Święta, święta...

21.12.06, 16:22
Czyżby przedświąteczne przygotowania tak nas wszystkie pochłonęły, że nie
mamy czasu udzielać się na forum? W moim przypadku tak... W dodatku ciągle
jestem w zawieszeniu pomiędzy starą a nową pracą: zamykam stare sprawy, i
daję się testować na okresie próbnym, bojąc się, że mogę sobie nie poradzić i
stracić szansę na fajną posadę. Marzę, by wreszcie siąść przy stole z
rodzinką, odsapnąć i zrelaksować się, a potem zrobić w spokoju plany
działania.
W zasadzie prawie skończyłam porządki (zawsze do ostatniej chwili nie mogę
się wyrobić...), kupiłam też prezenty. Jak zwykle nie mogę się doczekać, by
dać je bliskim.
Jakże inna jest tegoroczna atmosfera przedświąteczna od tej z ubiegłego
roku... Święta będziemy spędzać podobnie, jak wtedy, czyli: nie-teściowa
przyjedzie na całe święta, moja siostra wpadnie po kolacji wigilijnej i
zostanie do pierwszego albo do drugiego dnia świąt, a moi rodzice i babcia
wpadną w pierwszy dzień na obiad. Tym razem zaplanowaliśmy jednak wszystko
spokojnie, szanując wzajemnie swoje zdanie. Nie było już tych nerwów,
forsowania na siłe swojej wizji. Ustąpiłam sporo, ale i mój Połówek spuścił z
tonu. Wiecie, na prawdę chyba się docieramy, chociaż trwało to nieziemsko
długo ;) Liczę, że te święta będą naszymi najpiękniejszymi wspólnymi
świętami :) Czego i Wam, oczywiście, życzę!
    • dzk35 Re: Święta, święta... 22.12.06, 08:47
      a ja nie miałam żadnych problemów z dogadaniem świąt, na szczęście dla niego i
      jego rodziny ważniejsze są same święta od Wigilii, dla mojej rodziny inaczej...
      tak więc Wigilię spędzimy z moją rodziną (kilkanaście osób) a same święta
      dostosowywujemy się do jego rodziny... nie mam pewności jak to wyjdzie bo to
      pierwsze nasze Boże Narodzenie ale jestem pełna dobrych myśli...

      życzę i Wam wszystkim by święta te były cudowne, ciepłe, rodzinne i
      niezapomniane...
    • myszmagda Re: Święta, święta... 27.12.06, 12:32
      No i jak tam po Świętach? U mnie było miło, nie licząc tego, że Połówek się
      rozchorował i cały poniedziałek przeleżał w łóżku, akurat wtedy, gdy miały być
      obie rodziny w komplecie :( We wtorek chodził jeszcze jak śnięty i do dziś nie
      jest w najlepszej formie, ale trochę poświętowaliśmy, leczyliśmy go grzańcem ;)
      Z prezentami była kupa śmiechu, bo wiele osób wpadło na podobne pomysły (np. ja
      i siostra kupiłysmy sobie nawzajem satynowe szlafroczki, nie wiedząc o tym
      wcześniej, Połówek dostał ode mnie i od swojej mamy kosmetyki tej samej marki -
      na szczęście różne - też się nie umawiałyśmy, a moja siostra i nie-teściowa
      dały mi przywieszki ze znakiem zodiaku - też, oczywiście, bez porozumiewania
      się ze sobą!). Jedzonko mi się udało, poza spaleniem piernika, ale to normalka
      i każdy już przywykł do moich ciast. Na duchu podniósł mnie fakt, że coraz
      lepiej żyje mi się z rodzicami. Ich wizyta na prawdę sprawiła mi radość. A jak
      Wam minęły Święta...?
Pełna wersja