Dodaj do ulubionych

Kiełbasa schodzi na psy

16.01.11, 17:37
'Polak zjada w ciągu życia średnio dwie krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46 indyków, 15 kaczek. To rocznie 70 kg mięsa. I tylko 6,5 kg ryb. A powinno być na odwrót' - Z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską rozmawia Katarzyna Bosacka

Najdziwniejszy produkt spożywczy, jaki pani widziała, to...

Parówki cielęce ze śladową zawartością cielęciny. Jogurt zawierający kilkadziesiąt składników, choć powinien się składać tylko z mleka i bakterii. Keczup bez grama pomidorów upaprany z wody, chemicznego barwnika i przypraw. Paluszki krabowe nie z krabów, kostka rosołowa z 0,2-proc. zawartością mięsa. Długo by wymieniać...

Jest aż tak źle?

W zeszłym roku Państwowa Inspekcja Handlowa przebadała 9 tys. partii produktów spożywczych w sklepach całego kraju. Wyniki były gorsze niż w 2008 roku. Obniżyła się jakość miodu, mleka i jego przetworów - odsetek nieprawidłowości wzrósł z 16 do prawie 20 proc. To oznacza, że co piąty ser, jogurt czy masło są oszukane. Producenci na potęgę dolewają do droższego tłuszczu mlecznego tańszy roślinny, a przecież w przypadku produktów nazywanych masłem i serem to absolutnie wbrew prawu.

To dlatego sery smakują jak plastelina.

Nie jesteśmy serową potęgą, to prawda, ale ostatnio na rynku pojawiło się trochę smacznych polskich serów - np. bursztyn, stary olęder. Mamy rokpol, ser koryciński, prawdziwy oscypek. Ten ostatni jest po prostu pyszny. Niestety, można go kupić w niewielu miejscach w Polsce, a do tego tylko od kwietnia do października, kiedy owce mają świeżą trawę i dają mleko. Z serem jest tak jak z mięsem. Lepiej dla naszego zdrowia i portfela zjeść mniej, ale smaczniej.

Tyle że kiełbasa też schodzi na psy.

To prawda. Producenci aż dwukrotnie częściej niż rok temu oszukiwali na wędlinach - odsetek wykrytych przez Inspekcję Handlową nieprawidłowości wzrósł z 8 do 18 proc.! I dzieje się to w kraju, który uważany jest za producenta najlepszej szynki na świecie! Ten kryzys widać nawet w nazewnictwie wędlin - szynka jak za Gierka: babuni, prastara. Nie tylko konsumentom, ale także producentom marzy się dawna jakość.

Najlepsze polskie wędliny jadłam w Nowym Jorku na Green Poincie.

No właśnie, bo jest silna konkurencja i mocny rynek. Gdyby tam polscy masaże napychali kiełbasy soją albo tzw. MOM - mięsem oddzielanym mechanicznie, czyli mieszaniną chrząstek, ścięgien i zmielonych kości, która w świetle prawa mięsem wcale nie jest - toby pies z kulawą nogą takich wędlin nie kupił. A u nas ludzi nadal nie stać na dobrą jakościowo wędlinę, liczy się cena. A jak mówi przysłowie ormiańskie: 'Tanie mięso nie ma smaku'.

No to może w ogóle go nie jeść?

Niekoniecznie. W mięsie, mleku czy jajach jest najlepiej przyswajalne białko, żelazo, wapń, krwiotwórcza witamina B12. To dlatego jarosze często muszą te pierwiastki suplementować. Z drugiej strony w ciągu swojego życia Polak zjada średnio: dwie krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46 indyków, 15 kaczek. W ciągu roku - 70 kg mięsa i tylko 6,5 kg ryb. A powinno być odwrotnie. Więcej drobiu, zdrowej, niedocenianej dziczyzny, a najlepiej, gdyby dominowały ryby. I nie chodzi tu o jakieś teorie, tylko o twarde fakty medyczne. Światowa Organizacja Zdrowia uznała kilka lat temu, że konserwanty - azotany i azotyny - którymi szpikowane są wędliny, mogą zwiększać ryzyko nowotworów. Problem w tym, że nie ma czym ich zastąpić, a zepsute mięso grozi śmiertelnym zatruciem jadem kiełbasianym. Ponadto czerwone mięso niszczy DNA komórek wyściełających nasz układ pokarmowy, co zwiększa ryzyko nowotworu żołądka czy jelita grubego. W Polsce rak jelita grubego jest na drugim miejscu u kobiet po raku piersi i u mężczyzn po raku płuca.

Kawa też truje?

A gdzie tam. Całą psychozę z kawą, jajkami i mlekiem nakręcili Amerykanie, którzy - jak wiadomo - uwielbiają się bać i przez lata zalecali dekofeinizację i decholesterolizację naszej diety na rzecz tabletek z wapniem czy jajek w proszku pozbawionych cholesterolu. Teraz nagle odkrywają Amerykę i dochodzą do wniosku, że to, co naturalne, jest najlepsze.

Poważnie mówiąc: jaja można jeść, pamiętajmy tylko, że są potężnym źródłem cholesterolu, kawę pić do czterech filiżanek dziennie, o ile ją lubimy i czujemy się po niej dobrze. Udowodniono, że ma ona przeciwutleniacze korzystnie wpływające na pracę serca, układ krwionośny, a nawet naszą wagę. Tyle że mówimy o kawie prawdziwej, w ziarnach, a nie rozpuszczalnej, która przez smakoszy nie jest uznawana za kawę, ale twór spreparowany przemysłowo.

Mimo to kawa rozpuszczalna czasem kosztuje dwa razy więcej niż ta w ziarnach.

A przyprawy w proszku? Wynalazł je geniusz marketingu! Kilogram soli to w hurcie mniej niż 50 gr, niewielka ilość ziół, przypraw i mnóstwo dodatków chemicznych - powiedzmy 1,50 zł. Razem 2 zł. Tymczasem producenci tej słonej chemii w proszku każą sobie jeszcze za nią słono płacić, nawet 30 zł za kilogram! A do tego większość gotowych przypraw typu Vegeta, Warzywko, Jarzynka czy Ziarenka Smaku składa się głównie z soli, glutaminianu sodu, cukru, maltodekstryny, wypełniaczy, zagęstników i suszonych warzyw. Nawet maggi, ulubiona przyprawa do rosołu, to czysta chemia z glutaminianem sodu i solą w roli głównej. Jej pierwowzór naturalny to lubczyk - zioło o intensywnym zapachu. Ta roślina wieloroczna z rodziny selerowatych ma właściwości zdrowotne - zawiera przede wszystkim olejek lotny i przeciwutleniacze. Można ją suszyć albo pokrojoną przechowywać w zamrażarce, tyle że kto w Polsce ją uprawia?

Ale z gotowych przypraw w torebkach korzystają nawet kucharze z telewizji!

Wielkie koncerny spożywcze słono im za to płacą, ale - proszę mi wierzyć - ich koledzy po fachu odnoszą się do tego procederu jak do zawodowej lekkomyślności, na pewno bez szans na gwiazdkę Michelin. W żadnej profesjonalnej, wysmakowanej kuchni nie ma miejsca na chemiczne półprodukty, w dodatku horrendalnie drogie. Dlatego lepiej nie kierować się modą czy reklamą, ale po prostu dokładnie sprawdzać etykiety.
Obserwuj wątek
    • hanys_hans Re: Kiełbasa schodzi na psy 16.01.11, 17:42
      Jak zacznę czytać wszystkie etykiety, to mnie świt zastanie w nabiałowym.

      Na początku nie będzie łatwo. Jednak naprawdę warto znaleźć na półce śmietanę bez sztucznych zagęstników, jogurt bez dodatku mleka w proszku, chleb pieczony na prawdziwym zakwasie, z użyciem naturalnych bakterii probiotycznych i drożdży, które nie tylko nadają mu smak, ale produkują witaminy z grupy B dobre dla naszego żołądka. Prawdziwy polski miód, a nie chińską taniochę, którą niszczy się polskich producentów miodów. Dystrybutorzy sprowadzają miód z krajów tropikalnych i mieszają z polskim. Kilogram tego sprowadzonego z tropików kosztuje 1 dol., kilogram rodzimego - 10 dol. W marnych importowanych produktach są np. obce pyłki, które mogą nas jeszcze bardziej uczulać. Chińczycy faszerują pszczoły antybiotykami. Niedawno Państwowa Inspekcja Handlowa kazała wycofać z półek słoiki miodu z Chin, w których znaleziono antybiotyk - chloramfenikol. Dajmy szansę polskim pszczelarzom i kupujmy prawdziwy miód!

      I rodzime śledzie zamiast pangi?

      I flądrę podczas urlopu nad morzem zamiast importowanego z Chin łososia, kerguleny czy dorsza, którego - przypominam - polscy rybacy prawie nie mogą łowić. Trzeba uświadomić sobie jasno: prawie wszystkie ryby w smażalniach nad morzem są importowane. Polski rynek zalewa np. panga. Tę tanią i popularną w Polsce rybę sprowadza się z wietnamskich hodowli w delcie Mekongu. Niestety, rzeka nie należy do czystych akwenów, a w dodatku nie wiadomo, w jaki sposób kontroluje się tam jakość mięsa. Panga nie jest rybą morską, jak się uważa w Polsce, tylko słodkowodną, a więc i tak mniej zdrową.

      Polski rynek zalewa też uważana za superzdrową soja.

      A niesłusznie. Soja to najtańszy, najszybciej rosnący, w dodatku w 90 proc. pochodzący z upraw modyfikowanych genetycznie zapychacz roślinny, którym karmią nas wielkie koncerny spożywcze. Dodawana jest dziś do wszystkiego: ciastek, chleba, pasztetów, wędlin, pokarmu dla psów i kotów. Producenci nas przekonują, że jest tak zdrowa, że w wegetariańskich kotletach czy parówkach warto zapłacić za nią nawet więcej niż za mięso. Tymczasem udowodniono, że jedzona w nadmiarze wcale nie jest zdrowa, szczególnie ta niefermentowana. Chińczycy, Koreańczycy czy Japończycy jedzą dużo soi, która jest poddana fermentacji, dzięki czemu ma znikome ilości fitohormonów, które są dobroczynne dla kobiet, i to szczególnie po menopauzie, a nie np. dla młodych męskich organizmów. Pamiętać jednak należy, że białko sojowe jest pełnowartościowe, i zaleca się, aby zastępowało od czasu do czasu białko mięs czerwonych, bo dzięki takiej zamianie zjadamy mniej szkodliwego tłuszczu zwierzęcego. Ale to powinien być nasz świadomy wybór, a nie przemycany we wszystkim półprodukt.

      Skąd zwykły zjadacz chleba ma to wszystko wiedzieć?

      Nie musi, najważniejsze, by kierował się zdrowym rozsądkiem. Jeśli jego dziadowie od wieków jedli śledzie i kapustę kiszoną, to niech nie da się przekonać, że najlepsze są dla niego tylko orzechy kokosowe i soja. 75 proc. Polaków uważa, że odżywia się prawidłowo. Według raportu 'Trendy w zwyczajach żywieniowych Polaków. Edycja 2009' 25 proc. z nas uważa, że 'prawidłowe żywienie' to 'jedzenie różnorodnych potraw', 22 proc. - że to 'jedzenie potraw i produktów niskokalorycznych', a tylko 20 proc. wie, że jest to 'przestrzeganie piramidy zdrowego żywienia'. Niestety, jeszcze mniej z nas ma świadomość, że to, co jemy, ma największy wpływ na nasze zdrowie, i to nie tylko poprzez dobre funkcjonowanie przewodu pokarmowego - właściwa dieta to przede wszystkim największa szansa na zdrowe serce, małe ryzyko nowotworów, mocne kości czy piękna sylwetka.

      Co zatem robić?

      Na pewno warto się nauczyć czytania informacji na etykiecie, szczególnie tych podanych drobnym drukiem. W skrócie główna zasada jest taka, że im produkt mniej przekombinowany, przetworzony, tym lepiej. To oznacza, że im krótsza lista składników, tym lepiej. Warto porównywać składy i ceny produktów, zwracać uwagę, ile kosztują w przeliczeniu na kilogram.

      Musimy pamiętać, że żyjemy w okresie transformacji. Z jednej strony mamy wielu nieuczciwych producentów zalewających rynek tanią żywnością smakującą jak połączenie plastiku i tektury, z drugiej - wielki powrót do natury. Powstaje coraz więcej ekosklepów, rozwija się rolnictwo ekologiczne, pasjonaci wskrzeszają stare przepisy, np. na chleb prądnicki, którego receptura pochodzi z XIV wieku, a który regularnie gościł na stołach królewskich, np. podczas obiadów czwartkowych. Rozwija się ruch sprzeciwu wobec chemikalizacji jedzenia - tzw. slow food. Warto zatem wspierać rzetelnych producentów. Musimy sobie uświadomić, że tak naprawdę to od nas wiele zależy.

      Uważaj na hasła

      Chleb staropolski, tradycyjny, wiejski - te nazwy nic nie znaczą. Prawdziwy chleb pieczony na prawdziwym, zdrowym zakwasie będzie miał kilka składników: mąkę, sól, wodę, naturalne drożdże.

      'Mieszanka miodów pochodzących z krajów UE i spoza UE' - takie hasło na miodzie (najczęściej podane drobniutkim drukiem) oznacza, że najpewniej pochodzi on z Chin.

      'Masło czekoladowe - pełnowartościowy posiłek dla dorosłych i dzieci'. Nieprawda. To sama słodycz, bardzo kaloryczna. Wiele maseł czekoladowych ma na początku tłuszcz, a na końcu dodatek wartościowego kakao.

      Płatki śniadaniowe fitness, smukła talia, linia itd. Wystarczy sprawdzić kaloryczność, by się przekonać, że mają niemal taką samą, a czasem nawet większą kaloryczność niż pozostałe, 'nieodchudzające' płatki.

      'Mleko naturalne, bez konserwantów i sztucznych dodatków. Można je pić prosto z kartonu' - w świetle prawa nie wolno dodawać do mleka żadnych sztucznych substancji: konserwantów, polepszaczy smaku, barwników.

      'Jajka ze wsi', 'z naszej zagrody', 'prosto od baby', 'z ekologicznych płuc Polski', 'spod strzechy' itd. - te 'cuda natury' zwykle mają stempel z trójką na początku, która wyjawia, że kura wychowała się na fermie, nie widząc ani trawy, ani słońca. Każde jajko powinno mieć stempel, a na nim najpierw cyfrę (od 0 do 3), potem symbol państwa (PL) i weterynaryjny numer fermy (jajek można nie stemplować tylko wtedy, gdy się jest właścicielem stadka do 50 kur i sprzedaje na targu). Cyfra na stemplu mówi o tym, w jakich warunkach żyje kura, która zniosła jajko, a to ma znaczenie i dla naszego zdrowia, i dla sumienia. 3 oznacza chów klatkowy, 2 - ściółkowy, 1 - hodowlę wolnowybiegową, 0 - chów ekologiczny.

      'Jajka omega-3', czyli z bardzo zdrowymi kwasami tłuszczowymi zapobiegającymi wielu różnym chorobom. Ale uwaga - te pochodzące od kur z ferm zawierają 20-krotnie mniej omega-3 niż jajka wiejskich kur biegających po podwórku!
      • hanys_hans Re: Kiełbasa schodzi na psy 16.01.11, 17:43

        Szynka bez chemii, bez konserwantów - jeśli jest apetycznie różowa, znaczy, że konserwanty ma. Ta bez konserwantów jest szarawa.

        Jogurt truskawkowy to nie to samo co jogurt o smaku truskawkowym. W pierwszym są prawdziwe owoce, drugi może mieć wyłącznie syntetyczny aromat.

        Ser typu roquefort to nie to samo co wielki Francuz. Ser ementalski to nie to samo co ementaler, a parmeno nie ma nic wspólnego z parmezanem.

        Woda 'wspomaga walkę z cellulitem, zapobiega starzeniu się skóry' i aż chciałoby się dopisać: 'wygładza zmarszczki i zoperuje zeza'. Jeśli ma poniżej 500 mg składników mineralnych w litrze, niewiele różni się od zwykłej kranówki.

        'Jedna parówka sojowa dostarcza tylko 198 kcal', a jedna mięsna - 130.

        'Olej z pierwszego tłoczenia' - wcale nie znaczy, że jest najzdrowszy. Najlepszy jakościowo produkt pozyskuje się metodą tłoczenia na zimno - ziarno o temperaturze pokojowej wyciska się w tłoczni. Wtedy w złocistym płynie pozostaje najwięcej cennych substancji, np. witamin i kwasów omega-3, które rozkładają się w wysokiej temperaturze. Pierwsze tłoczenie może odbywać się równie dobrze metodą na ciepło - najpierw ziarno mocno się podgrzewa, a później wytłacza - lub metodą rafinacji.

        Prawdziwa oliwa z oliwek, która jest dobroczynna dla mieszkańców basenu Morza Śródziemnego, jest produktem drogim i nie może w naszych sklepach kosztować 10 zł lub mniej za półlitrową butelkę. Znacznie korzystniejszy jest olej rzepakowy bezerukowy, który tłoczony jest również na zimno - to taka nasza 'oliwa Północy'.


        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7651740,Kielbasa_schodzi_na_psy.html

        • cirano Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 08:16
          Świynto prowda. Polok powiniyn rodzić sie ze świńskim żołondkym, a jusz tym bardzij biydny Polok. A jeszcze niydowno głosiyli światu, "dobre bo polskie", a świat dowoł jym recht. Kombinatory i złodzieje opanowali nadwiślański kraj, (nigdy jich niy brakowało), ale teraz jusz bez reszty
          • berncik Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 20:20
            Jo to widza tak.Jak ta komuna padla.Pootwierali we kozdym miescie pora masarni Zezniki robieli kozdy swoje wurszty nojlepi jak umiou.i one bouy dobre.Teraz z czasem Porobiouy se sroge koncerny co masowo produkujom Kielbasy.Wszystko smakuje na jedno kopyto.A te male splajtowali.Kaj niekaj jeszcze jakegos malego co som robi znajdziesz,sklepu juz ni moze czimac musisz jechac do niego dodom.Te kauflandy i inksze sroge tych malych zalatwieli.
            • 1fatum Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 20:53
              www.panepol.pl/go.live.php/PL-H248.html
              smacznego.
              • 1fatum Zobacz co masz w lodówce 30.01.11, 10:27
                Wszystko można zamienić, nawet mięso i słoninę.
                Nie wierzysz?
                MASWIT Zamiennik mięsa i słoniny 100-110g/kg emulsji - Zobacz inne smakowite dodatki. Aż dziwne, że nie świecimy nocą i nie wyrastają nam czułki na głowie.

                Nawet te niby ziołowe przyprawy mają moc chemii. Pięknie posypane różnymi ziarenkami wędliny wcale nie są posypywane, tylko nadziewana w taki posypkowy flak.

                www.witex.pl/index.php?name=szukajprod&szukaj=

                Zaraz biorę się za robienie pasztetu - bez chemii.
            • artjomka Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 20:54
              Kiełbasa schodzi na psy

              A co na to godajom psy?
              • andrzejpatrick1973 Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 21:35
                Psy a raczej pomnymieckie kundle z ich przewodnikiem-szmalcownikiem, szczekaja ale nie bardzo wiedza na kogo .
                • artjomka Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 21:44
                  Moze to na ciebie czekaja? Bo polskie swinie podobno (jeszcze) sa glownym dostawca miesa na psie konserwy.
                  Albo juz i psy na was sraja - poluski!
                  • socer-schlesier Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 22:11
                    Niyma to jak swoje wyroby.Cza bydzie sie zas "cofnonc w czasie" i zaczonc samymu kiolbasa robic. 1fatum tym "swoim wpisym" wystraszol mie na calygo.
                    • hanys_hans Re: Kiełbasa schodzi na psy 17.01.11, 22:55
                      https://statichg.demotywatory.pl/uploads/201005/1274883523_by_Cactooss_500.jpg
                      • alladyn15 Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 04:04
                        Super! Tez bede tak psa tresowal.
                    • bokertov1947 Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 05:23
                      socer-schlesier napisał:

                      > Niyma to jak swoje wyroby.Cza bydzie sie zas "cofnonc w czasie" i zaczonc samym
                      > u kiolbasa robic.

                      Ino Socker, kaj zaczniesz ta keta brechowac, coby zrobic tyn cysty wuszt?
                      Napiszmy tako malo opowiastka:
                      Mosz plac w doma, coby sie kupic malego wiepszka i go hodowac. Coby mu dobrze szuo, dowosz mu do jodla ino biologiczne pomyje i to, co we wlasnym uogrodku uchodujesz. I to bes zodny chymii. Tu moze jusz byc po leku ciynszko. Bo nawet jak mu dosz wody do picio z kokotka, to mosz w ni tyla swinstwa, co wieprzek ci moze pedziec (jak umie po naszymu)…ic mi s tym pieronstwym wek!
                      A jak jusz bydzie tak daleko, co go mozesz uszlachtowac – to bydzie Ci go szkoda. A jak to szafniesz, to porobisz wuszty i szinka, kero zapeklowac musisz we cysty chymii, bo inaczy Ci sie zepsujom.
                      A potym, jak bydziesz odkrowol szajbka szinki, bydziesz mjou przet oczami tego malego pieronka, kerego ejs tak ze sercym futrowou.
                      A tak idziesz do masarza, kupisz pu fonta wyborczy, i pies sie raduje – a ty mozno tysz!
                      Pyrsk!
                      • cirano Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 07:34
                        A rak przibiyro w Polsce rozmiar epidymie, słysza...dej sie Polokowi rzondzić, som sie wykończy, pedzioł ftoś niygupi
                    • 1fatum Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 09:55
                      Łatwa w wykonaniu i bardzo smaczna.

                      Kiełbasa czosnkowa parzona (5 kg kiełbasy)
                      A. SUROWIEC

                      1. Wieprzowina kl. I peklowana - 2,0 kg
                      2. Wieprzowina kl. II peklowana - 0,75 kg
                      3. Wołowina kl. II lub I peklowana - 1,25 kg
                      4. Tłuszcz drobny twardy solony - 1,0 kg

                      Jeśli wieprzowina kl. II będzie wystarczająco tłusta, to można zrezygnować z tłuszczu, a przyjąć 1,75 kg wieprzowiny kl. II, w końcu robimy kiełbasę dla siebie.

                      B. PRZYPRAWY I MATERIAŁY POMOCNICZE:

                      I. Przyprawy

                      a) użyte do peklowania:

                      1. sól warzonka - 0,10 - 0,11 kg (nie powinna być jodowana)
                      2. saletra - 0,004 kg
                      Ewentualnie Peklosól, ale musi być świeża.

                      b) dodane w czasie produkcji:

                      1. pieprz naturalny - 0,01 kg (sami mielimy ziarnisty – ma lepszy aromat)
                      2. czosnek - 0,01 kg (tylko nie chiński, bo to martwe paskudztwo – posadzony nigdy nie wyrośnie)
                      3. kolendra - 0,0025 kg (mielona - można zemleć razem z pieprzem)
                      4. papryka mielona (może być ostra) - 0,005 kg
                      5. majeranek - 0,0075 kg

                      Oczywiście ilość czosnku i majeranku może być inna. Można poeksperymentować. Ta ilość jest wypróbowana i sprawdzona. (osobiście daję więcej, bo wbrew nazwie nie pachcnie mocno czosnkiem)

                      II. Materiały pomocnicze:

                      1. Jelita o średnicy do 36 mm
                      2. Szpilki lub przędza nr 3

                      C. POSTAĆ SUROWCA PO OBRÓBCE:

                      Wieprzowina kl. I rozdrobniona na siatce o średnicy oczek ok. 20 mm, wieprzowina kl. II i tłuszcz twardy - na siatce 10 mm, a wołowina kl. II lub I podwójnie na siatce 2-3 mm (zamiast kutrowania).

                      KIEŁBASA CZOSNKOWA PARZONA - SKRÓT INSTRUKCJI

                      1. Peklowanie:

                      Przed wymieszaniem soli i saletry, należy odważyć proporcjonalną ilość soli (z dawki podanej w recepturze) w stosunku do wagi poszczególnych rodzajów mięsa i tłuszczu, gdyż tłuszcz twardy traktujemy tylko solą, bez saletry.
                      Tłuszcz mieszamy dokładnie z odmierzoną dawką soli, ubijamy ściśle w naczyniu, i odstawiamy do lodówki. Pekluje się ok. 2-3 dni.
                      Pozostałą sól mieszamy z saletrą i dzielimy na porcje proporcjonalnie do wagi gatunków mięsa.
                      Każdy rodzaj mięsa mieszamy z odmierzoną dawką saletry i soli w osobnym naczyniu. Naczynia, po ubiciu w nich mięsa, odstawiamy na ok. 3 godz. a następnie na 3 dni wstawiamy do lodówki.

                      2. Rozdrabnianie:
                      Omówiłem wyżej.

                      3. Kutrowanie - mielenie i mieszanie wołowiny:

                      Rozdrobnioną wołowinę (2 razy na siatce 2-3 mm) mieszamy dokładnie z 50-60% wody w stosunku do ciężaru wołowiny. W czasie mieszania dodajemy przyprawy. Mięso musi dokładnie wchłonąć wodę.

                      4. Mieszanie:

                      Do wieprzowiny kl. I i II dodaje się tłuszcz i przygotowaną wołowinę; masę miesza się do dokładnego wymieszania wszystkich składników.

                      5. Napełnianie jelit:
                      Omówiłem w poprzednim przepisie. Długość kiełbas - ok 50-70 cm.

                      6. Osadzanie:

                      Przez ok. 30-60 minut. (kiełbasy wiszą na drągach do wędzenia i odpoczywają przed wędzeniem)

                      7. Wędzenie:

                      Gorącym dymem przez 110-130 minut do barwy brązowej z odcieniem czerwonym. Należy pamiętać, by podczas wędzenia przekładać kije i by kiełbasy nie dotykały ścianek wędzarni ani siebie nawzajem.

                      8. Parzenie.

                      Przypomnę - parzymy w temperaturze 72-75 st. C. przez 25-35 minut, do osiągnięcia wewnątrz kiełbasy temperatury 68-70 st. C stopni.
                      Jeśli ktoś nie dysponuje sondą, to górna granica przedziału czasowego jest wystarczająca.

                      9. Studzenie:

                      Po parzeniu kiełbasę należy schłodzić zimną wodą przez ok. 5 minut i umieścić w pomieszczeniu chłodnym w celu wystudzenia do temperatury niższej niż 18 st. C.
                      Wskazane jest po ostudzeniu lub w czasie studzenia kiełbasę oblać wrzątkiem.
                      I już można jeść
                  • andrzejpatrick1973 Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 07:48
                    artjomka napisał:

                    > Moze to na ciebie czekaja? Bo polskie swinie podobno (jeszcze) sa glownym dosta
                    > wca miesa na psie konserwy.
                    > Albo juz i psy na was sraja - poluski!

                    A pomnymieckie bezpanskie (hehe) kundle to chyba takie mieszance ,do porzadnego psa im daleko... bardzo daleko. Nikt normalny nie przejmuje sie na kogo taki kundel szczeka , a co zrec dostaje tym juz sie nawet pies z kulawa noga nie zainteresuje.
                    • socer-schlesier Re: Kiełbasa schodzi na psy 18.01.11, 09:15
                      andrzejpatrick1973 napisał:
                      > A pomnymieckie bezpanskie (hehe) kundle to chyba takie mieszance ,do porzadnego
                      > psa im daleko... bardzo daleko.
                      ----------------------------------------------
                      To wlasniety jestys takim bezpanskim kundlem,mieszancem szwyndajoncym sie po niymieckich landach.Tyle tylko ze Niymiec musi uwazac zebys go niy ugryz.
                      • cirano Re:Extra wuszt do ślonskich dzieci 18.01.11, 15:11
                        Serwujom nom Poloki
                        www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/358130,w-sklepach-slaskie-parowki-prawie-bez-miesa,id,t.html
                        • socer-schlesier Re:Extra wuszt do ślonskich dzieci 19.01.11, 07:59
                          Niy yno kielbasa schodzi na psy.
                          wyborcza.biz/biznes/1,100896,8965264,UOKiK__5_proc__zywnosci_w_sklepach_to_produkty_zafalszowane.html
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka