ballest
01.12.09, 20:11
"Mówią o nich inteligenci na osiołkach, zwariowana para Norwegów,
dziwolągi, szajbnięci nie pytający o drogę, tudzież zgoła gorzej. Gdyby byli
na to wrażliwi, nie ruszyliby w świat 28 lat temu i nie przeszliby 250 tysięcy
kilometrów. Werner Fahrenholz z pochodzenia Niemiec i Maria Lovlie z Toten
we wschodniej Norwegii są małżeństwem. Poznali się we Włoszech. Marianne
skradziono tam rower i resztę wakacji wędrowała drogami przemierzanymi
motocyklem przez Wernera. Któregoś dnia stanęli naprzeciw siebie i tak trwają
do dzisiaj. On jest inżynierem budownictwa, ona informatykiem. W swoich
profesjach nie odnaleźli jednak szczęścia. Wybrali więc bezwzględną wolność,
świadomie porzucając cywilizację, własny dom i wszelkie pokusy doczesności. Od
wielu lat nie słyszą tykania zegarka, a czas wyznaczają im Słońce i Księżyc,
którego odległość od Ziemi (384,4 tys km) są w stanie pokonać za około 16 lat.
Czy wytrwają?
Śpią pod gołym niebem razem ze zwierzętami, a gdy doskwiera deszcz i chłód,
rozstawiają pokraczny namiot. Na łące Maksymiliana Kotaraka w Wituni, gdzie
spędzili noc z niedzieli na poniedziałek, pomimo wilgoci i zimna, spali
przykryci skórami owiec, reniferów, dzika, łosia i innych zwierząt. Obok nich
trzy osły: Desire, Katarina i Tequilla i trzy kundelki z najbardziej urokliwym
Trollem z Czech. Polska złota jesień, w której urokach drepczą na Białoruś,
nie jest im straszna. Są przygotowani na znacznie gorsze warunki. Kiedy
wędrowali z Moskwy do Sankt Petersburga, słupek rtęci wskazywał temperaturę
minus 30 stopni. W 43 krajach, które przeszli niemal wzdłuż i wszerz, trafiali
też na skrajne upały. Tak było w Albufeira (Portugalia), gdzie na dodatek
zostali zatrzymani przez policję za nielegalne posiadanie skór pantery.
Procedura wyjaśniająca z niemrawym udziałem ambasady norweskiej trwała ponad
dwa miesiące.
Wędrują, żyjąc z datków składanych im przez napotykanych ludzi oraz pracy
dorywczej. W Pirenejach, które pokonywali w drodze do Polski, zajmowali się
herdingiem 2500 owiec, chroniąc je przed niezliczonymi watahami wilków.
Dobytek nie mieszczący się na oślich grzbietach spakowali w przyczepkę
przytwierdzoną do roweru Marianne i pchają go na przemian po drogach i
bezdrożach całej Europy i północnej Afryki. Są żywym potwierdzeniem świętości,
że szczęście nie jest materialne.
On ma 56 lat, ona 48, a od czasu kiedy ostatni raz byli w swojej ojczyźnie,
minęło wiele lat. Marianne nie ukrywa tęsknoty i tego, że jej kobiecość gryzie
się nieustannie z ciekawością nieprzebytych dróg. Na pytanie, kiedy zamierzają
zakończyć 28-letnią wędrówkę, odpowiada, że pójdą do końca.
– Naszym domem jest namiot, a dziećmi idące z nami zwierzęta. Napotykamy z
reguły na ludzi życzliwych i to nas motywuje do dalszej wędrówki - mówią
zgodnie. W tej liczbie są Polacy, w przeciwieństwie do Niemców, wysoko przez
nich cenieni. Jednym z cenionych okazał się Paweł Toczko. Burmistrz Więcborka
spotkał się z niecodziennymi gośćmi i wręczył im najnowszy atlas Polski, który
ma im ułatwić dalszą, niestrudzoną wędrówkę w kierunku białoruskiej granicy"
No ja , ale bez jednego osiouka, bo im go w Polsce zastrzelyli!
JAKOU GANBA NA CALY SWIAT, we wszystkich Nachrichtach to podowajom!