Lepiej nam razem... byle nie zapeszyć :)

13.11.06, 11:40
Po ciężkich chwilach zaczynamy z Połówkiem wychodzić z kryzysu... Czuję, że
będzie dobrze między nami... Już jest dobrze :)Wreszcie znów staramy się dla
siebie, stosujemy się wzajemnie do swoich wskazówek, słuchamy siebie. To
dopiero początek, jeszcze dużo przed nami, ale nad związkiem trzeba cały czas
pracować.
I powiem Wam, że dowiedziałam się czegoś, co absolutnie mnie zaskoczyło.
Zdobyłam się na tę rozmowę o dziecku. Połówek odpowiedział mi, że przecież
wiem, że on nie lubi dzieci i nie planuje ich mieć. Po kilku dniach znów
rozmawialiśmy w podobnym tonie. Aż tu wieczorem, po kilku piwkach Połówek sam
zaczął, że jak ja mogę uważać, że on nie chce mieć ze mną dzieci.
Odpowiedziałam, że sam tak dopiero co mówił, a on na to, że to przecież tylko
takie złośliwe gadanie, a na prawdę to przecież on chce dziecko, tylko jak
będziemy mieć ku temu warunki. I był rozżalony, że ja w niego wątpiłam.
Wniosek - na prawdę warto rozmawiać - bez pretensji i szczerze. A faceci po
prostu czasem na trzeźwo nie mają odwagi mówić o poważnych tematach :)
    • malootka2 Re: Lepiej nam razem... byle nie zapeszyć :) 15.11.06, 09:29
      Hi hi hi, skad ja to znam :) Czyli WARTO ROZMAWIAC, po prostu... :) Super, ze
      zaczelo sie ukladac miedzy Wami. A tak na marginesie - po co te "zlosliwosci" z
      ich strony?
      • myszmagda Re: Lepiej nam razem... byle nie zapeszyć :) 16.11.06, 10:07
        Wiesz, wydaje mi się, że w moim przypadku to było tak, że Połówek po prostu nie
        chciał się przyznać do tego, że chciałby być ojcem, bo na razie go do tego
        jeszcze nie ciągnie no i nie mamy warunków finansowych, więc ten temat był mu
        po prostu niewygodny. Wolał złośliwie żartować. Przyznam, że i ja uciekałam się
        do podobnych metod, kiedy bałam się, że zaciągnie mnie zaraz do ołtarza. Tzn.
        nie byłam może złośliwa, ale obracałam w żart rozmowy na ten temat, czego potem
        zaczęłam żałować ;)No więc, wracając do tematu dziecka, Połówek tak sobie gadał
        dokuczliwie, a ja, widząc że on faktycznie za dziećmi nie przepada,co jest
        zresztą faktem, wkręciłam sobie, że nie będzie chciał mieć ze mną dzidziusia.
        I, zamiast go zapytać wprost, robiłam różne podchody i jeszcze bardziej
        utwierdzałam się w swojej wresji. Dobrze, że to już zostało w końcu wyjaśnione,
        bo ja na prawdę dziecka na razie nie chcę, to dla mnie za wcześnie, ale jest mi
        lżej na sercu ze świadomością, że kiedy go zapragnę, nie będę musiała szukać mu
        innego tatusia ;)A własne dziecko, to zupełnie co innego, niż obce. Połówek nie
        jest miłośnikiem maluchów, ale własną dzidzię na pewno pokocha.
    • moboj Re: Lepiej nam razem... byle nie zapeszyć :) 29.11.06, 23:05
      trzymam kciuki za Was:)
      • myszmagda Re: Lepiej nam razem... byle nie zapeszyć :) 30.11.06, 09:44
        Dzięki :)
Pełna wersja