stix
28.06.10, 22:15
www.andrzejanonimus.icpnet.pl/pl/tom1/rozdzial01.html
W porównaniu do Polski, Niemcy po przegranej I Wojnie Światowej były nadal krajem bogatym, szczęśliwym, potężnym, po prostu wspaniałym. Owszem, wielu ludzie było wyczerpanych, zagłodzonych, rannych, nawet zabitych. Lecz Niemiecka ziemia była nietknięta przez terror i zniszczenia wojenne, te okropności zdarzały się wyłącznie w innych krajach. Cały horror wojny, przetoczenie się frontu przez bezbronne ziemie, zniszczone przez ostrzał artyleryjski miasta, spalone wsie, domy zniszczone razem z trupami ludzi, chłopi obdarci do kości, bez dobytku. Konfiskaty, kontrybucje, kościoły bez dzwonów (o ile nie spłonęły) i ołtarze pozbawione "kriegswichtiges Metall" - to wszystko spotkało nie Niemcy, a wyłącznie sąsiednie kraje. Najbardziej ucierpiała Polska, ok. 75% jej ziem, chociaż niewątpliwie niektóre, niewielkie części Francji zostały zniszczone bardziej intensywnie.
Niemcy też ponieśli straty. Traktowali wojnę jak spekulację na zysk, tymczasem interes okazał się ryzykowny i niebezpieczny. Trudno było oczekiwać, że inne narody nie będą bronić swego terytorium, strzelać też, kiedy do nich się strzela. Zabici padają po obu stronach frontu, nie po jednej. Ogromne wydatki na broń, sprzęt wojskowy, amunicję i inne ponosiły obie strony, ciężar spoczął i na zwycięzcach i zwyciężonych. Istnieje ryzyko, że gdy wojna przybierze zły obrót, ci co przeżyli, a których własność została zarekwirowana, zrabowana lub zniszczona mają prawo zadąć odszkodowania. Po prostu dokonano złej inwestycji. Ten business się nie udał. Ale wciąż, to prawie raj w porównaniu ze spustoszoną Polska.
Sedno sprawy tkwiło w tym, że Niemcy były twardo zdecydowane, nie spłacić tych zobowiązań, przeciwnie, starali się wessać jak najwięcej pieniędzy. Incredible dictu - pomimo tak słabej pozycji przetargowej i wszelkich trudności ostatecznie to osiągnęły. Lecz, ta droga prowadziła prosto do II wojny Światowej.
Prymitywny program odmowy stał się w Niemczech popularny, uważano go za uniwersalne panaceum. Prości ludzie łatwiej godzili się z upadkiem imperium, stratą ziem, które nie były i tak przez nich zamieszkałe, widowiska Cesarza "in Siegeskrantz", gdy oni jedli "Kartoffeln mit Heringschwantz". Ale, "długi wojenne precz", na nie zwalano wszystkie niepowodzenia, to przyczyna wszelkiego zła. Choć pieniądze płynęły nie z, a do Niemiec, slogan był ogólnym konsensusem. Żadna partia nie ważyłaby się go pominąć. Najbardziej konsekwentna była NSDAP.
Logicznym przedłużeniem tego rozumowania stały się dwie, sprzeczne ze sobą tezy: pierwsza, że I Wojna Światowa nie była wynikiem agresji. Druga, że Niemcy nigdy jej nie przegrały, lecz mogły nadal walczyć i ostatecznie zwyciężyć, gdyby nie zdrada i defetyzm na tyłach. Pierwsza absurdalna, biorąc pod uwagę fakt, że przez cały czas wojny żaden nieprzyjacielski żołnierz nie stanął na niemieckiej ziemi. Za wyjątkiem terytoriów formalnie należących do Niemiec, ale przyłączonych przemocą po rozbiorze Polski i zamieszkiwanych przez polską ludność.
Co do drugiej, prawda, Niemcy były nietknięte, a same zdobyły ogromne terytoria, ale zużyły cały swój potencjał militarny. Lepiej było skapitulować wcześniej, zaraz po niepowodzeniu ostatniej ofensywy. Od tej chwili, czas pracował dla aliantów, proporcja sił coraz bardziej przechylała się na ich rzecz i armii niemieckiej groziła całkowita zagłada. Armie niemieckie na zachodzie, trzymały front napięty do granic ludzkiej wytrzymałości, nie miały szans ani na dalszą obronę, ani na wycofanie się. Ofensywa Focha już zaczęła zwijać front i niewielu niemieckich żołnierzy zdołałoby żywych przekroczyć z powrotem Ren, najlepsze możliwe wyjściem byłby obóz jeniecki. Zostali uratowani w ostatniej chwili przez inteligentną, odważną, błyskotliwą decyzje swych generałów.
Chapeaux bas! Jakiekolwiek błędne decyzje podjęli oni przedtem, przynajmniej okazali na koniec odwagę cywilną wziąć na siebie odpowiedzialność za klęskę i w ten sposób ocalili ludzi od zagłady a swoją ojczyznę od ostatecznej tragedii. Inną alternatywę wybrał Hitler, który uważał, że razem z nim mogą i powinni zginąć wszyscy ludzie w Niemczech. Na szczęście, nie miał już władzy żeby to urzeczywistnić, ale przedłużył mękę konania o kilka tragicznych miesięcy. Kilka miesięcy, to niewiele w porównaniu do piekła na ziemi przedtem, ale śmierć jest jednakowa, nie można jej dzielić.