Dodaj do ulubionych

Zaprzyjazniony watek ekwadorski :).

28.03.07, 06:13
Hola Amigos,

na Wielkanoc lece do Ekwadoru. Wierze, ze Meksyk mi wybaczy :). Wylatuje
w Wielki Piatek i wracam w nastepny piatek. W planach mam zobaczenie slawnego
Starego Miasta w Quito, Srodka Swiata (La Mitad del Mundo), zajrzenie do
najwiekszego krateru wulkanicznego w Ameryce pludniowej - Pululahua,
sobotniego targu w Otavalo i byc moze polece na dzien zobaczyc najwieksze
miasto w Ekwadorze - Quayaquil. Lot trwa tylko 45 minut.

Byc moze zdecyduje sie sprobowac przysmak narodowy - "cuy" (swinka morska)
i byc moze kupie sobie kapelusz panama :). Cieszy mnie liczna obecnosc
"cevicherias" z glownym daniem mojego ulubionego ceviche.

Poszukiwania biletu zaczalem od wejscia na moje ulubione strony
www.sidestep.com i www.kayak.com Po znalezieniu najtanszego,
bilet kupilem na stronie www.aa.com. Calkowita cena na trasie
PHL-MIA-UIO-MIA-PHL - US$ 547.20 Lot z PHL do UIO trwa okolo 7 h (4,500 km).

Jestem przyjemnie podekscytowany perspektywa lotu do Quito. Byl tam ktos
moze lub bedzie w tym czasie?

Saludos,
m.
Obserwuj wątek
    • pariss1 Re: Zaprzyjazniony watek ekwadorski :). 28.03.07, 07:52
      Hola Mojito!

      Heh...myślę, że wielu chciałoby byc w Ekwadorze, ale czy będą? No zobaczymy.
      Ja o Ekwadorze prawie nic nie wiem, ale widziałam kiedyś na travel channel te
      świnki morskie na talerzu. Jestes pewien, że chcesz spróbować?
      W każdym razie fajne święta się Tobie szykują.

      Życzę Tobie powodzenia ....z mała nutką zazdrości (tej pozytywnej) :)

      Pariss
      • mojito Jadalna swinka morska :). 28.03.07, 21:39
        Yo! Pariss,

        Ekwador to najmniejsze panstwo andyjskie lezace na rowniku. Powstalo z rozpadu
        Wielkiej Kolumbii (Kolumbia + Wenezuela). Najwiekszy na swiecie eksporter
        bananow. Eksportuja rowniez rope, kawe, kakao i krewetki. Produkuja najwieksze
        ilosci kapeluszy panama (Cuenca, Jipijapa). Maja najwyzej polozona stolice
        w Am. Pld. - prawie 3 km nad poziom oceanu. Zalecana jest wiec dwudniowa
        aklimatyzacja i poruszanie sie bez pospiechu :). Niesamowite bogactwo flory
        i fauny. Maja prawie wszystko z wyjatkiem niedzwiedzi polarnych :). O Darwinie,
        jego okrecie "Beagle" i archipelagu Galapagos slyszeli prawie wszyscy.
        Doskonaly kraj do uczenia sie hiszpanskiego. Ekwadorczycy mowia bardzo wyraznie
        nie zjadajac koncowek tak jak to robia inni Latynosi.

        Co jedzenia swinki morskiej (cuy) to mam bardzo mieszane uczucia. Nigdy
        nie myslalem o swince w kategorii posilku :). Zapytalem o to znajomych
        Latynosow. Peruwianczyk zaczal sie rozwodzic na temat wartosci smakowych
        swinki. Oczy zaczely mu plonac na wspomnienie. Kolega z Chile powiedzial,
        ze swinka morska jego nie rusza. Nie lubi. Moze bede mial okazje miec swoja
        opinie. When in Rome, do as Romans do... Jestem jeszcze niezdecydowany :).

        Saludos,
        m.
        • s.wawelski Re: Jadalna swinka morska :). 29.03.07, 23:56
          Hola!

          Gratuluje podrozy! Mnie sie takiego taniego biletu nie udalo kupic. Quito jest
          moim zdaniem piekne, Guayaquil chyba bym sobie darowal. Akurat tez bylem w
          czasie Wielkanocy w Otavalo i targ robi wrazenie ale mysle, ze nie takie jak w
          Chichicastenango. Cuy trzeba sprobowac. Ciekawi mnie Twoja opinia. Ja tez to
          danie jadlem w Arequipie - ale swej opini tu nie wypowiem abys sie nie
          sugerowal.

          Jezeli wezmiesz pod uwage LaPaz (3800 m.n.p.m.) to Quito jest nr 2 w Ameryce
          Poludniowej i chyba rowniez na swiecie. Wedlug niektorych stolica Boliwi jest
          Sucre wedlug innych LazPaz.

          Buen viaje,

          S.W.
          • mojito Re: Jadalna swinka morska :). 30.03.07, 01:49
            Hola Smoku,

            dzieki za opinie. Z biletem mialem troche szczescia. Sledzilem ceny i gdy
            drgely w gore kupilem za US$ 637.20. Po paru dniach zajrzalem na strone
            www.aa.com i zauwazylem cene US$ 547.20. Zadzwonilem do AA i wyrazilem
            rozzalenie :). Zwrocili mi roznice w cenie.

            Wolno odczuwam presje aby sprobowac swinke :). Opinia sie podziele. Sprobuje
            dwa razy i wyciagne srednia :). Targ w Otavalo bede mial okazje zobaczyc
            tylko w sobote. W piatek przylece i tak sobie mysle... Prosze, zachec mnie
            lub przeciwnie :). O Guayaquil roznie ludzie mowia. Zgadzaja sie, ze jest
            tam zawsze goraco. Za podroza tam przemawialaby taniosc podrozy lotniczych
            w Ekwadorze (zupelne przeciwienstwo Meksyku). Znalazlem bilet z Quito do
            Guayaquil za niecale US$ 50. Ale tylko sam ten powod to za malo :).

            O stolicznej kontrowersji boliwijskiej slyszalem. W Sucre maja chyba czesc
            administracji sadowej i temat zawsze wyplywa gdy poruszy sie wysokosc Quito.

            Pozdrowienia,
            m.
            • s.wawelski Re: Jadalna swinka morska :). 30.03.07, 06:20
              Targ w Otavalo tez widzialem w sobote przed niedziela palmowa i bylo to coekawe
              doswiadczenie bo widzialem jak ludzie rowniez masowo niosa palmy, ale jakze
              inne od naszych polskich. Jezeli planujesz zatrzymac sie na noc w Otavalo to
              polecam piekna wille z XVIII w, w ktorej spotykal sie ze swoja kochanka (ponoc
              nie jedna) Simon Bolivar, podpisano tam rowniez pokoj z Kolumbia, w wsrod gosci
              bywala tam tez chyba Frida Kahlo.

              Sprzecznosci LaPaz-Sucre widze jestes swiadom. Pokusilem sie i sprawdzilem na
              internecie pare statystyk, z ktorych wynika, ze nawet jezeli to Sucre uznamy za
              stolice to wciaz jest polozone wyzej od Quito o jakies 380 m. Tak czy owak LP i
              Sucre bylyby najwyzej polozonymi stolicami na swiecie a Quito jest numer 2.
              Zalaczam link do znalezionej informacji:
              www.highbeam.com/Search.aspx?q=world+highest+cities
              Hasta luego,

              S.W.

    • arekch77 Re: Zaprzyjazniony watek ekwadorski :). 29.03.07, 15:27
      Witaj mojito,

      Gratulacje, już zadzroszczę podróży :) Koniecznie opisuj na bieżąco, może
      później wrzucisz jakieś zdjęcia? Na świnkę morską koniecznie się zdecyduj, w
      końcu jeżeli można zjeźć robaka z mezcalu czy koniki polne w Oaxaca, to czemu
      nie świnkę? :)

      Cena za przelot rzeczywiście niezła; przy okazji - po koniec kwietnia wysyłam
      żonę do Meksyku, cena za przelot na trasie GDN-WAW-JFK-MEX i powrót to 2.350
      PLN czyli całkiem przyzwoicie.

      Jako że to gościnny wątek, przyłączę się z pytaniem o USA - chcielibyśmy trochę
      pojeździć po USA, może przez słynną Route 66. Jak byś poradził się za to
      zabrać? Skąd zacząć, ile czasu na to potrzeba?

      Saludos!

      Arek
      • mojito Route 66. 29.03.07, 23:48
        Hola Amigos,

        swinki mi zal :(. Robaczka "gusano" w mezcalu i konikow polnych
        "chapulinos" jest mi mniej szkoda :). Chyba jednak swinke sprobuje.
        Wizyta w Ekwadorze bez sprobowania swinki moze sie nie liczyc :).
        Podobnie jak Eeela, sprobuje tylko - calej nie zjem.

        Arek,

        doskonaly pomysl. To taka troche sentymentalna i nostalgiczna podroz
        w czasie. Poczatki zmotoryzowanej demokracji w podrozowaniu w Stanach.
        Zabierze Was z Chicago do Pacyfiku (Los Angeles). Cala trasa ma okolo
        3850 km (2400 mil). Ludzie z szalenstwem w oku (Kowalski - Vanishing Point
        - Znikajacy Punkt) robia trase w cztery dni. Dla wszystkich innych zaleca
        sie planowanie 7-8 dni. Bardziej popularny kierunek to ze wschodu na zachod.
        Moglibyscie wiec zaczac od Chicago i jechac w kierunku Kalifornii.
        Zalaczone strony www.national66.com i www.historic66.com
        oprocz roznych informacji cos tam sprzedaja. Absolutnie niczego nie kupuj.
        Lezy przede mna "Route 66 Traveler`s Guide" i z przyjemnoscia puszcze
        przewodnik w obieg :). Kiedy planujecie podroz?

        W Stanach miedzystanowe autostrady (interstate) biegnace ze wschodu na zachod
        oznaczane sa liczbami parzystymi (I-70). Autostrady biegnace z polnocy na
        poludnie oznaczone sa liczbami nieparzystymi. Bardzo popularna jest I-95
        biegnaca od granicy kanadyjskiej do Miami na Florydzie. Calosc okolo 2000 mil.
        W Miami laczy sie z US1 i biegnie dalej do Key West. Stamtad tylko rzut
        beretem na Kube (90 mil). Kubanczycy pokonuja ten dystans na sprzecie
        plywajacym :). Jest pewna niesprawiedliwosc. Kubanczyk ktory postawi noge
        na Florydzie dostaje azyl. Plynacych z Haiti deportuje sie na wyspe.

        Salud!
        m.
        • s.wawelski Re: Route 66. 30.03.07, 06:45
          Temat swinki sie rozwija i napiecie rosnie coraz bardziej:

          mojito napisał:

          > Podobnie jak Eeela, sprobuje tylko - calej nie zjem.

          Oj chyba nie zjesz i to ... nie, wiecej juz nie moge powiedziec!


          Do Arka:

          Tras w USA jest sporo. 66 jest pewnie najslawniejsza ale wez jeszcze pod uwage
          trase wzdluz wschodniego wybrzeza, zwlaszcza na polnoc od Nowego Jorku, trase
          na zachodnim wybrzezu zwlaszcza odcinek San Francisco - Seattle. Zahacz wowczas
          o Crater Lake. Trasa wzdluz poludniowej granicy jest ciekawa: Nowy Orlean - San
          Antonio - Alamagordo (White Sands, Carlsbad Caverns) - Tombstone - Tucsan
          (Rezerwat kaktusow saguro & organ pipe). Sa tez niezwykle malownicze odcinki
          mniej znanych drog, np.: #12 w Utah przecinajca Grand Staircase-Escalante okolo
          200-kilometrowy odcinek jedzie sie z zapartym tchem.

          S.W.
          • pariss1 Re: Route 66. 30.03.07, 20:38
            Mojito spróbuj tej świnki żeby nie było, że pojechałeś do Ekwadoru i nie
            zjadłeś ich najlepszego przysmaku. Chociaż jak patrzę na zdjęcie tej "cute cuy"
            to chyba bym nie miała
            sumienia...www.rickandshashi.com/all_about_the_guinea_pig.htm
            W każdym razie czekamy na wrażenia smakowe i może zdjęcia tego dania?
            Zdjęcia ze "środka świata" i krateru oglądnełam...niesamowity jest ten wulkan i
            jego otoczenie. A jak Ty się tam dostaniesz? Na pieszo? czy na jakimś
            osiołku? ;)bo nie sądzę, że na czterech kołach.

            Arek widzę, że Tobie też szykuje się piękny urlop:) A ten bilet do Meksyku to
            naprawdę super okazja. Czasem tak się uda jak nie jest się ograniczonym
            terminami. Kupiłeś może sobie przewodnik z Gazety W. Parki Narodowe USA? Ja
            zbieram te przewodniki (niektóre) mimo, że jako same przewodniki nie są zbyt
            praktyczne, ale mają dużo historii kraju na wstępie - no i ładnie wyglądają na
            półce :)




            • mojito Niechetne jedzenie swinki :). 30.03.07, 23:57
              Gracias S.W. za link. Poukladalem sobie teraz wysokosci w rzedzie :).
              Zamierzam wrocic z Otavalo na noc do Quito. Byc moze polecana przez Ciebie
              wille uda mi sie zobaczyc. Milo sie czyta, ze tacy wybitni ludzie jak Bolivar
              mieli slabosci :). Mam niejasne przeczucie, ze swinka (cuy) bedzie mi rosla w
              ustach. Byc moze sie lekko rozpedzilem z tym dwukrotnym probowaniem. Byc moze
              pierwszy raz bedzie podwojny - pierwszy i ostatni :).

              Pariss, nie pomagasz mi tym linkiem w jedzeniu swinki :). Rzeczywiscie jest
              "cute". To drugie zdjecie jest juz apetyczniejsze. Mam pewne doswiadczenie
              w jedzeniu prosiaka. W Madrycie jest najstarsza (podobno) restauracja na
              swiecie (El Sobrino del Botin) specjalizujaca sie w pieczonych prosiakach.
              Skora prosiecia jest tak delikatnie zrobiona, ze rozplywa sie w ustach.
              Ernest H. umiescil restauracje w swojej noweli "The Sun Also Rises".

              Do krateru Pululahua dojade autobusem. Przesiade sie w Srodku Swiata (z Quito
              okolo 20 km) i zlapie nastepny autobus do restauracji www.elcrater.com i
              z niej juz tylko dziesiec minut z buta :). Przewodnik zapewnia, ze restauracja
              ma wspanialy widok na krater. Byc moze zjem tam lunch poniewaz zamierzam
              do krateru dotrzec przed poludniem.

              Lotniczy bilet do Meksyku kupiony przez Arka ma bardzo atarkcyjna cene.

              Saludos Amigos,
              m.
              • pariss1 Re: Niechetne jedzenie swinki :). 05.04.07, 21:03
                Hola Mojito!!!

                Jestes już "chwilę" przed wyjazdem. Wpadłam powiedzieć Tobie : Bon voyage!
                Tej świnki spróbuj i koniecznie zrób jej zdjęcie :) I nie zgub się tam na
                środku świata, pamietaj z której strony przyszedłeś.

                Wesołego Alleluja!
                Kasia
                • mojito Siedzenie na walizce :). 06.04.07, 15:10
                  Gracias, Pariss. Za pol h jade na lotnisko. Podrozuje lekko.
                  W sasiednich stanach powrot sniegu! W Quito bede w sobote o 1:00
                  w nocy Twojego czasu. Sprobuje zdazyc na targ w Otavalo.
                  Z probowaniem swinki poczekam pare dni az sie zaaklimatyzuje :).

                  Zdrowych i pogodnych Swiat zycze
                  ( i powodzenia w losowaniu :).
                  Hasta luego,
                  m.
                  • mojito Miami Vice :). 07.04.07, 02:06
                    Szesc #%@& minut ! Tyle wlasnie minut mi zabraklo mi do zdazenia w Miami na
                    samolot do Quito. #@%& ! Samolot wylecial o godzine opozniony z PHL.
                    Zapewniono mnie, ze zdaze. Nie zdazylem :(. Szalony, pluca-wypluwajacy bieg
                    przez lotnisko w towarzystwie dwoch Brytyjczykow i Holenderki a po dobiegnieciu
                    do bramki wszechogarniaja gorycz porazki z czasem. Po raz drugi zdarza mi sie
                    bezradnie obserwowac moj odlatujacy samolot. Carramba! Linie ulokowaly nas w
                    hotelu i daly vouchery na obiad, sniadanie i lunch. Dostalismy tez karty
                    telefoniczne aby w dalszym ciagu potwierdzic rezerwacje hoteli w Quito.

                    W hotelu spotkalismy trojke Niemcow ktorzy biec z nami nie mogli poniewaz
                    mieli nadany bagaz. Przez moment wydawalo mi sie, ze widzialem w oczach
                    blysk "schadenfreude" :). A moze tylko tak mi sie wydalo...

                    Pogodzeni wspolnym niepowodzeniem wypilismy wszyscy po dwie margarity
                    w hotelowym barze. Wspolnie rozzalilismy sie strata sobotniego targu
                    w Otavalo. Optymistycznie omowilismy inne atrakcje Ekwadoru.

                    Za dwie godziny jedziemy pocwiczyc salse i kontynuowac degustacje margarity
                    do South Beach. Nastepny samolot z Miami do Quito jutro o 15:05. Wierze, ze
                    nie zaspimy :).

                    Seis #@%& minutos!

                    Saludos!
                    m.
                    • pariss1 Re: Miami Vice :). 07.04.07, 13:38
                      Ojej! Ale masz przygodę na początku podróży. Nie zazdroszczę tych nerwów.
                      Wyobrażam sobie ile takich #%@& musiałeś z siebie wyrzucić. Dobrze, że jest
                      chociaż jakieś fajne towarzystwo z którym można razem utopic żal w margaricie.
                      Jedyne pocieszenie. Szkoda tylko tego targu i ogólnie straconego jednego dnia.
                      To pewnie po częsci wina czasu świątecznego i opóźnienia sie zdażają. Wczoraj w
                      radiu słyszałam, że linie Centralwings sprzedały więcej miejsc w samolotach i
                      wysłali ludzi co prawda innymi liniami, ale część do Warszawy, część do
                      Poznania i część do Szczecina! Lot był z Irlandii do Wrocławia. Zaczęli Święta
                      od podróżowania i zwiedzania Polski za oknami pociągu.
                      Nie przejmuj się jednak, w końcu staniesz na ekwadorskiej ziemi i to już nie
                      długo. Jak będziesz tam miał jakieś łącze ze światem i chwilę wolnego między
                      jedną świnką na lunch i drugą na kolację to napisz tu kilka słow.

                      Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym podróżowaniu.


                      • mojito Re: Miami Vice :). 07.04.07, 14:56
                        Hola Pariss,

                        #@*& powiedzialem dwukrotnie. Raz za razem. I kopnalem walizke. Delikatnie :).
                        Dzisiaj patrzac na wschod slonca nad Miami i widzac optymistyczna zolc jajek
                        sadzonych, soku pomaranczowego oraz banana przy sniadaniu czuje sie znacznie
                        lepiej. Espresso tez pomaga :). Targu w Otavalo troche mi zal...

                        Zaczne wiec od zwiedzania Quito. Miasto ma nowa atrakcje - teleferiQo.
                        Kolejka linowa nad miastem wznoszaca sie do 4100 m. Podobno widok odlotowy.
                        Do "srodka swiata" pojade w poniedzialek. Do krateru tez zajrze.
                        Przygladalem sie dzisiaj mapie miasta i znalazlem ulice Polonia. Miedzy ulica
                        wloska i wegierska. Zajrze tam - moze schabowe tam zobacze :). Wolalbym
                        schabowy niz swinke :(. Koniecznie z calymi ziemniakami i surowka.

                        O 15:05 (21:05 Twojego czasu) lece do Quito. Na pewno sie nie spoznie :).

                        Pozdrowienia i milych umiarkowanych w jedzeniu i piciu Swiat :),
                        hasta luego,
                        m.

                        • arekch77 Re: Miami Vice :). 07.04.07, 18:52
                          Hej,

                          Na początku wielkie dzięki dla mojito i smoka za porady dot. tras w USA. NA
                          pewno się przydadzą :) Wyjazd planujemy na drugą połowę roku, na razie to
                          jeszcze nic pewnego ale chęci są :)

                          Mojito, takie spóźnienia to chyba ostatnio coraz częściej się zdarzają. Podacas
                          mojej styczniowej podróży do Oklahoma City utknąłem na dzień w Zurichu.
                          Spowodowała to szalejąca tam burza śnieżna sktecznie utrudniająca pracę
                          lotniska. Miami jednak wydaje mi się lepszym miejscem na nieplanowany postój.

                          Miłego pobytu w Ekwadorze, koniecznie wklej gdzieśTwoje zdjęcia!
                          • mojito Quito :). 08.04.07, 06:43
                            Hola Arek,

                            de nada :). Dzisiaj tez samolot czekal w Miami pol h na pasazerow ktorzy nadali
                            bagaz i zlecili dostarczenie zakupow ze sklepu wolnoclowego. Nie pojawili sie
                            i ich bagaze wyladowano. Faktycznie Miami to dobre miejsce na zatrzymanie sie.

                            Do Quito przylecialem juz o zmroku. Malo wiec widzialem. Na kolacje zjadlem
                            ceviche de camarones i ceviche de pescado :). I splukalem je tres mojitos.
                            Jedzenie odlot. Jedzac trzaslem sie caly :). Wysokosci nie odczuwam.
                            Rozgladam sie za korepetytorka z hiszpanskiego do konwersacji. W Ekwadorze
                            mowia podobno najwyrazniej w calej Ameryce latynowskiej. Mysle o dwoch/trzech
                            h dziennie. Ceny za godzine sa zachecajaco niskie :).

                            Osiemnascie C i pada.

                            Hasta mañana,
                            m.
                            • pariss1 Re: Quito :). 08.04.07, 12:54
                              Hej Mojito,

                              Dobrze, ze juz jestes na miejscu. Po takich przygodach... Z kolejki to ja bym
                              pewnie tez skorzystala, mimo, ze boje sie wysokosci, ale taka adrenalina czasem
                              jest przyjemna. Dla niezapomnianych widoków zawsze warto.
                              Napisz coś o Ekwadorczykach i wogóle pierwszym wrażeniu o tym kraju.

                              U nas sloneczna pogoda i tylko 8 C.
                              • eeela Re: Quito :). 09.04.07, 14:18
                                A w Polsce na polnocy zamiecie sniezne!!! Tata pojechal na wywczas nad Wigry i
                                sle mi rozpaczliwe sms-y, ze ostal im sie jedynie brydz, bo nie idzie wyjsc na
                                lono natury.
                                Czekam niecierpliwie na relacje Mojito, takze w kwestii swinek :-)
                                • mojito Luzne impresje z Quito. 10.04.07, 02:25
                                  Hola Amigos,

                                  dzisiejsze impresje moga byc nieostre i lekko zatarte. Nie wiem jak jest po
                                  hiszpansku byc "lekko nawalony". Jezeli Arek nie pomoze to zaptyam dzisiaj
                                  wieczorem mojej przewodniczki po Quito i hiszpanskim, Cristiny.
                                  W porze lunchu trafilem zupelnie przypadkowo do meksykanskiej restauracji
                                  "Red Hot Chili Peppers". Ceviche nie mieli ale mieli wszystko inne :).
                                  Od margarity zaczalem. Lokal stylowy i interesujacy. Zachecony przez barmana
                                  wpisalem sie na scianie zapelnionej juz wczesniej dziesiatkami innych wpisow.
                                  Po drugiej margaricie pozegnalem sie uprzejmie i wyszedlem w poszukiwaniu
                                  ceviche. Po drugiej stronie ulicy byla nastepna meksykanska restauracja
                                  "Zocalo". Ceviche tez nie bylo ale wszystko inne bylo. Z wyjatkiem wpisow
                                  na scianie. Ceviche znalazlem w cevicherii "Manolo" wraz z lokalnym piwem
                                  Brahma i Pilsner. To tylko tak tytulem wyjasnienia poniewaz bede prowadzil
                                  myszke pod znacznym wplywem :).

                                  O Quito wiec troche. Miasto dzieli sie na trzy czesci: Stare Miasto, Nowe
                                  Miasto i "Gringolandie". Stare Miasto wyglada imponujaco z duza iloscia
                                  wrazenie robiacych kosciolow. Kolonialna historia na kazdym kroku i rogu.

                                  Nowe Miasto to wszystko to co wybudowano po 1940 roku. Urzedy i rzadowe
                                  instytucje. Troche restauracji i fast foodow. Normalna zwykla mieszanka
                                  miejska nie robiaca wiekszego wrazenia.

                                  W Gringolandzie jest wszystko co potrzeba turyscie w ciagu dnia i nocy :).
                                  Nazwa sugeruje najliczniej reprezentowana grupe etniczna. Ciekawe miejsce.
                                  Wiem, poniewaz tam sie dzisiaj zasiedzialem szukajac ceviche.

                                  Wiekszosc czytajacych pewnie wie, ze Ekwador jest zdolaryzowany. W 2000
                                  roku dolar oficjalnie zastapil "sucre". Monety sa mieszane. Centy i centavos.
                                  Ekwadorczycy nazywaja to "un dolarcito". Wiekszosci zmiana waluty nie podoba
                                  sie. Narzekaja na wzrastajace koszty utrzymania. Tuz przed wymiana "sucre"
                                  mial prawie 100% spadku rocznej wartosci. I tak zle i tak nie dobrze :).

                                  Srodek swiata ( Mitad del Mundo) mam od dzisiaj za soba. Mozna tam dojechac
                                  niebieskim autobusem z napisem docelowym za grosze lub taksowka w cenie
                                  12$/h. Francuz ktory w 1736 roku robil pomiary pomylil sie tylko o 250 m.
                                  Dziesiec lat temu z pomoca GPS srodek swiata przesunieto troche dalej.
                                  Ale monument i cale komercyjne centrum juz pozostalo troche "off center".
                                  Wieksze wrazenie na mnie zrobilo male muzeum z lamami i aktualnym srodkiem
                                  swiata Inti-Nan (podobno w jezyku Quichua znazcy to "droga Slonca").
                                  Przy okazji zajrzalem do krateru wulkanu Pululahua. Z pewnym rozczarowaniem
                                  zobaczylem, ze dno krateru porosniete jest trawa i na trawie mieszkaja ludzie.

                                  Pariss, wjechalem kolejka TeleferiQo na gore Cruz Loma (4100 m). Bylem pod
                                  blednym wrazeniem, ze kolejka slizga sie ponad miastem. Jazda w lekko
                                  klaustrofobicznej szescioosobowej kabinie kosztuje 4$. Jezeli komus sie
                                  spieszy to za 7$ moze dostac sie do kolejki szybciej. Podroz w gore okolo
                                  15 minut. Z chybotaniem sie na linie i zoladkiem podjezdzajacym do gory
                                  podroz wydaje sie dluzsza. Po raz drugi tego nie zrobie. Nunca mas!

                                  Zainteresowalem sie rozrzutem etnicznym Ekwadorczykow. Wyjasniono mi, ze
                                  okolo 25% to Indianie Quichua (indigeños) - gorale. Okolo 65% to "mestizos"
                                  - mieszanka indigeños z importem z Europy. Reszta dzieli sie na Afro-
                                  Ekwadorczykow (potomkow dawnych niewolnikow) mieszkajacych glownie
                                  w prowincji Esmeraldas. Znani sa z muzyki "marimba" i posiadania ladnych plaz.
                                  Tlumaczono mi takt mauzyki jako zblizony do biegu trojnoznego konia :).
                                  Dodano dla uzupelniajacego info, ze 30% Ekwadorczykow mieszka w miastach
                                  Guyayaquil i Quito. Gdzie mieszka reszta nie powiedziano mi :).

                                  Wczoraj temat zeslizgnal sie na pilke nozna i nie moglem sobie przypomniec
                                  wyniku meczu Polska - Ekwador. To znaczy wynik pamietalem ale nie pamietalem
                                  kto wygral. Z uprzejmosci chwalilem gre Ekwadorczykow. Dzisiaj rano w googlu
                                  znalazlem, ze moje pochwaly byly zasluzone :).

                                  Sprawe swinki zdecydowanie zalatwie w srode. Jakos sie nie spiesze. Moja
                                  cicerone rowniez swinki nie jadla. Bedzie wiec to dla nas obojga
                                  dziewicza podroz kulinarna. Po wyladowaniu w Quito ekwadorski celnik zwrocil
                                  uwage wszystkim obcokrajowcom, ze nikt nie opusci Ekwadoru zanim nie
                                  przedstawi zaswiadczenia o sprobowaniu swinki. Zaswiadczeniem moze byc
                                  rachunek z restauracji z wyszczegolniona pozycja :).

                                  I tym lekko przerazajacym akcentem koncze. Musze odrobine odpoczac przed
                                  nocna zmiana zmiana (vida nocturna) zwiedzania Quito.

                                  Hasta manaña Amigos,
                                  m.
                                  • eeela Re: Luzne impresje z Quito. 10.04.07, 13:35
                                    Nie wiem jak jest po
                                    > hiszpansku byc "lekko nawalony". Jezeli Arek nie pomoze to zaptyam dzisiaj
                                    > wieczorem mojej przewodniczki po Quito

                                    Na lekcjach hiszpanskiego, prowadzonych przez dziewczyne z Cordoby, dowiedzialam
                                    sie, ze o takim lekko drinknietym mowi sie, ze 'esta con el puntillo' - at the
                                    point (of being happy). Mehikano nigdy w zyciu nie slyszal tego sformulowania i
                                    powiedzial, ze u nich powiedzialoby sie raczej 'mareado' - od uczucia podczas
                                    zeglowania po morzu :-)
                                      • mojito Re: Luzne impresje z Quito. 10.04.07, 16:57
                                        Buenos dias Amigos!

                                        dziekuje za pomoc w okresleniu mojego wczorajszego stanu. Moja "quiteña"
                                        Cristina potwierdzila, ze nie ma specjalnego okreslenia na taki stan.
                                        Po prostu bylem szczesliwy:).

                                        Dzisiaj podwojne espresso niezupelnie pomoglo obudzic sie. Dwadziescia minut
                                        plywania w basenie pomoglo. Wspanialym odkryciem dla mnie jest sok z owocu
                                        "guanabana". Uwiodl mnie bez reszty. Pozostaje mi jeszcze obejrzec ten owoc w
                                        calosci. Przy sniadaniu kelnerka nie mogla mi owocu pokazac poniewaz "wyszly".

                                        Poniedzialek nie jest dobrym dniem na nocne wloczenie sie. Duzo klubow
                                        jest zamknieta. Najlepsze chyba miejsce na cwiczenie salsy "Seseribo" bylo
                                        zamkniete :(. W nocy absolutnie konieczne jest przemieszczanie sie taksowka.
                                        Taksowki sa tanie i jazda przez cale miasto kosztuje dwa lub trzy dolary.
                                        Wczoraj wzruszylem sie do lez widzac taxi Lada/Polski Fiat. Podbieglem i
                                        wsiadlem poniewaz chcialem sie przekonac. Sentymentalna podroz :).
                                        Byla to Lada. Kierowca znal tez okreslenie "Polski Fiat". Wymowil to bez
                                        akcentu. Wyrazal sie w samych superlatywach o samochodzie.

                                        Sprawa swinki nabiera rozpedu. Wczoraj temat poruszylem w recepcji hotelu i
                                        zapytalem o porade. Polecono mi ekwadorska restauracje "Mama Clorinda"
                                        (Reina Victoria 1144 y Calata). Zwrocono mi zyczliwie uwage na inny przysmak
                                        - "caldo de tronquit" - zupa z byczego penisa. Opanowalem nazwe aby jej
                                        z czyms innym nie pomylic :). Nikt w hotelu swinki nie jadl. Przypomina mi to
                                        troche rozmowe z Amerykanami w Europie. Nikt nie glosowal ani nie zna nikogo
                                        kto glosowal na Busha. A fakty mowia za siebie :).

                                        Wczoraj tez bylem na najbardziej swietym wzgorzu Quito - El Panecillo
                                        (Bocheneczek chleba) olbrzymia statua La Virgen de Quito. Widok miasta
                                        dech zapierajacy. Rano, jezeli nie ma mgly; mozna zobaczyc stad wulkany.
                                        Mialem tez swoja osobista sprawe. Modlilem sie zarliwie aby w srode w "Mama
                                        Clorida" zabraklo "caldo de tronquit". Wierze, ze moja szczera modlitwa
                                        zostanie wysluchana.

                                        Pojade teraz raz jeszcze na Stare Miasto na Plaza San Francisco y Plaza Grande.
                                        Obejrze raz jeszce La Compaña de Jesus. Byc moze powtorze moja blagajaca
                                        modlitwe kulinarna. Moze nawet swiece zapale...

                                        Pogoda wspaniala. Slonecznie i tak na oko kolo 20C. Widok palm zawsze
                                        wplywa na mnie kojaco. Troche niepokoi mnie jutrzejsza sroda...

                                        Saludos!
                                        m.
                                        • pariss1 Re: Luzne impresje z Quito. 11.04.07, 18:38
                                          Hola Mojito!

                                          Jak to krater porśniety trawą? Jacy ludzie? To jakies oszustwo pewnie. To na
                                          pewno byl ten krater przy srodku swiata? Ja sobie to inaczej wyobrazalam :)
                                          Nie dziwie sie Tobie, ze do kolejki wiecej nie wsiadziesz. Wyobrażam sobie co
                                          to było, jak na tamtejsze warunki oczywiście. 6-cio osobowa to bardzo mała,
                                          myslałam, ze to takie jak conajmniej na Kasprowy.

                                          No a poza tym, mamy dzisiaj srode i czekam na relacje kulinarne. Tylko nie
                                          pisz, ze sprobowales tej zupy z .....nawet tego nie wymowie ;) Osobiscie
                                          wolałabym chyba 2 świnki. Jejku czego to ludzie na swiecie nie jedza!

                                          Pozdrowka z dalekiej Polski...tutaj wietrznie i słonecznie. Od jutra poprawa
                                          pogody i w weekend ma byc tez kolo 20 C.



                                          • mojito Re: Luzne impresje z Quito. 11.04.07, 19:56
                                            Wczoraj, wieczorem, na Plaza de la Independencia podszedl do mnie sprzedawca
                                            kapeluszy panama i uprzejmie pozdrowil. Rownie uprzejmie odpowiedzialem.
                                            Zapytal skad jestem. Powiedzialem. Papa polaco, good man - powiedzial.
                                            Zgodzilem sie. Zapytal jak sie mam ogolnie. Ogolnie mam sie "muy bien"
                                            - odpowiedzialem. O szczegolach nie rozmawialismy. Zauwazyl, ze kazdemu
                                            mezczyznie do pelni szczescia potrzebny jest kapelusz panama. Nie bylem
                                            przekonany. Nie nalegal. Zapytal czy znam historie kapelusza panama.
                                            Troche znalem. Powiedzial, e jego kapelusze sa z Montecristi a on sam jest
                                            z Oaxaca. Zaczelismy rozmawiac o mezcalu. Zgodzilismy sie - mezcal es bueno.
                                            Kontunuowal o panamie. Najlepsze kapelusze sa plecione z "paja toquilla"
                                            Delikatna trawa wlokniasta wystepujaca endemicznie wlasnie w okolicach
                                            Montecristi. Zwinal kapelusz w trabke i ponownie uformowal. Nie bylo sladu
                                            po zwinieciu. Stwierdzil, ze usiasc na kapeluszu tez mozna i kapelusz ksztaltu
                                            nie straci. Zaproponowal przymierzenie. Zauwazylem brak lustra. No problemo -
                                            powiedzial, za rogiem ma sklep i w sklepie jest lustro. Jest tez duzy wybor.
                                            Poszlismy za rog i weszlismy do sklepu. Przymierzylem. Powiedzialem, ze
                                            wolalbym kolor czarny. Czarny, powiedzial, jest nienaturalnie farbowany. Nie
                                            robi sie czarnych panam. Zaoferowal czarny kapelusz z welny. Czarny filc nie
                                            podobal mi sie. Zapytalem o bezowy. Bezowe sa ale tez farbowane. Radzil
                                            naturalny kapelusz panama prawie bialy. Przymierzylem raz jeszcze. Kapelusz
                                            kaczynal mi sie podobac. Sprzedawca nic nie mowil. Gryzl cos. Moze kawalek
                                            trawy?

                                            Zapytalem o cene. Bez slowa zwinal kapelusz raz jeszcze. Powtorzylem pytanie.
                                            Wymienil sume. Zapytalem czy wie kto to byl Rockefeller. Wiedzial. Przeprosil.
                                            Zaczelismy targ od poczatku. Podana cene przecialem na pol. Pokazal mi zdjecie
                                            dzieci. Dwie dziewczynki i chlopiec. Pogratulowalem. Podziekowal. Obnizyl cene
                                            do trzech czwartych. Upieralem sie przy polowie. Raz jeszcze zdjecie dzieci mi
                                            pokazal. Przekroczylem lekko polowe wymienionej ceny. Gryzl chyba trawe.
                                            Dorzucil troche do mojej ceny. Przybilismy "cinco". Wyszedlem ze sklepu
                                            z kapeluszem. Po drugiej stronie ulicy byl bar. Wszedlem do srodka i zamowilem
                                            tequile. Wylalem pare kropel na kapelusz a reszte wypilem...

                                            Pariss, swinke sprobuje zdecydowanie dzisiaj. Juz postanowione. Wspomnianej
                                            meskiej zupy na pewno nie dotkne. Chociaz ogolnie zupy lubie :).

                                            Do wczesniejszych dywagacji o "spruciu sie" mozna dodac "borracho". W slangu
                                            sie tutaj mowi "chumado".

                                            Dzisiaj rano po wlaczeniu TV znalazlem sie w kryzysie politycznym. Prezydent
                                            Rafael Correa odgrazal sie, ze zrezygnuje ze stanowiska jezeli jego
                                            propozycja nowej konstytucji nie bedzie przyjeta. Do lotniska mam osiem km
                                            moze obejdzie sie bez zamykania :). Podatki musze jeszcze po powrocie wyslac.

                                            Opalilem sie nie opalajac. Dzisiaj tez tak na oko 20C. I bardzo slonecznie.

                                            Saludos,
                                            m.
                                            • pariss1 Re: Luzne impresje z Quito. 12.04.07, 08:03
                                              Hej Mojito!

                                              Kiedys na travel channel widzialam jak robia takie kapelusze panama. Siedzialy
                                              takie babulinki i plotły. Pozniej składały wlasnie na 4 taki kapelusik i wcale
                                              nie byl pognieciony. Cuda jakies.

                                              Mojito a o kartke moge ladnie poprosic :))))
                                              Pisz szybko o tej śwince...
                                              • mojito Comida tipica Ecuatoriana - cuy (fuj :). 12.04.07, 20:11
                                                Oh, mierda! Wcielo mi caly tekst :). Zaczynam raz jeszcze...

                                                Hola Amigos!

                                                jestem juz po przezyciach ze swinka. Ufff... Na ten kulinarny eksperyment
                                                wybralem ekwadorska restauracje "Mama Clorida" (Reina Victoria y Calama).
                                                Na przeciwko baru "La Boca Del Lobo" i po przekatnej kasyna w hotelu
                                                "Chalet Suisse".

                                                Po drodze wstapilem do baru "No bar" aby lekko znieczulic zmysl smaku.
                                                Dwie szybkie tequile dokonaly tej operacji. Nie spodziewalem sie milych
                                                doznan kulinarnych ale tez nie przesadzalem sprawy. W restauracji milym
                                                akcentem byl mlody czlowiek grajacy na czyms. Zaaferowany swinka nie mialem
                                                podzielnej uwagi aby zauwazyc instrument. Przyszedl "camarero" i z pomoca
                                                mojej korepetytorki hiszpanskiego, Cristina, wyjasnilem sprawe. MUSZE
                                                sprobowac "cuy" i nie bede sie zbytnio rozsiadal. Si, entiendo - powiedzial
                                                "camarero". Zapytal jaka chcemy swinke. Najmniejsza - odpowiedzialem.
                                                Piwo natomiast najwieksze. W litrowych butelkach sie okazalo. Rozmowa sie
                                                nie kleila. Cristina miala mine niewyrazna. Mas o menos. Ja pewnie tez...
                                                Zamowilismy po pol swinki.

                                                Przyszedl "camarero" z talerzami. Na talerzu pieknie ulozone trzy cale zolte
                                                ziemniaki, pokrojone avocado i swinka. W trzech czesciach. Osobno glowa,
                                                osobno tulow i osobno udo z noga. Smutnie to wygladalo. Noga wyciagnieta
                                                posmiernie w kierunku sufitu zdawala sie cos wskazywac. Wciagnalem od razu
                                                pol litra piwa. Cristina tez. Otarlem pot z czola. "Camarero" radzil zdjac
                                                skore i zaczac od srodka swinki. Zdjalem skore i zobaczylem zolty tluszcz
                                                przykrywajacy mieso. Pamietalem, ze zamowilem swinke mala i chuda. Widocznie
                                                dostalem eksportowa wersje :).

                                                Panuje opinia, ze swinka smakuje tak jak kurczak. Mam inna opinie.
                                                Zdecydowalem, ze dla pelni doznan zjem trzy kawalki swinki. Mieso bylo
                                                troche lykowate. Ciagnelo sie i roslo w ustach :). Troche smakiem
                                                przypominalo mi udko zabie. Tez jedzone kiedys niechetnie. Smok W. mial
                                                racje - nie smakowalo mi. Zapach tez byl troche inny niz pieczonego miesa.
                                                Mniej zachecajacy. Niechetnie przelknalem trzeci i ostatni kawalek.
                                                Splukalem piwem. Zjadlem ziemniaki i avocado. Rico! Quiteña Cristina nie
                                                tknela swinki w ogole. Kelner zapakowal nam ja prawie w calosci. Ojciec
                                                Cristiny uwielbia swinke.

                                                Poprosilem o "la cuenta". Dostalem. Zaczalem czytac:
                                                1 cuy - $ 14.99
                                                2 cerveza - $ 3.98
                                                12% IVA - $ 2.28
                                                TOTAL - $ 21.25
                                                Napiwek (propina no incluje) - $ 3.75.
                                                Jadlem swinke dwa razy - pierwszy i ostatni :).

                                                Pariss,
                                                z tym trawiastym kraterem to nie kit. Nieczynny wulkan Pululahua w poblizu
                                                Srodka swiata tak ma. Wyglada jak porosnieta zielenia dolina z domami na
                                                dole. Bylem troche rozczarowany. Na kapeluszu panama tytulem eksperymentu
                                                usiadlem. Wyglada coraz lepiej i wolno traci swoja dziewicza biel.
                                                Dwie kartki do Ciebie leza od wczoraj w skrzynce pocztowej. Tubylcy nie
                                                chca dostawac nic poczta. Nie maja zaufania :). Zapewniono mnie, ze kartki
                                                ewentualnie opuszcza skrzynke. We will see...

                                                Eeela,
                                                dzisiaj w hotelu, jak co czwartek w kwietniu, sa organizowane Noches
                                                Mexicanas. Tequila Cuervo jest sponsorem. W hotelowym lobby od rana
                                                unosi sie optymistycznie wyraz "borracho" :).

                                                Dzisiaj moja ostatnia noc w Quito. Mañana odlot na polnoc. Odespie
                                                w samolocie. A moze zamkna lotnisko ?:). Ekwador to bananowa republika.
                                                Es un dia soleado y la vida es hermosa!

                                                Saludos para todos,
                                                m.
                                                • pariss1 Re: Comida tipica Ecuatoriana - cuy (fuj :). 12.04.07, 21:36
                                                  Brawo! Swinka zaliczona! Musiala byc na pewno fuj...ten
                                                  tłuszcz...zolty...blee :p Pomysl co by bylo jakbys zamowil tlusta i duza. Za to
                                                  teraz chociaz legalnie wypuszcza Cie z Ekwadoru. Nie zapomnij rachunku za
                                                  swinke pokazac celnikowi.
                                                  Za kartki dziekuje...mam nadzieje, ze dotra...moga nawet za 2 miesiace, mam
                                                  nadzieje, ze kiedys je wysla.

                                                  Widac zdjecia w internecie klamia bo nie widzialam takich na ktorych jest
                                                  zielono w srodku krateru....a moze zle szukalam?

                                                  Pozdrówka :)


                                                • s.wawelski Re: Comida tipica Ecuatoriana - cuy (fuj :). 12.04.07, 22:30
                                                  No coz, teraz moge Ci opowiedziec swoja wersje cuy, ktora jadlem w Arequipie.
                                                  Tam dostalismy z zona na wielkim polmisku cala swinke z rozcietym brzuchem. Gdy
                                                  zobaczylismy zacisniete lapki z wysmazonymi pazurkami na chudzitkich lapkach,
                                                  sterczace wysmazone uszka i grymas bolu na otwartym pysiu, z ktorego wychylaly
                                                  sie zabki to od razu stracilismy ochote do jedzenia. Ale aby nie obrazazac
                                                  uczuc personelu Quechua choc troche zwierzaczka podziubalismy. Reszta byla
                                                  bardzo podobna do Twoich doswiadczen. Nie pamietam czy w Ekwadorze serwuja
                                                  alpaki, jezeli tak to bardzo polecam. W Peru kilka razy jadlem poledwice z
                                                  alpaki i bardzo nam smakowala.

                                                  Milego pobytu,

                                                  S.W.
                                                  • yskyerka Re: Comida tipica Ecuatoriana - cuy (fuj :). 14.04.07, 14:38
                                                    Witaj w klubie tych, którzy doświadczyli smaku świnki. :) My też zamawialiśmy
                                                    ją w Peru, więc na talerzach wylądowała w całości. Mąż zjadł całą, obficie
                                                    spłukując ją piwem, ja nie dałam rady. Za tłuste do.
                                                    I zgadzam się z SW co do jeszcze jednego dania: dobra alpaka nie jest zła!
                                                  • s.wawelski Re: Comida tipica Ecuatoriana - cuy (fuj :). 14.04.07, 19:20
                                                    Hola!

                                                    Goscinny ekwadorski watek rozwija sie w nieoczekiwanych kierunkach. Odnalazlem
                                                    stare zdjecia z moim cuy na forum Podroze, do ktorego zalaczam link:
                                                    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,22281312,23233403.html
                                                    Nie bylo to mile przezycie kulinarne ale napewno warte takiej proby, chocby dla
                                                    porownania z innymi...

                                                    Pozdrowienia,

                                                    S.W.
                                                  • mojito Comida tipica Ecuatoriana . 15.04.07, 09:12
                                                    Hola Amigos!

                                                    Do klubu jedzacych swinke wszedlem niechetnie i z oporami :). Chcialem miec
                                                    to empiryczne doswiadczenie za soba. Nawet o deserze wowczas nie myslalem.
                                                    Duza ulga bylo zakonczenie probowania swinki. Skladek klubowych nie bede
                                                    placil :). Nie bylo to przyjemne doswiadczenie kulinarne :(.

                                                    Zdjecia Smoka W. interesujace. Wyglada, ze jednak nadjedliscie swinki sporo:).
                                                    Moja swinka tez miala pare zdjec "post mortem" w calosci. Jezeli kiedys opanuje
                                                    sztuke wklejania zdjec to ja przedstawie :).

                                                    Alpaki w menu w Ekwadorze nie widzialem. Chyba nie jest czesto jedzona
                                                    poniewaz menu zawsze w miare dokladnie czytam. Zapytalem wczoraj o to mojego
                                                    znajomego Peruwianczyka, Manuela i on wprowadzil mnie w swiat lamy, alpaki
                                                    i vicuni. Wielkosc ich jest wlasnie w takiej kolejnosci. W muzeum/skansenie
                                                    Inti-Nan w Srodku Swiata widzalem trzy lamy lub alpaki. Nie potrafilem ich
                                                    rozroznic. Powinienem przewodnika zapytac :). Podobno je sie je rzadziej niz
                                                    strzyze ze wzgledu na bardzo wysoka jakosc welny. Moje doswiadczenie z alpaka
                                                    to trzy szaliki ktore kupilem w Quito. Manuel powiedzial, ze najmniejsza,
                                                    vicune strzyze sie raz na trzy lata.

                                                    Na wzgorzu Panecillo stoi czterdziestometrowa statua La Virgin de Quito.
                                                    Jest wyzsza o okolo 10 m od slynnej statuly Chrystusa na Corcovado w Rio.
                                                    U podnoza statuly zjezdzajac juz do miasta, po prawej stronie, jest restauracja
                                                    Pim`s. Bylam tam dwa razy i mialem tam religijne albo erotyczne doswiadczenie
                                                    kulinarne. Jadlem tam zupe "el locrito" - $ 3.90. Zawiesista zupa z ziemniakow,
                                                    sera i avocado. Wydawalo mi sie, ze wyczuwam tam tez bialko jajka ale kelner
                                                    zapewnil mnie, ze jajek w niej nie ma. Zupa odlot. Zupy lubie i na zupach znam
                                                    sie troche :). Na pewno jedna z najlepszych jaka jadlem. Ziemniaki i ser
                                                    laczyly sie niewyczuwalnie ze soba a kawalki avocado dodawaly koloru i smaku.
                                                    Jedzac ja przymykalem oczy i prawie czulem aksamitny plaszcz Archaniola
                                                    Gabriela muskajacy moje podniebienie :). Dla tej zupy wrocilem tam po raz
                                                    drugi. Musialem :). Perfecto y rico! Moje drugie doswiadczenie bylo rownie
                                                    entuzjastyczne. Jadlem tam rowniez lososia z grilla i troc (trucha) w
                                                    pomaranczach. Obie ryby doskonale. Mialem okazje sprobowac klasyczne ekwadorski
                                                    deser - "Los higos con queso" (3.60). Gorace figi przykryte goracymi grubymi
                                                    plastrami zoltego sera. Ser lamal nadmiar slodyczy fig i tworzyl ciekawa
                                                    kombinacje smakowa. Obie wizyty w restauracji potwierdzily moj szacunek i
                                                    sympatie do chilijskiego vino tinto - Casillero del Diablo. Kelner widzac
                                                    moj zachwyt zupa przyniosl na sprobowanie "llapingachos" bardzo popularna
                                                    potrawa z ziemniakow i sera. "Llapingachos" byly w prawie kazdym ogladanym
                                                    przeze mnie menu.

                                                    Restauracja ma ciekawa liste cocktaili. Zwracal uwage koktajl Sadam Hussein
                                                    (tequila, likier bananowy i gin), Al Pacino, Zombie i Acapulco. Najdrozszym
                                                    koktajlem byl "sueno Ecuatoriano" - $ 9.99. Cena zniechecila mnie do pytania
                                                    o skladniki. Tak drogo snic nie chcialem :).

                                                    Restauracja ma wspanialy widok na lezace w dole miasto. W nocy widac
                                                    rozmigotane tysiacami swiatel Quito. Na espresso i deser mozna przeniesc
                                                    sie od stolika i usiasc na stolkach przy barowym kontuarze twarza do ciagnacego
                                                    sie przez cala sciane okna. Widok miasta noca jest oszalamiajacy. Przy drugiej
                                                    mojej wizycie w Pim`s otworzylo sie niebo i plynela rzeka deszczu. Odnosilem
                                                    wrazenie, ze jem w akwarium. Wracac nalezy absolutnie koniecznie taksowka.
                                                    Panecillo znane jest jako niebezpieczna dzielnica po zapadnieciu zmroku.

                                                    !Buen provecho!
                                                    m.
                                                  • s.wawelski Re: Comida tipica Ecuatoriana . 15.04.07, 22:38
                                                    Napisales swietny przewodnik kulinarny po Ekwadorze!

                                                    Przypomina mi sie jeszcze jedna potrawa zupiasta z Ekwadoru, a mianowicie
                                                    fanesca, ktora ponoc je sie tylko raz w roku - w niedziele wielkanocna. Jest to
                                                    cos jakby skrzyzowanie sopa de mariscos z fasolka po bretonsku.

                                                    Alapaki, na ile ja jestem w stanie je odroznic, maja bardziej okragle glowy i w
                                                    ogole sa bardziej zaokraglone od lam. Vicunie i guanaco sa nieudomowione. Te
                                                    pierwsze sa pod scisla ochrona i rzeczywiscie ich welna jest wielkim rarytasem
                                                    i bardzo droga. Guanaco chyba w ogole nie wystepuja w Peru - widzialem je tylko
                                                    w poludniowej Patagonii.

                                                    Saludos!

                                                    S.W.
                                                  • mojito Buena vista :). 18.04.07, 04:08
                                                    Hola Amigos,

                                                    gracias Smoku W. :). O ekwadorskiej zupie fanesca slyszalem. Niestety,
                                                    spoznienie na samolot pozbawilo mnie dwoch atrakcji ktore zamierzalem
                                                    zobaczyc i zjesc. Targ w Otavalo i wlasnie wielkanocna zupe fanesca.
                                                    Podobno bardzo atrakcyjnym widowiskiem jest procesja na Starym Miescie
                                                    w Quito w Wielki Piatek. Taki religijny karnawal z Rio. Oczywiscie bardziej
                                                    spokojny i bardziej przykryty :).

                                                    Sprzedawczyni w sklepie "SuriAlpaca" majaca zaciecie pedagogiczne probowala
                                                    poduczyc mnie hiszpanskiego tak opisujac welne ekwadorska z alpaki: "suave
                                                    y luminosa bella... una caricia para tu piel..." Miala talent :). Trzy nietanie
                                                    szaliki z alpaki kupilem.

                                                    Pariss,

                                                    dla Ciebie wiec kontynuuje :). Widzialem dwa piekne miejsca widokowe
                                                    z ktorych mozna podziwiac Quito w ciagu dnia. "Cafe Mosaico" (Samaniego N895
                                                    y Antepara). Wjezdza sie na jedno ze wzgorz okolo 30 minut od centrum.
                                                    Restauracja/cafe umieszczona jest na pietrze. Stoliki, kwadratowe i okragle,
                                                    nie maja obrusow. Blaty sa wylozone mozaikowo kamykami roznych kolorow.
                                                    Zdziwila mnie lekko grecka muzyka. Menu potwierdzilo moje przypuszczenia.
                                                    Souvlaki i tzatziki nie wygladaly na potrawy ekwadorskie :). Nie bylo sensu
                                                    jesc greckie dania w Ekwadorze. Mozna jednak bylo usiasc na tarasie, zamowic
                                                    margarite (mojito nie mogli zrobic poniewaz zabraklo "hierba buena" (swiezej
                                                    miety) i podziwiac panorame miasta. Daleko az po widoczna w oddali La Virgen
                                                    de Quito ciagnely sie plaskie dachy domow. Dominowal kolor przybrudzonej bieli
                                                    i zmielonej cegly. Dachy byly zadziwiajaco czyste i niczym nie "zagracone".
                                                    Wzrok nie mial sie do czego przyczepic :). Buena vista. Cafe troche przydroga.
                                                    Prawdopodobnie panorama byla wliczona w cene. Margarita z dwoma podatkami (tax1
                                                    i tax2)kosztowala $ 6.71. Napiwek dodatkowo. Srednio cocktaile w Quito kosztuja
                                                    w granicach $ 3 -4.50. Na jednym wiec cocktailu niechetnie poprzestalem.

                                                    W oczekiwaniu na zamowiona taksowke i pijac gratisowe espresso wdalem sie w
                                                    male gadu-gadu-skakadu z wlascicielem Alexandros Karras. Powiedzial, ze
                                                    rodzina ma rowniez kafenion na greckiej wyspie Skiathos. Podejrzewam, ze
                                                    gratisowe espresso zawdzieczam Krzysztofowi Warzecha, krolowi strzelcow
                                                    w greckiej lidze grajacemu w zespole Panathinaikos. Grek wymawial jego
                                                    nazwisko z podziwem i zupelnie poprawnie po polsku. cafemosaico.com.ec

                                                    Drugim bardzo ciekawym miejscem do stania/siedzenia przy barze i patrzenie
                                                    na piekny widok z klifowego brzegu jest mala kawiarnia/bar "Mirador de Guapulo"
                                                    w poblizu znanego hotelu Quito. Miejsce zatloczone i z muzyka na zywo.
                                                    Ze stolka barowego widzi sie lezaca w dole wioske Guapulo z bialymi domami
                                                    przykrytymi ceglastymi dachami. Barman opowiadal o historycznym kosciele
                                                    u podnoza klifu ale gwar w barze polaczony z muzyka i trzecia margarita
                                                    nie pozwalal mi uslyszec dokladnie o czym mowil. Usmiechalem sie blogo i
                                                    potakiwalem glowa z udawanym zrozumieniem i zainteresowaniem :).

                                                    Byc moze juz jutro bedziesz mogla sama to zobaczyc www.powerball.com :).
                                                    Twoje numery na srode i sobote (te same na oba losowania):
                                                    16 33 35 46 49 PB 17,
                                                    09 25 41 43 53 PB 37. Buena suerte!

                                                    Saludos,
                                                    m.


                                                    z wlasci
                                                  • pariss1 Re: Buena vista :). 19.04.07, 20:33
                                                    Hola!

                                                    Za to losowanie niestety jeszcze nie zobacze tych widoczkow. Moze za sobotnie?

                                                    Ten Aleksandros to na pewno dolicza widoki do rachunku. Restauracja wygląda na
                                                    przytulna i ciekawie urzadzona. Fajne klimaty aczkolwiek nie ekwadorskie. Też
                                                    jak jestem w danym kraju to lubię kuchnię miejscową a nie jakies inne
                                                    wyszukane.
                                                    Jak widzę urlop miales udany, zakupy zrobione świnka zjedzona (no prawie),
                                                    widoczki i slońce bylo....teraz aby do nastepnego :)

                                                    Trzymam kciuki za kolejne losowanie.
                                                  • mojito Vida nocturna/Nocne zycie. 21.04.07, 06:54
                                                    Nocne, tetniace i pulsujace muzyka latynoska nocne zycie budzi sie
                                                    w Quito w czwartek. Popularnie uznawana za najciekawsza "salsateca"
                                                    jest "Seseribo". Niepodzielnie panujace krolestwo salsa, merengue i cumbia.
                                                    Czwartek jest najlepszym dniem do odwiedzenia "Seseribo". Wyglodzeni
                                                    parodniowa przerwa milosnicy latynoskich rytmow licznie pojawiaja sie
                                                    w lokalu. Wjazd kosztuje $ 10 i za ta cena mozna dostac dwa koktajle w barze.
                                                    Atmosfera jest super, muzyka fantastyczna i mozliwosci tanca ograniczone
                                                    tylko umiejetnoscia tanczacych. Ogladanie Latynosow w tancu to " experiencia
                                                    erotica" :). Tancza niesamowicie. Pare razy wydawalo mi sie, ze widza
                                                    tanczacego solo mezczyzna. Przy dokaldniejszym spojrzeniu widac bylo tanczaca
                                                    pare tak blisko siebie, ze kartki papieru nie mozna by bylo miedzy nich wlozyc.
                                                    "Seseribo" es pura salsa :).

                                                    Drugim bardzo popularnym miejsce juz o zdecydowanie innym zabarwieniu jest "No
                                                    bar". Mieszanka quitenos i gringos. Bar raczej do picia i tanczenia niz
                                                    tanczenia i picia. Odwrotnosc "Seseribo". Zaleta baru jest to, ze zamyka swoje
                                                    drzwi dopiero o 3:00. Wjazd $ 5.00. Widzialem trzy przyciemnione parkiety
                                                    do tanca i oblezony ciagle bar. Interesujace miejsce :).

                                                    Polecany w kilku przewodnikach lokal "Tijuana" od dwoch lat nie istnieje.
                                                    Slyszalem same dobre opinie o lokalu "Bogarin". Brak czasu nie pozwolil mi
                                                    miec swojej opinii. Wiekszosc lokali ma "consumo minimo". Wymog wypicia
                                                    dwoch koktajli w barze. Nie zauwazylem aby sprawialo to jakakolwiek trudnosc
                                                    obecnym.

                                                    Rownie niesmacznym jak swinka morska doswiadczeniem jest podatek lotniskowy
                                                    przy odlocie z Quito. Podatek wynosi $ 37.90 (solo efectivo) i wklejany jest
                                                    do karty pokladowej na samolot. Dowod oplaty jest sprawdzany rownie uwaznie
                                                    tak jak paszport. Bardzo dokladna dwukrotna kontrola bagazu przy odlocie.
                                                    Sadze, ze czyms moglem zaniepokoic kontrolera poniewaz tuz przed wejsciem
                                                    do samolotu uprzejmie poprosil mnie po raz trzeci o pokazanie zawartosci
                                                    mojego bagazu.

                                                    Pariss,

                                                    rzeczywiscie tygodniowy urlop uwazam za udany. Nadgryzienie swinki uwazam
                                                    za lekko stresujacy sukces :). Na opinie o szalikach z alpaki bede musial
                                                    poczekac do zimy. Do nastepnych wakacji bede musial cierpliwie poczekac do
                                                    lipca. Chyba ze, dzisiaj Fortuna usmiechnie sie do nas www.powerball.com
                                                    Tez tzrymam kciuki :). Twoj wyjazd do Syrii tez juz chyba niedlugo :).

                                                    Slonecznego i udanego weekendu zycze,
                                                    saludos,
                                                    m.
                                                  • pariss1 Re: 4 $?? 22.04.07, 09:54
                                                    Buenas dias Mojito!

                                                    O ile dobrze czytam i sprawdzam to wygrałam całe 4 dolce!!! Ale jestem
                                                    bogata!!! :))))tak sobie ostatnio myslałam, ze przeciez dwa razy na poczatku
                                                    kiedys mialam jakies wygrane, ktore inwestowales w kolejne losy a teraz
                                                    dluuuugo byla cisza. Prosze potwierdz, ze to prawda bo ja z tego wszystkiego
                                                    zamiast 35 widzialam 45 i myslalam, ze az 7 dolców mam w kieszeni...hi...hi..

                                                    Ten kontroler może myślał, ze chcesz jakas pyszna tlusta ekwadorska swinke
                                                    nielegalnie wywiezc i dlatego tak Cie sprawdzal ;)
                                                    Do lipca to troche bedzie sie Tobie dluzyc. Ja planuje po moim majowym urlopie
                                                    dopiero w pażdzierniku nastepny wiec jeszcze dluzej. W czerwcu za to jade na
                                                    dluzszy weekend oprowadzac kolege z Londynu po Warszawie....ktorej wogole nie
                                                    znam :) Zgubie go pewnie, znajac moja orientacje w terenie.
                                                    Syria tymczasem juz 9 maja i w dlugi weekend majowy zacznie mi sie podnosic
                                                    adrenalina podczas szykowania i pakowania.

                                                    Pogoda nam sie znowu poprawia i jutro ma byc kolo 18 C i slonecznie.

                                                    Spokojnej niedzieli
                                                    Pozdrówka :)


                                                  • mojito Cuatro dolares! 22.04.07, 21:20
                                                    Buenas tardes Pariss,

                                                    wygralas cztery dolary :). Gratuluje. W jaki sposob chcesz je "re-inwestowac"?
                                                    Cala sume wlozyc w nastepne losowanie www.powerball.com czy sume
                                                    podzielic na pol ?

                                                    Z oprowadzeniem kolegi po Warszawie powinnas sobie poradzic. Zajrzyj
                                                    do przewodnika i postudiuj mape miasta. Glowne atrakcje znajdziecie
                                                    w wielkim centrum miasta a do Wilanowa dojedziecie bez trudu :).

                                                    Wylatujac Z Quito sprawdzilem hotelowa skrzynke pocztowa. Kartki zniknely.
                                                    Klucz od skrzynki ma tylko listonosz :). Wczoraj dotarly pierwsze kartki
                                                    z Ekwadoru do Stanow. Dobrze wiec jest :).

                                                    U mnie dzisiaj slonecznie i upalnie. Slupek rtec oscyluje na wysokosci
                                                    28 C. W parku zrobil sie prawdziwy piknik. Nadchodzi chyba juz lato :).

                                                    Saludos!
                                                    m.
                                                  • pariss1 Re: Cuatro dolares! 23.04.07, 08:02
                                                    Mojito, oczywiście inwestuje w kolejne losy :))))))) Ale fajnie...może jest
                                                    jakas szansa chociaz na te 200.000 ?
                                                    Szybko strasznie te kartki doszły do USA. Listonosz sie postaral i pewnie moja
                                                    tez ju w drodze.
                                                    28 C mówisz? hm.... u mnie rano teraz narazie 10 , brakuje jeszcze 7 C do tych
                                                    prognozowanych, ale lato juz sie czuje.

                                                    Wracam do pracy...
                                                    pozdrówka
                                                  • pariss1 Re: Mitad del Mundo - Ecuador :) 23.04.07, 17:14
                                                    Dostalam kartke!!!!! :D :D ale fajnie....ten listonosz chyba prosto na lotnisko
                                                    je zawiózł i wrzucił do samolotu, że razem do Stanów i Polski doszły ;)

                                                    Chociaz cos milego w ciagu tego dnia...bo w pracy totalne kongo, ale jeszcze 16
                                                    dni męki.

                                                    Dziekuje bardzo :))))))
                                                  • mojito Re: Mitad del Mundo - Ecuador :) 25.04.07, 04:31
                                                    Hola Pariss,

                                                    powinnas otrzymac wiec jeszcze jedna kartke :). Jestem mile zdziwiony
                                                    sprawnym i szybkim dzialaniem ekwadorskiej poczty.

                                                    Wrocilem z dwudniowej wizyty u siostry w sasiednim stanie. Pojechalem
                                                    razem z kapeluszem panama. Zdecydowalismy sie po przyjacielsku z panama
                                                    rozstac. W Poludniowej Ameryce kapelusz ma racje bytu. U mnie jednak w F.
                                                    nie bedzie mial zastosowania. Troche dziwnie bym sie czul noszac kapelusz :).
                                                    Siostra ma ogrod i razem z mezem beda uzywali panamy siedzac w sloncu.
                                                    Ustalili juz nawet grafik :). Adios, panama!

                                                    Twoje numery na jutrzejsza loterie www.powerball.com :
                                                    04 08 18 23 52 PB 01,
                                                    08 19 23 34 49 PB 05,
                                                    08 12 21 39 42 PB 35,
                                                    02 07 09 19 52 PB 12. Byc moze nie bedziesz musiala czekac 16 dni :).

                                                    Saludos,
                                                    m.
                                                  • pariss1 Re: Palacio de Carondelet - Quito :) 25.04.07, 20:24
                                                    Cos mi sie enter wcisnął za szybko..

                                                    Ekwadorska poczta jest szybsza niz meksykanska, tego jestem pewna. Nawet cale 2
                                                    tygodnie nie szły. A z Meksyku prawie miesiac o ile dobrze pamietam. Co dziwne,
                                                    znaczki jakby co, moge jeszcze raz użyć bo ani jeden ani drugi nie jest
                                                    podpieczętowany.
                                                    Dzieki :)

                                                    Szkoda tego kapelusza panama. Trzeba bylo sobie zostawic na wyjazdy do Meksyku
                                                    na sieste na leżaku miedzy palmami , byłby w sam raz. W razie co to moze
                                                    siostra pozyczy jak bedzie jakas dziura w grafiku.

                                                    Piłeczki niech się kręcą....dzięki za losy

                                                    Pozdrówka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka