co z tym ślubem?

20.06.06, 17:03
Dawno tu nie zaglądałam,ale teraz potrzebuję Waszej opinii.Otóż: jesteśmy
razem ponad trzy lata.Około 2 miesięcy temu postanowiliśmy się pobrać.Na samym
początku byłam przekonana że nie potrzebuję ślubu,jednak cały czas coś mi nie
pasowało.Kiedy w końcu autentycznie się ucieszyłam,że wieźmiemy ślub jednak to
On ze dwa tygodnie temu stwierdził,że nie chce tego teraz,że może za rok.Już
kiedyś (z rok temu) było podobnie: ja o ślubie,on mówił,że za rok.Nie wiem co
mam zrobić,nie mam siły i cierpliwości.Chcę tego ślubu już teraz i wcale nie
podobają mi się jego ucieczki typu "może za rok".Co o tym myślicie?Dla
porządku dodam,że mój niemąż jest po rozwodzie.Może to w jakiś sposób ma
znaczenie?Zgubiłam się w tym wszystkim.
    • aga2811 Re: co z tym ślubem? 20.06.06, 17:49
      Witaj, chyba nie pomogę Ci tym co napiszę... Jestem w podobnej sytuacji,
      mężczyzna po rozwodzie, "migający" się od slubu. Jesteśmy razem prawie 4 lata,
      teraz jestem w siódmym miesiącu ciąży. Gdy dowiedział się o ciąży kupił
      pierścionek i oświwadczył się, nawet mówił, że już dawno chciał tylko czekał na
      odpowiedni moment... Co z tego, nadal żyjemy w związku nieformalnym i wcale mi
      to nie odpowiada. Zastanawiam się, czy nie rozstać się jeszcze przed urodzeniem
      dziecka. Rodzę w sierpniu, dziecko będzie miało moje nazwisko, mój niemąż nawet
      nie oponował, twierdząć, że przecież nie ma żadnych powodów aby nie zgodzić się
      to. Jest mi bardzo przykro. Mam pretensje do siebie, że tak brnęłamw ten
      związek. Na początku było ok, wolny związek itd. Później jednak zaczęło czegoś
      brakować. Zapewnia mnie, że kocha, tylko nie wiem czy mogę w to wierzyć... Nie
      nadaję się na konkubinę, nie jestem z tego dumna. Nie twierdzę, że takie
      związki są złe, absolutnie. Wydaje mi się tylko, że o takim stanie rzeczy
      powinni decydować oboje partnerzy. Nie pomogłam...
      • myszmagda Re: co z tym ślubem? 21.06.06, 10:38
        Nie wiem, dziewczyny, co wam poradzić. W moim związku ślubne plany też były i
        są różne... Decydując się na wspólne zamieszkanie, zakładaliśmy, że ślubu nie
        weźmiemy od razu, ale nie będziemy też z nim zwlekać latami. Mój Połówek 3
        miesiące przed odbiorem kluczy do mieszkania oświadczył mi się, kupił
        pierścionek. Oboje byliśmy zadowoleni z możliwości pomieszkania "na kocią łapę"
        i ze względów finansowych i dlatego, że chcieliśmy łagodnie wejść w nowy etap
        życia. Kiedy przeprowadzkowa gorączka ucichła, mój Połówek zaczął coraz
        częściej mówić o ślubie. Przyznam szczerze, że spanikowałam, choć, oczywiście,
        chciałam być z moim mężczyzną. Czułam jednak, że to jeszcze nie ten moment i
        obracałam rozmowy na tem temat w żart. W pewnym momencie dotarło do mnie, że
        Połówkowi na tym ślubie na prawdę zależy. Wsypał go jego kumpel, a Połówek się
        nie wyparł. Poczułam, że i ja jestem już gotowa, że bardzo chcę. Powiedziałam
        o tym mojemu mężczyźnie, byłam szczęśliwa, myślałam, że zaczniemy przygotowywać
        się do ceremonii. Zaczęłam przeglądać strony internetowe na ten temat, Połówek
        ze mną. Kilka dni później oświadczył, że nie stać nas nawet na skromny ślub i
        że nie ma się co gorączkować. Jego entuzjazm ostygł, tym razem on żartował z
        mojego przejęcia. W końcu rozmowy na ten temat zaczęły go nawet irytować.
        Zaczął snuć plany zakupu samochodu, wyjazdów i innych wydatków, na które trzeba
        oszczędzać. Ślubu na swojej liście nie umieścił, choć nadal wspomina, że chce
        go wziąć. Nie jest jednak w stanie nawet w przybliżeniu określić planowanej
        daty, a przecież kiedyś marzył, by stało się to w 2005 roku, który już za nami.
        Ostatnio coś w naszym związku się popsuło. A nawet nie w zwiąku, a we mnie.
        Zdjęłam różowe okulary, mam wątpliwości, czy mój Połówek jest tym właściwym i
        nie chodzi wcale o jego stosunek do małżeństwa. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby
        temat ślubu wrócił... Może znowu bym spanikowała i zaczęła odwlekać godzinę
        zero, a może powiedziałabym "tak", ale już bez tego entuzjazmu, który miałam
        rok temu... Im dłużej się czeka, tym gorzej...
        Trochę rozpisałam się na mój temat. Ale wracając do Was... Bardziej zawikłana
        wydaje mi się Twoja sytuacja, Ago. Być w ciąży i nie być w stanie skłonić
        faceta do ślubu - to smutne. Nie wiem, czy rozstanie to dobry pomysł. W konću
        dla dziecka lepiej, by miało oboje rodziców-niemałżonków, niż oddzielnie mamę,
        a oddzielnie tatę. Ale z drugiej strony, skoro tacie nie zależy nawet na daniu
        potomkowi nazwiska... Co innego, gdybyś to Ty nalegała, by maluch miał twoje
        nazwisko. Ale tu, rozmumiem, było wzruszenie ramionami Połówka - obojętne i
        tyle. Gdybym miała dziecko, to chciałabym być żoną i rozumiem Ciebie. A w sumie
        wszystkie rozmowy z mężczyznami na ten temat są bez sensu. Oboje partnerzy
        powinni być przekonani do takiej decyzji, a skłanianie kogoś do niej na siłę
        nie zmieni jego wewnętrznej niechęci... Niestety...
        • aga2811 Re: co z tym ślubem? 21.06.06, 11:37
          Masz rację Myszmagdo, gdybym się uparła to w sytuacji w jakiej się znalazłam
          mogłabym doprowadzić do tego ślubu, ale przecież nie o to chodzi. Ni chcę
          nikogo do niczego zmuszać. Przykre jest też to, że niby oboje świadomie
          staraliśmy sie o dziecko, mielismy być rodziną... Dwa lata temu byłam w ciąży
          pozamacicznej, bardzo to przeżyłam. Wydawało mi się, że oboje mamy wspólny cel,
          ale teraz nie jestem już tego taka pewna. On niby nie chce rozstania, ale
          dlaczego tak mnie traktuje. Teraz gdy jestem w siódmym miesiącu ciąży pyta czy
          ja naprawdę myslę, że on tego nie chce. Paranoja. Czuję się poniżona.
          Najgorsze, że tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać.
          A co do Twojego problemu to właściwie u mnie tez było podobnie, ponad trzy lata
          temu mieliśmy juz wybrany termin. Niestety gdy nadszedł czas, w którym mieliśmy
          złożyc dokumenty do USC mój partner po prostu przestał o tym mówić. Rozstaliśmy
          się, po jakimś czasie jednak znowu zaczęliśmy być razem. Teraz myslę, że to był
          błąd.
          Użalam się nad sobą? Po prostu wreszcie mogłam to z siebie wyrzucić.
          • lisek78 Re: co z tym ślubem? 22.06.06, 15:24
            U mnie jest trochę tak,że mam wrażenie,że mój niemąż "sprawdza"czy nadaję się na
            żonę,jakgdyby poddawał mnie próbom różnego rodzaju.Poza tym ciągle myślę,że
            muszę w jego oczach "zasłużyć"sobie na ślub.W naszym związku sporne kwestie
            dotyczą głównie braku pieniędzy i kłopotów z tym związanych.Na mnie spadła cała
            odpowiedzalność za to,że brakuje,że rach.nie są zapłacone na czas itd.On,kiedy
            mówię,że pieniądze w tym miesiącu się kończą, potakuje ze zrozumieniem i
            koniec.Dalej mam martwić się sama.Bardzo tego nie lubię,bo czuję się obwiniana
            za to że nie mamy kasy.Podobnie jak Wy nie chcę nikogo do niczego
            zmuszać.Zresztą wydaje mi się,że sprawa jest prosta: albo się kogoś kocha takim
            jakim jest,albo nie.Nie można na siłę zmieniać drugiego człowieka,albo czekać na
            to,że stanie się doskonalszy,będzie na czas płacił rachunki,będzie posłuszny i
            oddany w niemal każdej kwestii.Co oczywiście nie zmienia faktu,że nadal nie wiem
            co w tej sytuacji mam robić?Odejść?
            • aga2811 Re: co z tym ślubem? 22.06.06, 15:35
              Lisku, też tak kiedys myślałam, że muszę sobie zasłużyć. Nic bardziej mylnego.
              Pytanie teraz czy oni na nas zasługują. Bo czy to z nami jest coś nie tak? A co
              do Twojej sytuacji, sprawa utrzymania dotyczy obojga partnerów. Nie wyobrażam
              sobie sytuacji, gdybym tylko jedno z nas miało zarabiać pieniądze i dbac o to
              aby starczyło na opłaty itd. Wiadomo, w obecnych czasach zdarzają się różne
              sytuacje ale nie dajmy się wykorzystywać. U mnie tez nie jest wyjątkowo
              dostatnie. Często brakuje nam pieniędzy, ale rozwiązujemy te problemy razem.
              • lisek78 Re: co z tym ślubem? 22.06.06, 15:45
                No własnie,i to RAZEM powinno być także u nas.Oczywiści dostaję całą jego
                wypłatę na dom, ja dokładam swoją i jakoś ciągnę.Sama.A jak są kłopoty to też
                sama martwię się jak z nich wyjść,bo Mój nie potrafi zrozumieć,że nie
                przetańczyłam tej kasy,że zastanawiam się prawie nad każdą złotówką zanim
                wydam.To mi przeszkadza najbardziej.A z tym "zasłużeniem" na ślub,to masz rację:
                chyba czas zastanowić się czy on "zasługuje" na mnie.Ale to nie jest
                proste.Wiem,że powiem tera banała jakich mało:kocham go po prostu.Wszystko
                byłoby jasne gdyby nie ta miłość...
                • aga2811 Re: co z tym ślubem? 22.06.06, 18:12
                  Może powinnaś bardziej zaangażować swojego partnera w sprawy "domowe". Wiem,
                  łatwo powiedzieć. Może takie nastawienie wyniósł z domu. Być może w jego
                  rodzinnym domu to mama zajmowała się finansami i dlatego oczekuje tego teraz od
                  Ciebie.
                  Co do miłości to z takich samych powodów ja jestem ze swoimj partnerem mimo
                  całej tej przykrej sytuacji, ale coraz bardziej się zastanawiam... Niby go
                  kocham, ale nie jestem szczęśliwa w tym związku. Chwilami sama nie wiem czego
                  chcę. Niby chcę być z nim, tym bardziej teraz gdy dziecko już niedługo się
                  urodzi, ale nie odpowiada mi taki stan rzeczy jak w tej chwili.
    • skp110 Re: co z tym ślubem? 03.07.06, 23:48
      kopa w tyłek dla rozwodnika
      • lisek78 Re: co z tym ślubem? 21.07.06, 11:56
        Winna jestem wyjaśnienie:
        po burzliwych naradach,ostrych kłótniach,spokojnych rozmowach,rzeczowych
        pertraktacjach doszliśmy do porozumienia - bierzemy ślub w przyszłym miesiącu.I
        tak jest dobrze.Tak właśnie powinno być.
        • aga2811 Re: co z tym ślubem? 21.07.06, 17:31
          Gratuluję serdecznie.
          • holka007 Re: co z tym ślubem? 21.07.06, 23:10
            i ja równiez:))
        • myszmagda Re: co z tym ślubem? 22.07.06, 11:55
          Gratuluję podjęcia decyzji i przejścia od słów do czynów :) Daj znać, gdy już
          przeistoczysz się z konkubiny w żonę. Pozdrawiam!
          • lisek78 Re: co z tym ślubem? 24.07.06, 11:26
            Wielkie dzięki!Na pewno się odezwę poślubie i tzw."podróży
            poślubnej";)(planowane trzy dni nad pobliskim jeziorkiem).
            pozdrawiam
        • deczi Re: co z tym ślubem? 31.07.06, 09:20
          Oooooo! Gratulacje:-)
Pełna wersja