myszmagda
09.05.06, 16:17
Czy to się po prostu czuje? Bo jeżeli tak, to znaczy, że jestem z
nieodpowiednim człowiekiem. Im dłużej analizuję mój związek, tym więcej
odnajduję argumentów za tym, że nigdy nie będę w nim do końca szczęśliwa.
Dzieli nas mnóstwo, ale myślałam, że czas pozwala się dotrzeć. Tymczasem to
co na początku traktowałam jako przejściową rozbieżność między naszymi
poglądami i przyzwyczajeniami, teraz powoli się utrwala i nie widzę
perspektyw na zmianę czegokolwiek. Coraz mniej mamy wspólnych spraw. Czuję
się czasem jakbym prowadziła podwójne życie: to nudne - z Połówkiem i to
ciekawe - z przyjaciółmi, których on nie chce widywać, bo woli komputer i
telewizor od spotkań towarzyskich. Wydaje mi się, że jesteśmy parą emerytów,
których nic ekscytującego w życiu już nie czeka. Mam wrażenie, że nasz
związek, który kiedyś się rozwijał, wzbogacał mnie o nowe doświadczenia,
ewoluował - utknął teraz w martwym punkcie. Połówek był mi pisany, ale na
pewien okres życia. Ten okres chyba się skończył, chociaż to bardzo
bolesne... Jednak boję się to przeciąć. Liczę, że coś drgnie, nie chcę też
skrzywdzić Połówka, który jest szczęśliwy ze mną i nie rozumie moich
wątpliwości...