Niemcy szmuglują kradzione samochody.

28.09.10, 16:22
rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,8436152,Luksusowe_auta_zatrzymane_na_granicy.html
Luksusowe auta zatrzymane na granicy

Straż Graniczna uniemożliwiała wywiezienie na Ukrainę czterech luksusowych samochodów wartych ponad 700 tys. z. Od początku roku funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali na granicy 110 samochodów wartych ponad 6 mln zł.
- To był spektakularny sukces, w ciągu dwóch dni w Krościenku i Medyce zatrzymano cztery kradzione samochody. Jednym z nich była limuzyna bmw warta 430 tysięcy złotych - mówi kpt. Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Samochód został zatrzymany w Medyce. Luksusowym bmw730d z 2010 roku jechał 46-letni obywatel Niemiec. Auto było skradzione, niemiecki kurier miał je przeszmuglować na Ukrainę.

Trzy samochody zatrzymali w sobotę i niedzielę pogranicznicy w Krościenku. W sobotę kurierzy z Ukrainy usiłowali przerzucić na wschód bmwX5 warte około 220 tys. zł. i mercedesa sprintera (49 tys. zł). - Oba samochody figurowały w bazach danych jako kradzione, bmw X5 -w Czechach, a mercedes w Niemczech. - wyjaśnia kpt. Pikor. W niedzielę na tym samym przejściu wpadł 51-letni obywatel Niemiec Alexander G. który usiłował wyjechać z Polski na Ukrainę samochodem marki renault traffic poszukiwanym w całej Europie.

Samochody przekazano policji.
    • ballest Re: Niemcy szmuglują kradzione samochody. 28.09.10, 17:45
      Stixiu, Ty nie rozrozniasz miedzy Niemcem a obywatelem niemieckim:
      Alexander G. to Rosjanin!
      Kubus to takze obywatel niemiecki, ale nie jest Niemcem tylko Rusem albo Gorolem!
      • kubiss Re: Niemcy szmuglują kradzione samochody. 28.09.10, 18:48
        Stix wie ze Ballest to Polski Niemiec ..... :-)
        • hanys_hans polski gang jest tylko filią rosyjskiej mafii 28.09.10, 19:15

          "Pruszków" pod Moskwą

          Najgroźniejszy polski gang jest tylko filią rosyjskiej mafii
          Gdy wiosną 1996 r. Leszek Danielak (Wańka) opuszczał areszt w Białołęce, orkiestra grała na jego powitanie melodię z "Ojca chrzestnego" Francisa Forda Coppoli. Na Wańkę czekał komitet powitalny złożony z bossów lokalnych gangów, którzy po kolei całowali Danielaka w rękę. Tylko jedna osoba uścisnęła mu dłoń i przyglądała się ceremonii z rozbawieniem. Był to rezydent najgroźniejszej rosyjskiej mafii - "Sołncewa" (nazwa pochodzi od podmoskiewskiej miejscowości będącej centralą gangu). Mógł sobie na to pozwolić, bo dla niego Leszek Danielak, członek zarządu "Pruszkowa", a właściwie przywódca tego gangu, był tylko szefem jednego z ogniw europejskiej siatki "Sołncewa". Tę rolę "Pruszków" odgrywa od początku lat 90. W siatce "Sołncewa" "Pruszków" miał wolną rękę w prowadzeniu drobnych i średnich interesów - międzynarodowy handel bronią, narkotykami i kobietami koordynowali ludzie "Sołncewa" w Warszawie.


          Nawiązał on kontakt z Jerzym Wieczorkiem, pseudonim Żaba, należącym do średniego szczebla "Pruszkowa". Dimie towarzyszyli Rusłan i Atarik. Dima oświadczył, że jest przedstawicielem na Polskę Wiaczesława Iwankowa, pseudonim Japończyk, który był wtedy rezydentem rosyjskiej mafii w Stanach Zjednoczonych. Rusłan okazał się szefem sołncewskiej mafii na Kaukazie. Z kolei Atarik (kandydat na ministra sportu Rosji) w imieniu mafii brał haracze od rosyjskich hokeistów sprzedawanych do ligi NHL. Atarika zastrzelono trzy lata temu w Moskwie na placu Czerwonym - zginął od kuli snajpera.
          Do porozumienia z "Pruszkowem" i podziału stref wpływów doszło w kwietniu 1992 r. w hotelu Marriott. "Sołncewo" reprezentowali Dima, Atarik i Rusłan, zaś "Pruszków" - Wojciech Kiełbiński (Kiełbasa), Ryszard Szwarc (Kajtek) oraz Jerzy Wieczorek (Żaba). Na dobry początek współpracy polscy gangsterzy zaproponowali Rosjanom pomoc w przemycie towarów przez Polskę oraz udziały w należącej do nich białostockiej spółce Old Star. Z kolei wysłannicy "Sołncewa" obiecali im pomoc w zlikwidowaniu konkurencji oraz możliwość korzystania z zagranicznych rezydentur. Pierwszym wspólnym interesem był przerzut poroży do Stanów Zjednoczonych - w ten sposób chciano przetestować kanały, którymi można by szmuglować narkotyki. Interes zakończył się sukcesem. Przykrywką była należąca do Jerzego Wieczorka warszawska spółka Komaton. Potem przekształciła się ona w firmę Serwis Testa - było to jedno z najważniejszych ogniw w interesach "Pruszkowa".
          Dla mafii sołncewskiej najważniejsze było to, że "Pruszków" miał swoje bramki na granicach (o określonych godzinach na konkretnych przejściach przepuszczano tiry z kontrabandą bez żadnej kontroli). Przez bramki przemycano głównie spirytus. Mechanizm kontrabandy dobrze pokazuje sprawa z grudnia 1997 r., gdy pięć tirów ze spirytusem bez kontroli przejechało granicę w Kukurykach. Dziwnym trafem wszyscy funkcjonariusze straży granicznej i służb celnych z różnych przyczyn (ból żołądka, kolacja itp.) w momencie przejazdu tirów na kilka minut opuścili posterunek. Mogąc korzystać z bramek, wysłannicy "Sołncewa" zorganizowali przy granicach Polski z Litwą, Białorusią, Ukrainą i Rosją gangi kontrolujące przerzut samochodów kradzionych w Polsce i na Zachodzie. Przestępcy ściągali także haracze od obywateli krajów WNP sprowadzających samochody z zachodniej Europy, a nawet od aut jedynie przejeżdżających granicę. Rocznie tylko przez przejście graniczne w Terespolu przejeżdżało prawie 4 mln samochodów. Jeżeli haracz płacił choćby co dziesiąty kierowca (stawka wynosiła około 100 dolarów), gangsterzy zbierali na tym przejściu 40 mln dolarów rocznie.
          • hanys_hans Polska mafia rośnie w siłę 28.09.10, 19:20
            [b]

            www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,4361.html?print=1
            Polska mafia rośnie w siłę

            Ewa Koszowska, Igor Ryciak

            Członków mafii częściej można dziś spotkać z laptopem i pod krawatem niż z pałką bejsbolową i w dresie. Przestępczość zorganizowana nowego typu rozwija się w szybkim tempie

            Przeczytaj także:

            * Co z tą mafią?

            W ostatnich latach policja się nim szczyciła, w tym roku starała się schować go pod dywan. Doroczny raport Centralnego Biura Śledczego. Gdy policja chce utajniać statystyki, oznacza to zwykle, że chwalić się nie ma czym. Bo rzeczywiście nie ma.

            W całym kraju – jak wynika z raportu śledczych, który w końcu udało się nam wydobyć – działa dziś 425 zorganizowanych grup przestępczych, podczas gdy w ubiegłym roku było ich 326, a dwa lata temu jedynie 246. To wzrost niemający precedensu od roku 2000, czyli od momentu, kiedy powstało Centralne Biuro Śledcze. Rośnie też liczba członków gangów. Pod koniec 2008 roku było ich około 4,9 tysiąca, prawie dwa razy więcej niż w roku 2006. Ile nowych grup mafijnych powstało w ostatnich miesiącach, a ile działało już wcześniej, nie wiadomo. Nadmiernym optymizmem byłoby chyba założenie, że rośnie tylko rozpoznanie problemu, można raczej przyjąć, że w Polsce przybywa chętnych do szybkiego zarobku na skróty.

            Z raportu CBŚ wynika, że największym kłopotem staje się dziś przestępczość gospodarcza. Chodzi o oszustwa podatkowe, bankowe, wyłudzenia ubezpieczeniowe oraz rosnącą ilość podrabianych dokumentów. Co gorsza, trudno liczyć, by ten trend się zatrzymał, skoro wiadomo, że kryminalistom sprzyjają czasy kryzysu i rosnącego bezrobocia. Potwierdza to także ostatni raport Europolu poświęcony grupom mafijnym na naszym kontynencie. Jego autorzy także przewidują, że w naszym regionie wzrośnie liczba oszustw i wyłudzeń.

            W kryzysie gangi kwitną
            Doświadczenie Polski z początku lat 90. – gdy bankrutowały państwowe molochy, a całe miasta utrzymywały się z zasiłku dla bezrobotnych – potwierdza oczywisty związek między nasileniem zjawisk kryminalnych a złą sytuacją gospodarczą. W ostatnich latach wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą. Policyjne wskaźniki wyglądały coraz lepiej, kradzieże samochodów czy ściąganie okupów stały się mniej nagminne. Jednak na profesjonalizację aparatu ścigania mafia odpowiada dziś własną profesjonalizacją.

            – Zapaść gospodarcza znacząco wpłynie na rozwój zorganizowanych grup przestępczych. Przewiduję, że szczególnie będzie to dotyczyć gangów specjalizujących się w przekrętach w białych rękawiczkach, takich jak nielegalne operacje finansowe – uważa profesor Jerzy Wojciech Wójcik, prawnik, kryminolog, specjalista w dziedzinie przestępczości gospodarczej oraz doradca zarządu Banku Handlowego do spraw bezpieczeństwa.

            Jego zdaniem policja i prokuratura nadal nie są przygotowane do ścigania tego typu przestępstw. – Poważne przestępstwa gospodarcze najczęściej wychodzą na jaw przypadkowo – zaznacza Wójcik. – Policyjni technicy są biegli w badaniu odcisków buta, linii papilarnych czy śladów DNA. Ale na przykład odnajdywanie śladów skomplikowanych transakcji idzie policjantom znacznie gorzej.
            Niemniej tylko w ubiegłym roku CBŚ odkryło 700 przestępstw ekonomicznych, rok wcześniej demaskując ich 240.

            – Policja podaje, że przestępczość spada, a wykrywalność wynosi ponad 90 procent. Ale liczby te dotyczą tylko wykroczeń zgłoszonych – zwraca uwagę profesor Wójcik. – Według badań kryminologicznych na każdy wykryty przypadek można przyjąć przynajmniej dwa niewykryte. Dane policyjne są bardzo mało wiarygodne i zaniżają rzeczywiste rozmiary problemu.
            Jak działa nowa mafia? Na czym robi dziś najlepsze interesy?

            Bezrobotny pomoże
            Jedna z ciekawszych spraw ostatnich lat, jaką rozwikłali pod koniec stycznia policjanci z poznańskiego oddziału CBŚ, pokazuje, że pomysłowość dzisiejszych gangsterów ekonomicznych nie zna granic. W skład działającego tam gangu wchodzili księgowy, pośrednik kredytowy, rzeczoznawcy, a także szanowany na co dzień kierownik jednego z oddziałów banków. W sumie 30 osób. Założyli oni w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku sieć firm istniejących tylko na papierze. Firmy te wymieniały między sobą faktury, robiąc wrażenie dobrze prosperujących przedsiębiorstw. Potem mafiosi zaciągali w bankach albo firmach leasingowych kredyty na zakup samochodów, nieruchomości albo po prostu pożyczali gotówkę. Składali sfałszowane zaświadczenia o zatrudnieniu, osiąganych dochodach, fikcyjne dokumenty potwierdzające kondycję finansową firm oraz wyceny nieruchomości tworzone przez zaprzyjaźnionych rzeczoznawców. Łącznie gang, którego boss jest mieszkańcem Gostynina, popełnił ponad sto przestępstw. Policyjne śledztwo trwało kilkanaście miesięcy. Sprawę utrudniało to, że część kredytów była wyłudzana na „słupy”, czyli bezrobotnych, którzy za kilkaset złotych użyczali swoich dokumentów, nie mając pojęcia o całej reszcie przedsięwzięcia.

            W końcu policjanci prześwietlili strukturę grupy i sieć wszystkich transakcji. Zatrzymując bandytów, zajęli ich majątek wart ponad dwa miliony złotych, a także nieruchomości kupione za wyłudzone pieniądze. W jednym z budynków mafiosi zamierzali wystartować z nowym biznesem – agencją towarzyską. Nie zdążyli. Teraz grozi im do 10 lat więzienia.

            Coraz bardziej popularne staje się także wyłudzanie podatku VAT. Chodzi o tak zwane transakcje karuzelowe. Jak to działa, najlepiej widać na przykładzie gangu rozbitego przez CBŚ tuż przed Bożym Narodzeniem. Szajka (było w niej 9 kobiet i 10 mężczyzn) założyła w województwach: podkarpackim, łódzkim i kujawsko-pomorskim, sieć firm. Przedmiotem transakcji handlujących między sobą firm były materiały tekstylne, a w rzeczywistości poprodukcyjne ścinki warte nie więcej niż kilka złotych za worek. Przy każdej transakcji (tylko papierowej) wartość owych materiałów rosła. By utrudnić wykrycie oszustw, firmy prowadziły rozliczenia w formie gotówkowej, a kwoty nigdy nie osiągały progu 60 tysięcy złotych (po przekroczeniu którego zapłatę trzeba uiścić przelewem bankowym).

            Po przejściu karuzeli kolejnych firm wartość ścinków osiągała wreszcie 200 złotych za worek. Wtedy towar był eksportowany na Ukrainę, a firmy krzaki (te ostatnie w karuzeli) składały wnioski o zwrot podatku VAT (należnego przy eksporcie poza granice Unii Europejskiej). Dzięki współpracy z ukraińską policją wiadomo już, że tamtejsi odbiorcy także istnieli jedynie na papierze. Nim urzędnicy skarbowi zorientowali się, że coś tu śmierdzi, i nim policja rozpracowała całą organizację, „biznesmeni” zdążyli wyłudzić 36 milionów złotych.
            Na podobnym procederze przynajmniej trzy miliony złotych zarobili aresztowani pod koniec października gangsterzy z Łodzi. Sprowadzali z Europy Zachodniej do Polski wraki samochodów albo wręcz tylko dokumenty aut kradzione kierowcom przez kieszonkowców w Niemczech, Holandii czy Belgii. Na podstawie tych papierów rejestrowali auta widma w polskich urzędach. Nieistniejące samochody przechodziły nawet badania techniczne. Potem do banku zgłaszał się członek gangu i zaciągał kredyt na zakup samochodu. Bank jako zabezpieczenie traktował wpis do dowodu rejestracyjnego i wypłacał pieniądze. Potem się rozpływali.

            W całą sprawę zamieszane były 52 osoby. Wśród nich „słupy” oraz diagności, którzy rzekomo badali auta. Mózgiem operacji był właś-ciciel jednego z łódzkich komisów samochodowych. Śledztwo w sprawie zaczęło się dwa lata temu, gdy na komisariat w Częstochowie zgłosił się mężczyzna i zgłosił kradzież wartej 150 tysięcy złotych hondy accord. Tego samego dnia w podczęstochowskim lesie policjanci odnaleźli rozbity wrak auta. Sprawdzili jednak historię samochodu i wyszło na jaw, że pojazd miał wypadek (zderzenie z pociągiem), ale nie pod Częstochową, tylko w Holandii, i to kilka miesięcy te
    • gryfny Re: Niemcy szmuglują kradzione samochody. 28.09.10, 19:37
      Tja..."Niemcy" to same Aleksandry
    • anton_28 Re: Niemcy szmuglują kradzione samochody. 28.09.10, 19:41
      Bestimmt to bou gorol co se podrobioone niymiecke papioory na bazarze kupiou, bo pojakymu Niymiec mo auto krajs jak se na nie moge pozwolic.

      To yno polske kerowcy szukajoom yno uokazje coby na czynsciach zaszporowac, also kupic urzywane a nojlepi to zrobic jak se teile s kradzioonych autoow kupi.
Pełna wersja