Co uo tym sondzicie?

07.03.13, 21:29
wiadomosci.onet.pl/swiat/sueddeutsche-zeitung-przemoc-wobec-uczniow-w-klasz,1,5438909,wiadomosc.html
    • 1fatum Re: Co uo tym sondzicie? 07.03.13, 21:36
      Cóż, nie zawsze i nie wszędzie, ale tam gdzie jest katolicki kler i młodzi chłopcy dochodziło, dochodzi i będzie dochodzić do patologii. Przecież nawet celibat nie oznacza kastracji.
      Katolickie miłosierdzie jak i miłość do bliźniego miewa specyficzne odmiany. Takie ekscesy nie zależą od lokalizacji, ale są determinowane konkretną religią.
      • gymbalski Re: Co uo tym sondzicie? 07.03.13, 21:45
        1fatum napisał:

        > Cóż, nie zawsze i nie wszędzie, ale tam gdzie jest katolicki kler i młodzi chło
        > pcy dochodziło, dochodzi i będzie dochodzić do patologii. Przecież nawet celiba
        > t nie oznacza kastracji.
        > Katolickie miłosierdzie jak i miłość do bliźniego miewa specyficzne odmiany. Ta
        > kie ekscesy nie zależą od lokalizacji, ale są determinowane konkretną religią.

        Moze poczytaj na ten temat, bo piszesz takie bzdury, ze az zal...
        • gymbalski Re: Co uo tym sondzicie? 07.03.13, 21:55
          Na POCZATEK proponuje poszukac co na temat seksu z dziecmi mowil chocby niezapomniany
          ayatollah Khomeini. Ja rozumiem, ze wiekszosc piszacych tutaj medrcow pewnie nigdy nawet nie slyszala tego nazwiska:-)
          • hans-jurgen Re: Co uo tym sondzicie? 07.03.13, 22:26
            Panie Gymbalski przypominam, ze wiele z tych rzeczy mialo miejsce w czasie pontyfikatu
            K.Wojtyly, ktory o tym wiedzial ale nie reagowal, dopiero J. Ratzinger pierwszy zareagowal
            i oglosil zasade " zero tolerancji " wobec duchownych pedofilow, a takze nalozyl na
            biskupow obowiazek powiadamiania organow scigania o ujawnionych przypadkach.
            • ballestrem Re: Co uo tym sondzicie? 08.03.13, 09:47
              Zaczeli bardziej zwalczac, bo chocby w USA bylo tyle skandali, ze KK grozilo bankructwo!
              A co do islamu to tam nie ma problemu pedofilii, bo to calkiem legalnie. Mahomet poslubil Ajsze, gdy ta miala 6 lat, a kazdy muzulmanin ma obowiazek we wszystkim nasladowac proroka.


              www.rp.pl/artykul/248245.html?print=tak
              Wielki mufti Arabii Saudyjskiej Abdulaziz al- Szejk uważa, że wydawanie za mąż dziesięcioletnich dziewczynek jest dopuszczalne - doniosła panarabska gazeta "Al-Hayat".

              Mufti dodał, że ci, którzy uważają, że 10-latki są na małżeństwo za młode, są wobec tych dziewcząt "niesprawiedliwi". Zaś wszyscy ci, którzy sądzą, że kobiety nie powinny wychodzić za mąż przed ukończeniem 25 lat, "kroczą złą drogą".

              Wielki mufti wypowiedział się na ten temat w czasie, kiedy saudyjscy obrońcy praw człowieka domagają się od rządu położenia kresu małżeństwom dzieci i zdefiniowania minimum wiekowego dla potencjalnych małżonków.

              Gazety saudyjskie przedstawiły w ostatnich miesiącach wiele przypadków wydawania młodych dziewcząt za mąż za znacznie starszych mężczyzn, bądź za bardzo młodych chłopców.

              W niedzielę rządowa komisja praw człowieka potępiła wydawanie za mąż niepełnoletnich dziewcząt, wskazując, że takie małżeństwa są "niehumanitarne" i ograbiają dzieci z ich praw.

              Komisja zajęła stanowisko, kiedy saudyjski sąd odrzucił wniosek o rozwiązanie małżeństwa 8-letniej dziewczynki, której ojciec postanowił wydać ją za mąż za mężczyznę po pięćdziesiątce. Wniosek złożyła matka dziecka.

              Sąd uznał, że matka nie miała prawa występować z takim wnioskiem i że o rozwód może wystąpić jej córka, kiedy wejdzie w wiek dojrzewania.

              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7685074,Kobiety_w_Jemenie_protestuja_przeciwko_zakazowi_malzenstw.html
              Tysiące ubranych w czadory kobiet protestowało w niedzielę przed siedzibą jemeńskiego parlamentu w Sanie. Na plakatach miały wypisane hasła "Nie zakazujcie tego, na co pozwolił Allah" i "Nie naruszajcie prawa szariatu w imię praw i wolności".
    • 1fatum Chora Polska 13.03.13, 09:49
      Ciekawe czym mogą "patrioci" wytłumaczyć postępującą chorobę Polski. Tak, Polski, bo wszędzie jest podobnie, a jedynie służba zdrowia staje się widoczna i na celowniku, kiedy ktoś na skutek niewydolności kraju umrze. Do dziurawych dróg się przyzwyczailiśmy, tak samo jak do nowo wybudowanej tandety, która się do użytku nie nadaje vide "Basen Narodowy" zwany stadionem, pas lotniska w rozsypce, o awariach na kolei dowiadujemy się po większej katastrofie.
      Ktoś powie, że to zła ekipa jest przy władzy. Nie, to nie władza źle funkcjonuje na najniższym szczeblu, ale zwykli ludzie. Ludzie, którym się dobrze, a nawet w ogóle pracować nie chce. Władze zmienić można, tylko jak zmienić ludzi?


      *********************************************************


      Dramatyczne relacje nt. służby zdrowia w Polsce


      Sebastian Mleczak do końca życia nie wybaczy lekarzom ze szpitala w Wągrowcu (Wielkopolska) śmierci swego ojca, który nie otrzymał koniecznej pomocy - donosi "Fakt". Podobna tragedia wydarzyła się w Skierniewicach.

      Błyskawicznie przywiózł tam na oddział ratunkowy tatę z potwornym bólem w klatce piersiowej. Myślał, że natychmiast dostanie pomoc. Strasznie się pomylił. Twierdzi, że przez 40 minut nikt nie zajął się konającym człowiekiem. Włodzimierz Mleczak miał tylko 57 lat. Zmarł na zawał, nie doczekawszy się lekarza.

      Tragedia w rodzinie Mleczaków z Micharzewa rozegrała się na początku stycznia. Nikt z bliskich nie spodziewał się, że pan Włodzimierz – mąż, ojciec i dziadek – już nie wróci ze szpitala do domu. Około godziny 15 cała rodzina zasiadła do obiadu. Nagle senior rodu chwycił się się za klatkę piersiową.


      – Tata dostał duszności, bardzo zbladł. Gdy w łazience zaczął wymiotować, zdecydowałem, że natychmiast zawiozę go do szpitala – opowiada syn. Miał pewność, że ojciec ma zawał, bo 10 lat temu przeżył już pierwszy i miał identyczne objawy. Droga do szpitala w Wągrowcu trwała kilka minut.

      Sebastian Mleczak, podtrzymując ojca, wszedł od razu na oddział ratunkowy i zaalarmował pielęgniarkę. Mówił, że ojciec ma najprawdopodobniej zawał i potrzebuje pomocy.

      – Pielęgniarka kazała nam usiąść i czekać na naszą kolej. Musieliśmy wypełnić kartę pacjenta, cenne minuty uciekały, a ja w ogóle nie widziałem lekarza – dodaje syn zmarłego.

      Stan pana Włodzimierza pogarszał się gwałtownie. Dostał drgawek. Pielęgniarka zabrała pana Włodzimierza na EKG. Po badaniu nadal czekał na lekarza. Według pana Sebastiana, od chwili, gdy zjawili się na oddziale ratunkowym, minęło 40 minut. Nagle jego ojciec gwałtownie zacharczał, stracił przytomność i runął z krzesła. Syn pobiegł po pomoc, ale na tę niestety było już za późno. Władze szpitala nie widzą po swojej stronie żadnej winy.

      – Wszystko zostało zrobione zgodnie z procedurą. Było badanie EKG, zmierzone ciśnienie. Nikt nie podejrzewał, że stan pacjenta jest tak poważny. Dopiero sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci był rozległy zawał – mówi Krystyna Skrzycka, z-ca dyr. szpitala.


      Bliscy zmarłego złożyli wniosek do prokuratury w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. – Lekarz, który stwierdził zgon ojca, powiedział mi, że gdyby zawołano go wcześniej, być może po podaniu leków tata nadal by żył. Znamy wyniki sekcji zwłok. Dla mnie wszystko jest jasne – mówi pan Sebastian.

      Podobna tragedia wydarzyła się także w Skierniewicach.

      – Moja mama przeżyła wiele, była łączniczką w AK, była silną kobietą. Leczyła się jedynie zapobiegawczo na chorobę wieńcową. Padła ofiarą chorego systemu szpitalnego – mówi Leszek Adamczyk, syn zmarłej kobiety.

      Prokuratura już zajęła się śmiercią Barbary Adamczyk ze Skierniewic, która z oddziału ortopedii miała zostać przewieziona na intensywną terapię w tym samym szpitalu. To 200 m, ale po pacjentkę jechała karetka aż z odległej o 70 km Łodzi.

      Do szpitala pani Barbara trafiła 5 marca, bo potknęła się w domu i uszkodziła prawą rękę w barku. Wezwała pogotowie. Przyjechało błyskawicznie. Już po czterech minutach.

      – Dojechałem do mamy – mówi pan Leszek. – Sześć godzin czekała w Izbie Przyjęć. Zmęczona, skulona na krzesełku. Kiedy wreszcie wykonano badania, pielęgniarka zapytała, czy mam samochód i czy mogę mamę sam przewieźć na ortopedię, bo w szpitalu nie ma karetki i będzie musiała wzywać ambulans z Łodzi. Oczywiście zrobiłem to sam – opowiada syn.

      Mówi, że zostawił mamę w dobrym stanie, przytomną i sprawną na oddziale ortopedii. 6 marca chodziła samodzielnie. Następnego dnia miała operację. Syn odwiedził ją w szpitalu. 8 marca dowiedział się, że w nocy zmarła.

      Jak poinformował "Fakt" Dariusz Diks, zastępca dyrektora do spraw medycznych Wojewódzkiego Szpitala w Skierniewicach, około godz. 22 pacjentka zaczęła się skarżyć na ból w klatce piersiowej. Na miejscu nie było jednak karetki, która przewiozłaby pacjentkę na OIOM znajdujący się 200 metrów dalej. Wezwano ambulans z Łodzi. Pani Barbara dopiero o godz. 23.55 trafiła na OIOM. O 4.50 zmarła.


      – To, że oddział ortopedii jest odcięty od reszty szpitala, jest przerażające. Moja mama padła ofiarą tego systemu. Może powinna wcześniej dostać pomoc i trafić na inny oddział – mówi zrozpaczony Leszek Adamczyk.

      (PG;tsz)

      wiadomosci.onet.pl/kraj/dramatyczne-relacje-nt-sluzby-zdrowia-w-polsce,1,5443074,wiadomosc.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja