
      mniejszych miejscowościach m o ż e to być córka pani Krysi czy syn
      pana Adama, to jest prawdopodobne.
      A jeśli jest dyr uległy wobec władz? A RP o tym nie wiedziała?
      Wygrał konkurs ....
      • krociech Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 16.05.08, 13:28
        >Nie wiem, oczywiście, jakie masz doświadczenia

        Złe. Mnie nie pomagają nawet dobre wyniki, innemu wystarczy nazwisko.

        >nie wiem jak wyobrażasz sobie jawne zatrudnianie

        Inaczej niż teraz: obowiązek ogłoszenia przynajmniej na tablicy w przedsionku albo, nie daj Boże, w prasie lub Internecie, wszystkich wakatów, które można przewidzieć w marcu. Pozostałych zresztą też, tyle że w odpowiednim czasie.

        > nikomu bardziej niż dyrektorowi nie zależy na
        > poziomie, atmosferze i wynikach

        Nie przeczę, o ile nie chodzi wyłącznie o atmosferę w gronie znajomych królika.

        > Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że RP in corpore nie może, nie powinna, nie jest w stanie mieć szerokiego i wielopłaszczyznowego spojrzenia na sprawy szkolne.

        Dla mnie mniej oczywiste. Ale nie postuluję udziału decyzyjnego RP w rekrutacji, a jedynie opiniodawczy - ostateczną decyzję powinna podejmować jedna osoba, ponieważ to ona ponosi odpowiedzialność. Uważam jednak, że dyrektor powinien mieć obowiązek korzystania z wiedzy i kompetencji zespołu przedmiotowego, jeżeli takie możliwości istnieją. Zdarza się, że tego nie robi - nawet dość często.

        >Zawsze, powtórzę, zawsze wybiorę nla, który wg mnie będzie >najlepszy, najbardziej "pasuje" do szkoły.

        Chwała. Nie kwestionuję. Jak już napisałem, jestem zwolennikiem jednoosobowego podejmowania decyzji przez osoby obarczone odpowiedzialnością i biorące za to pieniądze.

        > Zawsze poprowadzi lekcję
        > obserwowana przez przewodniczącego zespołu.

        Nie we wszystkich szkołach jest tak dobrze. Uważam, że to powinien być obowiązek, a nie kwestia wyboru dyrektora. Myślę, że nie byłoby to ograniczenie autonomii.

        > A że w
        > mniejszych miejscowościach m o ż e to być córka pani Krysi czy syn
        > pana Adama, to jest prawdopodobne.

        Mieszkam w takiej mniejszej miejscowości. 450 tysięcy mieszkańców.

        >Proszę podpowiedzieć, co. Kwalifikacje muszą wszak mieć
        > takie same, doświadczenie nie musi o niczym decydować.

        Nic więcej. Opinia dyrektora, dla której furtką może być punktowany wynik rozmowy kwalifikacyjnej (na zasadzie: rozmowa 60%, kryteria obiektywne 40%). Zgadzam się, że jest to sprawa z natury "miękkich" i kryteria obiektywne nie powinny być decydujące. Ale tym bardziej nie powinno decydować kryterium pokrewieństwa z pracownikami lub nawet z samą dyrekcją.

        Wracając do jawności - wyniki w formie wpisu w tabelce z kolumnami, gdzie nad i pod znajdują się inni kandydaci, i z którą mogą się wszyscy zapoznać. Nazwiska można zastąpić numerami, jeżeli ktoś sobie nie życzy publikacji. Biurokracja miewa swoje zalety, naprawdę.













    • pnti Nepotyzm w Szkołach 16.05.08, 17:18
      Zatrudnianie nauczycieli należy do kompetencji dyrekcji szkoły. Takie jest prawo, bo taki jest pomysł na instytucję Szkoły.

      Moim zdaniem Szkoła jest taka, jacy są nauczyciele (wcale nie uczniowie), ale nauczyciele są dobierani przez dyrektorów. Dlatego też poziom i jakość Szkoły zależy zasadniczo od osoby Dyrektora. Dlatego też moim zdaniem kluczowe jest wyszukiwanie i promowanie właściwych osób na to stanowisko. Oczywiście RP nie mają żadnych kompetencji odnośnie zatrudniania (z wyjątkiem możliwości jakiegoś psychicznego nacisku na osobę dyrektora).

      Nepotyzm był i będzie dopóty, dopóki nie powstanie autentyczny i powszechny system mierzenia jakości pracy szkół. Dopóki państwo nie zacznie dbać o jakość edukacji własnych dzieci. Zrozumiałe jest przecież, że dyrektor woli zatrudnić kogoś komu bardziej ufa, niż osobę obcą (której wiedza i doświadczenie może być większym źródłem problemów, niż szans dla Szkoły).

      Dyrektor ma pełne prawo zatrudniać kogo chce i nam nic do tego. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że pozycja nauczyciela mianowanego także jest bardzo mocna. Więc to nie jest tak, że w Szkole jesteśmy bezbronni. Mamy swój obszar działania i w tym obszarze bardzo duże kompetencje. Oczywiście jak komuś one nie wystarczają, to może udać się na kurs Menadżerów Oświaty ... .
      • i_ibis Re: Nepotyzm w Szkołach 17.05.08, 13:04
        Oczywiście uprawnienia dyrektora są bardzo szerokie. Między innymi
        ma pełne prawo zatrudniać kogo chce i nam nic do tego, może
        przydzielać swojej żonie horrendalnie wysoki dodatek motywacyjny,
        może co roku jej przyznawać nagrodę dyrektora, na każdej radzie
        pedagogicznej podkreślać zaangażowanie małżonki w sprawy szkoły, bo
        zrobiła kolorową gazetkę. Wszystko może ..., może również
        przeczytać wiersz Herberta „Potęga smaku”.
        • krociech Tak smaku 18.05.08, 07:29
          który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
    • dziwny_gosc Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 17.08.08, 16:05
      Jak to jest, że choć praca nauczyciela jest taka ciężka, niewdzięczna i nisko
      opłacana, to garnie się do niej aż tylu młodych i posady obsadzane są po
      kumotersku? Masochiści?
      • jotka001 Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 17.08.08, 20:58
        dziwny_gosc napisał:
        > Jak to jest, że choć praca nauczyciela jest taka ciężka,
        niewdzięczna i nisko opłacana, to garnie się do niej aż tylu młodych
        i posady obsadzane są po kumotersku? Masochiści?

        A jak to jest, że choć praca nauczyciela jest taka lekka, łatwa i
        przyjemna, zarobki są niewyobrażalnie wysokie, nauczyciele mają kupę
        wolnego czasu, wcześniejsze emerytury, fizyczną niemożliwością jest
        zwolnić ich z pracy, nawet jeśli beznadziejnie pracują, jeżdżą na
        klasowe wycieczki (np. zielone szkoły), czyli mają dni wolne na
        koszt uczniów, biorą łapówy, a jeśli nie biorą bezpośrednio, to
        pośrednio poprzez korepetycje dawane uczniom swoim lub swoich
        kolegów, mają w nosie dobro dziecka, myślą tylko o sobie, wychodzą
        ze szkoły i natychmiast przestają o niej myśleć i w ogóle generalnie
        biorą kasę za nierobienie niczego, no więc jak to jest, że nikt z
        tych co tak opisują życie nauczyciela nie rzuci swojej męczącej
        pracy 8 godzin dziennie za parę tysięcy zł i nie pójdzie pracować w
        szkole? Masochiści?
        • dziwny_gosc Re: Nepotyzm w Radach Pedagogicznych 18.08.08, 08:56
          A skąd wiesz, że nie poszliby? Może po prostu nie mają w rodzinie żadnego
          dyrektora szkoły:)
Pełna wersja