petelka
18.09.03, 09:07
W moim osobistym komputerze zagnieździł się jakiś wstrętny robal typu
W32.Oror. Podejrzewam, że uwił sobie gniazdko jeszcze za czasów gdy nie
miałam zainstalowanego antyvira i skanowałam programy on line. Ostatnio
osadziłam Nortona i... zaczęła się polka. Przedwczoraj Norton zaczął
krzyczeć, że znalazł wirusa, ale że nie może usunąć pliku. Mordowałam się
przez cały wieczór, aby usunąc zainfekowane pliki i w końcu jakos udało mi
się. Dla spokoju przeskanowałam system – czysto. Wczoraj włączam komputer i
chwilke później znowu pojawia się alarm wirusowy z komunikatem jak dzień
wcześniej. Akurat coś tam robiłam, a więc wyłączyłam komunikat a po
skończeniu roboty ponownie uruchomiłam Antyvira. Przeskanowałam cały system
i nic – nie stwierdzono żadnych infekcji. No i teraz to już kompletnie
zdurniałam: jest ten obrzydliwy robal czy go nie ma???
Ps. A w ogóle skąd to świństwo mogło zaleźć się w komputerze? Koresponduję
tylko ze znajomymi mi osobami i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby
otwierać załączniki z obcych adresów i z jakimiś dziwnymi rozszerzeniami...