myszmagda
30.09.06, 22:34
Siedzę, piję piwko i może napiszę nie do rzeczy, ale całe moje życie jest
ostatnio od rzeczy. Znów kłótnie i awantury. Wzajemnie się nakręcamy. Nie
jestem bez winy, ale Półówek też nie. Ostatnio wrzaski przeplatają się z
czułościami. Jakby ktoś nas widział, toby pomyślał - nienormalni. O, nie, w
naszym związku nie ma nudy!
Kopy dostaję z wszystkich stron. Od pogorszenia stanu zdrowia siostry się
zaczęło. Wydawało mi się, że ją tracę. Dosłownie i w przenośni. Bo i kontakt
nam się zaczął urywać (w sensie umiejętności dogadania się) i choroba ją
niszczyła do tego stopnia, że lekarze mówili o zagrożeniu życia. Byłam
przybita i nabuzowana. To odbiło się na moich relacjach z Połówkiem, który z
natury jest wybuchowy i też mnie po głowie nie głaskał, chociaż pomagał, jak
się dało. Z siostrą ostatnio leiej, ale boję się tym cieszyć, bo do
wyleczenia droga długa. Tymczasem Połówek wpadł chyba przeze mnie w doła i
zrobił się niesamowicie agresywny. Efekt domina. Jest dla mnie bardzo dobry w
jednej chwili, a paskudny w następnej. A ja też czepiam się drobiazgów.
Wczoraj i dziś skrzywdziłam go bardzo. I cofnąć czasu nie mogę...