I ja kupiłam maszynę :) - dla zastanawiających się

16.11.09, 12:54
Witajcie :)

To mój pierwszy post na tym forum, choć śledzę go od odłuższego
czasu i podziwiam (i też trochę zazdroszczę) Waszą wiedzę i ogromne
zdolności.
Ja w kwestii wyszywania byłam zupełnie zielona, ale postanowiłam się
nauczyć. Bardzo długo czytałam wszystkie opinie i wybrałam sobie
maszynę - Bernette 66. Na początku pomyślałam, że to trochę drogi
wybór jak na kogoś kto nigdy nie szył, ale miałam wiele chęci się
nauczyć i stwierdziłam, że jeśli coś już wybrac to na lata :)
Na początku się mocno załamałam i pożałowałam wydanej kasy bo szycie
mi kompletnie nie szło :( Wszystko krzywo, zero zrozumienia co i jak
ma działać.
No ale zawzięłam się i pomyślałam "co? ja się nie nauczę?
oczywiście, że dam radę - w końcu tyle kasy na to poszło to muszę ;)"
No i to podziałało. Ćwiczyłam dalej, oglądałam filiki w necie - co i
jak robić, aż w końcu udało mi się uszyć samodzielnie najpierw mały
woreczek (koszmarny ale za to w miarę prosto :P) i pierwszą
powłoczkę na poduszkę :):) Dumna byłam jak nie wiem co. A maszyną
jestem zachwycona :)
Małe sukcesy uskrzydlają - jeszcze dłuuuga droga przede mną
(zwłaszcza w szyciu prosto bo teraz bez robienia wszędzie - nawet na
kresek po których ma iść szew ani rusz) ale mam zapał i chęć do
nauki; więc jeśli dziewczyny macie wątpliwości czy dacie radę, czy
jest sens kupować maszynę i uczyć się - to ja Wam mówię, że warto.
Bo nawet takie beztalencie jak ja sobie dało radę - to co dopiero
wy :)

Pozdrawiam
Marta

    • kasiaba1 Re: I ja kupiłam maszynę :) - dla zastanawiającyc 16.11.09, 13:16
      :)
      No i fajnie!
      Powodzenia.
    • basia035 Re: I ja kupiłam maszynę :) - dla zastanawiającyc 18.11.09, 20:29
      Super! Gratuluję samozaparcia i ambicji.Zaczynasz świetną przygodę z szyciem,która da Ci wiele radości i satysfakcji :))).Powodzenia
    • joshima Re: I ja kupiłam maszynę :) - dla zastanawiającyc 27.12.09, 01:36
      Mam nadzieję, że się nie pogniewasz jak się podłączę pod Twój wątek. Jako
      nastolatka (nieskromnie pisząc naście lat temu to było) pierwsze szlify
      krawieckie wyrabiałam na starym pedałowym singerze którego odziedziczyłam po
      babci. Niestety babcia nie dożyła tych czasów, więc niczego mnie nie nauczyła.
      Tak sobie tam dłubałam. A to suwak wszyłam, a to coś naprawiłam. Popełniłam ze
      dwie proste spódniczki, jakąś kamizelkę i niezbyt udaną bluzkę koszulową. Nic
      wielkiego. Łucznik się w końcu zepsuł, a właściwie czółenko się wytarło i tak
      się to zakończyło. W między czasie miałam epizod z jakąś turecką machiną, którą
      mój tata kupił od "ruskich" aler to porażka totalna.

      Od jakiegoś czasu przebąkiwałam mężowi, że warto by mieć, choćby po to, żeby coś
      naprawić czy przeszyć a może coś prostego uszyć i ku mojemu zdumieniu odkryłam
      pod choinką Elnę 2100. Nie jest to może mercedes, ale jaka jestem szczęśliwa. Od
      razu coś tam mamie pozszywałam, tak dla wprawy. Straciłam wprawdzie wprawę w
      prowadzeniu materiału, ale przypomnę sobie. Na pewno :)

      Po tym, być może przydługim wstępie pozdrawiam wszystkim szyjących i zabieram
      się za dalsza lekturę forum.
Pełna wersja