Dodaj do ulubionych

Jak to się robi w Meksyku...

14.01.07, 21:42
Czyli tamtejsze urzędy, gdzie załatwienie nawet najprostszych spraw poziomem
trudności jest zbliżone do organizacji lotu na Księżyc. :)

Biurokracja w Meksyku jest niesamowita. Nie mogę wyjść z podziwu, jak ci
Meksykanie, uwielbiają uprzykrzać sobie życie. Oto jedna z sytuacji przez
którą ostatnio miałem wątpliwą przyjemność przechodzić.

Zaczęło się od tego, że żona koniecznie chciała dla dzieci paszport
meksykański. Nie wiem po co, do szczęścia nie jest im potrzebny, ale jak
kobieta się uprze to koniec. Najpierw, lista niezbędnych dokumentów, która
znajduje się tutaj:

www.sre.gob.mx/pasaportes/primeravez/menoresedad.htm
Zebraliśmy to co trzeba ,czyli:

- podanie o wydanie paszportu
- akt urodzenia dziecka
- dokument tożsamości dziecka, w tym przypadku musiało to być pismo od
pediatry który je leczył
- kopia dyplomu tego pediatry
- nasz akt małżeństwa
- nasz dowody tożsamości, w moim przypadku jeszcze FMT
- 3 zdjęcia dziecka; wymagane jest aby zdjęcia były nie starsze niż 30 dni.
Ciekawe jak to sprawdzają.
- potwierdzenie uiszczenia opłaty za wydanie paszportu, ok. 40 USD. Paszporty
małym dzieciom w Meksyku wydaje się na rok; niezły biznes dla władz.
- jakiś formularz, gdzie oświadczamy iż zgadzamy się aby dziecko otrzymało
paszport (hm… to chyba jasne, przecież składamy podanie… no ale im więcej
dokumentów tym lepiej).

Oczywiście musi być też kopia każdego dokumentu. Razem, dla dwójki dzieci,
zebrała się sporych rozmiarów teczuszka.

Jedziemy w czwartek (w poniedziałek wyjazd – tak się żonie na ostatnią chwilę
przypomniało o paszportach), 7 rano. Kolejka chyba ze 300 osób, okazało się
że wcześnie rano rozdają numerki, tylko 100. Więc przyjechaliśmy za późno.
Poradzono nam, aby być dużo, dużo wcześniej. Trudno, pozostał piątek, ostatni
dzień.

Jedziemy pod urząd o 3 rano. Stoi około 50 osób. To nieźle, załapiemy się.
Ustalam, że ja stoję do 6, potem przyjeżdża żona i stoi dalej, a potem, gdy
niezbędna będzie obecność dzieci, ja je przywożę i stoimy razem. Część osób
od 3 rano stoi z małymi dziećmi.

Ok. 5 rano zaczyna się typowy meksykański folklor. Przyjeżdżają babcie z
quesadillami, tacos de canasta, tamales, atole… Wygłodniali ludzie w kolejce
chętnie coś kupują. To jest przedsiębiorczość! Nawet na kolejkach można
zarobić.

6 rano, zmienia mnie żona. Około 8 dzwoni że dostała numerek, żebym szybko
przyjeżdżał bo kobiety z dziećmi mają pierwszeństwo.

Przyjeżdżam, przeciskam się przez kłębiący się tłum, stajemy przed biurkiem
gdzie sprawdzają poprawność dokumentów. No i się zaczyna.

- To dobrze, to dobrze… O! Tu mamy problem!
- Co jest nie tak?
- Zaświadczenie od pediatry jest z innego miasta niż to gdzie się staracie o
paszport. Musi być z tego samego.
- Tego warunku nie ma na liście…? - Pytam nieśmiało.
- Nie ma, ale tak musi być.
- Ale my tu mieszkamy od niedawna, żaden lekarz tutaj nie leczył dziecka.
- To musicie wyrobić paszport w poprzednim miejscu zamieszkania.
- W poniedziałek wyjeżdżamy, nie zdążymy…
- Porozmawiajcie z dyrektorem, może coś da się zrobić..



- Brakuje jakiegoś rachunku z waszym aktualnym adresem.
- Przecież nie ma go na liście…?
- Ale musi być.
- Dobra, zaraz przywiozę.



- W paszporcie masz dwa imiona, a na FMT jedno, dlaczego?
- Tak wpisał ten od odprawy.
- To nie przejdzie, porozmawiajcie z dyrektorem.

No to idziemy do dyrektora. W międzyczasie dowiozłem brakujący rachunek
(taksówka w obie strony – 100 pesos).

Dyrektor:
- Z tym FMT to będzie problem. Dla nas to dwie różne osoby.
- Tak mi wpisali przy odprawie, poza tym, jak to dwie różne osoby? O tym
samym imieniu, nazwisku, dacie urodzenia i numerze paszportu?
- Niedaleko jest urząd imigracyjny, idź, niech ci wystawią zaświadczenie że
ty to ty. Tylko pospiesz się, bo zaraz kończymy przyjmowanie dokumentów.

Dobra, no to jadę. Urząd imigracyjny, tłumaczę im całą sprawę.

- Czy oni tam powariowali? Takiej bzdury się czepiają?
- No widzisz, tak to jest z nimi.
- Dobra, wystawimy takie coś. Przyjdź za 30 dni.
- Co?? 30 dni na wypisanie paru zdań?
- Takie są procedury.
- Potrzebuję to już, w poniedziałek wyjeżdżamy…
- No nie wiem… Jestem teraz zajęty, poczekaj tam na zewnątrz, zaraz podejdę.

Czekam. Po 5 minutach urzędnik podchodzi. Odchodzimy w bardziej ustronne
miejsce.

- Dobra, możemy mieć to dzisiaj, ale wiesz, musisz docenić to że ci pomagamy…
- 100 pesos wystarczy?
- Muszę coś dać sekretarce…
- 200?
- Esta bien.

Po 10 minutach wychodzę z pismem. Idziemy do dyrektora od paszportów.

- Przynieśliśmy dokument.
- Dobrze, tylko teraz jest problem z tym zaświadczeniem lekarskim.
- Jak możemy to rozwiązać?
- Poczekajcie na zewnątrz…

Przezornie najpierw udaję się do bankomatu. Kolejne 200 pesos i zaświadczenie
od lekarza z nie tego miasta przestało być problemem. Szczęśliwi że „papeleo”
już mamy za sobą, czekamy na zrobienie dzieciom zdjęć. O godz. 13 proszą nas
do salki gdzie robią dzieciom zdjęcia, (to po co proszą o 3 zdjecia? I tak w
paszporcie jest to które oni zrobili). Jeszcze tylko półtora godzinki w upale
z małymi dziećmi i paszporty gotowe. Udało się! Czas oczekiwania – 11 godzin,
koszt – ponad 1500 pesos.


Dla porównania

Już wcześniej potrzebowałem paszport, wiedząc jaka jest jazda z meksykańskim
od razu zadzwoniłem do naszej ambasady.

- Dzień dobry pani konsul, potrzebuję paszport dla dziecka.
- Witam panie Arku, proszę przyjechać i przywieźć akt urodzenia dziecka,
zdjęcia i prośbę o wydanie paszportu z podpisem pana oraz matki dziecka.
- Ile to kosztuje?
- Paszporty dla dzieci są bezpłatne, pobieramy tylko 100 pesos opłaty
konsularnej.
- A ile się czeka? Bo niedługo wyjeżdżamy…
- Na miejscu panu wypiszę.

Przyjeżdżam, sekretarka prowadzi mnie do biblioteki. Po chwili przychodzi
pani konsul. Po szybkim wypisaniu wniosku zabiera dokumenty i wychodzi.
Siedzę sobie w klimatyzowanym pomieszczeniu, czytam gazetke… Zjawia się
sekretarka.

- Może zaproponować Panu coś do picia?
- Chętnie wypiję szklankę wody, dziękuję.

Po 20 minutach przychodzi pani konsul z gotowym paszportem. Czas oczekiwania –
35 minut, koszt 100 pesos. Aha – i paszport jest na 10 lat, nie na rok.
Obserwuj wątek
    • s.wawelski Re: Jak to się robi w Meksyku... 14.01.07, 22:32
      Niezly kawalek dobrej literatury obyczajowej. Dawno temu bylo podobnie i z
      otrzymaniem polskiego paszportu. Wtedy z kolei trudno bylo uwierzyc, ze w
      innych krajach jest to rutynowa procedura i zalatwia sie to od reki. Chociaz
      pod tym wzgledem Polska jest juz w swuiatowej czolowce.

      Pozdrowienia,

      S.W.
    • sandia78 Re: Jak to się robi w Meksyku... 15.01.07, 19:15
      No, faktycznie sporo zamieszania. Nie wiem Arku w ktorym "biurze paszportowym"
      czyli meksykanskiej Delegacion zalatwiales paszporty dla swoich dzieci? Ja tez
      co roku wyrabiam synkowi paszport. Sama jade po liste potrzebnych
      dokumentow,sprawdzam dokladnie czy wszystko mam/. W dany dzien moj maz o 7.00
      rano jedzie do Delegacion, dostaje numerek, czyli tamtejsza "ficha", ok.9.30
      przyjezdzam z synkiem. O 12.00 wracamy do domu,a ok 15.00 sama jade po odbior
      paszportu.
      Fakt, w Meksyku jest straszna buirokracja, wszedzie wymagaja tysiace papierow,
      zaswiadczen, rachunkow za tel., itp. Musze przyznac, ze tamtejsi pracownicy choc
      bardzo powolni sa tez bardziej wyrozumiali. Teraz w Polsce chcialam zalatwic
      proste sparwy urzedowe, i niestety nie udalo mi sie to dzieki naszej polskiej
      biurokracji i obrazonym na caly swiat pracownikom polskich urzedow.
      • mojito Dochodowa biurokracja :). 16.01.07, 04:12
        Piekna biurokratyczna opowiesc :))). Otarlem sie o meksykanska
        biurokracje gdy towarzyszylem znajomej w Mexico City w probach
        przedluzenia FMT (karty turystycznej) lub zlozenia wniosku o FM3.
        Nasza dwudniowa ciagla obecnosc w Migracion nie posunela sprawy
        ani o krok do przodu. Odnieslismy wrazenie, ze nawet sprawe cofnela :).

        Dokladnie i zgodnie z instrukcja wypelnione dokumenty okazaly sie
        niewystarczajace. Pani za biurkiem interpretowala oczywistosc dokumentow
        inaczej niz my. Znakiem, ze robimy cos najwidoczniej nie tak byla nasza
        proba rozmowy z jej szefem ktory wlasnie wyjrzal z gabinetu i ponownie
        sie w nim schowal. Urzedniczka zaprzeczyla, ze jest w gabinecie. Przez
        dwa dni zdazylismy poznac juz troche poznac personel biura i wiedzielismy,
        ze to jej szef. Urzedniczka uprzejmie z usmiechem pozegnala nas i zaprosila
        z dokumentami na dzien nastepny obiecujac, ze zobaczy co sie da zrobic.

        Zaprzyjazniona Meksykanka "abogada" wyjasnila nam dokladnie mechanizm
        zalatwiania spraw. Troche podobny do znanego mi wczesniej z Polski tylko
        bardziej udoskonalony. Biurokracja jest tak szalenie rozdeta poniewaz stwarza
        mozliwosci dawania "mordidy". "Mordida" to w pojeciu meksykanskim nie lapowka
        ale prezent lub podarunek za przychylne rozpatrzenie sprawy. Urzednik
        zalatwiajac sprawe od reki pozbawilby siebie i swoich wspolpracownikow
        dodatkowego i oczywistego dochodu. Petenci mogliby uznac, ze praca
        w urzedzie jest nieskomplikowana i nie mieliby do urzedu odpowiedniego
        szacunku lub odpowiedniego "podejscia". Niemozliwosc zalatwienia sprawy
        jest wstepem do negocjacji. Nierozumiejacy tego sprawy nie zalatwia :).

        Za zyczliwa porada "abogada" do dokumentow dolaczylismy wyraznie
        brakujacy zalacznik i sprawy nabraly rumiencow. Haslem wywolawczym
        bylo: Esta bien, esta bien, OOO! Problema! I na nasze zaniepokojone
        pytanie odpowiedz, ze "zobaczy co sie da zrobic". Przy kolejnym zalaczniku
        widocznosc sie poprawiala a problem malal az zniknal zupelnie :).

        Ciekawe czy obecnie troche sie poprawilo?
        • antekwielki Re: Dochodowa biurokracja :). 16.01.07, 05:43
          ciekawe opowiesci
          na moim przykladzie, ktory przytocze widac, ze nie tylko w biurze sprawy
          przybieraja inny obrot po uiszczeniu "specjalnej oplaty".

          rodzina, u ktorej mieszkam zalicza sie raczej do klasy sredniej chociaz rejon, w
          ktorym mieszka nie jest szczegolnie atrakcyjny: drug dealers, zlodzieje itp.

          od dluzszeo czasu jest jednak pewien problem. mianowicie ciezko pozbyc sie
          smieci, ktore skladowane na podworzu zaczynaja zalegac.
          samochod, ktory zbiera odpadki przejezdza ulice jak karetka na sygnale.
          raz udalo mi sie ich zatrzymac, kiedy slyszalem, ze sa. wybieglem na ulice i
          stanalem na jej srodku z workami pelnymi smieci.

          na pytanie mamy mojej kolezanki, dlaczego nie zatrzymuja sie by zabrac smieci,
          szanowny smieciarz odrzekl: macie samochod, ogrod wiec stac was na prywatny
          wywoz smieci.
          ja prawie workiem sie zamachnalem.

          kilka ulic dalej, gdzie moja kolezanka mieszka, smieciarz zbiera worki od tych
          mieszkancow, ktorzy mu zaplaca.

          jak widac biurokracja zanurza sie i w odpadkach :)

          suerte,
          • arekch77 Re: Dochodowa biurokracja :). 16.01.07, 19:41
            sandia, opisana sytuacja nie miała miejsca w DF. W mieście nadziei najbliżej
            nam było do Benito Juarez, choć raz żona załatwiała swój paszport w Cuauhtemoc -
            było tam szybciej i sprawniej.

            Jeżeli co roku wyrabiasz paszport Twojemu dziecku (niezłe zdzierstwo, prawda?)
            to jest oczywiście dużo łatwiej, sporo dokumentów odpada. To, co opisałem, to
            był pierwszy paszport meksykański.

            Co do wyrozumiałości urzędników to mam zdanie wręcz przeciwne, ale trudno tu w
            tym przypadku generalizować. Dopiero co wyrabialiśmy dla żony jej kartę pobytu
            i była zszokowana jakością oraz szybkością obsługi w Pomorskim Urzędzie
            Wojewódzkim w porównaniu do INM na Ejercito Nacional (towarzyszyła mi podczas
            wyrabiania FM3). Ostatnia kontrola jaką miałem z Urzędu Skarbowego to była miła
            pogawędka z kontrolerami, którzy zamiast szukać błędów doradzali mi co można
            zrobić lepiej. O urzędzie celnym nawet nie wspomnę, napiszę coś więcej dopiero
            jak meksykański przestanie mi się śnić w nocy :)

            Zdaję sobie sprawę że inni mogą mieć zupełnie różne doświadczenia; ja po prostu
            opisałem swoje, starając się jednocześnie zwrócić uwagę na pewne abusurdy jak
            np. zgoda na wydanie paszportu, potrzebny do wszystkiego "comprobante de
            domicilio", itp. Miałem też miłe doświadczenia z tamtejszymi urzędami, postaram
            się je później opisać.

            mojito, Migarcion, FM3 i FMT to temat zasługujący na osobny post :) Mogę
            powiedzieć, że bardziej chamskich urzędników niż tam nigdzie w Meksyku nie
            spotkałem. No może jeszcze celnicy potrafią im dorównać.

            Antek - my zawsze musieliśmy płacić za wywóz śmieci. Wyglądało to tak, że
            najpierw przechodził sobie ulicą chłopak dzwoniąc takim sporym
            dzwonkiem. "Muchachas" w domu już wiedziały że ten akurat dźwięk oznacza
            śmieci, więc szybko wszystko przygotowywały i wystawiały na ulicę. Wkrótce
            przejeżdżał tamtędy samochód który wszystko zabierał; trzeba było mu dać coś,
            ale ile, to nie wiem. Od czasu do czasu przychodził też jakiś gościu z metalową
            beczką na kołach i pytał się czy nie ma śmieci do zabrania. Jak były, to
            zabierał inkasując od 2 do 5 pesos.

            Generalnie tam za wszystko trzeba płacić, nawet za te prace które miasto
            powinno wykonywać za darmo. Jak na naszej ulicy gościu grabił liście (a
            przysłali go z Delegacion, czyli jakby urzędu dzielnicy), to później chodził od
            domu do domu i prosił o pieniądze, za to że wykonuje pracę za którą mu płaci
            miasto!

            Biurokraja i "mordidas" są wszędzie :)

            Arek
            • mojito Aduanero :). 17.01.07, 07:18
              arekch77 napisał:

              "...może jeszcze celnicy potrafią im dorównać."

              Celnikow wspominam z nostalgia i sentymentem. Tych zanim wprowadzono
              swiatla (zielone/czerwone) przy odprawie na lotnisku. Mozna bylo za
              nieduza oplata uczesniczyc w zabawnym widowisku teatralnym :).

              Turysta z walizka lub dwoma zblizal sie do celnika. Celnik nie patrzac
              na turyste rzucal w przestrzen: "dos" albo "tres". Nigdy wiecej.
              Jezeli turysta nie zrozumial albo etyka mu nie pozwalala dac lapowke
              celnikowi - wybebeszano mu walizki i wszyscy widzieli jaki kolor bielizny
              lubil. Obserwacja pokazywala, ze wiekszosc turystow zwyczaj znala i odprawa
              bagazu odbywala sie szybko i plynnie. Tak jak reklama szamponu Pantene -
              liso y sedoso :). Od czasu do czasu tylko tworzyl sie korek z powodu kogos
              nieznajacego meksykanskiego. Obecne swiatla zepsuly wszystko :).
    • magdaquin Re: Jak to się robi w Meksyku... 07.02.07, 22:23
      Arekch77, a wiesz jak to jest w Polsce?

      Paszport meksykański dla mojego malucha:
      Dzwonię do Pani Konsul. "Lourdes, hola, como estas? Muy bien Alejandro,
      necesitas algo? Pasaporte para mi hijo. Tienes las fotos? si. Paga y en 3 horas
      te lo entregamos."

      Paszport polski:

      Dokumenty:
      - akt małżeństwa rodziców
      - akt urodzenia dziecka
      - zdjęcia
      - opłata paszportowa
      - wniosek
      - pisemna zgoda obojga rodziców i....
      - POTWIERDZENIE OBYWATELSTWA POLSKIEGO (no absurd po prostu_ - które załatwiasz
      w Urzędzie ds. Cudzoziemców, składając:
      - kolejny wniosek
      - kolejny akt małżeństwa rodziców
      - kolejny akt urodzenia dziecka
      - kolejna opłata.

      Czekasz miesiąć i już z tymi wszystkimi dokumentami możesz udać się do
      odpowiedniego Biura Paszportowego. Jeśli wszystko jest ok, to czekasz kolejny
      miesiąc i już... wreszcie masz paszport dla dziecka!

      Tak więc może w Meksyku i jest dużo biurokracji, ale dostałeś paszport w jeden
      dzień a tu nie dość, że stos papierów to jeszcze okrutnie długo....
      • sandia78 Re: Jak to się robi w Meksyku... 08.02.07, 02:35
        Zgadza sie!!! W Polsce tez jest straszna biurokracja, a na dodatek te terminy...
        Dlatego tez, moje dziecko na razie wszedzie jezdzi z paszportem meksykanskim.
        Sama nie wiem kiedy polski paszport wyrobimy z wyzej podanych powodow.
        Pozdrawiam
        • mojito Dla biurokratycznej rownowagi... 08.02.07, 03:17
          ... dodam, ze polskie konsularne wymogi co do wyrobienia paszportu tez maja
          bardzo zla opinie. Wymagana jest gora roznych "papierow", oplaty przy kazdej
          okazji i czekanie prawie w nieskonczonosc na paszport. Znam kilka osob ktore
          daly sobie spokoj z wyrabianiem polskiego paszportu po otrzymaniu z konsulatu
          dlugiej listy co nalezy przedlozyc w konsulacie wraz z wnioskiem o wydanie lub
          przedluzenie paszportu. Caly ten konsularny proces biurokratyczny ciagle
          jeszcze skrzypi i kuleje :(.
          • arekch77 Re: Dla biurokratycznej rownowagi... 10.02.07, 21:13
            magdaquin napisała:

            > - akt małżeństwa rodziców
            > - akt urodzenia dziecka
            > - zdjęcia
            > - opłata paszportowa
            > - wniosek
            > - pisemna zgoda obojga rodziców i....
            > - POTWIERDZENIE OBYWATELSTWA POLSKIEGO

            >Tak więc może w Meksyku i jest dużo biurokracji, ale dostałeś paszport w jeden
            dzień a tu nie dość, że stos papierów

            Liczę i wychodzi mi 6 dokumentów. Od razu stos? Akt małżeństwa i urodzenia
            chyba każdy ma w domu, napisanie zgody zjmuje góra 1 minutę... To potwierdzenie
            obywatelstwa to faktycznie jakaś bzdura. Mnie o to nie prosili.

            Sandia78 napisała:

            >Sama nie wiem kiedy polski paszport wyrobimy z wyzej podanych powodow.

            A po co wyrabiaćgo w Polsce? Możecie to zrobić w konsulacie w Meksyku; jak
            wcześniej napisałem, paszport wydali od ręki, prosżąc tylko o akt urodzenia
            dziecka i zgodę rodziców.

            mojito napisał:

            > ... dodam, ze polskie konsularne wymogi co do wyrobienia paszportu tez maja
            > bardzo zla opinie. Wymagana jest gora roznych "papierow", oplaty przy kazdej
            > okazji i czekanie prawie w nieskonczonosc na paszport. Znam kilka osob ktore
            > daly sobie spokoj z wyrabianiem polskiego paszportu po otrzymaniu z konsulatu
            > dlugiej listy co nalezy przedlozyc w konsulacie wraz z wnioskiem o wydanie
            lub
            > przedluzenie paszportu. Caly ten konsularny proces biurokratyczny ciagle
            > jeszcze skrzypi i kuleje :(.

            Jak już wcześnirj pisałem, mam zupełnie inne doświadczenia. Paszporty dla
            obydwojga dzieci pani konsul wydała od ręki, przy minimum formalności. Na 10
            lat, nie na rok jak meksykański i bez sztucznego stwarzania problemów aby
            wymusić łapówki.
    • bart444 Re: Jak to się robi w Meksyku... 15.02.07, 23:01
      Dorzuce jeszcze jeden przyklad meksykanskiej biurokracji.
      Eksportuje doniczki ze Stanow do Meksyku. Kilka lat temu wprowadzono obowiazek
      umieszczania na kazdej sztuce ekportowanego towaru dwoch dodatkowych naklejek.
      Jedna z nich miala podawac m.in. date i numer dokumentu celnego. Naklejki
      drukuje sie i umieszcza w fabryce podczas gdy odprawa celna nastepuje iles tam
      dni pozniej, kiedy towar przekracza granice.

      Przypomina mi to dowcip o szczycie szybkosci: zamknac szuflade na klucz tak
      szybko aby jeszcze zdazyc wrzucic klucz do srodka.
      • arekch77 Import do Meksyku 15.02.07, 23:51
        Bart, niezłe Swoją drogą, w jaki sposób ominąłeś ten tak głupi i typowy dla
        tego kraju przepis?

        Ja importowałem z USA do Meksyku sprzęt medyczny. Aby móc to zrobić legalnie,
        należało przedstawić następujące dokumenty:

        - wypełniony wniosek
        - dowód wniesienia opłaty
        - dokumentację techniczną oraz naukową aby udowodnić że produkt spełnia
        wszystkie wymagania odnośnie bezpieczeństwa
        - projekt opisu (etykiety) w języku hiszpańskim zgodny z normami meksykańskimi
        - instrukcję do produktu w języku hiszpańskim
        - opis procesu produkcji danego wyrobu
        - opis konstrukcji, materiałów, części oraz funkcji jaką dany produkt może
        wykonywać
        - opis badań laboratoryjnych produktu
        - bibliografię
        - wszystkie inne dokumenty dodatkowo wymagane przez ministerstwo zdrowia
        - certyfikat dopuszczenia do sprzedaży w państwie pochodzenia
        - pismo od producenta przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego upoważniające
        do importu danego produktu
        - certyfikat dobrych praktyk produkcyjnych wystawiony przez władze sanitarne
        kraju pochodzenia
        - kopia certyfikatu jakości wystawionego przez producenta na papierze firmowym
        i podpisanego przez osobę odpowiedzialną za kontrolę jakości

        I jeszcze parę innych dokumentów; ich lista znajduje się tutaj:

        www.tramitescoahuila.gob.mx/index.cfm?opcion=buscaxpalabra/tramitedetalleavz.cfm&id_tramite=14500000000000155

        Mojito, bart, smok - znacie realia USA; załóżmy że chcecie kupić od General
        Electric jeden tomograf – jeżeli poprosicie ich o dokumentację techniczną, opis
        procesu produkcji, opis konstrukcji, pismo upoważniające do importu etc, jak
        myślicie, co Wam odpowiedzą? :) A co Wam powiedzą w FDA na prośbę o przesłanie
        certyfikatów? :)

        Oczywiście niemożliwe jest spełnienie wszystkich tych warunków aby legalnie,
        bez przekupywania urzędników cokolwiek (mam na myśli wyroby medyczne)
        importować, choćby ze względu na punkt „wszystkie inne dokumenty dodatkowo
        wymagane przez ministerstwo zdrowia”. Urzędnik w ministerstwie zawsze coś
        wymyśli aby maksymalnie utrudnić import, jednocześnie sugerując iż za dodatkową
        opłatą utrudnienia te znikną. Obchodziłem te przepisy po prostu płacąc
        odpowiednią kwotę agentowi celnemu w Teksasie, a on mając "swoich" celników w
        meksykańskim urzędzie celnym w Reynosie odprawiał towar.

        Ponieważ obecnie również importuję sprzęt medyczny, tyle że do Polski,
        przedstawię więc małe porównanie.

        Dokumenty potrzebne w Meksyku – lista powyżej.
        Dokumenty potrzebne w Polsce - kopia certyfikatu CE jeżeli chcemy mieć
        naliczony VAT 7%. Jeżeli nie mamy tej kopii, urząd celny naliczy 22%. Różnicę
        później zwróci urząd skarbowy. To wszystko, nic więcej nie potrzeba.

        Czas i koszt:

        Meksyk
        – transport drogą lądową do granicy: 1000 USD
        - agent celny: 2000 USD
        - transport z granicy do DF: 1000 USD
        Czas: około 1 miesiąca

        Polska
        - transport lotniczy z USA do Polski: 800 USD
        - agent celny: 200 USD
        Czas: do 10 dni

        Pozdrawiam!
        • mojito Meksykanski eksport :). 16.02.07, 02:30
          Hola Amigos,

          dotychczas Meksyk eksportuje dwa swoje towary nie wymagajace zadnych licencji
          eksportowych :). Oba z duzym sukcesem. Z biurokratycznymi wymogami jest juz
          zupelnie zle. Narzekaja nawet sami Meksykanie probujacy cos zalatwic z
          Meksykiem bedac juz w Stanach.

          W ostatnim wywiadzie www.ft.com nowy meksykanski minister finansow,
          Agustin Carstens, powiedzial, ze Meksyk ma szanse zostac zaliczonym do
          krajow rozwinietych (podal przyklad Hiszpanii i Irlandii) w ciagu dwudziestu
          lat. Pozyjemy zobaczymy :).

          Sadze, ze Meksyk powinien rozbic panstwowe monopole i dopuscic konkurencje.
          Odchudzenie biurokracji i zezwolenie na konkurencje byloby bardzo korzystne
          dla calej gospodarki. I Cantarell i Pemex na przyklad, moglyby sobie lepiej
          i efektywniej radzic. Pierwszy potrzebuje nowych technologii a drugi przyplywu
          swiezego i wiekszego kapitalu. A do tego czasu - rece opadaja. Sami zreszta
          wiecie najlepiej :).

          Saludos,
          m.

        • bart444 Re: Import do Meksyku 16.02.07, 16:21
          Nie pamietam juz jak poradzilismy sobie z ta idiotyczna nalepka. Pozostala
          jeszcze jedna, nazywana przez nas "import label". Mozna ja ciagle zobaczyc na
          wielu importowanych do Meksyku towarach. Mowi ona: Exported by..., Imported
          by..., Product, Material, Una piesa,
          Niektore moje produkty jak np maly spodek winylowy pod doniczke kosztuja
          kilka/kilkanascie centow (amerykanskich). Musza oczywiscie miec standardowa
          nalepke z kodem no i ta dodatkowa import label juz nie miescila sie na spodku a
          poza tym nalepki i robocizna przy umieszczaniu ich znacznie podnosi koszt
          tanich z zasady produktow.

          Poradzilismy sobie z tym problemem choc zajelo to kilkanascie miesiecy. Jest w
          Meksyku agencja Calmecac. Za odpowiednia oplata uzyskalismy certifikat
          zwalniajacy nasze doniczki od tego wymogu.
          • arekch77 Prawo jazdy w supermarkecie w godzinę 17.02.07, 20:53
            Jak wygląda zodbywanie prawa jazdy w Polsce to chyba każdy wie - kurs, egzamin,
            etc. A w Meksyku? Tam prawo jazdy kupuje się w supermarkecie - Comercial
            Mexicana lub Gigante :)

            Otóż w DF, aby otrzymać prawo jazdy bezterminowe, należy udać się do jednego z
            punktów wydawania tego dokumentu - oprócz delegaciones punkty te umiejscowione
            są także w supermarketach; lista tutaj:

            www.setravi.df.gob.mx/tramites/licencias/modulos.html
            i tam po wpłaceniu 423 pesos, czyli ok. 40 dolarów oraz złożenia oświadczenia
            że umiemy jeździć oraz że będziemy przestrzegać przepisów w ciągu godzinki
            otrzymujemy dokument.

            Skutki tego to chyba widział każdy kto trochę jeździł po tamtejszych drogach,
            zwłaszcza wioskach :)
            • friofrio Re: Prawo jazdy w supermarkecie w godzinę 20.02.07, 03:44
              W Pachuce z FM3 i paszportem, comprobante de domicilio reciente i certificado
              médico ($70 w Cruz Roja) placisz 298 pesos.
              Jak nie masz w Polsce, zdajesz teoretyczny i na podstawie meksykanskiego
              licencia para conducir dostajesz prawko. Czyli wychodzi na to, ze mozesz nigdy
              nie siedziec za kierownica i w Polsce dostaniesz prawo jazdy.
              Saludos

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka