Niemieckie długi.

28.06.10, 22:15
www.andrzejanonimus.icpnet.pl/pl/tom1/rozdzial01.html
W porównaniu do Polski, Niemcy po przegranej I Wojnie Światowej były nadal krajem bogatym, szczęśliwym, potężnym, po prostu wspaniałym. Owszem, wielu ludzie było wyczerpanych, zagłodzonych, rannych, nawet zabitych. Lecz Niemiecka ziemia była nietknięta przez terror i zniszczenia wojenne, te okropności zdarzały się wyłącznie w innych krajach. Cały horror wojny, przetoczenie się frontu przez bezbronne ziemie, zniszczone przez ostrzał artyleryjski miasta, spalone wsie, domy zniszczone razem z trupami ludzi, chłopi obdarci do kości, bez dobytku. Konfiskaty, kontrybucje, kościoły bez dzwonów (o ile nie spłonęły) i ołtarze pozbawione "kriegswichtiges Metall" - to wszystko spotkało nie Niemcy, a wyłącznie sąsiednie kraje. Najbardziej ucierpiała Polska, ok. 75% jej ziem, chociaż niewątpliwie niektóre, niewielkie części Francji zostały zniszczone bardziej intensywnie.

Niemcy też ponieśli straty. Traktowali wojnę jak spekulację na zysk, tymczasem interes okazał się ryzykowny i niebezpieczny. Trudno było oczekiwać, że inne narody nie będą bronić swego terytorium, strzelać też, kiedy do nich się strzela. Zabici padają po obu stronach frontu, nie po jednej. Ogromne wydatki na broń, sprzęt wojskowy, amunicję i inne ponosiły obie strony, ciężar spoczął i na zwycięzcach i zwyciężonych. Istnieje ryzyko, że gdy wojna przybierze zły obrót, ci co przeżyli, a których własność została zarekwirowana, zrabowana lub zniszczona mają prawo zadąć odszkodowania. Po prostu dokonano złej inwestycji. Ten business się nie udał. Ale wciąż, to prawie raj w porównaniu ze spustoszoną Polska.

Sedno sprawy tkwiło w tym, że Niemcy były twardo zdecydowane, nie spłacić tych zobowiązań, przeciwnie, starali się wessać jak najwięcej pieniędzy. Incredible dictu - pomimo tak słabej pozycji przetargowej i wszelkich trudności ostatecznie to osiągnęły. Lecz, ta droga prowadziła prosto do II wojny Światowej.

Prymitywny program odmowy stał się w Niemczech popularny, uważano go za uniwersalne panaceum. Prości ludzie łatwiej godzili się z upadkiem imperium, stratą ziem, które nie były i tak przez nich zamieszkałe, widowiska Cesarza "in Siegeskrantz", gdy oni jedli "Kartoffeln mit Heringschwantz". Ale, "długi wojenne precz", na nie zwalano wszystkie niepowodzenia, to przyczyna wszelkiego zła. Choć pieniądze płynęły nie z, a do Niemiec, slogan był ogólnym konsensusem. Żadna partia nie ważyłaby się go pominąć. Najbardziej konsekwentna była NSDAP.

Logicznym przedłużeniem tego rozumowania stały się dwie, sprzeczne ze sobą tezy: pierwsza, że I Wojna Światowa nie była wynikiem agresji. Druga, że Niemcy nigdy jej nie przegrały, lecz mogły nadal walczyć i ostatecznie zwyciężyć, gdyby nie zdrada i defetyzm na tyłach. Pierwsza absurdalna, biorąc pod uwagę fakt, że przez cały czas wojny żaden nieprzyjacielski żołnierz nie stanął na niemieckiej ziemi. Za wyjątkiem terytoriów formalnie należących do Niemiec, ale przyłączonych przemocą po rozbiorze Polski i zamieszkiwanych przez polską ludność.

Co do drugiej, prawda, Niemcy były nietknięte, a same zdobyły ogromne terytoria, ale zużyły cały swój potencjał militarny. Lepiej było skapitulować wcześniej, zaraz po niepowodzeniu ostatniej ofensywy. Od tej chwili, czas pracował dla aliantów, proporcja sił coraz bardziej przechylała się na ich rzecz i armii niemieckiej groziła całkowita zagłada. Armie niemieckie na zachodzie, trzymały front napięty do granic ludzkiej wytrzymałości, nie miały szans ani na dalszą obronę, ani na wycofanie się. Ofensywa Focha już zaczęła zwijać front i niewielu niemieckich żołnierzy zdołałoby żywych przekroczyć z powrotem Ren, najlepsze możliwe wyjściem byłby obóz jeniecki. Zostali uratowani w ostatniej chwili przez inteligentną, odważną, błyskotliwą decyzje swych generałów.

Chapeaux bas! Jakiekolwiek błędne decyzje podjęli oni przedtem, przynajmniej okazali na koniec odwagę cywilną wziąć na siebie odpowiedzialność za klęskę i w ten sposób ocalili ludzi od zagłady a swoją ojczyznę od ostatecznej tragedii. Inną alternatywę wybrał Hitler, który uważał, że razem z nim mogą i powinni zginąć wszyscy ludzie w Niemczech. Na szczęście, nie miał już władzy żeby to urzeczywistnić, ale przedłużył mękę konania o kilka tragicznych miesięcy. Kilka miesięcy, to niewiele w porównaniu do piekła na ziemi przedtem, ale śmierć jest jednakowa, nie można jej dzielić.
    • stix Niemieckie długi. 28.06.10, 22:16
      Wojsko na wschodzie było w lepszym położeniu, jednak i tak część oddziałów na dalekich, południowo-wschodnich ziemiach nie zdążyła się już wycofać. Rodzice Angusa wspominali, że w czasie podróży pociągiem ewakuacyjnym słyszeli o całych transportach niemieckich żołnierzy, które zniknęły w drodze. Oficjalnie wyjaśniano to wielkimi mrozami i śniegami, mówiono o stadach wilków. Jeżeli to prawda, to może zantagonizowana ludność, która wiele musiała wycierpieć, miała jakiś udział w rzuceniu żeru tym wilkom.

      Wstępne warunki kapitulacji, że wszystkie niemieckie wojska mają się wycofać z obcych terytoriów, stały się dla nich ocaleniem. Wszystkie inne warunki miały być ustalone później, na konferencji pokojowej.

      Dla gospodarzy konferencji pokojowej, Francuzów, przyczyny i korzenie tej wojny, leżały w poprzednie wojnie 1870/1. Traktowali oni ją, jako dalszy ciąg, więc warunki powinny być wzorowane na tamtych. Przedtem Francja musiała zapłacić niespotykaną dotąd, ogromną kontrybucję. Te bogactwa umożliwiły zbudować niemiecki przemysł i jego ekspansję. Ale tym razem opinia światowa była zdecydowanie przeciwna kontrybucjom i Francja nie mogła tego przeforsować. Za sprawiedliwe uznano jedynie odszkodowania za własność zrabowaną lub zniszczoną; praktycznie i tych zobowiązań nigdy nie udało się wyegzekwować.

      Po siedmiu i pół miesiącach rokowań, podpisany 28 czerwca 1919 Traktat Wersalski zwolnił Niemcy od wszelkich odszkodowania na wschodzie. Rosji już nie było, a Sowiety, przekształcając zręcznie słabość w sukces propagandowy, deklarowały rezygnację z odszkodowań, uznając tą sprawę za głęboko niemoralną. Najbardziej poszkodowana była Polska, żaden kraj nie ucierpiał tak bardzo. Część Francji zostały zniszczone gorzej, ale stosunkowo niewielkie terytoria w porównaniu do ok. 75% Polski. Lecz przywrócona Polska, nie mogła stawiać żądań, z konieczności akceptowała wszelkie warunki, nawet przejąć część starych niemieckich długów - jak wspomniano wyżej, proporcjonalnie do odzyskanych terenów.

      Ostatecznie, Niemcy szczęśliwie, a fatalnie dla innych krajów, pokrzywdzonych i potraktowanych niesprawiedliwie, zostały zwolnione z odpowiedzialności za wszystkie zniszczenia, rabunki i ruinę. Za wyjątkiem ograniczonej strefy po stronie zachodniej, a i tam Francja zapewniła sobie pierwsze miejsce. Dalekie drugie zajmowała Belgia, chociaż ucierpiała mocno z rąk Niemców. Odszkodowania nie zależały od wyrządzonego zła, lecz od faktycznej siły żądającego.

      Niemcy, początkowo, akceptowali z gotowością wszystkie warunki francuskie, ale protestowali i twardo odrzucali pretensje mniejszych i słabszych państw. Co więcej, rozpoczęli niezwłocznie spłacanie pewnych sum Francji, jeszcze nawet zanim ustalono i podpisano traktat, jako zadatek na przyszłość oraz rękojmię dobrej woli, dla stworzenia pozorów pojednania. Niemcy przekupiły w ten sposób Francję, która stając się coraz bardziej zainteresowana w utrzymaniu lwiej części odszkodowań, osłaniała Niemcy przed żądaniami innych.

      Po podpisaniu traktatu pokojowego, taktyka ta ulega zmianie. Początkowe spłaty, raczej symboliczne i nieduże, nie zostały od razu wstrzymane, ale stopniowo zmniejszane, potem jeszcze trochę, Niemcy redukowali je coraz bardziej. Towarzyszyła temu hałaśliwa propaganda, podkreślająca fatalny stan gospodarki, ruinę finansową oraz wiele innych powodów, dla których kontynuowanie płatności stało się chwilowo niemożliwe, mimo najlepszych chęci. To samo dotyczyło wszystkich niemieckich długów.

      Gospodarka niemiecka nie rozkwitła dzięki wojnie, to samo dotyczy zwycięskiej koalicji, te lata były ciężkie dla wszystkich. Nieoczekiwanie długa i kosztowna wojna zrujnowała pokonanych i zwycięzców, (z wyjątkiem USA, które tylko krótki czas były zaangażowane). To one przeważyły szalę, a dysponowały ogromnymi rezerwami. Niemniej każde państwo musiało udźwigać ogromny ciężar zadłużenia wojennego. Tylko Niemcy głosiły, że nie są w stanie go spłacić, mimo najlepszych intencji.

      W tej sytuacji Francja zareagowała zgodnie z precedensem, stworzonym przez Niemcy w roku 1870/1. Wtedy Francja zmuszona była zapłacić nieprawdopodobną kontrybucję 5 miliardów franków w złocie. Trzeba wyjaśnić, że wówczas frank był twardą walutą o wysokiej wartości. Np. parę lat temu USA kupiły całą Alaskę za ok. 1/300 tej sumy (nie wspominając o Luizjanie wraz z Nowym Orleanem, jeszcze taniej, ale to było dawniej, od tego czasu wartość waluty się zmieniła). Suma tak "kolossal", że Niemcy nie wierzyli, aby możliwe było jej zebranie i jako zabezpieczenie okupowali znaczną część Francji, dokoła Paryża, do czasu pełnej spłaty okupu. Teraz, działając podobnie, armia Francuska okupowała Saarę. Był to wprawdzie tylko mały skrawek Niemiec, ale bogate zagłębie węglowe, a Francji potrzebny był węgiel i zgadzała się przyjąć część spłat węglem.
      • stix Niemieckie długi. 28.06.10, 22:19
        Drobna różnica: okupacja Francji, to był krwawy okres twardych rządów wojska, z rozstrzeliwaniem zakładników i brutalnym traktowaniem ludności. Natomiast w Saarze przez cały czas trwały zamieszki i zorganizowane bunty, ale zdecydowana akcja armii francuskiej byłaby źle przyjęta przez opinię światową. Nawet francuską, a zwłaszcza prasę; rządy demokratyczne są wrażliwe na opinię. Dlatego kończyło się to na niczym, historia nie powtarza się dokładnie w ten sam sposób.

        Niemcy znalazły świetnych polityków i negocjatorów, którzy cały czas zapewniali o swych dobrych intencjach, naprawdę w to wierząc. Wszystko miało być zapomniane i wybaczone, zaczynała się nowa era, Stresemanna i Brianda.

        Jeżeli Niemcy nie były w stanie spłacić swych długów, trzeba było im to umożliwić. Najpierw koniecznie unowocześnić i zwiększyć wydajność niemieckiego przemysłu, odbudować go, przebudować, rozbudować, zmodernizować, podnieść poziom i umocnić go w każdy sposób. Potrzebny było dopływ świeżego kapitału dla niemieckiego przemysłu i finansów, zastrzyk dla przywrócenia zdrowia. Początkowy strumień spłat długów i odszkodowań, który i tak skurczył się do rozmiarów wolno sączącej się strużki, zaczął płynąć w odwrotną stronę.

        Była też pewna analogia. Po wojnie 1870/1, amerykańskie banki udzieliły Francji wielkich pożyczek, pierwsza masywna ekspansja kapitałowa na stary kontynent, z doskonałym rezultatem. Zwróciła się szybko i zyskownie, bez nich Francja nie zdołałaby zapłacić kontrybucji i odbudować kraju.

        Zaszło dziwne zjawisko: obfity napływ kapitału do Niemiec spotykał się z coraz mniejszym i bardziej skąpym strumyczkiem spłat. Niemieckie długi rosły zawrotnie. Niemcy jeszcze ciągle były zbyt biedne, żeby je spłacić, ale już prawie osiągały właściwy poziom. Jeszcze trochę pomocy i wszystko pójdzie dobrze.

        Gdy jednak osiągnęły niebotyczny poziom i rosły nadal, atmosfera zaczęła się robić nerwowa. Zwołano międzynarodowa konferencję finansową, która opracowała plan rekonstrukcji, potem następną i następną. Każdą z nich autoryzowały wielkie nazwiska, najwybitniejszych ówczesnych ekonomistów i finansistów i za każdym razem łączoną je z zastrzykiem nowych pieniędzy. Do chwili wielkiego kryzysu Niemcy straciły wiarygodność finansową, mimo to mechanizm funkcjonował dalej. Przy poważnym zagrożeniu całego światowego systemu kredytowego, zły moment do spisania niemieckich długów na straty. Mogło to uruchomić nową reakcję łańcuchową bankructw, prowadzącą do upadku wielkich banków i korporacji.

        Zdumiewające jest, że ta nielogiczna anomalia wciąż kręciła się samorzutnie, gdy światowa gospodarka wyszła już z kryzysu, jeszcze lat po dojściu Hitlera do władzy. To osobista zasługą Hjalmara Schachta, który już w latach dwudziestych zdobył ostrogi zręcznego i pomysłowego negocjatora. Został człowiekiem roku w czasie wielkiego kryzysu, uczczony przez Hitlera, który delegował mu pełnię władzy w sprawach finansowych. Dopiero teraz rozwinął skrzydła, jako mistrz tworzenia złudzeń, łącząc najwyższej klasy rzemiosło aktorskie z błyskotliwym wyczuciem psychologii, znajomością natury ludzkiej i darem nawiązywania trwałych kontaktów osobistych. Przy Hitlerze jawnie łamiącym Traktat Wersalski i publicznie ogłaszającym wszelkie porozumienia finansowe i długi niemieckie, jako nieważne i nieistniejące - to zakrawało na czarną magię. Jednak faktem jest, że Hitler nigdy nie odczuł braku środków finansowych, walut, kredytów lub po prostu pieniędzy, gdy rozpoczął program zbrojeń i przygotowań wojennych, trwający latami. W swojej mowie przed Reichstagiem w pierwszym dniu WW II, napaści na Polskę, oświadczył, że utworzył najsilniejszą armię świata kosztem 90 bilionów Marek (ok. 40 bilionów $). Ciekawa zgodność z astronomiczną wysokością Niemieckich długów, po doliczeniu oprocentowania wraz z procentami od procentów.
        • stix Niemieckie długi. 28.06.10, 22:20
          Wielka transfuzja kapitału zmalała w latach 1935/6, ale nie zbyt dotkliwie. Z drugiej strony, zakorkowano skutecznie zwroty, odpływ z powrotem. Zmiana waluty niemieckiej miała różne cele, ale przede wszystkim czyniła transfer pieniężny niemożliwy, a raczej bezcelowy. Były też dodatkowe korzyści, jak wspominana wyżej pułapka finansowa na mniejsze państwa sąsiednie, a także lepsze możliwości obdarcia z oszczędności własnych obywateli. Ale to miało drugorzędne znaczenie. Niemcy zgromadziły już wystarczające fundusze, by przygotować i rozpocząć wojnę. A ciągle trwało, chociaż na ograniczoną skalę, prywatne kredytowanie niektórych wybranych niemieckich przedsiębiorstw i przedsięwzięć aż do samej wojny.

          Ten oczywisty paradoks trwał, ponieważ nikt nie miał interesu domagać się oficjalnego bankructwa. Oznaczałoby to mnóstwo nieprzyjemności, zaczęłoby się poszukiwanie kozłów ofiarnych, potoczyłyby się głowy, zniszczone kariery. Lepiej siedzieć cicho, nie burzyć fal i nie rozhuśtać łódki, w której się siedzi. Raczej potrzymać kiepskie długi w księgach trochę dłużej.

          Można sobie wyobrazić siwego, dostojnego prezesa banku, przekonującego zastępcę:

          - „Myślę, że lepiej odłożyć ten problem na później, tak, z pewnością trzeba poczekać jeszcze trochę. Mam zamiar w przyszłym roku przejść na emeryturę, a ty masz niezłą szansę wskoczyć na moje miejsce, z moją rekomendacją, masz to w kieszeni. Mieliśmy piękne wyniki tego roku i dobre perspektywy, ale jeżeli to gówno trafi na wentylator, możesz sobie wyobrazić, jak i się zrobi smród i jak my będziemy wyglądać, w ciapki. Trudno byłoby się oczyścić. Przecież nie nasza wina, my już odziedziczyliśmy ten problem. Dlaczego mamy za to odpowiadać? Najlepiej poczekać na właściwy moment i wtedy zwłoki po cichu pochować. Ostatecznie, gdy straciło się już tyle bilionów, paręset milionów więcej nie robi różnicy.” -

          Rozmowa jest zmyślona, ale fakty nie. Prawdopodobnie wiele podobnych miało miejsce. Długi Niemieckie odłożono do lodówki aż do wybuchu wojny, a po jej zakończeniu, nie było już dłużnika. Za to powstało wiele nowych i ważniejszych problemów. Moment był odpowiedni, sprawę ostatecznie pogrzebano.

          Kompletną brednią jest pomysł, że mógł istnieć jakiś spisek, kapitalistyczny czy szatański, w celu rozpętania wojny i że ktokolwiek inwestowałby celowo pieniądze, żeby dopomóc Hitlerowi. Prawda jest znacznie prostsza: panowie świata też są tylko ludźmi - bywa, że działają jak kretyni, ciężko upośledzeni - ale nikt nie odważa się o tym przypomnieć. A zrobili wszystko, co mogli, żeby ten epizod został zapomniany. Utrata twarzy szkodzi w interesach.

          Polacy nie zdawali sobie wówczas z tego sprawy, nawet wielcy tego świata widzieli zaledwie mniejsze lub większe fragmenty układanki. Te małe skrawki informacji, które znał autor, opierały się na gazetach i książkach. Gazety komentowały okresowo międzynarodowe konferencje, nowe plany i zalecenia w sprawie restrukturalizacji i zarządzania niemieckimi długami, zawarcia międzynarodowych porozumień, nowe drogi uregulowania kwestii i genialne propozycje. Plan Dawes'a, plan Young'a, moratorium Hoover'a, konferencja w Lozannie, wymieniając tylko najważniejsze. Prasa nie traktowała tego seria, a jako żart, źródło zabawy dla czytelników, dowcip i przedmiot kpin. Rozwiązanie było niemożliwe.

          Początkowo na każdy spłacony dolar Niemcy pożyczały 1, 6 dolara, potem 2, 5 do 3, wreszcie tylko zobowiązywały się do spłat, a kredyty i pożyczki napływały nadal. Po zawarciu pokoju, zobowiązania niemieckie określono na 34 biliony dolarów, kiedy autor zaczął czytać gazety, o ile dobrze pamiętał, 80 bilionów. Natomiast w 1939 roku różnie, niektóre gazety pisały o 180 bilionach, inne o znacznie wyższej sumie. Praktycznie to samo, fantastyczna cyfra przekraczająca wyobraźnię, którą mogliby posługiwać się uczeni obliczając odległość do słońca i gwiazd. Astronomiczna cyfra, to właściwe słowo.

          „Tysiącletnia Rzesza” nie zdołałaby spłacić takiej sumy w ciągu tysiąca lat, gdyby jakimś cudem zaczęła postępować uczciwie. Mowa o współczesnych dolarach o znacznie większej zdolności nabywczej, może dwudziestokrotnej, raczej znacznie wyższej Całe to jałowe gadanie to tylko utrzymywanie pozorów, dekoracje były tak przejrzyste, że aż śmieszne. Nikt jakoś nie przewidział następnego logicznego kroku, częstego w historii. To usiłowanie zabójstwa wierzycieli, a chociaż popędzenia im kota, żeby nie ważyli się stawiać nierozsądnych żądań. Tak postąpił Filip Piękny z Templariuszami. Potem bankierzy Lombardzcy woleli zapomnieć o należnościach i jeszcze złożyli okup. Nie wspominając o pogromach Żydów nad Renem podczas krucjat, lub wzorów antycznych, z Grecji, Rzymu i Bizancjum. Zwrot pożyczek, bezczelne wymagania; zwłaszcza, gdy za nie kupiono broń.
          • ballest Polskie dlugi nigdy nie splacono! 28.06.10, 22:42
            "Zadłużenie wobec Klubu Paryskiego było wynikiem porozumienia"

            Jak wynika z komunikatu, zadłużenie wobec Klubu Paryskiego było wynikiem
            porozumienia, zawartego w kwietniu 1991 r. z 17 krajami wierzycielami, o
            reorganizacji i redukcji polskiego długu (zaciągniętego w latach 70-tych,
            którego spłacanie zostało przerwane w latach 80-tych).

            Zgodnie z porozumieniem, dług Polski zredukowano o połowę wartości łącznych
            płatności
            . Oznaczało to zmniejszenie zobowiązań z tytułu kapitału do poziomu
            26,4 mld dolarów w 1994 r.
            • stix Operacja Samum. 28.06.10, 22:57
              pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Samum
              Operacja Samum - ściśle tajna operacja polskiego wywiadu przeprowadzona w Iraku w 1990.

              W 1990 CIA poprosiło europejskie agencje wywiadowcze o pomoc w wydostaniu sześciu amerykańskich agentów (pracowników CIA i DIA), którzy śledzili ruchy irackich wojsk przed wojną w zatoce. Państwa takie jak Rosja, Wielka Brytania i Francja odmówiły pomocy w tak niebezpiecznej akcji. Jedynie Polska zgodziła się na udział. Operacja była bardzo ryzykowna, ponieważ w przypadku zdemaskowania wszyscy agenci zostaliby zabici.
              Polska była związana z Irakiem, ponieważ prace budowlane były tam prowadzone przez polskie firmy inżynierskie i wysłała kilku agentów do pracy nad operacją. Dowódcą operacji został Gromosław Czempiński a przypisany do niej został przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji i pierwszego szefa Urzędu Ochrony Państwa Krzysztofa Kozłowskiego. Głównym planem było nawiązanie kontaktu z ukrytymi szpiegami i przekazanie im polskich paszportów, dzięki czemu mogli opuścić Irak wyjeżdżając w busie razem z polskimi i rosyjskimi robotnikami.
              Operacja była jednak bardzo trudna gdyż Irakijczycy dostrzegli pewnego rodzaju amerykańsko-polską intrygę.
              Szpiedzy dostali schronienie w polskim obozie budowlanym, zapewniono im paszporty i umieszczono w autobusie. Irakijczyk, który patrolował granicę studiował w Polsce i dosyć dobrze znał polski język. Kiedy dojechali do granicy strażnik zadał pytanie jednemu z Amerykanów w języku polskim. Szpieg nie znał języka więc udawał pijanego (inna wersja mówi, że zemdlał). Miano mu wtedy powiedzieć, że niektórzy "Polacy" są tak pijani, iż kontakt z nimi (lub nim) jest niemożliwy. By odwrócić uwagę patrolującego, rozładować napięcie, kierowca wysiadł z autobusu i polskim zwyczajem uścisnął i trzy razy pocałował w policzek Irakijczyka. Paszporty okazały się niepotrzebne. Irakijczyk nawet ich nie przejrzał. Oto jego słowa: "Nie ma problemu. Jesteście przyjaciółmi, możecie jechać". Autobus przekroczył granicę ze wszystkimi pasażerami. Polacy przetransportowali szpiegów z Iraku do bezpiecznej Turcji. Tajni agenci z obydwu stron powrócili do swoich krajów. Polskie siły ratowały nie tylko agentów ale także tajne, szczegółowe mapy Bagdadu z opisanymi i oznaczonymi instalacjami wojskowymi rozrzuconymi po Iraku - niezwykle istotne dla operacji Pustynna Burza.
              W nagrodę za pomoc, rząd USA obiecał umorzyć połowę z długu zagranicznego Polski (zaciągniętego przez władze PRLu), czyli 16,5 miliarda dolarów. Także dzięki tej akcji Stany Zjednoczone pomogły w zorganizowaniu jednostki GROM. Gromosław Czempiński za tę akcję został odznaczony wysokim odznaczeniem CIA.
              • berncik Re: Operacja Samum. 28.06.10, 23:32
                Stix:Ale o wizy dalej musicie prosic.Jak wom to Niemcy zas nie zalatwiom to ani
                za sto lotnie zniosa.
                • ballest Re: Operacja Samum. 29.06.10, 05:54
                  Gorole se Amerykonom do dupy cisnom, ale USA nie chcom tych
                  wichlyrzy wpuscic rajn;)
Pełna wersja