Dodaj do ulubionych

Czy konkubinat to musi być stan wieczny...

11.01.15, 08:40

Uwaga,uwaga.
Wkroczyłam na rozdroże. Od 6 lat spotykam, się jednym panem. On ma w tym roku lat 49, ja 44,oboje po przejściach, zwłaszcza finansowych. 3 lata temu wybudował dom, w który, zamieszkaliśmy razem. Założenie było taki,że robimy dom dla wszystkich naszych dzieci ( wspólnych niet) Dom przepiękny, pięknie położony, ale na pytanie o rozliczenie, usłyszałam, że mam płacić stały (niemaly) czynsz, a dom traktować jak pensjonat. O wspólnocie nie ma mowy. Zrozumcie, nie czynsz,bo przecież chciałam odkupić, ale to nazwanie domu pensjonatem, spowodowało, że mimo tych lat w konkubinacie, nie jestem tu u siebie. Brak mi pewności i poczucia bezpieczeństwa. Wiem,że gdyby coś stało mu się przede mną, jego dzieci dadzą mi kopa w tyle i zamieszkaja tu ze swoją mamą (bardzo ją kochaja).Nie mam więc weny twórczej w dbaniu o ten pensjonat. Poza tym, to jest chyba dość kobiece, że potrzebuje swojego gniazda na zawsze. Ja tak mam. Zdaję sobie sprawę, że jedna światowa zawirucha moze rozbić w pył wszystko,ale póki co, moja potrzeba opieki jest ogromna. 2 tyg temu dostałam pierścionek zaręczynowy. Na pytanie o ślub nie odpowiada. Przypuszczam, że poczekam kolejne 6 lat.Chcialam miec dziecko, on nie, wiec nie mamy.Przewaznie traktowana nieco jak powietrze, a kiedy próbuję rozmawiać, o ślubie.,, to jak paskudny , zdechł kot. Od 2 lutego wynajelam mieszkanie. Wyprowadzić się, czy czekać na cud?

O,
Obserwuj wątek
      • czesio77 Re: Czy konkubinat to musi być stan wieczny... 15.01.15, 14:05
        olał bym ten jego "pensjonat" i wynajoł sobie mieszkanie przeciez i tak musisz płacić...
        nie twierdze żeby pan od razu robił Cie współwłaścicielką domu bo to jego dom i jego dzieci
        ale każąc Ci płacić potraktował Cie jak zwykłą "pensjonariuszke" a nie partnerke życiową
        pierścionek jest na zasadzie masz świecidełko i nie oczekuj nic więcej,
        • slomiany.wdowiec Re: Czy konkubinat to musi być stan wieczny... 11.02.15, 18:12
          Temat wydaje mi się jak wiele innych z półki "sponsorowanych". T. zn. Wrzuca moderator tekst i znika w sinej dali, a forumowicze dzielą włos na czworo.
          Ale pominę ten fakt i podejdę całkiem serio do sprawy, bo przecież to na prawdę jest samo życie.
          A w życiu spotkałem się z tak wieloma absurdalnym historiami, że ..........
          Wiec do rzeczy.
          W przypadku pary z kilkuletnim stażem, gdy zamieszkują razem, i jedna ze stron uważa że należy płacić za wynajem lokum lub jego części gdy ten stanowi jako całość jego własność świadczy już niesympatycznie o takim układzie. No bo za seks on również powinien zapłacić (sorry, pani nie jest prostytutką, ale dla tego pana jest świadczenie usług seksualnych w jego pojęciu) On łaskawie pozwala zamieszkać na terenie po uiszczeniu opłaty. Ale czy spisał umowę najmu lub dzierżawy, żeby wylegitymować się w US. ?
          Dla mnie taki partner jest skreślony z ewidencji osób bliskich.
          Pani, jeżeli wynajęła mieszkanie powinna tam się przeprowadzić jak najszybciej.
          Własne ciasne, ale nikt nie dyktuje warunków, ani zagląda do garów.
          Zresztą pomimo 44 lat. Z jednej strony sporawo. Ale z drugiej, to jeszcze świat przed nami.
          Nie mam na myśli jakiegoś stałego partnera. Wystarczy grono wspaniałych bliskich znajomych.
          Spotkania w ich gronie, głupie dyskusje o problemach nawet wróbli w klatce.
          Wypady do lasu na grzyby, wspólne wieczory przy świecach i lampce wina.
          Czy musi być jakiś warchoł na stałe ? Na nim świat się nie kończy, a bez niego życie się dopiero zaczyna.
          • nasturcja3838 Re: Czy konkubinat to musi być stan wieczny... 18.02.15, 17:35
            Nie,nie zniknęła, a sprawa jest aktualna jak najbardziej. Nazwałbym ją wielkim kryzysem. Nie wyprowadziłam się z woli drugiej strony. Sytuacja wyjściowa wygląda tak, że ja nie dołożył am złotówki do budowy domu. Nie mam więc żadnych praw. Nie meblowalam również. Nie miałam wtedy pieniędzy. Obecnie jest o wiele lepiej , wiec zaproponowałam odkupienie połowy. Nie mam jednak na to zgody, a odbieram to jako chęć niezależności. Tak jakby bał się, że w razie problemów, łatwiej będzie się rozstać. Ślub również niemożliwy z tego powodu. Dla mnie ślub, to po prostu obietnica tego, że chcemy być razem, choć będąc po rozwodzie wiem, że może być różnie. Teraz faktycznie czuję się jak pensjonariuszka tego lokum, bo płacę regularną kwotę (on robi wszystkie opłaty, więc krzywdy generalnie nie mam)
            Chodzi jednak o poczucie, że jestem u siebie i nikt nie będzie mnie stąd wypedzal, gdy mu się tak spodoba. Dzieci są zaopatrzone we własne mieszkania, więc też nie ma ryzyka, że zła macocha pogoni w razie czego nieszczęsne Kopciuszki. Od początku też dużo zrobiłam , żeby tę rodzinę zintegrować, bo była w dość dużym chaosie. Teraz wszyscy czują się tu u siebie. No oprócz mnie. O.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka