Słowacja przeprasza Polskę za 1939.

27.11.09, 16:07
wyborcza.pl/1,76842,7083113,Slowacja_przeprasza_Polske_za_1939.html
W tragicznym wrześniu 1939 r. słowaccy żołnierze weszli na
terytorium Polski u boku nazistowskiej armii niemieckiej i wielu
obywatelom Polski zapisali się w pamięci jako jeden z agresorów -
pisze słowacki wicepremier.

1 września 2009 r. upłynęło 70 lat od rozpoczęcia drugiej wojny
światowej. Wojny, którą do dzisiaj słusznie uważa się za największą
wojenną masakrę w historii współczesnej. Sześć gwałtownych lat
pochłonęło życie około 50 mln osób. Skutki wojny były straszliwe i
wyniszczające.

Dla narodów środkowej i wschodniej Europy wojna nie skończyła się w
1945 r. Po klęsce reżimów nazistowskich i faszystowskich narody te
pozostały lub znalazły się pod hegemonią reżimów komunistycznych,
które także miały charakter totalitarny, odrzucały liberalną
demokrację i wolności obywatelskie, zakładając, że mają
zagwarantowany patent na "sprawiedliwe, dobrze funkcjonujące
społeczeństwo". I że w imię realizacji tej wizji można użyć każdego
środka, ze zorganizowaną przemocą włącznie.

Wojna się skończyła, nie nastał jednak prawdziwy pokój, ponieważ w
państwach tych rozpoczęła się szczególna walka obywateli o prawa
człowieka, wolność, demokrację i prawdziwą solidarność. Dla tych
państw, pozostających w zależności od reżimów stalinowskich i
neostalinowskich, druga wojna światowa w podzielonym świecie:
totalitaryzmu i demokracji, trwała aż do roku 1989.

II wojnę światową musimy widzieć także w szerszym kontekście.
Patrzeć na nią jako na element dramatycznego procesu zachodzącego w
latach 1914-60, na którego początku mocarstwa europejskie były
rzeczywiście wielkimi państwami z koloniami na całym świecie, zaś
wszystkie ważne sprawy globu rozwiązywano przeważnie w konfliktach
wojskowych między tymi potęgami.

Skomplikowane perypetie historyczne okresu międzywojennego położyły
się cieniem także na stosunkach między naszymi narodami. Krzywdy i
bezprawia okresu międzywojennego sporadycznie wywołują fałszywy ton
także w dzisiejszej harmonii stosunków polsko-słowackich. W tym
kontekście cenię słowa polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego
podczas uroczystości rocznicowych na Westerplatte 1 września.
Przeprosiny za atak na Czechosłowację w 1938 r. stanowią kolejne
świadectwo, że potrafimy w cywilizowany sposób rozliczyć dawne
krzywdy i patrzeć w przyszłość jako sojusznicy i przyjaciele.

Dzisiejsza Republika Słowacka nie jest prawnym ani historycznym
następcą wojennego Państwa Słowackiego. Mimo to na miejscu będą
wyrazy ubolewania nad smutnym faktem, że w tragicznym wrześniu 1939
r. słowaccy żołnierze weszli na terytorium Polski u boku
nazistowskiej armii niemieckiej, stąd wielu obywatelom Polski
zapisali się w pamięci jako jeden z agresorów. Realia epoki, w
której, podobnie jak kierownictwo PRL w roku 1968, kierownictwo
państwa słowackiego usłuchało rozkazów obcej władzy, są dla nas
nauczką i bodźcem, by szanować własną suwerenność, a także
respektować integralność terytorialną naszych sąsiadów.

Niech wydarzenia lat 1938 i 1939 stanowią memento dla nas i dla
przyszłych pokoleń. Pamiętajmy, że filarem Europy Środkowej był
zawsze wzajemny szacunek, dialog i współpraca. Antagonizowanie
poszczególnych państw środkowoeuropejskich, nastawianie się
przeciwko sobie nie przyniosło żadnemu z nich spokoju i stabilności,
wręcz przeciwnie - stały się łatwym kąskiem dla pobliskich potęg.

    • 1fatum Re: Słowacja przeprasza Polskę za 1939. 27.11.09, 16:27
      stix napisał:

      > Niech wydarzenia lat 1938 i 1939 stanowią memento dla nas i dla
      > przyszłych pokoleń. Pamiętajmy, że filarem Europy Środkowej był
      > zawsze wzajemny szacunek, dialog i współpraca. Antagonizowanie
      > poszczególnych państw środkowoeuropejskich, nastawianie się
      > przeciwko sobie nie przyniosło żadnemu z nich spokoju i stabilności,
      > wręcz przeciwnie - stały się łatwym kąskiem dla pobliskich potęg.
      **********************************************************************

      Aby tytuł był ładny, aby wkleić, ale już ze zrozumieniem wklejanych treści
      "geniusz" ma problem.

      Skoro tak bardzo lubi wklejanie - proponuję mu wzorem terapeutycznych zajęć w
      psychiatrykach sklejanie papierowych toreb lub kopert. Bardziej pożyteczna
      czynność i mniej stresu.
      • szwager_z_laband Re: Słowacja przeprasza Polskę za 1939. 27.11.09, 19:04
        pszipomna ze wczesniyj jednostka slonskego wojska zaatakowaua ze
        terynu Suowacji.


        • szwager_z_laband ps 27.11.09, 19:12
          "Większość Polaków uważa, że IV rozbiór nastapił formalnie w końcu
          sierpnia, a
          faktycznie 17 IX 1939. Tymczasem pierwsza część Polski oderwano do
          II RP już
          23 I 1919, a Rada Ambasadorów postanowiła przepołowić Slask
          Cieszyński 28
          VII 1920 r. (proszę zwrócić uwagę na istotny dla Polski czas tej
          niesprawiedliwej decyzji!). Wybuch II wojny swiatowej też był
          zwiazany z tym
          Slaskiem.

          Falstart II wojny wiatowej

          Nieścisły jest poglad, że wojna zaczęła się 1 IX 1939 r. W
          rzeczywistoci
          poczatek agresji hitlerowskiej nastapił o tydzień wcześniej. Tego
          dnia miał
          ruszyć cały front, a odwołanie rozkazu nie dotarło na czas do
          jednego z
          oddziałów, dowodzonego przez porucznika wrocławskiej Abwehry (Oddz.
          VIII),
          Alberta Herznera. Jak w tych okolicach 20 lat wczesniej dowódca
          czeskich sił
          inwazyjnych ppłk Sznejdarek wybrał oszustwo (odegranie
          rzekomej "misji
          alianckiej"), tak teraz Herzner również nie stanał z podniesiona
          przyłbica na
          czele regularnej jednostki Wehrmachtu. Dowodził oddziałem
          dywersantów,
          oznaczonych jedynie opaskami ze swastyką. W dodatku - w odróżnieniu
          do
          pózniejszej prowokacji gliwickiej - wyruszono nie z terytorium III
          Rzeszy,
          lecz "niepodległej" Słowacji.

          Odłożenie rozpoczęcia działań wojennych, planowanego w "Fall Weiss"
          na 26 VIII
          1939 o godz. 4.45, Mečislav Borák (Atak na tunel, Kalendarz
          Sląski '94, Czeski
          Cieszyn 1993) przypisuje: meldunkowi generalicji niemieckiej o
          nieukończeniu
          przygotowań, odmowie przyłączenia się do wojny Włoch i zawarciu
          przez Polskę
          umowy o wzajemnej pomocy z Wlk. Brytanią. 25 sierpnia o 20.00 wydano
          zatem
          rozkaz wstrzymujący uderzenie. Por. Herzner wyruszył jednak z Czacy
          w stronę
          granicy już o 16.00. Fieseler Storch nie zdołał odszukać jego
          oddziału w
          pogranicznych lasach Beskidu Sląskiego. Celem ataku oddziału były:
          dworzec
          kolejowy i tunel w Mostach k. Jabłonkowa (po wojnie znowu RCS,
          obecnie RC),
          czyli południowy kraniec Zaolzia.

          Łakomy kasek strategiczny

          Ten 2-sztolniowy, 500-metrowy tunel na Przełęczy Jabłonkowskiej
          zawsze był
          łakomym kąskiem strategicznym. Podczas poprzedniej, czeskiej inwazji
          oba
          obiekty opanowała w roku 1919 Sotnia Karłowicka, sformowana w
          listopadzie 1918
          r. w Karłowicach Wielkich. Atakujacym plutonem najezdzców dowodził
          oficer o
          nazwisku również niemieckim (i również wywodzącym się ze słowa Herz -

          serce):
          por. Wiechherz. W tamtych czasach, jak i po 20 latach, Polacy
          również chcieli w
          razie potrzeby wysadzić tunel w powietrze. Aresztowano za to...
          kierowników 2
          polskich szkół w Mostach. Jednego z nich, Władysława Rykalskiego
          stracono w
          Jabłonkowie jesienią 1920 r,(znowu wykorzystując zaangażowanie
          Polski na
          froncie bolszewickim).

          19 lat pózniej tunel znowu był w granicach II RP i znowu trzeba go
          było
          zaminować (maj 1939 r.). Jak wynika z meldunku z 18 VIII 1939,
          utworzona po obu
          stronach granicy Kampforganisation miała skorzystać z pomocy saperów
          wyszkolonych w armii... czechosłowackiej, by unieszkodliwić lonty i
          opróżnić
          komory tunelu z materiałów wybuchowych. Prof. Andrzej Szefer z
          Katowic znalazł
          w Federalnym Archiwum wojskowym we Fryburgu (Freiburg) nazwiska
          większości
          dywersantów hitlerowskich ze Slaska Cieszyńskiego, częsciowo o
          nazwiskach i
          imionach polskich.

          Z ponad 1000 bojówkarzy z Jabłonkowa i okolic 30 najzdolniejszych
          por. Herzner
          wybrał na kurs szkoleniowy w Czacy (Słowacja). Oprócz
          takich "Polaków", byli to
          Niemcy i Czesi, toteż nieco paradoksalnie brzmiało zaprzysiężenie
          ich
          na "służbę narodowi" (jakiemu?). Na jednym z zachowanych zdjęć
          dywersantów
          siedzących wokół Herznera rozpoznano - ku wiecznej hańbie -
          następujących
          naszych "rodaków" (na Slasku Cieszyńskim oprócz Polaków żyli i żyją
          polskojęzyczni tzw. "lšzakowcy/kożdoniowcy, czyli autochtoni
          opowiadający się
          dawniej i dzis za przynależnocią tamtych stron do Niemiec; warto o
          tym wiedzieć
          i pamiętać w obliczu zakusów, by na Sląsku powstała oficjalna
          mniejszość "narodowości śląskiej"!): Jana Sikorę - "Janiultę" (po
          wojnie włos
          mu z głowy nie spadł w ponownie czeskim Jabłonkowie), Antoniego i
          Józefa
          Szotkowskich, Franciszka Kadłubca, Alojzego Jeżowicza, antoniego
          Kulika,
          Leopolda Marszałka oraz Łyska i Turka (brak imion).

          Są to niechlubne wyjątki od reguły, gdyż większość Polaków
          nadolziańskich
          dochowała wierności Macierzy, zarówno pod zaborem 1919-1938, jak po
          1939 r., a
          w czasie wojny Zaolzie przodowało w działaniach wywiadowczo-
          dywersyjno-
          partyzanckich na Slasku, a nawet górowało nad niejedną częścią
          Polski.

          Dywersanci zadania nie wykonali, napotykajac opór obrońców tunelu,
          choć na
          krótko opanowali dworzec. Por. Herzner nakazał wycofanie się po
          otrzymaniu
          rozkazu telefonicznego od jakiego niemieckiego majora z Czacy.
          Niemiecki
          parlamentariusz uznał kłamliwie w Œwierczynowcu (jeden z granicznych
          przystanków linii kolejowej Zwardoń-Czaca, obecnie za granica) w
          obliczu gen.
          Kustronia nocny atak za nieodpowiedzialny czyn niepoczytalnego
          indywiduum.

          Wyłaczona linia kolejowa

          Tydzień pózniej mjr Streil już nie usiłował powtórzyć próby zdobycia
          tunelu,
          nacierając wzdłuż szosy Czaca-Mosty (ironia losu sprawiła, że obroną
          tunelu
          dowodził Polak o niemieckim nazwisku, ppor. Lichtner, a 20 t trotylu
          w obu
          korytarzach tunelu detonował polski saper o nazwisku takiegoż
          pochodzenia,
          ppor. Pirszel...). Jeszcze raz się okazało, że nie nazwisko decyduje
          o
          narodowosci. Jak pisze Borák: linia kolejowa na Słowację została na
          wiele
          miesięcy wyłączona z ruchu. Czeski historyk ocenia polskie
          pimiennictwo sprawy
          tego tunelu jako obiektywne, czego nie może powiedzieć o zródłach
          niemieckich,
          zawierających liczne kłamstwa i gloryfikujących również ten epizod
          zdradzieckiego napadu na Polskę. Niemiecki kalendarz cieszyński
          (Sląsk
          Cieszyński włączono do Reichu, choć początkowo robiono nadzieję
          Słowacji) na
          rok 1941 wydrukował pień marszową, sławiącą ów akt dywersji, pióra
          nauczyciela
          Knoppka i ww. Streila. Por. Herzner dostał jeden z pierwszych
          Żelaznych Krzyży
          tej wojny, a po awansie służył w osławionym oddziale "Nachtigall".

          Zbrodnie zapomniane przez Czechosłowację

          Powojenna Czechosłowacja za przyjęcie narodowości czeskiej lub
          słowackiej
          wybaczała wszystkie zbrodnie okupacyjne popełnione nad Olzą. Nie
          ukarano nie
          tylko ww. J. Sikory, ale też m.in. agenta gestapo Edwarda Gałuszki,
          majacego na
          sumieniu tortury i śmierć wielu zaolziańskich akowców (O. Guziur, M.
          Starczewski. Lido i Stragan. Slazacy w wywiadzie AK. Czeski Cieszyn
          1992).

          Swiadkowie tamtych wydarzeń do dziś nie chcą podawać swych nazwisk
          ani
          występować przed kamerą, bo mogą tu Niemcy wrócić... mogliby się...
          mścić na
          wnukach. Jeden z czeskich mieszkańców Mostów napisał ANONIMOWO do
          Boráka, że w
          telewizyjnym filmie "Wojna o tunel" (mój apel do TVP o sprowadzenie
          tego filmu
          pozostał bez odpowiedzi i bez skutku) wykorzystano jedynie
          swiadectwa Polaków-
          karierowiczów(?!).

          Zaolzie przemilczane

          Na wnukach mieszkańców Mostów nie mszczą się wprawdzie Niemcy, lecz
          ponowne
          znalezienie się Zaolzia poza granicami Polski po II wojnie swiatowej
          oprócz
          odgórnie sterowanej depolonizacji przyniosło zupełnie
          niespodziewany, nowy
          czynnik destrukcyjny.

          Mianowicie: najpierw przez 44 lata programowo przemilczano lub
          zakłamywano w
          kraju i za granica dzieje Zaolzia w interesie Moskwy i Pragi, a
          ostatnio (w PRL-
          bis) nadal lansuje się fałszywa, proczeska wersję tej historii. Np.
          denuncjatorski Tajny front E. Długajczyka (Katowice 1955, "ksiażka
          dofinansowana przez MEN"!) wręcz właśnie naraża nie tylko
          mieszkańców Mostów,
          lecz dzieci i wnuków wszystkich zaolziańskich patriotów, bojowników
          o powrót
          tej części Polski do Macierzy, na bardziej lub mniej zamaskowane
          prześladowania
          • szwager_z_laband Re: ps 27.11.09, 19:20
            Niedaleko Zwardonia po drugiej stronie granicy w Slowacji znajduje
            sie miejscowosc Czadca. KOniakow, Jablonka byly strategicznie
            polozonymi miejscowosciami. Specjalny oddzial mial przejac kontrole
            na tunelem w gorach i tam rozpoczela sie pierwsza strzelanina,
            poniewaz nie otrzymali odwolania rozkazu Hitlera.



            Wojna przed wojną
            Pierwsze strzały kampanii wrześniowej padły już 26 sierpnia 1939 r.

            Miejscem niemieckiego ataku była Przełęcz Jabłonkowska w Beskidzie
            Zachodnim, zaś pierwsze strzały oddali w nocy z 25 na 26 sierpnia
            naziści z grupy bojowej Abwehry – Kampforganisation Jablunka.

            Początkowo, zgodnie z rozkazem Hitlera, atak na Polskę miał się
            rozpocząć właśnie w sobotę 26 sierpnia, o godzinie 4.45, a
            szczególnie ważne znaczenie sztab generalny agresora przywiązywał do
            opanowania Przełęczy Jabłonkowskiej. W granicach ówczesnego państwa
            polskiego przebiegała tamtędy strategiczna linia kolejowa i szosa
            Żylina–Cieszyn. Warunkiem sprawnego przerzucenia przez przełęcz sił
            niemieckich, atakujących nas od południa, było takie opanowanie
            znajdującej się tam stacji kolejowej Mosty, a nade wszystko tunelu,
            by żołnierze polscy w obliczu atakującego nieprzyjaciela nie zdołali
            wysadzić w powietrze tych ważnych obiektów. Aby to zapewnić,
            przełęcz musiał opanować Wehrmacht nie w momencie wybuchu wojny,
            lecz tuż przed atakiem.

            Abwehra utworzyła specjalną grupę uderzeniową, wyznaczając na jej
            szefa sprawdzonego już w rozlicznych akcjach porucznika dr. Hansa
            Albrechta Herznera z Berlina. W grupie znalazło się około 70
            starannie dobranych nazistów po solidnym przeszkoleniu wojskowym.
            Ubrani byli po cywilnemu, a w oczach Polaków, których mieli
            podstępnie zaatakować, uchodzić mieli za trudną do zidentyfikowania
            bojówkę. Każdy miał w kieszeni przygotowaną opaskę ze swastyką, by w
            końcówce operacji ci z Wehrmachtu, którym torowali drogę, łatwo
            mogli ich rozpoznać jako swoich.

            Dokonano szczegółowego rozeznania sytuacji w terenie, wykorzystując
            informacje agentów penetrujących stronę polską. Części z nich
            przypadała rola przewodników wiodących nocą przez wertepy górskie.
            Dywersanci zakwaterowani zostali w miejscowości Czadca, tam gdzie
            rozlokowana została na swoich pozycjach wyjściowych dywizja piechoty
            Wehrmachtu, mająca wedrzeć się do Polski przez Przełęcz
            Jabłonkowską.

            Po zapięciu wszystkiego na ostatni guzik i ostatecznym
            zaakceptowaniu przez głównego stratega operacji, wówczas pułkownika,
            a wkrótce generała Abwehry Erwina von Lahousena, Herzner wyruszył na
            miejsce pod pretekstem podróży w interesach jako kupiec berliński
            dysponujący paszportem na nazwisko Heinricha Herzoga.

            Po przekroczeniu granicy słowackiej skręcił do Czadcy, dołączając do
            swego oddziału. Ostatnie uzgodnienia w sztabie 7 Dywizji,
            potwierdzenia z centrali Abwehry, wreszcie odprawa z członkami
            jednostki, którą Herzner podzielił na dwie podgrupy pod dowództwem
            podoficerów Franza Koudela i Rudolfa Landowskiego. W ustalonym
            czasie, już po polskiej stronie, wyznaczono spotkanie z agentami, od
            których oczekiwano najbardziej aktualnych danych o rozmieszczeniu
            posterunków polskich, ich sile, uzbrojeniu, tak by można było je
            opanować możliwie bez wywoływania alarmu mogącego ściągnąć posiłki
            Wojska Polskiego. Opanowanie stacji Mosty wyznaczono na godzinę
            drugą w nocy z 25 na 26 sierpnia, wszystko zgodnie z rozkazem
            Hitlera.

            Nie wszystko szło gładko. Na miejsce startowe wyprawy nie dotarła
            anonsowana wcześniej jako wsparcie stuosobowa grupa słowackich
            gwardzistów Hlinki. Ciemności powodowały, że przewodnicy błądzili,
            opóźniając marsz. Jedna z podgrup nawet się zgubiła. Sam Herzner
            znalazł się przy południowym wylocie tunelu przed godziną drugą i
            usłyszał nagle strzały po drugiej stronie – to, jak się okazało, owa
            zagubiona podgrupa starła się z posterunkiem polskim. Tuż przed
            czwartą Herzner zdołał wedrzeć się ze swoimi ludźmi na stację Mosty,
            terroryzując jej załogę i przecinając łącza telefoniczne.

            Wbrew grubo przesadzonym późniejszym opisom niemieckim (wedle
            których grupa Herznera łatwo opanowała teren, biorąc do niewoli
            pierwszych w drugiej wojnie światowej jeńców) jednostka dywersyjna
            rychło znalazła się w krytycznej sytuacji. Utarczka, do jakiej
            doszło, zaalarmowała stronę polską, nadciągnęły posiłki i ludzie
            Herznera stali się celem. A czas upływał. Przekroczony już został
            moment, w którym miała rozpocząć się wojna przeciwko Polsce, a 7
            Dywizji, której torowano drogę, nie było ani widać, ani słychać...
            Wreszcie poprzez swego człowieka wcześniej wysłanego do Czadcy por.
            Herzner otrzymał rozkaz z dowództwa 7 Dywizji: natychmiast uwolnić
            przetrzymywanych na stacji Polaków i jak najszybciej się wycofać!

            • szwager_z_laband Re: ps 27.11.09, 19:21
              Przedzieranie się do swoich przebiegło pod ogniem ze strony WP.
              Zmieniając raz po raz kierunek marszu, czyniąc uniki, udało się w
              końcu Niemcom dotrzeć do granicy. Było to o godzinie 13.30. Dopiero
              wtedy Herzner dowiedział się, że wojna nie wybuchła, bowiem w
              ostatniej chwili Hitler odwołał swój rozkaz o uderzeniu Wehrmachtu
              rankiem 26 sierpnia. Wszystkie poprzedzające agresję operacje
              dywersyjne zostały w szaleńczym pośpiechu odwołane. Jedyną, której
              nie zdołano powstrzymać, była ta na Przełęczy Jabłonkowskiej. Gdy
              odwołanie dotarło z Berlina do sztabu 7 Dywizji – ludzie Herznera
              już od godziny przedzierali się na stronę polską. Łączności radiowej
              nie było. Wysłani z Czadcy łącznicy nie zdołali dotrzeć do Herznera –
              jedni zabłądzili, inni wpadli w ręce polskie...

              Ten wypad zbrojny Abwehry nie pozostał bez echa. Wymusił bowiem na
              stronie niemieckiej gesty usprawiedliwienia z
              powodu „nieodpowiedzialnego incydentu”. Dawano do zrozumienia, że
              sprawcą jest jakiś niezrównoważony oficer. Podobno dowódca 7 Dywizji
              Piechoty Wehrmachtu przekazał wyrazy ubolewania na ręce gen. bryg.
              Józefa Kustronia (wkrótce poległ w toku wrześniowych bojów), dowódcy
              polskiej dywizji górskiej po drugiej stronie granicy.

              W centrali Abwehry w Berlinie bezpośredni szef Herznera – von
              Lahousen – łatwo przełknął błędy popełnione w akcji. Sam Herzner nie
              zdążył jeszcze zdać raportu, a pospiesznie został obarczony kolejną
              misją, na tym samym obszarze. Już 29 sierpnia ponownie przekroczył
              granicę słowacką jako biznesmen z Berlina Heinrich Herzog. Nie
              doszło do powtórzenia operacji sprzed trzech dni. Strona polska
              bowiem w międzyczasie starannie obsadziła strategiczne obiekty
              Przełęczy Jabłonkowskiej, sprawiając, że wszelkie akcje były z góry
              pozbawione szans. Porucznik wystąpił więc jedynie jako ekspert,
              znawca terenu, doradca 7 Dywizji tuż przed ostatecznym uderzeniem na
              Polskę. Lecz kiedy kilka dni później Wehrmacht uderzył, nie mogli
              już Niemcy liczyć na ułatwiony przemarsz przez Przełęcz. Saperzy
              polscy wysadzili w powietrze tunel kolejowy przy stacji Mosty przed
              samym nosem nacierających oddziałów.

              Por. Herzner był niepocieszony. Ukoić to miał Krzyż Żelazny, o jaki
              szef Abwehry admirał Wilhelm Canaris wystąpił, uznawszy, że operacja
              Herznera była mimo wszystko udana, choć do końca niespełniona z
              przyczyn obiektywnych. Ale przyznanie odznaczenia się opóźniało.
              Sformalizowane do granic przepisy hitlerowskiej armii jasno
              określały, że Krzyż Żelazny może być przyznany jedynie w czasie
              wojny, a przecież wniosek dotyczył akcji sprzed 1 września 1939 r.,
              czyli z czasu pokoju. Przez dwa miesiące trwały dyskusje, krążyły
              pisma, wojna z Polską dobiegła końca, przygotowano kolejne kampanie,
              a biurokracja wojskowa III Rzeszy toczyła spory, czy dać odznaczenie
              Herznerowi, czy nie. W końcu jednak 29 października gen. Wilhelm
              Keitel podpisał wniosek Canarisa.

              Herzner awansował. Szybko doszedł do stopnia podpułkownika.
              Powierzono mu dowództwo jednostki, z którą Abwe-hra wiązała
              szczególnie wielkie nadzieje. Był nią sformowany w Neuhammer (dziś
              Świętoszów koło Legnicy) batalion utworzony z emigrantów ukraińskich
              o nazwie Nachtigall (Słowik) z doradcą politycznym dr. Theodorem
              Oberlaenderem (po wojnie – ministrem do spraw przesiedleńców w
              rządzie RFN) i zastępcą w osobie kapitana Romana Szuchewycza, już
              wkrótce komendanta głównego UPA, ps. Taras Czuprynka.

              Herzner nie doczekał końca wojny. Jak wynika z dokumentacji, utonął –
              zapewne w basenie – gdy przebywał w lazarecie wojskowym Wehrmachtu
              w Hohenlinden.

              Po wojnie w jego domu w berlińskiej dzielnicy Zehlendorf odnaleziono
              jego osobiste archiwum, ukryte na strychu. Najwięcej dokumentów
              dotyczyło operacji jabłonkowskiej. Znalazło się w tym pakiecie nawet
              rozliczenie finansowe z tej misji, którą nazwano w
              dokumentach „zagraniczną podróżą służbową”... Za pobyt na Słowacji
              otrzymał Herzner po 13,80 reichsmarek za dobę, a za czas pobytu w
              Polsce wypadło mu 0,6 diety dobowej, czyli 11,6 RM. Łącznie otrzymał
              za ową podróż zagraniczną 88 Reichsmarek.
              • szwager_z_laband Re: ps 27.11.09, 19:24
                70 lat temu niemiecka grupa dywersyjna zaatakowała Mosty koło
                Jabłonkowa, gdzie miała opanować tunel kolejowy na Przełęczy
                Jabłonkowskiej i utrzymać go do czasu nadejścia regularnego wojska.
                - Hitler planował atak na Polskę 26 sierpnia, ale w ostatniej chwili
                data napaści została zmieniona na 1 września.

                To tajemnicza sprawa, ale ten rozkaz nie dotarł do grupy dywersyjnej
                na Zaolziu, która zaatakowała dworzec kolejowy w Mostach. Dywersanci
                byli w szoku, że nie mieli wsparcia Wehrmachtu - mówi Jarosław
                Drużycki, koordynator polskiej części projektu "Pamięć nocy - pamięć
                dni. 1939-1945. Śląsk Cieszyński pod niemiecką okupacją i po
                sowieckim wyzwoleniu".

                Grupę dywersyjną tworzyli Niemcy oraz mieszkańcy Jabłonkowa
                sympatyzujący z III Rzeszą bądź pochodzenia niemieckiego. Natarli od
                strony Słowacji, która była już w rękach hitlerowców.
                - To byli ludzie wyszkoleni przez Albrechta Herznera, oficera
                Abwehry - tłumaczy Drużycki.

                Niemiecka bojówka dywersyjna zajęła niewielką stację kolejową w
                Mostach. Dywersanci nie wiedzieli jednak, że znajduje się w niej
                stacja łączności. Pracująca w niej kobieta zawiadomiła polskich
                żołnierzy, którzy ostrzelali dywersantów i uniemożliwili im zdobycie
                tunelu.

                Źródła historyczne podają, że dywersanci wzięli czterech polskich
                kolejarzy jako zakładników i postawili na parowozie, by w ten sposób
                chronić się przed strzałami polskich żołnierzy.

                Gdy akcja dywersyjna zakończyła się fiaskiem, przedstawiciele
                stacjonującego przy granicy niemieckiego wojska... przeprosili
                Polaków za incydent. - Dywersanci chcieli uniemożliwić Polakom
                wysadzenie tunelu. Ale Polacy i tak go wysadzili już 1 września -
                mówi Jarosław Drużycki.
                W Mostach odbędzie się dziś uroczystość wspomnieniowa pod patronatem
                ambasadora RP w Pradze Jana Pastwy oraz ambasadora Republiki
                Czeskiej w Warszawie Jana Sechtera.

                Uczestnicy spotkania zobaczą rekonstrukcję historyczną ataku sprzed
                70 lat. Przygotowała ją Sekcja Miłośników Militariów Cieszyńskiego
                Klubu Hobbystów.


                www.polskatimes.pl/fakty/pulspolski/155539,zaolzie-obchodzi-rocznice-falstartu-do-drugiej-wojny,id,t.html


                niych sie nasz stix nacieszy;)
Pełna wersja