Dodaj do ulubionych

KUBA - grudzień 2008 - świeże wrażenia

23.12.08, 11:14
Witam !

Wróciłem kilka dni temu z objazdówki Kuby.

Byliśmy na wyspie 19 dni, z tego 3 dni w Hawanie i 16 dni objeżdżając wyspę.
Zrobiliśmy samochodem ok. 3800 km.
Nocowaliśmy głównie w casa particulares.

Trasa naszej podróży:

Hawana - Vienales - Maria la Gorda - Pinar del Rio - Hawana - Cienfuegos -
Trinidad - Gamaguey - Holquin - Bayamo - Manzanillo - Pilon - Santiago -
Baracoa - Moa - Holguin - Las Tunas - Santa Lucia - Camaguey – Hawana.

Polecam szczególnie:

- wody przybrzeżne dla amatorów nurkowania (zaglądaliśmy w Maria la Gorda,
Trinidad, Santa Lucia)
- Vienales - krajobrazy, jaskinie, możliwość zwiedzania okolicy konno
- Cienfuegos – w porównaniu z Hawaną miasto doskonale utrzymane (jak na
kubańskie warunki)
- Trinidad - specyficzna atmosfera miasta składającego się głównie ze starówki
- drogę (czy raczej jej resztki) Pilon - Santiago - wzdłuż południowego
wybrzeża - fantastyczna widokowo, wciśnięta pomiędzy góry Sierra Maestra i
brzeg morza, ale w fatalnym stanie
- Santiago - roztańczone miasto
- drogę Santiago - Baracoa - piękna górska droga, ta o dziwo w doskonałym stanie
- wycieczki w góry - choć ze względu na wilgoć i wysoką temperaturę chodzi się
trudniej niż w Polsce ...

***

Wrażenia- jak to w odniesieniu do Kuby - mieszane. Zachwyt nad naturą,
przyrodą i urokiem tego, co zostało po specyficznej architekturze kolonialnej,
a z drugiej strony - zadziwienie, jak daleko może się posunąć rozkład
wszelkich zdobyczy cywilizacji i w jak trudnych warunkach godzą się żyć
kubańczycy.
Szok, jak kiepsko można zorganizować ekonomię i życie codzienne i jak
skutecznie stawiać czoła żywiołom.
Zadziwienie, jak głęboko wniknęła indoktrynacja, jak bardzo ludzie - nawet ci
bardziej niż przeciętnie wykształceni i stykający się z ludźmi "z zewnątrz" -
potrafią być łatwowierni wobec sztampowych argumentów propagandy.

Wrażenie anachronizmu obserwacji - rozmawiam przez komórkę - bo jest zasięg
sieci - spoglądając na chłopów pracujących na polu - jeden z nich orze ziemię
jednoskibowym pługiem - radłem prawie - ciągnionym przez woła, drugi powozi
parą innych wołów zaprzężonych do prymitywnego wozu z drewnianymi kołami. Na
noc wrócą do swoich krytych strzechą z palmowych liści, drewnianych chatek,
wielkości domków z naszych ogródków działkowych. A następnego dnia ich dzieci
pójdą do szkoły, działającej w centrum wsi małym w pawiloniku wielkości sklepu
GS, na dachu którego zainstalowane są ... baterie słoneczne.

Po letnich huraganach - wbrew naszym obawom - śladów zostało na szczęście
niewiele. Przyroda ma zadziwiające zdolności samoodradzania się a ludzie,
przyzwyczajeni do powracających nawałnic, dobrze zorganizowani i wcale nie
załamani. Nie znam się na makroekonomii, ale po "wizji lokalnej" wieszczenia
ekonomistów, że Kuba nie podniesie się gospodarczo po letnich kataklizmach,
oparte są chyba bardziej na wyobrażeniach o skutkach podobnych katastrof w
krajach wysoko rozwiniętych niż na realnej ocenie sytuacji.

Mogę odpowiedzieć na pytania jeżeli ktoś potrzebuje jakichś konkretnych
informacji.

Pozdrawiam

JZ
Obserwuj wątek
      • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 - świeże wrażenia 24.12.08, 01:29
        Tak, racja. Tyle było tego że bez sprawdzenia na mapie, albo w "dzienniczku"
        uniknąć błędu trudno.
        A najśmieszniejsze jest to, jak wielkie znaczenie ma w wymowie w hiszpańskim
        (lub tylko na Kubie ?) akcent.
        Pytanie o Baya'mo spotkało się z kompletnym brakiem zrozumienia. Pokazane na
        mapie: A - Ba'yamo ! - było już znane.
        Tak myślę sobie - czy w Polsce pytanie o Kosza'lin byłoby niezrozumiałe ? Chyba
        przykładamy do akcentu dużo mniejsze znaczenie. Ale może to tylko takie wrażenie
        "tubylca" wink
      • jz_61 KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 29.12.08, 13:27
        Ceny wahają się w granicach 25 - 30 CUC za pojedyńcze zejście.
        Czasami w cennikach widnieją tury całodzienne, z dwoma zejściami i lunchem
        pomiędzy, ale nam nie udało się na to załapać - być może dlatego, że byliśmy
        ciut przed sezonem.
        Wypożyczenie sprzętu to na ogół 5 CUC dodatkowo i najczęściej nie ma różnicy czy
        to całość sprzętu, czy tylko część, ale zawsze można spróbować się potargować.
        My mieliśmy własne ABC i pianki. Pianki uciążliwe w transporcie (szczególnie
        lotniczym wink ) ale nie bardzo chciałbym zakładać na siebie kombinezon po nie
        wiadomo kim - obyczaje nurkowe są ... różne wink.
        Co do pianek jeszcze, to nie licząc zejść na duże głębokości powinny wystarczyć
        lekkie pianki z krótkimi rękawami i nogawkami. Tam jest na prawdę ciepło ...
        Przy dwóch zejściach jednego dnia opłata za sprzęt nie powinna się oczywiście
        podwajać.
        Nie wiem dokąd jedziecie, być może do Varadero. Tam ceny mogą być ciut wyższe.

        Życzę wspaniałych wrażeń i pozdrawiam

        JZ

        • kaskaz69 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 29.12.08, 13:43
          Dziekuje bardzo za odpowiedz smile - ABC i pianki tez bierzemy swoje -
          nie wyobrazam sobie zakladac po kims - chocby wlasnie ze wzgledu na
          te obyczaje - hihhihi. Jedziemy do Varadero, ale zamierzamy pojechac
          na poludnie , wlasnie w celach nurkowych. Czy te pojedyncze zejscia
          to z brzegu, i na ile schodziliscie????
          jak nam sie cos jeszcze przypomni to klikne wieczorem.
          Pozdrawiam, Kaska
          • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 29.12.08, 15:36
            Zejścia robiliśmy z łodzi (Maria La Gorda) i z brzegu (La Boca, Santa Lucia).
            Schodziliśmy różnie - do ok 25 - 30 m. Ale przy schodzeniu z brzegu ciekawie
            robi się często już od początku - rafa sięga miejscami prawie do powierzchni, a
            im płycej, tym więcej kolorów ...
            Kilka razy "snorklowaliśmy" też na samym ABC - "ciągnie" w dół, ale często
            "akwarium" rozpoczyna się praktycznie od samego brzegu.

            Wybierzcie na wypad dzień z murowaną, bezwietrzną pogodą - brak mi skali do
            porównań jak jest gdzie indziej, bo nurkować dopiero zaczynamy, ale kubanosy już
            przy niewielkim wietrze zawieszają nurkowania ze względów bezpieczeństwa (a przy
            falowaniu i przejrzystość wody spada), więc trzeba się dobrze wstrzelić z pogodą.
            JZ
            smile
            • kaskaz69 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 29.12.08, 22:11
              Dzięki!
              A jak z obsługą instruktorów i przewodników? Są pomocni i czy można dogadać się
              z nimi po angielsku? Czy butle są standardowe tzn. 12 litrów, czy można dostać
              15 litrowe? Nurkowaliście w parach czy grupach kilku osobowych pod opieką
              przewodnika? Czy oprócz certyfikatów nurkowych wymagane są inne papiery, jak
              ubezpieczenie lub badania lekarskie?
              Kurcze, dużo pytań się nazbierało. Dzięki za cierpliwość.
              Pozdrawiamy
              Kasia i Bartek
              • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 30.12.08, 10:12
                > A jak z obsługą ... czy można dogadać się z nimi po angielsku?
                Instruktorzy posługują się angielskim na poziomie swobodnie wystarczającym do
                porozumienia się w sprawach nurkowych.
                > Czy butle są standardowe 12 litrów, czy można dostać 15 l ?
                Nurkowaliśmy z butlami 12 l. Wiem, że niektóre centra maja 15-ki, ale szczerze
                mówiąc nie rozmawiałem z nimi na ten temat.
                > Nurkowaliście w parach czy grupach kilku osobowych pod opieką
                przewodnika?
                W grupach. Pary partnerskie nie były wyznaczane. Zazwyczaj większa grupa jest
                dzielona na mniejsze i przydzielana divemasterom, ale czasem pod wodą okazuje
                się, że np. jeden z divemasterów obsługuje kamerę, wobec czego jego opieka jest
                raczej tytularna. Z drugiej strony, ze względu na dobrą widoczność jeden
                instruktor może mieć na oku większą grupę.
                > Czy oprócz certyfikatów nurkowych wymagane są inne papiery
                Różnie. I to niezależnie od "rangi" danego centrum. W jednym z nich pojawiliśmy
                się w ostatniej chwili przed startem "imprezy" i zdążono jedynie zerknąć na
                nasze certyfikaty, w drugim było spokojnie (na szczęście) i wypełnialiśmy
                deklaracje "zdrowotno - odpowiedzialnościowe" w których m.in. pytano o polisę
                ubezpieczeniową. Mieliśmy ogólnie wykupione polisy obejmujące sporty
                podwyższonego ryzyka, ale w danym momencie nie mieliśmy papierów przy sobie
                (zostały w hotelu), ale nie robiono z tego problemu.

                Jak masz jeszcze jakieś pytania, to śmiało pytaj. Gdybym nie chciał odpowiadać,
                to nie zgłaszałbym się na forum wink

                Pozdrawiam

                JZ
                • kaskaz69 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 30.12.08, 20:19
                  Wielkie dzięki jeszcze raz!
                  Nasz sprzęt już sprawdzony i gotowy do spakowania smile
                  Po powrocie opiszemy nasze wrażenia.
                  Jeszcze pytania dotyczące jazdy samochodem. Jakie są Twoje wrażenia? Z różnych
                  opisów wynika, że drogi, a zwłaszcza oznakowanie są dość kiepskie. Jak radziłeś
                  sobie z szukaniem właściwej trasy? Czy na Kubie można dostać odpowiednie mapy,
                  czy raczej liczyć na pomoc mieszkańców wyspy?
                  Pozdrawiamy
                  Kasia i Bartek
                  • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 - nurkowanie 30.12.08, 22:14
                    > ... wynika, że drogi, a zwłaszcza oznakowanie są dość kiepskie.

                    Tak jak to opisują powracający, drogi są faktycznie w fatalnym stanie. Wygląda
                    na to, że drogi nie były ani nie są dalej remontowane od czasu rewolucji a cały
                    cement który powinien być używany na ich naprawę przeznaczany jest na budowanie
                    ustawianych wzdłuż tych fatalnych dróg betonowych tablic sławiących rewolucję,
                    rewolucjonistów, ich idee ew. w ostateczności miejscowych przodowników pracy.

                    W rezultacie, do jeżdżenia nadają się:
                    * autostrada (Autopista Nacional) Hawana - Pinar del Rio
                    * autostrada (Autopista Nacional) Hawana - Santa Clara. Za Santa Clara to już
                    "autostrada", bo zrealizowano tylko jedną nitkę, po której odbywa się ruch w
                    obie strony
                    * Caratera Central (CC) praktycznie dublująca osiowy przebieg autopisty, ale
                    dociągnięta trochę dalej za Pinar na zachodzie i do Baracoa na wschodzie - w
                    najlepszym stanie jest odcinek wybitnie górski od południowego wybrzeża do
                    Baracoa ("La Farola")
                    * niektóre odcinki dróg lokalnych
                    Nie byłem w ogóle w Varadero, więc nie wiem, jaki jest stan odcinka Caretera
                    Norte (CN) Hawana - Varadero, ale z tego co wiem, to też jest nieźle.

                    To, że piszę, że nadają się do jeżdżenia, to nie znaczy, że można się wyluzować
                    i bezmyślnie nacisnąć na gaz. Cały czas trzeba zachować czujność (iście
                    rewolucyjną), bo na KAŻDEJ z tych dróg (łącznie z autostradą) mogą pojawić się
                    nieoznakowane: dziury, chwilowe braki nawierzchni lub nałożone nowe, wysokie
                    "dywaniki", świnie, kozy, owce a nawet krowy (zatrzymywaliśmy się na
                    autostradzie, żeby przepuścić przepędzane stado bydła). Szczególnie uważać
                    trzeba na dziury w okolicach przejazdów kolejowych, na wjazdach i zjadach z
                    mostów i wiaduktów. Generalnie co najmniej każda zmiana koloru nawierzchni
                    powinna budzić daleko posuniętą nieufność ...
                    W szczególnie fatalnym stanie z pokonanych przez nas były odcinki Baracoa - Moa
                    (można powiedzieć, że na odcinku tym miejscami (na ok 10 % długości) występowały
                    resztki dziurawej nawierzchni, reszta to dziurawa (a jakże) bita droga ziemna,
                    oraz nadmorski odcinek Pilon - Santiago, gdzie droga występowała można
                    powiedzieć czasami (zwłaszcza tam, gdzie oddalała się od linii brzegowej), a na
                    większości długości brakowało nie tylko nawierzchni ale i czasem samej drogi (np
                    oberwana połowa drogi z usuwiskiem głębokości 1,5 - 2 m oczywiście bez żadnego
                    oznakowania, albo droga zmyta w całości łącznie z podbudową - przejazd po
                    kamienistej plaży obmywanej przez fale). Nie radzę jechać nocą ... Symbolem
                    jakości tej drogi były dwa zarwane mosty (zawalone podpory po jednej stronie,
                    jezdnia przechylona na zawaloną stronę pod kątem ok 30 stopni), "oczywiście"
                    nadal używane przez samochody. Wytężona uwaga i wykorzystane zdolności manewrowe
                    nabyte w młodości w lunaparku na tak zwanym „autodromie” dały nam za to
                    przepustkę do podziwiania najpiękniejszych widoków wybrzeża morza karaibskiego.
                    Było warto !
                    Przy okazji - posiłkowanie się sposobem oznakowania danej drogi na mapie
                    („czerwona”/”żółta”/”biała”wink może stanowić jedynie przesłankę do oszacowania
                    stopnia prawdopodobieństwa odpowiedniej jej jakości a w żadnym razie nie
                    wskazuje na "efektywną przejezdność" drogi.

                    > Jak radziłeś sobie z szukaniem właściwej trasy? Czy na Kubie można dostać
                    odpowiednie mapy, czy raczej liczyć na pomoc mieszkańców wyspy?
                    Radzę zaopatrzyć się w mapę w Polsce. My korzystaliśmy z mapy MARCO POLO.
                    Dostępność map na Kubie jest bardzo ograniczona. Ta schematyczna mapka, którą
                    dostaliśmy w biurze wynajmu samochodów z interesujących szczegółów zawierała
                    jedynie renomowane stacje benzynowe. W praktyce okazało się na szczęście, że
                    sieć stacji jest lepiej rozwinięta niż pokazywała to mapka, chociaż i tu trzeba
                    zachować czujność i nigdy lepiej nie opuszczać większego miasta bez
                    dotankowania. Przykładowo – na autostradzie w kierunku wschodnim, pierwsza
                    stacja znajduje się dopiero po ok. 80 km, w pobliżu osady Gaspar. My
                    wyjechaliśmy niebacznie z Hawany, licząc na to, że na wylocie znajdzie się jakaś
                    stacja i po kilkunastu kilometrach na szczęście zawróciliśmy do Stolycy po paliwo.
                    Radzę kupić plan Hawany – jeżeli macie w planie ją zwiedzać, albo przez nią
                    przejeżdżać - na lotnisku (3,5 CUC z tego co pamiętam).
                    Oznakowanie dróg jest faktycznie fatalne, szczególnie w Hawanie – przez cały
                    czas zastanawialiśmy się, czy to z lenistwa, braku wyobraźni czy też z nadmiaru
                    wyobraźni – na przykład dla zmylenia WROGICH SIŁ IMPERIALISTYCZNYCH, które w
                    razie czego , zamiast ze zdjęć satelitarnych chciałyby skorzystać z drogowskazów
                    ? ... Tak czy inaczej, w wielu miejscach mapa i intuicja nie wystarcza, trzeba
                    pytać. Jeżeli nie znacie hiszpańskiego, trzeba zadawać proste pytania. Zbyt
                    dobrze sformułowane pytanie (np. na podstawie „rozmówek”wink wywołuje lawinę
                    hiszpańskiego, z której dla niekumatego nic nie wynika. Proste pytanie = prosta
                    odpowiedź, najczęściej na dany moment wystarczająca.
                    Przy okazji pytania o drogę – często zdarzało się nam, że pytanie – np.
                    „Holguin?” zadane na nieoznakowanym rozwidleniu wywoływało w informatorze
                    przekonanie, że właśnie oto przyjechała jego wymarzona okazja, żeby go do tego
                    Holguin zabrać i informato próbował nam się wedrzeć do samochodu. Przyjęte jest,
                    że „innostańcy” nie „muszą” zabierać tubylców na stopa. My mieliśmy samochód tak
                    zawalony bagażami (nurki !) że praktycznie nie mieliśmy możliwości nikogo
                    zabierać. A żałowaliśmy, bo na pewno byłoby sympatycznie zrobić przy okazji
                    wywiad socjologiczny, albo choć jednego kubanosa choć trochę „na siłę” - przez
                    uszy - zindoktrynować wink

                    To tyle ...

                    JZ
                    smile
                  • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 02.01.09, 11:35
                    Z wynajmem samochodu my też mieliśmy problem.

                    Szukaliśmy na wielu stronach - kubańskie wypożyczalnie nie mają własnych stron,
                    rezerwacja odbywa się przez pośredników i nie zawsze dostaje się w ostateczności
                    to, co pośrednik potwierdzi ( i za co z góry weźmie pieniądze ...)
                    Po wielu odmowach z braku dostępnych samochodów ostatecznie zarezerwowaliśmy za
                    pośrednictwem strony:
                    gocubaplus.net/
                    ale ... sam nie wiem, czy polecać.

                    Zamówiliśmy (ostrzeżeni o "jakości" dróg kubańskich) Suzuki Vitara. Nie jest to
                    wprawdzie terenówka z prawdziwego zdarzenia, mały ale 4x4, stosunkowo wysoko
                    zawieszony i w klasie economy, co decydowało o przystępnej cenie (z
                    ubezpieczeniem 56 EURO/dzień).

                    Problemy zaczęły się od początku. W hotelu wskazanym w rezerwacji pracownik
                    wypożyczalni obejrzał nasze papiery, pokiwał głową, sprawdził coś w swoich
                    papierach, zatelefonował gdzieś i kazał nam czekać na telefon z "centrali",
                    prosząc o cierpliwość. Po około godzinie czekania odebrał telefon i powiedział,
                    że musimy czekać dalej, bo samochód jedzie dla nas z ... Varadero. Po kolejnej
                    godzinie i kolejnym telefonie oświadczył, że ... nie ma dla nas samochodu, bo
                    pośrednik jednak u nich tego samochodu nie zamówił. Dlaczego nie wiedział o tym
                    od początku ? ... Kuba ...
                    Skierował nas do innej, pobliskiej wypożyczalni, że może tam ? (Vedado to taka
                    dzielnica ambasad i hoteli, koncentracja takich instytucji jak wypożyczalnia
                    jest zadziwiająco wysoka, szczególnie jak na Kubę). Paranoiczna sytuacja:
                    pieniądze przelane, konto obciążone, rezerwacja potwierdzona a my mamy teraz
                    sami szukać samochodu po całej Kubie ?
                    We wskazanej wypożyczalni też nie wiedzieli nic o samochodzie dla nas, ale
                    wysłali nas do pobliskiego ... biura turystycznego, prowadzącego rezerwacje
                    samochodów. Nie mając innego tropu poszliśmy do tego biura. Nie miało ono
                    wprawdzie nic wspólnego z biurem które wzięło od nas pieniądze za rezerwację,
                    poza pewnym podobieństwem nazwy, ale o dziwo ... odnalazło miejsce w którym
                    samochód miał na nas czekać. W kolejnym hotelu ...
                    Samochód na nas wprawdzie czekał, ale odbiegał parametrami od tego, co
                    zamówiliśmy. Rezerwacja potwierdzała "Suzuki Vitara or similar, economy class".
                    Zamiast Vitary czekał na nas ... Hyundai Atos. Economy class. ALE NIE: SIMILAR !
                    Pracownik przyznawał nam wprawdzie rację, że Atos nie bardzo przypomina Vitare,
                    szczególnie w parametrach zawieszenia i przeniesienia napędu, ale twardo
                    stwierdzał, że Atos to to, co jego wypożyczalnia przygotowała w odpowiedzi na
                    zamówienie od pośrednika i koniec.
                    W tej sytuacji zdecydowalismy się na zmianę klasy economy na wyższą, żeby
                    chociaż zamochód miał zawieszenie wyższe niż obudowany wózek golfowy (czytaj:
                    Atos). Owszem, mogliśmy zmienić samochós na większy, ale oprócz dopłaty za ten
                    większy model, mieliśmy zapłacić "karę" za odstąpienie od rezerwacji. Ok 100
                    Euro ... I żadnych skłonności od ugody.
                    Po już czterech godzinach poszukiwań i negocjacji, zrezygnowani i przemieleni
                    bezdusznościa biurokracji skapitulowaliśmy i wzięliśmy Atosa.

                    Z drugiej strony trzeba przyznać, że obudowany wózek golfowy marki Hyundai Atos
                    przejechał z nami te 3800 km, 380 dziur, których nie udało się nam ominąć,
                    pomieścił, choć z trudem, wszystkie nasze graty, nie zepsuł się i na dodatek nie
                    wołał za dużo jeść.

                    No wiec nie wiem - polecać, czy nie ?

                    ***

                    Dla wszystkich kubańczyków i „kubańczyków” udanych wojaży i ogólnie powodzenia
                    w nowym roku !
                  • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 02.01.09, 14:37
                    Pozwoliłem sobie przenieść tu anonimowo dwa pytania zadane mi drogą prywatną -
                    może ktoś jeszcze skorzysta ?

                    - czy mógłbyś polecić jakieś noclegi , np. w Hawanie, lub innych miejscach , o
                    ile pamiętasz i masz namiary
                    Oprócz nielicznych wyjątków nocowaliśmy w kwaterach prywatnych - casa
                    particulares. Głównie w celu bliższego kontaktu z "tubylcami" wink
                    Rezerwacja pierwszych dób hotelowych była konieczna do otrzymania wizy, więc
                    zarezerwowaliśmy casa w necie, na stronie:
                    hostelsclub.com
                    Konkretnie wybraliśmy kwaterę "Casa Novo Guest House" która:
                    - miała na tym serwisie pozytywne komentarze w języku polskim
                    - była niedroga
                    - była położona niedaleko Starówki (w Centro Havana)
                    Kwatera prowadzona przez rodzinę lekarza chirurga, który w ten sposób zarabia na
                    godne życie.
                    W sensie socjalu to niestety ta kwatera nie jest najlepsza z tych, z których
                    korzystaliśmy, ale jak na Hawanę niedroga i jeżeli ktoś nie ma zamiaru
                    przesiadywać na kwaterze to do przespania standard jest wystarczający a pewne
                    niedostatki wynagradza osoba gospodarza, który:
                    - daje dobre rady jak bezpiecznie zwiedzać Hawanę (może nawet troche jest
                    przeczulony na tym punkcie)
                    - daje namiary na noclegi w innych casa na terenie praktycznie całej Kuby
                    - mówi dobrze po angielsku i można z nim poważnie pogadać o różnych rzeczach
                    (choć jak większość kubańczyków zachowuje ostrożność w sprawach politycznych)
                    - każe się kontaktować z sobą w razie problemów w czasie pobytu na Kubie.
                    Nicolas Porro, jako lekarz, ma w przeciwieństwie do większości kubańczyków
                    dostęp do ... nie, nie do Internetu, bez przesady, ale do maila. Bezpośredni
                    kontakt:
                    porronovo@yahoo.com
                    Polecam !
                    A propos reszty noclegów, to w miarę wolnego czasu sporządzę listę i zawieszę ...

                    - czy korzystałeś z innego transportu niż samochód ?
                    Tylko taksówki w Havanie:
                    - lotnisko - kwatera: 25 CUC (więcej to byłoby zdzierstwo)
                    - Centro Havana - Vedado - oldtimerem - Crysler '56 - tzw. taksówką prywatną,
                    nielegalnie, w razie mijania policji mieliśmy się chować wink
                    - Vedado - Centro Havana - oldtimerem kabrio - Ford '57 legalnie, ale drożej -
                    10 CUC
                    - kwatera - lotnisko: 20 CUC (taksówka nagrana przez gospodarza)

                    JZ
                    smile
                    • yellowzebra Re: KUBA - grudzień 2008 18.01.09, 22:22
                      a to ja mam jeszcze kilka pytań do ciebie, bo tak się zapatruje żeby zjechać
                      kubę i jamajkę na rowerze. Z haiti już wiem, że to może być trochę
                      niebezpieczne, ale jak jest na kubie. Ogólnie możliwa jest taka opcja, czy nie
                      wiem policja się może czepiać? Zastanawiam się też nad spaniem w namiocie, jakoś
                      na dziko, czy to też byłoby możliwe ? Może jakieś owady bardziej niebezpieczne
                      są ? aha i jeszcze przy wjeździe na wyspę trzeba okazać jakieś papiery,
                      czytałem, że zakwaterowanie trzeba mieć już od razu, jakieś pieniądze tak ?
                      byłbym wdzięczny za jakiekolwiek informacje big_grin
                      pozdrawiam
                      • manstain-1 Re: KUBA - grudzień 2008 18.01.09, 23:30
                        Z tym bezpiecznie/niebezpiecznie to sliska sprawa. Taka kuba niby jedno z
                        najezpieczniejszych panstw swiata a kumpela , ktora byla ze mna zostala
                        napadnieta rpzez stado dzieci. Ja nie mialem zadnych problemow ale moze mialem
                        odpukac szczescie. (Na marginesie ostro imprezowalem sammemu w sajgoni i to
                        miejschac o ktorych przedowniki pisza aby noca nie odwiedzac) Znowuz jamajka jak
                        by nie atrzec to 3 najbardziej niebepieczne miejsce na swiecie - oczywiscie poza
                        miejscami stricte turystycznymi. Wiec sam nie wiem co radzic.

                        Jeszcze taka rzecz, kto bajek naopowiadal , ze trzeba miec hotel wykupiony ? ja
                        nic nie mialem wykupione po przylocie na kube i tylko mniej wiecej wiedzialem, w
                        jakie miejsce sie celowac , dzieki tripadvisor.
                      • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 19.01.09, 11:28
                        Witam

                        Myślę, że Kuba na rowerze to niezły pomysł. Sam widziałem dwie ekipy
                        rowerzystów, więc podróżować można.

                        Kilka uwag:

                        - najlepiej w miesiącach zimowych, bo wtedy klimat znośny i się nie upieczecie,

                        - drogi boczne są puste, jakość fatalna ale bruków nie ma i rower radzi sobie w
                        tych warunkach lepiej niż samochód,

                        - ogólne bezpieczeństwo - nie odbiega od tego, co u nas - wiadomo, że wszędzie
                        znajdą się kieszonkowcy, ale nie spotkałem się z przypadkami brutalnego rabunku,

                        - trzeba oczywiście uważać na bagaże - zwiedzanie czegokolwiek bez pozostawienia
                        bystrej warty przy rowerach wykluczone

                        - w większych miastach funkcjonuje sporo przechowalni rowerów (urządzonych
                        często w budynkach a nie na wolnym powietrzu, dlatego nie nazywam tego
                        parkingiem), miejscowi przechowują tam rowery w czasie pracy pewnie, nie wiem
                        jak potraktują cudzoziemców i nie wiem czy przechowaliby też bagaż,
                        musielibyście to wypraktykować na miejscu,

                        - nocowanie na dziko w namiocie - na pierwszy rzut oka wydaje się możliwe, bo
                        mnóstwo na Kubie ziemi niezagospodarowanej, ale nie próbowaliśmy, nie znam
                        przepisów - zawsze jest ryzyko, że przypnie się do Was jak nie policjant, to
                        jakiś aktywista CDR czy innego miejscowego kółka zainteresowań o nadto
                        rozbudzonej czujności rewolucyjnej;

                        - wydaje się, że nie powinno być problemu z rozbiciem na terenie jakiejś
                        wiejskiej zagrody za groszowym wynagrodzeniem ale tu też nie znam przepisów,
                        ogólnie władze lubią wiedzieć, kto się kontaktuje z cudzoziemcami (i jakie z
                        tego czerpie korzyści) więc nie jest wykluczone, że jakieś obostrzenia
                        obowiązują (kubańczycy na ogół stosują się do takich przepisów, szczególnie tam,
                        gdzie łatwo jest zauważyć np sąsiadom, że turyści nocują)

                        - robactwo niestety "zachodzi" na Kubie, jak to w tropikach; osobiście
                        zetknęliśmy się tylko raz z czymś większym, z takich jakie można oglądać w
                        gablotkach w ZOO za podwójną szybą wink ale mieszkaliśmy jednak w kwaterach i
                        hotelach a nie w trawie - tam może być tego więcej, chociaż jakiejś plagi w
                        terenie też nie ma, w czasie pieszych wędrówek po górach nie zauważyliśmy
                        jakichś ruszających się kłębowisk w zaroślach ...

                        - latających nie było dużo, praktycznie w ogóle nie było, w porównaniu z naszymi
                        jeziorami latem o zmierzchu ...

                        - do uzyskania wizy kubańskiej trzeba przedstawić dowód rezerwacji pierwszego
                        noclegu na Kubie; jest to wymóg formalny, chociaż dość logiczny - faktycznie
                        lepiej mieć ten pierwszy punkt zaczepienia po przylocie, szczególnie, jeżeli
                        przylatywalibyście wieczorem;

                        - jeżeli zależy Wam na pełnej swobodzie, to można dokonać rezerwacji kwatery w
                        internecie za parę złotych, załatwić wizę a potem rezerwację odwołać - traci się
                        wpłacone ok 20-30 zł / pokój za rezerwację,

                        - formalnie trzeba mieć pieniądze, uznawana jest karta płatnicza, ale ze względu
                        na wysokie marże w bankomatach lepiej jest wieźć gotówkę; nas nie sprawdzano
                        przy przylocie w tej materii.

                        Co do Jamajki się nie wypowiem, pewnie lepiej przed wyjazdem tam zapuścić dredy
                        i założyć kolorowy beret ... wink

                        Pozdrawiam

                        JZ

                        PS
                        Co do tych możliwości noclegu na wsiach, to zadałem właśnie takie pytanie mojemu
                        "kontaktowi" na Kubie. Nie obiecuję odpowiedzi, bo może być mu niezręcznie
                        przekazywać mailem informacje np. o praktyce odbiegającej od obowiązujących
                        przepisów, ale zobaczymy. smile
                        • yellowzebra Re: KUBA - grudzień 2008 22.01.09, 14:23
                          aha, czyli ogółem nie jest to jakaś wymyślna kraina różniąca się znacznie od
                          reszty świata, jeżeli udałoby się z rowerem wjechać na wyspę to już reszta
                          pójdzie gładko smile oczywiście wzmożone środki ostrożności i środki na robaki,
                          podstawa smile noclegi u ludzi przydałyby się jakbym się chciał zatrzymać w jakimś
                          miejscu na dłużej, a taki na dziko to w drodze, nad jeziorem, morzem, górą,
                          cokolwiek będzie pod ręką.......taki już ze mnie naturalista wink
                          narazie to tylko plan mój urojony w głowie, na wakacje będę leciał do rodziny do
                          usa i tak coś kombinuję, żeby przez florydę tiru riru na wyspy smile brat
                          powiedział, że też byłby chętny- ale samolotem do hotelu smile zobaczymy co z tego
                          wyjdzie....
                          dzięki za wskazówki big_grin
                          • jz_61 Re: KUBA - grudzień 2008 22.01.09, 15:18
                            > przez florydę tiru riru
                            Tak to chyba nie wyjdzie ...
                            Ze stanów na Kubę to się lata przez Bahamy, Meksyk albo ... Kanadę.
                            Co do drogi morskiej, to komunikacji regularnej brak (wiadomo: embargo), chyba
                            że wynajmiesz (albo kupisz) jacht i tym jachtem tiru riru ...
                            JZ
                            smile
                            • yellowzebra Re: KUBA - grudzień 2008 23.01.09, 19:14
                              znaczy wiem, że realia mogą być inne, się muszę jeszcze dowiedzieć... dlatego
                              najwyżej najpierw bym poleciał/popłynął na inną wyspę a dopiero z niej na Kube.
                              ale to już się okaże na miejscu, plany mogą się pozmieniać jestem "giętki" na
                              tym polu big_grin
                              ale zaraz zaraz....jaka pora deszczowa, że co ???? big_grinbig_grinbig_grin
    • jjoga Re: KUBA - grudzień 2008 - świeże wrażenia 17.04.09, 14:20
      Witam,
      wybieramy się na początku czerwca na Kubę w okolice Holugin, planujemy wynajem
      samochodu i mamy w planach wypady do Santiago i Baracoa, mógłbyś poradzić
      jakiego rzędu są to odległości i ewentualnie czas podróży, bo zastanawiam się
      czy jest to możliwe do zrealizowania w formie jednodniowych wypadów, bądź też
      czy jest jakieś połączenie autobusowe pomiędzy Holugin a tymi miejscowościami.
      A tak przy okazji co jeszcze warte zobaczenia w południowej części Kuby?

      Pozdrawiam
      jjoga

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka