ballest
02.11.09, 06:10
"Niemieccy żołnierze spod porzeczek będą mieli swój grób
Wróg czy przyjaciel. Dobry pochówek należy się każdemu - mówią
górale z Lalik. Chcą wskazać groby wszystkich niemieckich żołnierzy,
o których jeszcze pamiętają
Laliki, niewielka wioska na Żywiecczyźnie. Mieszkańcy żyją dwoma
wydarzeniami - budową ekspresówki do pobliskiego Zwardonia i
ekshumacją grobu niemieckich żołnierzy pochowanych w 1945 r. pod
krzakami porzeczek w ogródku Greniów. Cieszą się, że młodzi Niemcy
będą mieli wkrótce grób na Cmentarzu Wojskowym. Mieszkająca
niedaleko Greniów Anna Kowalczyk jak inni dbała przez lata o mogiłę
żołnierzy. - To obowiązek wobec zmarłego, nieważne, czy był
przyjacielem, czy wrogiem. Pamięć i szacunek należy się każdemu.
Chcieli wrócić do swoich rodzin
Kiedy dokładnie we wsi pojawili się dwaj młodzi żołnierze "spod
porzeczek"? Tego już nikt nie pamięta. Najpewniej byli zwiadowcami.
Cieszyli się, gdy mogli porozmawiać z cywilami o zwykłych rzeczach,
a nie o wojnie. Pokazywali góralom zdjęcia swoich żon i dzieci.
Opowiadali, że też mają wspaniałe rodziny. Mówili, że nie mogą się
doczekać, kiedy wrócą do domów.
- To nie byli ochotnicy. Na wojnę poszli, bo za odmowę groziła
śmierć - mówi Michał Porębski, jeden z mieszkańców, który pamięta
młodych Niemców.
Wiosną 1945 roku zacięte walki toczyły się na górze Szklanówka w
Lalikach. Niemcy bronili się do 30 kwietnia.
- Z góry Butor strzelali Ruskie, Niemcy byli po drugiej stronie -
opowiada Anna Gluza z przysiółka Kosarzyska.
To tam Niemcy urządzili polowy szpital. W ostatnich dniach walk
lekarz odsyłał do walki nawet poważnie rannych. Bandażował, zszywał
i do okopów. Żołnierze przeklinali go. Mówili, że jest największą
kreaturą.
Walki pochłonęły wiele ofiar. Jeńców nie brano. Górale wspominają
niemieckiego dezertera rozstrzelanego przez swoich albo 19-letniego
Niemca dobitego przez Rosjan. Chłopak wcześniej stracił obie nogi.
Jak zginęła dwójka zwiadowców, o których groby dbali górale?
Wersje wydarzeń są dwie. Michał Porębski mówi, że ich śmierć widział
z okna domu. - Dostali z działa. Było ich trzech, ale z trzeciego
nie było za bardzo co zbierać, więc schowali go do pałatki -
opowiada.
Jednak niektórzy mieszkańcy, choć pokazują dokładnie to samo
miejsce, w którym mieli zginąć żołnierze, mówią, że wcale nie zabili
ich Rosjanie. Według tej wersji żołnierzy skosiła przypadkowo seria
z niemieckiego karabinu maszynowego.
Tak czy inaczej, nocą dwóch zabitych pochowali koledzy. Śpieszyli
się. To już ludzie pamiętają doskonale pamiętają. Zwłaszcza płytki
grób. Tak płytki, że wystawały z niego nogi. Dla niektórych
mieszkańców właśnie te nogi są najbardziej potwornym wspomnieniem z
czasów wojny. Krótko po wojnie ktoś ustawił na grobie krzyże. I choć
potem nakazano je góralom usunąć, to i tak co roku 1 Listopada
zapalali tutaj znicze.
Takich grobów jest więcej
Kilka tygodni temu grób został ekshumowany. Doszło do tego dzięki
Ireneuszowi Greniowi, obecnemu właścicielowi ogrodu, w którym
zostali pochowani żołnierze. Greń znający ich historię z rodzinnych
przekazów postanowił zrobić coś z grobem.
Poprosił o pomoc fundację Pamięć, która zajmuje się ekshumacjami
niemieckich żołnierzy i przewożeniem ich szczątków na cmentarze
wojenne. Kości trafiły do Niemiec do analizy. Ponieważ w grobie
znaleziono nieśmiertelnik, jest szansa na ustalenie tożsamości choć
jednego z żołnierzy.
W połowie listopada na Cmentarzu Wojskowym w Siemianowicach Śląskich
odbędą się ceremonie pogrzebowe szczątków żołnierzy ekshumowanych w
całym kraju. Autokarami zjadą ich bliscy z Niemiec. Jeśli do tego
czasu uda się ustalić tożsamość żołnierzy z Lalik, odbędzie się ich
pogrzeb.
Greń bardzo liczy na to, że uda się szybko ustalić tożsamość "jego"
żołnierzy. Cieszy się, że jest szansa na to, by ich dzieci lub wnuki
miały gdzie zapalić znicze. Podobnych grobów jest jednak w okolicy
znacznie więcej, a żyje coraz mniej osób potrafiących pokazać, w
których dokładnie miejscach pochowano żołnierzy. Nie wiadomo już
np., gdzie Niemcy zakopali dobitego przez Rosjan 19-latka bez nóg.
Wieść o tym, że grób w ogrodzie Grenia został ekshumowany, rozniosła
się po okolicy. Ludzie zaczęli sobie przypominać, gdzie jeszcze mogą
być niemieckie groby. Górale postanowili, że trzeba sprawę załatwić
porządnie do końca. Dariusz Kocierz, sołtys Lalik: - Spiszemy
wszystkie opowieści i przekażemy je fundacji Pamięć. Bo już niedługo
będzie na to za późno.
Ewa Furtak, Piotr Płatek"