hubertus_zamoscicus
20.04.06, 09:07
...polskich absurdów prawnych ciąg dalszy.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3282386.html
Jesteś bez pracy i żeby znaleźć zajęcie, podnosisz na prywatnym szkoleniu
swoje kwalifikacje? Za karę Urząd Pracy może zabrać ci status bezrobotnego.
Takie jest prawo i wytyczne resortu pracy
Brygida Dynisiuk, drobna dziewczyna, absolwentka etnologii, stoi w wynajętym
mieszkaniu na warszawskiej Pradze i rozkłada ręce. Właśnie straciła status
bezrobotnego i prawo do ubezpieczenia. Poszła bowiem na szkolenie
organizowane za pieniądze Unii Europejskiej przez Warszawskie Centrum Kobiet
(WCK). Jej dwie koleżanki z grupy spotkał ten sam los.
- Jestem karana za to, że sama znalazłam sobie szkolenie i podnoszę
kwalifikacje. Za to nie mam dziś ubezpieczenia - mówi Brygida.
Prawa do zasiłku i tak nie miała, bo nigdy nie pracowała na umowę o pracę.
Ale to nie znaczy, że się obijała. Przed rokiem wystarała się o zajęcie -
wolontariat przy opiece nad dziećmi biednych imigrantów w Genui we Włoszech.
Po powrocie pracowała na zlecenia. Należy do trzech stowarzyszeń
wolontariuszy. Na kurs poszła, bo marzy o pracy w organizacjach pozarządowych.
Warszawskie Centrum Kobiet uczy bezrobotne absolwentki, jak pisać projekty
unijne, tworzyć strony internetowe itd. Szkolenie trwa trzy miesiące, ma
wyciągać z bezrobocia zwłaszcza absolwentów kierunków humanistycznych. Pracy
nie ma kilkadziesiąt procent z nich!
- Byłyśmy zaskoczone, że nasze trzy uczestniczki wykreślono z rejestru
bezrobotnych za udział w szkoleniu. Te decyzje nie mają sensu - mówi Anna
Damentko, dyrektor WCK.
W uzasadnieniu decyzji pozbawienia statusu bezrobotnej starosta powiatu
wołomińskiego, gdzie Brygida Dynisiuk była zarejestrowana, napisał: "z
posiadanych dokumentów wynika, że nie jest Pani zdolna lub gotowa do podjęcia
zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy".
- W urzędzie powiedziano mi, że kiedy jestem na kursie, nie mogę pracować.
Ale przecież gdybym znalazła pracę, to jasne, że zrezygnuję z kursu, który
mnie do pracy przygotowuje! - mówi Brygida.
Podobny problem ma przynajmniej kilkanaście tysięcy bezrobotnych w Polsce,
którzy chodzą na szkolenia finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego,
a prowadzone przez firmy i organizacje pozarządowe. Takich szkoleń jest w
całym kraju ponad 250, w każdym bierze udział od 20 osób do nawet 3 tys. osób.
Nic dziwnego, że z części szkoleń bezrobotni chcą uciec, a unijne pieniądze
leżą. Mimo że dzięki szkoleniom za pieniądze EFS od maja 2004 r. pracę
znalazła ponad połowa z 420 tys. Polaków, którzy brali w nich udział. W sumie
projekty z EFS opiewają na razie na blisko 3,5 mld zł.
- To paranoja. Ludzie, których szkolę, drżą, że urząd zabierze im status
bezrobotnego - mówi Andrzej Kania, szef firmy szkoleniowej Polbi z Warszawy.
Prowadzi kurs wart 600 tys. zł - "Powrót do księgowości" - przeznaczony dla
długotrwale bezrobotnych. - Niektórzy są bez pracy znacznie dłużej niż pięć
lat. Dla nich status bezrobotnego jest bardzo ważny - mówi Kania.
Dlaczego status bezrobotnego można odebrać?
Wyjaśnia to pismo departamentu rynku pracy Ministerstwa Pracy z 16 lutego
rozesłane do wszystkich Urzędów Pracy. Departament żąda, by pozbawiać praw
bezrobotnego tych, którzy szkolą się bez skierowania z Urzędu Pracy.
Powód: "Osoba taka nie jest zdolna do podjęcia pracy lub uzyskuje miesięcznie
przychód w wysokości przekraczającej połowę minimalnego wynagrodzenia za
pracę".
Dyr. Beata Czajka z tego departamentu twierdzi, że ten, kto szkoli się
prywatnie, nie jest gotów do podjęcia pracy. Dlaczego? Bo gros czasu zabiera
mu szkolenie.
Natomiast osoba, którą szkoli państwo, jest podjąć pracę gotowa. Jak to? Bo
tak stanowi ustawa o promocji zatrudnienia.
Ustawa precyzuje: osobą bezrobotną jest ten, kto jest zdolny i gotów do
podjęcia zatrudnienia. Tak więc ci, którzy się szkolą bez skierowania Urzędu
Pracy - jako niegotowi do podjęcia zatrudnienia - muszą stracić status
bezrobotnego.
Firmy szkoleniowe próbują sobie z tym radzić. Zabiegają, by skierowania na
szkolenia wystawiały Urzędy Pracy. Wtedy statusu się nie traci.
Większość Urzędów rozumie, że przepisy są absurdalne, więc wystawia
skierowania od ręki. Ale to zależy od dyrektora.
Brygida Dynisiuk zapewnia, że skończy kurs w Warszawskim Centrum Kobiet.
Jeśli zachoruje, będzie musiała zapłacić za lekarza. Nadal szuka pracy, jak
tylko może.