Co w Sylewstra???

28.12.06, 13:10
Próbuję rozruszać forum, ale jakoś mi to nie wychodzi :/ Może ten temat Was
ożywi... Macie plany Sylwestrowe? Zdradzicie?
My z Połówkiem Nowy Rok powitamy w domku w towarzystwie mojej siostry i jej
chłopaka oraz pewnie kolegi Połówka. Oczywiście znów trzeba było
improwizować, bo wczoraj posypały się plany wspólnej wizyty naszej ekipy u
mojej koleżanki. Właściwie to my się wycofaliśmy, bo ona zabierała się do
organizacji tak, że większość uznała, że impreza będzie niewypałem. Ale
cieszę się na tą mini-imprezkę. Zawsze sylwestrujemy z Połówkiem kameralnie i
tak nam najbardziej pasuje. I... wiecie co... już w Sylwestra mnie i Połówka
czeka czwarta rocznica znajomości. Ależ ten czas pędzi...!
    • myszmagda Re: Co w Sylewstra??? 01.01.07, 18:33
      Sylwesterowa impreza była najgorszą w moim życiu... Bawiliśmy się dobrze, póki
      Połówek nie zaczął nad ranem wariować... Jednak do siebie nie pasujemy i nie ma
      się co oszukiwać... Odeszłabym nawet dziś, ale nie mam dość stanowczości. To
      śmieszne, ale nie mam serca zerwać, gdy on mnie błaga i mówi, że jestem jego
      całym światem... Najgorsze, że wiem, że sama miłość nie wystarczy do stworzenia
      udanego związku. I nie chodzi nawet o ranną awanturę, bo akurat każdemu może
      się zdarzyć, że przedawkuje alkohol w Sylwestra, zwłaszcza, gdy jest osłabiony
      przeziębieniem, ale o całokształt. Nikt nie jest tu winny, tylko zbyt się
      różnimy, to co mnie cieszy, jego męczy i na odwrót. Po co się katować wzajemnie
      swoim towarzystwem...? Pomyślicie pewnie, że straszna ze mnie idiotka, bo
      ciągle żalę się na forum, a potem przechodzę w stan euforii po paru
      bezkonfliktowych dniach, zamiast ocenić trzeźwo sytuację i zacząć działać.
      Wstyd mi...
      • dzk35 Re: Co w Sylewstra??? 03.01.07, 08:25
        kochana, miłość jest głupia... i piękna! każdy związek ma wahania, u Ciebie są
        tylko silniejsze... ja przekłóciłam się przez całe święta (w wigilię miałam
        ochotę wsiąść do jakiegokolwiek pociągu i zaginąć na trasie), a sylwester i
        nowy rok był jak bajka, jak marzenie – idealny!
        • myszmagda Re: Co w Sylewstra??? 03.01.07, 10:58
          Dzięki za słowa otuchy. Może faktycznie masz rację, ale mnie taka sytuacja
          męczy. Prawie zawsze się tak zdarza: czekam na coś, staram się, planuję,
          Połówek ma to gdzieś, a potem robi jakiś numer. A potem znów jest cudowny, tak
          jak teraz: co chwilę mówi, że mnie kocha, przytula mnie itd. Ja jestem bardziej
          zrówoważona, więc te jego huśtawki nastrojów doprowadzają mnie do nerwicy. Ja,
          nawet, gdybym była nie w humorze, to w święta, czy w sylwestra ugryzłabym się w
          język, bo to nie jest odpowiedni moment na sprzeczki. Z tego musi być awantura.
          Lepiej rozmawiać w zwykły dzień, kiedy nie ma gości, nie ma zamieszania, a nie
          wtedy, gdy powinno być przyjemnie i rozrywkowo... A on właśnie, gdy jesteśmy
          sam na sam jest dobry, a przy ludziach jakoś się blokuje, zacina, denerwuje.
          Ech, wiem, że mnie kocha, ale jest nerwusem i, niestety, także egoistą...
          • dzk35 Re: Co w Sylewstra??? 03.01.07, 13:54
            a wiesz... że mój pan też ma humory od ściany do ściany? też mnie to wykańcza,
            z tym że ja jestem niewiele lepsza więc wykańczamy się oboje... gorzej że
            inaczej reagujemy na stres - jedno milknie, drugie włącza słowotok, trudno w
            takiej sytuacji o porozumienie... ale kochamy się straszliwie i mam nadzieję że
            dopracujemy się umiejętności wychodzenia z kryzysów zanim ta miłość wyblaknie i
            będzie łagodziła wszystko...
            a egoistą to i mój luby jest... i ja... i Ty pewnie w pewnym zakresie też...
            ale człowieka kocha się całego, wady też...
            a co do wybuchania przy święcie spróbuj popatrzeć na to jego oczami – jak ma
            być miło i szczęśliwie, jak ma być zadowolony gdy coś uwiera jak kamień w bucie
            i bez natychmiastowego wyjaśnienia frustracja narasta i humor się coraz
            bardziej warzy... po chwili takiego powstrzymywania jest już tak nabuzowany że
            nie potrafi się powstrzymać! radzę wypracujcie jakiś sposób natychmiastowej
            wymiany zdań w cztery oczy bo jak ją się szybko wyjaśni to nie urośnie do rangi
            awantury... może awantury przy ludziach wynikają właśnie z niemożliwości
            natychmiastowego wyjaśnienia nieporozumienia...?
            • myszmagda Re: Co w Sylewstra??? 08.01.07, 16:19
              W dużej mierze masz racje... Tylko, że i tak nic nie robi się przez to
              łatwiejsze... Chodzi o to, że ja nigdy z nikim się nie kłóciłam. Jestem raczej
              chętna do kompromisów i zawsze żyłam w zdodzie z rodziną, ze znajomymi. Połówek
              jest pierwszą osobą, z którą potrafię walczyć "na noże", bo tylko on jest w
              stanie mnie sprowokować i tylko on nie potrafi docenić ustępstw z mojej strony.
              Jest jedyną osobą w moim otoczeniu, która gdy daję jej palec, bierze całą rękę -
              tzn. jeśli raz jego jest na górze, to już przyjmuje to za normę i tak ma być
              zawsze. Widzę, że ostatnio się stara, ale jednak marnie mu wychodzi - po prostu
              ma rządzenie we krwi... Nie mówię, że nie jestem egoistką, bo każdy w pewnym
              sensie jest, ale ja umiem też spojrzeć na świat oczami drugiej osoby. Połówek
              niekoniecznie. W miarę upływu czasu coraj łatwiej przechodzą nam przez gardło
              coraz paskudniejsze słowa. I to jest przykre. A tym bardziej, gdy dzieje się to
              np. przy okazji sylwestra - naszej roczniczy... Na razie znów jest dobrze
              między nami. Połówek był tydzień na L-4 i, chociaż więcej czasu spędziliśmy
              razem, obyło się bez scysji. Oby trwało jak najdłużej...
Pełna wersja