Dodaj do ulubionych

To może porozmawiajmy o pracy....

14.04.07, 12:19
Parę lat temu wyprowadziłam się z Kutna, znalazłam pracę w Warszawie,
ułożyłam sobie życie. Siostra postanowiła zostać. I co ma! Od dłuższego czasu
czynnie stara się podjąć pracę - pełnoetatową. Ale jak widać w tym mieście
liczą się tylko koneksje. Dziewczyna, owszem pracuje (zaznaczą że b.dobrze),
ale na umowę zlecenie. Raz płacą, innym razem nie. O umowie o pracę na czas
nieokreślony może tylko pomarzyć. I fakt, że jest po studiach, w niczym jej
nie pomaga.

Moja mama, przez dłuższy czas osoba bezrobotna, po "wielkich poszukiwaniach"
znalazła pracę, jako sprzątaczka. Za najniższą krajową zachrzania 8 h
dziennie i sprząta codziennie 700 m2 powierzchni biurowych,
magazynowych, "użyteczności publicznej". Owszem, jest to wykonalne, jak długo
wytrzyma, nie wiem.
Do niedawna wychodziłam z założenia, że jak ktoś chce pracować, to znajdzie
pracę, ale zweryfikowałam swój pogląd na podstawie doświadczeń moich bliskich.

W tym cholernym mieście nie ma przyszłości zarówno dla osób młodych z
wykształceniem, jak i nie ma perspektyw dla osób dotychczas nieaktywnych
zawodowo, a mających już swoje lata. Pozycja pracodawcy jest na tyle
ugruntowana tendencjami na rynku pracy, że ten przy minimalnym nakładzie
środków, stara się maksymalnie wykorzystać pracownika.

I tym pesymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich "Kutnowiaków".
Obserwuj wątek
      • m_alaczek Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 15.04.07, 14:41
        Brak miejsc pracy nie dotyczy jedynie Kutna. Dzieje się tak we wszystkich
        małych miejscowościach. Wszyscy moi znajomi, wszyscy z wyższym, którzy zostali
        w Kutnie, albo nie mają pracy, albo któś im pomógł (znam jeden wyjątek, mojego
        braciaka, który autentycznie bez koneksji dostał pracę, po stażu, w UM i ma już
        umowę na czas nieokreślony - ale ma dobre studia, podyplomówkę). Reszta, która
        była na tyle mądra, że wyjechała, nie miała problemu ze znalezieniem pracy
        (Warszawa, Poznań) nawet w swoim zawodzie, ale dotyczy to dużych miast, gdzie
        rynek szybko się zmienia i na tyle rozrasta, że jest w stanie wchłonąć jeszcze
        kilku napaleńców.
        A Sibeliuss uchwycił istotę bezrobocia wszędzie (przynajmniej jakąś jego część)-
        gdyby wszyscy emeryci odeszli na emeryturę i przestali zasłaniac się wnukami,
        którym muszą pomóc, owe wnuki zajmując ich miejsce pomogliby pomóc sobie
        sami!!! 70-latek, po UMLu najczęściej, bez komputera i języka obcego grzeje
        stołek, a młody gniewny grzeje poczekalnię w pośredniaku... Aż się we mnie
        gotuje!
      • olunia75 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 20.04.07, 22:57
        dobre! sibeliuss!
        widzę że szybko przechodzisz do meritum, ale zgadzam się z Tobą.
        Niestety za taki stan rzeczy możemy "podziękować" naszemu rządowi i regulacjom
        prawnym, dopuszczającym do pracy osoby będące na emeryturze etc. To chyba miał
        być "gest pastwa" w odpowiedzi złe funkcjonowanie naszego systemu emerytalnego.

        I dlatego raczej skłaniam się ku opinii, że jednak większa część emerytów
        raczej dorabia do niskiej emerytury niż pracuje "dla zabicia czasu", czy
        samozadowolenia.

        ZUS też wykorzystuje "nieświadomość prawną" ludzi. Nie wspomnę o US...
        Ah życie!!!




        • puchata1 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 21.04.07, 07:25
          Naprawde ograrnia mnie zdziwienie, rzad bije na alarm ze nie ma ludzi do pracy
          a Kutnie wciaz ten sam problem, brak mozliwosci, narzekanie i marazm. Jestem
          pewna, ze dla chcacego na pewno cos sie znajdzie. Mozna sie przekwalifikowac
          robic cos co wcale nie koniecznie jest zgodne z wyksztalceniem.
          Ale lepiej ponarzekac........... na bogu ducha winnych emerytow, ktorzy maja
          absolutne prawo do tego by pracowac a nie nudzic sie w domu. jesli ktos pracuje
          na caly etat to wrecz odciaza ZUS z koniecznosci wyplacania mu emerytury.
          Pozdrawiam i zycze powodzenia..... a moze wlasny biznes?????
          • olunia75 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 21.04.07, 23:06
            Nie zrozum mnie źle puchata, ale spłycasz wszystko. Tu nie chodzi o to żeby
            emeryci odciążali ZUS pracując do samej śmierci .
            To zasrany obowiązek ZUS-u, żeby wypłacić im emeryturę w wysokości
            wystarczającej na pokrycie ich potrzeb (a myślę, że to wysokości świadczeń dla
            tej grupy społecznej jest tu problemem i kwestią wpływającą na ich decyzję o
            potrzebie pracy na emeryturze). Bo jeżeli jest to jedynie wynik "starczej
            nudy", to niech ponudzą się w inny sposób:kopiąc w ogródku, czy haftując
            serwetki, czy wychowując wnuki.
            Jeżeli ludzie w wieku produkcyjnym (bardziej wydajni, i niekiedy lepiej
            wykształceni) będą bez pracy, ucierpi na tym gospodarka, i dbije się to i na
            Twojej emeryturze.

            Ludzi do pracy nie ma w pewnych sektorach gospodarki, poza tym wiadomo że
            lepsza sytuacja w relacjach podaż/popyt jest w większych aglomeracjach
            miejskich i tam jest mniejsze bezrobocie. Ja sobie nie wyobrażam, żeby osoba po
            studiach przekwalifikowywała się żeby pracować jako kucharka, czy szawczka po
            10-12 godzin, tylko dlatego, że akurat w tym sektorze brakuje rąk do pracy, i
            jednocześnie wiedząc że stanowisko adekwatne do jej umiejętności jest zajmowane
            przez emeryta, który w domu się nudzi. Litości!

            pozdr.


            • puchata1 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 22.04.07, 09:13
              olunia75 napisała:

              > Nie zrozum mnie źle puchata, ale spłycasz wszystko. Tu nie chodzi o to żeby
              > emeryci odciążali ZUS pracując do samej śmierci .
              > To zasrany obowiązek ZUS-u, żeby wypłacić im emeryturę w wysokości
              > wystarczającej na pokrycie ich potrzeb (a myślę, że to wysokości świadczeń
              dla
              > tej grupy społecznej jest tu problemem i kwestią wpływającą na ich decyzję o
              > potrzebie pracy na emeryturze). Bo jeżeli jest to jedynie wynik "starczej
              > nudy", to niech ponudzą się w inny sposób:kopiąc w ogródku, czy haftując
              > serwetki, czy wychowując wnuki.
              Ty tez oczywiscie splycasz jak nie wiem co, bo wiesz ja nie bardzo wyobrazam
              sobie, ze nawet jak skoncze 60 lat to po to by mlodszym zwolnic miejsce bede
              sie zajmowac swoimi wnukami, ktorych dlugo jeszcze miec nie bede. Chetnie w
              przyszlosci pomoge swoimi dzieciom, ale........
              > Jeżeli ludzie w wieku produkcyjnym (bardziej wydajni, i niekiedy lepiej
              > wykształceni) będą bez pracy, ucierpi na tym gospodarka, i dbije się to i na
              > Twojej emeryturze.
              Moja emerytura ta z zusu to bedzie z 800 zl a z OFE 200 zl czyli tyle co kot
              naplakal, musze sie zdecydowanie inaczej zabezpieczyc.
              >
              >
              > studiach przekwalifikowywała się żeby pracować jako kucharka, czy szawczka po
              > 10-12 godzin, tylko dlatego, że akurat w tym sektorze brakuje rąk do pracy, i
              > jednocześnie wiedząc że stanowisko adekwatne do jej umiejętności jest
              zajmowane

              Nie musisz jako kucharka, ale jesli np skonczylas studia matematyczne mozesz
              przekwalifikowac sie na ksiegowosc, a nie scisle trzymac sie tego, ze musisz
              byc nauczycielka. Tytlko naprawde trzeba chciec a nie na sile szukac wroga
              publicznego.
              >

              >
              > pozdr.
              >
              >
              • olunia75 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 22.04.07, 11:24
                Ty tez oczywiscie splycasz jak nie wiem co, bo wiesz ja nie bardzo wyobrazam
                > sobie, ze nawet jak skoncze 60 lat to po to by mlodszym zwolnic miejsce bede
                > sie zajmowac swoimi wnukami, ktorych dlugo jeszcze miec nie bede. Chetnie w
                > przyszlosci pomoge swoimi dzieciom, ale........

                Ale ci młodsi mogą być równie dobrze Twoimi dziećmi! Ja myślę że życie
                zweryfikuje Twoje poglądy, bo póki co nie myślisz perspektywicznie.





                > Moja emerytura ta z zusu to bedzie z 800 zl a z OFE 200 zl czyli tyle co kot
                > naplakal, musze sie zdecydowanie inaczej zabezpieczyc.
                > >

                To teraz ja spłycę: to zainwestuj w 3 filar, w fundusze inwestycyjne, odkładaj
                na lokacie, wykup polisę. Teoretycznie jest wiele sposobów/instrumentów
                będących "zabezpieczeniem na przyszłość", tymbardziej, że póki co nie
                masz "zobowiązań".

                Poza tym właśnie o kwestiach niskich emerytur w kontekście potrzeby pracy tu
                pisałam, ale widać nie każdy jest w stanie zrozumieć sens mej wypowiedzi.


                > Nie musisz jako kucharka, ale jesli np skonczylas studia matematyczne mozesz
                > przekwalifikowac sie na ksiegowosc, a nie scisle trzymac sie tego, ze musisz
                > byc nauczycielka. Tylko naprawde trzeba chciec a nie na sile szukac wroga
                > publicznego.

                To jest tylko 1 przykład i też mało udany, ponieważ sektor finansowy jest
                wystarczająco "nasycony" osobami po studiach kierunkowych, czy pochodnych.
                O ile jako potencjalny pracodawca mogłabym zatrudnić "przekwalifikowanego"
                matematyka jako księgowego, chętniej wybierałabym spośród osób po studiach
                rachunkowych.

                Ułatwiany dostęp do szkolnictwa wyższego, powstanie prywatnych uczelni wyższych
                spowodował, że obecnie na rynku pracy mamy "za dużo intelektualistów" w
                stosunku podaży pracy ( a ta występuje jedynie w pewnych sektorach, o czym też
                już pisałam). I właśnie przekwalifikowanie się matematyka w operataora wózka
                widłowego, pedagoga w szefa budowy, czy historyka w kucharza, wydają mi się
                mało realne.

                pozdarawiam


                A to mój synek Piotruś
                • puchata1 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 22.04.07, 14:51
                  Wiesz ja jestem w stanie zajac sie swoimi finansami i jesli juz mam korzystac z
                  czyjes rady to raczej jakiegos SPECJALISTY.........
                  Chyba mylisz sie co do przekwalifikowan, akurat tak sie sklada, ze wielu moich
                  znajomych, ktorzy skonczyli studia jezykowe (polonistyka, anglistyka) sa
                  obecnie ........... Dyrektorami Finansowymi (przynajmniej 10 osob).
                  Ja zawodowo zajmuje sie rekrutowaniem ludzi dla moich klientow i tak sie
                  sklada, ze w przypadku rekrutowania ludzi bez doswiadczen, wcale nie jest az
                  tak wazna kwestia uczelni, a bardziej znajomosci jezykow, otwartej glowy i
                  szeroko pojetej osobowosci i czy ta wlasnie osobowosc pasuje do kultury
                  oragnizacyjnej firmy.
                  Naprawde to niewielu emerytom chce sie pracowac, wola raczej odpoczywac, a te
                  niesamowite wyjatki, ktore to robia powinno sie obarzyc wiekszym szacunkiem a
                  nie obwiniac ich za to ze nie mozna znalezc sie na rynku pracy.

                  • olunia75 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 22.04.07, 22:58
                    Puchata, łatwiej jest przekwalifikować polonistę w finansistę, niż polonistę w
                    montera. Słusznie zauważyłaś, że samo wykształcenie nie jest czynnikiem
                    decydującym, ale tylko w ściśle określonych przypadkach.

                    Ponieważ zgodnie z Twoim tokiem rozumowania, można byłoby np. na etat lekarza
                    przyjąć historyka, który perfekcyjnie zna łacinę, jest odporny na stres i nie
                    brzydzi się widoku krwi.
                    Ja do budowy własnego domu z pewnością nie zatrudniłabym ani matematyka, ani
                    absolwenta ASP, ani fizyka, pomimo faktu, iż te trzy osoby niewątpliwie
                    posiadają pewną wiedzę, czy umiejętności, kwalifikujące je do zawodu budowlańca.

                    Reasumując: uważam, że ludziom wykształconym trudno jest znaleść pracę nie
                    dlatego, że oprucz wykształcenia nie posiadają innych umiejętności
                    predysponujących ich do wykonywania określonej pracy, a dlatego, że w sektorach
                    bankowych/finansowych etc. w tej chwili popyt przewyższa podaż. Te sektory są
                    już zapełnione. I oczywiście najważniejsze: pewne zawody/stanowiska, są na tyle
                    specyficzne, że nie da się na nie zatrudnić osoby przypadkowe, na podstawie
                    jedynie cech osobowościowych. Z większości "inteligentów" nie
                    zrobisz "robotników", tak jak z "robotnika" nie zrobisz "inteligenta", bez
                    odpowiedniego, długotrwałego przygotowania, a na to większość młodych ludzi nie
                    ma już czasu.

                    Ja nie obwiniam emerytów, a raczej system emerytalny i politykę państwa, która
                    stwarza emerytom warunki do pracy, a nie zapewnia im godziwej emerytury, dzięki
                    której mogliby spokojnie spędzić resztę życia, po prostu nie pracując.

                    pozdr.
                    • puchata1 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 23.04.07, 07:55
                      Oluniu
                      nasza dyskusje mozna ciagnac raz w jedna raz w druga strone, przerzucaj sie
                      argumentami, ja jedynie kwestionuje pierwsze twje posty, w ktorych wina za to
                      ze mlodzi ludzie nie moga znalezc pracy obarczylas wlasnie pracujacych
                      emerytow........
                      Oczywiscie zdarzaja sie pracujacy emeryci
                      Oczywiscie zdarzaja sie bardzo dobrze wyksztalceni mlodzi ludzie nie mogacy
                      znalezc pracy
                      Oczywiscie mamy beznadziejny system emerytalny szczegolnie ZUS

                      ale rynek pracy jest rynkiem, jesli ktos o kim piszesz jest tak wspaniale
                      wyksztalcony i znajacy jezyki nie moze znalezc pracy w Kutnie to rzeczywiscie
                      musi podkjac decyzje aby
                      a) zostac w Kutnie, nie pracowac i narzekac na to jaki swiat jest zly a emeryci
                      wstretni
                      b) wyjechac do wiekszego miasta tesknic za domem, rodzina, ulicami parkami i
                      klimatami kutnowskimi i pracowac w swoim zawodzie i byc niezle oplacanym
                      Pozdrawiam
                      PS: A moze zdradzisz co to za specyficzne wyksztalcenie z ktorym tak trudno
                      znalezc prace??
                      Ps2: Wiesz wyjatkowo latwo jest sie przkwalifikowac z kogokolwiek na
                      budowlanca, przysiegam, to naprawde proste, mi wlasnie dom budowal filozof
                        • quasar76 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 24.04.07, 11:48
                          Witam
                          Mieszkam w Kutnie i właśnie dokopałem sie do tego regionalnego forum o Kutnie.
                          Sam pracuję od kilku lat. Osobiście sadze, że najcięższą sytuacje w Kutnie mają
                          starsze kobiety. Ale dla facetów w Kutnie naprawdę znajdzie się praca.
                          Osobiście w pracy przewinęło mi sie w ostatnim okresie (ok. 1,5 roku) jakieś 10
                          młodych ludzi, którzy pomimo, ze zostali wybrani i zatrudnieni to olewają
                          pracę. Po krótkim okresie zostaja zwalniani lub sami odchodzą podając przyczyny
                          niskie zarobki, złe warunki itp. Miałem dwóch, którzy po 2 tyg. nie przyszło do
                          pracy tłumacząc sie, że mieli w niedzielę imieniny, w poniedziałek byli
                          niedysponowani a we wtorek chcieli odpocząć (żenada)
                          Nie wiem czego spodziewa się młody człowiek zatrudniany na stanowisko
                          pracownika fizycznego? Miałem chłopaka 23 lata, który przyszedł do pracy z 1
                          rocznym doświadczeniem pracy w macro-cashu i po tygodniu zrezygnował bo
                          powiedział prosto w oczy, że on nie będzie pracował i wykonywał poleceń -
                          sądził że po rocznym doświadczeniu będzie zajmował stanowisko kierownicze w
                          naszej firmie - no ręce opadły.
                          Znam wielu młodych ludzi, którzy nie pracują, piją piwko pod sklepem i mówią:
                          pierd... nie będę u prywaciarza pracował za 750 zł miesięcznie. No to jego
                          wybór - ale niech nie narzeka, że w Kutnie nie ma pracy bo on nie może jej
                          znaleść.
                          Kutno nie jest aglomeracją gdzie prywatny przedsiębiorca da do ręki 1800 zł
                          człowiekowi nowo zatrudnionemu, nie znając jego umiejętności i doświadczenia -
                          nie każdy to rozumie. Mam także przykład własnego pracownika, który pracuje
                          właśnie 5-ty miesiąc. Zaczynając pracę zarabiał 950 zł brutto, teraz po okresie
                          próbnym, dając się poznać z pracowitości i zaradności - normalnych zachowań
                          miał 3-cią podwyżkę i zarabia 1600 zł brutto (a pracuje 5-ty miesiąc) Nie są to
                          oczywiście kokosy wielkie ale troszke zaangazowania pomoże każdemu. Po prostu
                          sądzę, że trzeba chcieć i miec motywację do pracy. Ludzie czytają lub
                          nasłuchają się o zarobkach w Anglii, przeliczają to na złotówki i narzekają jak
                          to ciężko jest.
                          No cóż troszke może czarno napisałem o kutnianach ale naprawdę czasem mam
                          wrażenie, że nie pracuje ten kto nie chce pracować. Choć oczywiście są wypadki,
                          gdzie po prostu coś się nie układa. Jak we wszystkim tak i w pracy potrzeba
                          chyba po prostu troche szczęścia.
                          Pozdrawiam.
                          • puchata1 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 24.04.07, 18:11
                            Niestety musze sie z toba zgodzic jest to tumiwisizm to entej potegi. Nie ma
                            etosu pracy.....
                            Slyszalam o dosc niechwalebnym przypadku o tym ze ktos wynosil z firmy jakies
                            rzeczy czyli po prostu kradl, zosatl zawrocony na bramce i oddal koledze plecak
                            wypchany ukradzonymi rzeczami, wiecie co teraz chce robic skarzyc firme o
                            znieslawienie.....
                            • quasar76 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 25.04.07, 07:16
                              Niestety. Im dłużej pracuję tym widzę, że debilizm niektórych ludzi nie zna
                              granic. Zresztą być może moja firma jest specyficzna ale nigdy w zyciu
                              prywatnym nie spotkałem się z tyloma absurdami i wręcz nieprawdopodnymi
                              sytuacjami i ludźmi :))
                              • olunia75 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 25.04.07, 20:04
                                Tym razem muszę zgodzić się z Puchatą. Niestety w Polsce nie brakuje także
                                osób, które przy minimum wysiłku, chcieliby zarabiać krocie, a ich stosunek do
                                pracy kształtuje na poziomie dziecka, które wie że praca istnieje, ale nie wie,
                                czemu służy.

                                W dzisiejszych czasach tak naprawdę zaciera się granica pomiędzy zarobkami
                                pracownika fizycznego, a średniej klasy pracownika biurowego, wykształconego w
                                większym lub mniejszym stopniu.
                                Osobiście jestem szeregowym pracownikiem w sektorze finansów i bankowości, i
                                wedle mojej wiedzy o zarobkach, zastanawiam się, czy się nie przebranżowić i
                                nie zostać sprzątaczką, fryzjerką, czy "panią od tipsów" (oczywiście nie
                                ujmując nic tym zawodom). Zdecydowanie bardziej dochodowe, chociaż i bardziej
                                absorbujące.

                                Wygórowane aspiracje mogą być też efektem migracji pewnych grup ludzi za
                                granicę, i związanym z tym deficytem w pewnych sektorach na rynku pracy.
                                Dlatego ludzie którzy zostają w kraju a posiadają zawód na który jest popyt,
                                pomimo braku doświadczenia, cenią swoje "usługi".

                                pozdrawiam,
      • sylwiamich Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 01.05.07, 15:39
        A może jst tak, że jak się ma pracę przez znajomości, to można sobie nic-nie-
        robić i lać na wszystko?W Kutnie nie znajdzie się posady, jesli nie ma się
        pleców...sama się na tym nacięłam.Dobre wykształcenie?Różnorakie doświadczenie?
        Toż zagrożenie...dla ludzi na posadkach.
        • quasar76 Re: To może porozmawiajmy o pracy.... 08.05.07, 09:30
          Nie mozna tak bardzo uogólniać. Oczywiście, że znacznie łatwiej jest znaleść
          pracę poprzez kogoś znajomego ale oczywiście mozna także normalnie "z ulicy"
          znaleść pracę i pracować bez żadnych znajomości. Tak jak pisałem w poprzednim
          moim poście problemem wiekszym sa stawki wynagrodzenia i to, ze ludzie po
          prostu nie chcą pracować za wynagrodzenie netto rzędu 700 zł/miesiąc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka