a ja się boję ślubu

27.10.06, 13:27
kiedy poznałam mojego lubego to mówiłam że nie chcę ślubu, wspólnego
mieszkania, wspólnego życia... w gruncie rzeczy to chciałam chyba takiego
kochanka-przyjaciela a nie partnera
w międzyczasie się trochę pomięszało i nie dość że sama wydumałam sobie nasz
związek i jeszcze po jakimś czasie wspólne mieszkanie! i na dodatek jak
doszło do tego to okazało się że jestem w tym szczęśliwa (łatwo nie jest ale
mając wybór wybieram życie z nim)
i teraz zaczęły się schody – facet po przejściach (sądząc po tym co co chwilę
z niego wychodzi to dostał od żoneczki po ego całkiem nieźle), w trakcie
długiego i wyniszczającego rozwodu, który deklarował kiedyś „nigdy w życiu i
za nic w świecie...”, będący w związku z bardzo nieidealną kobietą, zaczął
się dopytywać kiedy za niego wyjdę!! pierwszy raz jak usłyszałam to pytanie
to uznałam je za żart ale po trzecim razie prawie siadłam na podłodze...
wprawdzie do tej ewentualności jeszcze daleko (ten rozwód trwa i końca jemu
raczej nie widać, podejrzewam że zaraz wyjdą jakieś nowe rzeczy, które
opóźnią wydanie wyroku) ale co jeśli on nie odpuści?
nie mogę sobie teraz miejsca znaleźć, przestraszona i zagubiona jestem
mocno... ja nie chcę! nigdy nie chciałam!! ani sukienka (na kościelny i tak
już nie mam co liczyć), ani obrączka mnie nigdy nie pociągały, wielka szopa
ze mną w roli głównej to (przy mojej bardzo kameralnej osobowości) koszmar
jakich mało! nawet pieniędzy mi na to żal (wolałabym wspólny wyjazd na hawaje
albo chociaż nad nasze morze)
do tego dochodzi jeszcze moja pokręcona osobowość – ja do szczęścia
potrzebuję wolności! to znaczy potrzebuję mieć świadomość że mam wybór, że
mogę... bez tego się duszę! kocham go i chcę z nim być do końca życia ale czy
muszę to mu dać „na piśmie”?
a z drugiej strony mam świadomość tego że gdyby jakaś koleżanka mnie zapytała
co zrobić jeśli jej ukochany nie chce ślubu a jej jest potrzebny do tego żeby
się czuć spokojną i spełnioną (bo jednak częściej kobietom ślub jest
potrzebny do szczęścia) to sama bym mówiła żeby się zastanowiła nad byciem z
nim bo widocznie różnych rzeczy od związku oczekują... co zrobić jeśli po
mojej odmowie on się zastanowi nad byciem ze mną i uzna że czegoś innego
oczekujemy od życia i nie jest nam do starości po drodze...?
    • aiczka Re: a ja się boję ślubu 27.10.06, 15:35
      Przede wszystkim odrzuć wszystkie pozorne argumenty w rodzaju "mdleję na myśl o
      takiej imprezie". Dobrze wiesz, że można wziąć ślub tylko we dwójkę, ze
      świadkami "z ulicy" i że pomiędzy tym rozwiązaniem a weselem na 100 osób jest
      mnóstwo wersji pośrednich. A obrączki to już na pewno nie trzeba potem nosić. To
      są problemy zastępcze.
      Sens jest myśleć tylko o istocie sprawy. Przykład "gdyby jakaś koleżanka" jest
      całkiem trafny. Może powinniście się trochę zastanowić, czy chcecie tego samego.
      Mnie na przykład by trochę niepokojąco zabrzmiało, gdyby mi chłopak wyznał, że
      "musi mieć świadomość, że ma wybór". Miałabym poczucie, że straciłam grunt pod
      nogami. Widzę masę możliwych powodów, żeby nie brać ślubu, ale ten by mi się nie
      podobał.
      W dzisiejszych czasach wybór jest zawsze, rozwód nie jest niemożliwością a na
      upartego można nawet kogoś zostawić i ułożyć sobie życie bez rozwodu. Ale co
      innego taka pozostająca w tyle głowy świadomość ("no, faktycznie, jak tak
      pomyślę to przecież to-tamto") a co innego żywa potrzeba "wolności". Może
      zastanów się, co ona oznacza. Może wcale jej nie masz, tylko wydaje Ci się - tak
      z przyzwyczajenia. Piszesz, że na początku nie chciałaś takiego poważnego
      związku a z czasem samo przyszło, może po prostu w międzyczasie nie zdążyłaś
      zmienić sposobu myślenia o sobie (z "jestem niezależna" na "jestem częścią
      związku"). Nie twierdzę w żadnym wypadku, że tak jest, to takie luźne uwagi,
      może do przemyślenia.
      Na pewno nie powinnaś się zmuszać do pozytywnej odpowiedzi. Mówisz, że chcesz z
      nim być przez resztę życia, może jemu wystarczy zapewnienie o tym bez obecności
      urzędnika? A może, biorąc pod uwagę Waszą dotychczasową historię, prawdopodobne
      jest, że potrzebujesz jeszcze czasu, żeby do tego dojrzeć? To też by była
      sensowna treść do przekazania mężczyźnie. Nie piszesz, że małżeństwo źle Ci się
      koajrzy (np. w związku z kłopotami Twojego faceta), ale może trochę tak jest?
    • pamig Re: a ja się boję ślubu 28.10.06, 12:18
      A ja się chętnie z Toba zamienię...

      Chociaż moje podejście jest dość ambiwalentne

      U mnie zaczęły się schizy po roku znajomości i pół roku mieszkania razem - w
      trakcie mieszkania wychodzą wszystkie brudy wyniesione z poprzedneigo długiego i
      wyniszczającego związku mojego p (przyjaciela - tak wolę go nazywać). Tylko że w
      moim przypadku - zaczęłam się czuc jak w jakieś tresurze - nie mogę mieć żadnych
      poważnych pretensji co do niego - bo przypomina mu to traumatyczne relacje z ,
      niestety cały czas jeszcze żoną (rozwód tez trwa długo, nawet juz nnie wiem czy
      wogóle nastąpi, ale nie powinno mnie to obchodzić, bo tak jak on stwierdził, że
      robi to dla siebie - nie dla mnie)

      Wiecie, to jest jakiś absurd, jak jest dobrze to jest dobrze, kochamy się i jest
      cudownie,a jak dojdzie do jakieś sprzeczki z powodu nawet bzdury - to on się
      zamyka i nie chce w0góle rozmawiać o problemach, bo tamta robiła na siłę z niego
      wyciągała, kazała mu się domyślać i robiła histerie.

      Dlatego ja teraz jestem totalnie i radykalnie rozdarta:
      1. potrzebuję albo jego deklaracji, że chcę ze ną byc i jestem ta jedyną jużdla
      niego i lepszą i że definitywnie odcina sięod przeszłości z tamtą kobietą (a to
      są moje wyidealizowane roszczenia oczywiście)
      2. Albo niech się ten związek zakończy.

      Rozumiesz mnie dzika35 (już chyba spotakłyśmy się w jakmś wątku;)?
      chciałabym czuć tak jak Ty, niepotrzebować od niego takiej deklaracji
      "zalezności" - ale to jest to o czym myslę, że dałoby mi poczucie
      bezpieczeństwa, choć to może jest myślenie blędne.

      co do Twojej sytuacji to myślę, że jeśli ma się w sobie wolnośc wewnętrzną, to
      żaden zewnętrzny papierek tego nie zmieni, zawsze będziesz miała siebie i zawsze
      tą wolnosc możesz pielęgnować i realizować się na rózńe sposoby.

      Dla mnie to jesteś szczęściarą. Możemy się zamienić facetami...;)

      • pamig A propos innego wątku 28.10.06, 12:26
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=49173186&a=49211810
        No znalazłam Twój post przy moim temacie:)

        zupełnie absurdalny humor mnie ogarnął, hehe, zdecydowanie bym się z Tobą
        zamieniła...;)ja potrzebuję faceta który stanowczo mówi, że mnie chce i chce
        związać ze mną swoją przyszłośc, być może to z powodu bycia odrzuconą we
        wczesnym dzieciństwie przez ojca.

        Doceń to,doceń jego starania z mojej perspektywy i przyjmij jego oświadczyny a
        na slub powiedz, że nie jesteś jeszcze gotowa, ale że go kochasz i że chcesz
        znim być;)

        Dla mnie jesteś szczęściarą, będę to powtarzać dopóki uwierzysz.
        • dzk35 Re: A propos innego wątku 30.10.06, 15:34
          pamig, nie wiem czy się ze mną tak chętnie byś zamieniła, bo święty to on nie
          jest, oj nie... czasami burzliwie bardzo bywa u nas
          ja też po tyłku dostaję za tamtą, też natykam się na reakcje (na całkiem
          normalne sprawy czy zachowania) które mnie zwalają z nóg! ale kocham tego
          człowieka i wiem że chcę z nim układać sobie nasze trudne życie ale boję się że
          ten papierek nas zmieni, że on przestanie się starać, że ja przestanę się
          starać... że ten papier obudzi we mnie myśl że muszę być z nim bo cośtam...
          a on wie że chcę być z nim zawsze, tak jak ja wiem że ja mam być tą ostatnią,
          już dawno sobie obiecaliśmy że się razem zestarzejemy, nawet (może to głupio
          zabrzmi) gdzie będziemy pochowani ale czy musimy mieć to na papierze? przecież
          ten papier przed niczym nas nie uchroni, żadnych gwarancji nie da a może tyle
          zepsuć...
          mam wrażenie że im bardziej ja przed myślą o ślubie uciekam tym bardziej on
          naciska, może to efekt uboczny mojej niezależności? ale jeśli tak to znaczy że
          on chce się żenić nie dlatego że chce być ze mną tylko dlatego że chce
          mnie „związać”
    • myszmagda Re: a ja się boję ślubu 29.10.06, 10:13
      A ja myślę, że nie masz czym się martwić :) Napisałaś, że nie chciałaś na
      początku wspólnego mieszkania, życia, a z czasem tego zapragnęłaś i jesteś
      szczęśliwa. Może więc i do ślubu się przekonasz z czasem, tym bardziej, że masz
      go trochę przed sobą (rozwód Połówka jeszcze potrwa). Jeśli odpycha Cię myśl o
      hucznym weselisku, to go po prostu nie róbcie. Weźcie cichy, skromny ślubik. A
      papier, tak, jak napisałam Pamig, niczego nie zmienia. Nie stracisz swojej
      wolności - ona wynika z wzajemnych relacji partnerów, z niepisanej umowy między
      nimi i z świadomości własnej wartości, a nie z dokumentu lub jego braku. Ciesz
      się tym, że kochasz i jesteś kochana, a nie zamartwiaj się niepotrzebnie!
      Powodzenia!
Pełna wersja