tlusciutka
03.02.04, 15:20
czyli pamietnik tlusciutkiej-"kopenhaska i ja!"
dzien 1
nawet nie bylo tak zle. kawa poszla bez problemu, szkoda ze bez mleka, ale
dalo sie przezyc. kolo godziny 10-tej zaczelam myslec o lunchu. na razie bez
konkretow, bo zawartosc plastikowej torebki wyzwalala odruchy odwrotne do
laknienia.
dzizas!!! godzina 13-ta. zajrzalam do torebki z 'jedzeniem'. zgroza. jajka
wygladaja super, chociaz jedno chyba nabralo ksztaltow nieokreslonych,
natomiast szpinak... dziubalam go widelcem jakies 5 minut i zastanawialam sie
czy glod mnie wystarczajaco zmusi...
zmusil... na zmiane z pomidorem jakos poszlo... potem jedynie straszylam
zielonymi zebami bo nawet nei bylam w stanie ich oblizac!
wieczorem filet i salata. poszlam spac o 8-ej, bo zoladek wyl glosniej niz
ja. kuchnie omijam lukiem....