jolka45
03.03.06, 22:39
witam,
pozwalam sobie założyć bliźniaczy wątek i tutaj (pierwszy na Przedszkolach pt
"jeszcze o pobycie skróconym"), bo jestem z Poznania i może ktoś na tym forum
ma podobne rozterki
Witam,
Jestem mamą dziecka, które od września br. pójdzie do przedszkola. Jestem
zainteresowana tzw. pobytem skróconym, czyli 5 godzin. Mam pytanie do
wszystkich zainteresowanych tematem – dlaczego wnioski „półetatowców” o
przyjęcie do przedszkola są rozpatrywane w drugiej kolejności w stosunku do
dzieci zapisanych na pobyt całodzienny? O ile mi wiadomo, rzecz ma związek z
tym, czy jeden i drugi rodzic pracują, a nie, na ile czasu chcą zapisać
dziecko. Jestem osobą pracującą na pół etatu, niemąż na cały (żeby nie rzec,
na półtora) i czy fakt odebrania dziecka wcześniej niż robią to inni rodzice,
ma świadczyć o tym, że - jak mi powiedziała pewna pani dyrektor – moje
dziecko nie potrzebuje „tak bardzo” przedszkola jak inne dzieci, bo „można mu
zapewnić inną opiekę”. Większej bzdury w życiu nie słyszałam. Co mam zatem
zrobić przez owe pół dnia z dzieckiem?
Wiem, nie jestem naiwna, chodzi rzecz jasna o pieniądze (dziecko cały
dzień=większa kasa dla przedszkola) i byłabym nawet w stanie po ludzku to
zrozumieć. Nie jestem osobą, która kruszy kopię o kilka złotych. Ale irytuje
mnie po pierwsze to, że wprowadza się mnie w błąd (jak podejrzewam), że jestem
traktowana (i tym samym moje dziecko) jak osoba drugiej kategorii (pobyt
dziecka w przedszkolu to nie konieczność życiowa i chęć edukacji dziecka, ale
fanaberia „trochę” pracującej mamuśki), a po trzecie – najważniejsze – że mam
małe szanse na to, by mój syn chodził do TEGO, KONKRETNEGO przedszkola. Bo
jest więcej tych, którzy zapiszą dziecko na cały dzień, choć zrobią to dużo
później.
Rozumiem pewne odstępstwa od normy (preferencje dla rodziców rodzeństwa,
samotna matka (nota bene, gdybym była nieuczciwa wykorzystałabym ten fakt),
ale tego typowo uznaniowego (dla mnie) zachowania dyrektorów nie potrafię pojąć.
Mam jeszcze pytanie – czy ktoś potrafi podać podstawę prawną, mówiącą ściśle o
tej sytuacji (powtarzam – nie chodzi o zapis „dziecko obojga rodziców
pracujących”) i pytanie drugie, czy jeśli w statucie przedszkola pojawia się
taki zapis (pierwszeństwo dla dzieci na całodzienny pobyt) a nie ma oparcia w
prawie (ustawa) to można go podważyć? Innymi słowy, czy dyrekcja przedszkola
może sobie to sama uchwalić, nawet jeśli ustawodawca tego tak nie sformułował?
Uprzedzam pytanie – czy dzwoniłam do wydziału oświaty. Dzwoniłam (Poznań).
Pani wydała mi się mało kompetentna, bo ni w ząb nie mogła poprzeć swego
zdania (takie samo jak pani dyrektor) żadnym paragrafem, a na koniec
stwierdziła, że są inne przedszkola w okolicy i mogę tam się udać. Mogę. Ale
nie chcę, bo podjęłam decyzję, że właśnie w TYM przedszkolu chcę mieć dziecko.
I zrobiłam to dużo szybciej niż rodzice „pełnoetatowców”.
Tylko nie chcę zostawić więcej kasy prawda? Prawo rynku od przedszkola..