kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego?

12.11.05, 21:32
chyba w wiekszosci jestesmy wierzace,co?ja przyznam sie szczerze ze wlasnie
przez zycie w konkubinacie (brrr-nienawidze tego slowa)troche oddalilam sie
od kosciola a nawet i Boga.Czasami tesknie za przyjmowaniem komunii sw, czy
spowiedzia,i wcale nie jestem czy bylam jakas katoliczka, o nie,w niedzile do
kosciola i tyle.Ale czuje ze dluzej nie bede portafila tak zyc.Cywilny to
formlnosc i mozna wziasc go w kazdej chwili ale z koscielnym nie taka prosta
sprawa.I tak juz nie spelnia sie marzenia o bialej sukni,weselu itd.Zapraszam
na moje forum "Uniewaznienie malzenstwa".
    • deczi Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 13.11.05, 11:41
      Ślubu jako takiego mi nie brakuje. Właśnie tu tkwi problem, że z przyczyn
      osobisto-duchowych nie chcemy i nie możemy wziąć ślubu kościelnego. Tzn. kiedyś
      myślałam, że z szacunku dla ciotek, babć i reszty można zrobić takie
      przedstawienie, ale to byłoby wlaśnie przedstawienie i z szacunku dla ww. nie
      powinniśmy go robić.

      pozdrawiam,
      D.
      • holka007 Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 13.11.05, 14:32
        Jakies czas temu jeszcze przed ciążą marzyłam oczywiście o tym wszystkim,pieknej
        białej długiej sukni,kościele pełnym gości i hucznym weselu do białego
        rana,niestety nasze realia są inne,tak jak pisała deczi to wszystko byłoby tylko
        'przedstawieniem' a i tak źle bym sie w tym wszystkim czuła.
        Co do mojej katolickiej wiary do juz dawno to wszystko ze mnie wyszło,teraz mam
        zupełnie inne pojmowanie Boga,co nie znaczy ze przestałam wierzyc,wrecz
        przeciwnie nawet zaczełam sie modlic tylko we własny sposób nie 'odbędniając'
        tych wszystkich modlitw....ale to juz kazdego indywidualna sprawa wierzy czy nie...
        No wiec ślubu ani koscielnego ani cywilnego mi nie brakuje,choc mój tez jest
        rozwodnikiem ale koscielnego nie brał i kiedys nawet o tym myslelismy,ale jak
        juz gdzies pisłam teraz w naszym zyciu sa inne priorytety:)))
        Ale kazdy w swoim zyciu ma jakies potrzeby i zupełnie inne sprawy sa dla niego
        wazniejsze bardziej lub mniej:))
        pzdr
        • biedna Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 13.11.05, 14:48
          ok,ja nie mowie ze mi brakuje koscielnego dla calej tej oprawy,nie,nie.Gdybym
          go brala to tylko zaprosilabym najlizsza rodzine tzn. rodzicow a i wesela bym
          nie robil bo to troche glupota.Mnie raczej brakuje tego sakramentu
          dla "zwyczaju" choc do nieladnie brzmi,dla mnie i dla Boga,bo on nie raz mi
          pomogl i chcialbym zyc z drugim czlowiekiem tak jak on by tego chcial.
          • deczi Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 13.11.05, 18:10
            A co na to Twój partner? Czy dla niego ma to jakieś znaczenie?
            Jeśli dla Ciebie to takie ważne, to dobrze by było coś z tym zrobić, bo
            będziesz się męczyć coraz bardziej. Może rozmowa z jakimś zaufanym i mądrym
            księdzem?
            Przecież jest możliwość wzięcia ślubu "jednostronnego" - tz. jedno z partnerów
            skłąda normalną, kościelną przysięgę, a drugie przysięgę bez odnośników
            religijnych, tylko chyba obiecuje, że nie będzie stawać na przeszkodzie
            praktykom religijnym współmałżonka.

            pozdr.
            D.
    • myszmagda Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 23.11.05, 15:38
      Właściwie nigdy nie byłam osobą pobożną, więc brak ślubu kościelnego mi nie
      przeszkadza. Wiem jednak, że kiedy postanowimy w końcu zalegalizować nasz
      związek, to zrobimy to w kościele. Zdaje sobie sprawę, że to hipokryzja, ale w
      ślubie kościelnym pociąga mnie jego atmosfera, zupełnie inna niż w urzędzie.
      Marzymy o ślubie w górskiej kapliczce, najlepiej w cerkwi. Biała suknia,
      nastrojowa muzyka... To wszystko jest piękną oprawą wyjątkowego dnia.
      • deczi Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 23.11.05, 18:15
        Romantyzm romantyzmem, ale nie przeraża Cię konieczność zaliczenia tych
        wszystkich "nauk", obowiązkowych spowiedzi, jakichś historii z mierzeniem
        temperatury na ocenę? IMO to chore. Gdybym była nawet katolizką, to chyba by
        mnie to odrzuciło. Siostra mojego kąkubęta brała ślub w czerwcu, a mieszka
        teraz w Londynie, gdzie pracuje. Bynajmniej nie zwolniło jej to z obowiązku
        dostarczenia wszystkich "niezbędnych" dokumentów. Raz w tygodniu musieli jechać
        dwie godziny w jedną stronę do polskiego kościoła, żeby dowiedzieć się, jak żyć
        we dwoje.
        D.
        • myszmagda Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 24.11.05, 11:16
          Fakt, ta cała szopka mnie przeraża, zwłaszcza, że o naukach przedmałżeńskich
          nasłuchałam się i naczytałam wiele okropności. Nie interesują mnie tematy
          przedstawiane na tego typu spotkaniach, ale kiedy przyjdzie co do czego, po
          prostu zagryzę zęby i jakoś przez to przebrnę. Czego się nie robi, by spełnić
          marzenia...
    • moboj Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 27.11.05, 17:56
      jestem ateistką, mój połówek jest wierzący, ale z KK już od dawna nie ma nic
      wspólnego i uważa - a ja go w tym popieram - że kościelny w naszym przypadku to
      byłoby tylko przedstawienie, objaw hipokryzji. mam wierzących przyjaciół i
      także z szacunku dla nich nie mogłabym zrobić sobie jaj z tego, w co oni
      wierzą. sumienie by mnie zjadło. od początku było wiadomo, że ślub kościelny w
      naszym wypadku nie wchodzi w rachubę. zresztą ja też nigdy o tym nie marzyłam,
      slubne kiecki też mi się nigdy nie podobały:)
    • aiczka Re: kurcze, nie brakuje Wam slubu koscielnego? 31.03.06, 12:57
      Nie lubię się określać jako "niewierzącą", bo mam wrażenie, że w "coś" wierzę.
      Ale na pewno nie w nauki KK.
      W kwestii ślubu... Już w podstawówce, kiedy koledzy zaczęli się przygotowywać do
      bierzmowania, stwierdziłam, że nie jestem "dojrzała chrześcijańsko" a na
      argument "że może, nawet jeśli ja nie będę chciałą ślubu kościelnego, to może on
      będzie chciał" odparłam, że ja w takim razie nie będę go chciała za męża. To
      może zabrzmi twardo, ale uważam, że praktykujący katolik zbyt by mnie irytował i
      zbyt mało bym go rozumiała, żebym mogła go długo kochać. A właściwie pewnie bym
      się po prostu w góle nie zakochała. To nie kwestia jakichś przekonań w rodzaju
      "katolicy są be" (niektórzy z moich przyjaciół sa katolikami ^_^), tylko
      rachunku prawdopodobieństwa.
Pełna wersja