ballest
25.03.13, 21:20
To juz bylo, ale egal dla przypomnienia!!
Świat bez Niemców
Lubosz Palata*
2006-12-07, ostatnia aktualizacja 2006-12-06 19:03
Wypędzenie to była uzasadniona kara. Ale nie zdając sobie z tego sprawy, ukaraliśmy również - a może przede wszystkim - samych siebie i ziemie, na których dane nam było dalej żyć
U wejścia do Muzeum Historii Niemiec w Bonn znajduje się ekran, na którym pokazywany jest czarno-biały film. Wynędzniali ludzie idą z tobołkami na ramieniu, z walizami i torbami w ręce. W sali dudnią ich kroki.
Przed 60 laty jedna historia Europy Środkowej się kończyła, a druga się zaczynała. Pierwsze duże transporty Niemców, w przeciwieństwie do wcześniejszych dzikich wypędzeń właściwie cywilizowane i humanitarne, stanowiły koniec niemieckiej historii Europy Środkowej i początek nowego świata, w którym żyjemy zaledwie 60 lat. Świata, którego przez tysiąclecia nie było. Świata bez Niemców.
Pod koniec lata pojechaliśmy z synem na wycieczkę na Kokorzinske Skały. To malownicza dolina, która wrzyna się w krajobraz u zbiegu dwóch największych czeskich rzek Wełtawy i Łaby.
Z pałacu w Mielniku widać wzgórze Rzip, które my, Czesi, nazywamy górą. Miejsce, gdzie według legendy praojciec Czech przyprowadził plemiona czeskie i postanowił, że tutaj zostaniemy.
U zbiegu tych dwóch rzek znajduje się słoneczne zbocze, na którym dojrzewa wino. To jedna z ostatnich winnic na północy Czech. Nad winnicą wznosi się pałac w Mielniku, a w jego sąsiedztwie potężna gotycka katedra, której fundamenty pamiętają jeszcze okres romański. To miejsce, które - jeśli w ogóle można tak nazwać jakiekolwiek miejsce - stanowi serce Czech i czeskości, o czym świadczą staroczeskie nazwy okolicznych wsi i osad.
Zaledwie pięć kilometrów stąd, 35 km na północ od Pragi, przy drodze wijącej się niezmiennie od czasów cesarzowej Marii Teresy, natrafiliśmy na kamień wyznaczający granicę między Protektoratem Czech i Moraw a III Rzeszą. Granicę między światem Czechów i Niemców, która poza nielicznymi wyjątkami została wyznaczona sprawiedliwie - jak tylko było to możliwe we wrześniu 1938 r., w świecie zmierzającym błyskawicznie ku wojnie. - Widzisz Jakubie, tutaj, za tym kamieniem żyli już Niemcy, tu mówiło się po niemiecku - opowiadałem trochę w uproszczeniu dziewięcioletniemu synowi. - A co się z nimi stało? Zabiliśmy ich wszystkich? - spytał zgodnie z logiką swojego świata gier komputerowych. - Nie zabiliśmy, wypędziliśmy, wprowadziliśmy się do ich domów, zabraliśmy ich rzeczy. Za to, co Niemcy robili podczas wojny. A później opowiadałem mu, jak kiedyś chcieliśmy kupić dom za tym kamieniem granicznym. - Ten żółty, tam na skale - pokazywałem. - Czyli właściwie mieszkalibyśmy w Niemczech - dodał z bezwzględną logiką. - Żylibyśmy w świecie, który kiedyś był światem Niemców. W świecie, którego już nie ma.
Koniec musiał nastąpić
Kupuję zagraniczne atlasy historyczne, nauczyłem się tego kiedyś na Kaukazie. Zastępują wielostronicowe książki i stanowią dowód, że jedne i te same dzieje można interpretować całkiem odmiennie, zależnie od tego, z punktu widzenia którego narodu się na nie patrzy. Ostatnio moim ulubionym jest nieduży, ale bardzo dobrze opracowany "Kieszonkowy atlas historii Niemiec" wydany przez Klett w Gotha w 2004 r.
Niespełna 10 euro było dobrą inwestycją. Niemcy i ich historia zostały tu przedstawione całkiem inaczej, niż postrzega je Czech albo Polak. Na prawie wszystkich mapach atlasu ilustrujących najważniejsze wydarzenia z historii Niemiec Republika Czeska znajduje się gdzieś pośrodku. Historia Niemiec na Wschodzie zaczyna się daleko za Królewcem, aż pod Petersburgiem. Historia Niemców to właściwie nieprzerwana wyprawa na Wschód, kolonizacja, osadnictwo, zdobywanie.
Niemcy nadwołżańscy, nadbałtycka Hanza, górnicy spiscy i siedmiogrodzcy, Zakon Rycerzy Niemieckich. Od czasów, kiedy słowiańskie grody i wsie znajdowały się gdzieś aż pod Hamburgiem, Berlin stanowił twierdzę słowiańskich wielmożów, a przylądek Arkona ostatnią twierdzę Słowian na Rugii, koloniści niemieccy podążali coraz bardziej na dziki Wschód.
Czasem z mieczem, często jako nieproszeni, ale jeszcze częściej jako zapraszani goście. Chrześcijański Bóg, którego do dziś czcimy, jest przede wszystkim Bogiem niemieckim, ponieważ przeważnie docierał tu wraz z Niemcami i z Niemiec.
Trudno nam się jako Czechom, Węgrom lub Polakom do tego przyznać, ale wraz z Niemcami nadchodziła cywilizacja Europy Zachodniej, rozwiniętego świata, dla którego chrześcijaństwo stanowiło nie tylko wiarę, ale też podstawowy kodeks moralny, który w VIII-X w. stanowił przełom cywilizacyjny.
Niemieccy koloniści, kupcy, górnicy, rzemieślnicy nie wkraczali na pustą ziemię, lecz mimo to na współczesnych mapach Polski, Czech, Słowacji lub Węgier, a także zachodniej Ukrainy można odnaleźć niewiele ważnych miast, których nie założyliby Niemcy.
W ubiegłym roku byłem na wakacjach na słowackim Spiszu, w czarującym zakątku środkowej Słowacji, którego część nie przypadkiem nosi nazwę Słowacki Raj, nie tylko dzięki okolicznej przyrodzie. W tym miejscu, gdzie po jednej stronie horyzontu wyrastają jak z morza Tatry Wysokie, a po drugiej nie mniej majestatyczne Niskie Tatry, prowadzi dziś szlak turystyczny śladem kościołów gotyckich. Śladem niemieckich kościołów gotyckich.
Miasta spiskie, które w średniowieczu stanowiły najważniejsze źródło wydobycia metali szlachetnych dla całych Węgier (a przez pewien czas także zastaw króla Polski), były miastami niemieckimi, które w porównaniu ze słowackim otoczeniem przypominały lądowanie na Marsie. Stanowiły wyższą cywilizację w tym znaczeniu, w jakim dziś rozumiemy słowo "cywilizacja". Zgodnie z tym niemieccy mieszczanie się także zachowywali - za postęp, jaki przynosili, domagali się i uzyskiwali od królów polskich czy węgierskich przywileje wyróżniające ich na tle okolicznego świata.
Spisz - ta wyspa między górami, z tak wspaniałymi niemieckimi miastami, jak: Bardejów, Levocza, Spiska Nowa Wieś, Kieżmark, daleko od innych niemieckich enklaw - potrafił utrzymać swój charakter przez blisko tysiąc lat.
W innych miejscach, jak wschodnie Prusy, wcześniej nieniemiecki obszar stał się prawie naturalnym elementem świata niemieckiego. Dwie wojny światowe, które niektórzy historycy łączą w jedną, stanowiły apogeum ekspansji Niemców na Wschód. Przez krótki okres po 1917 r., kiedy Niemcy faktycznie zwyciężyli na froncie wschodnim, wydawało się, że "wielki marsz" niemieckości zatrzyma się gdzieś pod Petersburgiem, na granicy ukraińsko-rosyjskiej.
Porażka uczyniła z Niemców mniejszości narodowe w nowo powstałych państwach, czasem ledwie tolerowane, gdzie indziej zaś pozostawiono im część dawnych przywilejów. Język i kultura niemiecka były ciągle atrakcyjne, choć nie pełniły już dominującej roli.
Był to zwiastun końca, który musiał nieodwracalnie nastąpić.
My, współcześni Germanie
Za barbarzyński nazizm, który zniszczył świat Żydów środkowoeuropejskich (stanowiący przeważnie część świata kultury niemieckiej) i zamierzał też zniszczyć świat środkowoeuropejski (i wschodnioeuropejski), odpłacono równie barbarzyńsko.
My to nasze barbarzyństwo zrzucamy na komunizm. Komunizm, który w swoim praktycznym kształcie stanowi produkt despotycznej kultury wschodniej, cywilizacji nieeuropejskiej, która opanowała Rosję, wschód i południe kontynentu, tak jak swego czasu opanowali go mongolscy najeźdźcy, Awarowie i Osmanie.
Przez swój dzisiejszy dystans wobec komunizmu staramy się pokazać, że to my jesteśmy ofiarami, a nie winnymi upadku kulturowego, do którego doszło w tej części naszej Europy, w której pozbyliśmy się Niemców.
My, Czesi, chętnie powracamy do celtyckich dziejów naszych ziemi, rozwiniętej cywilizacji, wypartej i zniszczonej przed około 22 wiekami wskutek nadejścia cywilizacji germańskiej, wprawdzie silniejszej militarnie, ale pod wszystkimi innymi względami bardziej zacofanej.