Dodaj do ulubionych

jak najlepiej odchudzić męża, który...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.06, 17:05
ma słabą wolę, ale za to jest dosyć "usłuchany"? ;) Mam na myśli to, że jeśli
nakłonię go do jakichś cwiczeń, to będzie je realizował (trochę przy tym
marudząc i argumentując odnośnie swoich "racji" ;))) ), ale raczej nie dam
rady nakłonić go do jakiegoś konkretnego ograniczenia ilości pożywienia. Na
razie osiągnęłam to, że:
1) Stara się nie jadać po godzinie 19-tej
2) pije trochę więcej wody mineralnej niż kiedyś (ale nadal zbyt mało jak
uważam)
3) jada więcej drobiu
4) chleb zmieniliśmy z białego na razowy (choć czasem kupuje biały,
argumentując że razowego nie było ;) )
5) wyciągam go na rower
6) czasem moblizuję go do ćwiczeń w domu
7) chodzimy na spacery
Od września dojdzie jeszcze basen, ale tylko raz w tygodniu i na zasadzie
pływania tylko rekreacyjnego ;)

Co jeszcze mogę zrobić, żeby odchudzanie go tak bardzo nie bolało, ale żeby
osiągnąć jakiś efekt? Mąż ma 10-15 kg nadwagi :-] Może jakieś specyfiki by
pomogły? Błonnik, żeby "wypełnić żołądek"? Może jakieś inne aktywności?
Siłownia? Jeśli siłownia, to na jakie ćwiczenia położyć nacisk?
Dodam, że jest piwoszem i jego główny problem to właśnie brzuch.
Proszę o pomoc, głównie dziewczyny, którym się udało odchudzić swoje drugie
połówki w sposób możliwie łagodny ;)
Tak, tak wiem że seks to jedna z możliwości ;) Ale pytam też o inne :-)
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.
Kika
Obserwuj wątek
    • Gość: Aga Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.06, 17:53
      To zupełnie jak mój mąż, kolacji nie zje ale piwa się napije,a potem go koło 11
      zaczyna ssać go w żołądku. Do tego aktywność ogranicza do klikania w
      komputerową myszkę. MIęsień piwny ma całkiem okazały i co jakiś czas wpada w
      doła, bo ktos go grubaskiem nazwie i wtedy ostro ogranicza jedzenie i piwo...
      ale tylko na jakieś dwa dni.
      Na basen nie pójdze bo ma za duży brzuch i się wstydzi, na siłownie też nie bo
      będa się na niego gapić, ewentualnie na spacer albo na rower ale to
      sporadyczne, raz na tydzień bo przecież 'ratowanie świata' ważniejsze. :)
      więc z chęcią przeczytałabym wasze dobre rady
      • Gość: Kika Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.06, 18:43
        > Na basen nie pójdze bo ma za duży brzuch i się wstydzi, na siłownie też nie
        bo będa się na niego gapić, ewentualnie na spacer albo na rower ale to
        > sporadyczne, raz na tydzień bo przecież 'ratowanie świata' ważniejsze. :)

        No mojemu to by się przydało coś takiego jak uczucie wstydu, bo mi to się coś
        zdaje, że ten brzuch to mu wcale nie przeszkadza ;) Owszem - wie, ze takowy
        istnieje i jest większy niż przeciętnie, ale na wiedzy się kończy :)
            • kazek100 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 12:34
              Jeżeli mogę wtrącić pewna radę.

              1. Nic sie nie da zrobić, jeśli naprawdę sam nie zechce. Zapytajcie go, czy
              chce. Niech to zrobi dla Was. Ja to zrobiłem dla swojej żony. W ciągu
              ostatniego roku schudłem 17 kg.

              2. Jak to zrobić nie pozbawiając się przyjemności (w końcu raz się żyje). jeść
              śniadanie (w miarę lekkie, ale bez przesady - facet jeśc musi). Potem nie jesć
              obiadu! Za to zjeść kolację. Dlaczego?
              Otóż wielu odchudzających się próbuje nie jeśc kolacji. Ale mało kto potrafi
              sie położyć spać głodnym. Poza tym facet pije piwo, i tak już jest, a jak pije
              piwo, to musi czymś zagraźć, normalka. Okazuje się więc, że obiadu można sobie
              odmówić w miarę łatwo, a z kolacją jest trudniej. Tylko prosze mi nie pisac, że
              to niezdrowo - wiem, ale tak jest bardziej "życiowo", a więc skuteczniej. Poza
              tym nie mówię, że ta kolacja ma byc o 22. Może byc okoła 19. Tak, ny nie miec
              dyskomfortu z kładzeniem się spac na głodnego.

              Być może piszę bzdury, ale w moim wypadku się udało. Życzę powodzenia.

              (acha, brzuszki i pompki też się przydzadzą). Po jakichś 3 tygodniach już
              widziałem rezultaty, a jak się widzi rezultaty, to wszystko jest łatwiejsze)
        • Gość: Art61 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: 217.197.68.* 01.09.06, 17:02
          Po 15 latach siedzenia za biurkiem, picia po 3 piwa prawie co wieczór, jedzeniu
          obiadów o 22, wziąłem się za siebie (oczywiście dla mojej ukochanej Asiuni:)).
          Wprawdzie nie jestem jakimś wielkim grubasem (90kg/173 cm) ale brzucho już było
          paskudne. Po 3 tygodniach ostrej walki ze sobą i diety z satysfakcją zaczynam
          patrzeć i na wagę i w lustro. Teraz ważę 81,5kg. Brzuch i oponka zaczynają
          znikać, dorabiam kolejne dziurki w pasku i mieszczę się w stare koszulki.:) Jem
          duzo warzyw (owoców nie lubie - za słodkie),serki, czasem sobie pozwolę na
          kawałek mięsa, zero pieczywa, ziemniaków, makaronów itp., piwo mi już nie
          smakuje, drinka albo czystą sobie czasem chlapnę, no i co rano i wieczor 10-15
          min. biegu + 15-20 min. intensywnych ćwiczeń (lekkie hantle, brzuszki,
          przysiady, rowerki itp.) Jak na razie co dzień widze poprawę i nie zamierzam
          spocząć aż nie zejdę gdzieś do 75-77 kg. A potem już tylko dbać o to co jest.
          Najważniejsza jest dyscyplina. Wiecie jak sie czulem po pierwszych 3 dniach?
          Rano po wstaniu krok mumii, sztywny, ból mięśni niesamowity. Głod jak cholera.
          Teraz wiem że mogę podjadać jak jestem głodny, a to pomidorka, a to rzodkiewkę,
          troszkę kapusty kiszonej, jabłko. Głod zabija, a wagi nie przybywa:) Ale
          najważniejsze w tej kuracji jest jedno. Trzeba naprawdę zakochać się znowu w
          swojej żonie tak jak ja:):):)!!! Wtedy jest dużo łatwiej:) No i żona też pomaga
          zamiast schabowego szykując jakąś pyszną salatkę i urozmaicają dietę. No i
          jeszcze są inne pozytywne zmiany. Zniknęły potworne bóle głowy i szyi (od
          siedzenia przy kompie), czuję się lżejszy, mam więcej energii, rano po
          ćwiczeniach i prysznicu czuję się nieźle naładowany, mam bardziej pozytywny
          stosunek do świata i ludzi. Nawet udaje mi się ostatnio przychodzić na 7 rano
          do firmy (przedtem 10-11) oczywiście nie codziennie żeby nie przeholować:)
          Paniom mogę poradzić jedno: jeśli Wasz mąż wykaże choć odrobinę chęci zmiany
          sylwetki i tuszy, to mu kibicujcie z całych sił, pomagajcie w żywieniu, nie
          wciskajcie schabowego z kapustą na siłę bo szkoda wyrzucić a dzieci nie zjadły.
          Może pomoże...
    • motylanoga71 a propos seksu 20.08.06, 19:56
      to kiedys podczas chat'u z Pawle Brzozka ( mistrz PL w kulturystyce) i maz
      mistrzyni Eli Boreckiej- Brzozki ( fitness sylwetkowe) na pytanie
      czy aeroby mozna zastapic seksem
      stwierdzil ze i owszem ale tylko wtedy jesli uda sie to robic pytajacemu przez
      45 min w jednostajnym tempie :)

      pzdr

      Y.
              • Gość: Kika Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.06, 00:36
                Z ciekawości - dlaczego aeroby polecasz po treningu obwodowym? Ja zawsze
                trwalam w przekonaniu (widać błędnym ;) ), że najpierw godzinka aero, a potem
                działam na brzuch czy inne "kłopotliwe" partie ;)
                Co do Kudzu, to czy to jest całkowicie bezpieczne? Roślina rośliną, ale
                marihuana też nią jest ;) W jaki sposób roślina może przeciwdziałać
                uzależnieniom? ;) Konkretnie jak to się że tak powiem - chemicznie - dzieje?
                Hamuje apetyt na to co się lubi? A czy są jakieś skutki uboczne? Przepraszam za
                zalew pytań, ale pierwszy raz spotykam się z tą nazwą, a przeszukiwanie
                internetowych zasobów obfituje przeważnie w peany na cześć tego specyfiku i
                zaczynam się robić podejrzliwa, że coś za ładnie to wszystko wygląda ;)
                Do przeczytania.
                • jogger Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 28.08.06, 14:06
                  > Z ciekawości - dlaczego aeroby polecasz po treningu obwodowym? Ja zawsze
                  > trwalam w przekonaniu (widać błędnym ;) ), że najpierw godzinka aero, a potem
                  > działam na brzuch czy inne "kłopotliwe" partie ;)
                  Obwód - to ćwiczenia siłowe na całe ciało 'przepalające' glikogen mięśniowy i
                  wtedy łatwo wchodzi się przy aerobach w fazę spalania tłuszczu. Brzuch czy inne
                  dedykowane okolice - trenowane w stopniu zbliżonym do aerobowego - tj. małe
                  obciążenia/duża l. powtórzeń/minimalne odpocaynki - po aerobach są OK.

                  > Co do Kudzu, to czy to jest całkowicie bezpieczne? Roślina rośliną, ale
                  > marihuana też nią jest ;) W jaki sposób roślina może przeciwdziałać
                  > uzależnieniom? ;) Konkretnie jak to się że tak powiem - chemicznie - dzieje?
                  > Hamuje apetyt na to co się lubi?
                  Działa bezpośrednio na receptory ośrodka przyjemności w mózgu i tyle -
                  doprowadza do stanu 'zaspokojenia' bez wcześniejszego pobudzenia.

                  > A czy są jakieś skutki uboczne?
                  Nie zauważyłem.
    • 100kilo Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 02:29
      Cze,
      Sama wiem, jak trudno przezwyciężyć trudne nawyki swoje i męża. Mnie pomagały na
      jakieś dwa miesiące rózne diety (najbardziej Montiniak), ale potem... Mojemu to
      nic nie odpowiadało, za wyjątkiem diety Kwaśniewskiego... Ostatnio podrzuciłam
      mu dietę horoskopową i widzę, że go coś ruszyło sumienie, bo myślał, że to co
      robi, to nikt nie widzi i jest norma. A to widać. Czasem trzeba, żeby ktoś
      powiedział glośno, "chłopie jesteś słoń, to widać i weź się za siebie" (mnie coś
      podobnego powiedziała kiedyś babcia ale mam wyjątkowo słabą wolę). Dobrze, żeby
      to powiedział ktoś, kogo podziwia. Ewolucyjnie można zmieniać dietę, ale
      wewnętrzne przekonanie, to musi być wstrząs. Demaskacja. Przyszpilenie do muru!
      pozdro
      Kaśka100kilo (może trochę mniej, ale za i tak sporo za dużo)
    • kachu200 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 03:41
      Mięsień piwny zniknie jeżeli przestanie pić piwo.
      Nie wiem ile pije i czy codziennie oraz mocne czy słabe,
      ale ilość kilokalorii i rodzaj energii (maltoza) daje na wieczór
      drugi obiad do tego przegryzany słonościami.
      Najlepiej przerzucić się na wino (mniej kaloryczne, zapobiego chorobom serca ale
      wychodzi drożej niż piwko)
      Te wszystkie diety itp. bez zaprzestania regularnego spożycia piwa
      nic nie dadzą. Sam uprawiałem przez kilka lat intensywnie sport (piłka nożna,
      ćwiczenia, rower -nie tak ja wyczynowiec, oczywiście, ale jak zaangażowany
      amator) i mięsień piwny narastał.
      Wystarczył miesiąc bez piwa i straciłem kilka kilogramów.

      Życzę Wam wszystkim powodzenia w odchudzeniu mężów i chłopaków
      tym bardziej, że skoro Wam na tym zależy, to pewnie same jesteście od nich
      szczuplejsze - niech też się postarają !!!
      • Gość: Szkwal Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.pl.tesco-europe.com 29.08.06, 10:01
        Podpisuje sie pod tym to co napisal.
        Codziennie mialem duza porcje ruchu:
        - ok 3 godziny biegania z psem
        - jazda na rowerze do pracy i z powrotem /ok 1.5h/
        - intensywna zabawa z dzieckiem /ok. 3h/
        - seksu też powyżej średniej krajowej
        Dodatkowo raz w tygodniu jedno lub kilka z wymienionych: wspinaczka górska,
        jazda na rowerze, siatkówka, basen, żeglarstwo regatowe.

        Przy takiej aktywności sylwetka była super - nigdzie zbędnego tłuszczu poza...
        brzuchem... niestety.

        Zamieniłem piwo na wino, wodę źródlaną na mineralną. Ograniczyłem aktywność
        ruchową /-1 godzina biegania z psem na +1 godzina zabawy z dzieckiem/. Po 3
        miesiącach mogę powiedzieć, że brzuch jest ok.

        Na pewno nie namówisz męża na porzucenie piwa, ale powinien dać się przekonać,
        żeby pijać piwko rzadziej - przy okazji jakiegoś pikniku a nie wieczorkiem
        przed tv /wtedy lepiej nalać sobie z żoną winka i pogadać - na co tak trudno
        znaleźć czas w ciągu dnia/.

        Powodzenia.
    • Gość: Mark Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.ca 29.08.06, 03:49
      Mialem wrazenie, ze to moja lepsza polowa skarzy sie na mnie, ale jak doszedlem
      do punktow 5,6,7 to przekonalem sie ze nie; o ile zona zmusza mnie do jedzenia
      jakis tam zielsk i zamyka (wrecz) lodowke po 19tej, to nie dopuszczam do zadnych
      rowerkow, spacerkow a juz tym bardziej cwiczen! ;)

      A tak na powazniej to dziekuje za ciekawy temat. Moim problemem jest... jak
      zaczac. Dam przyklad; na poczatku lipca, wykupilem serie 9 prywatnych lekcji
      plywania a bylem jedynie na dwoch. Plywam dobrze, ale myslalem ze instruktor
      zmobilizuje mnie do regularnego odwiedzania basenu przez ten czas a pozniej
      jakos pojdzie. Wina instruktorki, ktora byla w wieku mojego syna... moze nawet
      mlodsza. Na poczatku roku, jako noworoczne zobowiazanie na 2006 kupilem
      stacjonarny rowerek - wydalem kupe pieniedzy bo musi wytrzymac moje intensywne
      uzywanie i rzeczywiscie uzywalem w miare intensywnie przez... trzy tygodnie.
      Dzisiaj stoi uparcie spelniajac role kolejnego wyrzutu sumienia. Wina braku
      czasu (phi!). Rekordem jest jednak rok 2005, gdzie placilem miesieczne
      czlonkostwo w gym'ie nie bedac tam ani razu! Wina bylo skrzyzowanie, na ktorym
      strasznie dlugo musialem czekac na zmiane swiatel. Wszystkie "winy" oczywiscie
      sa bo jakies musza byc ;)

      Nim jednak zaczniecie o mnie zle myslec (a juz nie daj Boze mowic) to takie
      podejscie do "tematu" zauwazylem u siebie gdzies po czterdziestce. Przedtem
      bylem aktywny, regularnie (w miare) chodzilem na gym, gralem w golfa (nawet duzo
      bo lubie, ale teraz nie moge, bo... boli mnie krzyz - hmmmm, zastanawiam sie
      dlaczego, eh?) a nawet od czasu do czasu ganialem za pilka z innymi tatusiami.
      Teraz mam 47, waze 100kg (tuz przed), przy wzroscie 184 i mam siedzaca prace.
      Moja waga "idealnego samopoczucia" jest 85 kg a wiec znowu nie az tak duzo do
      zrzucenia. Jestem raczej szczuplej budowy ciala i jak wskocze w gajerek to
      jeszcze wygladam, ale przyznam, ze czuje sie strasznie nieciekawie - no i ten
      krzyz...

      Potraktujcie moje pytanie powaznie, prosze; ja naprawde chce z powrotem wejsc w
      rytm jakis cwiczen, ale strasznie trudno mi zaczac. Jakies rady? Moze ziolka? Co
      zrobic na poczatek - tzn. jaki rodzaj cwiczen jest najbardziej "wciagajacy"?.
      Cokolwiek?
      • rychonyc2 Mark, czuje Twoj bol. 29.08.06, 04:57
        Mam 37 lat i siedzaca prace. Ponad dwa lata temu dalem anons (tak dla jaj) na
        jednej z internetowych stron z moimi autentycznymi zdjeciami. Rezultat byl
        zaden. Zadna kobieta nie byla mna zainteresowana. Postanowilem wiec sam
        napisac do paru. Rezultat ten sam. Wtedy przyjzalem sie sobie dobrze w
        lustrze, i swoim zdjeciom. Zrozumialem ze mam powazna nadwage ktora czynila
        mnie nieatrakcyjnym. Postanwilem zerwac z przyzwyczajeniami. Zaczalem biegac.
        Smiac mi sie chce, bo na poczatku obieglem dookola moj budynek i padalem ze
        zmeczenia. Dzisiaj moge swobodnie przebiec kilkanascie mil, jezeli mam na to
        czas. Po trzech miesiacach codziennego biegania moja waga spadla z 200 funtow
        na 168. Teraz bylem za chudy. Zaczalem chodzic na silownie. Nic mnie tak nie
        zmobilizowalo jak widok paru panow dobrze po piecdziesiatce ktorzy wygladali
        jak greckie rzezby. Nawet nie wiedzialem ze oni maja tyle lat, podsluchalem
        dwie dziewczyny jak o tym ze soba mowily. Oczywiscie bylo przy tym sporo
        chichotu i domyslow na temat sprawnosci seksualnej tych panow. Dziewczyny
        twierdzily, ze faceci w tym wieku i w takiej formie napewno mogliby je
        zaspokoic w znacznie lepszym stopniu niz ci o wiele mlodsi. Dzisiaj wygladam
        naprawde dobrze. Nie potrzebuje dawac anonsow na internecie. Wystarcza mi
        spojrzenia kobiet na ulicy, ktore mowia same za siebie. Poza tym, wszyscy
        stali sie tacy jacyc milsi i bardziej uprzejmi. Moze sie myle, ale tak mi sie
        wydaje. Pozdr i powodzenia. R.
        • Gość: Mark Re: Mark, czuje Twoj bol. IP: *.corpnat-toroon.gt.ca 29.08.06, 15:27
          Dzieki - sprobuje biegac :)))

          A co do mlodych panieniek... to zalezy od punktu widzenia; jestem zonaty 22 lata
          i nigdy nie mialem potrzeby szukania na zewnatrz czegos, co zawsze mialem na
          miejscu i to w doskonalej jakosci - nie mam na mysli tylko seksu, ale
          caloksztalt. Rozumiem jednak Wasz punkt; moze to wlasnie jest moimi problemem,
          ze jest mi za dobrze?

          Raz jeszcze dziekuje z uwagi i zycze wszystkim... doskonalej formy!
      • uwolnic_cyce Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 08:37
        Mark napisał(a):
        > Potraktujcie moje pytanie powaznie, prosze; ja naprawde chce z powrotem wejsc
        w
        > rytm jakis cwiczen, ale strasznie trudno mi zaczac. Jakies rady? Moze ziolka?
        C
        > o
        > zrobic na poczatek - tzn. jaki rodzaj cwiczen jest najbardziej "wciagajacy"?.
        > Cokolwiek?

        Sprawa jest najzupełniej prosta.Otóż musisz znaleźć sobie kochankę ze
        dwadzieścia lat młodszą. Kilogramy polecą w dół i poczujesz się lepiej.Nie
        tylko z tego powodu.
      • Gość: lukasz_sz Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.06, 00:09
        +15 kg to wcale nie jest mało. A jest to tyle ime ma w zapasię przeciętny "misiek". Wystarczy kiedyś dla
        próby kupić trzy 5l butle mineralnej i przytargać to do domu. Radze kupować w najbliższym sklepie...
        taki eksperyment daje do myślenia...

        Może tak da się zmobilizować kogoś do pracy nad sobą. Jak to wszystko tak powoli "zarasta" to się nie
        czuje, dopiero gwałtowna zmiana jest wyraźnie widoczna.

        pozdro
        lukasz
    • rychonyc2 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 04:37
      Nie jestem kobieta. Jestem facetem ktory zgubil dobre 12 kg. Zgubic wage jest
      niezmiernie ciezko bo to oznacza odstawienie pewnych nawykow na bok. Nie wierz
      ze duzo sexu, plywanie raz w tygodniu, jedzenie chleba razowego i drobiu da
      tutaj jakies rezultaty. Caly problem z nadwaga polega na przyjmowaniu wiekszej
      ilosci kalorii niz sie spala. Zeby zgubic wage trzeba zastosowac manewr
      odwrotny: spalac wiecej niz sie przyjmuje. A to oznacza jedno: trzeba zaczac
      jesc mniej i ruszac sie wiecej. Proporcje sa rozne w zaleznosci od osoby. W
      Polsce najwiecej kalorii przyjmuje sie w postaci weglowodanow. Chleb,
      ziemniaki, makaron, ryz, kluski i inne przetwory z maki to sa glowne skladniki
      niemal kazdego dania. Twoj maz lubi tez piwo. Alkohol niestety tylko poteguje
      problem, bo organizm wprost rzuca sie zeby spalic kalorie pochodzace od
      alkoholu (alkohol ma strasznie duzo kalorii)i zapomina o tych ktore przyjmujemy
      w postaci pokarmu. Nastepnie tluszcz. To jest numer jeden zapychacz arterii,
      i przyczyna wielu chorob, chociaz jest mniej odpowiedzialny za nadwage. Nie
      wiem ile Twoj maz wazy, ale mozna by mu przygotowac diete ktora zaraz
      przyniesie efekty. Niestety, robienie tego w odcinkach nie przyniesie
      rezultatu. Twoj maz musi jednoznacznie zrozumiec, ze jesli chce zgubic wage to
      musi niestety zerwac z przyzwyczajeniami. Przede wszystkim mniej chleba i
      ziemniakow. Niech sie wyrzeknie tych skadnikow na kolacje, co nie oznacza ze
      mozna sie nimi napchac na sniadanie i lunch. Dwie male kromki chleba rano, i
      jeden (duzy) ziemniak na lunch wystarcza. Na kolacje warzywa w jakiejkolwiek z
      miesem. Mieso: unikac wolowiny (raz w tygodniu mozna), zapomnij o kielbasach,
      parowkach, wedlinach (poza szynka konserwowana i piersi z Indyka). Zacznij
      podawac ryby (oceaniczne, nie slodkowodne), piers z kurczaka (nozki, skrzydelka
      maja zbyt duzo tlusczu) lub indyka. Deserow trzeba raczej unikac. Sery nalezy
      odstawic, chyba ze sa niskotluszczowe. W pelnotlustych serach jest wiecej
      tlusczy niz w miesie!! Uwaga na mleko pelnotluste, tez za duzo tluszczu. Mleko
      chude jest OK. Piwo. Sam jestem piwoszem i wiem jak ciezko jest przestac.
      Proponuje zaczac pic piwo slabe. Tutaj w USA nazywa sie to Light. Nie wiem czy
      mozna kupic w Polsce, ale koncern Heineken produkuje tu Amstel Light. Tyklo 95
      kalorii w butelce 1/3 litra! Wiem, wiem. To nie smakuje jak dobry Zywiec, ale
      to jest nadal piwo i lepsze to niz nie pic w ogole. Teraz cwiczenia.
      Generalnie zasada jest taka: im wiekszy wysilek tym wieksze spalanie. Jezeli
      koszulka Twojego meza nie jest mokra od potu, tzn. ze spalanie bylo
      niewielkie. Najlatwiej spala sie biegajac. Spacer tez jest dobry, pod
      warunkiem ze sie idzie szybko, takim marszowym krokiem. Minimum 30 min
      szybkiego marszu dziennie. Jak opanuje to, to zacznie biegac sam zeby sie
      sprawdzic. Ja tak zaczalem. Plywanie tez jest dobre. Zasada jest jednak ta
      sama. Trzeba sie zmeczyc. Mysle ze 20 rundek na basenie 25 metrow dziennie
      bedzie ok na poczatek. Tak trzeba minimum 4 razy w tygodniu. Po miesiacu
      trzeba pare rundek dodac. Podnoszenie ciezarow jest tez dobre, ale bez cwiczen
      kardiologicznych tj. bieganie, plywanie, jazda rowerem, chodzenie brzuszka sie
      nie zgubi. Wyrzezbia sie rece, klatka, plecy, ale brzuch zostanie. Robienie
      pompek, przysiady, sklony, tez sa b. dobre. Teraz motywacja: zacznij jesc to
      co on powinien, i zacznij cwiczyc razem z nim. We dwojke zawsze razniej. Poza
      tym, jak w lodowce nie bedzie jedzenia ktorego on nie powinien jesc, to tym
      mniej bedzie tego jadl. Ja zgubilem 12 Kg. Mam 37 lat i zawartosc tlusczu i
      cholesterolu mniejsza od przecietnego 25 latka. Teraz pracuje nad swoja
      sylwetka, i coraz bardziej zaczynam sie lubic. Apropos sexu, ta czynnosc
      niestety przynosi male rezultaty. Spalanie jest minimalne. A wiec, nie
      oszukujcie sie. jesli chcecie wiedziec cos wiecej, to napiszcie cos i ja
      odpisze. pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: beata Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.dyn.centurytel.net 29.08.06, 05:00
        Zgadzam sie z wszystkim co napisales. Przyczepie sie do jednej rzeczy, troche
        nie na temat. Chodze do gym'u i niedobrze mi sie robi na widok tych "koszulek
        mokrych od potu". Czy ludzie nie wiedza, ze nie cwiczy sie w bawelnianych
        ciuchach? Sa teraz wspaniale materialy, ktore powoduja, ze pot paruje nie
        wsiakajac w nie. Wszystko mozna miec z takiego materialu (bielizne, skarpety,
        caly stroj). Komfort jest nieporownywalny z bawelna.
        Uwazam, ze dieta jest najwazniejsza. Jest mozliwe schudniecie przez samo
        zmniejszenie porcji i zmiane jedzenia na chudsze. Co prawda sylwetki sie w ten
        sposob nie wyrzezbi.
        W druga strone to nie dziala: nie da sie schudnac samymi cwiczeniami. Gdyby to
        bylo mozliwe, to sportowcy nie byliby na dietach.
        Proponuje marsz, nie bieganie, ktore niszczy stawy i jest trudne dla malo
        aktywnej, otylej osoby (no wlasnie: otylosc to dodatkowe obciazenie stawow).
        Marszem spalisz tyle samo kalorii, co biegajac, jest to aktywnosc bezpieczna i
        mniej uciazliwa. Ja doslownie NIENAWIDZE biegac. Udalo mi sie schudnac przede
        wszystkim przez zmniejszenie porcji. Nawet nie zmienilam tego, co jadlam,
        zmienilam tylko ilosc. Lubie plywac, chodzic w szybkich tempie, podnosze lekkie
        ciezary.
        To tyle o mnie. Moj maz to osobna historia. Nie moge go sklonic do zwiekszonej
        aktywnosc i zmniejszenia kalorii. Z ta aktywnoscia zwlaszcza w Stanach jest
        ciezko, gdzie w wielu rejonach wszedzie trzeba jezdzic autem.
        • Gość: kendzior gym a klub fitness IP: *.aster.pl 29.08.06, 06:42
          wydaje mi sie ze powinas chodzic do klubu fitness/sanatorium tam chodza ludzie
          nie spoceni , ładnie ubrani i opaleni , zamiast cwiczyc to szpanuja nowymi
          ciuchami.Siłownia nie jest dla ciebie bo tam sie człowiek poci i cwiczy inaczej
          to porażka i szkoda czasu.
        • Gość: elpol3 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.if.uj.edu.pl 29.08.06, 12:58
          > Uwazam, ze dieta jest najwazniejsza. Jest mozliwe schudniecie przez samo
          > zmniejszenie porcji i zmiane jedzenia na chudsze.

          IMHO zdrowsza ogólnie jest nie jakaś drakońska dieta, a zwiększenie ruchu,
          który, gdy wchodzi w nawyk, staje się czymś naturalnym i lubianym... tak
          naprawdę to trzeba umieć obserwować swój organizm, na co reaguje. Ja np. tyję
          jeśli podjadam słodycze - wystarczy bardzo niewiele, jakiś wafelek, lód, ale
          prawie codziennie - i po kilku miesiącach widać wyraźne efekty :( Natomiast
          udało mi się schudnąć 10 kg bez jakichś wielkich zmian w diecie (poza
          wyeliminowaniem tych podjadanych słodyczy) przy takiej, regularnej aktywności: 1
          x basen, 1 x koszykówka, 1 x kurs tańca - każde z nich intensywne. I nie można
          się zniechęcić - co jest przyczyną większości porażek, organizm potrzebuje
          trochę czasu na odwrócenie "trendu" z przybywania na ubywanie.
        • Gość: lukasz_sz Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.06, 00:55
          Jeśli chce się efektywnie gubić tkankę tłuszczową, nie ma co się oszukiwać, konieczny jest czesty
          długotrwały wysiłek. Najlepiej 1.5-2 godzin dziennie z dwoma pojedyńczymi dniami odpoczynku w
          tygodniu czyli ok. 5 dni tygodniowo. Wysiłek krótszy niż 1 godzina to strata czasu jeśli mamy na celu
          redukcje tkanki tłuszczowej (tyle to można robić dla poprawy samopoczucia), organizm dopiero po
          20-30 min wysiłku zaczyna interesować się dostarczaniem energii z zasobów zgromadzonych w
          postaci tłuszczu. Tętno przez większość czasu powinno być w miare równe i oscylować w granicach
          65-70% tętna max, czyli coś między 130-140 /min. Na bieżąco uzupełniać płyny. Żadne szarpanie
          ciężarów tego nie zapewni, nalepsze i właściwie jedyne sposoby to sporty wytrzymałościowe: biegi,
          marszobiegi, rower, pływanie. Problem polega na tym, że bieganie przy otyłości to zabójstwo dla
          stawów. Z pływaniem przez godzine, każdy człowiek nie nawykły do tego, będzie miał problem.
          Optymalna na początek wydaje się jazda na rowerze, stawy sie są gwałtownie obciążane i można
          dostosować sobie takie tempo żeby praca serca nie była zbyt intensywna. Są też wady. Kwestia kosztów
          sprzętu i ubrania, sezonowości (od razu zapomnijcie o 2 godzinach na rowerze stacjonarnym, niewielu
          desperatów jest w stanie znieść taką nudę). Dieta oczywiście jest ważna. Ważywa, owoce, musli, może
          czasowy wegetarianizm, nie rezygnować całkiem z tłuszczów roślinnych i nie głodzić się. Przy takim
          poziomie wysiłku to może być niebezpieczne. Można w ten sposób tracić realnie ok. 1 kg tygodniowo
          (szczególnie przy większej nadwadze). Nie wolno zniechęcać się pierwszymi tygodniami które nie
          przynoszą znacznych rezultatów, tak już jest.

          Jak już zacznie się gubić "izolacje" to warto iść na siłownie, żeby pokazać spod skóry ładnie
          wyćwiczone ciało.

          Najważniejsza jest jednak motywacja, i organizacja czasu. 2 godzi dziennie dla pracującego człowieka
          to niemałe wyzwanie ale zapewniam, że można je znaleźć. Bez odrobiny samozaparcia nic z tego nie
          będzie.
      • Gość: Vader Imperator Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.gaz.zabrze.pl / *.gaz.zabrze.pl 29.08.06, 08:03
        Dobrze to opisałeś. Właśnie tak powinna wyglądać droga do prawidłowej sylwetki.
        hmm. tylko problem z motywacją. Ja w zeszłym roku zacząłem od 18-to dniowej
        głodówki i po wyjściu z niej zacząłem robić rano regularnie pompki. Przy
        wzroście 172 cm ważyłem 97 (przed głodówką). ale to nie koniec w 2002 roku
        ważyłem około 114 kg (stres na studiach, przesiadywanie nad książkami itp.
        poprostu mało ruchu + apetycik). Po głodówce ważyłem 83-83 kg. po roku
        stabilizacji na poziomie 86 kg nastąpił zwrot w mojej ??? głowie..ogarnęła mnie
        niemoc, brak kopa i mobilizacji...nigdy u mnie z tym nie było problemów..byłem
        dobrze zapowioadającym się piłkarzem i biegaczem na średnich dystansach..
        potrafię bardzo intensywnie trenować ..doprowadzam się do stanu odlotu...25
        min. na steperze, 15 min. na bieżnie w mocnym tempie, 20 min na rowerku i to na
        dość dużym obciążeniu.. potem znów 10 min stepera i 10 min bieżni...schodzę z
        siłowni przemoczony ..w butach aż chlipocze...teraz przechodzę do sedna
        sprawy..Daj mi jakąś wskazówkę jak się w tej chwili umotywować.. od tygodnia
        wybieram się codziennie na basen i jakoś nie potrafię dotrzeć....a bardzo lubię
        pływać i to intensywnie.....podkreślę jeszcze że nie piję piwa i alkoholu.. mam
        tylko napady potwornego głodu...nie wiem czy coś w jedzeniu jest ..czy co?!
        aktualnie ważę 93 kg...min 20 za dużo ...bary i nogi mam raczej
        umięśnione ..problem z brzuchem i wałkami na plecach w okolicy bioder...po
        głodówce przyznam się wyglądałem bardzo dobrze i tak też się czułe...umysł
        uwolniony , jakby ktoś mi kurtynę sprzed oczu ściągnął...
        Jeśli możesz mi coś doradzićto proszę o poradę...do pracy wstaję o 5:30 rano.po
        południu jak przychodzę do domu czuję się jakbym się zderzył z tirem, a pracuję
        w biurze....
        • paciupaciu Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 15:39
          Napady głodu mogą oznaczać, że nie przyjmujesz ważnych dla funkcjonowania
          organizmu składników, a brak motywacji, apatia i przemęczenie może z tego
          wynikać i oznaczać tylko zwykłe przemęczenie, albo (co też jest możliwe)
          początki depresji. Lepiej pójdź do lekarza - to nic nie kosztuje - powiedz jak
          na spowiedzi to co tutaj napisałeś i czego nie napisałeś, i zapewne lekarz Ci
          coś poradzi. Być może to kwestia ustalenia właściwej diety i zmiany trybu życia
          - z tego co napisałeś, masz tendencje do wpadania w skrajności. Oczywiście
          depresja jest scenariuszem najbardziej pesymistycznym i pewnie ten problem nie
          dotyczy Ciebie, ale pamiętaj, że mało kto jest w stanie sobie sam z tym
          poradzić. Poza tym pamiętaj, że większość ludzi ma jakieś mankamenty. Ja jastem
          raczej szczupły, ale mam "bioderka". Z pewnymi rzeczami trzeba sie po prostu
          pogodzić...
      • wj_2000 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 12:36
        rychonyc2 napisał:
        > Caly problem z nadwaga polega na przyjmowaniu wiekszej
        > ilosci kalorii niz sie spala. Zeby zgubic wage trzeba zastosowac manewr
        > odwrotny: spalac wiecej niz sie przyjmuje. A to oznacza jedno: trzeba zaczac
        > jesc mniej i ruszac sie wiecej

        To są świete słowa!

        > Nastepnie tluszcz. To jest numer jeden zapychacz arterii,
        > i przyczyna wielu chorob, chociaz jest mniej odpowiedzialny za nadwage

        Tu przeczysz samemu sobie. Jak może być "mniej odpowiedzialny"? Jest
        dostarczycielem kalorii i jest TAK SAMO odpowiedzialny jak, dajmy na to, cukier.

        Tyle, że 100g tłuszczu dostarczy tyle kalorii co 225g cukru.

        Można by się "upaść" i na samym białku, gdyby go żreć bez opamietania. Jakże
        grube i ile tranu mają wieloryby karmiące się krylem (niemal czyste białko!).

        Liczy się suma kalorii!!! Jak ta suma przekracza zużżycie - tyjemy. To zwykła
        zasada zachowania energii.

        W problemie odchudzania, zamiast wyliczania co "tuczy" a co "nie tuczy" należy
        sobie uświadomić, że w trakcie życia z niedoborem kalorii (które organizm
        uzupełni ze zgromadzonego sadła) nie jest dobrze dopuścić do tego by organizm
        nie dostawał odpowiedniej ilości białka. O ile powiem węglowodany i tłuszcze to
        czysta energia (wzajemnie wymienne - swinia przerabia efektywnie skrobię na
        tłuszcz, a Eskimos skutecznie przerabia spożywany tran na glukozę krążącą w
        jego krwi), to białko może być zużyte jako energia ale TAKŻE a może nawet
        GŁÓWNIE jest ono potrzebne do wszystkich funkcji życiowych. Białko, jako że
        zawiera azot (i trochę innych pierwiastków), nie może być wytworzone ani z
        tłuszczy, ani węglowodanów zbudowanych wyłącznie z węgla wodoru i tlenu!!!!

        Ba, w trakcie odchudzania, ze względu na ostry deficyt kalorii,
        organizm "marnuje" część spożywanego białka na produkcję glukozy (zamiast robić
        ją wyłącznie z własnego sadła) więc dla wyrównania tego, należy PODWYŻSZYĆ
        ilość spożwanego białka o jakieś 50% w stosunku do zwykłej normy człowieka,
        który nie głoduje.

        Typowy problem dietetyczny do rozwiązania to tak jeść by dostarczyć organizmowi
        dziennie - powiedzmy dla człowieka o takiej masie jak moja - NIE MNIEJ niż 100g
        białka i zarazem NIE WIĘCEJ niż 1000 kcal (można założyć 1200, czy 1500, to
        zależy na jakim tempie dochodzenia do celu nam zależy).
        Granica 1000 kcal bierze się nie tyle "z powietrza" a z tego, że skomponowanie
        diety zdrowej, dostarczającej 100g białka i - powiedzmy - 500kcal jest
        niemożliwe.
        Wprawdzie 100g czystego białka dostarcza "tylko" 400 kcal, to przecież nie
        sposób jeść dziennie pół kilograma "białka" kurzego, czy dorsza (zawartość
        białka w "białku", lub dorszu to 20%) i nic więcej.

        Pewna ilość tłuszczu w diecie jest niezbędna ze względu na witaminy
        rozpuszczalne w tłuszczu. Pewna ilość owoców (cukier) i warzyw (skrobia) jest
        niezbędna bo tylko one dostarczą innych witamin i błonnika potrzebnego do pracy
        układu pokarmowego itd.

        Po to by zmieścić w diecie owe niezbędne składniki dające kalorie bez białka,
        musimy dobierać źródła białka, które zawierają ZERO (lub prawie zero) tłuszczów
        i skrobii.
        I to jest powód dla których MUSIMY zrezygnować z tłustych mięs, lub potraw
        przyrządzonych tak, że obok białka zawierają także znaczne ilości węglowodanów.

        Białko zawarte jest dość obficie w strączkowych, ale towarzyszy mu tyle
        skrobii, że nie możemy pozwolić sobie na jedzenie fasoli zamiast mięsa czy ryb,
        albo chudego sera. Ktoś kto nie musi się odchudzać - proszę bardzo. Ludzie
        ciężko pracujący, jedząc dużo chleba czy kartofli, już zaspokajaja znaczną
        część zapotrzebowania na białko. Jeszcze trochę kwaśnego mleka i można tak
        ciągnąć latami.
        Gdy taki człowiek przestanie pracować, a będzie jadł tyle co wcześniej, zacznie
        szybko tyć. Recepta "Ż P" (żryj połowę) jest tu głupia. Redukując dietę tylko
        ilościowo do poziomu kalorii zużywanych, zacznie dostarczać białka poniżej
        normy. Będa mu "więdnąć" mięśnie, przestaną rosnąć włosy, zaczną się choroby,
        infekcje etc.
        Wplątywanie ideologi z czerwonym mięsem jest niepotrzebne.
        Pozwalasz jeść chleb, a zabraniasz czerwone mięso.
        100g polędwicy zawiera 20g białka i 4g tłuszczu.
        Tymczasem chleba (by dostarczyć 20g białka) trzeba by zjeść aż 800g co
        dostarczyło by TEŻ 4g tłuszczu i DODATKOWO 170g węglowodanów równoważnych 75g
        tłuszczu.
        Chleb przy odchudzaniu POWINIEN BYĆ WYŁĄCZONY.
        Ryby takie jak dorsz, pstrąg, szczupak. Piersi z drobiu, chuda cielęcina, chuda
        wołowina, jagnięcina, królik. Sałata, pomidory, ogórki, brokuły z wody, marchew
        z wody. Owoce takie jak truskawki, jabłka, arbuzy.
        Przykładowo moje zapiski z diety sprzed roku (dzień 10 września):
          • Gość: wj_2000 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 13:02
            Dodam, że przy tego typu diecie i codziennych długich (1,5-2 godzin)
            przechadzkach, chudłem w tempie 250g na dobę przez pierwsze 20dni i tempie 150g
            na dobę przez dalsze 30 dni. Schudłem z 84 kg do 74,5kg. Czułem się cały czas
            znakomicie, a wręcz z dnia na dzień lepiej.

            Bardzo trudno to utrzymać. Jeśli się zacznie pić alkohol, to klęska. Bez
            alkoholu, ale też bez wielkiej troski o dietę (ale jednak uważając) takie
            odchudzanie muszę powtarzac po ok. 2 latach. W tym czasie waga pełznie
            nieubłaganie w górę.

            Tego typu "cykle" przechodzę dość regularnie od wielu lat. Mam trzy kolejne
            rozmiary odzieży, tj. marynarek, spodni, bielizny. Każdy na inną fazę życia.
            Bez tego, jedząc i pijąc beztrosko, byłbym zapewne potworem do pokazywania w
            cyrku.
        • Gość: wj_2000 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:12
          wj_2000 (czyli ja) napisał:
          > Wprawdzie 100g czystego białka dostarcza "tylko" 400 kcal, to przecież nie
          > sposób jeść dziennie pół kilograma "białka" kurzego, czy dorsza (zawartość
          > białka w "białku", lub dorszu to 20%) i nic więcej.

          Pisałem "z pamięci" i trochę pokręciłem, ale wniosek jaki wyciagam jest
          prawdziwy jeszcze bardziej:

          Dla uzyskania 100g białka trzeba by zjeść 625g filetów z dorsza dostarczając
          tym samym 400kcal lub 910g "białka" z kurzego jaja dostarczając 435 kcal.
          Białka w "białku" jest tylko 11% a w dorszu 16. Kurze "białko" zawiera jeszcze
          trochę węglowodanów - stąd więcej kalorii na określoną porcję czystego białka
          niż dla dorsza. Dorsz, poza wodą i minerałami jest rzeczywiści idealnie czystym
          białkiem. Podobnie morszczuk.
          Jeżeli połowę białka dostarczy się w postaci dorsza, to pozostałe 50% może już
          iść w "towarzystwie" 800kcal. Złożyć się na to mogą bezbiałkowe owoce, jarzyny,
          niezbędna oliwa i trochę chleba, ale trzeba też jeszcze sporo chudego mleka,
          twarogu by normę wypelnić.
          Produktów takich jak czekolada naprawdę nie warto wprowadzać nawet MAŁEGO
          KAWAŁECZKA. Dla zasady. Niby nie zawali się cały plan, ale chcąc pozostać w
          normie, trzeba ten kawałeczek okupić koniecznością rezygnacji np. z truskawek
          do twarożku. 1dag czekolady to tyle kalorii co 20 dag truskawek, albo jedno
          średnie jabłko. A jedno deko czekolady, to tylko nas rozzłości ("Czym się nie
          najesz, tym się nie naliżesz"). Co więcej, błonnik i witaminy z porzuconego
          jabłka trzeba by uzupełnić otrębami i pastylkami. Brr.
          Można też normę przekroczyć, ale każdy kawałek czekolady opóźnia utratę niemal
          tej samej wagi ciała (Schudniemy o 1kg, gdy organizm poddany zostanie
          deficytowi 7500 kcal. Kilo czekolady to blisko 6000kcal).

      • oakpark Bariera stylu zycia 29.08.06, 13:02
        >Jestem facetem ktory zgubil dobre 12 kg.

        Ja zgubilem nawet wiecej - ze 133 na 118. Ale przy wzroscie 180cm to i tak
        wygladam ciut kingkongowato. Zaplanowalem schudnac do 90kg, przed 6 laty
        doszedlem juz do 95 ale efekt sie rozmyl. Niby nic mi nie dolega i wyniki
        badan, cisnienie, cholesterol, cukier sa OK, lekarka na okresowych az zwatpila.
        Ale powody walki sa estetyczne. Jest taki moment kiedy patrzymy w lustro i sie
        zastanawiamy czy ktos chcialby sie zadawac z takim spasluchem. Czyli jest
        proces mozgowy. No i jeszcze jak sie widzi stworzenie plci przeciwnej, ktoremu
        chodza pod skora wszystkie miesnie po aqua aerobicu to czlowiek dochodzi do
        wniosku, ze jakby byl nia to by siebie dawno zostawil. Jakies otrzezwienie
        powinno przyjsc.

        Dziekuje autorowi postu za pare dobrych pomyslow. Pomogly mi one zrozumiec
        jakie bledy robie. Bo u mnie sa takie strefy - okolo 120 kg i okolo 105 kg....
        na tym poziomie spadek wagi staje na dlugo mimo braku dostaw kalorii. Ale
        najgorzej jest zmienic tryb zycia.... krzeslo-papier-ksiazka-komputer...

        Zobaczymy jak pojdzie dalej. Weight watcher dalej jest moim wrogiem osobistym
        ale efekty sa widoczne i to nakreca sukces. Zabawne, ze w Stanach nagle
        poczulem sie czlowiekiem srednio tegim.... tam to zarloki ida na calosc! 8^)
    • Gość: ja To proste: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.06, 06:40
      To proste ;)

      Po pierwsze mniej żreć - wedle różnych żródeł przeciętny Kowalski je 5 do 10
      razy więcej niż potrzebuje ;)

      Po drugie myśleć co się je (np: omijać z daleka produkty z Biedronki).

      Po trzecie - albo się je albo się pije - między jedzeniema a piciem musi być co
      najmniej pół godziny przerwy.

      I tak: na początek zrezygnować z węglowodanów (czyli z diety wylatują na zawsze:
      pieczywo[1], ziemniaki, ryż i wszystko co mączne[2]). Pojawiają się za to w
      diecie owoce i warzywa. Trzeba myśleć ile się je (czyli liczymy kalorie[3], jemy
      obficie raz dziennie, po za tym podjadamy owocami[4]) i dlaczego się je (trzeba
      się nauczyć zostawiać jedzenie na talerzu). Żadnych fast-foodów i czerwonego
      mięsa, jedyne mięso - wyłącznie drób, do picia woda i soki (naturalne, nie ich
      ekwiwalenty chemiczne). I najtrudniejsza sprawa: trzeba ograniczyć alkohol - nie
      więcej niż 50-100 gramów czystego alkoholu na tydzień (czyli nie więcej niż
      jedno piwo co drugi dzień). Efekt - spadek wagi o 10-15 kg w ciągu pół roku
      potem coraz lepsze samopoczucie[5]. Lepsze samopoczucie stanie się podstawą do
      samodzielnego zwiększania aktywności fizycznej (bo nagle się okaże, że 5 km
      spacer nie tylko nie męczy ale jest przyjemny) i być może nawet do uprawiania
      sportu (a jak już zaczniemy aktywnie uprawiać sport, to możemy sobie wtedy
      pozwolić na większe jedzenie). Oczywiście to nie jest dieta cud tylko na pół
      roku - tylko nowy styl życia, który stosować trzeba dożywotnio ;)

      [1] pieczywo to w dzisiejszych czasach chemiczny ekwiwalent chleba - a mąka to
      praktycznie trucizna[2] - już samo wywalenie pieczywa z diety spowoduje spadek
      wagi i poprawę samopoczucia a do kibelka nie trzeba już będzie chodzić z książką
      na długie posiedzenia... ;)

      [2] mąka produkowana obecnie nie ma nic wspólnego z mąką znaną przez wieki -
      obecnie jest to biały proszek na bazie pszenicy o właściwościach biobójczych,
      prawdziwa trucizna na robaki i szczury. Robi się z tego chemiczny ekwiwalent chleba.

      [3] Amerykańska strona - licznik kalorii - najlepsza na świecie:
      www.calorie-count.com/
      [4] Przykładowa dieta na jeden dzień:
      śniadanie - szklanka musli egzotyczne (nestle) z mlekiem 2,5% - jeden średni talerz;
      ok południa - jeden, dwa owoce (banany, jabłka) lub jakiś kefirek albo jogurt;
      obiad - bigos z filetem z kurczaka, fasolka po bretonsku z filetem z kurczaka;
      kolacja - orzechy włoskie i kilka śliwek;

      [5] I wymiana ubrań bo obwód w pasie i klacie też zjadą o kilkanaście
      centymetrów. Konieczna może się także okazać wymiana butów... ;)
      • Gość: ewa Re: To proste: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.06, 11:36
        Za przeproszeniem, o kant de ta Twoja porada. Nie wszystkich te same zasady
        żywieniowe dotyczą, a dane dot. przeciętnego Kowalskiego mają może jakiś sens i
        zastosowanie w statystykach (i niech tam może zostaną), ale spróbuj doradzić
        konkretnemu facetowi (ażdemu jak leci, bez względu na tryb życia, pracy, itd.)
        zmniejszenie porcji jedzenia od 5 do 10 razy!!! Co najmniej nierozsądnie. A ta
        przykładowa dieta na jeden dzień, którą proponujesz, sprawdzi się, niewątpliwie
        się sprawdzi... w odchudzaniu kobiety wykonującej niezbyt forsowny zawód.
      • silic oj namieszane w tym poście i to mocno 01.09.06, 18:03
        > I tak: na początek zrezygnować z węglowodanów (czyli z diety wylatują na zawsze
        > :
        > pieczywo[1], ziemniaki, ryż i wszystko co mączne[2]). Pojawiają się za to w
        > diecie owoce i warzywa
        Muszę ci zwrócić uwagę że węglowodany to nie tylko mąka - cukry w owocach to też
        węglowodany. Wiesz jaką kaloryczność ma 100g gotowanych ziemniaków ? Nie wiekszą
        jak 100g jogurtu owocowego, niższą od wielu owoców. Więc tak uwaga jest
        chybiona. Pokarmy mączne są i owszem , dosyć kaloryczne i z nich też bym radził
        zrezygnować ( bądź jeść w bardzo kontrolowany sposób).
        >do picia woda i soki (naturalne, nie ich ekwiwalenty chemiczne)
        Co do wody - jak najbardziej. Soki - już niekoniecznie. Te owocowe są zazwyczaj
        dosyć kaloryczne ( biorąc pod uwagę, że by zaspokoić pragnienie wypiją się
        zazwyczaj więcej niż 100ml ). Bardziej zalecam jeśli już to soki warzywne. Woda
        jednak jest najlepsza. Może być herbata - zielona, czerwona.
        Zaproponowany przez ciebie przykładowy jadłospis jest mocno wyszczuplający.
        Poważnie jadłeś na kolację orzechy i śliwki ?
        Z mojego doświadczenia - nie należy się głodzić, zrezygnować z posiłków zbędnych
        ( słodzyczy, chipsów, jedzenia jedzonego TYLKO dla smaku), nie głodzić się bo
        to może skończyć się atakami łaknienia. Lepiej więcej się ruszać niż chodzić
        głodnym, bilans energetyczny wyjdzie podobny. Polecam spacery ( szybkie !!) i
        rower ( nie jest tak wymagajacy jak bieg, ale trzeba dłużej pedałować by
        osiągnąć podobny efekt). Na koniec mała kalkulacja - zjedz dziennie 500kcal
        mniej, spal dodatkowe 500kcal ekstra. Razem - 1000kcal. Po tygodniu 1kg masy
        mniej. Bez wielkich wyrzeczeń, tylko spokojnie , regularnie.

    • Gość: Lea_ogana Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.dclient.hispeed.ch 29.08.06, 07:32
      Od 3 miesiecy odchudzamy sie w par, zadne diety tylko kilka zasad w zasadzie
      wszystkie pokrywaja sie z tym co pisze Asana, do tego nie laczymy produkow
      weglowodanowych z bialkami, codziennie troszke sportu np. brzuszki co rano,
      albo przysiady, aktywna wycieczka w weekend i razem zrzucilismy juz 15 kilo on
      10 a ja 5, czyli 70% naszych planow. Mnie dodatkowo pomagaja techniki Paula
      McKenna - pomagaja w rozumieniu i sterowaniu uczucia glodu. Oboje czujemy sie
      swietnie. Robienie to razem pomaga.
      • Gość: M&M OK.... ale co to za zycie IP: *.veranet.pl 29.08.06, 08:07
        Mnie tez przeszkadzala (wciaz przeszkadza) moja waga. Zchudlem ze 108 kg do
        87kg i dalej walcze.... Zaczalem chodzic na silownie, bylem u dietetyka (jestem
        na diecie odnoszacej sie do niskiego indeksu glikemicznego).

        Wszystko fajnie tylko ze zastanawiam sie jak to bedzie potem... dlaczego mam
        sie katowac przez reszte zycia. Strasznie mnie wkurza jak wszelkiej
        masci "specjalisci" chca mi wytlumaczyc ze mieso czerwone, piwo, sery sa
        niedobre... moze sa niezdrowe... ale jaki maja smak... hmm po 7 miesiacach
        diety za dobrego steka to moglbym nerke oddac :)

        Wydaje mi se ze dla mnie jedynym sensownym wyjsciem jest zwiekszenie aktywnosci
        fizycznej i tzw dlugookresowy bilans energetyczny np: ustalam bilansu na caly
        tydzien. Przez 5 dni mam diete a podczas weekendu zyje normalnie
        • Gość: ja Re: OK.... ale co to za zycie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 09:57
          > Strasznie mnie wkurza jak wszelkiej masci "specjalisci" chca
          > mi wytlumaczyc ze mieso czerwone, piwo, sery sa niedobre...
          > moze sa niezdrowe... ale jaki maja smak... hmm po 7 miesiacach
          > diety za dobrego steka to moglbym nerke oddac :)

          Chodzi o mięso czerwone, piwo i sery wytwarzane przemysłowo oraz (szczególnie w
          przypadku piwa czy też ogólnie alkoholu) o przesadę w ich spożywaniu. Mięso
          czerwone i sery wytwarzane są przez przemysł hodowlany, który ładuje w zwierzęta
          potężne ilości różnorakiej chemii, która się w tych produktach kumuluje.
          Dodatkowo chemia dodawana jest także do tych produktów, jako konserwanty i
          wypełniacze. W praktyce kupując mięso czy ser tak naprawdę kupujemy wyroby
          jedzenio-podobne, które nam defacto szkodzą. Widziałem kiedyś "serek" z
          Biedronki w którym naturalnego produktu serowego było mniej niż 5% zawartości. W
          praktyce nie ma już dostępu do naturalnie wyprodukowanego mięsa lub serów. W
          specjalistycznym sklepie można trafić np prawdziwe wędliny, po ok 250-300 zł za
          kilogram. Podsumowując: jeżeli masz dostęp do wyprodukowanych naturalnie
          świerzych (to bardzo ważne) mięs czy serów to możesz raz na jakiś czas możesz je
          jeść. Podobnie z piwem - jedno małe piwo raz na dwa dni nikomu nie zadzkodzi.
          jak we wszystkim, tak i w jedzeniu - decyduje zdrowy rozsądek i świadomość tego
          co się je.
          • Gość: M&M Re: OK.... ale co to za zycie IP: *.veranet.pl 29.08.06, 12:23
            ok... zgadzam sie ze to niezdrowe... ale smaczne. IMHO do wszystkiego nalezy
            podchodzic zdroworozsadkowo. Nie mowie, ze nalezy sie obzerac stekami i
            hamurgerami, ale smaczne (co w moim przypadku prawie w kazdym przypadku jest
            tozsame z niezdrowym wg definicji specjalistow) jedzenie pare razy w miesiacu
            nie powinno nikogo zabic ani spowodowac nadwagi
            • Gość: ja Re: OK.... ale co to za zycie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 14:02
              > ok... zgadzam sie ze to niezdrowe... ale smaczne.

              Podobnie mówią nałogowi palacze... ;) IMHO nie można wrażenia smaku stawiać
              wyżej niż własnego zdrowia. Rzecz nie idzie o to, że niezdrowe jedzenie od razu
              nas zabije - tylko o to jak będzie wyglądać ostatnich kilkanaście lat naszego
              życia. Czy będziemy mogli samodzielnie oddać stolec czy też nie. Czy będziemy
              zwiedzać sobie obce kraje czy też "wegetować" na oddziele onkologicznym w
              jakiejś publicznej umieralni etc...
              • Gość: M&M Re: OK.... ale co to za zycie IP: *.veranet.pl 29.08.06, 19:12
                Gratuluje silnej woli i wytrwalosci (pisze bez cienia ironii).

                Ja tak nie dam rady. Tak jak pisalem... wydaje mi sie ze kilka odstepstw od
                zdrowej diety nie powinno skonczyc sie zle.

                Kwestia nowotworow do konca mnie nie przekonuje... wiele osob zyjacych bardzo
                zdrowo konczy na oddziale onkologicznym. Wiele wiecej odzywia sie tragicznie i
                zyje dlugo i szczesliwie
              • bopin Re: OK.... ale co to za zycie 30.08.06, 17:01
                >Czy będziemy mogli samodzielnie oddać stolec czy też nie. Czy będziemy
                > zwiedzać sobie obce kraje czy też "wegetować" na oddziele onkologicznym w
                > jakiejś publicznej umieralni etc...

                A ty jak umrzesz? Już wiesz?
      • oakpark Re: A jak odchudzić żonę??? 29.08.06, 13:10
        Gość portalu: Depi napisał(a):

        > ... Która na każdą sugestię, że mogłaby coś poćwiczyć reaguję histerią "że
        > jestem dla ciebie za gruba, nie podobam ci się, to znajdź sobie inną" itd.???

        Dokladnie tak. Znalezc sobie inna. Chociaz jak widze po swiecie to zasada alea
        iacta est lepiej pracuje.... diabli wiedza czemu. Ale zawsze idzie o STARE
        kosci.
    • Gość: andmat Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 07:43
      witam, jako mąż sam mam problem z odchudzeniem siebie bo odkąd poznałem
      przyszłą żonę przybyło mi w sumie ok. 15 kg :) a do tego jeszcze 5 w czasie
      ostatniego pobytu w chorwacji. moja rada będzie prosta i zapewne niezbyt
      odkrywcza.
      1. jadać regularnie i w miarę wcześnie tzn. śniadanie o 7, drugie ok 11, obiad
      ok 14, kolacja o 18. mniejsze ilości ale częściej.
      2. wykluczyć ziemniaki, kluski, ryże :) - zamiast tego duuuuuuużo warzyw, wbrew
      pozorom mężczyźni też je lubią :) - np. fasolka, kalafior, to naprawdę jest
      sycące mój typowy obiad to pierś z kurczaka i porcja warzyw.
      3. jako tzw "zapychacze" polecam nie tabletki ( bo chłop to jednak coś musi
      zjeść a nie okrągłe cudo o wymiarach 7 na 7 mm - toż to nawet pozorów jedzenia
      nie zachowuje :) lepiej jakieś sałatki, warzywne, śledziowa, a najbardziej
      polecam sałatę lodową z pomidorem, oliwkami i ewentualnie serem typu mnich.
      bardzo fajnie zapycha.
      4. więcej ruchu w domu :)
      5. żadnych słodyczy !! chipsów, chrupków, paluszków, słowem nic co wypycha
      żołądek i jest mączne.
      6. kawa , kawa, kawa.
      7. ja w tem sposób w 10 dni zgubiłem 5 kg
      8. ps. lekarzem nie jestem, dieta polega na regularnym jedzeniu mniejszych
      ilości i braku ziemniaków ( chleb jadam zwykły), no ale jeśli wolisz to polecam
      dietę kopenhaską, można znaleźć ją na necie - tyle że nie znam mężczyzny co by
      całą wytrzymał :) pozdrawiam i życzę powodzenia
      • Gość: Mirek Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.pgi.waw.pl 29.08.06, 08:55
        Najważniejsza jest motywacja. Przez ostatnie pół roku schudłem ok 15 kg.
        Obecnie ważę 88 kg przy 181 cm wzrostu w wieku 41 lat. Zacząłem jak się okazało
        że zamiast krwi płynie cholestelor i treójglicerydy. po pierwsze przesałem żreć
        zacząłem jeść, zmieniłem dietę na zdecydowanie więcej warzyw, ryb, mniej
        smażonego, ciemne pieczywo, jak najmniej zapychaczy (makarony, ryż, ziemniaki).
        Bardzo ważny jest ruch na początek polecam rower stacjonarn wczasie meczu,
        wiadomości, filmu wtedy tak nie muli jakaś siłownia ale bez przesady małe
        obciązenia ale intensywnie. Obecnie jeżdże codziennie do pracy rowerem jest
        szybciej niż samochodem. Dietę kopenhaską wytrzymałem i znam wielu facetów
        którzy ją stosowaki z powodzeniem zbija jakieś 5-6 kg o 20 jak piszą na necie
        nie słyszałem. Ale jak z każdą dietą może należało by się poradzić lekarza. Z
        piwa nie zrezygnowałem. Pozdrawiam. Ps a jak odchudzić żonę :-).
    • Gość: heidiklum Moj M. tez jest gruby.... IP: *.netcologne.de 29.08.06, 08:11
      Tez sie podlacze.
      Moj maz ma duza nadwage - powinien schudnac na pewno ze 20 kg - ale ja bylabym
      juz zadowolona, gdyby wazyl 10kg mniej.

      Dzis rano ponownie stwierdzil, ze cos z tym trzeba zrobic - "z tym", czyli z
      brzuchem.

      M. od dziecinstwa byl tuczony przez swoja rodzine - bo byl taki chorowity...- i
      od dziecinstwa jest po prostu gruby. Nie przy kosci, tylko gruby.
      Odkad jestesmy razem udalo mu sie schudnac 2 razy, wlasnie ok. 10 kg, ale potem
      powoli wracalo wszystko z powrotem.
      Najwazniejsza byla motywacja - odchudzanie zaczyna sie, moim zdaniem, od
      gotowosci w glowie, kiedy jest sie w stanie zniesc na wszelkie przykre strony
      odchudzania. Najwazniejsze jest zaczac i zauwazyc pierwsze efekty.

      U nas pomagalo:

      Na obiad, np. duza salata, wieczorem, ale tak 4-5 godzin przed spaniem tylko
      owoce
      Ruch - ale tego nie bylo wiele, gl. rower, 1-2 razy w tygodniu
      "0" alkoholu, bardzo rzadko - np. do meczu jedno piwo, albo kieliszek wina
      Slodycze - chude jogurty owocowe, owoce
      Pieczywo tylko chrupkie, ryz, makaron tylko ciemny i bez tlustych sosow, tylko
      z warzywami
      Od czasu do czasu zupa kapusciana zamiast obiadu i kolacji
      I przede wszystkim: jedzenie mniej - nie przejadanie sie i nie najadanie sie

      Po kilku tygodniach efekty byly jak na dloni.

      Od kilku lat jednak brak nam motywacji - i efekty rowniez sa widoczne jak na
      dloni:(....

      Trzymam kciuki, ze jakims sposobem sie Wam uda - ja tez podnosze rekawice - nie
      takie rzeczy sie nam udawaly!




      • Gość: wojtar Re: Moj M. tez jest gruby.... IP: 83.16.105.* 29.08.06, 09:31
        Witam serdecznie.
        Od kwietnia 2005 r. do kwietnia 2006 r. udało mi się odchudzić o 25 kg.(z 125
        kg do 100 kg) później przerwałem odchudzanie, aż do końcówki sierpnia i
        przytłem o 5 kg i zaś zaczynam się odchudzać i po pierwszym tygodnu schudłem 1
        kg.
        Moje odchudzanie zaczeło się od kupienia dobrej wagi (waga waży do jednego
        miejsca po przecinku) przez moją żonę (zapisuje wagę co tydzień w kalendażu i
        mam wielką radość jak z tygodnia na tydzień spada waga). Potem zaczełem chodzić
        codziennie na basen, przestałem pić pepsi, jeść słodyczy, ziemniaków, chleba.
        makaronów, itp. Potem przez cało lato jeździłem codziennie na rowerze około 40
        km (rywalizacja z żoną kto więcej kilometrów zrobi przez całe lato). W jesieni
        ponownie basen i raz w tygodniu gra w piłkę na hali. Przed każdym wysiłkiem
        piłem L-karnitynę.
        I bardzo ważne założyłem się z żoną, że schudnę do 100kg w ciagu roku, a ona
        zgodzi się na zakup jakieś rzeczy (już nie pamiętam).
        Więc dziewczyny jak nie możecie zmobilizować swojego chłopa do odchudzania to
        tylko rywalizacja pozostaje - facet lubi rywalizacje.
        • bopin Re: Moj M. tez jest gruby.... 29.08.06, 12:02
          > Więc dziewczyny jak nie możecie zmobilizować swojego chłopa do odchudzania to
          > tylko rywalizacja pozostaje - facet lubi rywalizacje.

          O to to, chłopu trzeba podnosić poprzeczkę, bo inaczej dziadzieje
    • Gość: ilaria1 Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: *.ze.tarnow.pl 29.08.06, 09:04
      Mój mąż ma zalednie jakieś 4,5 kilo nadwagi i widać to głównie an brzuchu. On
      tyje głównie ze słodyczyi podjadania. Wobec tego staram się nie kupować
      słodkiego i pilnuje żebyw domu nie było. Poza tym jak tylko mogę to zmuszam go
      do jazdy an rowerze. On to lubi. W dodatku gotuję beztłuszczowo, a jemu takie
      jedzenie nie przeszkadza. A najwżniejsze jest to że kładę sieę na dywanie i
      zaczynam robić brzuszki to on wtedy też zaczyna ze mna ćwiczyć. A znam dużo
      ćwiczeń co chodzę na aerobik.
    • Gość: elwin Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... IP: 195.164.0.* 29.08.06, 09:17
      ciekawe podejscie do tematu: jak odchudzic meza :) wydaje mi sie, ze jezeli on
      sam nie bedzie chcial to nic nie dadza Twoje wysilki.
      Teraz moje doswiadczenia, z ktorych moze cos wybierzesz dla meza.
      Mam 33 lata, 178 cm i 2 lata temu wazylem ok 88-89 kg. A ze od jakiegos czasu
      mialem swiadomosc ze musze cos ze soba zrobic, a ze zawsze chcialem trenowac
      sztuki walki, zaczalem treningi karate kyokushin. Treningi spowodowaly, ze
      schudlem 3-4 kg i waga zatrzymala sie przy ok 85 kg, co dla mnie bylo wciaz za
      duzo. Jednak zmienily mi sie rowniez proporcje miedzy masa miesniowa a tkanka
      tluszczowa, tzn przy stracie zaledwie 3-4 kg, czulem sie ze soba zdecydowanie
      lepiej. Ostatnio jednak dodatkowo ograniczylem ilosc posilkow, eliminujac
      praktycznie pieczywo na rzecz nabialu i owocow. Efekt kolejne 2 kg w ciagu 2
      tygodni i to bez treningow (wakacje). Mysle, ze przy obecnej diecie i przy
      wznowieniu treningow, waga powinna spasc jeszcze troche, moze do moich
      wymarzonych 80 kg.
      Aha, jeszcze kilka plusow treningow sztuk walki:
      1. Treningi tradycyjnych sztuk walki klada ogromny nacisk na samodoskonalenie i
      dyscypline
      2. Treningi w grupie sa bardziej motywujace niz cwiczenia solo (rowerek w domu,
      silownia), poniewaz dochodzi element wspolzawodnictwa i "wstydu" przed grupa
      2. Poprawienie ogolnej sprawnosci fizycznej: kondycja, sila, rozciagniecie
      3. Nabranie wiekszej pewnosci siebie nie tylko w sytuacjach zagrozenia, ale w
      zwyklym codziennym zyciu

      Proponuje zapisac go na karate kyokushin
      • paciupaciu Re: jak najlepiej odchudzić męża, który... 29.08.06, 16:04
        święte słowa. tez kiedyś trenowałem. Teraz z braku czasu nie trenuje, ale
        systematycznie jeżdżę na rowerze. Tygodniowo robię od 100-200km na dojazdach do
        pracy i wycieczkach z żoną - w tym roku zrobiłem 2700km. Jezdżę tak, żeby sie
        pożądnie zmęczyć. Dzięki temu obnizyło mi sie ciśnienie, stale wzrasta forma i
        spadła waga. Dla obawiających się o serce polecam kontrolę pulsometrem, który
        teraz wcale nie jest taki drogi. No i jakąś mądrą książkę opisującą jakieś
        racjonalne zasady trningu - ja wybrałem Chris Carmichael i Lance Armstrong -
        Trening mistrza - w 7 tygodni do doskonałości. Wbrew pozorom jest to również
        książka dla zupełnie niezaawansoanego amatora. A węglowodany - są absolutnie
        niezbędne do życia!!! Są naszym paliwem. Dodatkowy efekt jest taki, że poznamy
        miejsca w których nie znaleźlibyśmy się samochodem lub pieszo.
        Pozdrawiam
    • rudy_rudolf niech sam gotuje!!! 29.08.06, 09:30
      jak zostawisz go samemu sobie w kuchni, żeby szykował wszystkie posiłki to jest
      szansa, że machnie ręką, bo nie będzie potrafił sam nic ugtować ;-)

      zrelaksuj się na
      www.asiaq.pl
    • bopin ja po ślubie 29.08.06, 09:36
      Ciekawy wątek, bo ja poślubie schudłem, a przynajmniej utrzymuje dawna wagę. Po
      ośmiu latach bez problemu wchodzę w ślubny garnitur. Nic tak nie odchudza jak
      odrobina stresu. Trzeba chłopa wziąc do galopu, mężowi trzeba podnosic
      poprzeczkę. Na mnie zadziałało, choć czasami myslę żeby odpocząć, tzn. odpuścić
      sobie kilka ambitnie postawionych przez rodzinę celów.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka