stix
25.02.10, 17:06
opole.gazeta.pl/opole/1,35106,7601509,Zaniedbalismy_walke_o_tozsamosc.html
- Z perspektywy tych 20 lat istnienia Mniejszości Niemieckiej w Polsce widzimy, jak w tym czasie sporo straciliśmy. A to dlatego, że postawiliśmy wszystko na walkę o mandat dla przedstawiciela w parlamencie, a zapomnieliśmy zadbać o poczucie tożsamości - mówi Bruno Kosak, jeden z liderów MN.
Rozmowa z Brunem Kosakiem*
Joanna Pszon: Obchodzicie właśnie 20-lecie istnienia Mniejszość Niemieckiej w Polsce i jednocześnie zrobiliście rachunek sumienia.
Bruno Kosak: Trzeba było to zrobić. Maleje nam liczba aktywistów. Starzy się kruszą, a młodzi nie do końca jeszcze dojrzeli... Poza tym brakuje nam elit, które to pociągną.
Nie wychowaliście następców przez te 20 lat?
- Niestety. Kolejna bardzo ważna sprawa to słaba znajomość języka niemieckiego jako ojczystego, czyli naszego "Muttersprache". My dzięki przekazom ołmy i ołpy znaliśmy język, ale następne pokolenia już nie. Teraz już nie mówi się w domach po niemiecku. Teraz dzieci mają język niemiecki w szkole i taki maluch uczy tatę i mamę, a nie odwrotnie. Tatę rzadziej, bo ten najczęściej jest za granicą i już nieco się podszkolił, ale mamę na pewno.
Dlaczego tak się stało?
- Patrząc z perspektywy lat uważam, że za dużo czasu i energii straciliśmy dlatego, że postawiliśmy wszystko na walkę o mandat w Sejmie. Za wszelką cenę chcieliśmy mieć swoją reprezentację w parlamencie.
A zaniedbaliśmy walkę o tożsamość. I naszym największym problemem jest malejące poczucie naszych członków, że są Niemcami. Gdyby ustawić sto dzieci w szkole, gdzie uczęszcza polska większość, i zapytać je: "Kto ty jesteś?", to założę się, że prawie sto procent z tych dzieciaków odpowie: "Polak mały". A gdyby potem to samo zrobić w szkole, gdzie uczą się dzieci z naszej mniejszości, i zapytać: "Kim ty jesteś?", to najwyżej 15 proc. odpowie, że Niemcem, choć boję się, że prawie nikt.
Dowód na to mieliśmy przy spisie powszechnym, kiedy 150 tys. osób zdeklarowało narodowość niemiecką, a aż 170 tys. narodowość śląską, której - ja tak uważam - nie ma.
Tak się wiele osób czuje - po prostu Ślązakami.
- Przecież nie ma takiego narodu. Moim zdaniem ci ludzie powinni się określić, czy są Polakami, czy Niemcami. Wokół mnie każdy wie, że Kosak jest Niemiec, i już. I że jest dumny z tego faktu i że zgłębia niemiecką historię i literaturę.
Czy to efekt Waszych zaniedbań, że wielu Ślązaków się za Niemców nie uważa?
- Nie tylko. Ogromną rolę w kształtowaniu tożsamości spełniają rodzina i Kościół. Bo tożsamości my nie nauczymy, nie zaplanujemy. To jest tradycja, obrzęd, pieśni, wszystko to, co niesie duży ładunek emocjonalny. Pacierza uczy mama. Ale ta mama języka nie umie i wracamy do początku naszej rozmowy.
Wspomniał Pan jednak o Kościele. Przecież arcybiskup Nossol zawsze był z Wami i wiele dla Was robił.
- Owszem, arcybiskup próbował, wydał wskazania, np. powiedział, że jeśli któryś z proboszczów nie jest w stanie spełniać oczekiwań mniejszości, to niech zmieni parafię, i kilku księży z tego skorzystało. Mamy też piękne przykłady, kiedy księża Polacy nauczyli się niemieckiego, aby nam pomóc.
Ale mnie się marzy, byśmy mieli jak polscy Litwini księży i nauczycieli własnego chowu, ludzi naszych, od nas. A u nas uczą niemieckiego byli rusycyści, bo się musieli przekwalifikować.
Jednak minęło 20 lat. To w sam raz, by wychować kolejne pokolenie.
- Ale zajmowaliśmy się nie tym, co trzeba. Zajmując się wyborami, nie zdziałaliśmy nic, żeby nie było takiego podejścia, że zamiast się uczyć, iść na studia, to - przepraszam za wyrażenie - tłumoki szybko kończyły zawodówkę, byle iść do pracy, najlepiej do Niemiec. Dopiero teraz powstają niedzielne szkółki, myśli się o szkołach mniejszościowych z prawdziwego zdarzenia i nawet przedszkolach. Przecież najlepiej języka uczyć od małego, te dzieci naturalnie stają się dwujęzyczne. Niestety dotąd to było nasze wielkie zaniedbanie.