Niemiec - wróg Polaka.

31.10.09, 07:24
www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091028/WOJNA01/193850476
Stanisław Chwałczyński podrzucał jedzenie jeńcom

Stanisław Chwałczyński z Nowego Miasteczka II wojnę światową kojarzy ze swym dzieciństwem, ale i głodem, strachem, jeńcami i SS-manami.

Mieszkał razem z dziadkami we wsi Parcice w powiecie wieluńskim. Rodzice wkrótce po jego urodzeniu wyjechali do pracy w majątkach ziemskich na Litwie i Łotwie. Ojciec od 1938 roku służył w wojsku w Grodnie, gdy wybuchał wojna, brał udział w walkach z Niemcami.

- Tuż przed pierwszymi bombami, które spadły właśnie na Wieluń, do domu wróciła matka. Moja radość nie trwała długo – opowiada S. Chwałczyński. – Miałem wtedy pięć lat, byłem przerażony tym, że wszyscy gdzieś uciekają. Pamiętam długie kolumny uciekinierów. Każdy ładował na wóz pierzyny, coś do jedzenia i gnał przed siebie. Siedziałem na jakiś workach i rozglądałem się dookoła. Jeszcze dziś przed oczami widzę staw, krzewy i mnóstwo leżących tam zabitych, polskich żołnierzy. I te łuski z karabinów…

Nocowali w szkole. Na parapecie leżał dzwonek. Chciał go zabrać. Ale babcia nie pozwoliła.
- Pamiętam też niziutko lecące samoloty, które zdzierały mi czapkę z głowy – wspomina mieszkaniec Nowego Miasteczka. – Wśród ludzi poszła fama, że Niemcy będą wszystkich zabijać. Ale dojdą tylko do Warty i dalej nie pójdą. Wszyscy chcieli więc dotrzeć za tę Wartę.

Ze zmęczenia zasnął na wozie. Nikt nie zauważył nawet, że zsunął się z niego na ziemię…
- Po tej tułaczce nie wiadomo gdzie i po co, wróciliśmy do domu – opowiada. – Późną jesienią ojciec uciekł z obozu jenieckiego i ukrywał się w domu moich dziadków. Ale dostrzegł go najbliższy sąsiad, bogaty gospodarz, który podpisał Volkslistę. W styczniu 1940 roku całą naszą, ośmioosobową rodzinę wysiedlili do Niemiec.

Razem z rodzicami znalazł się w majątku ziemskim w Meklemburgii koło Grevesmuhlen. A gospodarstwo dziadka wraz z zabudowaniami przejął wspomniany wcześniej Volksdeutsch.
Z pobytu w obozie pracy najbardziej pamięta wydarzenia z 1943 roku. Miał wtedy dziewięć lat. Obok folwarku był obóz, w którym przebywali radzieccy jeńcy wojenni. Pracowali bardzo ciężko, porcje żywnościowe dostawali bardzo małe. Lepiej karmiono zwierzęta niż ich. Pilnował ich SS-man Muzol, frontowy inwalida. Nie wolno było się do jeńców zbliżać czy rozmawiać z nimi.

- Kiedy jednak strażnik się oddalał, wczesnym rankiem lub wieczorem, na prośbę mojego ojca podawałam jeńcom marchew, gotowane ziemniaki, suszone wytłoki, kukurydzę – wspomina S. Chwałczyński. – Pewnego dnia, gdy przekazywałem żywność, padł strzał. Widziałem, jak jeniec się przewraca. Zacząłem uciekać, ale dopadł mnie pies strażnika.

Został razem z ojcem zamknięty w stajni. Ojca przesłuchiwano.
- Wieczorem poprowadzono nas obok baraku. Widziałem na smykach (niskie sanie do wywożenia obornika ze stajni) zastrzelonego jeńca. Głowa mu zwisała. SS-man kopnął ją….Kiedy doszło jeszcze dwóch mundurowych, zabitego jeńca wyrzucono… na wysypisko śmieci.
SS-mani kazali ojcu, by wymierzył synowi 20 uderzeń. Nie bił zbyt mocno. Wtedy SS-man zaczął okładać ojca kolbą.

- Krzyczałem, chwytałem Niemca na kurtkę. Nic nie pomogło. Rozzłoszczony strażnik zaczął mnie bić. I to tak mocno, że straciłem przytomność – opowiada S. Chwałczyński. – Potem okazało się, że mam rozbitą głowę, pokiereszowane całe ciało, uszkodzony kręgosłup.
Głód, chłód, fatalne warunki higieniczne, ciężka praca dawały się coraz bardziej we znaki. Nie pozostało to bez znaczenia dla zdrowia.

Z tamtego okresu pozostały dokumenty i zdjęcia, które pan Chwałczyński podczas opowieści nam pokazuje. Nazbierała się tego cała teczka. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie potwierdza, że 64 miesiące przebywał w obozie pracy.

Do Polski wrócili w 1946 roku. Osiedlili się w gospodarstwie koło Głogowa. Nie było łatwo. Ciężka praca, boso sześć kilometrów do szkoły…
Po powrocie z wojska, rozpoczął pracę w Gminnej Spółdzielni ,,Samopomoc Chłopska” jako kierownik restauracji. Cały czas żądny wiedzy, dokształcał się i osiągał coraz to wyższe cele. Wychował i wykształcił dwóch synów. Dziś na emeryturze cieszy się z odwiedzin wnucząt.
    • hanys_hans Największy wróg Polaka 31.10.09, 07:54

      Największy wróg Polaka

      Dziś przypada Międzynarodowy Dzień Tolerancji. Mijający rok pokazał, że tolerancyjny Polak to często jeszcze określenie wewnętrznie sprzeczne. A kto jest największym wrogiem Polaka?
      Przez długi rodacy mieli niewątpliwie najwięcej problemów z tolerancją dla Żydów. Ale w ostatnim czasie to się zmienia. Dziś Polacy są najmniej tolerancyjni wobec odmiennych zachowań seksualnych.

      Wiosną szczególnie wiele kontrowersji wywołała sprawa imprez planowanych w naszym kraju przez homoseksualistów. W maju w gejowski pochód zorganizowany w Krakowie z okazji festiwalu "Kultura dla tolerancji" został zaatakowany przez środowiska ultraprawicowe. Miesiąc później władze Warszawy nie zgodziły się na zorganizowanie w stolicy planowanej przez homoseksualistów Parady Równości.

      Po tych wydarzeniach mocno nadwerężone zostało dobre samopoczucie Polaków, tak bardzo lubiących przypominać czasy, gdy przed wiekami Rzeczpospolita była oazą dla tych, którzy gdzie indziej byli niechciani. Wydarzenia te nie przysporzyły nam także dobrej opinii na arenie międzynarodowej. Znaczący jest tu incydent obrzucenia jajkami polskiej ambasada w Paryżu.

      A co ty o tym myślisz? Czy Polacy są tolerancyjni? Jaka inność jest twoim zdaniem w naszym kraju najmniej akceptowana? A przede wszystkim - co to znaczy być tolerancyjnym?
      (INTERIA.PL)
      • hanys_hans Największy wróg Polaka to alkohol 31.10.09, 08:03
        https://c.wrzuta.pl/wm18680/232290e00020d95345d6bef5/0/rower
    • stix Niemiec - wróg Polaka. 31.10.09, 21:30
      www.national-geographic.pl/forum/showthread.php?t=300
      miałam taką "przyjemną" sytuację w Niemczech, kiedy kupowałam pamiątki w jednym z zamków... dopóki mówiłam po angielsku, sprzedawca był bardzo miły, wręcz za bardzo, jednak kiedy mama powiedziała do mnie "wyciągnij portfel", przyjął pieniądze i z wymownym wyrazem twarzy wybąkał "auf wiedersehen". Poczułam się dziwnie, szczególnie, że za ladą siedział młody człowiek i wydawało mi się, że co jak co, ale ludzie, którzy nie pamiętają tych wrogich czasów powinni troszkę wyluzować.
      -----------------------
      mam rodzinkę która od lat 70 mieszka w niemczech i do tej pory jeśli chodzi o to co napisałaś jest praktykowane czyli pewna wrogość niemca do polaka
      -----------------------
      Dwa lata temu urodzilo sie jej dziecko, mieszkajac za granica stara sie zawsze, w domu, na spacerach, w parku... etc. mowic do dziecka tylko po polsku, ostatnio powiedziala mi ze w Austrii czy na Wegrzech nie bylo z tym problemu, nikt na to nie zwracal uwagi, od kiedy jednak zamieszkali w Niemczech to sie zmienilo, spotyka sie z "dziwnymi" spojrzeniami, a sasiadka wrecz otwarcie zapytala jej meza: "twoja zona mowi przeciez po niemiecku wiec dlaczego ciagle rozmawia z waszym dzieckiem po polsku"......
      Jakos malo tam tolerancji...
      -------------------------
      Mój śp. dziadek / AK - wiec z Kedywu / zawsze mawiał , że "dobry Niemiec to martwy Niemiec ". Nigdy nas nie lubili i nie będą . Zobaczcie jak się zachowują zagranicą ," panowie świata ", krzyczą , piją , rozrabiają , szczególnie młodzież .Ktoś ich tego uczy , przekazuje z pokolenia na pokolenie
      -------------------------
      Co prawda wątek jest o postrzeganiu Polaków za granicą, ale skoro podjęliście temat zachowania Niemców, to dodam swoje obserwacje. Po wielu wyjazdach wakacyjnych mogę postawić duże pieniądze na to, że Niemcy są nacją, która wygrałaby jako najbardziej znienawidzona przez rezydentów i pracowników obsługi hoteli i kompleksów rozrywkowych w każdym kraju Europy. Oni o wszystko mają pretensje. Ża woda za zimna, że basen zbyt mały, że piwa nalano za mało. Sam słyszałem będąc na Krecie, jak Niemiec robił awanturę swojemu rezydentowi, że w hotelu jest więcej Polaków niż Niemców. W Hiszpanii z kolei widziałem przez okno swojego bungalowu recepcję i mogłem zaobserwować ucieczkę młodych ludzi - pracowników ośrodka - na widok Niemca w chrakterystycznym DDR-owskim podkoszulku, który trzeci raz tego dnia szedł zgłosić coś, co mu się nie podoba.
      • rita100 Re:Alkohol najgorszym wrogiem 31.10.09, 21:36
        Nie pojudzaj Stix, nie prowokuj, nie idź tą drogą

        https://c.wrzuta.pl/wm18680/232290e00020d95345d6bef5/0/rower
Pełna wersja