Jak poznałyście Waszych Połówków?

22.02.06, 16:07
Temat na rozruszanie forum:) Gdzie i w jaki sposób trafiłyście na "tego
jedynego"? Strzała amora trafiła Was od pierwszego spojrzenia, czy uczucie
dojrzewało w Was powoli?
Jeśli chodzi o nas, to poznaliśmy się zupełnie przypadkowo, a raczej wskutek
skumulowania się różnych przypadków. Najpierw pokrzyżowały mi się plany
sylwestrowe, które snułam z siostrą i kolegą, potem koleżanki wycofały się z
planowanej na chybcika wizyty w pubie. W sylewstrowy wieczór zostałyśmy z
siostrą same, mając wynajętą lożę w knajpie w sąsiednim mieście (w naszym
mieście wszystko zostało dawno temu zarezerwowane). Jechałyśmy w kwaśnych
nastrojach z zamiarem posiedzenia do północy, wzniesienia toastu i powrotu do
domu. Przypuszczałyśmy, że do rana nie wytrwamy z nudów. Stało się jednak
inaczej. Po dwóch godzinach od naszego pojawienia się w lokalu przyjęłyśmy
zaproszenie równie samotnych tego wieczora chłopaków. Jednym z nich okazał
się mój przyszły Połówek, z którym przegadałam resztę nocy. Połówek z kolegą
odwiózł nas potem do domu tramwajem. Na przystanek i z przystanku szliśmy
objęci. I tak zostało do dziś.
    • deczi Re: Jak poznałyście Waszych Połówków? 23.02.06, 10:03
      U mnie nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Spotkaliśmy się u wspólnych
      znajomych, widziałam, że się we mnie wpatruje, ale byłam zbyt zakompleksiona,
      żeby pomyśleć, że naprawdę mu się podobam. Nie znałam jeszcze wtedy miasta zbyt
      dobrze, więc odprowadził mnie do wynajmowanego przez mnie mieszkania. Przy
      kolejnej okazji znowu mnie odprowadził... i dał buziaka na pożegnanie, co mnie
      tak zszokowało, że zwiałam bez słowa:))) Byłam przerażona tą sytuacją, chciałam
      go unikać. Po kolejnej imprezie poszliśmy porozmawiać do parku, ja wygłosiłam
      swoje młodzieńcze śmieszne poglądy o samotności i takich tam, powiedziałam, że
      nie chcę z nikim być, ale jak mnie objął, to pomyślałam, że jednak jest miło.
      No i zostaliśmy parą, choć uczucie dojrzewało we mnie dość długo. Ciągle
      zresztą coś dojrzewa, bo kolejne lata to był czas dość burzliwych emocji,
      musiałam uporac się z upiorami przeszłości, kompleksami, własnym gniewem, który
      baaardzo utrudnia życie. No ale czuję, że ten związek żyje.
      Moja koleżanka z pracy akurat rozstała się ze swoim chłopakiem. Powiedziała, że
      nie zdawała sobie sprawy z tego, jak trzeba dbać o uczucie. Myślała, że to się
      samo potoczy.
    • arieletka4 Re: Jak poznałyście Waszych Połówków? 23.02.06, 11:54
      Mojego połówka poznałam daawno temu na imprezie w akademiku. Było śmiesznie,
      bo wtedy nosił warkoczyk (taki kosmyk dłuższych włosów) i ja, nieco prawdę
      mówiąc wstawiona, uparłam się, ze mu go zaplotę, bo źle to zrobił. To była
      przygrywka, bo zaraz okazało się, ze on jest z moją koleżanką. Ja z kolei jakoś
      nie byłam akurat zainteresowana dłuższymi związkami, poza tym nie miałam
      ochoty być tą, która rozwala komuś życie :) Jednak co komu pisane... Parę
      miesięcy później wpadliśmy na siebie w dyskotece... I tak już nam zostało :)))
      To w wielkim skrócie, bo gdybym chciała opowiedzieć, to zamotałabym się po
      pierwszych 50 linijkach textu :)))
    • jolantapal Re: Jak poznałyście Waszych Połówków? 23.02.06, 13:52
      A my poznalismy sie przez net :) Na IRC-u, wiele lat temu nudząc się troche w
      pracy, gadałam z różnymi ludźmi i zagadał do mnie właśnie Połówek.
      Przegadaliśmy cały dzin, potem drugi, trzeci (musiałam nadrabiać pracę po
      godzinach, wymienialiśmy się mailami, potem było pierwsze spotkanie, drugie
      i.... jakoś kontakt się urwał :( On zmienił pracę i wylądował w Warszawie
      (pochodzi z Małopolski), zadzwonił z prośbą o poszukanie mu jakiegos pokoju,
      kawalerki do wynajęcia. Podałam mu kilka adresów i .... zamieszkał ze mną przez
      ulicę :))) Przypadkiem. I już spotykaliśmy się regularnie... :))) I jesteśmy
      razem, szczęśliwi :)))
    • aiczka Re: Jak poznałyście Waszych Połówków? 16.03.06, 15:03
      A my poznaliśmy się na studiach, na które wg. niektórych kobiety idą "żeby
      znaleźć męża" (ja zawsze mówię, że w dzisiejszych czasach to chyba raczej faceci
      szukają tam żon ^_^, proporcje się zmieniły...). Siedzieliśmy obok siebie na
      wykładach i wdychaliśmy feromony. Aż w końcu stwierdziłam, że trzeba spróbować
      go poderwać, zamiast tylko się z nim kolegować.
Pełna wersja