maz.27
16.02.09, 14:53
Witajcie.
Moja żona bardzo chciała zapisać się na fitness więc zapisaliśmy ją.
Zapłaciliśmy, kupiliśmy wszystko co trzeba.. Wydaliśmy sporo kasy.
Ona teraz chodzi w miarę niespecjalnie. Namawiam ją na chodzenie dwa razy w
tygodniu i w sobotę - czyli trzy razy w tygodniu. Za każdym razem chodzi na
jedne zajęcia. Niestety nie mogę jej namówić na regularne chodzenie i pracę
nad sobą. Raz pójdzie na "Płaski Brzuch", raz na ABT - potem na jogę, po
której jęczała że ją wszystko boli - ale ja ją ostrzegałem - nie jesteś
dostatecznie rozruszana do ćwiczenia Jogi, będzie cię boleć - i tak było.
Chodzi tak sobie - nieregularnie, bez celu od miesiąca. Ja nie mam na to
żadnego wpływu, a rezultatów w ogóle nie widać. Ani poprawy sylwetki (wiem,
miesiąc to krótko, zbyt krótko na widoczne zmiany), ale nie zrzuciła nawet
kilograma :( Proszę ją - nie obżeraj się, zadbaj o siebie.
Wiecznie słucham pretensji - że mi się nie podoba, że jest brzydka. Ja chcę
żeby była zdrowa, silna - energiczna. Na koniec, żeby wróciła do swojej dawnej
- prawidłowej sylwetki, bo roztyła się potwornie.
...ale ona jakąkolwiek pracę nad sobą traktuje jako karę, jako zło konieczne.
Dziwnie się czuję, kiedy słyszę jak koleżanki w pracy zasuwają na fit, jeżdżą
na rowerach, biegają - żeby być w dobrej kondycji, podobać się mężom, a moja
jęczy, że mi się nie podoba itd...