Niemieckie pułapki w Bytomiu.

30.04.10, 09:26
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,7826081,Remont_sie_ciagnie__bo_pod_droga_sa_podziemne_jeziora.html
Remont się ciągnie, bo pod drogą są podziemne jeziora

Kierowcy i mieszkańcy bytomskiej ulicy Łagiewnickiej mają dość przedłużającego się remontu drogi. - Pod ziemią trafiamy na różne niespodzianki - tłumaczą się drogowcy.

Ulica Łagiewnicka przez lata uchodziła za jedną z najbardziej dziurawych i zatłoczonych ulic Bytomia. Była też zmorą pieszych. Z powodu braku chodników ludzie musieli maszerować poboczem, a pasażerowie tramwajów i autobusów wysiadali wprost pod koła nadjeżdżających samochodów.

Sytuację ma zmienić remont, który rozpoczął się w lipcu zeszłego roku. Kosztem 32 mln zł droga zostanie poszerzona, a oprócz nowej nawierzchni zostaną też wybudowane chodniki i ścieżki rowerowe. Przedłużający się remont stał się jednak zmorą mieszkańców. Kilka metrów od ich okien hałasują maszyny i uwijają się ekipy robotników.

- Wiadomo, że jak jest remont, to musi być hałas, ale zgodnie z planami miał się skończyć już kilka miesięcy temu. Dzisiaj akurat są ludzie, ale często robotników nie ma i wszystko stoi - denerwuje się Henryk Chmiel, mieszkaniec Łagiewnickiej. - W domu na okrągło sprzątamy ten brud i kurz z budowy - dodaje.

Powód do narzekania mają też kierowcy. - Stoimy w korkach, a cały ruch jest puszczony jednym objazdem. Już widać, że potem te ulice też trzeba będzie remontować - mówi Henryk Krystek.

W centrali firmy Eurovia, która prowadzi prace, nikt nie chce komentować opóźnienia. Odsyłają do bytomskiego ratusza, który jest inwestorem. Urzędnicy rzeczywiście najpierw planowali, że remont zakończy się na przełomie roku. Kolejny termin wyznaczono na koniec marca, w końcu stanęło na 30 czerwca. Dlaczego prace na jednej z głównych dróg dojazdowych do centrum miasta nie mogą się zakończyć.

Marek Jarosz, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Bytomiu, podkreśla, że roboty na Łagiewnickiej to nie tylko remont nawierzchni. - Ludzie mają do nas pretensje, że nie jest tak jak z Mikołowską w Katowicach, gdzie wystarczył tydzień. W przypadku Łagiewnickiej to ogromna inwestycja, która obejmuje też remont kanalizacji, instalacji gazowej i teletechnicznej, a nawet przesunięcie torów tramwajowych. To jest jak budowa całkiem nowej drogi w miejscu starej - mówi Jarosz.

Głównym problemem są niespodzianki jeszcze z czasów, gdy gospodarzami Bytomia byli Niemcy, a na które teraz trafiają robotnicy. To nie tylko nie ujęte w żadnych planach kable i rury, lecz także całe podziemne zbiorniki wody. - Musimy tę wodę odprowadzić najpierw do kolektorów, a potem wszystko osuszyć - dodaje Jarosz.
    • gryfny Re: Niemieckie pułapki w Bytomiu. 30.04.10, 14:07
      to je tak jak juz jeden podziou:Dac malpie zegarek....
      www.bytom.pl/dbytom/zest2.html
      • cirano Re: Niemieckie pułapki w Bytomiu. 30.04.10, 15:46
        A do łopaty mo ta małpa pieronowy wstrynt... a to jedyne co ji pasuje
    • rico-chorzow Re: Niemieckie pułapki w Bytomiu. 01.05.10, 06:23
      To jest bardzo proste,jeżeli ktoś w przeszłości nie był w stanie czy nie
      potrafił dokumentować terenu swych kolonii,ten wpada na niespodzianki własnego
      niedouczenia i niechlujności.
      • hanys_hans Niemiecka pułapka 01.05.10, 08:13
        Niemiecka pułapka

        Po wojnie niemieckie obywatelstwo mógł dostać każdy, kto mieszkał na zachodnich
        ziemiach Polski
        W błędnej polityce zagranicznej, prawodawstwie i praktyce sądowniczej Polski w
        latach 1945-2005 tkwi źródło kłopotów z mieniem niemieckich przesiedleńców.
        Fałszywa jest jednak teza, że dziś odpowiedzialna za rozwiązanie problemu jest
        wyłącznie Warszawa. W regulacje tych spraw musi się włączyć również państwo
        niemieckie, ponieważ to prawodawstwo RFN w dużej mierze przyczyniło się do
        obecnych kłopotów.


        Za tarczą eufemizmów
        Przesiedleńcy, którzy wracają dziś do Polski i ubiegają się o zwrot
        pozostawionego majątku, są dla części mieszkańców tych ziem przyczyną życiowych
        tragedii. Ich wyjazdy do RFN w latach 1949-1989 ciągle określa się
        eufemistycznie jako tzw. proces łączenia rodzin. Taką terminologią Niemcy
        rzeczywiście posługiwali się w oficjalnych rozmowach z Warszawą w latach 70. XX
        wieku. Z punktu widzenia niemieckiego prawa rzeczywistość była już jednak inna.
        Do Niemiec wyjeżdżały osoby mające niemiecką przynależność państwową lub
        niemiecką narodowość. A formalnym powodem ich przyjęcia były prześladowania
        doznawane w miejscu zamieszkania (Heimat) z powodu tejże niemieckości.
        Otrzymywały one status przesiedleńca (Aussiedler) jako osoby, które opuściły
        „niemieckie tereny wschodnie pozostające pod obcą administracją, Gdańsk, (…)
        Polskę, (…) po zakończeniu generalnych wypędzeń". W efekcie wyjazdu dostawały
        niemieckie obywatelstwo. Państwo niemieckie stworzyło po wojnie kompleksowy
        system ustaw, który pozwalał na nabywanie obywatelstwa niemieckiego praktycznie
        przez wszystkie osoby zamieszkujące ziemie zachodnie Polski przed wojną lub ich
        potomków. Sankcjonowała to niemiecka konstytucja w słynnym art. 116.

        Pies, czyli kot
        Konstrukcja z niemieckim obywatelstwem była możliwa, mimo że prawo
        międzynarodowe zakazuje rozciągania skutków ustaw o obywatelstwie poza granice
        państwa. Niemiecki ustawodawca nie dostrzegł jednak zmiany granicy w 1945 r.
        Skonstruował natomiast dwie drogi prawne. Pierwsza z nich to dziedziczenie
        obywatelstwa po przodkach w taki sposób, jakby mieszkańcy Ziem Zachodnich nadal
        mieszkali w Niemczech. Ponieważ jednak unormowanie to miało luki, np. do 1972 r.
        nie można było nabyć obywatelstwa po matce, niemieckie państwo postarało się, by
        obywatelstwo mogli nabyć także ci mieszkańcy Ziem Zachodnich, których ustawa o
        obywatelstwie wprost nie objęła, np. dziecko przybysza ze wschodu i mieszkanki
        Ziem Zachodnich, mającej obywatelstwo niemieckie jeszcze sprzed 1939 r.
        Zainteresowana osoba musiała jedynie odkryć w sobie niemiecką narodowość i
        zdecydować się na „ucieczkę" do RFN od prześladowań doznawanych z tego tytułu w
        Polsce.
        • hanys_hans Re: Niemiecka pułapka 01.05.10, 08:28
          .

          www.ebookinfo.pl/jezyki-obce/niemiec.html?co=opis
          .
          • bratjakuba Re: Niemiecka pułapka 01.05.10, 11:39
            hanys_hans napisał:

            > .
            >
            > www.ebookinfo.pl/jezyki-obce/niemiec.html?co=opis
            > .

            -----------------------------------------------------------------
            Hanys,czytoł eś te nimiecke pułapki?
            Ciekawi mie co o tym myślisz jako człowiek używajoncy nimieckigo na co dziyń.
            Mi sie zdo,że to som wskazowki bardzi dlo cudzoziymcow.
            Jo już ani nie pamiyntom kiedy,abo czych iberhaupt sie tych mondrości uczoł
            ale te poprawne zwroty som dlo mie oczywistom,oczywistościom.
            Nigdy by mi do głowy nie prziszło aby pisać gibe mir,zamiast gib mir.
      • stix Niemieckie partactwo. 01.05.10, 09:47
        Na szczęście niemczyzna została wykurzona ze słowiańskiego Śląska.
        • hans-jurgen Re: Niemieckie partactwo. 01.05.10, 10:06
          stix napisał:

          > Na szczęście niemczyzna została wykurzona ze słowiańskiego Śląska.
          -------------------------------------------------------------------
          -------------------------------------------------------------------
          A co zostalo, kazdy widzi.

          Mial racje jeden Anglik twierdzac:
          ze Polska udlawi sie " niemiecka gesia ".
          • socer-schlesier Re: Niemieckie partactwo. 01.05.10, 21:18
            Most na Portowej to juz remontuja 20 lat i konca nie widac.A z prostej przyczyny, bo go Germany stawiali a Polacy nie maja pojecia jak.
            Szkoda tylko ze ludnosc na tym traci bo musimy stac w ciaglych korkach.
            • hanys_hans Fanatyczne wpisy stixa 09.05.10, 09:24

              .
Pełna wersja