no to...

26.10.05, 17:51
Wątek na luzie. Co robicie? Dokładnie teraz.
Ja siedzę jeszcze w pracy, kończę o 19.00. Wchłonęłam właśnie paczuszkę
czekoladowych kulek i wcale nie mam wyrzutów sumienia;-) A wieczorem
wybieramy się do moich "nieteściów" na obiad. Bo oni uwielbiają nas
dokarmiać, aż do przesady. Właściwie gdyby nie oni, to w lodówce mielibyśmy
światło i moje maści:-)
pozdr.
D.
    • holka007 Re: no to... 26.10.05, 19:41
      ha ha ha:))))))))

      Ja w tej chwili siedzę w domku i moja mała właśnie mnie dręczy;)))
      tez sobie podjadłysmy troszke czekoladak ale tak samo nie mam wyrzutów;)))
      zresztą przy małej troche sie nachodze;))))
      Na obiadki do nie tesciów nie jeździmy często ale równiez nas 'utuczą' więc nie
      ma czego żałowac;))))
      • lisek78 Re: no to... 26.10.05, 20:03
        Tymczasem ja uprałam wreszcie firanki i zabieram się do pracy.Bo firanki to
        przyjemność w porównaniu z tym co czeka mnie teraz.pozdrawiam ciepło.
        • deczi Re: no to... 26.10.05, 22:58
          hehehe, a co może być gorszego od prania firanek?
          Albo od ścierania kurzy (brrr).

          Ja już po obiadku, podlanym nieoczekiwanie kieliszeczkiem Metaxy. Mój popracowy
          ból głowy całkiem miło się rozpłynął, ale teraz to już tylko spać mi się chce.
          Co też uczynię.
          Ale jutro tu zajrzę i ma mi tu czekać przynajmniej kilka odpowiedzi;-)
          pozdr.
          D.
          • lisek78 Re: no to... 26.10.05, 23:51
            Ja niestety ciągle pracuje.Choć padam na pysk.pozdrwaiam
            • deczi Re: no to... 27.10.05, 12:48
              Nadal pracujesz?
              Ja właśnie zakończyłam na dzisiaj etap pierwszy. Czyli pracę w domu. Teraz mogę
              się trochę zrelaksować i napić ciepłej herbaty, bo zawsze od długiego siedzenia
              przy komputerze robi mi się zimno. A czeka mnie ejszcze etap drugi, czyli praca
              poza domem. Dobrze, że pogoda ładna. Może jakieś zdjecie zrobię, bo drzewa w
              pięknej szacie się teraz prezentują. W górach to musi być ładnie.

              pozdr.
              D.
              • holka007 Re: no to... 27.10.05, 22:36
                Oj widze kobitki,ze zapracowane jestescie:)))
                A mnie by tu teraz nie było bo o tej porze to mój przy kompie siedzi,ale sobie
                na piwko poszedł no i ja jestem;))))))))
                Faktycznie w górach to pieknie pewnie jest.......ach az sie rozmarzyłam.....
                A przede mna tez to okropne pranie firanek i ich wieszanie brrrrr...ale dzis
                jestem po prasowaniu a tegoz zajecia chyba najbardziej wswiecie nie lubie,a
                firanki zostawie sobie moze na przeyszły tydzien no i trzeba bedzie tez okna
                umyc,ale mnie pracy czeka;)))
                pozdrawiam i miłej pracy:))))))

                ps.deczi Ty to chyba jakąś fajna prace masz:)))
                • deczi Re: no to... 28.10.05, 12:14
                  Ano, jakoś tak ciągle coś jest do zrobienia. A najwięcej rzeczy, które trzeba
                  zrobić, przypomina mi się przed zaśnięciem;-) Wtedy też przychodzą mi do głowy
                  najlepsze pomysły, ale często zapominam o nich do rana.
                  Pracę mam fajną, a właściwie dwie prace w porywach do trzech. Najfajniejsze
                  jest to, że nie muszę wstawać bladym świtem (pracowałam tak przez rok i
                  dorobiłam się depresji niemalże) no i dużo rzeczy mogę zrobić w domu. Internet
                  to genialny wynalazek:-)
                  A dziś mój konkubent (ha!) ma wolne, więc to on okupuje komputer. Teraz
                  przygotowuje obiad (właściwie to taką namiastkę, bo zbyt leniwi jesteśmy na
                  gotowanie). A ja troszkę luzu mam, to sobie książkę poczytam, bo potem muszę
                  iść do pracy pozadomowej.
                  Pogoda ciągle rozpieszcza. Już nie muszą być góry, ale chociaż jakiś porządny
                  las... Bo niedługo wszystkie liście zlecą i zostaną łyse gałęzie na tle
                  pochmurnego nieba. Teraz jest tak ładnie, jak w Rivendell we "Władcy
                  pierścieni".
                  pozdr.
                  D.
                  • holka007 Re: no to... 04.11.05, 08:30
                    Oj moje kobitki chyba przez dwa tyg.mnie tu nie bedzie:( tzn, pewnie zajrze od
                    czasu do czasu,ale mój 'kąkubęt' od poniedziałku pracuje w domu/przy kompie
                    oczywiscie/ no i bede miec ograniczony dostep:(
                    Ale bawcie sie dobrze przy śwoętowaniu;))))
                    Pozdr. cieplutko
                    • deczi Re: no to... 04.11.05, 18:21
                      To korzystaj z każdej okazji. Nawet jak kąkubęt schyli się, żeby podnieść coś z
                      podłogi:-)

                      No i mamy znowu weekend. Jakież to sobotnie rozrywki czekają na nas, hm...
                      hm... Nie mamy jeszcze żadnych planów, ale mamy trzy nowe filmy i qpę pracy. A
                      to będzie wesoło:-)
                      Kiedyś sobie wymyśliłam, że obejdę z psem całe osiedle naokoło. Dotąd tego nie
                      zrealizowałam, ale pogoda teraz skłania mnie do spacerów. Kto wie, może wyruszę
                      w taką podróż:-) Najchętniej wieczorem, tylko trochę się obawiam nadmiernie
                      podekscytowanych z różnych powodów, chemicznych i nie tylko, młodzieńców.
                      pozdr.
                      D.
                      • holka007 Re: no to... 18.11.05, 09:55
                        Hej mam tylko chwilke wiec was odwiedzam.
                        Własnie na weekend mam gosci,przyjechała tesciowa z mezem a mój akurat wyjechał
                        wiec mam 'wesoło' bo sama spedzam z nimi ten czas,narazie jest ok ale to dopiero
                        kilka godz,dalej zobaczymy jak bedzie:))
                        pozdrawiam serdecznie
                        • deczi Re: no to... 18.11.05, 16:08
                          Ohoho! Faktycznie wesoło. Moi nieteściowie są bardzo mili, ale parę godzin z
                          kimkolwiek, kto wymaga ciągłej uwagi, jest dla mnie męczące.
                          A ja, jak zwykle w późne popołudnie piątkowe, siedzę w pracy:-) Ciepło mam,
                          zapas wałówki też, ale nie jestem w 100% szczęśliwa, bo dopadło mnie znowu
                          zapalenie pęcherza. A już nawet w płaszczu długim chodzę:-(
                          pozdr.
                          D.
                          • holka007 Re: no to... 19.11.05, 10:22
                            Oj deczi chorujesz ostatnio,nie dobrze:((((
                            Co do odwiedzin to jak na to ze trzeba byc z gośćmi pawie nonstop to jest ok.
                            moja nie tesciowa tez raczej miła,ale ja sie z nią kilka razy w roku widuje,wiec
                            nie wiem jakby to było jakbysmy miały codzienny lub weekendowy kontakt,moze nie
                            byłoby tak dobrze.
                            Pozdr.
                            • deczi Re: no to... 19.11.05, 11:52
                              Ja się widzę z NT dwa razy w tygodniu, ale nie długo. Nie narzekam, najbardziej
                              doskwiera mi ciągłe namawianie do jedzenia i moje próby uprzejmego wymigania
                              się. Nie jestem chudzinką i nigdy nie byłam, ale ciągle za taką uchodzę i NT
                              uważają, że mogę jeść bezkarnie olbrzymie ilości. No ale to taki
                              drobiażdżek,pozatym jest miło i różowo;-)
                              pozdr.
                              D.
                              • holka007 Re: no to... 22.11.05, 15:40
                                No wreszcie mam troche komp dla siebie:))))i musze odrobic zaległosci:))
                                Deczi to fajnie ze masz z NT miło i różowo,choc to chyba rzadkosc,ale przeciez
                                musi byc ten wyjątek potwierdzajacy regułe:)))))
                                Ale ja tez nie narzekam,tylko ze mój 'kąkubęt' wrecz odwrotnie,strasznie moja
                                mama go drazni.......ale co tam jakos sie da to wytrzymac:)))
                                pzdr
                                • deczi Re: no to... 23.11.05, 10:03
                                  Miło i różowo to może przesada, bo ja do cierpliwych nie należę i łatwo się
                                  denerwuję, więc czasem, kiedy słyszę po raz któryś, żebym sobie coś tam
                                  nałożyła na talerz, choć wyraźnie powieziałam, że nie, to w mojej głowie
                                  zamiast różowego baranka pojawia się rozjuszony baran;-) No moze nie aż tak,
                                  ale wszystko jest ok tylko dlatego, że każdy ma swoje życie i nie ingeruje
                                  zanadtwo w cudze, poza tym każdy umie zachować swoje myśli dla siebie, no i
                                  wreszcie ewentualne minusy nie przysłaniają nam niewątpliwych plusów;-) Ja ich
                                  lubię, oni mnie chyba też, mieszkamy osobno, wiec no problem. Najwyżej mam
                                  okazję do ćwiczenia cierpliwości, co mi tylko na dobre wyjdzie.
                                  pozdr.
                                  D.
                                  • holka007 Re: no to... 24.11.05, 11:54
                                    nie jestem pewna ale chyba mój 'kąkubęt' znów bedzie miła 'prace domową':(((
                                    I tym samym ograniczy to mój dostęp do netu:(((
                                    Ale licze ze jednak bedzie mógł pracowac w pracy:)))
                                    pzdr
                                    • deczi Re: no to... 26.11.05, 19:00
                                      Ha, a myśmy właśnie podłączyli mojego przedpotopowego laptoka do sieci i teraz
                                      możemy oboje siedzieć w virtualu. Może, jak na nowoczesną parę przystało,
                                      zaczniemy porozumiewać się przez czat. Lepiej nie, bo akurat zaczyna mi
                                      brakować normalnego, ludzkiego, bliskiego, namacalnego, paszczą w paszczę
                                      konataktu. Się ostatnio trochę rozmijaliśmy wskutek pracowych zawirowań.
                                      pozdr.
                                      D.
    • moboj Re: no to... 27.11.05, 18:13
      chleję piwo (trzeci dzień z rzędu, bo tak nam się andrzejkowanie rozrosło:)),
      siedzę w necie i oglądam "Kryminalnych".
      • deczi Re: no to... 27.11.05, 19:54
        Zupełnie zapomniałam, że to andrzejki. Ja wczoraj wypiłam pół butli szampana
        (vide wątek imprezowy) i dziś wątroba mnie boli (trzy dni z rzędu - zeszłabym z
        powodu galopującej marskości), ale warto było:-) Teraz usiłuję popracować, choć
        bardziej ciągnie mnie do skikania po forum.
        pozdr.
        D.
    • jolantapal Re: no to... 07.12.05, 10:51
      Ja tak się zaczytałam postami że jeszcze siedze w pizamie :))) Lecę coś ze sobą
      zrobić i wróce jeszcze :))
      • deczi Re: no to... 07.12.05, 11:30
        Ja w piżamie nie siedzę tylko dlatego, że muszę rano najpierw z psem wyjść, a
        potem mogę robić resztę. Gdyby nie to, to bym pewnie do 14 siedziała w
        bieliźnie i rozczochrana (zresztą jestem rozczochrana, bo jak mogę na łeb
        czapkę wcisnąć, to nie widzę powodu, żeby się czesać).
        Ale udało mi się poodkurzać, zjeść śniadanie i zacząć pracę.
        pozdr.
        D.
        • jolantapal Re: no to... 07.12.05, 11:35
          Podziwiam Cie, ja wypiłam kawę, coś wrzuciłam do żołądka i już się ogarnęlam,
          troszke popracowałąm a teraz muszę Was opuścic ( z ogromną przykrością) i na
          pocztę iśc.... a tu deszcze leje i leje.... ehhhhhh....
    • arieletka4 Re: no to... 07.12.05, 13:38
      Zrobiłam właśnie przerwę w pracy, skrzynka mi coś nie działa i jestem złaaaa;
      ((( Poza tym KAWY, bo nie żyję (ziewactwo). napiszcie coś energetycznego.
      prosżę, bo nie zrobię tego, co sobie zaplanowałam na dzisiaj....
    • arieletka4 Re: no to... 07.12.05, 13:57
      Przerwy w pracy ciąg dalszy, idę zrobić obiad :)))) Mała dzisiaj w domu, ale
      słucha bajki u siebie, obiecałam jej , że obejrzy "Kubusia i hefalumpy, a
      potem, jak skończę robotę, będziemy jeść i czytać.
      • jolantapal Re: no to... 07.12.05, 14:01
        To ja się może też zabiorę za jakis obiadek. Poki co wysprzątałam mieszkanie bo
        moje psy naniosą codziennie tyle piachu a raczej błota, że piaskownice można by
        z tego zrobić... wodną :))) I dlatego nie lubię takiej pogody.. buuu...
        • deczi Re: no to... 07.12.05, 16:24
          Ja dopłynęłam do pracy (poranny śnieg stał się popołudniowym deszczem), teraz
          suszę sobie skarpetki. Na szczęście mamy tu tak ciepło, że sobie siedzę w
          paputkach i momentalnie wszystko wysycha. Niedobre jest tlyko to, że przy
          okazji wysycha też moja skóra, no ale cóż. Domofon się schrzanił, jak ktoś
          przychodzi, to musi w okno stukać, a to wysoki parter. No i czeka mnie jeszcze
          powrót w tej powodzi.
    • arieletka4 Re: no to... 07.12.05, 18:14
      Ja już po pracy i jak widać pisze jak ta głupia, ale to dlatego, że nadrabiam,
      bo potem nie będzie czasu :)))) pożarłyśmy własnie z młodą podwieczorek
      (naleśniki z nutellą, mniaaaam). I tyle. Właśnie połowek pisze mi, że będzie
      siedział w robocie co najmniej do 20, wasi też tak mają???
      • deczi Re: no to... 07.12.05, 22:26
        Nie, to ja siedzę do 19.00, a połówek wychodzi po mnie z psem, żebym nie
        musiała sama drałować ciemną ulicą. Dzisiaj w dodatku żarówka przepaliła się na
        korytarzu w pracy i zamykałam na cztery (dosłownie) spusty po omacku. Bałam
        się, że ktoś wyskoczy na mnie z mroku.
        Teraz zbieram motywację, żeby iść umyć włosy i zrobić coś pożytecznego w domu.
      • holka007 Re: no to... 08.12.05, 09:38
        połowek pisze mi, że będzie
        > siedział w robocie co najmniej do 20, wasi też tak mają???

        tak tylko,że mój dzwoni:))))))

        A ja no cóż,nic nowego pakowanie,pakowanie i tak bez końca,a u nas też 'powódź'
        i musimy iść na zakupy:((((((
      • jolantapal Re: no to... 08.12.05, 09:48
        Mój ostatnio wraca po 21.30!! Nie znoszę tych jego "pogodzinek" bo zwykle
        wieczory spędzamy we dwoje. Dzieci juz duże i mają swoje zajęcia więc jak go
        nie ma to wcześniejsze plany i ustalenia biorą w łeb......
    • arieletka4 Re: no to... 08.12.05, 13:01
      A ja mam dzisiaj fajnie, pracy niewiele, bo wczoraj przekroczyłam normę chyba
      o 100 %, dzięki czemu teraz tylko nanoszę poprawki i fiuuuuuuu... :)))) mogę
      leżeć do gory brzuszkiem i czytać.
      O 14.30 ide do przedszkola po córę, po drodze jakieś małe zakupy i z powrotem
      do domciu. Jeszcze nie bardzo wiem, co wieczorem, ale może jakieś dobre
      jedzonko, czyli romantyczna kolacja z okazji braku okazji, a co ;))
      • jolantapal Re: no to... 08.12.05, 13:21
        Ale z Ciebie szczęsciara, ja dziś gonię w piętkę. I jeszcze ta pogoda... spać
        mi się chce potwornie!!!! A wieczór zapowiada sie z książką i może jakims
        drinkiem bo połówek znowu siedzi w pracy.... Ciekawe czy znowu przyniesie mi
        torebke Rafaello żebym się nie burmuszyła :)))
    • jolantapal Re: no to... 08.12.05, 19:50
      Dziewczyny, powiedzcie jak to jest.... jak znosicie te ciągłe siedzenia w pracy
      Waszych połówek???? Można się do tego przyzwyczaić??? Ja chyba nie potrafie....
      Przeczytałam już kolejną książke, zrobiłam wszystko w domu, dopilnowałam
      chłopaków, skończyłam pudełko na chusteczki, wypiłam ze trzy kawy.... Ile można
      siedzieć i czekać??? a może nie czekać tylko wyjść z domu ( dzieci duże to nie
      trzeba ich doglądać)?? Chyba mam doła!!!!!
      • arieletka4 Re: no to... 08.12.05, 20:06
        Cóz, mam to samo, mój przychodzi do domu njwcześniej o 18.00, a często gęsto
        siedzi do późnej nocy. Taka specyfika jego pracy, i już. Zresztą na naszym
        osiedlu mieszka jeszcze paru jego kolegów z pracy i wiem, że to normalka w tej
        firmie, ze pracownicy są dyspozycyjni, bo tak trzeba. Pocieszam się, że
        przynajmniej godziwie mojemu połówkowi za to płacą, a i zaplecze socjalne ma
        wypasione, więc jeżeli o tę kwestię chodzi, to ni ma co narzekać. gorzej, że
        bardzo często zdarza sie, że kiedy połówek przychodzi do domu, Kaczor już dawno
        śpi.... Za to rano zawsze odwozimy córę razem do przedszkola, a weekendy sa
        tylko dla nas :)))
        • deczi Re: no to... 08.12.05, 21:16
          Mój w pracy nie siedzi, ale w domu siedzi przy komputrze tak długo, że w sumie
          to jakby go nie było. Ja po prostu też siedzę przy komputrze, czasem się
          odrywamy, ale tak naprawdę razem to jesteśmy dopiero, jak się kładziemy spać.
          Albo wychodzimy gdzieś, gdzie nie ma komputera:-)
          Oczywiście twoja sytuacja jest inna, bo połówek jest poza domem. Nie wiem,
          jakbym sama przyjmowała taką sytuację. To zależy od tego, czy ta jego praca
          jest podstawą utrzymania - wtedy po prostu zacisnęłabym zęby i starała się być
          miła dla niego najbardziej, jak to możliwe.
          A może mógłby częśc pracy wykonywac w domu?
          • jolantapal Re: no to... 09.12.05, 11:29
            Niestety w domu się nie da bo z nim pracuje jeszcze ze 20 osób (też siedzą).
            Narzekać na płacę nie powinnam choć za taki zapieprz przed Swietami powinien
            dostać solidna nagrode( o ja szalona optymistka !!! ) A i jego zarobki głównie
            nas uytrzymują - moje są zbyt niepewne , jak to przy działalności gospodarczej.
            Ale wczoraj bylo mi wyjatkowo zle i stad moj post. Dzieki dziewczyny!!! Czasem
            wystarczy ze ktos popatrzy na sprawe z boku i uswiadomi Ci kilka drobiazgow :)))
      • holka007 Re: no to... 13.12.05, 09:10
        >skończyłam pudełko na chusteczki,
        czy to znaczy Julu że zajmujesz się decoupagem?
        Mnie ta metoda zafascynowała,co prawda nie mam teraz czasu wyrzucic z siebie
        weny ale juz moze na "nowych śmieciach" znów cos zacznę robic:)))
        A czy Ty sprzedajesz swoje prace?
        pozdrowienia
        • jolantapal Re: no to... 13.12.05, 09:47
          Troszkę dłubię w wolnych chwilach :) Głównie dla znajomych, prezenty dla
          rodzinki i na zamówienia. Sprzedaję tylko wtedy gdy ktoś czegoś nie odbierze
          lub gdy zrobię kilka rzeczy "na zapas". Jakbys miała jakieś pytania to wal
          śmiało.
    • moboj Re: no to... 08.12.05, 23:23
      na szczęscie mój połówek siedzi w pracy tyle, ile musi, czyli 8 godzin. każda
      dodatkowa godzina jest skrupulatnie rozliczana jako nadgodzina, z czego jest
      konkretna kasa:)
      a co ja teraz robię? chleję piwo i po obejrzeniu programu Tomasza Lisa oglądam
      powtorkę "Oficera".
      • edycia274 Re: no to... 08.12.05, 23:41
        pije piwko i siedze na necie, a moj i coreczka spia
        • holka007 Re: no to... 09.12.05, 09:36
          Mojemu owszem zdarza sie w pracy siedziec po godzinach,ale ostatnio przynosi
          prace do domu i tak wyglada jego dzien pracy:
          Rano do pracy 8-9,do 17-18,potem zje jakies jedzenie i siedzi przy kompie całą
          noc prawie,wczoraj/dzisiaj pracował do 4,30 rano a na 9 do pracy.A z tych
          "nadgodzin" nie ma jeszcze kasy,bo dopiero jak skonczy-nie wiem kiedy-to mu sie
          moze zwróci.
          Ach...a my z małą cały dzien same,nawet w weekendy tatus nie moze przerwac
          pracy:((((Czekamy cierpliwie na koniec tej harówki i sobie wreszcie wszyscy od
          tego odpoczniemy:))))
          pozdrawiam
    • arieletka4 Re: no to... 09.12.05, 13:05
      Praca, praca, praca, praca, praca, praca :)))))) skończę i potem już weekend-
      jadę do rodzców do Wrocka. Przy okazji pewnie zrobię jakieś zakupy w Ikei.
      • deczi Re: no to... 09.12.05, 20:34
        Ja też pracuję:P Mniej więcej tak, jak to opisałam w wątku, chociaż jutro
        faktycznie muszę iść do pracy. I do licha, jak w ten weekend nie skończę
        przynajmniej dwóch tekstów, to macie na mnie napluć i obrzucić mnie obelżywymi
        wyzwiskami.
        • arieletka4 Re: no to... 09.12.05, 21:30
          A ja już skończyłam :)))))))))))) Połówek właśnie skonsumował obiadokolację po
          powrocie z pracy, a zaraz idę poczytać córci do snu (późno
    • arieletka4 Re: no to... 12.12.05, 19:32
      Oj, chyba depresja mnie ogarnia :((( Siedzimy z młodą w chałupie, na dworze
      ciemno i zimno, i nic mi się nie chce robić, zresztą widzę, że i Kaśka też
      znudzona mocno. Lekkim optymizmem napawa mnie fakt, że do świąt pracy będzie
      akurat tyle, ile trzeba- nie za duzo, nie za malo, i będe mieć czas na
      przygotowanie Wigilii i całej reszty :)
      BTW, czy ktoś poda mi receptę na OKROPNY ból krzyża (dysk mi wypadł albo co :
      ((), oczywiście tylko tymczasową, zanim pójdę do lekarza....
      • deczi Re: no to... 13.12.05, 10:13
        Zmienić pozycję. Najlepiej na leżącą, pod krzyż wałek z puduszki. Pomaga też
        ogrzanie tej okolicy. Mnie często boli od siedzenia przy komputerze, a potem
        ból przechodzi na wszystkie stawy. Wtedy wiem, że dość komputerzenia na ten
        dzień.
        • arieletka4 Re: no to... 13.12.05, 12:55
          deczi napisała:

          > Zmienić pozycję. Najlepiej na leżącą, pod krzyż wałek z puduszki. Pomaga też
          > ogrzanie tej okolicy. Mnie często boli od siedzenia przy komputerze, a potem
          > ból przechodzi na wszystkie stawy. Wtedy wiem, że dość komputerzenia na ten
          > dzień.
          Dzięki za radę, ale to niestety średnio pomaga :(((( Chyba jednak muszę wybrać
          się jak najszybciej do lekarza, a potem ratować się jaką ś rehabilitacją, czy
          ja wiem?? Połówek wczoraj przez pół godziny uskuteczniał masaż , no i nie
          przeszło, więc czas na medycynę, pewnie im szybciej, tym lepiej ;) Tak czy
          inaczej, baardzo dzięki.
          • deczi Re: no to... 13.12.05, 23:08
            Wiesz, z masażem to by uważała. Przy niektórych schorzeniach kośćca i stawów
            jest wręcz zabroniony. No chyba że Twój połówek jest zawodowym masażystą.

            Współczuję, bo znam ten ból i wiem, jak zniechęca do czegokolwiek.
    • arieletka4 Re: no to... 15.12.05, 18:03
      Cóż, WRESZCIE mogę pisać, bo net u mnie z duzymi przerwami ostatnio chodził,
      więc nadrabiam, jak mogę :) Na dworze wiuuuwa, dziecko mam trochę chore i
      właściwie cały dzień siedzimy w domu, ale jest nam wesoło, bo za oknem barowa
      pogoda, a w domciu ciepło, miło i przytulnie, można poczytać , albo poukładać
      puzzle...
    • arieletka4 Re: no to... 16.12.05, 15:38
      Spaaać!!!!!! Całe szczęście, że zbliża się weekend i ( o ile Młoda da) można
      się będzie wyleżeć do niemożliwośći- czyli w moim przypadku gdzieś tak do 10,
      bo potem już nie mogę wytrzymać w wyrze :))). Ja już po pracy, ba, nawet
      posprzątane nieomal świątecznie... Chyba włączę Kaśce jakąś bajkę i pójdę się
      położyć, bo zaliczam zjazd, jak zwykle zresztą przy takiej pogodzie.
      • deczi Re: no to... 16.12.05, 17:04
        A ja jeszcze w pracy. Żołądek pusty, burczy. W domu wcale nieposprzątane:-) Na
        szczęście jutro nie muszę iść do pracy. Tylko czy zdołam się wyluzować... W
        niedzielę mam gadać z Francuzem. Czarno to widzę.
        A jutro idziemy na urodziny do kolegi. Weekend pełen wrażeń. W niedzielę po
        południu wraca z Londynu siostra połówka z mężem, to pewnie będzie jakaś
        uroczysta kolacja rodzinna.
        • holka007 Re: no to... 20.12.05, 00:01
          Własnie wrócilismy z drugiego mieszkania,powoli sie juz przenosimy tzn,jeszcze
          tylko pudła przeniesc i koniec bedzie choc remont dopiero sie zaczyna:((((
          Dobrze ze mała u babci,wiec sie nie krząta,ale ja za to kursuje codziennie miedy
          trzema domami i chyba to juz moje ostatnie wpisy przed swietami jesli nie w
          starym roku:))))))
          pozdrowionka serdeczne i Wesołych Świąt:))
    • arieletka4 Re: no to... 02.01.06, 16:09
      Pierwszy zwykły dzień od ponad tygodnia :) Połówek w pracy po urlopie, Kasia
      zdrowieje, choć jeszcze musi posiedzieć w domu do piątku, ja po pracy... no,
      słowem, tylko choinka i świąteczne gadżety przypominają, że święta były i
      minęły. Zresztą śliczny śnieg też stopniał , a za oknem od rana mgła jak gęste
      mleko. Pocieszam sie, ze dni już robią się dłuższe ;), no i może w lutym będzie
      snieżnie, bo wybieramy się w górki na sanki i narty.
      • deczi Re: no to... 03.01.06, 12:21
        Ech, ja już od 1 stycznia wprawiam się w pracy. Teraz mam zastój, ale nie z
        mojej winy. Dzis trochę biegania, zaraz uciekam na miasto załatwiać biblioteki,
        czytelnie, papiórki. I deser: pieniądze dostanę za mą ciężką pracę:)
    • moboj Re: no to... 06.01.06, 10:30
      właśnie piję kawę i rozmyślam nad porannymi newsami. rząd się uwziął, żeby
      normalnych ludzi wkurzać. wczoraj sprawa Hanny Wujkowskiej, dzisiaj news, że z
      mojej kasy mam sponsorować budowę jakiegoś tam kościoła. grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.
      • deczi Re: no to... 06.01.06, 12:34
        Ja ostatnio starannie omijałam wszelkie programy informacyjne, a jak wchodziłam
        na stronę GW, to zamykałam oczy, żeby nie zobaczyć, co tam znowu za głupotkę
        rząd trzasnął. Teraz czytam, ale już rąk mi brakuje do opadania.
        Może trochę popracuję... Uzbierało się.
      • kamak23 Re: no to... 20.02.06, 22:51
        A ja odpoczywam po ćwiczeniach.Muszę jeszcze zrobić trochę brzuszków, bo chcę
        i muszę schudnąć, choćby dla zdrowia bo mam 30 kg nadwagi...Więc do
        dziela...wracam na dywanik... :)
        • deczi Re: no to... 23.02.06, 09:55
          Polecam rezygnację z białego cukru. Efekty są tym lepsze, im wiecej nadmiaru.
          Sama nie miałam nadwagi (troszkę mi się tylko ubrania poluzowały), ten krok
          wynika z przyczyn zdrowotnych, ale koleżanka, która była nieco pulchna, w ciągu
          pół roku zrzuciła 15 kilo. Bardzo poprawia się odporność organizmu i mijają
          różne takie nieprzyjemne dolegliwości (u mnie zaburzenia hormonalne).

          A ja spożywam śniadanie - pierogi ruskie. I "ruszam" do roboty.
          • jolantapal Re: no to... 23.02.06, 13:54
            Mówisz cukier.. ale ja nie wypiję kawy bez cukru, w życiu :)) Kupować
            brązowy??? Czym go zastąpić?? Ze 3 kilo mogłabym zgubić do wiosny, lepiej bym
            wyglądała w sukienkach. :)))) Ach... wiosna.....
            • arieletka4 Re: no to... 23.02.06, 17:02
              A ja od tygodnia nie piję kawy :))) W ogóle!!! Za to dzisiaj z okazji BARDZO
              TŁUSTEGO CZWARTKU (cytuję za moją Kasią:))) pożarłam trzy pyszne, ociekające
              lukrem pączki :)
    • arieletka4 Re: no to... 23.02.06, 11:59
      A ja mam NARESZCIE WOLNE!!!!! Co najnmiej dwa tygodnie, o jak mi dobrze :)))
      Leżę do gory brzuchem i czytam, rozwiązuję sudoku (jestem jeszcze cienka, ale
      to dopiero początek), bawię się z córą, odwiaedzam znajomych...Pełny
      luz :))))))) Za to połówek ma tydzień ciężkiej pracy, w przyszłym będzie na
      pewno lepiej :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja